Zacznę od swojego przykładu. Jako nastolatka miałam wiele problemów z akceptacją swojego ciała, no ale to chyba taki wiek. Głównym problemem była moja waga, która była nieco większa niż u rówieśniczek, chociaż nie miałam nadwagi. Stosowałam wiele diet odchudzających z różnym skutkiem. Dużym przełomem w sposobie postrzegania mojego ciała było rozpoczęcie związku. Muszę przyznać, że świadomość tego, że dla kogoś jestem piękna była bardzo budująca. W chwili obecnej jestem świadoma moich niedoskonałości, ale w pełni akceptuję moje ciało. Na pewno duża w tym zasługa mojego faceta, który wciąż prawi mi komplementy i podkreśla jak bardzo mu się podobam.
Myślę, że pozostawanie w związku ma wpływ na to jak siebie postrzegamy. Szczęśliwy związek podnosi naszą samoocenę, poprawia nasze samopoczucie itd., natomiast związek nieszczęśliwy, toksyczny może łatwo odebrać nam tę pewność siebie.
Nie wiem natomiast jak jest w przypadku singielek - to pewnie też zależy, czy są singielkami z wyboru, czy po prostu nie mogą znaleźć nikogo z kim mogłyby stworzyć związek.
Generalizując można przyjąć tezę, że kobiety pozostające w szczęśliwych związkach bardziej akceptują swoją fizyczność niż kobiety samotne. Ale to, moim zdaniem, bardzo duże uogólnienie, bo samoakceptacja jest wypadkową bardzo wielu czynników, nie jest wynikiem tylko przebywania (bądź nie) w związku.