Jak w temacie, minęła 3 rocznica ślubu , znamy się juz ponad 7 lat a dziś dostałem list z sądu o terminie rozprawy rozwodowej . O pozwie wiedziałem wcześniej ale myślałem że jakoś się ułoży , że to naprawię ale widzę że nic się nie zmienia na lepsze. Żona wyprowadziła się w sierpniu , skłoniło się na to kilka rzeczy a mianowicie niby dojrzała do tej decyzji , miała możliwość mieszkać u swojej siostry pod jej roczną nieobecność , stwierdziła że jedyna rzecz jaka nas łączy to nasz 2i pół roczny synek . Ja jestem starszy od niej o 5 lat i mam 33 lata , wychowywałem się w biedzie i kłótniach rodziców , głównie o pieniądze których brakowało , mama pracowała na etacie , ojciec rolnik . Zacząłem pracę zaraz po szkole , oszczędzałem i wytrwale pracowałem podnosząc swój poziom materialny i dorabiając się powoli , dokończyłem szkołę wieczorowo i zrobiłem maturę . Potem tylko praca i praca i coraz lepiej , wykończyłem piętro i wyprowadziłem się od rodziców , wtedy poznałem ją , moją przyszłą żonę , wydaje mi się że trochę za wcześnie , tuż po rozstaniu z moją ex dziewczyną która również odeszła ode mnie. nie byłem gotów na to chyba jeszcze co spowodowało wiele nieprzyjemnych sytuacji , nie wiedziałem wtedy czego chcę . a właściwie to z którą z tych kobiet chcę być , bo nowa dziewczyna zabraniała mi kontaktów z ex i jej paczką i wszystko jej się kojarzyło z nią . Ale było , minęło nie żałuję, minęły 3 lata , przez ten czas się zżyliśmy zamieszkaliśmy razem u mnie , gotowaliśmy sobie raz ja raz ona , jeździliśmy do pracy razem i wracaliśmy czasem się kłóciliśmy i rozstawaliśmy ale wracaliśmy do siebie . Miałem powoli dość tych huśtawek i ganiania za nią, chciałem mieć ją tylko dla siebie chciałem żeby mnie wspierała , a ona jakby chciała żebym ciągle jej udowadniał że jest dla mnie najważniejsza i chciała 100% mojej uwagi .Raz było dobrze, raz kłótnia o byle co i tak w kółko. Potem pojawiło się dziecko, nasz synek, szybki ślub i juz myślałem że będzie ok a tu zonk megadużo obowiązków i mało czasu dla siebie ale dawałem radę . żona opiekowała się małum a ja pracowałem , tyrałem dla nas trojga w pracy po pracy w domu i pomagałem jej jak mogłem . Finansowałem wszystko dom , opłaty, jedzenie i patrzyłem jak kurczy się kasa , jak nie starcza nam pieniędzy na podstawową egzystęcję i co miesiąc podkradam z kupki oszczędności. Z jednej strony byłem zły że tak jest z drugiej myślałem że może źle gospodarujemy i próbowałem rozmawiać z żoną , a ona mi na to że jestem skąpy i w ogóle. Wracam z pracy w domu nie ma obiadu , żona nie ugotowała jakoś dziwnie po dziecku nie chciało jej sie gotować a tak naprawdę to nigdy nie przejawiała talentów kulinarnych.
Zwracaj, proszę, uwagę na poprawną pisownię.
Moderatorka Olinka