Ahoj. Piszę do Was wszystkich użytkowników tego forum bo ze mną jest chyba coś nie tak. Czuję się jak jakiś alien. Jak przybysz z kosmosu. No ale do rzeczy. Jako późny nastolatek zacząłem mieć jakieś schizy, że jestem jeszcze prawiczkiem i czułem się gorszy od innych kolegów, którzy mogli już coś powiedzieć o jakiś swoich sex podbojach. Z dziewczynami mi się nigdy nie układało. Tzn nie w sferze seksualno-uczuciowej. W zasadzie byłem ciągle sam i nawet nie było okazji na ten pierwszy raz. Czułem się już maksymalnie zdesperowany. Mówiąc wprost: chciałem umoczyć. Pogodziłem się już z tym, że do końca życia będę sam. No ale jak świat długi i szeroki wszyscy zawsze mówią, że sex jest przyjemny no to stwierdziłem czemu ja miałbym sobie tej przyjemności odmawiać? Stwierdziłem, że pójdę do prostytutki. No i poszedłem. Był deszczowy listopadowy wieczór. Lekko zestresowany pojechałem pod wskazany adres. Nawet sobie browara kupiłem dla rozluźnienia. Wszedłem. Dziewczyna w sumie taka normalna. Żadna piękność. Otworzyłem browara. Byłem tak stremowany, że nigdy w życiu nie wypiłem tak szybko całego piwa. Jak się przyssałem do butelki to chyba w 30 sekund wypiłem całego. Dziewczyna zabrała się do rzeczy. No ale stała się rzecz straszliwa. Otóż nie stanął mi. Laska robiła co mogła aż w końcu powiedziała, że to raczej nie ma sensu. Największy wstyd i upokorzenie w moim życiu. Było mi cholernie głupio chociaż dziewczynę widziałem pierwszy raz w życiu i miałem w nią totalnie w***bane. Jeszcze jakby tego wszystkiego było mało mam problem z własnym przyrodzeniem. Stulejka. Jak penis jest w wzwodzie to ściągnięcie napletka cholernie boli. Na siłę da radę ale to musi być taki półwzwód i napletek musi zostać ściągnięty aż do pełnego wzwodu. To wtedy jest w miarę ok. Wiem, że prędzej czy później będę musiał to naprawić no ale za bardzo nie wiem czy jest sens. Bo nie wiem czy to mi się kiedykolwiek przyda. Moje kontakty z dziewczynami w zasadzie cały czas wyglądają następująco: koleżanka-kolega. I nic więcej. W zeszłe wakacje poznałem pewną dziewczynę. Nawet byliśmy razem. Przez 31 dni. Do sexu jednak nie doszło. Aczkolwiek doskonale sobie zdawałem sprawę, że jak dojdzie do zbliżenia to pewnie znów będzie totalny blamaż. Na dziewczynie mi zależało wiec jak same rozumiecie gdyby mi nie stanął przy niej no to dałbym plamę. Było mi głupio i wstyd przed prostytutką a co dopiero przed dziewczyną do której coś czułem. Chyba bym się całkowicie spalił we wstydu. Czuję się jak totalny kretyn. Wiem, że jestem jakimś odmieńcem. Ponoć pierwszy raz człowieka jakoś go kształtuje pod tym względem. A ja jestem debilem i na pierwszy raz poszedłem do prostytutki <ściana> i jakby tego wszystkiego było mało to jeszcze mi sprzęt zawalił ![]()
Pewnie wyobrażacie sobie mnie jako takiego totalnego nieudacznika, wymoczka, który tylko użala się nad sobą i płacze w kącie jak jakieś emo. Jednak w cale tak nie jest. Nie mam kompleksów na punkcie swojego wyglądu. Raczej dobrze się ubieram. Chodzę na siłownię, nawet trenuję MMA. Jestem dobrze zbudowany tzn wyrzeźbiony ale nie jestem żadnym koksem jak Pudzian. Ale ten sex mnie raczej przeraża. Poszedłbym do lekarza coś zrobić z tym sprzętem ale potem musiałbym sprawdzić czy działa. A gdzie miałbym to zrobić? Znów u prostytutki. Lekarz naprawiłby sprzęt. Przepisałby jakieś specyfiki i powiedział "Proszę wrócić za 2 tygodnie na wizytę kontrolną i omówimy czy są jakieś postępy czy nie." A ja na dziwki już nie chcę chodzić. Aaaa, bym był zapomniał napisać o równie cholernie ważnej rzecz. Po moim pierwszym "sexie" miałem chorobę weneryczną. Na szczęście już wszystko ok. Przepadałem się kompleksowo. Ale teraz w sferze seksualności jestem totalnie upośledzony. 99% niepełnosprawności. No wyobraźcie sobie jaki to dla mnie musiał być upadek: pierwszy raz z prostytutką za kasę, penis mi nie staje i jeszcze dostaję choroby wenerycznej. Czy pierwszy raz może być gorszy? Chyba gorzej już by się nie dało.
Teraz jestem totalnie zdezelowany. Moje doświadczenie jest żałosne. Tzn tego w ogóle nie można nazwać doświadczeniem. A nawet jakbym znów coś do jakiejś dziewczyny poczuł i by doszło do sexu to jak znów nawalę, dziewczyna zerwie znajomość to będzie jeszcze gorzej niż jest teraz. Ręce mi po prostu opadają jak sobie o tym wszystkim pomyślę. Czuję się jak nie "człowiek" tylko jakiś inny gatunek. Nigdy w życiu nawet nie zdarzyły mi się okazje do przygody na jedną noc z dopiero co poznaną dziewczyną. Myślę, że łatwiej by mi było gdybym był totalnie bez uczuć bo wtedy wiedziałbym się nigdy się nie zakocham i by było lżej. A boję się, że kiedyś się zakocham a prędzej czy później to wszystko się zawali i to tylko i wyłącznie przez moją osobę. W rodzinie zaczynają się już tematu "Olo, kiedy ty w końcu sobie znajdziesz jakaś pannę?" I co ja mam im powiedzieć? "Nie ciociu, nie znajdę nikogo bo jestem upośledzonym pod pewnym kątem."
Po tym moim 31 dniowym "związku" to stwierdziłem, że jak to ma tak wyglądać to ja nigdy nie chcę niczego więcej do dziewczyny porzuć. I teraz podejrzewam, że jak na jakiejś by mi zaczęło zależeć to bym pewno coś wmyślił żeby kontakty ochłodzić po to abym znów nie został odrzucony.
Najgorsze jest to, że ja teraz ewentualny sex traktuję jako sprawdzian po którym będzie wystawiona ocena, która zdecyduje czy nadal zostanę w szkole czy mnie z niej wyrzucą. A to powoduje stres. Zawsze tak było, że jak czymś się stresowałem i sprawy psułem to potem za drugim podejście stres był jeszcze większy. Jak znów nie wychodziło za drugim razem i podchodziłem do czegoś po raz trzeci to stres był jeszcze większy niż za drugim razem. Wiec teraz jakbym znów dał plamę podczas "sexu" to stres przed ewentualnym trzecim byłby jeszcze większy. 14 lutego (w Walentynki) skończę 23 lata ale wiele osób mówi mi, że wyglądam bardzo męsko jak na swój wiek. Podejrzewam, że gdybyście miały ze mną porozmawiać w cztery oczy to żadnej z Was do głowy by nie przyszło, że ja mogę mieć tego typu problemy bo podejrzewam, że wyobrażacie mnie jako taką totalną ciepłą kluchę a tak nie jestem.
Nie wiem, może sex po prostu nie jest dla mnie. Tak sobie myślę po treningach MMA, że moje ciało to bardziej jest przyzwyczajone do bólu niż do jakichkolwiek pieszczot. Jest ból fizyczny to moje receptory czuciowe wysyłają mi do łba "wszystko jest ok, to normalne" a podczas pieszczot (jak spotykałem się z tamtą dziewczyną) moje neurony do łba raczej przesyłały mi wiadomości "łooo ku**a . . . co to się dzieje, coś nowego, coś co się zdarza rzadziej niż kometa Halleya".
Jeżeli uważacie mnie za debila to możecie mi to napisać wprost. Nie obrażę się, na prawdę. A proszę o szczerość. Co Wy o tym myślicie? Ja mam jeszcze szanse być normalny czy to już raczej będę jakimś psychopatą-debilem?
Pozdrawiam
Olaf.