Czy jestem w stanie pokochać ? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy jestem w stanie pokochać ?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 33 ]

Temat: Czy jestem w stanie pokochać ?

Opowiem o mojej sytuacji - poznałem pewną dziewczynę..Od razu mi się spodobała, urzekła mnie swoją urodą, bardzo miło mi się z nią rozmawiało. Niestety nie dosłyszałem jej imienia i nie mogłem jej odszukać wtedy na żadnym portalu społecznościowym..Więc chodziłem do tego samego lokalu by tylko ją spotkać..Bardzo szybko staliśmy się parą. Może nawet za szybko..Wiadomo jak to bywa na początku - dużo radości, dużo frajdy ze wspólnych spotkań, radość na myśl o tym spotkaniu. Ale że ja nigdy nie żywiłem jakichś wielkich uczuć (dodam - żaden mój związek nie był miłością spełnioną - gdy tylko wyznawałem uczucia, które sądziłem że są tym, dziewczyna mnie rzucała, albo wyznawałem uczucia dopiero po rozstaniu..tak że nie miałem swojej szczęśliwej historii.) to wiadomo, szybko do związku wdarła się codzienność. Nadal cieszyły mnie spotkania i wspólnie spędzony czas. W zasadzie przelatywał tak i sam nie wiem kiedy. Dodam też że moja dziewczyna miała wielki kompleks wobec tej poprzedniej, bardzo się o nią obawiała, a ja żeby nie czuła się źle zerwałem z tamtą kontakt zupełnie. Przestałem się z nią nawet witać gdy ją spotkałem. Bolało mnie to w zasadzie bo nie potrafiłem znaleźć w sobie tych negatywnych uczuć które moja aktualna dziewczyna chciała żebym wobec tamtej żywił..I tak zacząłem się zawsze stresować gdy widziałem tamtą, serce mi łupało straszliwie. Czułem, że krzywda którą doznałem od tamtej nadal mnie bolała. No, ale co dalej. Gdy moja aktualna dziewczyna,wyznała mi swoje uczucia, ja poczułem się zobligowany do tego aby dać jej to samo. Zacząłem się sypać i stresować, że nie czuję tych wielkich porywów serca, tych wielkich radości itp itd. Po prostu - gdy było dobrze, byłem zadowolony, szczęśliwy no ale żadna euforia. I zacząłem się zastanawiać - ja przecież zawsze taki byłem, nigdy nie przyjmowałem rzeczy z taką wielką radością, byłem raczej smutnym, płaczliwym, wrażliwym chłopcem. Zacząłem się zastanawiać czy to nie przez fakt że będąc na studiach odsunąłem się od ludzi, od przyjaciół - których już nie mam. Odsunąłem się z życia publicznego, sporadycznie wychodziłem do ludzi. Więc może zatraciłem zdolność odczuwania tego wszystkiego co wyższe ? Zacząłem mieć przeraźliwe wątpliwości - może to nie ona, może ja nie potrafię jej kochać..Na przemian czułem że potrafię, później znowu że nie. Jako że ja nigdy nie starałem się o ludzi, nie zabiegałem o ich względy poczułem się winny, że tego nie robiłem..Gdy ktoś o mnie się starał ja nigdy nie odwzajemniałem tego zainteresowania zbyt bo było mi to na rękę..Nie potrafiłem samemu odzywać się do ludzi ot tak żeby zapytać co u nich, ciągle czułem wewnętrzną blokadę. W końcu gdzieś w duchu pojawiła się myśl - to nie to. Ale tak bardzo chcę to od siebie odsunąć bo tak bardzo chcę żeby ona była szczęśliwa..Płaczę z poczucia winy, że wszystko robię źle i że to albo wynika z faktu że ja jestem jakiś nie normalny, niedojrzały emocjonalny (czekam aż mój psycholog to stwierdzi, czeka mnie z nim rozmowa po świętach), czy po prostu nie potrafię..Zacząłem się doszukiwać tego czego brakuje mi w związku..Znalazłem rzeczy które uznałem później za absurdalne i jako pretensje - niedorzeczne. Mam wzmożoną potrzebę mówienia prawdy - mówiłem jej o każdych wątpliwościach i rozterkach, że raz ją kocham a raz nie..to zraniło ją bardzo, ale ja znowu bardziej płakałem nad sobą niż nad jej krzywdą. Gdy chciała mnie zostawić ostatecznie (W zasadzie teraz nie jesteśmy już ze sobą - staram się o jej względy żeby dała mi szansę) ja zrobiłem gest który podyktowało mi serce. Bardzo boję się ją stracić..ale czasami boję się że będzie mi bardziej brakować rzeczy które robiliśmy wspólnie niż jej samej..później znów myślę że nie chcę jej nikim innym zastąpić. Boję się samotności, najbardziej boję się o siebie..A z drugiej strony nie chcę żeby płakała przeze mnie. Poczułem że moje starania nie wynikają z tego że chcę się zmienić dla siebie...tylko chcę się zmienić dla niej..ale czuję też że wszystko zaczęło być takie wymuszone, ciągle czuję na sobie presję, którą sam na siebie nałożyłem..Wczoraj spotkaliśmy się i było bardzo miło ale szybko poczułem się zmęczony i musiałem odejść...Winię się za to że czasem nie mam ochoty się z nią spotkać, winię się za to że czasami nie mam ochoty z nią rozmawiać..Winię się za wszystko co może zaważyć na naszym szczęściu. Winię się za egoizm. Wszystko chcę zmienić, ale nie wiem czy to wynika z mojej własnej potrzeby czy z faktu że chcę to zrobić dla niej i nie wiem czy to jest dobre..Zgubiłem się w całym tym związku..Boję się nawet tego że nawet kiedy jest dobrze, ja szukam problemu w sobie..Zniszczyłem sam siebie od środka, nie wiem co dalej zrobić..Zacząłem szukać pomocy u psychologa, pytać rodziców z których zdaniem się liczę, szukać pomocy na forach, pisać, zastanawiać się, myśleć..Wiem, że gdyby mnie teraz zostawiła nie cierpiał bym tak straszliwie - bo z jednej strony przyniosłoby to kres wątpliwościom i temu całemu dręczeniu się..Posmuciłbym się, pocierpiał i odeszłoby...a z drugiej strony tak bardzo nie chcę dać jej odejść, pragnę ją przy sobie zatrzymać..
Czuję że zaczynam tracić serce, że wszystko zaczęło mi się wymykać, Ona też..Nie wiem jak sobie poradzić sad

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-12-21 11:20:41)

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?
Fallen02 napisał/a:

Opowiem o mojej sytuacji - poznałem pewną dziewczynę..Od razu mi się spodobała, urzekła mnie swoją urodą, bardzo miło mi się z nią rozmawiało. Niestety nie dosłyszałem jej imienia i nie mogłem jej odszukać wtedy na żadnym portalu społecznościowym..Więc chodziłem do tego samego lokalu by tylko ją spotkać..Bardzo szybko staliśmy się parą. Może nawet za szybko..Wiadomo jak to bywa na początku - dużo radości, dużo frajdy ze wspólnych spotkań, radość na myśl o tym spotkaniu. Ale że ja nigdy nie żywiłem jakichś wielkich uczuć (dodam - żaden mój związek nie był miłością spełnioną - gdy tylko wyznawałem uczucia, które sądziłem że są tym, dziewczyna mnie rzucała, albo wyznawałem uczucia dopiero po rozstaniu..tak że nie miałem swojej szczęśliwej historii.) to wiadomo, szybko do związku wdarła się codzienność. Nadal cieszyły mnie spotkania i wspólnie spędzony czas. W zasadzie przelatywał tak i sam nie wiem kiedy. Dodam też że moja dziewczyna miała wielki kompleks wobec tej poprzedniej, bardzo się o nią obawiała, a ja żeby nie czuła się źle zerwałem z tamtą kontakt zupełnie. Przestałem się z nią nawet witać gdy ją spotkałem. Bolało mnie to w zasadzie bo nie potrafiłem znaleźć w sobie tych negatywnych uczuć które moja aktualna dziewczyna chciała żebym wobec tamtej żywił..I tak zacząłem się zawsze stresować gdy widziałem tamtą, serce mi łupało straszliwie. Czułem, że krzywda którą doznałem od tamtej nadal mnie bolała. No, ale co dalej. Gdy moja aktualna dziewczyna,wyznała mi swoje uczucia, ja poczułem się zobligowany do tego aby dać jej to samo. Zacząłem się sypać i stresować, że nie czuję tych wielkich porywów serca, tych wielkich radości itp itd. Po prostu - gdy było dobrze, byłem zadowolony, szczęśliwy no ale żadna euforia. I zacząłem się zastanawiać - ja przecież zawsze taki byłem, nigdy nie przyjmowałem rzeczy z taką wielką radością, byłem raczej smutnym, płaczliwym, wrażliwym chłopcem. Zacząłem się zastanawiać czy to nie przez fakt że będąc na studiach odsunąłem się od ludzi, od przyjaciół - których już nie mam. Odsunąłem się z życia publicznego, sporadycznie wychodziłem do ludzi. Więc może zatraciłem zdolność odczuwania tego wszystkiego co wyższe ? Zacząłem mieć przeraźliwe wątpliwości - może to nie ona, może ja nie potrafię jej kochać..Na przemian czułem że potrafię, później znowu że nie. Jako że ja nigdy nie starałem się o ludzi, nie zabiegałem o ich względy poczułem się winny, że tego nie robiłem..Gdy ktoś o mnie się starał ja nigdy nie odwzajemniałem tego zainteresowania zbyt bo było mi to na rękę..Nie potrafiłem samemu odzywać się do ludzi ot tak żeby zapytać co u nich, ciągle czułem wewnętrzną blokadę. W końcu gdzieś w duchu pojawiła się myśl - to nie to. Ale tak bardzo chcę to od siebie odsunąć bo tak bardzo chcę żeby ona była szczęśliwa..Płaczę z poczucia winy, że wszystko robię źle i że to albo wynika z faktu że ja jestem jakiś nie normalny, niedojrzały emocjonalny (czekam aż mój psycholog to stwierdzi, czeka mnie z nim rozmowa po świętach), czy po prostu nie potrafię..Zacząłem się doszukiwać tego czego brakuje mi w związku..Znalazłem rzeczy które uznałem później za absurdalne i jako pretensje - niedorzeczne. Mam wzmożoną potrzebę mówienia prawdy - mówiłem jej o każdych wątpliwościach i rozterkach, że raz ją kocham a raz nie..to zraniło ją bardzo, ale ja znowu bardziej płakałem nad sobą niż nad jej krzywdą. Gdy chciała mnie zostawić ostatecznie (W zasadzie teraz nie jesteśmy już ze sobą - staram się o jej względy żeby dała mi szansę) ja zrobiłem gest który podyktowało mi serce. Bardzo boję się ją stracić..ale czasami boję się że będzie mi bardziej brakować rzeczy które robiliśmy wspólnie niż jej samej..później znów myślę że nie chcę jej nikim innym zastąpić. Boję się samotności, najbardziej boję się o siebie..A z drugiej strony nie chcę żeby płakała przeze mnie. Poczułem że moje starania nie wynikają z tego że chcę się zmienić dla siebie...tylko chcę się zmienić dla niej..ale czuję też że wszystko zaczęło być takie wymuszone, ciągle czuję na sobie presję, którą sam na siebie nałożyłem..Wczoraj spotkaliśmy się i było bardzo miło ale szybko poczułem się zmęczony i musiałem odejść...Winię się za to że czasem nie mam ochoty się z nią spotkać, winię się za to że czasami nie mam ochoty z nią rozmawiać..Winię się za wszystko co może zaważyć na naszym szczęściu. Winię się za egoizm. Wszystko chcę zmienić, ale nie wiem czy to wynika z mojej własnej potrzeby czy z faktu że chcę to zrobić dla niej i nie wiem czy to jest dobre..Zgubiłem się w całym tym związku..Boję się nawet tego że nawet kiedy jest dobrze, ja szukam problemu w sobie..Zniszczyłem sam siebie od środka, nie wiem co dalej zrobić..Zacząłem szukać pomocy u psychologa, pytać rodziców z których zdaniem się liczę, szukać pomocy na forach, pisać, zastanawiać się, myśleć..Wiem, że gdyby mnie teraz zostawiła nie cierpiał bym tak straszliwie - bo z jednej strony przyniosłoby to kres wątpliwościom i temu całemu dręczeniu się..Posmuciłbym się, pocierpiał i odeszłoby...a z drugiej strony tak bardzo nie chcę dać jej odejść, pragnę ją przy sobie zatrzymać..
Czuję że zaczynam tracić serce, że wszystko zaczęło mi się wymykać, Ona też..Nie wiem jak sobie poradzić sad

wyglada to na wielkie zagmatwanie w Twoich uczuciach.
Pogubiles sie. I ciagle sie obwiniasz, raz za to , ze nie dosc ja kochasz, a raz za to, ZE sie obwiniasz.
To dobry pomysl z tym psychologiem. On pomoze Ci "poukladac " sobie wszystko w glowie.Pomoze Ci zrozumiec CO JEST.

Na dzien dzisiejszy powiem Ci tak:
Na pewno nie musisz siebie winic za to , ze  ja za malo kochasz, albo , ze nie masz ochoty z nia rozmawiac. To calkiem normalne. Ja tez nie zawsze  mam ochote rozmawiac z moim partnerem ( choc bardzo go kocham ). Nie jestes robotem. Skad u Ciebie takie przeswiadczenie wogole ??

WOGOLE nie musisz siebie winic za jakiekolwiek uczucia. One albo sa , albo ich nie ma. To tez normalne.

Jezeli ökaze sie ( po rozmowach z tym psychologiem ), ze Ci pomogl to wszystko zrozumiec-bedziesz wiedzial. czy ja kochasz czy nie.

Nie zadreczaj sie teraz.

P.S.
nie tracísz serca - to , ze tak czujesz , jak czujesz -znaczy , ze je MASZ!

Pozdrawiam.

3

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

jak to przeczytałam to trochę tak jak odbieram swojego mężczyznę...pragnie ze mną być,nikogo innego nie chce i nie szuka,wszystko ładnie pięknie,COŚ czuje ,ciągne jego do siebie tyle razem przeszliśmy i dalej razem ,no ale ..."nie potrafię kochać " mimo że kiedyś mi to wyznał ,niby pierwszy raz akurat mi .ale to chyba był poryw serca który nie trwał długo.Z gestów odczytywałam że kocha ...daje mi to wszystko czułość ,troskę itp jak normalny kochający facet...no ale po co właściwie ze mną jest???stara się ,zależy jemu i pewnie myśli że to samo powróco co było wtedy...ale czy to możliwe ...

4

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

Ja właśnie czuję że nie kocham...Bo nie mam tych wielkich porywów serca, tych fanfarów, tego wybuchu w sobie..Nie ma tego wszystkiego, ja nigdy nie miałem szczęśliwej historii miłosnej..Zawsze się kończyły gdy ja zaczynałem sądzić że to to, albo wyznawałem na samym końcu sad Ja sądziłem że tak to właśnie działa - ten hormon szczęścia, te wszystkie rzeczy..A ja nie mam takich euforycznych oznak..
Chyba moje wyobrażenie o miłości, takiej idealnej wyśnionej, spotkało się w końcu z rzeczywistością..I czuję się zdruzgotany..Czuję się bardzo dobrze w jej towarzystwie, są rzeczy które mi w niej przeszkadzają, ale gdy wszystko było dobrze nawet o tym nie myślałem, jest mi bardzo bliska, dała mi dużo serca. Ja wszystko chcę odwzajemnić i oddać z nawiązką..Bardzo chcę żeby była szczęśliwa..Ale ja naprawdę sądziłem że to ja odczuję to w sobie, te wszystkie wielkie rzeczy..Czy miłość może przyjść ot tak, niezauważona ? Może objawiać się w po prostu chęci przebywania z tym człowiekiem, potrzebie bliskości, takiej...przyjaźni + popędzie seksualnym kierowanym w kierunku tej osoby ?

5 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-12-21 11:56:08)

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?
Fallen02 napisał/a:

Ja właśnie czuję że nie kocham...Bo nie mam tych wielkich porywów serca, tych fanfarów, tego wybuchu w sobie..Nie ma tego wszystkiego, ja nigdy nie miałem szczęśliwej historii miłosnej..Zawsze się kończyły gdy ja zaczynałem sądzić że to to, albo wyznawałem na samym końcu sad Ja sądziłem że tak to właśnie działa - ten hormon szczęścia, te wszystkie rzeczy..A ja nie mam takich euforycznych oznak..
Chyba moje wyobrażenie o miłości, takiej idealnej wyśnionej, spotkało się w końcu z rzeczywistością..I czuję się zdruzgotany..Czuję się bardzo dobrze w jej towarzystwie, są rzeczy które mi w niej przeszkadzają, ale gdy wszystko było dobrze nawet o tym nie myślałem, jest mi bardzo bliska, dała mi dużo serca. Ja wszystko chcę odwzajemnić i oddać z nawiązką..Bardzo chcę żeby była szczęśliwa..Ale ja naprawdę sądziłem że to ja odczuję to w sobie, te wszystkie wielkie rzeczy..Czy miłość może przyjść ot tak, niezauważona ? Może objawiać się w po prostu chęci przebywania z tym człowiekiem, potrzebie bliskości, takiej...przyjaźni + popędzie seksualnym kierowanym w kierunku tej osoby ?

hmmm...

Mysle , ze niezauwazona NIE MOZE przyjsc.Czujesz to wtedy -BARDZO czujesz . I nie masz watpliwosci.

Ale to:

James napisał/a:

Może objawiać się w po prostu chęci przebywania z tym człowiekiem, potrzebie bliskości, takiej...przyjaźni + popędzie seksualnym kierowanym w kierunku tej osoby

to tez "skladnik" milosci.

Brales pod uwage,Fallen, ze:
moze to jeszcze nie TA???

6

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

Ale ja naprawdę nie chcę innej..Nie wyobrażam sobie swojego życia teraz bez niej..Każde słowo, każda myśl o tym, że to może nie być ona wywołuje we mnie histerię..znowu tak jest..:(

7

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?
Fallen02 napisał/a:

Ale ja naprawdę nie chcę innej..Nie wyobrażam sobie swojego życia teraz bez niej..Każde słowo, każda myśl o tym, że to może nie być ona wywołuje we mnie histerię..znowu tak jest..:(

troche to sprzeczne  ze soba , co piszesz...
histerie, mowisz...

a gdybys sprobowal troche z boku sie przyjzec, pobyc troche BEZ niej?

Wtedy albo poczujesz , ze nie Ci jej bardzo brakuje, albo wszystko ucichnie w Tobie ?

8

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

Właśnie jest tak, że był jeden taki moment, mój tata powiedział coś takiego, że momentalnie poczułem się lepiej. Zrzuciło to ze mnie wszystkie ciężary, poczułem - tak ! właśnie to jest to ! Tak bardzo chciałem jej to powiedzieć, byłem akurat w drodze do Torunia, tam skąd jest moje dziewczę. Cieszyłem się, napawałem się samą myślą że w końcu będzie szczęśliwa..przez całą godzinę podróży, drugą godzinę trochę to ze mnie zeszło, ale nadal czułem się wspaniale. Chciałem jak najprędzej jej o tym powiedzieć..Nie mogłem w czasie podróży bo miałem rozładowany telefon, gdy tylko wróciłem, zadzwoniłem i powiedziałem jej o tym. Ale później znowu sam sprowadziłem się na ziemię...:(

9 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-12-21 12:03:29)

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

sprecyzuj , prosze

Ale później znowu sam sprowadziłem się na ziemię...:

10

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

Szybko znowu zacząłem myśleć o tych wątpliwościach, kalkulować znowu wszystko..że może jednak nie..Sam zwątpiłem w swoje słowa, myśl zgasła, radość w sercu zamienił ból. a ja po raz kolejny miałem poczucie winy że znowu ją ranię..

11 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-12-21 12:11:09)

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?
Fallen02 napisał/a:

Szybko znowu zacząłem myśleć o tych wątpliwościach, kalkulować znowu wszystko..że może jednak nie..Sam zwątpiłem w swoje słowa, myśl zgasła, radość w sercu zamienił ból. a ja po raz kolejny miałem poczucie winy że znowu ją ranię..

hmmm...
Fallen , mam wrazenie, ze bardzo patrzysz na to wszystko z perspektywy :" Co robic, jak sie zachowac, zeby JEJ bylo dobrze"
Cos , jakby analizujesz kazdy swoj ruch.mam racje ?( moge sie mylic)

Nie ranisz jej niekochajac. zrozum to .
Nie mozna kochac kogos , BO TAK WYPADA, badz , bo tak ten ktos by chcial, pragnie , zyczylby sobie.

A gdzie TY?? gdzie Ty jestes w tym wszystkim?

12

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

Ja się nie liczę..Jeżeli tylko z mojego serca będę w stanie wykrzesać większe uczucia, zrobię to. Ruszę niebo i ziemię, żeby tylko Ona była szczęśliwa..Tak bardzo chcę żeby była szczęśliwa..Bo zasługuje na tyle uczucia..

13

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?
Fallen02 napisał/a:

Ja się nie liczę..Jeżeli tylko z mojego serca będę w stanie wykrzesać większe uczucia, zrobię to. Ruszę niebo i ziemię, żeby tylko Ona była szczęśliwa..Tak bardzo chcę żeby była szczęśliwa..Bo zasługuje na tyle uczucia..

TY sie LICZYSZ!
Rozumiem, ze jest Ci bliska i chcesz dla niej jak najlepiej,
ale jak chcesz wykrzesac , jak piszesz, wieksze uczucia???

One albo sa , albo ich niema!

Jak kogos kochasz, to wszystko  w Tobie ci to mowi, ba! -krzyczy!
Chcesz jej! byc z nia ! kolo niej! przy niej!w niej!  wolac i pokazywac to calemu swiatu. Tego nie da sie "przeoczyc" w sobie. Albo wykrzesac.

14

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

I wtedy był właśnie taki moment. Kiedy ja tak bardzo chciałem to zrobić, powiedzieć wszystkim, wszystko każdemu. Raz jeden się to pojawiło, bardzo sam w to wierzyłem. Po prostu sam czułem się taki podekscytowany. Ale przez te wszystkie snucie domysłów, wątpliwości odsunąłem to wspaniałe uczucie..

15

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?
Fallen02 napisał/a:

I wtedy był właśnie taki moment. Kiedy ja tak bardzo chciałem to zrobić, powiedzieć wszystkim, wszystko każdemu. Raz jeden się to pojawiło, bardzo sam w to wierzyłem. Po prostu sam czułem się taki podekscytowany. Ale przez te wszystkie snucie domysłów, wątpliwości odsunąłem to wspaniałe uczucie..

aa..teraz rozumiem chyba bardziej

to znaczy, te Ty sam, poprzez to "rozkminianie" i ciagle analizowanie "zabijasz " to w sobie?

16

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

Przez to, że tak wątpię czy to na pewno to, ja sam się zgubiłem..Ten jeden moment czułem się tak wspaniale, tą całą godzinę byłem taki szczęśliwy. Później to ze mnie zeszło nieco, a później miałem wrażenie jakbym to w sobie znowu tracił..Teraz od dawna już się tak nie czułem...stresuje się, myślę, kalkuluję, płaczę, próbuję sam sobie coś udowodnić..że to musi być to, że ta godzina, to uczucie jakie się we mnie znalazło, ta prawdziwa radość to właśnie było to. ale przez te wątpliwości, doszukuje się problemów, czasami bardzo szybko chcę zakończyć nasze spotkanie bo boję się swoich myśli i faktu że ona dojrzy we mnie że coś jest nie tak..

17

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

szok...mój partner tak samo miał taki poryw jakieś 3 miesiące temu ,był akurat w delegacji zadzwonił i w końcu mi powiedział że mnie kocha,jak kazałam jemu powiedzieć to jak wróci na żywo to oczywiście przytaknął,byłam taka szczęśliwa...jednak więcej już tego nie usłyszałam...Z jednej strony chciałabym się zgodzić z poprzedniczką.że miłość jest albo jej nie ma...ale też możliwe że zle pojmujesz te uczucie...jako jedynie porywy euforii ,motyle w brzuchu itp owszem tak jest na początku ale z czasem przechodzi to w inny etap ,nie ma już takich porywów ,zauważamy wady partnera ,nie potrzebujemy spędzać z nim tyle czasu co kiedyś itp z tym że jak się kocha to te wady się akceptuje ,dajemy sobie trochę wolności ,przestrzeni .Posłuchaj,podoba Ci się dziewczyna,pociąga Cie ,świetnie sie dogadujecie ,nie potrzebujesz i nie interesują Cie inne,na pewno macie wzniosłe chwile również to czy to właśnie nie jest prawdziwa miłość?Czy jakby jej zabrakło obeszło by Cie to ?co by się wtedy stało? jakbyś ją tracił albo widział zainteresowanie innych chłopaków wobec niej ,jakbyś się czuł?Wiesz są związki ,gdzie mówią sobie co chwila :kocham,słodzą itp a za plecami rogi albo to się rozpada bo takie porywy nie trwają przecież długo.kiedyś się kończą bo byśmy zwariowali .Na pewno Twoja dziewczyna jest wartościową osoba ,czy chciałbyś spędzić z nią życie?? jeśli ona Cię kocha pewnie łudzi się że tak,tak jak ja mam taką nadzieję...słuchaj przemyśl to sobie i odpowiedz co to właściwie jest ,jeśli nie czujesz po prostu że to to,nie brnij w to i nie patrz czy ja tym zranisz,bo bardziej ją skrzywdzisz dając nadzieję i wizję wspólnej przyszłości ,która okaże się fikcją.

18 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-12-21 12:47:04)

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?
Fallen02 napisał/a:

Przez to, że tak wątpię czy to na pewno to, ja sam się zgubiłem..Ten jeden moment czułem się tak wspaniale, tą całą godzinę byłem taki szczęśliwy. Później to ze mnie zeszło nieco, a później miałem wrażenie jakbym to w sobie znowu tracił..Teraz od dawna już się tak nie czułem...stresuje się, myślę, kalkuluję, płaczę, próbuję sam sobie coś udowodnić..że to musi być to, że ta godzina, to uczucie jakie się we mnie znalazło, ta prawdziwa radość to właśnie było to. ale przez te wątpliwości, doszukuje się problemów, czasami bardzo szybko chcę zakończyć nasze spotkanie bo boję się swoich myśli i faktu że ona dojrzy we mnie że coś jest nie tak..

i tak bardzo sie tego boisz , ze nie pozwalasz sobie na to by cokolwiek poczuc, dowiedziec sie sam od siebie CO CZUJESZ , bo ciagle skupiasz sie tylko na tym , jak ONA to odbierze i jak ONA moglaby zareagowac i jak JA mogloby to zabolec ??

-wydaje mi sie , ze na pewno jest jakis powod takiego Twojego myslenia.
Przezyles cos , co pogmatwalo troche Twoje emocje, sa jakby to powiedziec...ekm..."skrzywione " ( przepraszam , wszyscy jestesmy jakos "skrzywieni") i ten Twoj psycholog na pewno do tego dojdzie , razem z Toba. Otworz sie przed nim.

Po tych kilku zdaniach wymienionych z Toba mysle, ze jestes wrazliwym, godnym uczucia mezczyzna.
Nie zmieniaj tego.Badz soba. Pozwol sobie tylko troche "pomoc"

19

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

Czuję się niedojrzały emocjonalnie..Do momentu kiedy nie przyszedł ten czas wątpliwości, czułem się naprawdę świetnie, nic mi absolutnie nie przeszkadzało, dopiero przez to zacząłem się czepiać. A ja jestem sobie w stanie wyobrazić życie bez ludzi wokół siebie..Pewnie dlatego, że tak długo przebywałem samemu, zajęty zaspokajaniem tylko własnych potrzeb...na własne życzenie odsunąłem się od przyjaciół, znajomych..Prawie 4 lata spędzałem czas, w swoim własnym towarzystwie, ewentualnie towarzystwie jednej osoby...Zawsze byłem zdania że nikt nie jest niezastąpiony bo człowiek przywyka do wszystkiego..Gdy ona chciała mnie zostawić już, tak na zawsze, chciała oddać mi swoje rzeczy czułem że nie mogę do tego dopuścić...Zdobyłem się na pierwszy szalony gest jaki przyszedł mi do głowy...Wiedziałem że będzie w szkole tego dnia, wypisałem na swoim ciele, słowa o przebaczenie, napisałem żeby tylko wyszła do mnie na chwilę. Wyszła, ja rozebrałem się (wiadomo że nie do naga : ) ) i stanąłem krzyżem żeby przeczytała co chciałem jej powiedzieć...Jest tak - gdy jest dobrze, gdy przestaję myśleć o zwątpieniu - już jest naprawdę dobrze, a gdy zaczynam wątpić, wszystko przychodzi mi do głowy...Dlatego teraz pewnie moje cierpienie byłoby mniejsze bo w pewnym momencie, wypłakałem się cały bo wiedziałem że to już nie to i że to koniec...ale gdy udało mi się tym gestem wzbudzić trochę jej zainteresowania dało mi to wiarę..Ja jestem bardzo podatny na wpływy - gdy czuję radość wierzę że wszystko jest możliwe, gdy jestem załamany, wszystko jest źle..
O mojej "niedojrzałości emocjonalnej" też napisałem post na tym forum, ale wiadomo że w podgrupie bardziej do tego pasującej.

20

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

dzieki ze dodales post do mojego komentarza, ja przeczytłam Twoj. mamy podobna sytuacje. tez wszytko mowie mojemu chlopakowi. on jest dla mnie wazniejszy, niz ja sama, zalezy mi na nim, nie wyobrazam sobie zeby cos mu sie stalo, ale po tych 4 miesiacach nie umiem powiedziec ze kocham

21 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-12-21 12:54:45)

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?
Fallen02 napisał/a:

Czuję się niedojrzały emocjonalnie..Do momentu kiedy nie przyszedł ten czas wątpliwości, czułem się naprawdę świetnie, nic mi absolutnie nie przeszkadzało, dopiero przez to zacząłem się czepiać. A ja jestem sobie w stanie wyobrazić życie bez ludzi wokół siebie..Pewnie dlatego, że tak długo przebywałem samemu, zajęty zaspokajaniem tylko własnych potrzeb...na własne życzenie odsunąłem się od przyjaciół, znajomych..Prawie 4 lata spędzałem czas, w swoim własnym towarzystwie, ewentualnie towarzystwie jednej osoby...Zawsze byłem zdania że nikt nie jest niezastąpiony bo człowiek przywyka do wszystkiego..Gdy ona chciała mnie zostawić już, tak na zawsze, chciała oddać mi swoje rzeczy czułem że nie mogę do tego dopuścić...Zdobyłem się na pierwszy szalony gest jaki przyszedł mi do głowy...Wiedziałem że będzie w szkole tego dnia, wypisałem na swoim ciele, słowa o przebaczenie, napisałem żeby tylko wyszła do mnie na chwilę. Wyszła, ja rozebrałem się (wiadomo że nie do naga : ) ) i stanąłem krzyżem żeby przeczytała co chciałem jej powiedzieć...Jest tak - gdy jest dobrze, gdy przestaję myśleć o zwątpieniu - już jest naprawdę dobrze, a gdy zaczynam wątpić, wszystko przychodzi mi do głowy...Dlatego teraz pewnie moje cierpienie byłoby mniejsze bo w pewnym momencie, wypłakałem się cały bo wiedziałem że to już nie to i że to koniec...ale gdy udało mi się tym gestem wzbudzić trochę jej zainteresowania dało mi to wiarę..Ja jestem bardzo podatny na wpływy - gdy czuję radość wierzę że wszystko jest możliwe, gdy jestem załamany, wszystko jest źle..
O mojej "niedojrzałości emocjonalnej" też napisałem post na tym forum, ale wiadomo że w podgrupie bardziej do tego pasującej.

Nikt nie jest doskonaly. Pomysl tak: gdzie mielibysmy sie niby nauczyc tej tak zwanej dojrzalosci emocjonalnej??
jestesmy dziecmi , potem stajemy sie doroslymi...to proces.TRWA.
Nie przyspieszysz go. Uczymy sie bycia w zwiazku wlasnie BEDAC w nim. Nie badz taki krytyczny w stosunku dla samego siebie.
P.S.
Nikt nie powiedzial , ze mozna byc szczesliwym tylko bedac otoczonym wielka iloscia ludzi.

Moze jestes typem samotnika. ( to nic zlego)

P.P.S.
Kazdy ma inna konstrukcje psychiczna.

22

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

Wszyscy jesteśmy godni miłości. Jeżeli wątpimy, że mamy to w sobie, trzeba dać z siebie jak najwięcej. Do miłości też trzeba dojrzeć..Jeżeli przychodzi chwila zwątpienia, nie możemy stracić tej siły. Chcesz się starać dla siebie ? Staraj się. Jeżeli masz się postarać dla kogoś - to już coś to musi znaczyć.

23

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

Idą święta, czas odpoczynku. Ja wiem, że gdy pojadę do domu nie będę za Nią tęsknił bo doskonale będę znał dzień kiedy znowu się zobaczymy, będę wiedział że jest tam, że czeka. Tęsknotę w swoim życiu odczuwam jak naprawdę długo się z kimś nie widzę, a i wtedy rzadko. Mam nadzieję, że gdy pojadę do domu i wrócę to w mojej głowie odnajdę spokój, a w sercu odpowiedź. smile

24

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?
Fallen02 napisał/a:

Idą święta, czas odpoczynku. Ja wiem, że gdy pojadę do domu nie będę za Nią tęsknił bo doskonale będę znał dzień kiedy znowu się zobaczymy, będę wiedział że jest tam, że czeka. Tęsknotę w swoim życiu odczuwam jak naprawdę długo się z kimś nie widzę, a i wtedy rzadko. Mam nadzieję, że gdy pojadę do domu i wrócę to w mojej głowie odnajdę spokój, a w sercu odpowiedź. smile

wszystko sie ulozy.

Nie watp w siebie.I sluchaj SIEBIE.

25

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

czuję też że trochę te wydarzenia mnie wykończyły...Gdyby mnie teraz zostawiła(w sumie jak może, skoro nie jesteśmy już razem?) z jednej strony czułbym się lepiej - dałoby to kres moim wątpliwościom, rozterkom, chęciom zmiany...ale z drugiej strony bardzo tego nie chcę. Czuję że przez to że tak długo było źle, zacząłem usychać w uczuciach, usychać w tej chęci..Muszę pozbyć się tej presji, presji że moje czyny są niejako wymuszone przez sytuację..Nie starałbym się gdybym nie chciał przecież. Boję się samotności..Czy to złe, że o siebie też chciałbym zadbać..?

26

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?
Fallen02 napisał/a:

czuję też że trochę te wydarzenia mnie wykończyły...Gdyby mnie teraz zostawiła(w sumie jak może, skoro nie jesteśmy już razem?) z jednej strony czułbym się lepiej - dałoby to kres moim wątpliwościom, rozterkom, chęciom zmiany...ale z drugiej strony bardzo tego nie chcę. Czuję że przez to że tak długo było źle, zacząłem usychać w uczuciach, usychać w tej chęci..Muszę pozbyć się tej presji, presji że moje czyny są niejako wymuszone przez sytuację..Nie starałbym się gdybym nie chciał przecież. Boję się samotności..Czy to złe, że o siebie też chciałbym zadbać..?

nie dziwie sie.
Bo taka presja wykancza.
Chyba musisz dojsc do siebie. Mam na mysli naprawde DO SIEBIE. Poszperaj tam w sobie przez swieta, podoszukuj sie , co tam jest, co tam drzemie.
Posluchaj muzyki.
Moze byc to ?
http://www.youtube.com/watch?v=gSkJTomk0Qo&list=PL8039B78216DDD1A9&index=1&feature=plcp

To nie jst zle, ze chcesz zadbac o siebie. Musisz nawet!
Nigdy nie bedziesz mogl zadbac o kobiete , jezeli nie bedziesz w stanie zadbac o siebie. ( i nie mam tu na mysli rzeczy materialnych ;-))

27 Ostatnio edytowany przez Fallen02 (2011-12-21 13:25:11)

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

Może z kimś tam byłoby mi lepiej, może poczułbym ulgę gdyby odeszła ode mnie na zawsze bo nie miałbym już żadnych wątpliwości, ale nie chcę tego. Mam w sobie wolę walki o Nas. O nasze wspólne szczęście. Wszystkie związki z problemami da się naprawić. Pragnę żeby były to uczucia dojrzałe, wynikające z potrzeby dbania, z potrzeby bliskości..
Pragnę poprawić swoje kontakty z ludźmi, nie miałem z nimi do czynienia bliżej tak strasznie długo, że prawie zapomniałem jak to jest się troszczyć o kogoś, może dlatego wydaje mi się to takie trudne..Może po czymś takim zmiana, będzie dla mnie prostsza i nie będzie ona czymś co jest jakoby wymuszone przez konieczność, ale czymś co pozwoli nam zaznać szczęścia razem. Muszę przyznać, że nie mam dziś ochoty na rozmowę z Nią..Chciałbym żeby po prostu była przy mnie.
Mam wrażenie że przez ten czas tych waśni, kłótni, problemów trochę się zraziłem do niej..muszę kilka dni jakby odpocząć od nas..pozbierać się, wrócić do tego z nową energią.


A muzyka bardzo przyjemna ; )

28 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-12-21 13:33:34)

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?
Fallen02 napisał/a:

Mam w sobie wolę walki o Nas. O nasze wspólne szczęście. Wszystkie związki z problemami da się naprawić. Pragnę żeby były to uczucia dojrzałe, wynikające z potrzeby dbania, z potrzeby bliskości..

jezeli tak jest, to ROB TO!Walcz. Ale pamietaj, zebys nie stracil z oczu rzeczywistosci. Patrz na nia . Na taka , jaka jest. Nic nie dopisuj i nie domalowywuj ;-))


Pragnę poprawić swoje kontakty z ludźmi, nie miałem z nimi do czynienia bliżej tak strasznie długo, że prawie zapomniałem jak to jest się troszczyć o kogoś, może dlatego wydaje mi się to takie trudne..Może po czymś takim zmiana, będzie dla mnie prostsza i nie będzie ona czymś co jest jakoby wymuszone przez konieczność, ale czymś co pozwoli nam zaznać szczęścia razem.

-pozostan soba!
powtarzam sie ;-)

http://www.youtube.com/watch?v=MavzClHzTyg&feature=related

29

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

jesteś mądrym chłopakiem,wiesz co robić:) i masz bardzo dużo uczuć w sobie do niej,dbaj o to i szanuj

30

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

Być może zabrzmi to idiotycznie, ale wstałem z łóżka. Zerknąłem na rękawice mojej dziewczyny które dała mi kiedyś żeby nie było mi zimno. Nie wiem co mnie ruszyło, ale wziąłem je w dłonie i powąchałem. Poczułem jej zapach. Jej zapach połączony z zapachem, jej perfum..I momentalnie poczułem się inaczej, coś mnie ruszyło, dosłownie tknęło struny mojego serca. Powąchałem je jeszcze raz, drugi, trzeci, czwarty..Jeżeli spotkamy się dzisiaj i ona będzie pachnieć tak samo, to nie uwierzę wtedy że to nie jest to. To było takie cudowne, że przyrzekam tutaj przed wami że zachciało mi się płakać.

31

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

mi tez wszytko przypomina chłopaka z ktorym sie teraz spotykam. wiem jak pachnie, co lubi itp. nie mam z tym problemu. ale np zamiast seksu wole sie przytulac i calowac, a przed tym kiedy powiedzial ze mnie kocha moglam robic z nim to ciagle. teraz jaby mam inne potrzeby. a on ciagle ma na mnie ochote... uwazam ze to jest dziwne, ze tak mam ;/

32

Odp: Czy jestem w stanie pokochać ?

fallen02 a czy mógłbyś doradzić coś w mojej sprawię? bo sytuacja jest podobna bardzo i chciałabym wiedzieć czy ten związek ma jakiś sens bo przyznam dosyć często ostatnio myślę o rozstaniu

Posty [ 33 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy jestem w stanie pokochać ?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024