Witajcie:)
W tym roku skończę 39 lat. Dopadł mnie głód wiedzy:) Możliwe, że dopadł mnie ze strachu przed przyszłością...
Studiów nigdy nie ukończyłam, ponad 20 lat temu jakiś czas spędziłam na zarządzaniu (kompletna pomyłka), potem na pedagogice opiekuńczo-wychowawczej, jednak i te studia przerwałam (z innych powodów, które teraz nie są ważne). Na medycynę miałam próbować po roku - nie zrobiłam tego.
Skończyłam ostatecznie studium poligraficzne lata temu i całe życie zawodowe pracuję jako operator dtp. Pracy jest b. mało, czego doświadczyłam przy okazji pierwszej fali kryzysu, a operatorów dtp i grafików - jak psów. Powstał kierunek na studiach - grafika komputerowa, co roku kończy ten kierunek masa młodych ludzi. Jak szukałam pracy - największą przeszkodą, pierwszą - był mój wiek - za stara! No pewnie, 36-letnia baba z dziećmi to nie to co 25-letni chłopak pełen zapału, gotowy pracować 24 na 24.... Druga przeszkoda - zostałam jednak technologicznie sporo z tyłu. I nie chce mi się tego uzupełniać.... bo: nie jestem artystką, tylko rzemieślnikiem, nie wydaje mi się, żebym dała radę opanować animacje i inne cuda, a jakbym nawet zdobyła pieniądze na takie kursy i opanowala to wszystko, czego nie umiem, to i tak będę za stara... no i po tylu latach pracy mam zwyczajnie dość.
Oczywiście, bardzo się cieszę, że mam teraz pracę w zawodzie, mam przecież dzieci na utrzymaniu, i obym miała tę pracę jak najdłużej.
Zaczęłam myśleć o przekwalifikowaniu się.... o zabezpieczeniu na wszelki wypadek - ten wypadek przecież w końcu nastąpi.... do końca życia nie będę pracowała w tym miejscu:) - chociaż ja nie mam nic przeciwko, ale starej baby w zawodzie, który jest dla młodych, nikt nie będzie trzymał...
Na pewno nie będę mogła nigdy pracować fizycznie z powodu kręgosłupa.
Bez nauki nie da rady.
Języki? Angielski marniutko, kiedyś uczyłam się na kursach (bo w szkołach obowiązkowy to był wtedy jedynie rosyjski), ale język nieużywany zdechł... Rosyjski o dziwo pamiętam, bardzo lubię, umiem na tyle, że mogę czytać kryminały w tym języku i dogadać się w zwyczajnych sytuacjach. Przemknęła mi przez chwilę myśl o filologii ros., ale chyba lepiej kurs i egzamin... używanie i nauka rosyjskiego sprawia mi przyjemność, ale komu teraz potrzebny rosyjski?.....
Kursy zawodowe? Nawet pomoc księgowej w ogłoszeniach to minimum licencjat...
(zrobiłam roczny kurs masażu, ale to bardziej na dorobienie, bo kręgosłup mi na więcej nie pozwala, zrobiłam kurs pierwszej pomocy w pck - cały czas plączę się w okolicach medycznych...)
Studia?
Wydaje mi się, że warto byłoby podnieść wykształcenie, na razie ciut, o jeden stopień, licencjat...
W moich możliwościach są jedynie studia zaoczne (tylko sob i niedz). Kierunek? Wszystko, co wiąże się z ekonomią - fujjjj. Kierunki medyczne, najwspanialsze - już za późno, nie poświęcę nauce tyle czasu, ile wymagają, bo muszę pracować. Myślę, że nie dałabym już rady takim studiom... grafika komputerowa - mój wysiłek pójdzie w komin, bo jako absolwentka przegram wiekowo. Dziennikarstwo - wiem, co się dzieje na rynku, klapa, poza tym lepiej skończyć inny kierunek, pisać zawsze można:) Co zostało na prywatnych uczelniach zaocznie? Pedagogika... 20 lat temu nie było takiej masy bezrobotnych absolwentów, teraz, najwięcej właśnie bezrobotnych absolwentów pedagogiki.... ale jednak mam ochotę:) Po licencjacie miałabym dość szeroki wybór podyplomówek.... a przecież wcześniej i magistra...
ale tak ładować pieniądze, wysiłek, czas (który zabiorę przecież rodzinie) w studia produkujące bezrobotnych? Ale te studia sprawiłyby mi przyjemność...
wiem, że na pedagogice są praktyki - minimum 8 tygodni - oswoilam się już z myślą, że poświęcę na nie swój urlop, to tylko 2 lata bez urlopu, jakoś przeżyję. Z własnymi dziećmi wyjadę na tyle, ile mi tego urlopu zostanie (reszta z tatą, damy radę).
Co sądzicie o takim wyborze w moim wieku? Wyborze introwertyczki?
Będę wdzięczna za wszelkie rady i opinie - są mi potrzebne, a nie mam z kim pogadać....