Zacznę od tego,że jestem na tym forum ,bo potrzebuję się po prostu wygadać,a nie mam komu.....jako 16-nastolatka bardzo się zakochałam.moi rodzice byli bardzo przeciwni temu związkowi i uświadamiali mi to nie tylko rozmową,ale także biciem....i to nie byle jakim.ten najgorszy był jak ojciec bił mnie pięściami,potem pasem wojskowym,a na końcu skopał mnie po żebrach.....ja również byłam nieugięta,bo bardzo kochałam adama.wolałam uciekać z domu
i być z nim niż zakończyć tą znajomość.po sześciokrotnych ucieczkach z domu na Boże Narodzenie w końcu trafiłam do Pogotowia Opiekuńczego.tam odnalazłam spokój,lecz po hmmmm 9 miesiącach coś mi odbiło i wraz z moim ukochanym uciekłam....-po raz ostatni,bo zaszłam w ciążę.cieszyliśmy się przeogromnie,ale to stanowiło największy powód,że musiałam wrócić do domu.na początku było dobrze,ale gdy byłam w 8 miesiącu zaczęły się"przeboje".ciągle słyszałam wyzwiska,że sie skur*****,przyniosłam bachora do domu itp raz nawet pobiłam się z matką bo nie chciałam jej zanieść na 4 piętro prania.wytrzymałam.....bo najgorsze było później.nadszedł termin porodu i wylądowałam w szpitalu.mój luby nawet nie wiedział co się ze mną dzieje,bo moi rodzice ograniczyli nam całkowicie kontakty,ale dowiedział się przezmojego kuzyna,który był tzw łącznikiem.30 grudnia 2003 roku urodziłam syna....niestety martwego.załamałam się całkowicie,bo do dnia dzisiejszego nawet nie mam pojęcia dlaczego?????a żeby do tego było mało to w dzień kiedy ja rodziłam(a nie wspomniałam,że ja sama ledwo przeżyłam,bo dostałam krwotoku wewnętrznego i byłam po transfuzji krwi)to mój ukochany w tym samym czasie bzykał się z moją NAJLEPSZĄ przyjaciółką.z nią zerwałam wszelkie kontakty,a z nim byłam jeszcze jakieś 1,5 roku jednak to już nie było to samo 21 stycznia 2005 roku zmarł mój dziadek i tego też dnia związałam się z kumplem mojego byłego......i tu znów zaczęły się schody dlatego,że mój wten obecny partner był ode mnie starszy o 14 lat,był w trakcie rozwodu i miał dwie córki.słyszałam wiele obelg w moją stronę,ale przetrwałam wszystko.on bardzo skumplował się z moim ojcem co mi przeszkadza,bo razem piją choć od jakiś dwóch lat odpóscił sobie,bo zagroziłam jemu odejściem.dziś jesteśmy wciąż razem,mamy czteroletniego syna i do wczoraj byłam przekonana,że moje życie w końcu się ułożyło.....pomyłka.wczoraj wieczorem coś mu odbiło;chciał mnie pobić,wyzywał mnie i co gorsza to i tak uderzył mnie w brzuch(a jestem w 6 tyg.ciąży).na szczęście nic sie nie stało.
kocham go i czekałam,aż przyjdzie do mnie i mnie przeprosi.teraz jest 01 listopada-moje 25 urodziny i dziękij mojemu mężowi nie nawidzę tego dnia jeszcze bardziej niż do tej pory.nie dość,że nie usłyszałam od niego tego przepraszam to nawet nie ma co mówić o życzeniach urodzinowych.ja nie mogę w to po prostu uwieżyć.nie dociera do mnie to jak mnie potraktował.....
czuje się zupełnie jak przed laty gdy bili mnie rodzice,bo sami sie ze sobą nie dogadali i chcieli się na kimś wyżyć....nie wiem co robić-czy wyjść z domu,czy iść do niego.....nie wiem po prostu jestem głupia,bo nawet gdybym wyszła to dokąd??bo raczej nie do "kochanych"rodziców...mam jedno miejsce,ale tam moge iść sama bez syna....mogłabym pójśćna cmentarz do mojego pierworodnego.....
straszne to o piszesz
Czy ty wiesz, że istnieje świat bez przemocy? Czy zdajesz sobie sprawę, że jak uderzył raz, uderzy i drugi? Czy wiesz co ofiara przemocy musi w takiej sytuacji zrobić dla własnego i dzieci bezpieczeństwa?
hmmmmm wiem że jest przykro kiedy mąż nie pamięta o urodzinach o Tobie ..... znam to uczucie...ale martwi mnie fakt że podniósł na Ciebie ręke moj maż wkurza mnie ale psychicznie wykancza nie wiem co jest lepsze czy to jak cierpisz psychicznie czy fizycznie..... ja dalam temu kres dzisaj mamy napisac oswiadczenia że nic od siebie nie oczekujemy żadnych majątkow....jedynie SPOKÓJ. więc przemyśl to sobie z tego co czytam i wnioskuje młodziutka jesteś i nie warto gryzc sie nieudanym zwiazkiem warto sprobowac życ tak jak sie chce marzy....... na pewno nigdy nie bede mowila prawdy córci bo to co złe było miedzy nami a dziecka w to nie mieszam:)pozdrawiam głowa do góry
zdaje sobie sprawę,że istnieje świat bez przemocy,bo wielu moich znajomych w takim sie obraca,a ja im tylko mogę pozazdrościć....i wiem,że jeśli raz uderzy to zrobi to drugi raz,ale mnie najbardziej boli to,że nawet nie umiał przyjść do mnie i powiedzieć przepraszam....obiecać,że to sie nie powtórzy,a tu nic z jego strony nie ma.kocham go i wiem,że będzie mi bardzo ciężko,ale podjęłam decyzję i odchodzę.....niestety do rodziców,ale myślę,że jakoś dam radę-w końcu muszę,bo mam dla kogo....dziękuję bardzo
To smutne, skoro Twoj były który Cię zdradził okazał się dupkiem to jednak rodzice mieli rację... i to wszystko było nie potrzebne. Miałaś ciężko w życiu ale człowiek uczy się na błędach, mam nadzieję że to najgorsze masz już za sobą i teraz tylko będzie lepiej:)
ale mnie najbardziej boli to,że nawet nie umiał przyjść do mnie i powiedzieć przepraszam....obiecać,że to sie nie powtórzy
Dlaczego miał kłamać?
Ja bym wolała bez przepraszania i bez obłudy niestety moj maz potrafil zmieszac mnie z blotem a pozniej skruszony przepraszam....przez smsa:D ale tego wszystkiego bylo za duzo......Dasz radę musisz uwierzyc w siebie w swoją siłe. ja uwierzylam i jest mi o tyle lepiej że moj biedny mąz zaczyna płakac znow ale mam to gdzies bo za kilka dni bedzie powtorka..... trzymaj sie nie poddawaj
8 2011-11-02 18:17:02 Ostatnio edytowany przez lewa4444 (2011-11-02 18:17:59)
Strasznie przykra jest Twoja historia ![]()
Ja niestety dzieciństwa też udanego nie miałam, może tylko z małymi wyjątkami, kiedy mieszkałam u babci. Ojciec pił i bił gdzie popadnie. W domu bieda, aż piszczała, przez co nawet w szkole stałam na uboczu, bo niestety takie są dzieci.
Nie lubię rozpamiętywać, tego co było...
W małżeństwo też wpakowałam się bez miłości, jedynie dlatego, że ON pochodził biednej rodziny i wydawało mi się, że zrozumie moją sytuację... Myliłam się...
Rodzice mi odradzali, namawiali żeby dać sobie z nim spokój, bo to według ojca było ZERO, ale ja brnęłam w to dalej. Zaszłam w ciążę w wieku 18 lat. Początkowo padła jego propozycja "skrobanki". Akurat wpadło mu trochę grosza za złamaną rękę, więc miał do wyboru, albo skrobanka, albo mini wieża , o której zawsze marzył. Że chłopak kochał muzykę, więc kupił wieżę, a mi się został brzuch, lecz nie mogę powiedzieć, bym żałowała. Zawsze mi było w życiu ciężko, bo ze wszystkim byłam sama, ale nie wyobrażam sobie życia bez dzieci.
Jakoś przemęczyłam się w tym małżeństwie 10 lat, choć od dnia ślubu krzyczałam, że nie wytrzymam ani roku dłużej! Jestem cierpliwa, lecz stanowcza... Postanowiłam wytrzymać jeszcze do komunii córki. Tak też zrobiłam.
Nie było mi łatwo z dwójką małych dzieci, w obcym mieście, bez pracy, ale los się do mnie uśmiechnął. Dziś mam pracę, mieszkanie wynajmowane, ale jest, no i mężczyznę, który daje mi miłość, jakiej nie miałam przez całe życie.
Tak więc kochana, jak sama widzisz, nie można się łamać. Musisz wierzyć, że się uda i nie tracić nadziei. Masz swoje "słoneczka", które Cię bardzo potrzebują i z tego, co piszesz jesteś silną, młodą (tak wnioskuję) kobietą. Dasz radę;)
Nie tkwij na siłę w związku, który nie daje Ci miłości, bo ona każdemu się należy
Masz swoje "słoneczka", które Cię bardzo potrzebują i z tego, co piszesz jesteś silną, młodą (tak wnioskuję) kobietą. Dasz radę;)
Nie tkwij na siłę w związku, który nie daje Ci miłości, bo ona każdemu się należy
Miłość jest bardzo ważna, ale nie jst wystarczająca. Walcz dziewczyno o siebie, a znajdziesz w lepszym świecie i zaufanie i szacunek i poczucie bezpieczeństwa.