Witam
Od bardzo dawna zmagam się z depresją.Co jakiś czas mam nawroty. Bez przerwy biorę leki. Mam pytanie do osób , które mają kogoś bliskiego chorego na depresję- jak sobie radzicie? Jak wpływa na was choroba bliskiej osoby? Co czujecie ?
Ostatnio dużo zastanawiam się jak pomóc mojej rodzinie wytrzymać ze mną.Mój mąż jest skrytą osobą i wiem ,że nie umie opowiadać o swoich uczuciach.Zastanawiałam się też ostatnio dlaczego jak mam gorsze samopoczucie znajomi nie odwiedzają mnie.Zapytałam jedną koleżankę wprost i powiedziała, że po prostu nie wie jak się zachować i nie wie czy powinna mnie odwiedzać, czy nie będzie przeszkadzać.
Proszę pomóżcie mi zrozumieć co czują osoby mające w otoczeniu kogoś z depresją.
rozmawiaj ze sowimi bliskimi tlumacz im pewne sprawy, ze czasem sie zachowujesz tak a czasem tak bo to choroba i nie zawsze w pelni wiesz ze np swoim zachowaniem mozesz wyrzadzac im krzywde. mów ze ich potrzebujesz i zeby byli cierpliwi bo tylko w tens posob masz sznase wygrac z chorobą
3 2012-05-14 11:34:39 Ostatnio edytowany przez pata (2012-05-14 11:45:09)
Witam,
mam podobną sytuację tylko jestem po tej "drugiej" stronie. Gdy widzę się z pewną osobą, dodam że ma ona depresję, podobnie jak twoja koleżanka nie wiem jak mam się zachować w chwili gdy ta osoba czuje się gorzej. Staram się zrozumieć, na wiele rzeczy i słów nie zwracam uwagi w sensie, że nie biorę tego tak do siebie. Chcę pomóc, rozmawiać, tylko jak to oferuję ta osoba jeszcze bardziej się zamyka. Odnośnie tego, że się wtrącam usłyszałam już tyle przykrych słów, że zrezygnowałam, natomiast jak nie poruszam tego tematu przez dłuższy czas, "bo nie mam się wtrącać" dostaję odp. że mam ją gdzieś, że się nie interesuję itd. Co robię źle??
Wydaje mi się, że jeżeli dana osoba wie co ci jest (depresja), warto ją poinformować że masz akurat dziś gorszy dzień jeśli sama tego nie zauważy. Przepraszam za tak śmiałe stwierdzenie - myślę, że osoba która nie przychodzi do ciebie bo ty masz gorszy dzień i ona nie wie jak się zachować nie jest dużo warta. Można nie wiedzieć jak się zachować ale to nie znaczy że należy Cię zostawiać z tym samą, chyba że sama tego chcesz. Piszę tak dlatego, że moim zdaniem aby komuś pomóc to ta osoba musi tego chcieć, jeżeli nie chce nie pomożemy jej.
A jak się czuje osoba w otoczeniu chorego na depresję: myślę, że to zależy od konkretnego przypadku, w jaki sposób się zachowujesz, jak blisko z tą osobą jesteś. Myślę, że jeśli wie na czym polega choroba to rozumie, a przynajmniej stara się zrozumieć, chce wspierać byś czuła się lepiej - mówię tu o rodzinie i osobach bliskich, nie kimś kto wypytuje bo jest ciekawy ![]()
Dziękuję Wam za odpowiedzi.Masz rację Mrófka ,że trzeba rozmawiać.To podstawa.Depresja to straszna choroba- niszczy wszystko- przyjaźnie, związki.Zbiera ogromne żniwo i zostawia pustkę.........
Popieram - rozmowa to najważniejsza sprawa, a zamknięcie się w sobie to najgorsze, co możemy zrobić. Wspomniałaś o znajomych, którzy Cię nie odwiedzają jak masz gorsze samopoczucie. Myślę, że dobrze, że zapytałaś o to swoją znajomą i co ważne (!) dostałaś szczerą odpowiedź, bardzo dobrze. Napisałaś też, że Twój mąż jest osobą skrytą (mężczyźni generalnie, jak wiadomo, trochę inaczej funkcjonują pod tym względem, są ogólnie bardziej zamknięci w sobie w kwestii uczuć), a nie myśleliście o jakiejś wspólnej terapii? Może pomogłaby i Tobie i Jemu
Czy w ogóle chodzisz do psychologa w związku z depresją?
6 2012-05-18 16:45:07 Ostatnio edytowany przez kociamama (2012-05-18 17:02:13)
Przeszłam przez wiele terapii, i jest ze mną o wiele lepiej.Biorę cały czas leki.
Może to i moja wina ,że ludzie się ode mnie odsuwają.Ja się ich po prostu boję.Nie chcę być już poniżona jak będę miała nawrót depresji.Dwie osoby, które były moimi przyjaciółmi bardzo źle mnie potraktowały gdy miałam nawrót.Szyderstwo, krzyki ....prosiłam o pomoc i usłyszałam - radź sobie sama.Tłumaczyłam im ,że to choroba, że nie chcę się tak zachowywać, że nie potrafię niektórych zachowań zmienić(np. wybuchy płaczu, ogólne zdenerwowanie).
Teraz okropnie trudno mi zaufać.Staram się nie być uciążliwa dla rodziny.Robię wszystko , żeby nie mieć nawrotów, jednak wiem , że prędzej czy później to wróci.
Witaj,
depresja to stan pustki,beznadziei,izolacji i skupienia się na sobie,czyli na tym jak mnie jest żle i nie umiem sobie z tym poradzić.Tak ogólnie można ją zdefiniować.Trudno jest osobom ,które nie doświadczyły jej,zrozumieć -co dzieje się w chorym człowieku.Moim zdaniem tylko osoba profesjonalna może pomóc wyzdrowieć i dotrzeć do żródła depresji,aby na stałe wyeliminować ją ze swojego życia.Uwierz mi,to jest możliwe!Mnie oprócz terapii bardzo pomogło czytanie książek o depresji,gdyż jest to swoista terapia niczym rozmowa ze specjalistą-uzyskujesz w nich wiele odpowiedzi na nurtujące pytania .Musisz jednak być mocno zdesperowana w swoich postanowieniach odnośnie leczenia,a wtedy sukces murowany.W przeciwnym razie nikt nie jest w stanie Ci pomóc,a już na pewno znajomi,którzy albo boją się tego tematu,albo poprostu nie potrafią .To choroba duszy,nie ciała-chociaż przy długotrwałej depresji mogą pojawić się tzw.objawy psychosomatyczne jak nadrważliwość jelit,kłucia w okolicy serca,ucisk gardła itd.
Jeśli masz jakieś pytania to chętnie służę pomocą.Pozdrawiam Cię ,życzę wytrwałości i powrotu do zdrowia.
Witam Bona.Widzę ,że wiesz dużo o depresji.Jestem bardzo zdeterminowana.Tylko ,że coraz trudniej uwierzyć mi że to kiedyś odejdzie tak na zawsze.Za każdym razem jak jest nawrót czuję ogromne rozczarowanie.Dziś miałam gorszy nastrój,nie potrafię radzić sobie w sytuacjach stresowych.Tak samo jest jak przemęczę się fizycznie- nawrót murowany.Na szczęście są to jednodniowe ataki płaczu i ogólnego obwiniania się o wszystko.
Witaj,zapewniam Cię,że depresja przy właściwym jej leczeniu na pewno odejdzie ,przecież ja jestem tego żywym dowodem.poza tym piszą o tym w wielu książkach.Nie nastąpi to od razu,ale z czasem jej nawroty są coraz słabsze i rzadsze,aż w końcu zaczynasz cieszyc się życiem.Wystarczy trafić na dobrego psychologa,wyrzucić z siebie kontener niepotrzebnych emocji i złych uczuć,a świat ukaże Ci się w zupełnie innych barwach.Czasami, gdy ten kontener jest za bardzo przeładowany traumatycznymi wręcz przeżyciami,trzeba udać się do psychiatry i wspomóc farmakologicznie,ale nie wolno zaprzestać wizyt u psychologa-tabletki tylko tłumią problem,nie rozwiązując go.pozdrawiam
to jeszce raz ja.Właśni przed chwilą zuważyłam,że napisałaś o lekach.Czy możesz mi podać ich nazwy-ja brałam Fevarin i Depakine chrono,na nerwicę lękową
11 2012-05-20 09:43:23 Ostatnio edytowany przez kociamama (2012-05-20 09:45:16)
Przeszłam przez trzymiesięczną , intensywną terapię w ośrodku leczenia depresji.Przez ok. półtora roku miałam indywidualne spotkania z psychologiem co tydzień.Biorę od ok. ośmiu lat cital i czasami miałam włanczany ketrel.Problemy z depresją miałam , jak pamietam, od zawsze ale zdiagnozowana i leczona była od 18 roku życia.
Bona a Ty ile lat chorujesz?
Ja też miałam silne lęki ale od ok. trzech lat już nie mam z nimi problemu.
Podrawiam.
Ja mam obecnie 57 lat,urodziłam córkę w wieku 29 lat i wtedy wystąpiła tzw depresja poporodowa,której nikt nie zdiagnozował/takie to były czasy 1984/ po 5-ciu latach przyszedł na świat syn i znów to samo,ale jakoś sobie radziłam.Dopiero jak miałam40 lat i nie mogłam na święta wstać z łóżka to sąsiadka psycholog skierowała mnie do swojej koleżanki.Chodziłam do niej 14 lat,włączyła mi leki po jakiś 5 latach.które brałam przez 7 lat z przerwami=koszmar,ale do przeżycia tymbardziej,że widziałam efekty.Nie zrażaj się jednak moją tak długą drogą,każdy jest inny i ma też inny bagaż doświadczeń do przerobienia na kozetce u psychologa.Mój ojciec był alkoholikiem,w dodatku agresywnym i depresyjnym umarł 10 lat temu.pozdrawiam
...co do lekó to w ogóle ich nie znam.Ja zaś brałam na początku prozac zoloft bioxetin lyricę.
Dziewczyny, ja mogę coś powiedzieć z tej drugiej strony.
Nie mieszkam razem z chorą, choć co pewien czas bierzemy ją do siebie na kilka tygodni i widujemy się często, gdy mieszka sama.
Powiem tak: nie jest to łatwe dla rodziny.
Jeden chory - to chora rodzina.
Najpierw różnie reagowałam...
Denerwowało mnie to ciągłe "wieszanie się " na nas...obwinianie o coś...konieczność bycia do dyspozycji...słuchanie, jaki świat jest zły i jak to wszystko źle sie skończy. Gdy chcieliśmy wyjechać czy wyjść: czy musicie? a kiedy wrócicie?
Denerwowała mnie bezradność, bezdecyzyjność dotycząca najprostszych spraw, na przykład które jajko zjeść.
Gdy mówiłam: Chodź na spacer, słyszałam - Ty mnie nie rozumiesz.
Gdy próbowałam dać jakieś zajęcie (zgodnie z ustaleniami z lekarzem), słyszałam - nie mam siły, a ty mnie zmuszasz.
Kłamała, że się umyła i przebrała, gdy tymczasem nie ruszyła nawet mydła.
Najważniejsze było "ja", a jednocześnie wielkie wycofanie.
Mój talerzyk...kup wafelka...znów zapomniałeś....czy mam jogurt...idź i kup...
Ja...ja...ja...skupienie na ja. Jednocześnie zupełnie brak reakcji na problemy otoczenia...jakaś śmierć w rodzinie nie robiła wrażenia...bo to ja jestem taka nieszczęśliwa...
Chodziłam z chora do lekarza, słuchałam rad...ustalałam potem w domu, jak to rozgrywać.
Myślałam o tym, że jeszcze trochę, a sama będę potrzebowała psychiatry.
Ja już wtedy dużo wiedziałam o depresji, bo czytałam i rozmawiałam z psychiatrą w czasie wizyt, ale nie było jednak łatwo...
Kociamamo, pytasz o to, więc mówię, jak jest, jak to widzę z drugiej strony - wybacz, jeżeli zaboli...
Bliscy chorego na depresję są tak samo biedni, jak chory...
Ja wiem, że są różne odmiany depresji...wiem, jaka to ciężka choroba, wszystko wiem...
Ale pytasz, więc mówię, jak to może odbierać Twoje otoczenie.
Piszesz, że znajomi odchodzą...
Myślę, że głównie nie z tego powodu, że sie nie sprawdzili w przyjaźni, ale dlatego, że ich psychika też cierpi, bo chory obciąża ich swoją chorobą...ta choroba jest toksyczna...jednocześnie to otoczenie ma duże zadanie do wykonania w walce z tą chorobę.
Ty nie masz łatwo, ale oni też...naprawdę...
Znalazłam gdzieś w necie wspaniały list jakiejś pani, która po wielu latach walki z depresją zrozumiała, jak to działało na otoczenie. Straciła męża, odeszli znajomi, dzieci też miały dość...Nie będę teraz krytykować tego męża i dzieci, bo nie o to chodzi. Chodzi o efekty...
Kobieta pisała, że zdaje sobie sprawę z tego, że dla niej było tylko JA. Nauczyła sie tym kierować...naprawiała swoje stosunki z otoczeniem...
Wspaniały, pouczający list....Wydrukowałam go i dałam go mojej chorej.
Przeczytała bez emocji i bez słowa, złożyła a potem wyrzuciła.
Znów nikt jej nie rozumiał...??
Życzę dużo wytrwałości.
Masz rację KOMA i dobrze,że o tym piszesz.Zycie z chorym na depresję to udręka ,szczególnie dla dzieci,które nie potrafią tego ogarnąć-trzeba je zatem chronić,za wszelką cenę i zmuszać się do normalności przed nimi.Przed mężem nie należy udawać,On musi wiedzieć co się z nami dzieje,ale to nie znaczy żeby Go używać jako worka treningowego/a z doświadczenia wiem ,że tak się robi-najłatwiej jest oskarżać i wyżywać się na bliskich/.Co do znajomych to różnie to bywa,ale nie oczekiwałabym pomocy.Ja miałam tak,że izolowałam się od wszystkich,nie opowiadałam o swoim stanie,robiłam z wielką trudnością to co do mnie należało i uciekałam w swój wewnętrzny świat.Nie wiem czy to było dobre,trudno ocenić,ale wiedziałam,że jak sobie sama nie pomogę to nikt za mnie tego nie zrobi.Mąż starał się zrozumieć to co się ze mną działo,ale na tym kończyła się Jego rola.
16 2012-05-20 16:56:47 Ostatnio edytowany przez kociamama (2012-05-20 19:21:38)
Koma 5 zdaję sobie sprawę, że otoczenie chorego na depresję ma ciężko.Przepraszam, że to mówię ale osoba , którą się opiekujesz jest uciążliwa chyba też po części z racji swojego trudnego charakteru, w tym przypadku nie można wszystkiego zwalać na depresję.Koma jeśli mogę to dam Ci radę tak z własnego doświadczenia.
1. Cały czas pamiętaj ,że to choroba- tak będzie łatwiej.
2.Przestań tak nadskakiwać- nie kupiłaś wafelka powiedz tej osobie trudno nie miałam czasu.
3 .Nie wyciągaj na spacery, do sklepu itd.sama wyjdzie jak będzie chciała.
4.Wystarczy, że jesteś gdzieś w pobliżu.
5.Dbaj o siebie
U mnie jest inaczej bo ja nie narzekam i nie obwiniam wszystkich wkoło.Ja zamykam się w sobie i głównie płaczę.
Znam osobę , która jest zdrowa ale jak się z nią rozmawia to faktycznie można zwariować- cały czas narzekanie, obwinianie innych , mówienie złych rzeczy o innych- aż się chce uciekać.
Tak naprawdę to nauczyłam się żyć sama , nie oczekuje od nich już zbyt wiele.
Ja z mężem ustaliłam taką taktykę, że jak naprawdę nie jestem już w stanie normalnie funkcjonować to biorę tabletki nasenne i staram się duzo spać.Czasami trwa to cały dzień.Wtedy on z córeczką organizują sobie czas , córeczka wie, że jak się wyśpię to będzie dobrze i zazwyczaj po takim przespanym dniu jest dobrze.
Muszę wam powiedzieć , że ja czuję się gorsza od innych przez to że mam depresję.Jestem bardzo aktywna zawodowo i mam wiele zainteresowań, dobre wykształcenie a mimo to czuję się gorsza.
Czasami chciała bym być sama żeby nie mieć tego poczucia że krzywdzę innych.
Bona ja przeszłam przez bardzo wiele leków, których nazw już nawet nie pamiętam, ale dopiero cital okazał się super.W ogóle nie daje u mnie skutków ubocznych , inne leki dawały.Byłam po nich bardzo śpiąca, albo strasznie miałam sucho w ustach, itd.
Jest mi przykro też z tego powodu , że np. chorych na raka ludzie nie obwiniają, rozumieją, maja dla nich współczucie.Nawet jak ktoś pali papierosy przez dwadzieścia lat a potem zachoruje na nowotwór płuc to nikt nie powie- to twoja wina. Chorzy na depresję są często obwiniani o swój stan , uważa się, że nie chcą się wyleczyć.Nikt nie powie choremu na raka to twoja wina że zachorowałeś, jak byś chciał to byś wyzdrowiał.A moim zdaniem depresja to taki rak duszy , który nieleczony też prowadzi do śmierci- do samobójstwa.
Uważam,że nie powinnaś w żadnym wypadku czuć się gorsza od innych.Pomyśl tylko- czy człowiek,którego dotknęła jakakolwiek choroba też czuje się przez nią gorszy?Zapytaj kogo chcesz,a usłyszysz,że nie! Depresja,jak już pisałm to CHOROBA,a ona nie wybiera i każdy może paść jej ofiarą.Nwet gdybyś nie miała tych wszystkich przymiotów,o których piszesz, to i tak zawsze będziesz jedyną , niepowtarzaną,watrościową osobą.Problem jest w tym,abyś wreszcie w to uwierzyła-poprcuj więc nad tym.pozdrawim
Masz rację Bona.Tylko to takie trudne gdy przeszło się tyle upokorzeń od innych z powodu swojej choroby.Były osoby, które krzyczały na mnie , wyśmiewały się ze mnie , szydziły ze mnie gdy miałam nawroty .Słyszałam też , że takich jak ja powinno się zamykać samych i albo sobie poradzą albo nie........
Powiem Ci , że teraz mam dziwną sytuację ponieważ jedna osoba , która powiedział mi gdy byłam chora (gdy ją prosiłam o pomoc)" radź sobie sama, nie mam czasu"teraz zachorowała na depresję....bardzo mi jej szkoda, nie czuję satysfakcji , że ją też to dotknęło i mimo wszystko chciała bym jej pomóc.
W głowie mi się nie mieści jak mogło dojść do takich sytuacj1.Ci ludzie ,którzy się z Ciebie naśmiewali są mocno niedojrzali albo poprostu głupi,szkoda na nich słów.Powiedz czy masz jakąś rodzinę oprócz męża,jeśli tak to może u kogoś z nich poszukać wsparcia.Wcale Ci się nie dziwię,że po takich doświadczeniach nie chcesz się do nikogo otworzyć,przez to wiele tracisz i Twoja samoocena spada-słowem błędne koło.Trzeba pomyślec jak to zmienić.
Ci ludzie ,którzy się z Ciebie naśmiewali są mocno niedojrzali albo poprostu głupi,szkoda na nich słów.
Niekoniecznie, bona...
Depresja - mimo że coraz częściej o niej słyszymy - jest w sumie chorobą nieznaną. Głównie przez wielość odmian i objawów. Niełatwo tez się dogadać z osoba chorą, bo wydaje sie innym, że to przecież takie proste - przestać sie zamartwiać...wychodzić na balety...opiekować sie rodziną, dzieckiem...zrobić coś wokół siebie...
Mnie zadziwiało co: masz zrobić to i to (ułożyć w szafce, poprasować bluzki, wykąpać się, ....). Nie siedzisz godzinami przed telewizorem!!
Dzwonię - nikt przez chwile nie otwiera. Wreszcie wchodzę. Deska do prasowania rozłożona, nic nie wyprasowane, żelazko zimne - ale telewizor gorący.
Słowem - nie wystarczyło chęci wykonania zadania, ale w chwili zagrożenia wizytą, wszystko było pozornie wg zalecenia.
Wtedy determinacji i energii wystarczyło???
Było też dużo prób oszukiwania nas...
Nie wiem Koma kim się opiekujesz ale tak jak to pisałam wcześniej ta osoba może wcale nie mieć depresji a taki charakter.
Ja nikogo nie oszukuje.Gdy jest mi naprawdę ciężko to nie mam ochoty ani siły nawet włączyć telewizora.
Czy osba , którą się opiekujesz bierze regularnie leki, uczestniczy w psychoterapii, jak ma lepsze dni to zachowuje się inaczej.Napisz coś więcej o tej osobie.
Z Twoich postów wynika że jesteś do niej bardzo negatywnie nastawiona.
Nie jestem negatywnie nastawiona.
Skąd taki wniosek?
Pytasz, jak to może odbierać rodzina - więc piszę prawdę, jak jest u nas. Jak my to odbieramy i jak pomagamy.
Nie użalamy sie i nie gładzimy po włoskach - bo to najgorsze, choć wiem, że oczekiwanie przez chorą.
Postępujemy zgodnie z zaleceniami lekarza.
Ta osoba jest od bardzo dawna chora na depresję. Leczy sie długo, była w szpitalu, ma regularne wizyty u psychiatry, bierze leki...
Ma okresy lepsze, ale ten gorszy ostatnio trwa przeszło rok.
Ostatnio jest trochę jakby lepiej - była u fryzjera, wychodzi do koleżanek i na spacery.
23 2012-05-20 22:44:22 Ostatnio edytowany przez kociamama (2012-05-20 22:49:10)
Tak z tego co piszesz wnioskuję , że ogromnie Ci ona ciąży.Mów co chcesz ale z Twoich postów aż wylewa się niechęć do tej osoby, może nawet nieuświadomiona....Tak sobie myślę , że pewnie to teściowa.Zgadłam?
Tak, to teściowa, ale mylisz się twierdząc, że jestem negatywnie nastawiona.
To w sumie jest fajna kobitka, zawsze była...
Powiedz, gdzie widzisz negatywne nastawienie?
Powtarzam - piszę, jak to wygląda u nas, a pomagam jej wyjść z choroby już bardzo wiele lat.
"Naczytana" jestem w temacie też! Mam za soba wiele rozmów z lekarzami na ten temat.
Wiem, jak nalezy postępować.
Wiem, że sprawę należy traktować "zadaniowo".
Wiem, że depresja jest toksyczna.
Wiem, że nie należy głaskać po główce, mówić "ale ty biedna" ani "inni mają gorzej".
Wiem, jak ona ma zyc z tą chorobą.
Wiem też, czego ona oczekuje, ale co wcale nie musi jej pomóc.
Wiem, że muszę być konsekwentna.
Tak z ta chorobą jest.
A nie jest łatwo otoczeniu.
Jedni specjalisci mówią: daj jej siedzieć bezczynnie, skoro chce.... Inni: ubierz siłą i wyprowadź na słońce. Daj zadania.
Któraś pani doktor powiedziała kiedyś: proszę zrobic ją odpowiedzialną za jakies prace domowe, na przykład prasowanie. A jak wyprasuje wszystko, co wtedy? - pytam. Proszę wyprać wyprasowane i niech znów prasuje.
Ktoś powie na mnie - Chyba zgłupiała...
Kociamamo, jestem ciekawa, czego Ty - osoba chora - oczekujesz od otoczenia, od rodziny.
Powiedz sobie szczerze, jaka reakcja ma być?
Co by Ci się najbardziej podobało, gdy jesteś w gorszej kondycji??
Dziewczyny,
ja u Komy wyczuwam bardziej irytację i bezradność wobec teściowej.Jak to możliwe,że Ona jest bez przerwy w depresji?Wydaje mi się,że jako niemłoda już osoba straciła być może chęć do życia,może brak Jej celu,może bliskiej osoby/np.faceta,lub bratniej duszy/Uważam,ze powinnaś tak po kumpelsku podejść Ją i wyciągnąć o co chodzi.Ja miałam podobnie z moją matką ,po śmierci mojego ojca.Nagle ,mimo że miała upragnioną wolność nie wiedziała jak żyć co ze sobą zrobić.Biegała po wszystkich lekarzach,jak hipochondryczka,czasami lądowała niepotrzebnie w szpitalu,aby zwrócic uwagę na siebie-jaka jestem chora,ale to była forma ucieczki przed samotnością.Trwało to 2 lata,w końcu zorientowałam się o co chodzi,zaprowadziłam do psychiatry,potem na terapię grupową;" zapędziłam "wręcz do klubu seniora,na jakieś potańcówki i zaskoczyła.Teraz mając 76 lat ,co tydzień jest w klubie,sanatoria i wycieczki są grane,sylwester do białego rana....itp,nie wspomnę o strojeniu się.Teraz siedzi w Ciechocinku i jest przeszczęśliwa.Takie to mam z nią życie.
Nie oznacza to bynajmniej,abym miała z nią idyllę,ale jest o niebo lepiej niż kiedyś.Piszę dlatego,że może trzaba z Twoją teściową pójść tą drogą.
Kociamamo,
dobra z Ciebie dziewczyna,że mimo doznanych obelg chcesz pomóc koleżance,ale zastanów się czy nie lepiej poczekać aż się sama do Ciebie zwróci i czy masz na tyle sił aby to zrobić.Musisz też pamiętać ,że pomagając innym, dorażnie pomagasz sobie np .w pewnym stopniu podniesiesz swoją saoocenę ,ale jednocześnie choć nieświadomie przenosisz cudze problemy na swój grunt, a to w Twoim obecnym stanie może tylko zaszkodzić zdrowieniu.Ponadto skupiając się na innych mimochodem spychasz swoją chorobę na 2-gi plan,a przecież co się odwlecze to nie uciecze.Przemyśl to.Warto też pamiętać ,że osoby depresyjne,które b,wiele złego doświadczyły,są zazwyczaj nadwrażliwe na cudzą krzywdę,przez co niejednokrotnie ładują się w kłopoty.Dam Ci przykład:Ty pomagasz koleżance będąc chora,a potem możesz usłyszeć od bliskich,że uważają Cię za zdrową skoro angażujesz się w cudze problemy.
Do Koma,
masz rację pisząc to wszystko o depresji,ale uważam ,że jeśli ktoś nie umie lub nie chce pomóc choremu,to niech o tym powie,a nie obraża-to nie jest w porządku,a szkody wyrządzone w ten sposób,nie współmiernie większe.
Dziewczyny,
ja u Komy wyczuwam bardziej irytację i bezradność wobec teściowej.
Nie ma bezradności i irytacji - przeciez napisałam, że wiele wiem na temat choroby i tego konkretnego przypadku.
Mam to "ogarnięte" i wiem, że jej pomagamy.
Bona...to JEST depresja.
Z metodami, o jakich piszesz, tez juz próbowaliśmy.
Udaje sie w lepszych momentach., a to juz trwa przeszło 20 lat.
Zresztą nie chcę pisać na forum za dużo...
uważam ,że jeśli ktoś nie umie lub nie chce pomóc choremu,to niech o tym powie,a nie obraża-to nie jest w porządku,a szkody wyrządzone w ten sposób,nie współmiernie większe.
O kim piszesz? Bo post kierujesz do mnie.
Prosiłam już wyżej: jak Wy, chore, widzicie metody wspierania? Czego oczekujecie od bliskich?
Jak ma wyglądać ich działanie, aby Wam było lepiej walczyć w choroba i zyc w rodzinie?
Więc dobrze napiszę czego ja oczkuję.Przede wszystkim, żeby mnie nie obwiniali za depresję.Żeby uwierzyli , ze czasami naprawdę nie jestem w stanie zrobić nic oprócz leżenia.Żeby mi uwierzyli, że robię wszystko co w mojej mocy , żeby z tego bagna wyjść.Tak jak pisałam wcześniej mam ustalone pewne zasady z moim mężem i teraz jakoś sobie radzimy.
Zakładając ten wątek chciałam porozmawiać o uczuciach jakich doświadcza rodzina chorego a nie co robi itd.
Teraz już wiem , że odczuwa irytację, złość, bezradność.....
Teraz już wiem , że odczuwa irytację, złość, bezradność.....
Nie wydaje mi się, abys taki wniosek wysnuła z moich wypowiedzi.
Raczej: odczuwa obowiązek wobec chorego, determinację w pomocy mu oraz konieczność zaznajomienia sie z metodami postępowania wobec chorego.
Nie takimi metodami, jakie podobają sie choremu, ale takimi, które choć trochę gwarantują mu normalne funkcjonowanie.
Leczenie nigdy nie jest miłe, jakakolwiek to jest choroba.
A zwłaszcza leczenie chorego na depresję.
Ty, zamiast posłuchać, jakie ja mam doświadczenie, znów w sposób charakterystyczny dla depresanta mówisz: dajcie mi spokój, pozwólcie chorować, zostawcie mnie, chcecie tylko źle, zamiast mi pomóc odczuwacie tylko złość...irytacje moją chorobą...
Jeżeli będę głaskać moją mamę, będę utwierdzać ją w chorobie, potwierdzać, że jest z nią fatalnie...coraz fatalniej... w końcu popełni samobójstwo. Bo to tak działa, niestety...
"Dajcie mi spokój, pozwólcie chorować, użalajcie sie nade mną, bo mam depresję" - to nie jest metoda.
Pocieszanie, głaskanie, a zwłaszcza mówienie "nie jest tak źle, inni mają gorzej" nie jest skuteczne!
Jeżeli jeszcze znajdę w necie list tej kobiety, która wiele, wiele lat chorowała - wkleję tu. Zobaczysz, jak ona to widzi. Mądry list, pouczający...
Każdy, kto przeczyta Twoje posty dojdzie do wniosku, że aż kipi z Ciebie złość i żal do całego świata , że musisz się męczyć z chorą mamą.Przykro mi to pisać ale Ty NIC nie wiesz o depresji i w takim wypadku ta dyskusja nie ma sensu.Takim postępowanie m jakie opisujesz - zmuszając swoją mamę do czynności na, które nie ma siły , do kazania jej prasować sterty ubrań, obwiniając ją , że cie okłamuje.Takim sposobem nic nie zyskasz.Nie dziwię się ,że kobieta choruje już dwadzieścia lat mając tak źle nastawioną do niej synową.Nawet zdrowy by się załamał jakby go ktoś tak traktował.Zostaw ją w spokoju i przestań się jej czepiać to kobieta od razu odżyje.
Szkoda, że w Tobie tyle złości. Widzę, że nie masz kogoś, kto mógłby Ci pomóc w tej ciężkiej chorobie.
Przeczytaj jeszcze raz moje posty a może dowiesz się wreszcie, że organizacja leczenia jest konsultowana z lekarzami.
Rzeczywiście nie mamy o czym rozmawiać, bo nic nie wiesz o swojej chorobie i w rozmowie ze mną kierujesz sie tylko złą wolą. Twoja złość na Twoją teściową - o czym piszesz w innym watku - dyktuje Ci , że ja też swojej bardzo nie lubię. A tak nie jest - bo w przeciwnym wypadku zostawiłabym tę chorą sama sobie lub pozostałej rodzinie.
Z serca życzę radzenia sobie z tą chorobą.
Przemyśl to, co napisałam ...
34 2012-05-21 21:18:20 Ostatnio edytowany przez kociamama (2012-05-21 21:21:16)
Masz rację, jest we mnie dużo złości na ludzi takich jak Ty.Ale ja w przeciwieństwie do Ciebie potrafię się do tego przyznać.Wybacz ale słuchając lekarza , który każe ci zawalić teściową praniem a jak wyprasuje to wrzucić to do pralki i niech prasuje od nowa robisz teściowej straszną krzywdę.Wydaje Ci się że wiesz lepiej od chorych co czują , czego , potrzebują że wiesz wszystko o depresji tak naprawdę nic o niej nie wiesz.Wydaje ci się , ze jesteś takim dobrym człowiekiem bo z łaski zajmujesz się chorą teściową a ja ci powiem, że robisz jej swoim zachowaniem krzywdę.
Masz rację nie podoba mi się zachowanie mojej teściowej a jak chcesz o tym pogadać to wejdź na tamten wątek i pogadamy a nie mi to tu wypominasz.
Mam kochającego męża i córeczkę i oni naprawdę wiedzą jak mi pomóc.
Gdybym słuchała takich ludzi jak ty tkwiła bym nadal w swojej chorobie a tak mam tylko co kilka miesięcy jednodniowe nawroty.
Nie zamierzam już czytać twoich postów ani na nie odpowiadać bo rozmowa z tobą mnie okropnie denerwuje, poraża mnie twoja ignorancja i brak podstawowej wiedzy na temat mechanizmów, leczenia i przebiegu tej choroby.Pisząc z tobą tracę tylko swój czas , który mogę poświęcić bardziej wartościowym osobom.Szkoda mi tylko twojej teściowej bo gdybyś fachowo jej pomagał to kobieta by z tego mogła wyjść a nie tkwić w tym przez dwadzieścia lat.Żegnam.
Gdzieś Ty wyczytała o "zawalaniu robotą""??
Wyluzuj!
Słyszałaś kiedyś o terapii zajęciowej??
O satysfakcji chorego na depresję z powodu wykonania drobnego zadania??
O radości kobiety, która jednak dała radę pójść do fryzjera i wybrać w sklepie nową bluzkę? Zdecydować się na jakąś...?
A o terapii zajęciowej w szpitalu??
a tak mam tylko co kilka miesięcy jednodniowe nawroty.
To Ty po prostu nie wiesz, czym może byc ta choroba...I niech Ci nie będzie dane ją poznać.
Chyba nie dziwię się twoim kolezankommm
Kończymy, bo nie ma o czym gadać.
do Koma 5 ,
ponieważ nie potrafię wklejać cytatów i do tego w ostatnim do Ciebie poście nie napisałam tego włściwego do,którego odnosiła się moja wypowiedż-stąd nieporozumienie.wyjaśniam więc,Kociamama napisała o obelgach pod swoim adresem ze strony koleżanek,ja na to,że cytuję; jak to możlliwe .........że ci ludzie są niedojrzali,albo głupi-Ty zaś odpisałas ,że niekoniecznie,stąd mój post,że nie można nikogo obrażać-w żadnym wypadku nie skierowany pod Twoim adresem-to jest tylko mój osąd nt.złego zachowania koleżanek Kociamamy,nic więcej.Sorry,że mogłaś go żle odczytać,ale to tak bywa,że jak się tylko pisze/stosując przy tym skróty myślowe/,a nie nie ma możliwości pogadać w cztery oczy ,wynikają nieporozumiena
Do Kociamama,
wnioskując z zaistniałej ostatnio sytuacji,uważam,że nie powinno się nikogo krytykować i tym samym obrażać w ogóle nie znając tej osoby,można co najwyżej napisać swój osąd,ale w bardzo delikatny sposób/-aby nikogo nie urazić/co niniejszym czynię.Zobacz do czego to prowadzi?Obawiam się,że nie podniesiesz swojej samooceny postępując w ten sposób/a jeśli tak to na krótką chwilę,a potem demon powróci/.Przemyśl to na spokojnie,ja naprawdę dobrze Ci życzę.