Ciezko mi o tym pisac, bo to jednak moja corka, ale z przerazeniem patrze w przyszlos.
Corka ma 20 lat i przyznam szczerze, ze czekalam kiedy wreszcie dorosnie.
Wychowywalam ja sama , ale staralam sie utrzymywac balans pomiedzy miloscia rodzicielska a zyciowymi obowiazkami i wymaganiami. Byla kochana przeze mnie , jak i przez moich rodzicow, ale nie rozpieszczana . Wydawalo mi sie, ze takie podejscie jest najbardziej stosownym w okolicznosciach kiedy jest tylko jeden rodzic.
I w wiekszosci przypadkow to sie sprawdza.
Od urodzenia corki meczyly mnie jednak watpliwosci. Tutaj musze cofnac sie do dosyc odleglych lat...
Wyszlam za maz za niesamowitego czlowieka.
Jego pierwsze oblicze ( wobec otoczenia ) - mily, usmiechniety, czarujacy, pewny siebie, zdecydowany.
Drugie oblicze ( " w czterech scianach " ) - damski bokser, psychopata osiagajacy szczyty podniecenia w znecaniu sie nade mna, ponizajacy,
ublizajacy, obarczajacy wina za wszystkie swoje urojone i faktyczne porazki, niepowodzenia i kllopoty.
Po trzech latach malzenstwa bylam juz kompletnym wrakiem psychicznym i fizycznym. W rodzinie zaczely krazyc opowiesci, ze chyba widocznie
jestem ciezko chora, doradzano badania i pobyt w szpitalu. Nikt nie wiedzial co przezywalam w swoim malzenstwie.
W ostatnim porywie, resztkami sil , zdecydowalam sie na rozwod, uciekalm od psychopaty.
Z przerazeniem jednak dowiedzialam sie ,ze jestem w ciazy. Balam sie urodzic dziecko takiego ojca. Rodzice przekonywali mnie , ze powinnam, ze nie koniecznie dziecko bedzie takie jak ojciec, ze bedzie ono dla mnie radoscia i moja przyszloscia.
Przezylysmy juz ze soba 20 lat. Klopoty zaczely sie juz w przedszkolu, potem w szkole , to samo.
Aroganckie zachowania wobec doroslych i nauczycieli, brak respektu, pyskowki, ublizanie. Nauczyciele i znajomi skarzyli sie na corke.
Nie moglam sobie z tym poradzic, szukalam pomocy w rodzinie i u psychologow.
Nie moglam przeprowadzic zadnej rozsasdnej rozmowy z corka . Moje proby wywolywaly jednynie wybuchy coraz wiekszej agresji wobec mnie, furje ,krzyk, nie bylam w stanie uslyszec ani jednego wlasnego slowa.
Liczylam jednak, ze to sie zmieni kiedy corka dorosnie. Psycholog twierdzil, ze to taki wiek, i ze corka z tego wyjdzie .
Nie wyszla. Teraz jest jeszcze gorzej.
Agresja jest fizyczna i psychiczna. Wiekszosc nadaje sie do obdukcji.
Znajoma osoba, ktora byla swiadkiem corki ataku napomknela, abym uwazala , aby klotnia nie odbywala sie w kuchni, gdyz corka sprawia
wrazenie osoby, ktora moze chwycic w kazdej chwili za noz w stanie takiej niepoczytalnosci. Nie byla to zartobliwa uwaga.
Mnie tez nachodzily takie mysli.
Nie wiem jednak co mam dalej robic. Corka jest juz dorosla, nie moge wiec zaciagnac jej sila do psychologa czy psychiatry.
Nie chce ona rowniez wyprowadzic sie z domu i zamieszkac sama.
Ja tez nie mam sie gdzie wyprowadzic, zreszta to jest moje miejsce na ktore tak ciezko pracowalam cale zycie.
Nie mam juz wsparcia w rodzinie, gdyz jest ona daleko, a odzice moi juz poumierali, wiec i porozmawiac o tym tez nie mam z kim.
Corka ma podobne zachowania jak moj byly maz. Jest cicha i mila w otoczeniu, sytuacja jednak zmienia sie kiedy jestesmy same w domu.
Mam wrazenie jakbym grala glowna role w filmie " never ending story "...
Gdzie mam isc ? gdzie sie udac ? gdzie szukac pomocy ?
Ja juz sie jej poprosu boje.