Wiem, że poczucie wartości powinno wynikać z własnego wnętrza a nie z tego jak postrzegają nas inni.
Jednak wydaje mi się, że w związku uczuciowym ważne jest aby ta druga strona potrafiła dostrzec to co w nas dobre, piękne i umieć to wyrazić.
Jestem 5 lat w związku z facetem, który jest strasznym egoistą i egocentrykiem. Taki Piotruś Pan. Tak został wychowany. Zawsze wszystko mu wolno było a dla swojej matki był i został pępkiem świata, wokół, którego trzeba tylko skakać.
Liczy się tylko on i jego dobre samopoczucie. Nigdy nawet na początku związku nie powiedział mi, żadnego komplementu. Zawsze on miał być w centrum zainteresowania (nawet wprost domagał się komplementów ode mnie (!). Taki dumny paw, na którego wszyscy powinni tylko patrzeć i podziwiać go. Ja w tym związku nie dostałam od niego nic. Nie mogłam liczyć na jego pomoc czy wsparcie. Mówił mi, że skoro ze mną jest to znaczy, że mnie kocha i nie musi tego ani mówić ani okazywać. Że to oczywiste.
Wychodzi z założenia, że to kobieta powinna bardziej się starać w związku i to ona w głównej mierze jest odpowiedzialna za związek. To samo tyczy się seksu. To kobieta powinna go inicjować, bo w ten sposób okazuje mu zainteresowanie. On może inicjować sporadycznie..
Przechodząc do sedna. 5 lat spędzonych z tym człowiekiem doprowadziło do tego, że moje poczucie wartości spadło do zera. Bo nigdy nie dostałam od niego sygnału, że jestem ważna. Ja po prostu miałam z nim być i skoro on ze mną jest to znaczy, że ja jestem wartościowa - to jego słowa. Bardzo walczę sama ze sobą i staram się sobie mówić, że niezależnie od niego jednak jestem wartościową osobą. Że nie trzeba się przeglądać w jego oczach by czuć się ważną.
Tylko nie starcza mi już na tą wewnętrzną walkę sił...
Czy w Waszych związkach partnerzy też się tak zachowują? Jeśli tak jak jest z Waszym poczuciem wartości.
Ostatnio byłam u psychologa i ten powiedział, żeby wiać z tego związku bo zachowanie mojego partnera jest chore.