Rozmawiałam z moim już byłym, szczerze to nie powiedziałabym ze teraz mi lepiej, wręcz przeciwnie czuje pustkę i samotność wokół siebie. Podczas rozmowy mój facet kłamał mi w żywe oczy choć podsuwałam mu dowody zdrady, flirtów ale przecież to i tak tylko moja wina bo ja niechcący się na to natchnęłam a on nie wie czemu to robi "jakoś tak". On kocha, nie wie co traci (teraz już wie). Na koniec po cudownym kolejnym dniu dowiaduję się że od dawna się psuło, hmm ciekawe co bo ja jakoś oprócz zdrad nic innego nie zauważyłam, wręcz przeciwnie wszystko się układało od dawna coraz lepiej. Zakończyłam tą rozmowe bo nie było sensu, Spakowałam się i wyniosłam, myślicie że mi z tym lepiej? nie, choć wiem że zrobiłam dobrze, uwolniłam się od jednego problemu. Mężczyźni zdradzają, kłamią w żywe oczy a na końcu zostawiają po kilku latach i mają głeboko ... uczucia kobiety, jej miłość, wierność, oddanie, poświęcenia i starania. Oczywiście to zawsze jest wina kobiety, że w związku sie nie układa, zawsze... Jaka by ona nie była, co by nie robiła zawsze jest winna, mężczyzna za to nigdy - przecież to całkiem normalne, że przychodzi taki moment, że ,,małemu" chłopczykowi (czasami ten chłopczyk wcale nie jest taki ,,mały") po prostu nudzi się zabaweczka, gadżecik jaki posiada i koniecznie pragnie mieć następny, a najlepiej kilka na raz. Nawet jeżeli sam nie wie czy ten co posiadał do tej pory nadaje się do wyrzucenia czy nie to decyduje się mimo wszystko go zostawić, może kiedyś się przyda... okna umyje, odśnieży, posprząta - takie sprawdzone urzadzenie wielofunkcyjne warto mieć pod ręką... I jest tak zaaferowany poszukiwaniem nowej zabawki i jednocześnie przekonany o permanentnej dysfunkcji myślenia tej, którą juz od dłuższego czasu posiada, że zaczyna popełniać błędy. I nawet złapany za rękę dalej twierdzi, że nie ma z nowymi zabawkami nic wspólnego, przynosząc tym samym starej zabawce jeszcze wiekszy ból i cierpienie.
Pamiętasz Kochanie, jak wielokrotnie powtarzałeś, że nikogo w życiu nie skrzywdziłeś i nie skrzywdzisz? NO TO PIERWSZY RAZ MASZ JUŻ ZA SOBĄ!! Operacja na otwartym sercu bez znieczulenia udała się, udało Ci się kogos skrzywdzisz możesz pękać z dumy!!
Ale niestety każdego mężczyznę ciągnie do kłamstw choćby takich malutkich, i z wszelką pewnością podpisuje się pod tym - nie ma mężczyzn którzy by nie okłamywali kobiet, a już szczególnie tych "swoich". Szkoda że to się nigdy nie zmieni, ale niech sobie myślą że my zdradzane kobiety jesteśmy takie naiwne...
Tak właśnie myślę i to już się chyba nie zmieni, mój stosunek do mężczyzn się zmienił..
Nie twierdzę że kobiety to ideały, bo zdarzają się również takie które są jeszcze gorsze ale zakochana prawdziwie kobieta nigdy by nie skrzywdziła swojego mężczyzny, zakochana kobieta oddaje się całkowicie, cierpi w milczeniu, podaje pomocną dłoń choć wie że nie dostanie za to choćby słowa podziękowania. Nie wiem jacy są prawdziwie zakochani mężczyźni ale wierze niestety w to że nie potrafiliby się tak oddać swojej wybrance, zawsze będą flirtowac kątem z innymi nie widząc w tym niczego złego, umawiać się choćby na piwko (ale myśląc o czymś więcej) myśląc że ich kobieta o niczym nie wie co jest bardzo mylne (kobiety na szczęście potrafią doskonale grać głupie, udawać że niczego nie zauważają i cieprieć w samotności z tego powodu ale do czasu na szczęście) czy mężczyźni muszą się zawsze tak sprawdzać?
Po paru dniach błaga o przebaczenie, obiecuje naprawić wszystko i po co żeby po dwóch dniach znowu rzucić... i jak tu wybaczyć ? Jeszcze dwa dni temu płakał twierdząc z kocha dzisiaj nie wie co czuje
Ludzie jak można to wytrzymać, jak mam przestać go kochać? To właśnie z nim chciałam ułożyć sobie życie to z nim chciałam (i nadal chce) mieć dziecko. Jak mam się od tego uwolnić?
Dokładnie rozumiem co czujesz. Przez dwa lata w związku z tym walczyłam, chciałam wierzyć że On się zmieni mimo że w swoich dwóch małżeństwach zdradzał. mYślałam, że mam w sobie tę magiczną moc uzdrawiania takich facetów. Dzisiaj wiem, że mówić coś to jedno, ale może Oni poprostu muszą zdradzać? Żeby podbudować ego? W domu chcą mieć kochającą i usługującą im kobietę, a na boku kochanki. Wiesz. Myślę, że są jeszcze normalni mężczyźni na tym świecie, a na takich manipulantów trzeba uważać i broń boże nie przyzwalać więcej na takie zachowanie. Jeśli to zdarzyło się nie raz, a wielokrotnie to facet bez terapii się nie zmieni. Mi też wmawiał, że to moja chora wyobraźnia, że jestem nienormalna, powiedział nawet " nie przerywaj terapii u psychologa, bo jesteś chora". Śmieszne. Gdyby On miał odwagę tam pójść;). Też mam teraz taką ( mam nadzieję chwilową) niechęć do Panów... bo dałam z siebie zbyt wiele, zbyt wiele wartości w życiu poświęciłam. Tym większym upokorzeniem były kłamstwa i zdrady. Ale to jest określony typ mężczyzny. I nie planuj z takim dziecka. Bo zniszczysz i sobie i dziecku życie. A ono nie sprawi, że facet nagle się zmieni.
Samiuteńka, tego się nie da przetrwać a tym bardziej zrozumieć im bardziej będziesz wnikała co i dlaczego, tym mniej będziesz z tego rozumiała i będzie coraz bardziej bolało. Przeczytaj mój post "Zdrada i nieustanne ciosy w brzuch", może Ci trochę ulzy. Też szukam tu pocieszenia ale przecież nikt nie ukoi naszego bólu. Pozdrawiam Cię ciepło.
za kazdym razem ,kiedy przeczytam kolejnego posta o tym ,że znowu to samo ,znowu gdzies zalosny maniak "kolejnej spodnicy polazł w tany" to ręce mi opadają!
staje po stronie obiektywnego spojrzenia na problem i jestem przeciwna generalizowaniu jao takiemu ,ale w momencie gdy sytuacje wracaja jak bumerangi to samoistnie nasuwa sie pytanie:dlaczego?
najgorsze moje drogie zdradzone ,jest to:ze pomimo i,z wasi Panowie pojdą w "poszukiwaniu nowej macicy"to io tak macie w sobie tyle zaparcia i milosci ,że wybaczacie ,nadal chcecie ratować,mieć dzieci i mysleć ze wszystko bedzie ok.
Zobaczcie ,że nam wystarczy do zycia milość drugiej osoby,wsparcie ,i swiadomość poczucia bezpieczenstwa.ale kiedy to wszystko ów PAN ma gdzieś i poloży na stosiku zapomnienia , bo akurat mu sie "przydarzyło" to i tak pozbawione wszystkieg nadal chcemy wszystko dać(byleby by był!);
zastanawia mnie jednak to dlaczego tak jest?chyba my ,kobiety musismy stac sie z zasady bardziej "odarte"z uczuć,bardziej wyrachowane i egoistyczne.zamiast sie wtulać i marzyc o wspolnym(wszystkim),zapomnijmy o tym i zacznijmy myśleć tylko o swoim dobrze.może to jest recepta na sukces,prawda?
sama nie wiem!to tylko demagogia!
nie wszyscy są tacy sami,ale wszyscy cierpią w ten sam sposób!
i nawet gdy nam sie wydaje ,że wiedziałam ze ide za drania,za krętacza(bo interesuje mnie jego przebiegłość,czy jak to nazwać?) ,albo za goscia z prostym kregosłupem moralnym(a po jakims czasie wszystko sie zmienia,on sie zmienia i kregoslup sie zlamał) -to finalnie zapadamy sie na samo dno ,bo nie wiemy po co sie nami bawil?
a po co mu byłam potrzebna?,byłam nowym gadzetem?,odskocznią?lekiem na była?
na te pytania chyba nikt nigdy nie znajdzie odpowiedzi!
uchylam serca wszystkim zdradzonym, bo ich wiara upadla a serce mimo ,że wciaż na "kardiologii lekarze staraja sie przywrócic zyciu" to i tak ogromna blizna i szmery nie pozwalają na regularny rytm!
1. "Chcę go dla siebie" to nie miłość, a egoizm
2. "Okłamuje mnie, zdradza, cierpię przez niego, ale wciąż chcę (czego?)" - to nie miłość, a bezwładność połączona z głupotą.
Przepraszam za dosadność.
heatcliff, wybacz ale Twój cynizm i wyuzdanośc z wszelkich uczuc boli nawet osoby postronne. Nigdy nie dowiesz się co to prawdziwa miłośc kobiety do mężczyzny, dlatego współczuję Ci Twego ubogiego życia emocjonalnego...Jeśli się kocha kogoś bezgranicznie i bezwarunkowo,to takich rzeczy sie niestety od drugiej strony oczekuje.Trzymaj tak dalej aż odejdziesz w zapomnienie,zapomniany przez wszystkich i samotny, zobaczysz jak to boli...gdy doznasz "takiego egoizmu" jakim jest miłośc od innych,bo sam pewnie z siebie tego nie wykrzesasz. Pozdrawiam
jestem tu nowy jak sobie dajecie rady bo ja juz 4 tygodnie tylko pije i swiruje po roztaniu z dziewczyną a tak jej zajebiscie ufałem niech ktos cos mi doradzi bo oszaleje
8 2011-09-20 09:37:40 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-09-20 14:06:05)
heatcliff, wybacz ale Twój cynizm i wyuzdanośc z wszelkich uczuc boli nawet osoby postronne. [...]Jeśli się kocha kogoś bezgranicznie i bezwarunkowo,to takich rzeczy sie niestety od drugiej strony oczekuje.
Chryste Panie. WYUZDANOŚC Z WSZELKICH UCZUC? Jaki jeżyk pisasz ty?
Ale wyjaśnię (bo może po prostu jesteś z zagranicy i z polszczyzną masz niewiele do czynienia), co też w języku polskim właśnie napisałem. Może więcej słów wywoła u Ciebie więcej myśli:
Jeśli się kocha kogoś BEZWARUNKOWO, to się OCZEKUJE? Tu jest, szanowna pani, sprzeczność. Bezwarunkowo, to znaczy NIEZALEŻNIE OD OKOLICZNOŚCI, a to znaczy NIEZALEŻNIE, CO ROBI DRUGA OSOBA, czyli na pewno nie znaczy to tyle, co MAMY WYMAGANIA, KTÓRE KTOŚ MA SPEŁNIAĆ. ![]()
Powtórzę, chcieć czegoś dla SIEBIE, to przejaw miłości do SIEBIE. Widzisz podobieństwo? Siebie - siebie. Ty zaś reprezentujesz jakiś absurdalny pogląd, że gdy chcę zarobić pieniądze, to z miłości do sąsiada, jeśli ukradnę samochód, to z miłości do Boga, jeśli jem w restauracji, to z miłości do ojca. Dajże spokój. Robię coś dla siebie, to robię właśnie dla siebie. Dla mojej przyjemności, by coś mieć samemu - to jest egoizm, a nazywanie egoizmu miłością uważam za spory błąd. (Większy, niż sobie wyobrażasz. Jeszcze trochę większy.)
Nigdzie nie napisałem, że egoizm nie jest zdrowy. Wyraźnie jednak protestuję przeciwko myleniu go z miłością.
Zdrowy egoizm (to znaczy nie przesadny) nas broni przed innymi. Powinniśmy umieć o siebie też zadbać. Natomiast (pisałem to już) istnieje też BEZWŁADNOŚĆ. Początkowo chcemy być z kimś, bo taki jest fajny DLA NAS, a potem przestaje być fajny, ale wciąż chcemy (mamy te głupie nadzieje, że się zmieni jeszcze, że będzie cudownie - NAM), to bezwładność, bo przyczyna już zniknęła, a zachowanie wciąż trwa. Takie porównanie z bezwładnością w fizyce, wiesz?
Jeszcze raz napiszę o trzech przyczynach bycia z kimś:
1) dla tej osoby (by jej coś dać)
2) dla siebie (by coś wziąć)
3) z różnych patologicznych powodów, jak bezwładność, czyli niekontrolowane i nie w pełni uświadamiane ciągnięcie czegoś niewłaściwego
Miłość to punkt 1). Egoizm to punkt 2). EGO = JA. Nie wiem, gdzie tu mogłaś czegoś nie zrozumieć jeszcze, ale czasem mój styl jest nietypowy, obcokrajowcy mogą mieć problem.
Natomiast większość Twojej wypowiedzi...
heatcliff, wybacz ale Twój cynizm i wyuzdanośc z wszelkich uczuc [...] Nigdy nie dowiesz się co to prawdziwa miłośc kobiety do mężczyzny, dlatego współczuję Ci Twego ubogiego życia emocjonalnego...[...]Trzymaj tak dalej aż odejdziesz w zapomnienie,zapomniany przez wszystkich i samotny, zobaczysz jak to boli...gdy doznasz "takiego egoizmu" jakim jest miłośc od innych,bo sam pewnie z siebie tego nie wykrzesasz. Pozdrawiam
...jest niezbyt celna. Pod wpływem emocji piszesz o moich emocjach i uczuciach - czy to ważne? Gdybyś mogła teraz, myśląc o rzeczywistości, o sobie, o miłości nieco emocje wyciszyć, zrozumiałabyś zapewne, że racjonalne postępowanie wcale nie musi być sprzeczne z posiadaniem uczuć czy całkiem ciekawym życiem emocjonalnym. Mogłabyś się sama wtedy lepiej poczuć, chyba nie ma w tym nic złego? Związek to zazwyczaj wiele uczuć, można jednocześnie czuć to wszystko i widzieć jasno, co się czuje. To nie tylko nie jest szkodliwe, ale może pomóc.
Wyuzdanie to przy okazji mniej więcej tyle, co rozwiązłość.
Sprawdź sobie, co napisałaś, by nie pisać tak nigdy więcej. (Ja już tę wyuzdanośc z uczuc dałem w opisie na gg, to lepsze od bycia po prostu zimnym draniem.)
----
chester55555 - a czemu miałbyś oszaleć? Bo jesteś zawiedziony? W każdej sekundzie ktoś się rozczarowuje drugą osobą, mamy wszyscy oszaleć? Weź się w garść. Im więcej do niej czujesz, tym łatwiej wybaczysz, im więcej do siebie, tym bardziej będziesz szaleć i się męczyć tym, że odeszła. Jeśli Ci wyjdzie, że jesteś egoistą na granicy szaleństwa, to może zastanów się nad sobą raczej. Taka moja rada.
oj niewiem czy to tak jest ja niechciałem jej stracic miała wszysto co chciała mówił że koch i nażawsze chce byc zemną to dlaczego to zrobiła po 2 latach i zdradziła i pożuciła jak ja Ją tak bardzo żawsze kochałem i kocham a z polskim mam faktycznie kłopoty w pisowni troche . nieumiem tego poją dlaczega tak nagle
10 2011-09-20 11:14:47 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-20 14:16:41)
heatcliff - wiesz, że cenię Twoje wypowiedzi jako stymulujące intelektualnie i pełne prawdy. Często niewygodnej prawdy.
Ale teraz poproszę Cię o chwilę refleksji. Pamiętasz jak pisaliśmy o cegle? I o tej potrzebie pozostania z jasnością umysłu? Zapewne tak. I tutaj to mamy. Ty - jasno i chłodno patrzący i kobiety targane emocjami. Te emocje są tak silne w tym momencie, że każde Twoje racjonalne i chłodne słowo sprawia ból. A jestem pewna, że nie taka jest Twoja intencja.
Czasem trzeba spróbować zrozumieć emocje innych bez oceniania ich. Choćby po to, by nie dodawać bólu. Mam nadzieję, ze mnie dobrze zrozumiałeś
Nie zawsze trzeba udowadniać, że mamy rację. Czasem warto zachować ta wiedzę dla siebie. Poczekać.
Mój wspaniały i kochający Pan w jednej sekundzie stał się tyranem....wszystkie długie lata życia ....poszły w bloto...powiedział ze zakochał się w 23 letniej dziewczynie i teraz rozumie co to szczęście....../ma on 52 lata/ .......dziewczyna jest w wieku jego córki .......powiedziałam mu co powiedzą dzieci ...mówi to nie ważne....ja się tylko liczę....
Nie mogę sobie z tym potwornym bólem poradzić......tak to strasznie boli ...dlatego Was bardzo rozumie....
Jutro zarejestrowałam się do lekarza bo nie mogę jeść ani spać...muszę dostać leki żeby nie dostać świra....
12 2011-09-20 12:46:20 Ostatnio edytowany przez heathcliff (2011-09-20 13:19:52)
oj niewiem czy to tak jest ja niechciałem jej stracic miała wszysto co chciała mówił że koch i nażawsze chce byc zemną to dlaczego to zrobiła po 2 latach i zdradziła i pożuciła jak ja Ją tak bardzo żawsze kochałem i kocham a z polskim mam faktycznie kłopoty w pisowni troche . nieumiem tego poją dlaczega tak nagle
Poszła.
- nie wiesz dla czego. Trudno. Nie wiemy tylu rzeczy, że jedna więcej nic nie zmieni
- nie chciałeś stracić - straciłeś. Cierpisz z egoizmu
- kochasz - ciesz się, że szuka szczęścia
---
niekochana72 - łatwiej by było o refleksję, gdybyś akurat tego miejsca nie cytowała. Emocje są bardzo fajne. Lubię emocje, uczucia. Nawet do pewnego stopnia lubię doświadczyć czasem tych nieprzyjemnych. Panie pewnie nie lubią. Troszkę jednak za daleko idziesz z przekonaniem, że ja bólu sprawić nie chcę. Bywa, że istotne jest tylko przekazanie myśli, a na ból przy okazji nie zwracam uwagi. Nie dlatego, że myśl jest ważniejsza, bo prawdą jest, że na końcu i tak wszystko rozbija się o szczęście ludzkie. Myśl jednak, ta jasna, może być dużą pomocą w unikaniu bólu w przyszłości.
I właśnie w cytacie pani patrząca niejasno krytykuje mnie (nieco nawet rozczula mnie forma), ale wszelkie jej przewidywania na mój temat są nietrafione. I gdyby zdecydowała się, choćby pod wpływem bólu, uczciwiej nieco w sytuacji rozeznać, jej także byłoby lepiej. Ona by nie cierpiała, nie tracąc przy tym nic z uczuć. Chyba, że mi teraz nie wierzysz, że zima wywodu daje się połączyć z celem w uczuciach, jak temperatura herbaty z jej smakiem. ![]()
Myśl jednak, ta jasna, może być dużą pomocą w unikaniu bólu w przeszłości.
Rozumiem, że to literówka o przyszłość chodziło?
I gdyby zdecydowała się, choćby pod wpływem bólu, uczciwiej nieco w sytuacji rozeznać, jej także byłoby lepiej. Ona by nie cierpiała, nie tracąc przy tym nic z uczuć. Chyba, że mi teraz nie wierzysz, że zima wywodu daje się połączyć z celem w uczuciach, jak temperatura herbaty z jej smakiem.
Wierzę, ale nie nadal nie zmieniam swojego zdania. Moim skromnym zdaniem jednak czasami warto powściągnąć swoje emocje (nawet jak najbardziej słuszne) dla czyjegoś dobra.
heathcliff napisał/a:Myśl jednak, ta jasna, może być dużą pomocą w unikaniu bólu w przeszłości.
Rozumiem, że to literówka o przyszłość chodziło?
heathcliff napisał/a:I gdyby zdecydowała się, choćby pod wpływem bólu, uczciwiej nieco w sytuacji rozeznać, jej także byłoby lepiej. Ona by nie cierpiała, nie tracąc przy tym nic z uczuć. Chyba, że mi teraz nie wierzysz, że zima wywodu daje się połączyć z celem w uczuciach, jak temperatura herbaty z jej smakiem.
Wierzę, ale nie nadal nie zmieniam swojego zdania. Moim skromnym zdaniem jednak czasami warto powściągnąć swoje emocje (nawet jak najbardziej słuszne) dla czyjegoś dobra.
Słusznie rozumiesz, literówka.
Ja rozumiem, że i Ty nie masz na myśli teraz emocji, których nie powściągnęła pani, a złagodzenie przekazu mojego, by znów emocje pani były jakieś lepsze.
Edytować tamten fragment? Dla Ciebie mogę, ale powiedz szybko. ![]()
15 2011-09-20 13:54:21 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-20 13:57:55)
niekochana72 napisał/a:heathcliff napisał/a:Myśl jednak, ta jasna, może być dużą pomocą w unikaniu bólu w przeszłości.
Rozumiem, że to literówka o przyszłość chodziło?
heathcliff napisał/a:I gdyby zdecydowała się, choćby pod wpływem bólu, uczciwiej nieco w sytuacji rozeznać, jej także byłoby lepiej. Ona by nie cierpiała, nie tracąc przy tym nic z uczuć. Chyba, że mi teraz nie wierzysz, że zima wywodu daje się połączyć z celem w uczuciach, jak temperatura herbaty z jej smakiem.
Wierzę, ale nie nadal nie zmieniam swojego zdania. Moim skromnym zdaniem jednak czasami warto powściągnąć swoje emocje (nawet jak najbardziej słuszne) dla czyjegoś dobra.
Słusznie rozumiesz, literówka.
Ja rozumiem, że i Ty nie masz na myśli teraz emocji, których nie powściągnęła pani, a złagodzenie przekazu mojego, by znów emocje pani były jakieś lepsze.
Edytować tamten fragment? Dla Ciebie mogę, ale powiedz szybko.
Mówię szybko - TAK.
Dobrze rozumiesz. Czasami ktoś czuje się tak źle, że tylko można go przytulić i nic nie mówić. Tzrymać i nie pozwolić, żeby rozpadł się na kawałki. ![]()
Droga Samiutenka. Nie jestem tu autorytetem bo sam zdradziłem i odszedłem ale pozwól, że wyrażę swoją opinię. Przykro mi, że tak się stało i zostałaś sama. Jest dużo racji w stwierdzeniach, że faceci wykorzystują, zdradzają i odchodzą ale nie wszyscy są tacy. Absolutnie nie chcę rodzaju męskiego usprawiedliwiać ale różnią się oni od kobiet pod każdym względem i są także genetycznie inaczej uwarunkowani. Dla kobiet (i innych samic na świecie) najważniejszą sprawą w życiu jest wydanie na świat potomstwa. Robią gniazdko, wybierają zdrowego samca w celach przedłużenia gatunku. Mężczyźni (owe samce) mają w genach walkę i zdobywanie; także samic. Ich zadaniem jest poczęcie jak największej ilości potomstwa i mniej istotną sprawą jest kiedy, z kim i gdzie. Wybaczcie, że wykład o genetyce obdarłem z uczuć ale niestety atawizmy potrafią się ujawniać. Wracając do mężczyzn to dla wielu z nich kobieta zdobyta bez sekretów przestaje być atrakcyjna. Myślę, że kobietom wydaje się, że szczytem szczęścia jest ognisko domowe, żona uśmiechnięta i zawsze usłużna. Moim zdaniem to błąd bo facetów kręci to czego nie mają i nie wiedzą. W związku powinno być trochę adrenaliny. Kobieta powinna czasem wyjść sama do miasta, spotkać się ze znajomymi (bez męża), wrócić nieco później czym wzbudzać będzie zazdrość i tym samym ciągłe zainteresowanie. Nie dajcie się zdobywać do końca. Nie jest to recepta na każdy udany związek ale czasami po latach po prostu w małżeństwie wieje nudą. Jeszcze raz przepraszam, że się wypowiadam bo wiem, że nie mam moralnego prawa.
niekochana72 - teraz jest lepiej? Nie będę przytulać i mówić do tej pani, z różnych powodów.
niekochana72 - teraz jest lepiej? Nie będę przytulać i mówić do tej pani, z różnych powodów.
Dziękuję, lepiej. Te przytulanki - jakże bym śmiała narzucać komukolwiek
Poza tym dobrze wiesz, że to taka "gruba" metafora była ![]()
P.S. Jestem blondynką i po czasie skojarzyłam, że TEŻ muszę wyedytować
Lepiej późno niż wcale ![]()
Nic na to nie poradzę, ale najbardziej z tego wątku podobają mi się tematy poboczne, czyli rozmowa niekochanej z heathcliffem o edytowaniu literówek.
Ale żeby nie było -przeczytałam od początku i zgadzam się - z niekochana, ze czasem trzeba wyłącznie przytulić (tylko ile można tulic i tulić) i z heathcliffem , że miłość opisywana na początku tego wątku to miłość własna, która niestety boli najbardziej, gdy sobie człowiek uświadamia, ze nie ma jej komu już ofiarowac, bo obdarowywany wcześniej nią osobnik (może byc osobniczka) poszedł sobie w siną dal, by innej osobniczce (lub osobnikowi) swoją miłość własna przekazać :-)). Z doświadczenia (własnego) moge powiedzieć jedno - to się da przeczekać. Ten ból mija i za rok o ile nie będzie się go rozgrzebywać, tylko będzie się żyć tak jak dotychczas tyle ze bez tej ukochanej / ukochanego to nawet przypadkowe spotkanie na ulicy nie bardzo zaboli a jedynie refleksja w głowie się odezwie ze warto było nie poniżać się i nie błagać o jakikolwiek powrót :-)).
Ten ból mija i za rok o ile nie będzie się go rozgrzebywać, tylko będzie się żyć tak jak dotychczas tyle ze bez tej ukochanej / ukochanego to nawet przypadkowe spotkanie na ulicy nie bardzo zaboli a jedynie refleksja w głowie się odezwie ze warto było nie poniżać się i nie błagać o jakikolwiek powrót :-)).
Marleno mam nadzieje że Twoje słowa są prawdą bo w tej chwili .....prawie z bólu .....umieram....
Piotrze jesteś samcem ale masz mózg......i trzeba wiedzieć że ludzie mają uczucia...my nie zwierzęta...
Nie twierdzę, że ludzie to zwierzęta ale też nie możesz stwierdzić, że zwierzęta uczuć nie mają. Przeprosiłem z góry za obdarcie mojego postu z uczuć.
Marleno mam nadzieje że Twoje słowa są prawdą bo w tej chwili .....prawie z bólu .....umieram....
Piotrze jesteś samcem ale masz mózg......i trzeba wiedzieć że ludzie mają uczucia...my nie zwierzęta...
Trzymaj się, Iren!
Nie trzeba umierać z bólu. Odejście jest jak najgorsza opinia, osoba opuszczona czuje się podle, ale to wcale nie musi być opinia uzasadniona, nie warto się podle czuć.
Trzymaj się, Iren!
Dziękuję za słowa pocieszenia.......może teraz napiszę ...złośliwie.....ale mam nadzieje że ta dziewczyna zrobi mu to co on mi i zobaczy co to rozpacz....
heathcliff napisał/a:Trzymaj się, Iren!
Dziękuję za słowa pocieszenia.......może teraz napiszę ...złośliwie.....ale mam nadzieje że ta dziewczyna zrobi mu to co on mi i zobaczy co to rozpacz....
I zamiast jednej rozpaczającej osoby będą dwie.
Myślisz, że warto?
iren napisał/a:heathcliff napisał/a:Trzymaj się, Iren!
Dziękuję za słowa pocieszenia.......może teraz napiszę ...złośliwie.....ale mam nadzieje że ta dziewczyna zrobi mu to co on mi i zobaczy co to rozpacz....
I zamiast jednej rozpaczającej osoby będą dwie.
Myślisz, że warto?
Należy mu się to.....on ma 52 lata a ona 23...... i na pewno to się tak skończy wcześniej czy później...
26 2011-09-20 17:01:56 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-20 17:02:15)
heathcliff napisał/a:iren napisał/a:Dziękuję za słowa pocieszenia.......może teraz napiszę ...złośliwie.....ale mam nadzieje że ta dziewczyna zrobi mu to co on mi i zobaczy co to rozpacz....
I zamiast jednej rozpaczającej osoby będą dwie.
Myślisz, że warto?
Należy mu się to.....on ma 52 lata a ona 23...... i na pewno to się tak skończy wcześniej czy później...
Na początku zemsta wydaje się być apetycznym kąskiem, później - ten kąsek gorzknieje.
Na początku zemsta wydaje się być apetycznym kąskiem, później - ten kąsek gorzknieje.
Trudno......teraz mi jest gorzko.....czuje się upodlona i upokorzona....
i po co on daje mi ciagle nadzieje?
29 2011-09-23 10:50:28 Ostatnio edytowany przez samiutenka (2011-09-23 10:52:29)
Wiecie co , piszecie o zemście... gdybym tylko chciała mogłabym mu narobić bardzo dużo szkody ale...
najgorsze jest to że ja nie czuję nawet do niego "żalu" hmm nie wiem jak to nazwać , nie umiem i nigdy nie umiałam złościć się na niego. Próbuje czasem przelać na niego złość ale jak? nie potrafię nawet nawymyślać mu w myślach a co dopiero słownie?
on ciągle tylko powtarza że potrzebuje czasu, że nie zostawi tego tak bo za wiele nas łączyło? nie odzywam się już, czekam, tyko ile mam czekać?
Każdy doradza, weź się za siebie, poznaj kogoś innego, ale jak tylko myślę o tym że miałabym być z kimś innym nawet zupełnie bez zobowiązań niedobrze mi się robi. A co gdyby się o tym dowiedział? Fakt byłoby to trudne bo mieszkamy w innych miastach, jednak nie umiem na dzień dzisiejszy skrzywdzić go, choć on może nieświadomie krzywdzi mnie tym czekaniem cały czas.
Dzisiaj czuje się troszkę lepiej (rano), zobaczymy co będzie później. Biorę się za siebie, zaczynam wyznaczać sobie cele i postanowiłam pomału je realizować. Teraz liczę się ja. Przeczekam jeszcze troszkę może do niego w końcu coś dotrze kto wie.
Wierzę a raczej staram się, że w końcu będzie dobrze, może.. życie pokaże czy nie będzie za późno.
Do wieczora, zobaczymy jak będę się później czuła, czy wytrwam w swoich postanowieniach??
30 2011-09-25 01:34:05 Ostatnio edytowany przez sokrates (2011-09-25 01:52:53)
Samiuteńka, uwierz że na świecie są jeszcze mężczyźni, którzy potrafią szczerze kochać kobiety. Mnie nie spotkała zdrada ze strony partnerki, ale coś co mógłbym nazwać "wypaleniem uczuć" z jej strony. A to świetna podstawa, do zdrady.
Po krótce nakreślę swoją historię. Rozstawaliśmy się parę razy. Najbardziej zabolała mnie rozłąka, która miało miejsce rok temu. To było w czasie, gdy mieliśmy tzw. cichy miesiąc; nie odzywaliśmy się do siebie, gdyż nie mogliśmy dojść do porozumienia tak naprawdę w błahych sprawach. Mimo że tęskniłem za nią, nie wiedziałem jak zacząć wszystko od nowa. Jakoś dałem radę, i zaprosiłem ją na kawę. I tak miesiąc rozłąki się zakończył - jak mi się wtedy zdawało. Ponadto myślałem, że to koniec gorszego okresu, i zarazem początek nowego, lepszego etapu. Wyjawiłem jej swe uczucia, że jest miłością mego życia, że myślę o czymś więcej niż tylko o związku nieoficjalnym. W odpowiedzi otrzymałem, informację, że podczas rozłąki, (którą ona wzięła za rozstanie) zauroczyła się w przypadkowo spotkanym mężczyźnie w tramwaju. Serce rozpadło mi się na kawałki... Jakby tego było mało, to był dzień, który jednak nie zwiastował niczego dobrego. Wręcz przeciwnie. Wtedy się oficjalnie rozstaliśmy.
Powrót - dzięki mym staraniom, miał miejsce pół roku później. Twierdziła, że nie jest we mnie zakochana, lecz czasami przechodziło jej przez gardło, "kocham Cię. Nie mogłam wybrać lepiej. Tak długo się znamy". Taka huśtawka emocjonalna. W końcu i powrót nic nie dał, bowiem pewnego dnia zaczęła się rozmowa tym o to pytaniem: "Czy podobają Ci się inne kobiety?". I już wiedziałem, że znowu o kogoś innego chodzi. Tym razem to był jej kolega z pracy. W obu przypadkach nie doszło do zdrady, ale sam fakt, że zaczęli się jej podobać inni, sprawiał, że czułem się jakbym był zdradzony... I nie chodzi mi tu o fizyczną atrakcyjność ludzi, na którą inni patrzą, i podziwiają. Lecz o chęć do przebywania czy całowania się z nimi, a może nawet coś więcej.
Doskonalę Cię rozumiem. Czasami cierpienie jest potrzebne, by zdać sobie sprawę czy tak naprawdę łączy nas miłość, czy może coś co się pod nią podszywa.
31 2011-09-25 08:25:54 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-25 08:26:44)
Czasami cierpienie jest potrzebne, by zdać sobie sprawę czy tak naprawdę łączy nas miłość, czy może coś co się pod nią podszywa.
Kolejne zdanie do zapamiętania. Dziękuję.
Wiesz sokrates, co jest dla mnie najbardziej wkurzające i niesprawiedliwe w Twojej historii (moim zdaniem oczywiście)? To, że ona z egoistycznych pobudek bawiła się Twoimi uczuciami tyle lat. Dobrze, że to już przeszłość, bo to pewnie stałby się schemat Waszego związku.
I masz rację, że to była zdrada. Jak pisze nasza klasyk Kriss:
Naczy że kawałek mięsa nie został wsadzony w drugi kawałek mięsa pośród zgodnego sapania i jęków
Dokładnie. Tylko taka różnica dla tego, kto kocha. ![]()
witam was! pomozcie mi jak mam sobie z tym poradzic, zostawil mnie chlopak po 4.5 roku, powiedzial ze juz mnie nie kocha, bylo mi ciezko po dwoch tyg w koncu powiedzial mi prawde ze mnie nie kocha bo kocha inna kobiete zapytalam kogo powiedzial ze swoja byla ktora miesiac temu wyszla za maz, dowiedzialam sie ze od dawna juz ja kocha a mnie nie, zylam w zwiazku w ktorym mnie oklamywal przez pare miesiecy ze mnie kocha. pomozcie mi jak mam sobie poradzic to jest silniejsze ode mnie, czy jak przestanie ja kochac zrouzumie i bedzie chcial wrocic?co robic?
33 2011-09-25 11:18:52 Ostatnio edytowany przez The_devil (2011-09-25 12:38:52)
Samiuteńka, uwierz że na świecie są jeszcze mężczyźni, którzy potrafią szczerze kochać kobiety. Mnie nie spotkała zdrada ze strony partnerki, ale coś co mógłbym nazwać "wypaleniem uczuć" z jej strony. A to świetna podstawa, do zdrady.
Dodam sokrates, że to działa w obu kierunkach - prawda ? Nie "wybielajmy" sie. Indywidualnie możemy stawiać sie w różowym świetle ... ale sami robimy sobie krzywdę ręcząc za innych.
sokrates napisał/a:Samiuteńka, uwierz że na świecie są jeszcze mężczyźni, którzy potrafią szczerze kochać kobiety. Mnie nie spotkała zdrada ze strony partnerki, ale coś co mógłbym nazwać "wypaleniem uczuć" z jej strony. A to świetna podstawa, do zdrady.
Dodam sokrates, że to działa w obu kierunkach - prawda ? Nie "wybielajmy" sie. Indywidualnie możemy stawiać sie w różowym świetle ... ale sami robimy sobie krzywdę ręcząc za innych.
Masz rację. Osobiście nie lubię generalizować. Mimo to, uważam, że czasami warto podkreślić, że niektórzy ludzie są jeszcze na tym świecie w jakimś sensie dobrzy, bądź starają się takimi być. W przeciwieństwie do tych, którzy naprawdę wykorzystują innych w sposób świadomy, czerpiąc z tego satysfakcję. Wystarczy się rozejrzeć dookoła, by potwierdzić moją tezę.
jutro sie z nim spotykam... nie wiem jak to przetrwam? nie wiem czego mam oczekiwać, chce wyjaśnić, pogadać, zadaję sobie pytanie co będzie dalej? Pójdę, zobaczymy czy rozedrze te świeże rany, czy je zabliźni...
36 2011-10-04 21:15:48 Ostatnio edytowany przez samiutenka (2011-10-04 21:18:34)
Spotkaliśmy się i nie wiem po co, do niczego nie doszliśmy do żadnego porozumienia, nie otrzymałam żadnej odpowiedzi...
Dzień po tym straciłam wszystko... nadzieję na wszystko. Nie chcę już żyć, nie nie ze względu na niego, straciłam dziecko o którym nawet nie wiedziałam że we mnie kiełkuje. Nie przyżyję tego... wiem że nawet czas tutaj już nic nie zdziała. Nie wiem czy mu o tym mówić i tak to niczego nie zmieni. Straciłam całą miłość jaka we mnie była...
Droga Samiutenka. Nie jestem tu autorytetem bo sam zdradziłem i odszedłem ale pozwól, że wyrażę swoją opinię. Przykro mi, że tak się stało i zostałaś sama. Jest dużo racji w stwierdzeniach, że faceci wykorzystują, zdradzają i odchodzą ale nie wszyscy są tacy. Absolutnie nie chcę rodzaju męskiego usprawiedliwiać ale różnią się oni od kobiet pod każdym względem i są także genetycznie inaczej uwarunkowani. Dla kobiet (i innych samic na świecie) najważniejszą sprawą w życiu jest wydanie na świat potomstwa. Robią gniazdko, wybierają zdrowego samca w celach przedłużenia gatunku. Mężczyźni (owe samce) mają w genach walkę i zdobywanie; także samic. Ich zadaniem jest poczęcie jak największej ilości potomstwa i mniej istotną sprawą jest kiedy, z kim i gdzie. Wybaczcie, że wykład o genetyce obdarłem z uczuć ale niestety atawizmy potrafią się ujawniać. Wracając do mężczyzn to dla wielu z nich kobieta zdobyta bez sekretów przestaje być atrakcyjna. Myślę, że kobietom wydaje się, że szczytem szczęścia jest ognisko domowe, żona uśmiechnięta i zawsze usłużna. Moim zdaniem to błąd bo facetów kręci to czego nie mają i nie wiedzą. W związku powinno być trochę adrenaliny. Kobieta powinna czasem wyjść sama do miasta, spotkać się ze znajomymi (bez męża), wrócić nieco później czym wzbudzać będzie zazdrość i tym samym ciągłe zainteresowanie. Nie dajcie się zdobywać do końca. Nie jest to recepta na każdy udany związek ale czasami po latach po prostu w małżeństwie wieje nudą. Jeszcze raz przepraszam, że się wypowiadam bo wiem, że nie mam moralnego prawa.
Ojciec piotr. Po co ciagle uzasadniasz swoje wybory? Gdzie się da i jak się da... Tak złe się z tym czujesz? Sam sobie nie radzisz i chcesz nas przekonywać do swoich racji? To jest dopiero atawizm... Po co? Jak napisze- tak masz racje roznimy się my głupie cipy wijemy gniazdka i drzemy pierze na kolderki i nie rozumiemy rozwiniętych inteligentnych potrzebujących badzcow facetów i ich zanudzamy na smierć??? Oj dzięki tobie wreszcie rozumiem ze facetowi nie dorastam do piet i jestem nic nie wartym bodźcem. A propos. Nawet jak twoja nowa kobieta bedzie codziennie tańczyć dla ciebie na rurze... To masz prawo się znudzic bo wy samce musicie mieć nowe bodźce. A nawet rura wieje nuda jak codziennie.
Kolego rób co chcesz myśl co chcesz. Ale kurna nie przepraszaj ze kaznodziejisz jedyne słuszne prawdy. Twoje życie twoje prawdy twoja uczciwość twoje racje.
Spotkaliśmy się i nie wiem po co, do niczego nie doszliśmy do żadnego porozumienia, nie otrzymałam żadnej odpowiedzi...
Dzień po tym straciłam wszystko... nadzieję na wszystko. Nie chcę już żyć, nie nie ze względu na niego, straciłam dziecko o którym nawet nie wiedziałam że we mnie kiełkuje. Nie przyżyję tego... wiem że nawet czas tutaj już nic nie zdziała. Nie wiem czy mu o tym mówić i tak to niczego nie zmieni. Straciłam całą miłość jaka we mnie była...
SamiutenkA. Kochać musisz jeszcze siebie. I kochaj. Trzymam za ciebie kciuki.
Dziękuję kochana za dobre słowo.
Staram się jak tylko mogę nie załamać zupełnie, zawsze byłam silną kobietą ale to już mnie przerosło, dlaczego mnie to spotyka, w tak krótkim czasie tyle tragedii?? Czy ktoś by to przetrzymał?? Pragnęliśmy dziecka cały czas, staraliśmy się o nie i nic, tyle czasu. Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba, nie zdążyłam się nawet dowiedzieć że kiełkuje we mnie to maleństwo i straciłam je. Pytam czemu mnie to spotyka? Tak pragnęłam i zabrano mi to maleńkie szczęście. Jedyne moje marzenie... Nie wytrzymam tego, ile to jeszcze będzie trwało? Czy kiedyś w końcu dosięgnie mnie odrobina szczęścia?
40 2011-10-04 22:27:35 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2011-10-04 22:31:34)
Trzymam kciuki
W czasie gdy ja byłam w ciąży mój mąż znalazł sobie odskocznie. Gdy plakalismy razem po stracie dziecka- po miesiącu znowu się spotkał na rznionko...
SamiutenkA. Stacilam marzenie miłośc i odwagę by marzenia dalej realizować. Nie staram się o dziecko mimo ze z nim jestem.
Samiutenka. Bedzie dobrze chociaż dzisiaj w to nie wierzysz. Bedzie dobrze bo mimo wszystko jesteś w lepszej sytuacji niż ja. Bo ty zaczynasz z czysta karta. A ja wciąż próbuje ratować coś co już nie istnieje.
Czasami jest nam tak zle ze możemy się porównać w dół. Wiec porównuj się ze mnA:))
Powiedziałam mu o tej tragedii...
nie wiem czy potrzebnie teraz jeszcze bardziej nas to rozdzieli, a tak pragnę żeby był teraz przy mnie, nie chcę nic tylko jego obecności, współczucia. Oboje bardzo pragnęliśmy tego dziecka, wiem że i on to bardzo przeżywa, że jest załamany. Nie wiem czy dobrze zrobiłam mówiąc mu o tym, może trzeba było zostawić to tak jak było? Wiem jestem zła, ale nie mogłam żyć z tą świadomością sama, a on nic nie zrobił, nie pojawił się przy mnie...ja głupia miałam taką właśnie nadzieję, że przyjedzie, przytuli, przeżyje to jakoś ze mną... nie stało się tak i już chyba nigdy nie stanie.
już kiedyś do was pisałem tera naprawde zrobiłem głupote z miłości najadłem sie prochów i wudą poiłem nie wiem jakim cudem ale na intensywnej terapii wylondowałeł i dalej w kropce jestem bo nie umiem bez niej życ
Samiutenka,
Ja gleboko w to wierze, ze kobiety sie zmienia...
I nie beda robily z siebie podnozkow. W koncu czesto same robia z siebie podnozek....
Wierz mi jest masa kobiet ktore robia z facetami to samo.
Masz lekcje zycia, nie WARTO DLA ZADNEGO faceta sie poswiecac i kochac go miloscia bezgraniczna.
Sory ktos tu porownal zdrade do genetyki !!! To jest ciemnogrod i stereotyp wymyslony przez mezczyzn. My roznimy sie jednym genem od malp. A u malp to samice kopuluja ile wlezie i z kim popdanie, w ciagu miesiaca z kilkoma ( po co???) po to by zlapac najlepszy gen. Takze jesli chodzi o biologie o my mamy wiekszy ped do kopulacji. TO ze faceci zdradzaja na lewo i prawo to dlatego ze maja przyzwolenie spoleczenstwa i kobiet !!!. NIEWYGODNA PRAWDA. Takze radze postudiowac genetyke i antropologie.
Dla porownania kiedys nam ( kobietom ) wmawiano, ze kobiety nie moga sie uczyc, glosowac BO NIE CHCA i NIE MUSZA...
Kwestia czasu, ze faceci beda musieli sie zmienic bo wiekszosc kobiet jest wolna i ma swiadomosc, ze moga robic to samo co facei...
OjciecPiotr,
Radze zapoznac sie z psychologia kobiety. Bo jesli myslisz ze twoja kobieta siedzac w domu mysli i marzy tylko o tobie..... to mozesz sie zdziwic.
Kobiety inaczej zdadzaja, bo ( wedlug badan naukowych ) maja wiecej szarych komorek i lepiej kalkuluja, ze nie oplaca im sie czasem isc w tango z kochankiem czy z sasiadem bo im .... sie to najzwyczajniej w swiecie nie kalkuluje.
Pozdrawiam i nie chcialam nikogoo urazic
Sory ktos tu porownal zdrade do genetyki !!! To jest ciemnogrod i stereotyp wymyslony przez mezczyzn. My roznimy sie jednym genem od malp. A u malp to samice kopuluja ile wlezie i z kim popdanie, w ciagu miesiaca z kilkoma ( po co???) po to by zlapac najlepszy gen. Takze jesli chodzi o biologie o my mamy wiekszy ped do kopulacji. TO ze faceci zdradzaja na lewo i prawo to dlatego ze maja przyzwolenie spoleczenstwa i kobiet !!!. NIEWYGODNA PRAWDA. Takze radze postudiowac genetyke i antropologie.
... mówisz większy pęd do kopulacji ....
... w ciągu miesiąca z kilkoma ....
.... genetyka ...
Lewo prawo ....
Widać wszechstronnie obryta ![]()