Witam,
Ostatnio im jestem starsza tym coraz więcej widzę.. rozstałam się z narzeczonym 2 lata temu od tamtego czasu nie spotkałam kogoś z kim chciałbym się związać:( Rozwijam siebie itd z nadzieją czekają na miłość, i tu coraz więcej dookoła mnie jest ludzi ,którzy wchodzą w związki/małżeństwa z powodu układu: boją się samotności, bo lepszej/lepszego nie spotkają, bo partner jest dobry, bo jest stabilność finansowa itd... Do teraz cały czas mi się wydawało ,że to są rzeczy bardzo ważne i należy na to wszystko zwracać uwagę ale MIŁOŚĆ to trzon, ten fundament...
Ostatnio miałam okazje rozmawiać z kolegą ,który jest w małżeństwie z rozsądku (po 4 latach szuka i ucieka z domu dodatkowych emocji), mój były narzeczony jest z dziewczyną ,której nie kocha ale jest dobra i koleżanka ,która nie kocha faceta ale daje jej bezpieczeństwo...I poczułam się w kropce (.); inni układają sobie życie wygodnie a ja czekam na uczucie ... i sama niewiem czy dobrze myśle ,może żyje jeszcze bają naiwnej panienki?!?
Jak wyglądają wasze związki? Wasze wyobrażenie związku?