Ok, wiem, że takich tematów są setki, ale chyba od tego jest ten dział. Nigdy nie byłam u żadnego specjalisty, ale zauważyłam u siebie jasne objawy tych dwóch zaburzeń. Boję się wyjść do ludzi, tego, że będą mnie oceniać. Mam w ogóle bardzo niską samoocenę, we wszystkim jestem beznadziejna etc. To z kolei doprowadziło mnie do depresji, myśli samobójczych etc (oczywiście z tym też nigdzie nie byłam, ale mam klasyczne objawy depresji). Potrafię całymi dniami siedzieć w domu i nigdzie nie wychodzić. Nie spędzam wtedy kreatywnie czasu, raczej ten czas zabijam. Nie mam pracy, co dołuje mnie jeszcze bardziej, tak bym się przynajmniej czymś zajęła. A tak czuję się bezwartościowa, bo nikt mnie nie chce zatrudnić. Śpię bardzo dużo, po 12h dziennie. Mam problemy ze skupieniem się i zmobilizowaniem do działania. Jednocześnie uciekam od wszystkich problemów i zostawiam je na ostatnią chwilę, bo wydaje mi się, że same znikną i potem jest jeszcze gorzej, bo muszę się zmierzyć z konsekwencjami (typu nieotrzymanie tytułu licencjata). Jestem więc bardzo niezaradna życiowo i ciężko mi przychodzi podejmowanie decyzji. Muszę mieć w kimś oparcie, inaczej popadam w panikę. Jestem zagranicą i dopiero teraz zrozumiałam co to znaczy być za siebie odpowiedzialnym i dorosłym i przeraża mnie to. Boję się sama coś przedsięwziąć, popełnić błąd. Mam wrażenie, że mam napisane na czole ile razy i jakie błędy w życiu popełniłam. I panicznie boję się zostać sama. Często płaczę bez wyraźnego powodu. Ale jeśli wychodzę do ludzi to całkiem nieźle udaję, że wszystko jest ok, żeby mi dali spokój i o nic nie pytali. I tak zazwyczaj jest. Mam przy sobie bliską osobę, mojego chłopaka, zwierzam mu się z wielu rzeczy, ale jakoś pomaga mi to niewiele. Zanim się z nim zeszłam myślałam, że może dlatego popadłam w tę całą depresję, bo za długo byłam sama (3 lata) i czułam się niechciana i nieatrakcyjna. Ale teraz mam jego, a depresja mi została. Kocham go i wiem, że on mnie kocha, ale nie przestałam mieć myśli samobójczych. Nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić. Iść do specjalisty, żeby mnie naszprycował jakimiś lekami?
Iść do specjalisty, czyli psychiatry, by postawił diagnozę.
Iść do specjalisty, by podjąć terapię albo farmakologiczną, albo psychologiczną, albo obydwie.
Żaden dobry, odpowiedzialny lekarz nie będzie szprycował lekami, zaordynuje tylko te niezbędne.
A Ty masz do podjęcia decyzję, czy chcesz "stanąć na nogi", czy dalej wegetować w czterech ścianach.
Twoje życie, Twój wybór.
Ze mną było identycznie, dałam się jednak prowadzić Chrystusowi i On odmienił moje życie. Z osoby przesadnie neiśmiałej, jednocześnie zbuntowanej stałam się otwarta i zadowolona z życia. Nie mam czasu się rospisywać, chcę tylko powiedzieć, że jestes w najlepszym momencie, żeby zacząć prosić Boga, żeby ulitował się nad Tobą i odmienił Twoje życie. Czy wykorzystasz swoją szansę to Twoja sprawa. Ja z własnego doświadczenia wiem jedno "niespokojne jest serce człowieka dopóki nie spocznei w Bogu". A tak jeszcze jedna rada, zacznij obserwować w jakim towarzystwie się obracasz, czy są to ludzie z którymi możesz zrobić coś więcej, którzy mają podobne pragnienia jak Ty, z którymi możesz rozmawiać o rzeczach, które są dla Ciebie naprawdę ważne... U mnie wiem, że zgubne było towarzystwo, miałam znajomych o całkowicie odmeinnych zainteresowaniach, przez co ze swoimi sprawami i kłopotami czułam się niedowartościowana. Zresztą patrząc z tej perspektywy, jestem trochę załamana spotykajac sie ze starymi znajomymi i słuchając jak wszystkich obgadują i wyśmiewają, a potem dołują się jak im wszystko nie wychodzi. Daj się prowadzić Chrystusowi!!!
Ok, wiem, że takich tematów są setki, ale chyba od tego jest ten dział. Nigdy nie byłam u żadnego specjalisty, ale zauważyłam u siebie jasne objawy tych dwóch zaburzeń. Boję się wyjść do ludzi, tego, że będą mnie oceniać. Mam w ogóle bardzo niską samoocenę, we wszystkim jestem beznadziejna etc. To z kolei doprowadziło mnie do depresji, myśli samobójczych etc (oczywiście z tym też nigdzie nie byłam, ale mam klasyczne objawy depresji). Potrafię całymi dniami siedzieć w domu i nigdzie nie wychodzić. Nie spędzam wtedy kreatywnie czasu, raczej ten czas zabijam. Nie mam pracy, co dołuje mnie jeszcze bardziej, tak bym się przynajmniej czymś zajęła. A tak czuję się bezwartościowa, bo nikt mnie nie chce zatrudnić. Śpię bardzo dużo, po 12h dziennie. Mam problemy ze skupieniem się i zmobilizowaniem do działania. Jednocześnie uciekam od wszystkich problemów i zostawiam je na ostatnią chwilę, bo wydaje mi się, że same znikną i potem jest jeszcze gorzej, bo muszę się zmierzyć z konsekwencjami (typu nieotrzymanie tytułu licencjata). Jestem więc bardzo niezaradna życiowo i ciężko mi przychodzi podejmowanie decyzji. Muszę mieć w kimś oparcie, inaczej popadam w panikę. Jestem zagranicą i dopiero teraz zrozumiałam co to znaczy być za siebie odpowiedzialnym i dorosłym i przeraża mnie to. Boję się sama coś przedsięwziąć, popełnić błąd. Mam wrażenie, że mam napisane na czole ile razy i jakie błędy w życiu popełniłam. I panicznie boję się zostać sama. Często płaczę bez wyraźnego powodu. Ale jeśli wychodzę do ludzi to całkiem nieźle udaję, że wszystko jest ok, żeby mi dali spokój i o nic nie pytali. I tak zazwyczaj jest. Mam przy sobie bliską osobę, mojego chłopaka, zwierzam mu się z wielu rzeczy, ale jakoś pomaga mi to niewiele. Zanim się z nim zeszłam myślałam, że może dlatego popadłam w tę całą depresję, bo za długo byłam sama (3 lata) i czułam się niechciana i nieatrakcyjna. Ale teraz mam jego, a depresja mi została. Kocham go i wiem, że on mnie kocha, ale nie przestałam mieć myśli samobójczych. Nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić. Iść do specjalisty, żeby mnie naszprycował jakimiś lekami?
Ja też tak mam i mało tego czuję że jestem nikim.Także nie wiem co ci poradzic.Specjalista?
Byłam u psychiatry-zero wywiadu,rozmowy,na "dzień dobry" przepisął antydepresanty.Jak się poczułam u niego ? Jak ścierwo.
Hej, napisze, bo mialam podobny problem. Niestey mowi sie, ze choroby psychiczne w rodzinie sa dziedziczne, a rodzina ze strony mojej mamy byla zawsze "bardziej wrazliwa" i moze to dlatego ja jakos nie moge pogodzic sie w tym swiatem.
Masz kogos w rodzinie z podobnymi problemami? Nie jest to super wytlumacznenie ale przynajmniej przestaniesz siebie obwiniac, ze to ze z Toba jt cos nie tak.
Ja bylam u lekarza, i zdziwilo mnie jak szybko i bez dwoch minut zastanowienia wypisala mi recepte na prozak i tak mialam go brac az poczuje sie lepiej. I fakt, z punktu widzenia mojego meza bylo lepiej ale z mojego... bylam otepiala. Bo moim zdaniem to robia z czlowiekiem te tabletki. Nie myslisz, nie zastanawiasz sie, nie dumasz. Tylko jestes, taki sobie czlowieczek napedzajacy cala ta machine. Jesli to Ci wystarczy i to Cie zadowoli, to tabletki beda rozwiazaniem. Mi nie wystarczylo i przestalam je brac, bo mimo ze bylam weselsza, czulam ze nie jestem do konca soba.
Mysle jednak ze warto byloby pojsc do specjalismy i wrecz wydusic na lekarzu pierwszego kontaktu skierowanie, bo same prochy niczego nie zalatwia. A rozmowa, szczera i otwarta rozmowa, bywa lepsza niz najlepsze antydepresanty. Chlopacy (partnerzy) czasem nie potrafia pomoc, maja inny punkt widzenia, inaczej patrza na swiat, badz zwyczajnie nie wiedza co powiedziec. I to wcale o nich zle nie swiadczy. Do takiej pogadanki potrzebny jest specjalista, ktory pomoze Ci zmienic tok myslenia.
Trzymaj sie dzielnie ![]()
Hej,u nas nie ma psychoterapeutów , niestety.pogadac,wygadac się nie mam komu.Owszem mam męża,ale on nie rozumie pewnych spraw.Wiem o czym piszesz że po tych "prochach" nie byłaś do końca sobą.Pozornie ok,ale w środku nadal to samo.u MNIE JEST TAK ZE JESTEM PIEKIELNIE SAMOTNA,A NAWET JAK NIE JESTEM I MAM Z KIM POGADAC,TO BOJę SIę,BO pomyśli jeszcze mój rozmówca że sie nad soba użalam itp. Ja mam inne potrzeby niż moje znajome,dla których liczy się wystrój mieszkania,dzieci itp yyle,bez swoich potrzeb,ambicji itp.Ja nie mam z kim pogadac poprostu.Wiem ze nie jestem "głupia",nienormalna,ale pomocy tak czy siak potrzebuję,tylka skąd ją wziąc?
Zawiodło mnie w życiu już tyle osób(łącznie z rodziną),że nie potrafię im mówic o wielu sprawach.Trudno,życ jakoś trzeba,al;e dla mnie życie "jakoś" nie wystarcza.
Typowe "błędne koło".
Jestem samotna.
Nie ufam nikomu.
Myślę, że nikogo nie zainteresują moje sprawy.
Nie opowiadam o swoich problemach.
Inni przestają pytać.
Kontakty są pozorne.
Znajomości urywają się.
Jestem samotna.
Wielokropku wiec komu Twoim zdaniem mam o tym wszystkim powiedziec?
Odpowiem tak.
Znajomej, z którą rozmawiasz o jej problemach. To, że ma inne od Ciebie, nie oznacza, że nie zrozumie Twoich.
Bo problem nie polega na tym, że nie masz komu powiedzieć.
Problem polega na tym, że boisz się powiedzieć, że wyobrażasz sobie sposób ich reakcji, nie sprawdzając go. Można i tak, ale wówczas to Twoja decyzja o życiu zamkniętej w czterech ścianach. A narzekanie na własne decyzje, to cokolwiek za dużo.
Napisałam to wszystko i zastanowiłam się czego się obawiasz. Załóżmy, że znajoma nie zrozumie Twoich słów. Co w związku z tym stanie się Tobie? Czy grozi Ci to, że ona nie zrozumie?
Odpowiem tak.
Znajomej, z którą rozmawiasz o jej problemach. To, że ma inne od Ciebie, nie oznacza, że nie zrozumie Twoich.Bo problem nie polega na tym, że nie masz komu powiedzieć.
Problem polega na tym, że boisz się powiedzieć, że wyobrażasz sobie sposób ich reakcji, nie sprawdzając go. Można i tak, ale wówczas to Twoja decyzja o życiu zamkniętej w czterech ścianach. A narzekanie na własne decyzje, to cokolwiek za dużo.Napisałam to wszystko i zastanowiłam się czego się obawiasz. Załóżmy, że znajoma nie zrozumie Twoich słów. Co w związku z tym stanie się Tobie? Czy grozi Ci to, że ona nie zrozumie?
Obawiam się kolejnego odrzucenia,i uwierz mówiłam,rozmawiałam..Większośc znajomych-praktycznie 99% odsunęła się ode mnie i nie było to moim złożeniem żeby się odizolowac.Teraz mimo mojej twardej otoczki boję się powiedziec komukolwiek.jak wiesz mówiłam mojej mamie o tym co czuje-kilka lat temu-powiedziała weż się w garś.Tyle usłyszałam.Podobnie ze znajomymi.
Nie wyobrazam sobie raakcji znajomej itp,ale boję sie kolejnego odrzucenia,bo wiecej nie zniosę.Bo już nie chcę tego znosic.Bo nie chcę czuc się gorzej niż w tej chwili.
Bardzo czekałam na wizytę u psychiatry.Wszysy pisali idz do specjalisty,a tu kolejny cios-bez wywiadu kazał wypisac recepte na leki przeciwdepresyjne..A naprawdę wiązałam z tą wizytą duże nadzieje-obcy człowiek,myślałam,wgadam sie,doradzi,wkońcu specjalista...................
Faktycznie miałaś pacanów i tchórzy jako znajomych. Przestraszyli się, biedactwa, Twej sytuacji i tego że oni sobie z nią nie poradzą. Żałośni. Współczuję.
A Tobie potrzebne jest wygadanie się. Wróć może do swego wątku i gadaj do woli. Ja jestem częstym gościem na forum.