Nie wiem sama od czego zacząc, żeby ktoś się tym choc trochę zainteresował i nie zagmatwac tego
Tytuł też nie wiedziałam za bardzo jaki dac, zeby nie odstraszał ![]()
Jestem prawie rok w związku z chłopakiem z którym chodzę do klasy (3 LO). Pisałam z wieloma facetami ale żaden nie był tak cudowny jak ten, dlatego też jest On moja pierwsza miloscia, gdyż mialam zawsze stare podejście i nie bawiły mnie nigdy dziecięce związki. Marzyłam, by moja pierwsza miłośc była tą ostatnią... Okres zakochania był przewspaniały i nigdy przedtem nie byłam tak szczęśliwa. Traktowałam Go jak tego Jedynego... Horror się jednak zaczął, gdy po 7 miesiącach z dnia na dzień pojawiły się watpliwości czy rzeczywiście Go kocham. Dla niektórych może wydawac się to śmieszne ale ryczałam dzień w dzień, gdyż nie mogłam się z tym pogodzic... dlaczego mam niby nie kochac chłopaka, ktory jest dla mnie ideałem? Niee, nie jestem materialistką ale nasz związek jest oparty na przyjaźni, zaufaniu i wierności czyli wszystkim co powinno byc w dobrym związku.
Byłam tak wyczerpana, że po 2 tygodniach trafiłam do szpitala. Później minęło ale w sumie były 3 takie 'ataki'. Codziennie doszukiwałam się czegoś innego a najbardziej w tym wszystkim zgubiło mnie to, że zaczęłam czytac na niemądrych forach odpowiedzi na to wszystko (o swoim problemie dotąd nigdy nie pisałam)... codziennie nowe historie, problemy i tak przesiąknęłam tymi zdradami, rozczarowaniami, znudzeniem a już w szczególności w trwalosc pierwszej miłosci, że przestałam wierzyc w prawdziwą miłosc. Oczywiście On o wszystkim wiedział, gdyż nie potrafię tego ukrywac... zabronił mi czytania tego wszystkiego ale niestety to było silniejsze, chcialam się dowiedziec skąd to wszystko i teraz tak bardzo tego żałuję.
W głębi siebie czułam, że kocham i dlatego wbrew tego co pisało na forum, nie odeszłam chociaż czasem żeby Go nie ranic miałam taki zamiar. Podziwiałam Go za cierpliwośc, że dzień w dzień wysluchuje mojego płaczu a uwierzcie, że tak bylo codziennie. Gdy było coś lepiej pojawiał się znowu strach, że po tym wszystkim On odejdzie, bo nie wytrzyma z kimś takim (trwa to już 4 miesiąc)
Tydzień temu trafiłam na forum psychologiczne... To był strzał w 10! Przeczytałam historie kobiet z IDENTYCZNYMI objawami. Jest to natręctwo myśli, odmiana nerwicy. Już na samym początku obiecałam chłopakowi, że pójdę do psychologa, gdyż czułam, że jest coś nie tak ze mną ale teraz dostałam potwierdzenie tego. Ktoś pomyśli, że sama sobie wmawiam chorobę ale w dzieciństwie moi rodzice bardzo często się awanturowali, więc odbiło się to na mojej psychice.
Dawno skończyłam z niemądrymi forami ale podkusiło mnie coś parę dni temu i czytałam wpis pewnej dziewczyny, która jest w 8letnim związku ze swoją pierwszą miłością i ma pewne wątpliwosci... niestety zobaczyłam odpowiedz, że pierwsze miłości nie mają szans przetrwania, gdyż po pewnym czasie będzie ludzi ciągnęło żeby spróbowac czegoś innego. Niestety niewiele brakowało i znow sobie coś wkręciłam i po tych wszystkich wiadomosciach żyje w wielkim strachu, że pewnego dnia trzeba będzie się rozstac mimo że układa nam sie (odpukac) dobrze... a w moim przypadku im później rozstanie tym gorzej dla mojej psychiki.
Powoli 'leczę się' z analizowania wszystkiego i nastawiania się na siłę na związek do końca życia. Będzie co ma byc...
Ii teraz w końcu moje pytanie:
wybieramy się na studia... KOMPLETNIE nie wiem gdzie chcę isc, na co, nie mam pomysłu na siebie - zero. Mam taki mętlik w głowie, że chciałam żeby mi ktoś doradził czy brac pod uwagę wybór partnera i sprobowac jakoś pogodzic mój wybór z miłoscią czy całkowicie isc za marzeniami (jeśli się w koncu jakieś pojawia) i zrezygnowac z milosci, gdyz jak wynika z wiekszosci przypadkow, ona i tak się w koncu skonczy?
Ii drugie pytanie: kierowac się sercem czy rozumem? bo z tym tez mam problemy:P
z góry bardzo dziękuję za cierpliwe przeczytanie i doradzenie:*
ps. wiem, że może opisałam to w sposób podobny do problemów trzynastolatek ale mam taki mętlik w głowie, że chciałam to jak najszybciej napisac nie zważając na poprawne formy stylistyczne, powtórzenia itd, więc proszę o wyrozumiałosc zwlaszcza, że nie czytam tego wszystkiego jeszcze raz:)