Witam,
Postanowiłam opisać swój problem na forum, bo już sama nie wiem, czy jestem przewrażliwiona, czy rzeczywiście mam problem. Jestem ze swoim TŻ krótko (4 m-ce), ale oboje bardzo poważnie podchodzimy do tego związku i mieliśmy okazję dość dobrze się poznać. Domyślam się, że padnie pytanie o nasz wiek - oboje +25.
Mój TŻ dość często nie dotrzymuje danego słowa. Przeważnie są to drobiazgi, ale niestety mają miejsce non stop. Wielokrotnie długo na niego czekałam, chociaż miał być za 5 min, bo wyszedł tylko do sklepu/bankomatu/toalety etc. Potrafił wrócić po godzinie...Czekanie samo w sobie to nie problem. Niestety zawsze przed tym wyjściem na 5min coś mi obiecuje,ale z racji nieobecności słowa nie dotrzymuje. Przykład: na weselu miałam ochotę na kawę, a mój TŻ od razu stwierdził, że mam się nie ruszać z miejsca, bo on mi przyniesie. No i w ten sposób zawieruszył się na jakieś 40min. Kawę sobie zrobiłam, wróciłam do stołu, a on po jakiś 15 min wrócił zadowolony z siebie...Potrafi w ten sposób zawieruszyć się w klubie na godzinę czasu, w toalecie...Zawsze słyszę to samo tłumaczenie - że spotkał kogoś, kogo nie widział x czasu i się zagadał. Podobnie jest z umawianiem się wieczorem na skype. Czekam 3 godziny, bo umówiliśmy się na 20, a on pisze mi o 23, że już możemy porozmawiać. Jakby wysłanie mi smsa "będę później, puszczę Ci sygnał" było takim problemem. Kiedy gdzieś wychodzimy/jedziemy na wycieczkę i ja już stoję zapakowana w ciuchy motocyklowe (oczywiście zaczyna mi się robić gorąco...) potrafi wisieć przez 40min na telefonie jakby nigdy nic. Niedawno zatrułam się czymś i przez 5 godzin miałam nudności, a byliśmy na imprezie. Olał mnie przez pierwsze 3 godziny i poszedł pić, chociaż widział, że coś jest nie tak. Potem na przemian proponował mi wódkę i kiełbasę. Kiedy koleżanka zaoferowała się, że nas odwiezie (nie wiem, jak ja tyle godzin wytrzymałam), "żegnał" się z każdą z ok. 30 osób przez 5-10 minut. Dopiero moja siostra zawlokła go siłą w stronę samochodu.
Drugi problem trudno mi zdefiniować. Mogę go jedynie opisać. TŻ kupuje mi czasami kwiatka, prezent na urodziny też dostałam, więc nie wydaje się być sknerą. Jednak już 3 razy obiecał mi drogi (wg mnie) prezent i na tym się skończyło. Jeden to moje perfumy, które uwielbia, drugi to wspólny wyjazd do Chorwacji (moje podróżnicze marzenie, mieliśmy tam spędzić majówkę, a na 2 dni przed majówką wszystko odwołał i pojechaliśmy do jego rodziców, żeby było taniej). Ok, te dwa prezenty to coś na zasadzie dodatku, ja jestem w stanie się bez nich obejść, chociaż trochę mi przykro. TŻ jest motocyklistą, ja również kocham motocykle, więc aby móc z nim jeździć kupiłam ciuchy na motor (wydatek rzędu 1500zł). Kiedy TŻ zobaczył, ile kasy wydałam zaoferował się, że kupi mi kask (miałam możliwość pożyczenia, więc nie kupowałam). Niestety zapału starczyło mu na 2 godziny...Minął m-c, a ja nadal jeżdżę w pożyczonym kasku. W międzyczasie podesłałam mu stronę z informacjami nt. testów bezpieczeństwa kasków. Stronę obejrzał, stwierdził że fajna i na tym się skończyło. Nie chcę mu truć, że przecież mi obiecał, bo to jego pieniądze, ale czuję się jak idiotka, bo mu uwierzyłam. Na początku myślałam, że może nie ma chwilowo za dużo kasy, zwłaszcza że odmówił odwiedzenia mnie w niedzielę z braku kasy(20zł za bilet na pociąg w dwie strony, obiad u mnie, kawka i ciacho u mojej babci). I wiem, że moi rodzice i babcia nie są dla niego problemem. Bardzo się lubią. Później dowiedziałam się, że w sobotę spontanicznie poszedł na imprezę, potem koncert i wrócił nad ranem (znając go wydał ok.60zł minimum). Wczoraj dowiedziałam się, że był gotów pójść na 1-dniowy kurs (koszt 500zł). Jednak coś mu wypadło w terminie kursu i jednak nie idzie. Ostatnio wykupił sobie miejsce na jachcie na tygodniowym rejsie za jakieś 1500zł.
Poza tymi sprawami układa się nam naprawdę świetnie.