Wiecie, chyba nie ma sprawdzonego sposobu, jak sobie radzić z takim rozstaniem z maluchem
U mnie sprawdzały się różne fazy- kiedy Kuba był malutki tak miał z..rok, wystarczyło porzucić go szybko, kiedy był zajęty z babcią czymś ciekawym i w nogi! Skutkowało przez jakiś czas. Kiedy był starszy i zaczynał ogarniać rozumkiem, było ciężej, ale chyba mnie bardziej, niż jemu. Wiecie, jaka desperacja i depresja- najpirw przez pół godziny uspokajasz i kokietujesz swoje dziecko, byle je wprawić w jak najlepszy humor, co i tak idzie w diabły z chwilą, kiedy masz wychodzić- tu widzisz podkówkę, trzęsące się usteczka i ten żałośnie cieniutki głosik "mami". Zanim zamykają się za Tobą drzwi już słyszysz rozdzierające serce krzyki i płacz, kiedy wychodzisz, jeszcze masz je w uszach- na częstotliwości idealnie dostrojonej do tego, by wpływać każdej matce na sumienie- i sama prawie beczysz i martwisz się, jak sobie dziecko poradzi, czy nie przejdzie załamania nerwowego, jak to wpłynie na jego psychikę i czy nie zachwieje to jego poczuciem bliskości i bezpieczeństwa.
Wystarczy,jednak, że sobie uświadomimy, że... no, nie oszukujmy się:prawda jest taka, że nasz szkrab uspokaja się o wiele szybciej, niż my i nawet maleńkie dzieciaki potrafią zrozumieć, że rodzic je bardzo mocno kocha. Podczas, gdy Twoje dziecko już jest spokojne i z uśmiechem ciapie się w porcji swojej kaszki, Tobie zbierają się nad głową czarne chmury i widzisz w przyszłości nastolatka, który ma kontakt z każą patologią, jaka tylko istnieje..a to wszystko przez to, ze codziennie jako niemowlę zostało porzucane przez egoistyczną matkę, której chodziło tylko o pieniądze.
Żeby nie dopuścić do rozwijania takiego sadomasochizmu, mnie bardzo pomogło ustalenie z osobą, która akurat opiekowała się Kubciem, że mam dostać smsa, kiedy będzie już po tragedii poranka i Kuba się uspokoi. Nie czekałam na smsa dłużej niż 15 minut (co nie zmienia faktu, ze przez 15 minut czułam się jak wyrodna krowa zostawiająca dziecko na pastwę innych ludzi).
Zdarzały mu się okresy regresu, ale zwalczałam je mlekiem wzmocnionym witaminami i dbaniem o to, by zachować jakieś tylko nasze rytuały, dzięki którym dziecko ma jakieś stabilne oparcie w trudach dnia codziennego (szczególnie zachowane do dziś kąpiel-kolacja- bajeczka na dobranoc- przytulaski- sen).
Warto też uświadomić sobie, ze wyjście z tego ząbkującego, śliniącego wszystko, wrzaskliwego i robiącego kupy cyrku jest czasem jak tchnienie odżywczej bryzy nad morzem. I nie ma co oskarżać się i umartwiać- chodzisz do pracy, bo potrzebujecie pieniędzy, bo nie chcesz oszaleć sam na sam z małym dzieckiem, bo warto zachować jednak odrobinę zdrowego egoizmu i swojego świata, gdzie nie jesteśmy uwiązane do małych rączek i silnych osobowości, które nagle odkrywają swoją niezależność i chcą ją koniecznie testować teraz, zaraz, najlepiej na słabej psychice własnej matki. Wypad na drinka, lub do fryzjera po pracy jest również jednym z tych miłych epizodów, które sprawią, że powrót do swojego domu i dziecka jest nie tylko przyjemny, ale i wyczekiwany 
Wierzcie mi- tak naprawdę to najbardziej cierpi na tym nie psychika naszych dzieci, tylko nasza 