Witam! Mam 23 lata. Chciałam podzielić się moją historią. Przez ostatnie 5,5 roku byłam w związku z mężczyzną, który miał 27 lat.
Na początku tego roku rozstaliśmy się. Wina? Miłość na odległość, na telefon przez pół roku, wszystko było w rozsypce. Postanowiłam to zakończyć. On jednak do dziś się stara i chciałby żebym wróciła...
Głównie problem jest inny. Po naszym rozstaniu pojawił się w moim życiu mężczyzna w wieku 50 lat. Zaczeło się niewinnie...
Przyjeżdżał do mnie do pracy i któregoś razu powiedział, że jego znajomy szuka recepcjonistki, a ja jestem zawsze uśmiechnięta, miła, itd.
Często zdarzały się takie sytuacje, jakieś numery tel zostawiali faceci, ale ja wyrzucałam badź grzecznie odmawiałam. W sumie ten 50-latek wydawał mi się całkiem poważny i pomyślałam sobie, że mogę zmienić coś w swoim zyciu i warto próbować, szukać lepszej pracy. Poszłam na rozmowe kwalifikacyjną. Po kilku dniach zaczął pisać do mnie sms`y 50-latek, złożył zyczenia noworoczne i tak się zaczęło.
Zaczęliśmy sie spotykać. Zazwyczaj jeździłam do niego wieczorami, a rano wychodziłam. Było miło. Seks? Był, to fakt. Zaszłam w ciążę.
Mój problem polega na tym, że sama nie wiem czego chce. Tak naprawdę nie zdążyłam go pokochać, bo niby kiedy. Przez noc? To nierealne, jak dla mnie. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży nie wiedziałam co zrobić. On nie dawał mi pewności, że będziemy razem, że to żaden problem, choć do dziś twierdzi czasami, że mnie pokochał. Pytam go, kiedy zdążyłeś mnie pokochać, przez noc? On wtedy mówi "masz rację, nie wiem czy to love story, ale jesteś dla mnie wyjątkowa". Miałam myśli o usunięciu. Przez 2 tygodnie zastanawiałam się, nie spałam po nocach, płakałam, bo nie chciciałam tego zrobić. Wiedziałam, że sama sobie nie poradzę, bo zarabiam najniższą krajową i nikt mi finansowo nie pomoże. Poczułam, że zostałam z tym sama. Niby jaką decyzję bym nie podejmę on będzie ze mną. Najbardziej zraził mnie, kiedy powiedział, że jak usunę to co poźniej-spirala? Naprawdę, nie wiem jak mógł pomyśleć, że kiedykolwiek chciałabym go jeszcze widzieć! Rozumię, że w wieku 50 lat zostać tatą to szok dla faceta. Jednak potrafił powiedzieć nie jednokrotnie, że on sam nie wie, czy podoła wychować dziecko, itd. Powiedziałam, że skoro on się boi to sama je wychowam. Na szczęście powiedziałam o wszystkim Mamie, która dała mi wsparcie i nie pozwoliła zrobić głupstwa. Jak poczułam, że Mama jest ze mną odzyskałam wiarę i nadzieję, że sobie poradzę. Lepiej żyło mi się z myślą, że urodzę Perełkę!
Jak wygląda moja sytuacja? Jestem w 4 miesiącu ciąży, mieszkam u Rodziców, kończę studia.
On? Dobre pytanie. Widuje się z nim, kiedy idziemy do lekarza, mamy do omówienia jakąś sprawę. Nie mieszkamy ze sobą, bo szkoda sprzedać jemu działki, gdyż twierdzi że rosną na wartości i co mi zaproponował - zamieszkanie z nim u jego mamy. To jest jego jedyna alternatywa, którą odrzucam.
Jego mama nie wie, że zostanie babcią. Odkąd wiadomo, że jestem w ciąży - nie chodzę już do jego domu. Na początku z własnego wyboru. Zanim dowiedziałam sie o ciąży, byłam już znudzona tym jeżdżeniem i stwierdziłam, że to głupie, bo wszystko dla spędzenia miłej chwili. Nie czułam się swobodnie, jak u niego, tylko jak u kogoś obecego w domu. Nie miało to dla mnie sensu. W ogóle, jak sie okazało po pewnym czasie - jego mama powiedziała kiedyś, że nie życzy sobie żebym przychodziła. Powiedziała tak, bo uważała, że 50-latek nie interesuje sie reszta rodziny (bratem, który mieszka piętro wyżej) i to był niby odwet. Jego mamę też rozumię, że mogłam się jej nie spodobać, zwłaszcza mój wiek. Też wiem, że jestem obca, a osobom starszym ciężko jest znieść fakt, że ktoś obcy kręci się po domu. Trochę to dziwne, że nawet jak mama wyjechała na wakacje to stwierdził, że nie będzie dolewać oliwy do ognia i mnie zapraszać do siebie. Hm... a gdzie trochę spontaniczności , szaleństwa? Nawet oknem czy garażem mogłabym wejść, żeby nikt nie wiedział, ale jak widac jemu nie zalezy.
Dziś chodzimy razem do lekarza, ewentualnie czasami na zakupy, jak coś potrzebuję z ciuchów. Codziennie do mnie pisze, pyta jak sie czuje, co robie, itd. Wylądowałam z deszczu po rynną, bo miałam juz związek na odległość i powiedziałam sobie - nigdy więcej!!! Nie czuje, że żebym go kochała. Nidy odkąd się z nim znam też nie czułam, żeby to był związek. Jak sie z nim spotykałam to swież po rozstaniu z byłym i wtedy miała ogólnie złe nastawienie do miłości, twierdziłam, że ona nie istnieje.
Najlepsze jeszcze jest to, że on proponował mi spotkania, ale u niego w pracy wieczorami i wiadomo, że dla seksu, przynajmniej tak było w moim odczuciu. Jak teraz mnie widzi to za każdym razem chciałby czegoś więcej. On chyba nie może zrozumieć, że przez to, że nie jesteśmy razem tym bardziej oddalamy sie od siebie, mnie zupełnie do niego nie ciągnie. Na początku było mi smutno, że jego nie ma obok, ale z biegiem czasu nauczyłam się z tym żyć, ucze sie żyć bez niego. Nie potrafie, nawet nie chce się do niego przytulić, a co dopiero pocałować. Nie potrafię udawać, że jak widzimy się średnio raz na 3 tygodnie to jest super fajnie, nie umię cieszyć sie chwilą.
On się dziwi, że jeste, taka oziębła i nazywa mnie zołzą.
Jest też były, który od początku wiedział, że jestem w ciąży, jakoś był najbliższą mi osobą, której mogłam się wyżalić, takim przyjacelem. Chciałabym z nim być, ale nie wiem co to jest? Czuje się w jego towarzystwie dobrze, często ma jakieś swoje zachowania, które mnie denerwują, jednak wiem, że mnie kocha. Tu nawet nie chodzi o mnie, a o moją Perełkę. Dziś Jej na świecie jeszcze nie ma i nie wiem jaka będzie reakcja byłego, kiedy będzie Ją brać na ręce i w ogóle jak to będzie wyglądać. Jak zareagują jego rodzice? Jak będą na mnie patrzeć? Jak mam spojrzeć im w oczy? Jak do tego podejść?
Inni mówią, że powinnam dać szanse ojcu dziecka, a o byłym zapomnieć, traktować jako kolegę. Ojciec dziecka ciągle tą szanse ma, ale jak widać nie wykorzystuje jej. Z byłym bym coś wynajęła, mieliśmy dużo wspólnych planów, marzeń. Jestem do niego przywiązana emocjonalnie. Nie chce wiecznie czekać, że ojciec dziecka w końcu coś zdziała. Nawet jak zrobi dla nas kąt do zamieszkania to i tak przecież jesteśmy oddaleni od siebie i czuje wstręt. Nie mogę wyobrazić sobie życia z nim. Poza tym z biegiem czasu zdążyłam go poznać i jego charakter mi nie pasuje. Próbuje zwrócić na siebie uwagę, ma inne poczucie humoru niż ja. Jest mądry to prawda, ale "ą, ę" zupełnie mi nie odpowiada. Pochodzę z normalnej rodziny, która pewnie nie odnalazłaby się w jego towarzystwie.
Chciałam się poradzić, bo nie wiem czy może lepiej, żebym nie podejmowała decyzji o byciu z byłym do czasu rozwiązania ciąży. Choć z drugiej strony chciałabym wiedzieć, że tu w tym miejscu będzie pokój mojego dziecka, tu będzie łóżeczko itd.
Chciałabym poznać Wasze opinie na temat tej historii, co Wy byście zrobiły?
Pozdrawiam!
xyz.zagubiona