Witam.
Ja jako kobieta analizuję, chcę mieć wszystko czarne na białym, chcę być często uświadamiana itd.
A Wy postrzegacie to zupełnie inaczej. Dla was wszystko jest proste.
I stąd pytanie - czy jeśli facetowi zależy to czy ciągle o tym mówi czy po prostu to okazuje? Jesteście za słowami czy gestami/czynami?
Przeważnie trafiałam na osoby, które otwarcie mówiły o tym co czują, a teraz mam takiego partnera, który ma z tym problem -po prostu nie potrafi rozmawiać o uczuciach.
Jeśli mężczyzna mówi, że mu zależy, że chce być z daną osobą, że coś do niej czuje to tak po prostu jest? Wystarczy, że powie to raz i my to mamy uznać za oczywiste?
Ja lubię być zapewniania - pewnie jak większość z nas, kobiet - przez co nie rozumiem sytuacji gdy mężczyzna powie coś raz, bo tak czuje i tak jest i tego nie powtarza. Z czego to wynika?
Co Wam tak naprawdę siedzi w tych głowach gdy jesteście z kimś w związku?
2 2012-04-01 20:34:08 Ostatnio edytowany przez CapitanWaffles (2012-04-01 20:35:17)
Dlaczego tak jest? Nie mam zielonego pojęcia. Po prostu jak w pewnym momencie zdeklaruje się że pewien stan istnieje... to nie trzeba ciągle przypominać o jego istnieniu, tylko informować jak coś się zmieni. Nie przychodzi mi do głowy inne wytłumaczenie. Ja jestem facetem oszczędnym w emocje i nie powiem Tobie dlaczego. Poza tym skoro powiedziałaś że lubisz jasne sytuację... to co niejasnego jest w tym jak Twój partner powie raz "kocham Cię". Wystarczająco jest to jasny komunikat... więc czemu trzeba ciągle o tym przypominać?
Oczywiście jestem świadom że kobiety tego potrzebują ![]()
Tylko raz - kocham Cię ;-) No nie...:-) My pragniemy byc adorowane, kochamy "uszami" i chcemy slyszec takie zapewnienia jak najcześciej :-)
Ja akurat mówię do swojej K. chyba częściej niż ona mi. Praktycznie kilka naście razy dziennie. Nie kosztuje mnie to nic a moja K. ma zawsze aktualne zapewnienia ze ją kocham.
5 2012-04-01 22:18:27 Ostatnio edytowany przez Kerty (2012-04-01 22:19:06)
A Wy postrzegacie to zupełnie inaczej. Dla was wszystko jest proste.
I stąd pytanie - czy jeśli facetowi zależy to czy ciągle o tym mówi czy po prostu to okazuje? Jesteście za słowami czy gestami/czynami?
Przeważnie trafiałam na osoby, które otwarcie mówiły o tym co czują, a teraz mam takiego partnera, który ma z tym problem -po prostu nie potrafi rozmawiać o uczuciach.Jeśli mężczyzna mówi, że mu zależy, że chce być z daną osobą, że coś do niej czuje to tak po prostu jest? Wystarczy, że powie to raz i my to mamy uznać za oczywiste?
Ja lubię być zapewniania - pewnie jak większość z nas, kobiet - przez co nie rozumiem sytuacji gdy mężczyzna powie coś raz, bo tak czuje i tak jest i tego nie powtarza. Z czego to wynika?
Co Wam tak naprawdę siedzi w tych głowach gdy jesteście z kimś w związku?
Witam Ciebie bardzo serdecznie! ![]()
Zacznę może od tego, że dla Nas mężczyzn nie wszystko jest takie proste jak się wydaje. Wystarczy przejrzeć kilka stron na tym Forum - zobaczysz, że chłopaki też pytają o radę np. co zrobić, co ona czuje, jak zagadać.
Na resztę pytań odpowiem z mojej perspektywy, by nie generalizować.
Jeżeli mi zależy - to myślę, myślę i jeszcze raz myślę o tej niewieście na której mi zależy. Czasem zagadam, ale... nieśmiało troszkę. Żeby powiedzieć "Zależy mi na Tobie" czy "Jesteś dla mnie kimś więcej" potrzebuję spędzić sporo czasu z daną dziewczyną, być z Nią blisko, czuć, że mi ufa i że jej nie spłoszę, bo najzwyczajniej w świecie - zależy mi na tej konkretnej kobiecie. Jeżeli miałbym już dziewczynę - wtedy bez ogródek mówiłbym jej, że mi zależy ale niezbyt często. Tak na marginesie - czy kobiety lubią jak się często mówi "że zależy" (jeżeli tak - to w jakich okolicznościach?) czy też nie? Jak Wy to widzicie, drogie Panie?
Tak, tak, tak.
Właściwie to niektórzy tak mają. Dlaczego? Bo mają trudności z wyrażaniem swoich uczuć do drugiej osoby, co nie oznacza, że nic nie czują. Po prostu tacy niektórzy są. Ale sądzę, iż jeżeli nie realizuje tego punktu to swoje uczucia pokazuje poprzez czyny np. często (się) przytula, trzyma za rękę etc. Dlatego - jeżeli nie mówi, zwracajcie uwagę na to co robi, bo czasami czynami wyraża się więcej uczuć niż słowami.
Heh, co nam siedzi w głowach? Wiesz, nie wiem jak Ci odpowiedzieć. Jeżeli ta odpowiedź Cię usatysfakcjonuje to często myślimy o Tej jedynej.
No nie - na początku zapowiadałem, że nie będę generalizował... A kilka czasowników w 3 os. l.mn. się pojawiło... ![]()
Pozdrawiam! ![]()
Ja jestem facetem oszczędnym w emocje i nie powiem Tobie dlaczego. Poza tym skoro powiedziałaś że lubisz jasne sytuację... to co niejasnego jest w tym jak Twój partner powie raz "kocham Cię". Wystarczająco jest to jasny komunikat... więc czemu trzeba ciągle o tym przypominać?
Dlaczego nie powiesz? Bo nie potrafisz wyjaśnić czemu jesteś oszczędny w okazywaniu uczuć?
Mój chłopak nie potrafi mi powiedzieć, że mnie kocha, pokazuje, że coś czuje, mówi, że coś czuje, ale słów 'kocham' nie potrafi z siebie wykrzesać
Właściwie to niektórzy tak mają. Dlaczego? Bo mają trudności z wyrażaniem swoich uczuć do drugiej osoby, co nie oznacza, że nic nie czują. Po prostu tacy niektórzy są. Ale sądzę, iż jeżeli nie realizuje tego punktu to swoje uczucia pokazuje poprzez czyny np. często (się) przytula, trzyma za rękę etc. Dlatego - jeżeli nie mówi, zwracajcie uwagę na to co robi, bo czasami czynami wyraża się więcej uczuć niż słowami.
No to właśnie taki jest mój chłopak, nie mówi, ale pokazuje. Tylko ja czasem bym chciała coś usłyszeć. Może nie co tydzień, ale raz na jakiś czas. Tymbardziej, że on twierdzi, że coś czuje, ale nie potrafi powiedzieć 'kocham'.
I dlatego czasem tego nie rozumiem.
8 2012-04-02 11:14:11 Ostatnio edytowany przez CapitanWaffles (2012-04-02 11:16:56)
Dlaczego nie powiesz? Bo nie potrafisz wyjaśnić czemu jesteś oszczędny w okazywaniu uczuć?
Mój chłopak nie potrafi mi powiedzieć, że mnie kocha, pokazuje, że coś czuje, mówi, że coś czuje, ale słów 'kocham' nie potrafi z siebie wykrzesać
Dokładnie tak... po prostu taki jestem... i tyle ![]()
Takich facetów pewnie jest nie mało, ale to nie oznacza że oni są jacyś nieczuli czy cu. Pomijając jednostki chorobowe, to zapewne emocje są jakimś tematem tabu... nie lubią mówić o emocjach, i źle się z tym czują. No niestety tak niefortunnie się składa że kobiety tego potrzebują (i jestem tego świadomy), ale to nie znaczy że to jacy jesteśmy jest i złe i mamy się natychmiast zmieniać (nikt puki co tego nie zasugerował, ale na wszelki napisałem
).
A co do słów "kocham", no to nie miałem zbyt wielu okazji to powiedzieć (chyba że do mamy i przyjaciółki) więc nie wypowiem się... ale głupio by było żeby facet tego nie mówił nawet raz na tydzień. Może jakieś traumy przeżył z ex dziewczynami? To może źle człowieka uwarunkować
9 2012-04-02 12:44:06 Ostatnio edytowany przez Jan Oporny (2012-04-02 12:45:47)
Witam. Co Wam tak naprawdę siedzi w tych głowach gdy jesteście z kimś w związku?
Mała wódka albo duże lody za otwarcie tego tematu W mojej głowie siedzi to:
Tak się fajnie składa, że mam akurat coś z Twojego obecnego a moja ślubna od bez mała 20 lat serwowała mi podobne żale.
Cyt. "nie potrafisz wyrażać własnych uczuć" - żywcem wyjęty z amerykańskiego filmu. Chłonęła zawsze te mydlane opery i zaczytywała się w amerykańskich obyczajówkach. Ale to pewnie nic więcej jak czysty przypadek ![]()
Dwa lata temu przeżyliśmy sprowokowany przez nią mały kryzys, no i się okazało, że to właśnie ona ma bardzo poważny problem z czytelną, szczerą, otwartą, rzeczową, partnerską etc. komunikacją, że jest cała masa spraw pozamiatanych pod dywan a ona dalej kombinuje jak koń pod górę, żeby zamieść kolejne. Projekcja (te żale) ?
Tłumaczyłem jak chłopu na miedzy, że zwykle jest tak, że jak facet gada dużo i dokładnie to co kobieta chce usłyszeć to znaczy że chce jej coś sprzedać, oszukać ją albo zwyczajnie przelecieć. Przecież można być dobrym partnerem bez całej tej czczej paplaniny. Słowa, słowa słowa... nic nie kosztują a wysilić się na coś konkretnego już trudniej i nawiasem mówiąc ona sama kompletnie tego nie potrafi a przy tym też wcale nie jest zbyt wylewna. Ciekawe, no nie ?
No i w końcu się przekonała, że miałem rację. Po 20 latach znajomości uczymy się być ze sobą na zdrowych zasadach. Ciężko nam idzie. Nowe przychodzi w bólach. Ja się dosyć sporo nagiąłem a ona zaciekle się broni. Czyż nie interesujące ?
Sakramentalne "kocham" usłyszałem od niej raz, słownie RAZ w życiu jakiś miesiąc temu, kiedy przypomniałem jej takie historie, że już nie wiedziała co powiedzieć albo gdzie się schować.
Oto cała cała prawda o kobietach
Ale nie generalizujmy ![]()
A ci Twoi byli, co to nie mieli wspomnianych problemów ? Coś było nie tak z nimi ? A jak to jest z Tobą, bo coś nic nie wspominasz ? Tylko, że chcesz a to to, a to tamto... jakbym to już gdzieś przerabiał, ten temat ![]()
edit: poznaliśmy się kiedy miała 24 lata - dokładnie tyle, ile Ty masz teraz - omen jakiś ?![]()
A ja np. mam do was drogie Panie pytanie: dlaczego was trzeba wiecznie utwierdzać w tym że was kochamy itd.? Przecież coś takiego można spokojnie sprowadzić do braku zaufania w to co mówimy (muahaha... jak będę mieć kobietę kiedyś to będę musiał przywołać ten argument
).
Dobre pytanie, Kapitanie. A może to zwyczajna........................................................ próżność... egoizm ?
A może to zwyczajna........................................................ próżność... egoizm ?
No może aż tak śmiałego stwierdzenia bym nie dawał
13 2012-04-02 13:52:39 Ostatnio edytowany przez Jan Oporny (2012-04-02 13:53:29)
Jan Oporny napisał/a:A może to zwyczajna........................................................ próżność... egoizm ?
No może aż tak śmiałego stwierdzenia bym nie dawał
Dosyć chwilę zastanawiałem się zanim odważyłem się to napisać. Serio. Oczywiście to tylko takie przypuszczenie. Daleki jestem od tego, żeby za nim obstawać.
ale to nie znaczy że to jacy jesteśmy jest i złe i mamy się natychmiast zmieniać (nikt puki co tego nie zasugerował, ale na wszelki napisałem
)
A co do słów "kocham", no to nie miałem zbyt wielu okazji to powiedzieć (chyba że do mamy i przyjaciółki) więc nie wypowiem się... ale głupio by było żeby facet tego nie mówił nawet raz na tydzień. Może jakieś traumy przeżył z ex dziewczynami? To może źle człowieka uwarunkować
Ja nie mówię, że to złe, po prostu się zastanawiam nad tym dlaczego tak jest.
Chyba trauma - był z dziewczyną 4 lata, powiedział 'kocham', ale ciągle się kłócili, w kłotni i nerwach też się rozstali i on się boi wypowiedzieć te słowa, bo raz je powiedział i nic z tego nie wyszło. Ale przecież ja jestem inną osobą niż tamta..
Tłumaczyłem jak chłopu na miedzy, że zwykle jest tak, że jak facet gada dużo i dokładnie to co kobieta chce usłyszeć to znaczy że chce jej coś sprzedać, oszukać ją albo zwyczajnie przelecieć. Przecież można być dobrym partnerem bez całej tej czczej paplaniny. Słowa, słowa słowa... nic nie kosztują a wysilić się na coś konkretnego już trudniej i nawiasem mówiąc ona sama kompletnie tego nie potrafi a przy tym też wcale nie jest zbyt wylewna. Ciekawe, no nie ?
A ci Twoi byli, co to nie mieli wspomnianych problemów ? Coś było nie tak z nimi ? A jak to jest z Tobą, bo coś nic nie wspominasz ? Tylko, że chcesz a to to, a to tamto... jakbym to już gdzieś przerabiał, ten temat
edit: poznaliśmy się kiedy miała 24 lata - dokładnie tyle, ile Ty masz teraz - omen jakiś ?
Czyli uważasz, że za często wypowiadane miłe słówka są po to by coś 'sprzedać'?
Jeśli chodzi o moich byłych to nie mieli problemów z wypowiedzeniem słowa 'kocham', ale np.ostatni był tak chorobliwie zazdrosny, że to jego kocham po jakimś czasie straciło znaczenie, bo jeśli ktoś kocha to ufa, wierzy i nie ma ciągłych pretensji.
Co do mnie - ja nie mówię 'kocham' po miesiącu, muszę kogoś poznać. Ale umiem powiedzieć, że mi zależy, że mi dobrze, że jestem szczęśliwa itp, potrafię też to okazać.
A On pokazuje wszystko, ale jeśli chodzi o słowa to nie potrafi, bo twierdzi, że nie lubi rozmawiać o uczuciach, że nikt go tego nie nauczył.
P.S. Wolę lody, wódki nie pijam ![]()
A ja np. mam do was drogie Panie pytanie: dlaczego was trzeba wiecznie utwierdzać w tym że was kochamy itd.? Przecież coś takiego można spokojnie sprowadzić do braku zaufania w to co mówimy (muahaha... jak będę mieć kobietę kiedyś to będę musiał przywołać ten argument
).
Jeśli chodzi o mnie to lubię być zapewniania o tym co jest, a czego nie ma.
To nie próżność, my po prostu tak mamy :]
17 2012-04-02 14:28:18 Ostatnio edytowany przez CapitanWaffles (2012-04-02 14:28:51)
Jeśli chodzi o mnie to lubię być zapewniania o tym co jest, a czego nie ma.
To nie próżność, my po prostu tak mamy :]
Czyli podobnie jak wielu facetów (statystycznie faceci ogólnie mniej chętniej mówią o emocjach niż kobiety)... po prostu już tak mamy ![]()
Ale jak już dojdzie do związku takiego w którym kobieta chce słyszeć ciągle "kocham" a facet czuje przy tym dyskomfort... to ci faceci i ich mniejsza emocjonalność są uznawanie za źródło problemów... nie to że np. kobieta oczekuje za dużo. Ale przecież zarówno my jak i kobiety po prostu tak mamy ![]()
A ja np. mam do was drogie Panie pytanie: dlaczego was trzeba wiecznie utwierdzać w tym że was kochamy itd.? Przecież coś takiego można spokojnie sprowadzić do braku zaufania w to co mówimy (muahaha... jak będę mieć kobietę kiedyś to będę musiał przywołać ten argument
).
a tam guzik prawda. kiedys bylam z facetem ktory wrecz codziennie rzucal mi te slowa kocham cie, kochanie i wcale go o to nie prosilam. to on domagal sie, zebym mu mowila ze go kocham, czul sie zle, ze nie umialam wyrazac swoich uczuc w stosunku do niego. czas pokazal, ze to bylo tylko zauroczenie z mojej strony a koles rowniez jakos szybko sie odkochal.I slowa rzucone byly na wiatr....
ja z moim mezem wolimy powiedziec sobie, ze tesknilismy, ze chcemy byc razem bo nas brakowalo ale nie szastamy slowem kocham na prawo i lewo. wolimy sobie przypomniec ze nalezymy do siebie i jestesmy dla siebie przeznaczeni i to tez w lekkostrawnych ilosciach. poprostu codzienne przytulanie i bycie wystarcza i mi i jemu niz te wszystkie slowa kocham cie.
Nie pisz Pan Kapitanie, ze to kobiety trzeba wiecznie utwierdzac w tym, ze sie je kocha.Bo to bzdura.
I jak juz kiedys bedziesz mial kobiete to moze bedziesz wiedzial, ze wystarczy ja szanowac i dawac jej siebie. Bez slow.
__________________________________________
Wieczne Miasto BG
Ale jak już dojdzie do związku takiego w którym kobieta chce słyszeć ciągle "kocham" a facet czuje przy tym dyskomfort... to ci faceci i ich mniejsza emocjonalność są uznawanie za źródło problemów... nie to że np. kobieta oczekuje za dużo. Ale przecież zarówno my jak i kobiety po prostu tak mamy
Ale ja nie chcę słyszeć tego codziennie, tylko po prostu usłyszeć.
Czyli uważasz, że za często wypowiadane miłe słówka są po to by coś 'sprzedać'?
No co Ty... Jak najbardziej mogą ale nie muszą. Wiele razy przekonywałem się, że jak ktoś coś kilka razy powtórzy, to robi to w jakimś sobie wiadomym celu, który lepiej szybko odgadnąć. Ale to bardziej w tzw. życiu i w interesach. Chodzi o to, że po słowach nie zawsze poznasz intencję, po czynach tak. O to pytałaś.
Jeśli chodzi o moich byłych to nie mieli problemów z wypowiedzeniem słowa 'kocham', ale np.ostatni był tak chorobliwie zazdrosny, że to jego kocham po jakimś czasie straciło znaczenie, bo jeśli ktoś kocha to ufa, wierzy i nie ma ciągłych pretensji.
Co do mnie - ja nie mówię 'kocham' po miesiącu, muszę kogoś poznać. Ale umiem powiedzieć, że mi zależy, że mi dobrze, że jestem szczęśliwa itp, potrafię też to okazać.
No właśnie. I co dobrego wyszło z tego kochania ? Słowa okazały się pustosłowiem.
A On pokazuje wszystko, ale jeśli chodzi o słowa to nie potrafi, bo twierdzi, że nie lubi rozmawiać o uczuciach, że nikt go tego nie nauczył.
Więc może tak jest i najlepszą rzeczą jaka możesz zrobić to uszanować to. A nuż chłopak jest tego wart. Może faktycznie przekonał się, że słowa są guzik warte. Przecież Ty tak na prawdę też już powinnaś o tym wiedzieć, też dostałaś lekcje.
"Po owocach ich poznacie" (Mat.7:16)
tego jeszcze nie było, żeby heretyk takie rzeczy cytował, ale popatrz jak akurat tutaj słowa mogą rozmijać się z intencjami i czynami
ale to tak na marginesie, pół żartem, półserio, chociaż oni też w koło wojtek o miłości gadają jak nakręceni ![]()
W perspektywy zaledwie moich kilku lat doświadczenia w tego typu kontaktach, uważam, że facet chętnie OKAZUJE niż MÓWI. Facet chętniej wyrazi swoje zainteresowanie, miłość, oczekiwania GESTAMI niż słowem. Ktoś wyżej wspomniał, że jesteśmy nieśmiali. Słowo "Kocham Cię" (zwłaszcza na początku) jest jak rzut karny w piłce - niby prosta rzecz, a jednak często zdarza się nie strzelić i jest wstyd.
Prędzej damy 21 czerwonych róż i na pytanie:
-ojeej, a z jakiej to okazji, cooo? ![]()
odpowiemy:
-a tak jakoś bez okazji...
Oczywiście w 'strefie' związku już powiemy, bo Cię kocham, bo jesteś Piękna, ale z kolei kwiaty będziemy dawać rzadziej - nie wiem skąd to wynika - widzę to po sobie.
Mężczyźni to raczej istoty CZYNU aniżeli SŁOWA. Moim zdaniem oczywiście ![]()
. Chodzi o to, że po słowach nie zawsze poznasz intencję, po czynach tak. O to pytałaś.
Czyli mam zwracać uwagę na czyny? Nawet jeśli po roku, 2 latach nie padnie słowo 'kocham'?
No właśnie. I co dobrego wyszło z tego kochania ? Słowa okazały się pustosłowiem.
No tak, w tym przypadku tak było, ale czy związek nie opiera się też na tym by mówić co się czuje?
Więc może tak jest i najlepszą rzeczą jaka możesz zrobić to uszanować to. A nuż chłopak jest tego wart. Może faktycznie przekonał się, że słowa są guzik warte. Przecież Ty tak na prawdę też już powinnaś o tym wiedzieć, też dostałaś lekcje.
"Po owocach ich poznacie" (Mat.7:16)
tego jeszcze nie było, żeby heretyk takie rzeczy cytował, ale popatrz jak akurat tutaj słowa mogą rozmijać się z intencjami i czynamiale to tak na marginesie, pół żartem, półserio, chociaż oni też w koło wojtek o miłości gadają jak nakręceni
Tak , dostałam lekcję, już nie jedną. On również. Ale dlaczego mam być pozbawiona tego słowa tylko dlatego, że przez byłą patrzy na nie inaczej? ja jestem inną osobą.
...Mężczyźni to raczej istoty CZYNU aniżeli SŁOWA. Moim zdaniem oczywiście
No jasne ! Wszak inaczej ród ludzki dawno by wymarł ![]()
W perspektywy zaledwie moich kilku lat doświadczenia w tego typu kontaktach, uważam, że facet chętnie OKAZUJE niż MÓWI. Facet chętniej wyrazi swoje zainteresowanie, miłość, oczekiwania GESTAMI niż słowem. Ktoś wyżej wspomniał, że jesteśmy nieśmiali. Słowo "Kocham Cię" (zwłaszcza na początku) jest jak rzut karny w piłce - niby prosta rzecz, a jednak często zdarza się nie strzelić i jest wstyd.
Oczywiście w 'strefie' związku już powiemy, bo Cię kocham, bo jesteś Piękna, ale z kolei kwiaty będziemy dawać rzadziej - nie wiem skąd to wynika - widzę to po sobie.
Mężczyźni to raczej istoty CZYNU aniżeli SŁOWA. Moim zdaniem oczywiście
Dlaczego na początku jest to jak rzut karny? Przeciez jeśli Ci z kimś dobrze to dlaczego by tego nie powiedzieć?
czego się boicie?
Czyli mam zwracać uwagę na czyny? Nawet jeśli po roku, 2 latach nie padnie słowo 'kocham'?
A co byś powiedziała na faceta, który pije, łajdaczy się ale mówi, że kocha ? Znam takich.
Jan Oporny napisał/a:No właśnie. I co dobrego wyszło z tego kochania ? Słowa okazały się pustosłowiem.
No tak, w tym przypadku tak było, ale czy związek nie opiera się też na tym by mówić co się czuje?
Poczekaj, pomału... czas leci rany
Kiedy pewnego razu od niego usłyszysz, dopiero wtedy zrozumiesz, że warto było czekać. A jak jeszcze sobie o tym za XX lat przypomnisz, to dopiero będzie radość.
Tak , dostałam lekcję, już nie jedną. On również. Ale dlaczego mam być pozbawiona tego słowa tylko dlatego, że przez byłą patrzy na nie inaczej? ja jestem inną osobą.
No właśnie. Raz piszesz, że chcesz go po prostu zrozumieć a innym razem robisz wrażenie jakbyś tego u niego kompletnie nie tolerowała. O co chodzi ?
Dlaczego na początku jest to jak rzut karny? Przeciez jeśli Ci z kimś dobrze to dlaczego by tego nie powiedzieć?
czego się boicie?
Wiesz. Często to zależy od przeszłości. Od natury danej osoby. Są osoby, które liczą podrywy, akcje i wątki miłosne liczbami dwucyfrowymi. Są też takie, które starannie dobierają Podmiot westchnień, ale też są takie, które kochają się w wielu, ale do niewielu dochodzą ![]()
Ja sklasyfikuje się do grupy nr 3. Lubię Kobiety, z nimi rozmawiać, flirtować, nawiązywać znajomości. Ale nic po za tym. Gdy przychodził moment "to chyba to" i próba zrobienia WSPÓLNEGO kroku w przód, nagle totalna klapa lub kulturalne 'NIE' ![]()
Moja obecna Żona też niezły numer mi wywinęła w tej kwestii. 5,5 roku temu pojechałem do Niej z RÓŻĄ. Godzina 20:30. Ciemno już się zrobiło. Przez 1,5 (PÓŁTOREJ GODZINY!) chodziliśmy wokół Jej domu, bo nie wiedziałem jak zabrać się do tego bardzo ważnego pytania. Gdy padło 'już późno - czas wracać', wróciliśmy prawie pod dom... nie zapominajcie, że ja wciąż dzierżyłem RÓŻĘ w ręku! ![]()
Wtedy powiedziałem, że... yyy... ekhem... "bo ja Cię Kocham". Dałem różę. I cisza. Żona na to: "Ale Ty nie możesz..."
Wynikało to raczej z naszej sytuacji szkolnej. Chodziliśmy razem do specyficznego Liceum i specyficznej klasy. Byliśmy zarazem w dwóch różnych światów. Ja buntownik - Ona ułożona Kobietka uczestnicząca w życiu swojej Parafii. Dwa inne światy, ale jednak coś wspólnego mieliśmy.
Reasumując.
Kwiaty dawałem Jej od dawna! I nigdy nie miałem z tym problemów. Czerwone, beżowe, krótkie, długie, bujne czy samotne - noł problemos. Ale ta jedna, jedyna róża była magiczna. Łatwiejsza niż słowo, ale i tak swoje 'kosztowała' (jeśli chodzi o nerwy).
Nie wiem do czego można porównać SŁOWO od Mężczyzny do Kobiety. To jak deklaracja. To jak rzut karny. To jak przemówienie na sali wykładowej, gdy każdy słucha, jesteś nagłośniony i nie możesz czytać z kartki. Każdy Twój błąd zostanie wychwycony, a nie daj Boże - wyśmiany gdzieś tam na końcu sali... ale szmery i śmiechy słychać.
Albo stawisz czoła i dasz radę, albo zmiękniesz i dalej posypią się 'babole'...
A co byś powiedziała na faceta, który pije, łajdaczy się ale mówi, że kocha ? Znam takich.
Podziękuję za takiego.
Poczekaj, pomału... czas leci rany
Kiedy pewnego razu od niego usłyszysz, dopiero wtedy zrozumiesz, że warto było czekać. A jak jeszcze sobie o tym za XX lat przypomnisz, to dopiero będzie radość.
Tylko u każdego to inaczej wygląda. A skąd mam wiedzieć ile On potrzebuje czasu? W maju minie rok odkąd jesteśmy ze sobą.
No właśnie. Raz piszesz, że chcesz go po prostu zrozumieć a innym razem robisz wrażenie jakbyś tego u niego kompletnie nie tolerowała. O co chodzi ?
Bo staram się go zrozumieć, ale przez to, że nigdy wcześniej nie byłam z kimś takim czasem myślę czemu tak jest.
A chodzi też o to, że jego mama umiera, on poświęca jej praktycznie cały swój wolny czas - co jest zrozumiałe, ale przez to nie ma czasu rozmawiać na inne tematy, jak miłość czy związek. Pogmatwane to jest.
[Wiesz. Często to zależy od przeszłości. Od natury danej osoby. Są osoby, które liczą podrywy, akcje i wątki miłosne liczbami dwucyfrowymi. Są też takie, które starannie dobierają Podmiot westchnień, ale też są takie, które kochają się w wielu, ale do niewielu dochodzą
tutaj na pewno też chodzi o przeszłość, bo od niego te słowa padły, ale jego była ciągle się z nim kłóciła i stwierdził, że te słowa chyba nic nie znaczyły skoro się rozstali..
Nie wiem do czego można porównać SŁOWO od Mężczyzny do Kobiety. To jak deklaracja. To jak rzut karny. To jak przemówienie na sali wykładowej, gdy każdy słucha, jesteś nagłośniony i nie możesz czytać z kartki. Każdy Twój błąd zostanie wychwycony, a nie daj Boże - wyśmiany gdzieś tam na końcu sali... ale szmery i śmiechy słychać.
Albo stawisz czoła i dasz radę, albo zmiękniesz i dalej posypią się 'babole'...
A mogę wiedzieć ile czasu czekałeś by to powiedzieć?
No właśnie, to jest deklaracja, a On się boi użyć tych słów, wiem to.
To była 3 klasa Liceum.
Przez 1 i 2 klasę, znaliśmy się, ale to było tylko na gruncie koleżeńskim i ograniczającym się do szkoły.
W 3 klasie zaczęliśmy więcej rozmawiać i moje podchody wystartowały w połowie października. Bardziej polegały na pocieszaniu, bo miała kryzys ze swoim ówczesnym facetem. Fizycznie i życiowo byłem Jego przeciwieństwem, ale duchowo nie dorastałem do pięt. Gdy sytuacja potoczyła się tak, że rozeszli się. Ja kontynuowałem swój 'plan' - ale nie był to PLAN. Dopiero na początku grudnia dotarło do mnie, że... kurcze. Coś w tym jest. Można powiedzieć, że nosiłem się z tym ok. 10dni. Wiedziałem że chce powiedzieć, ale nie wiedziałem jak. Musiałem się wewnętrznie SZARPNĄĆ, aby pojechać i wydusić to z siebie.
Odpowiadając na Twoje pytanie - ogólnie znaliśmy się 2,5 roku, kolejny krok znajomości (sympatia/zainteresowanie?) trwał ok. 2-3 miesięcy, a zrozumienie (zauroczenie?) 10dni z mojej strony.
Po 14 dniach, w czasie Sylwestra postanowiliśmy sobie dać szansę. I tak do dnia dzisiejszego (w lipcu wzięliśmy Ślub) trwa w najlepsze. Był kryzys i rozstanie na 2 tygodnie po pół rocznym związku, ale to przez chęć odwetu przez "Byłego". Nic strasznego!
Goździkowa no to duze lody dla ciebie ![]()
Bede czytac ten temat bo mimo ze nie mamy problemow lubie wiedziec takie rzeczy i "co siedzi w glowach"
Panowie, wielki szacun dla was za to ze chcecie nas oswiecic
Nie umiem czytac w myslach wiec proste wyjasnienia sa jak najbardziej na miejscu.
To była 3 klasa Liceum.
Przez 1 i 2 klasę, znaliśmy się, ale to było tylko na gruncie koleżeńskim i ograniczającym się do szkoły.
W 3 klasie zaczęliśmy więcej rozmawiać i moje podchody wystartowały w połowie października. Bardziej polegały na pocieszaniu, bo miała kryzys ze swoim ówczesnym facetem. Fizycznie i życiowo byłem Jego przeciwieństwem, ale duchowo nie dorastałem do pięt. Gdy sytuacja potoczyła się tak, że rozeszli się. Ja kontynuowałem swój 'plan' - ale nie był to PLAN. Dopiero na początku grudnia dotarło do mnie, że... kurcze. Coś w tym jest. Można powiedzieć, że nosiłem się z tym ok. 10dni. Wiedziałem że chce powiedzieć, ale nie wiedziałem jak. Musiałem się wewnętrznie SZARPNĄĆ, aby pojechać i wydusić to z siebie.
Odpowiadając na Twoje pytanie - ogólnie znaliśmy się 2,5 roku, kolejny krok znajomości (sympatia/zainteresowanie?) trwał ok. 2-3 miesięcy, a zrozumienie (zauroczenie?) 10dni z mojej strony.
Po 14 dniach, w czasie Sylwestra postanowiliśmy sobie dać szansę. I tak do dnia dzisiejszego (w lipcu wzięliśmy Ślub) trwa w najlepsze. Był kryzys i rozstanie na 2 tygodnie po pół rocznym związku, ale to przez chęć odwetu przez "Byłego". Nic strasznego!
Gratuluję, że wszystko się tak potoczyło i jesteście teraz szczęśliwi ![]()
A ona po jakim czasie odpowiedziała tym samym?
Goździkowa no to duze lody dla ciebie
już mam 2 porcje w takim razie ;p
Gratuluję, że wszystko się tak potoczyło i jesteście teraz szczęśliwi
A ona po jakim czasie odpowiedziała tym samym?
Po ok. 3 tygodniach "zastanawiania się" ![]()
Nic tylko pozazdrościć ![]()
Ja niestety muszę czekać, ale nie wiem ile.
Nic tylko pozazdrościć
Ja niestety muszę czekać, ale nie wiem ile.
Pozostaje tylko czekać. Jednym przyjdzie od razu, innym poczekać przyjdzie. Gdyby świat był jednakowy dla każdego, byłoby nudno.
Może coś szykuje, czeka na jakąś rocznicę, moment, pamiątkę?
W sumie ja starałem się wybierać daty, momenty, które z NICZYM się nie kojarzą ![]()
A ja spytam się. Czy aż tyle wysiłku potrzeba by powiedzieć "Kocham cię" jeśli faktycznie kocha się kobietę swoją. Dla mnie to wysiłek wręcz żadny. Jak już wcześniej napisałem mówię swojej kobiecie kilka razy dziennie. Zazwyczaj jak kończę rozmowę tel. Czy w sms.
Jeśli mężczyzna mówi, że mu zależy, że chce być z daną osobą, że coś do niej czuje to tak po prostu jest? Wystarczy, że powie to raz i my to mamy uznać za oczywiste?
Ja lubię być zapewniania - pewnie jak większość z nas, kobiet - przez co nie rozumiem sytuacji gdy mężczyzna powie coś raz, bo tak czuje i tak jest i tego nie powtarza. Z czego to wynika?
Co Wam tak naprawdę siedzi w tych głowach gdy jesteście z kimś w związku?
Każdy lubi być zapewniany - faceci też. Daje nam to poczucie bezpieczeństwa, ale też nie można z tym przesadzać.
Ja będąc w związku mówię o tym, że mi zależy. Nie boję się mówić o tym co czuje, co mi przeszkadza, co doceniam, a co mnie drażni. Szczerość to podstawa związku.
Wydaje mi się, że najważniejsza jest rozmowa. Szczerze trzeba powiedzieć, że potrzebujesz tego, że Twój facet Cię kocha czy chce z Tobą być. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku, bo nikogo na siłę nie zmusisz, ale przedstawienie sprawy w taki sposób, żeby uświadomić partnerowi, że takie zdania są Ci bardzo pomocne z pewnością przyniesie dobry rezultat. ![]()
Szczerość się liczy. Nic więcej : - )
Jan Oporny napisał/a:A co byś powiedziała na faceta, który pije, łajdaczy się ale mówi, że kocha ? Znam takich.
Podziękuję za takiego.
Nie pije, nie pali, nie łajdaczy się, dużo zarabia ale mało pracuje żeby mieć czas dla dzieci, żony, niezmordowany kochanek wylewny w uczuciach wieczny zalotnik... No ale takie rzeczy to tylko w czytadłach
Bo staram się go zrozumieć, ale przez to, że nigdy wcześniej nie byłam z kimś takim czasem myślę czemu tak jest.
A chodzi też o to, że jego mama umiera, on poświęca jej praktycznie cały swój wolny czas - co jest zrozumiałe, ale przez to nie ma czasu rozmawiać na inne tematy, jak miłość czy związek. Pogmatwane to jest.
Nie jest. Zastanów się czy czasem nie jest tak, że sama to gmatwasz. Facet może być całkiem ok a Ty swoim niezadowoleniem możesz wszystko popsuć. Niezadowolona partnerka nie jest dobrą partnerką a to z kolei rzutuje się na partnera i w konsekwencji na cały związek - działa w dwie strony. Zafiksowałaś się na jednym zagadnieniu. Nie przeczę, że problem istnieje, ale mam wrażenie, że został już zdefiniowany. To już circa połowa drogi do jego przepracowania.
No i jeszcze sobie tak myślę, że kanał werbalny nie jest jedynym możliwym w procesie komunikacji. Może nawet najmniej istotnym tu, gdzie tyle mówi się o tzw. chemii, a Tyś uparła nie wiem po co ![]()
Oczywiście nie usprawiedliwiam facetów, którzy są w ZWIĄZKU i nadal nie mówią 'Kocham'. Moje posty dotyczyły sytuacji z początkowej fazy znajomości oraz 'pierwszego' Kocham. Potem powinno to podlegać innym zasadom. Co prawda mówienia w kółko 'Kocham, Kocham, Kocham' nie popieram, ale w życiu już obojga nie powinno to być słowem Tabu ![]()
Może coś szykuje, czeka na jakąś rocznicę, moment, pamiątkę?
W sumie ja starałem się wybierać daty, momenty, które z NICZYM się nie kojarzą
Nie wiem, na razie nie myśli o tym przez syt.z mamą.
A ja spytam się. Czy aż tyle wysiłku potrzeba by powiedzieć "Kocham cię" jeśli faktycznie kocha się kobietę swoją. Dla mnie to wysiłek wręcz żadny.
Chyba, że się tego nie czuje to się tego nie powie, prawda?
Bo taka opcja też istnieje.
Wydaje mi się, że najważniejsza jest rozmowa. Szczerze trzeba powiedzieć, że potrzebujesz tego, że Twój facet Cię kocha czy chce z Tobą być. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku, bo nikogo na siłę nie zmusisz, ale przedstawienie sprawy w taki sposób, żeby uświadomić partnerowi, że takie zdania są Ci bardzo pomocne z pewnością przyniesie dobry rezultat.
Szczerość się liczy. Nic więcej : - )
Ale ja z nim wiele razy rozmawiałam na ten temat, on nie potrafi po prostu mówić o tym, nikt go tego nie nauczył. Raz to powiedział i teraz twierdzi, że skoro im nie wyszło to te słowa nic nie znaczyły i teraz się pewnie boi czegoś, ale czego? Rozczarowania? Powtórki z rozrywki?
Przecież to było kiedyś, teraz jest co innego.
43 2012-04-02 16:46:46 Ostatnio edytowany przez Gadzikowa (2012-04-02 16:47:26)
Nie pije, nie pali, nie łajdaczy się, dużo zarabia ale mało pracuje żeby mieć czas dla dzieci, żony, niezmordowany kochanek wylewny w uczuciach wieczny zalotnik... No ale takie rzeczy to tylko w czytadłach
Tu masz rację ![]()
Nie jest. Zastanów się czy czasem nie jest tak, że sama to gmatwasz. Facet może być całkiem ok a Ty swoim niezadowoleniem możesz wszystko popsuć. Niezadowolona partnerka nie jest dobrą partnerką a to z kolei rzutuje się na partnera i w konsekwencji na cały związek - działa w dwie strony. Zafiksowałaś się na jednym zagadnieniu. Nie przeczę, że problem istnieje, ale mam wrażenie, że został już zdefiniowany. To już circa połowa drogi do jego przepracowania.
No i jeszcze sobie tak myślę, że kanał werbalny nie jest jedynym możliwym w procesie komunikacji. Może nawet najmniej istotnym tu, gdzie tyle mówi się o tzw. chemii, a Tyś uparła nie wiem po co
Uparłam się, bo uparta jestem ;p
Masz wrażenie, że problem został zdefiniowany? Co masz na myśli?
Uparłam się, bo uparta jestem ;p
No to może skup się na czymś innym. Macie w ogóle jakiś kontakt ? Rozumiem, że macie całkiem dobry poza oczywiście przedmiotowym zastrzeżeniem. Dobrze to widzę ?
Może zrób tak: zaproponuj mu żeby napisał do Ciebie list. Albo zrób to pierwsza. Tylko dokładnie wyjaśnij mu o Ci chodzi, żeby nie był zaskoczony lub nie odebrał tego w niewłaściwy sposób. Tradycja pisania listów miłosnych, nie jakichś durnych krótkich esemesów chyba umarła, jeszcze za moich czasów się to robiło. Może pisanie ma nie zablokowane ? O ile oczywiście SŁOWO pisane spełnia Twoje oczekiwania.
Sorki, mus mi się zmywać w te dyrdy
Sijutumoroł ![]()
Gadzikowa napisał/a:Uparłam się, bo uparta jestem ;p
No to może skup się na czymś innym. Macie w ogóle jakiś kontakt ? Rozumiem, że macie całkiem dobry poza oczywiście przedmiotowym zastrzeżeniem. Dobrze to widzę ?
Może zrób tak: zaproponuj mu żeby napisał do Ciebie list. Albo zrób to pierwsza. Tylko dokładnie wyjaśnij mu o Ci chodzi, żeby nie był zaskoczony lub nie odebrał tego w niewłaściwy sposób. Tradycja pisania listów miłosnych, nie jakichś durnych krótkich esemesów chyba umarła, jeszcze za moich czasów się to robiło. Może pisanie ma nie zablokowane ? O ile oczywiście SŁOWO pisane spełnia Twoje oczekiwania.
Sorki, mus mi się zmywać w te dyrdy
Sijutumoroł
Mamy dobry kontakt, ja teraz nie pracuję i często jestem u niego.
Ale tu pojawia się właśnie problem - syt.z jego mamą. On po prostu nie myśli teraz o takich rzeczach, nie myśli o sobie nawet tylko o niej, o tym, że umiera.
A ja jemu powiedziałam miesiąc temu co czuję i raz napisałam w sms'ie.
Nie pisz Pan Kapitanie, ze to kobiety trzeba wiecznie utwierdzac w tym, ze sie je kocha.Bo to bzdura.
I jak juz kiedys bedziesz mial kobiete to moze bedziesz wiedzial, ze wystarczy ja szanowac i dawac jej siebie. Bez slow.
Smuci mnie fakt że nie zrozumiała Pani że mówiłem ogólnie o populacji... nie wykluczam tego że i tacy faceci też mogą się znaleźć. Ale niezaprzeczalnym faktem jest to że kobiety wobec swoich partnerów bardziej wymagają udowadniania miłości, w stosunku do facetów.
A ja spytam się. Czy aż tyle wysiłku potrzeba by powiedzieć "Kocham cię" jeśli faktycznie kocha się kobietę swoją. Dla mnie to wysiłek wręcz żadny. Jak już wcześniej napisałem mówię swojej kobiecie kilka razy dziennie. Zazwyczaj jak kończę rozmowę tel. Czy w sms.
Czasem potrzeba
Nie kazdy jest taki jak ty. Niektorzy sa inni. Moj maz na przyklad...
Na szczescie ja od slow preferuje czyny. ![]()
Osobiście uważam, że zestaw SŁÓW pt. "Kocham Cię" - powinno się używać z umiarem. W momencie gdybyśmy wykorzystywali te słowa non-stop to straciłyby one trochę tej magii. Tego, że gdy je słyszymy to robi się ciepło w sercu, banan na twarzy i wszystko dookoła przestaje nas obchodzić. Oczywiście nie popadajmy w skrajność i raz na pół roku nie używajmy. Tego nie da się zliczyć - ile powinniśmy a ile nie powinniśmy mówić. Musi to być "spontaniczne, ale i przemyślane".
Nie chciałbym, aby za 15 lat słowo "Kocham Cię" spadło do rangi "Cześć" lub "Dzięki" między mną a moją Żoną.
Osobiście uważam, że zestaw SŁÓW pt. "Kocham Cię" - powinno się używać z umiarem. W momencie gdybyśmy wykorzystywali te słowa non-stop to straciłyby one trochę tej magii. Tego, że gdy je słyszymy to robi się ciepło w sercu, banan na twarzy i wszystko dookoła przestaje nas obchodzić. Oczywiście nie popadajmy w skrajność i raz na pół roku nie używajmy. Tego nie da się zliczyć - ile powinniśmy a ile nie powinniśmy mówić. Musi to być "spontaniczne, ale i przemyślane".
Nie chciałbym, aby za 15 lat słowo "Kocham Cię" spadło do rangi "Cześć" lub "Dzięki" między mną a moją Żoną.
Swieta racja!
Sama to mezowi powiedzialam na poczatku. "Uzywaj slowa kocham z umiarem bo ja nie chce zeby to u ciebie stalo sie takim samym slowem jak chlep, pies czy kot". Chce zeby facet mowiac to mial to szczerze i gleboko na mysli a nie walil tym stwierdzeniem na prawo i lewo. Normalnie szacun za tego posta ![]()
Dobre pytanie, Kapitanie. A może to zwyczajna........................................................ próżność... egoizm ?
Może z tą próżnością masz troszeczkę racji
. Wydaje mi się jednak, że my po prostu lubimy być adorowane, zdobywane. Jeśli gdzieś na początku związku mój kochany powiedział mi szczerze o swoich uczuciach, zapewnił że mnie kocha, to teraz przez następnych kilkadziesiąt lat mam tego więcej od niego nie usłyszeć?
Toż to fatalna perspektywa. Nie jestem zwolenniczką nadużywania słowa "kocham", ale raz na kilka tygodni przydało by się w sprzyjających okolicznościach powiedzieć kochanej osobie, że nam na niej zależy. Można używać różnych słów, nie tylko "kocham cię".
51 2012-04-02 22:26:17 Ostatnio edytowany przez Kerty (2012-04-02 22:28:57)
My możemy nie chcieć, ale tak właśnie jest. Jeszcze trochę to "Kocham Cię" będzie na równi ze słowami "Cześć! Co tam u Ciebie?" jeżeli chodzi o częstotliwość wypowiadania. Spójrzcie co się dzieje np. Święta Bożego Narodzenia - to przecież tylko kolejny zjazd rodzinny i okazja żeby się najeść do syta za wsze czasy. Nawet i to zanika, bo niektórzy Świąt nie obchodzą. Ludzie już i 12 potraw nie gotują i na pasterki nie chodzą (no chyba, że starsze babcie), kolędy z płyt się puszcza a nie śpiewa, choinki sztuczne... Można by tak wymieniać. Także magia Świąt zanika, podobnie jak magia słów "Kocham Cię"... I niestety, taka wizja przyszłości świata jest mocno nieciekawa. Kroi Nam się nowy, wspaniały świat...
male_fejt napisał/a:Osobiście uważam, że zestaw SŁÓW pt. "Kocham Cię" - powinno się używać z umiarem. W momencie gdybyśmy wykorzystywali te słowa non-stop to straciłyby one trochę tej magii. Tego, że gdy je słyszymy to robi się ciepło w sercu, banan na twarzy i wszystko dookoła przestaje nas obchodzić. Oczywiście nie popadajmy w skrajność i raz na pół roku nie używajmy. Tego nie da się zliczyć - ile powinniśmy a ile nie powinniśmy mówić. Musi to być "spontaniczne, ale i przemyślane".
Nie chciałbym, aby za 15 lat słowo "Kocham Cię" spadło do rangi "Cześć" lub "Dzięki" między mną a moją Żoną.Swieta racja!
Sama to mezowi powiedzialam na poczatku. "Uzywaj slowa kocham z umiarem bo ja nie chce zeby to u ciebie stalo sie takim samym slowem jak chlep, pies czy kot". Chce zeby facet mowiac to mial to szczerze i gleboko na mysli a nie walil tym stwierdzeniem na prawo i lewo. Normalnie szacun za tego posta
Dokładnie.
To tak jak komplementy. Przestają działać, jak ktoś zasypuje Cię nimi non-stop.Gdy pojawiają się raz na jakiś czas, sprawiają mega frajdę.
A tak w ogóle to najważniejsze są czyny. Jeśli są, to jest ok. Gorzej jak są piękne słówka, a działania brak.
Trzeba SZANOWAĆ słowa. Teraz przykład mi się nasunął ![]()
Cofnijmy się wszyscy o parę lub paręnaście lat. Nie wiem jak u Was, ale ja w okolicy podstawówki, gdy mnie wychowywano, byłem uczony i była mi zwracana uwaga, aby nie "wzywać imienia Pana Boga swego na daremno". Pamiętacie?
Wszyscy dookoła mówili "o Boże!", "O Jezuuu", "Matko Boska, coś Ty narobił?!". Poznawałem religię i uważałem na te słowa, bo jednak oznaczają Świętość. Jednak z czasem każdy używa tych słów pod nosem z rzeczami zupełnie niezwiązanymi ze znaczeniem - czyż nie jest tak? ![]()
Może to dziwny przykład, ale podobnie może być z "Kocham Cię".
54 2012-04-02 23:03:35 Ostatnio edytowany przez bellew (2012-04-02 23:24:53)
Jeśli mężczyzna mówi, że mu zależy, że chce być z daną osobą, że coś do niej czuje to tak po prostu jest?
Tak jest w TYCH GŁOWACH
Facet ma chorą mamę teraz.Może poczekaj i zapytaj ? Kochasz mnie misiu ?
On powie TAK
Kocham Cię słońce ![]()
A wtedy wyłącz dyktafon
Po czynach go poznacie ...
My możemy nie chcieć, ale tak właśnie jest. Jeszcze trochę to "Kocham Cię" będzie na równi ze słowami "Cześć! Co tam u Ciebie?" jeżeli chodzi o częstotliwość wypowiadania. Spójrzcie co się dzieje np. Święta Bożego Narodzenia - to przecież tylko kolejny zjazd rodzinny i okazja żeby się najeść do syta za wsze czasy. Nawet i to zanika, bo niektórzy Świąt nie obchodzą. Ludzie już i 12 potraw nie gotują i na pasterki nie chodzą (no chyba, że starsze babcie), kolędy z płyt się puszcza a nie śpiewa, choinki sztuczne... Można by tak wymieniać. Także magia Świąt zanika, podobnie jak magia słów "Kocham Cię"... I niestety, taka wizja przyszłości świata jest mocno nieciekawa. Kroi Nam się nowy, wspaniały świat...
Masz rację, ale mi nie chodzi o mówienie 'kocham' podczas całego związku z kimś tylko o to 'pierwsze' kocham, z czego wynika strach przed wypowiedzeniem tego? Jeśli chłopak na moje wyznanie cieszy się, przytula i całuje, mówi, że też co czuje, ale nie potrafi tego ubrać w słowa tak jak ja - to o co tu chodzi?
Gadzikowa napisał/a:Jeśli mężczyzna mówi, że mu zależy, że chce być z daną osobą, że coś do niej czuje to tak po prostu jest?
Tak jest w TYCH GŁOWACH
Facet ma chorą mamę teraz.Może poczekaj i zapytaj ? Kochasz mnie misiu ?
On powie TAK
Kocham Cię słońce
A wtedy wyłącz dyktafonPo czynach go poznacie ...
Ale teraz nie potrafię go o to spytać, bo on myślami jest przy mamie. Jeśli z nią było ok to u nas też, on potrafił powiedzieć, ze coś czuje, a teraz gdy jest źle to między nami też jest inaczej, bo gdy poruszam ten temat to on nie wie co powiedzieć - z czego to wynika? Z sytuacji jaka wynikła w jego rodzinie czy z tego, że on po prostu NIC nie czuje?
Wynika to z tego, że jest....syneczkiem mamusi uzależnionym od niej emocjonalnie. To nie jest normalne, aby do tego stopnia problemy rodzinne przekładały się na problemy w związku.
Rodzina jest ważna i jak dzieje się w niej źle to wiadomo, że chodzimy podminowani, smutni itp. Jednak nie można dokonywać projekcji problemów z jednej płaszczyzny życia na wszystkie inne.
Wynika to z tego, że jest....syneczkiem mamusi uzależnionym od niej emocjonalnie. To nie jest normalne, aby do tego stopnia problemy rodzinne przekładały się na problemy w związku.
Rodzina jest ważna i jak dzieje się w niej źle to wiadomo, że chodzimy podminowani, smutni itp. Jednak nie można dokonywać projekcji problemów z jednej płaszczyzny życia na wszystkie inne.
Nie zgadzam się z Tobą, nie jest syneczkiem mamusi, bo wcześniej nie przebywał z nią tak często jak teraz, nie dzwonił co 5 min, nie tłumaczył się gdzie jest i co robi, ale jak trafiła do szpitala, bo choroba coraz bardziej ją wykańczała to on się tym strasznie przejął.
Ciekawe co Ty być zrobił gdyby Twoja mama umierała? Gdyby walczyła z rakiem 6 lat i w końcu ten rak zacząłby z nią wygrywać? A w międzyczasie pojawiłaby się jakaś kobieta w Twoim życiu - jakbyś to pogodził? My nie jesteśmy małżeństwem, nie byłam w jego życiu gdy choroba się pojawiła, tylko pojawiłam się w trakcie.
Nie każdy umie sobie ze wszystkim tak poradzić.
Byłem w podobnej sytuacji. Chodziłem podminowany i smutny, ale nie odbijało się to aż do tego stopnia na reszcie mojego życia. Co trudniejsze - sytuacja u mnie pojawiła się z dnia na dzień, a nie była tak rozwleczona w czasie....a więc nijak nie można się było do tego przygotować.
Tylko, że to zależy od człowieka. on ogólnie jest zamknięty w sobie, mało mówi, na początku nie umiał powiedzieć tego co czuje, pisał lub mówił przez telefon, twierdzi, że nikt go tego nie nauczył, takich rozmów o rzeczach poważnych, o uczuciach, nie tylko do kobiety, ale też o tym co on sam dokładnie czuje w związku z tą całą sytuacją z mamą.
Byłeś w podobnej sytuacji - czyli też miałeś chorą,umierającą osobę w rodzinie i w między czasie pojawiła się jakaś kobieta?
Wiem, że to zależy od człowieka. Ale nie uważam, żeby aż takie problemy były normalne. Tym bardziej, jeśli nikt go za specjalnie nie nauczył jak okazywać uczucia.
Byłem w takiej sytuacji - kobieta nowa się nie pojawiła - miałem stałą partnerkę.
Byłem w takiej sytuacji - kobieta nowa się nie pojawiła - miałem stałą partnerkę.
Widzisz, a ja się pojawiłam w jego życiu gdy jego mama już chorowała. Na początku super szczęśliwy był, nawet czasem miałam wyrzuty, że wolał ze mną czas spędzić niż z chorą mamą, ale sytuacja się pogorszyła, gdy ona trafiła do szpitala, on po prostu opadł z sił, nie umie myśleć teraz nawet o sobie, jest kompletnie dobity, tak jak wcześniej pisałam - gdy z mamą było lepiej potrafił się cieszyć z tego, że jesteśmy razem, a teraz gdy ona jest w takim stanie jest jakiś zagubiony. A może to moja wina? Może ja za dużo pytałam, mimo tego,że widziałam co czuje i jaki jestem dla mnie. Nie wiem
No to w takim razie...weź się w garść i wspieraj go, a nie domagaj się wylewnego okazywania uczuć i mówienia "kocham cie" na zawołanie. ![]()
Ale ja nie chcę na zawołanie ;p
Chciałabym po prostu wiedzieć co jest 5, a na razie on to okazuje. I stąd mój wątek i pytanie - czy po samych czynach można stwierdzić, że facet coś czuje?
Tylko, że to zależy od człowieka. on ogólnie jest zamknięty w sobie, mało mówi, na początku nie umiał powiedzieć tego co czuje, pisał lub mówił przez telefon, twierdzi, że nikt go tego nie nauczył, takich rozmów o rzeczach poważnych, o uczuciach, nie tylko do kobiety, ale też o tym co on sam dokładnie czuje w związku z tą całą sytuacją z mamą.
Mówienie o uczuciach nie każdemu przychodzi łatwo i zdarza się to również kobietom. Mój mąż na początku naszego związku też długo nie mówił o swoich uczuciach. W ciągu kilku miesięcy kiedy nasz związek kwitł i spotykaliśmy się niemal codziennie powiedział mi jeden raz, że traktuje mnie bardzo poważnie. To było najpoważniejsze wyznanie, które wtedy padło, ale mnie wystarczyło, bo wiedziałam, że to jest prawda i że mu zależy na mnie, bo pokazywał to swoim zachowaniem. To ja pierwsza powiedziałam "kocham cię" a on mi odpowiedział, że kiedyś też mi to powie, gdy będzie już całkiem pewny. Nie zabolało mnie to, bo wiedziałam, że "coś" na pewno do mnie czuje i po prostu muszę być cierpliwa. W końcu się doczekałam, ale nawet nie pamiętam kiedy dokładnie. Nie czekałam jednak na te deklarację z niepokojem czy niecierpliwością, bo o tym, że mnie kocha po prostu wiedziałam. Obecnie po kilkunastu latach małżeństwa gdy znamy się "jak łyse konie" oboje zmieniliśmy się i również mojemu mężowi łatwiej przychodzi mówienie "kocham cię" chociaż np. z komplementami nadal ma problem, a raczej ja mam problem, bo ich nie słyszę
.