Witam
Otóż w tym roku pisze maturę i mam ogromny dylemat...
Wyjeżdżam za granicę na studia do mojego narzeczonego, mam nadzieje że się dostanę, ale końca świata nie będzie jeśli nie, wrócę na następny rok na studia to polski- on przyjedzie ze mną.
Ale przypuszczam że zostanę tam, i tu się zaczyna problem, przede wszystkim, chcemy się pobrać- wsiąść ślub cywilny, a ja marze strasznie o dziecku , czuje się gotowa, czuje że jak wyjadę chce być matką, i studiować... Zawsze nam się marzyło razem dziecko, i rodzina.Biorę też pod uwagę, czy nie lepiej postarać się o dziecko, pod koniec studiów- ale to jeszcze temat rzeka...
Problem w tym że on w maju się broni- i chce iść pracować do firmy, ale dostał propozycje od swojego promotora- aby zrobił doktorat, jego oceny i doświadczenie idealnie sie do tego nadaje.Co prawda trwa on 3 lata, i zostaje za to wynagrodzenie, dość duże, czyli może się uczyć i pracować w jedynym, to jeszcze pozostaje na znaku zapytania- jego decyzja, cały czas o tym rozmawiamy i wspólnie analizujemy wszystkie za i przeciw.Bo po 3 latach ja będę w trakcie studiów, a mieszkalibyśmy w mieszkaniu akademickim od jego uniwersytetu.Ale po skończeniu doktoratu zabiorą mu mieszkanie,a ja dostane maleńkie na 1 osobę... Zanim on zajdzie po doktoracie prace, za nim znajdziemy mieszkanie boje się że wylądujemy na bruku, a co jeśli będę w ciąży ? będzie nam bardzo ciężko, dlatego nie wiem czy namawiać go na doktorat czy na pójście do firmy, i znalezienie dobrze płatnej pracy, myślę że dało by nam to zabezpieczanie na życie ale sama już nie wiem co robić.... kocham go i chce żeby spełniał swoje marzenia, on dba żeby cały czas spełniały sie moje, ale ten doktorat on jest bardzo ciężką wagą na nasze przyszłe życie...
Słoniku, najpierw zdaj maturę, a potem przekonasz się, jak życie skopie Twoje idealistyczne wyobrażenie o dorosłości...
Staranie się o dziecko w takiej sytuacji to zwykły egoizm i bezmyślność! Sielski obrazek: wspólne gniazdko, Ty studiujesz, on zarabia na rodzinę, do tego słodki, zadowolony bobas. Weź tylko pod uwagę inną opcję: on zarabia zbyt mało, żeby utrzymać rodzinę i zatrudnić opiekunkę, kombinujecie jak koń pod górkę jak połączyć opiekę nad dzieckiem z Waszymi obowiązkami, bobas wcale nie jest zadowolony tylko drze paszczę 20 godzin na dobę ze szczególnym upodobaniem do godzin nocnych, nie masz siły na naukę, Twój wspaniały partner jest niewyspany i coraz bardziej czuje, że poświecił swoje marzenia dla czegoś, co nie tak miało wyglądać. Między Wami pojawiają się nieporozumienia - przecież nie znacie się specjalnie długo, w dodatku przez większość czasu był to związek na odległość. Facet w końcu nie wytrzymuje i idzie w cholerę a Ty zostajesz w obcym kraju, a wrzeszczącym dzieciakiem, bez wykształcenia i bez środków do życia...
Ty chcesz mieć dziecko już natychmiast. Ale Ty dopiero sama przestałaś być dzieckiem! Wasz związek nie został nawet przetestowany w codziennym życiu, a Ty chcesz jechać i produkować dzieciaka, bo taki punkt wpisałaś sobie w grafik. Twoje "ja chcę" jest nieodpowiedzialne i bezsensowne. Ty chyba chcesz zmarnować życie sobie, chłopakowi i temu nieszczęsnemu dziecku?
Dziewczyno, przecież Ty masz czas. Masz mnóstwo czasu. Najpierw spróbuj dorosłego życia, sprawdź, jak w praktyce będą wyglądały studia, Wasza sytuacja i Wasz związek. Dopiero wtedy podejmij decyzję, czy wszystko wygląda tak, jak założyłaś i czy można realizować kolejne założenie, czyli dziecko.
Słoniku, nie rozumiem za bardzo aż takiego wybiegania w przyszłość. Przecież to są lata świetlne! I nie możesz zakładać, że będzie akurat tak i tak, nigdy nie wiesz jak się sprawy potoczą. Daj więc życiu płynąć dalej bez stresu i nadmiernego planowania. Na wszystkie rzeczy przyjdzie czas, skup się lepiej na teraźniejszości. I odradzam Ci bardzo dziecko w tym wieku, zwłaszcza jeśli chcesz studiować. Z czego wtedy utrzymasz siebie i dziecko? Nie możesz przecież zawisnąć na facecie lub rodzicach i wymagać, żeby Ci wszystko sponsorowali. Bo przecież przy dziecku nie będziesz miała czasu na studia i pracę, nie ma w ogóle takiej opcji. Prawdopodobnie na same studia już nie będziesz miała czasu i ciężko Ci będzie do nich później wrócić. A znowu na opiekunkę trzeba pieniędzy, a Ty nie będziesz miała na pracę czasu i... kółko się zamyka. Lepiej najpierw skończyć jedno, żeby zacząć drugie ![]()
no tak, jak to czytam macie święta racje
Moje marzenia o dziecku są już od dłuższego czasu...
ale zdaje sobie sprawę że nie tak to się wszystko potoczy ![]()
głównie temat założyłam nie o dziecku a o doktoracie, bo to on będzie miał wpływ na nasze wspólne życie- to nie jest gdzieś daleko w przyszłości zaplanowane to jest już w lipcu, to jest 5 miesięcy- tu już nie chodzi o dziecko, tylko o to że nie mam dobrej passy, rodzice nie są bogaci i nie będą mi wiele dawać na studia tam- oczywiście będą pomagać ile się da, ale wiem że to nie wystarczy mi na życie.
Mój TŻ bierze mnie z pełną świadomością na swoje utrzymanie- on ma pieniądze pracuje jako asystent profesora, jest w stanie teraz nas utrzymać i zapewnić mi bezpieczeństwo do ukończenia licencjatu- później skończy doktorat- i ani ja i ani on nie będziemy mieć pieniędzy.
Dlatego nie wiem co powinniśmy robić- czy powinien iść na doktorat, a kiedy ja już tam zamieszkam, po 3 latach skończyć i mieć problem ze znalezieniem pracy ? w maju kończy magisterkę i chciał szukać już firmy w której by go zatrudnili, ale dostał propozycje doktoratu, przy której też będzie dostawał nie małe pieniądze.Sam mówi że boi się doktoratu, bo wie że za 3 lata kiedy ja bd studiować a on skończy, nie będzie wstanie nas utrzymać, że za bardzo się boi że mnie zawiedzie...Powiedziałam mu żeby się nie martwił, na pewno jakiś zasiłek będzie i może ja będę jakoś dorabiać- ale on uparcie twierdzi że jeśli mam być jego żona to on będzie rodzinę utrzymywał i koniec kropka i nie chce żebym pracowała tylko zajęła się nauką, a po skończeniu studiów w ten czas pomyśleć o dziecku, ewentualnie o pracy...
Słoniku życzę Ci szczerze żeby ten młodzieńczy entuzjazm Cię nie opuscił:)
Nie jestem jakoś wiele starsza, ale jak przypomnę sobie moje plany i podejscie do wielu spraw jak miałam te 18-20 lat, to cieszę się że mam to za sobą.
Mi rodzice nie byli w stanie płacić za studia więc kończę teraz zaoczne, ale to inna bajka.
Dlaczego Twój facet z góry zakłada że po doktoracie nie znajdzie pracy? Nie warto rezygnować ze swoich marzeń i ambicji, szczególnie w tak młodym wieku. On musi to dobrze przemysleć, ale ja uważam że doktorat może mu nie tylko nie pokrzyżować planów, ale nawet pomóc w przyszłości na prawdę dobrze zarabiać.
A co do dziecka to moje poprzedniczki mają rację. Ja zaraz po maturze miałam trochę podobna sytuację. Tyle że to mój ówczesny chłopak (pierwsza wielka miłość) miał ciśnienie na ślub, dziecko itp. Ja że świata poza nim nie widziałam, gotowa byłam nie iść na studia, założyć czym prędzej rodzinę i kombinować jak połapać koniec z końcem. Jak teraz sobie o tym pomyślę to przechodzą mnie ciarki, nie przez myśl o dziecku oczywiście, ale o tym w jaką sytuację bym wpakowała i je i siebie.
Tu już nawet nie chodzi o dziecko to dyskusja na inny temat.
Może się wydawać że jestem młoda, takie rzeczy gadam , bla bla bla.
Macie racje
tylko martwi mnie ten doktorat, mówiłam mu że skoro to jego marzenie niech idzie- on jest w rozterce, chce dla mnie jak najlepiej, chce dla naszej przyszłej rodziny stabilizacji i dobrego usytuowania. Tłumacze mu że jesteśmy młodzi i spokojnie to wszystkiego dojdziemy jeśli się postaramy, ale tłumaczenia nic mu nie daja.Z jednej strony chce do firmy "zajmować się poważnymi problemami" a nie jakimiś naukowymi publikacjami.Jest informatykiem ma dużo ambicji i niesamowicie wiele doświadczenia.Boi się że odejdę jak nie będziemy mieli pieniędzy,że nie spełni się nasze marzenie o dziecku i o rodzinie.Tłumacze mu że nie jestem materialistka i jak dla mnie możemy mieszkać w jednym pokoju byle bysmy sie kochali i kształcili, bo to zaowocuje na przyszłość, a on dalej swoje, coś czuje że jednak wybierze firme, a później będzie mi truł do końca zycia że nie namówiłam go na doktorat... błędne koło
Słoniku, fajnie, że macie marzenia i plany, ale nie odrywajcie ich tak bardzo od ziemi
Jeśli doktorat jest jego marzeniem - niech go robi. To tylko 3 lata - minie błyskawicznie. Później już może nie mieć czasu na spełnianie takich marzeń. W życiu zazwyczaj najbardziej żałuje się tego, czego się nie zrobiło. Ty w tym czasie zajmij się swoimi studiami. A potem będziecie myśleć co dalej.
Nie rozumiem tych obaw o pracę. Teraz się nie boi, że nie znajdzie pracy a za 3 lata będzie się bał? To się kupy nie trzyma. Teraz będziecie potrzebowali znacznie mniejszych funduszy na utrzymanie niż kiedy pojawi się dziecko. Skoro twierdzisz, że za doktorat będzie dostawał niezłe wynagrodzenie to ja problemu nie widzę.
Większy problem widzę w Waszych planach odnośnie Twojej osoby. Proszę, nie zgadzaj się na to, żeby być wyłącznie na jego utrzymaniu! Jeśli tylko będziesz miała możliwość podjęcia pracy w trakcie studiów - nie wahaj się. Skończysz studia, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem -dziecko. A potem będziesz miała 30 lat i zero doświadczenia. Kto Cię wtedy zatrudni? Życie pisze różne scenariusze i warto być zabezpieczoną. Wielka miłość czasem przemija i kobieta, która dotychczas była zależna od faceta zostaje z ręką w nocniku. A nawet bez takich czarnych scenariuszy - jeśli on straci pracę lub z jakiegoś powodu przez jakiś czas nie będzie mógł pracować - zostaniecie w czarnej d***.
vinnga! własnie o to chodzi , że on chce mnie utrzymywać, ja nie wiem jak mam do głowy mu wbić, że ja tez będę dorabiać, a nie siedzieć jak jakaś pani i się obnosić jaka to ja nie jestem bo mi się pracować nie chce a mam męża który mnie utrzymuje !NIE
Chce mieć własny grosz, żebym go o nic prosić nie musiała- wiem że da mi pieniądze bez żadnego szwanku, i nie ma u niego z tym problemu, ale jednak człowiek lepiej się czuje jak ma się własny grosz.Chciałabym jako kelnerka wieczorami pracować, może jako opiekunka, zobaczymy, chce skończyć studia.I muszę mu udowodnić że się myli i będę pracować! Przynajmniej może okaże się tu egoistka- ale czuje się dobrze z tym że w razie czego jest on i nie zawale moich studiów z powodu braku pieniędzy.To wszystko wynika z jego troski, ciągle chucha i dmucha na mnie żebym przypadkiem się nie zmęczyła.
Co do doktoratu, juz mu powiedziałam jak chcesz to idź, mi to obojętne, a on że w firmie będzie miał dochód,z każdym rokiem będzie mial doświadczenie większe oraz że za jakiś czas może dostać awans i o wiele więcej zarabiać, a tak to zmarnuje 3 lata bo nie będzie miał doświadczenia w firmie i tak jak mówię błędne koło
slonik to Twój partner powinien podjąć ostateczną decyzję w sprawie doktoratu. Ty natomiast możesz go w niej wspierać. Jeśli zaś zdecydujesz za niego to ostatecznie możesz być później za to obwiniana. Nie wiem też skąd to przekonanie, że teraz będzie mu np. łatwiej znaleźć pracę niż po tych 3 latach jak już skończy doktorat. Ma jeszcze kilka m-cy zatem może niech w międzyczasie spróbuje jej poszukać, zrobi rekonesans na rynku pracy jak się przedstawia sytuacja. Jeśli chodzi o pracodawców podejście jest rózne - wiem, że niektórzy niezbyt przychylnym okiem patrzą na ludzi z doktoratem, ale na szczęście to myślenie się powoli zmienia.
Jeśli zaś chodzi o Ciebie - nie pakuj się w dziecko w tak młodym wieku. Jeśli masz w planach studia to zrób je na spokojnie, wolny czas poświęć na zdobywanie jakiegoś doświadczenia zawodowego. A po studiach zadecyduj praca lub dziecko. Najgorsze bowiem co można zrobić to uzależnić się w pełni finansowo od tej drugiej osoby. Różne sytuacje się zdarzają, zatem w obecnych czasach lepiej liczyć na siebie a przynajmniej się nie uzależniać.
Myślę,że powinnać poczekać ja przechodziłam podobnie i zrobiłam tak jak ty chcesz.
Radziłabym Ci zaczekać to jeszcze za wcześnie moja córcie ma dwa latka ja prawie 21 ale teraz wiem że mogłam zaczekać co nie wiąże się z tym że załuje ale jednak jest cieżko:( ale i tak bede studiować:)
Nie rozumiem dlaczego Twój chłopak uważa, że "zmarnuje" 3 lata na doktorat... Przecież jak podniesie kwalifikacje to powinien potem dostać jeszcze lepszą pracę, chyba nikt krzywym okiem nie patrzy na człowieka, bo się chciał dodatkowo kształcić...? I zgadzam się z vinngą: znajdź sobie pracę obok studiów, choćby jako kelnerka jak już pisałaś. Ja właśnie tak dorabiam 3 razy w tygodniu i jestem w stanie się utrzymać. Tak naprawdę połowa wypłaty, którą dostaję miesięcznie to napiwki
A mogę zapytać do jakiego kraju się wybierasz? Bo różnie to ze studiami bywa, w niektórych krajach studia są płatne, z niektórych darmowe. Ja mam darmowe, więc cała kasa idzie na mieszkanie, jedzenie i moje przyjemności ![]()
Nie rozumiem dlaczego Twój chłopak uważa, że "zmarnuje" 3 lata na doktorat... Przecież jak podniesie kwalifikacje to powinien potem dostać jeszcze lepszą pracę, chyba nikt krzywym okiem nie patrzy na człowieka, bo się chciał dodatkowo kształcić...? I zgadzam się z vinngą: znajdź sobie pracę obok studiów, choćby jako kelnerka jak już pisałaś. Ja właśnie tak dorabiam 3 razy w tygodniu i jestem w stanie się utrzymać. Tak naprawdę połowa wypłaty, którą dostaję miesięcznie to napiwki
A mogę zapytać do jakiego kraju się wybierasz? Bo różnie to ze studiami bywa, w niektórych krajach studia są płatne, z niektórych darmowe. Ja mam darmowe, więc cała kasa idzie na mieszkanie, jedzenie i moje przyjemności
to jest Dania, darmowe studia tylko w aplikacji musisz dołączyć TOEFL, co jest drogim certyfikatem, ale jest szansa że jeśli tam napiszesz dobrze egzamin z angielskiego to sie dostaniesz, wysłałam już im świadectwo z 2 klasy, i z teraźniejszego półrocza.Odpowiedź dopiero uzyskam z maju... także jeszcze sie doszkalam w j.angieslkim i miejmy nadzieje że sie uda ![]()
Dania
świetny pomysł. Nigdy nie rezygnuj z własnych marzeń, nawet jakby inni w nie wątpili ! ![]()
Dasz radę, powodzenia !
A czy przypadkiem w Danii nie wymagają duńskiego? Ja mieszkam w Norwegii i tu wymagają norweskiego na poziomie studiów licencjackich. No i kolejna rzecz: znasz duński? Bo bez znajomości języka raczej o pracę ciężko...
A czy przypadkiem w Danii nie wymagają duńskiego? Ja mieszkam w Norwegii i tu wymagają norweskiego na poziomie studiów licencjackich. No i kolejna rzecz: znasz duński? Bo bez znajomości języka raczej o pracę ciężko...
Nie nie wymagają, można studiować i w angielskim i w duńskim.Oczywiście są kierunki które są dostępne tylko w duńskim, wiec jeśli się chce studiować np medycynę- trzeba nauczyć się najpierw duńskiego.A jeśli chodzi o prace, Duńczycy są bardzo komunikatywni jeśli chodzi o obcy język także z tego co wiem znalezienie pracy w barze czy gdzie indziej nie stanowi problemu.Ale jak będzie w praktyce, zobaczymy.
O, to ciekawe. Bo w Norwegii nie możesz się starać o przyjęcie na studia jeśli nie znasz zarówno angielskiego jak i norweskiego. No i z pracą tak łatwo też nie jest: ja po norwesku mówię bardzo dobrze, ale pracy szukałam kilka miesięcy. Bo Norwegowie też po angielsku bez problemu gadają, ale mimo wszystko mają uprzedzenia do obcokrajowców, zwłaszcza tych, którzy się ich języka nie uczą. Oczywiście życzę Ci, żeby Ci się powiodło, po prostu nastaw się od razu na to, że tak łatwo nie będzie i będziesz się musiała nałazić
No i podstawa: nie wysyłaj CV, idź zawsze osobiście, inaczej nie zadzwonią.