Gubie się już wtym sama i chyba potrzebuje jakiejs porady. Jestem z partnerem pół roku. Byławało raz lepiej raz gorzej, ale ogolnie ok. Na poczatku było bardzo czuly dla mnie, okazywał mi swoje zainteresowanie niemal w kazdej minucie. Byl moment kiedy bylo meidzy nami ciezko, bo ukrywał cos przede mna, ale wyjaśnilismy sobie to i dostał tzw. "druga szanse". Bardzo sie o nia starał i w koncu mu ja dałam. Pozniej przez ok. 3 tyg, było ok. A teraz, jakby on oddali sie ode mnie? nie wiem, jak to nazwac. Stał sie taki chłodny, bezuczuciowy. zykla rozmowa, powazna mina, zadnych czulosci, a raczej ciagle uwagi o drobiazgi. widujemy sie rzadko, bo on ma sporo zajec, a jak juz sie widzimy, to jest tak jakbym spotykala sie z kolega. czulosci sa tylko wtedy, kiedy on zauwazy ze jestem smutna, wtedy nagle mnie przytula, itp.Kochać tez kochamy sie juz bardzo rzadko. sa chwile, w ktorych powie, ze kocha, zapyta czy dotarlam do domu, jak wrcam pozno, ale teraz to mam juz wrazenie, ze robi to z "powinnosci", dla zasady. kazdy by powiedział, ze potrzebna jest tu rozmowa. Tylko ja sie boje tego, ze jak mu o tym powiem, to znów bedzie sie stral na chwile, ze to juz nie bedzie dawny on. Nie wiem, jak mam mu powiedziec, ze tesknie za takim jakim byl kiedys. JUz raz zaczelam i powiedział,ze ja potrzebuje ciaglego adorowania, ze ie widze jego staran. A to jednak nie jest tak. Potrzebuje tego co kazda kobieta - uczucia. A tego czuje ze mam coraz to mniej. nie jestem panienka za ktora tzreba biegac i skakac kolo niej i obsypywac prezentami. nigdy taka nie blam, zawsze mial tyle wolnosci ile chciał. Jak z nim porozmawiac, jakich użyc argumentów? i czy to ma sens? czy jesli on nie robie tego sam z siebie, to zawsze bedzie juz cos nie tak?
jesli mozecie, to doradźcie cos, bo sama juz sobie nie radze:(:(