Witajcie,
nigdy bym nie przypuszczała, że kiedykolwiek mnie to dopadnie...ale jestem juz zmęczona i kompletnie z tym wszytskim sama...
bardzo źle uklada sie w moim związku , jesteśmy razem 0d 11 lat, a małżeństwem od 6, mamy 2 dzieci, ja mam 28 lat maz 29.
czuje sie wypalona, nie jestem szczęśliwa i ciągle czekam na coś co nigdy nie nadejdzie, wcześniej było cudownie, problemy zaczely sie 5 lat temu po uridzeniu dziecka, bylo bardzo absorbujace a my zmeczeni, mieszkalismy od zawsze z dala od rodzicow ktorzey opracuja...wiec zero pomocy, a poza tym ponad 300km....
potem bylo lepiej, potem różnie, zdecydowaliśmy sie na 2 bobasa...ma teraz rok...ale jest beznadziejnie między nami...kłócimy się o wszytsko, non stop, i na dodatek bluźnimy na siebie....a niby wykszatłceni ludzie...maz pracuje ja jestem na wychowawczym- tak ustalilismy....wsytsko jest na mojej glowie- ja to tak odczuwam, ciagłe sprzataenie , gotowanie, maz z reguly w niedziele cos ugotuje...nie jest zły, ale nie potrafimy sie już dogadać, nigdy mi nie ustepuje...ostatnio miałam straszną ochote jechac na zakupy- wiecie jak to kobiety- czasem potrzebujemy polazic po sklepach, zaproponowalam ze on pojedzie z synem do kina a ja z mala pochodzimy po sklepach...niby oki...ale okazalo sie po powrocie ze mial focha ze jestem egoistka bo dzieci i market- masakra- to byla duza galeria handlowa- a jemu nie wypalil film, bo sie spoznilismy, mala spala w wozku.....a gdy sie obudzila stwierdzil ze ja mecze i w ogole....ech szkoda gadac, byla taka awantura ze masakra....do tej pory sie nie odzywamy....ale w sumie to on ciagle mnie krytykuje...czuje sie jak gówno...
kocham Go, ale czuje ze juz nie jestem w stanie więcej znieść, nie mówie ze nie jestem winna bo pewnie w polowie to moja wina, jestem bardzo nerwowa!!!! wybucham jak choleryk!!! ale o wsszystko musze sie prosic....zrob to, tamto, jak jestemy razem to w sumie nie ma dnia bez kłótni, ostatnio to nawet myslalam zeby z tym wszytskim skonczyc...ciagle czekam na jakis znak....na to ze stanie sie czuly....dodam ze ponad wszytsko kocha dzieci i jest dla nich cudowny,....chyba za duzo sie juz miedzy nami zadzialo- to bluznienie na siebie, krzyki, wymyslanie sobie....nie potrafie z nim rozmawiac bo on zawsze uwaza ze wszytsko jest moja wina....dziewczyny doradzcie co robic, tak cholernie mi smutno ale czuje taka pustke ze nawet plakac mi sie nie chce
Macie 2 dzieci, może jakiś wspólny wypad, bez nich.
Odskocznia od rutyny, szczera rozmowa, bez obwiniania kogokolwiek i może dobre było by dla was skorzystanie z pomocy psychologa.
Jakaś poradnia małżeńska.
Próbowałaś powiedzieć mężowi , że cierpisz jak Cię wyzywa, że Ty go nie chcesz wyzywać i chcesz to zmienić.
Skoro jesteś aż tak nerwowa, to musisz to zmienić.
Skorzystaj z porad psychologa, może psychiatry, niech Ci zapisze jakieś leki.
Nie wiem czy tylko od dziewczyny oczekujesz odpowiedzi ale zamierzam mówić co myślę, ja jestem facetem i nie jestem Polakiem. Weszłem na tej stronie w celu zyskania informacji prawnej i bardzo mało odpowiedzi dostałem więc stało się tak że czytałem problemy innych i jakie odpowiedzi dostają.
Szczerze mam dosyć tych chorych historii, ja Was Polacy nie rozumiem, dla mnie jakbyście byli z innego, nie kraju, ale wszechświata.
Kieruję moje słowa nie do WSZYSTKICH Polacy ale do, nie wiem czy mógłbym powiedzieć większość, ale do tych którzy nie mają naprawdę wartości małźeńskiej i życiowej.
Zauważyłem że macie wysokie rata rozwodu mimo że u Was, jako samych Chrześcijanie, nie wolno rozwodzić, ja jestem Muzułmaninem ale nie z kraju Muzułmańskiego i u nas. Jako Muzułmanin mogę rozwodzić i mimo tego trzymamy naszych kobiet do śmierci i nie rozwodzimy.
Więc małźeństwo nie jest zabawkę, co to za polski trend, ożenicie się po kilku latach bycia razem, i po kilku latach podczas któych urodzicie dzieci, zdecydujecie że czas na rozwód, więc po co się ożeniliście i urodziliście dzieci ? Po to żeby żyli z jednym rodzicem i chodziły jak zegar z jednego domu do drugiego.
Już dosyć tego widziałem, dziewczyna ma 21 facet 24, ślub, po 10 latach rozwód i są 2-3 dzieci, ona zrobi mu eksmisja już stanie diabłem, alimenty dla dzieci i jej, nie wolno mu zobaczyć swoje dzieci, albo podobne rzeczy tylko ze strony faceta który nie pracuje czy pije czy bije albo jest z nową dziewczyną.
To wszystko co tutaj czytałem jest CHORY i naprawdę żyjecie w takim małym świecie tutaj że ludzi na zewnątrz nie wiedzą co u Was tu się dzieje.
Po co w ogóle zaszłaś w ciąży jak chcesz teraz rozwód ? Bo kłócicie to chcesz rozwód ? A tamte 11 lat co nazywasz ? Już poprzedni odcinek ? To nie jest normalne, kłóćcie tyle ile chcecie zawsze tak będzie bo nie jesteście jedną osobą ale jak zaczynacie być mniej egoistyczni, obydwoje, to wtedy się zaczyna być dobrze, Ty i ona macie tych dzieci i macie wspólne odpowiedzialności, jak już będą na uniwersytecie i jeszcze dalej nie wytrzymujesz jego pretensję to wtedy rozwódźcie się ale do tego czasu akceptuj i kontynuj z nim tego co zaczęłaś.
To jest małźeństwo a nie zaręczyny że chcesz zerwać z nim ale najwidocznej większość nie rozumieją co to małźeństwo, jakie jest łatwy ten rozwód u Was, jak kliknięcie.
Pozatym, jakie Ty życie oczekujesz po rozwodzie ? Będziesz myślała że masz dwójkę dzieci i to Twój skarb i jesteś na wygranę ? Jeśli tak to błęd.
Naprawdę myśl co ma być potem, ale nie myśl o sobie, myśl o dzieciach, o tym co dałaś Twojego męża i co Ci dał i że to ma trwać i że nie ma innych możliwości, bez względu jak jest.
Zrób dobra, powiedz że nie ważny czyj wina jest, ważne jest chęć do kompromisu i naprawy i jeszcze jedno, nie ma czegoś takiego że na pewno masz połowa wina, nie jesteście komputerami żeby było 50/50, albo Ty bardziej albo on, i kompromis ma być jak i również naprawa.
Jeśli byłem ostry to żeby Ci obudzić i mam nadzieję że mój post będzie wystarczyło Ci żebyś zrobiła co trzeba dla dobra WSZYSTKICH, bo Wy 4 osób macie być jednym i on jest Twoim mężczyzną, zrozum tego.
Bez urazy koleżanko ale ...
bedzie coraz gorzej... powiedzieliście kilka słów za dużo więc poszły konie po betonie. Teraz albo dobry psycholog i poradnia małżeńska albo rozwód. Trzeba cos z tym zrobic, bo to małżeństwo niszczy cie od środka. Im szybciej to zrozumiesz tym lepiej dla ciebie i twoich dzieci. Walcz ale jeśli sie nie da to nich wszystko toczy sie swoim torem.
Do tanga trzeba dwojga, jeśli On nie bedzie sie starał to nie ma sensu.
Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia.
Nie wiem czy tylko od dziewczyny oczekujesz odpowiedzi ale zamierzam mówić co myślę, ja jestem facetem i nie jestem Polakiem. Weszłem na tej stronie w celu zyskania informacji prawnej i bardzo mało odpowiedzi dostałem więc stało się tak że czytałem problemy innych i jakie odpowiedzi dostają.
Szczerze mam dosyć tych chorych historii, ja Was Polacy nie rozumiem, dla mnie jakbyście byli z innego, nie kraju, ale wszechświata.
Kieruję moje słowa nie do WSZYSTKICH Polacy ale do, nie wiem czy mógłbym powiedzieć większość, ale do tych którzy nie mają naprawdę wartości małźeńskiej i życiowej.
Zauważyłem że macie wysokie rata rozwodu mimo że u Was, jako samych Chrześcijanie, nie wolno rozwodzić, ja jestem Muzułmaninem ale nie z kraju Muzułmańskiego i u nas. Jako Muzułmanin mogę rozwodzić i mimo tego trzymamy naszych kobiet do śmierci i nie rozwodzimy.
Więc małźeństwo nie jest zabawkę, co to za polski trend, ożenicie się po kilku latach bycia razem, i po kilku latach podczas któych urodzicie dzieci, zdecydujecie że czas na rozwód, więc po co się ożeniliście i urodziliście dzieci ? Po to żeby żyli z jednym rodzicem i chodziły jak zegar z jednego domu do drugiego.
Już dosyć tego widziałem, dziewczyna ma 21 facet 24, ślub, po 10 latach rozwód i są 2-3 dzieci, ona zrobi mu eksmisja już stanie diabłem, alimenty dla dzieci i jej, nie wolno mu zobaczyć swoje dzieci, albo podobne rzeczy tylko ze strony faceta który nie pracuje czy pije czy bije albo jest z nową dziewczyną.
To wszystko co tutaj czytałem jest CHORY i naprawdę żyjecie w takim małym świecie tutaj że ludzi na zewnątrz nie wiedzą co u Was tu się dzieje.
Po co w ogóle zaszłaś w ciąży jak chcesz teraz rozwód ? Bo kłócicie to chcesz rozwód ? A tamte 11 lat co nazywasz ? Już poprzedni odcinek ? To nie jest normalne, kłóćcie tyle ile chcecie zawsze tak będzie bo nie jesteście jedną osobą ale jak zaczynacie być mniej egoistyczni, obydwoje, to wtedy się zaczyna być dobrze, Ty i ona macie tych dzieci i macie wspólne odpowiedzialności, jak już będą na uniwersytecie i jeszcze dalej nie wytrzymujesz jego pretensję to wtedy rozwódźcie się ale do tego czasu akceptuj i kontynuj z nim tego co zaczęłaś.
To jest małźeństwo a nie zaręczyny że chcesz zerwać z nim ale najwidocznej większość nie rozumieją co to małźeństwo, jakie jest łatwy ten rozwód u Was, jak kliknięcie.
Pozatym, jakie Ty życie oczekujesz po rozwodzie ? Będziesz myślała że masz dwójkę dzieci i to Twój skarb i jesteś na wygranę ? Jeśli tak to błęd.
Naprawdę myśl co ma być potem, ale nie myśl o sobie, myśl o dzieciach, o tym co dałaś Twojego męża i co Ci dał i że to ma trwać i że nie ma innych możliwości, bez względu jak jest.
Zrób dobra, powiedz że nie ważny czyj wina jest, ważne jest chęć do kompromisu i naprawy i jeszcze jedno, nie ma czegoś takiego że na pewno masz połowa wina, nie jesteście komputerami żeby było 50/50, albo Ty bardziej albo on, i kompromis ma być jak i również naprawa.
Jeśli byłem ostry to żeby Ci obudzić i mam nadzieję że mój post będzie wystarczyło Ci żebyś zrobiła co trzeba dla dobra WSZYSTKICH, bo Wy 4 osób macie być jednym i on jest Twoim mężczyzną, zrozum tego.
My jesteśmy Kobietami i Polkami i nie bedziemy tolerowac traktowania poniżej godności. Wy muzułmanie tego nie rozumiecie bo sami nie szanujecie kobiet i myślicie tylko kategorjami pieniędzy!!! I bez urazy ale nie masz prawa wypowiadać sie na ten temat bo nie jesteś kobieta i nie znasz sie na tym!!!
mąż to nie pan i władca jak w waszej religii?? Jasne?? Małżeństwo to równouprawnienie we wszystkich sferach życia, także w pomocy żonie w codziennych obowiązkach!!!
niezpolski napisał/a:Nie wiem czy tylko od dziewczyny oczekujesz odpowiedzi ale zamierzam mówić co myślę, ja jestem facetem i nie jestem Polakiem. Weszłem na tej stronie w celu zyskania informacji prawnej i bardzo mało odpowiedzi dostałem więc stało się tak że czytałem problemy innych i jakie odpowiedzi dostają.
Szczerze mam dosyć tych chorych historii, ja Was Polacy nie rozumiem, dla mnie jakbyście byli z innego, nie kraju, ale wszechświata.
Kieruję moje słowa nie do WSZYSTKICH Polacy ale do, nie wiem czy mógłbym powiedzieć większość, ale do tych którzy nie mają naprawdę wartości małźeńskiej i życiowej.
Zauważyłem że macie wysokie rata rozwodu mimo że u Was, jako samych Chrześcijanie, nie wolno rozwodzić, ja jestem Muzułmaninem ale nie z kraju Muzułmańskiego i u nas. Jako Muzułmanin mogę rozwodzić i mimo tego trzymamy naszych kobiet do śmierci i nie rozwodzimy.
Więc małźeństwo nie jest zabawkę, co to za polski trend, ożenicie się po kilku latach bycia razem, i po kilku latach podczas któych urodzicie dzieci, zdecydujecie że czas na rozwód, więc po co się ożeniliście i urodziliście dzieci ? Po to żeby żyli z jednym rodzicem i chodziły jak zegar z jednego domu do drugiego.
Już dosyć tego widziałem, dziewczyna ma 21 facet 24, ślub, po 10 latach rozwód i są 2-3 dzieci, ona zrobi mu eksmisja już stanie diabłem, alimenty dla dzieci i jej, nie wolno mu zobaczyć swoje dzieci, albo podobne rzeczy tylko ze strony faceta który nie pracuje czy pije czy bije albo jest z nową dziewczyną.
To wszystko co tutaj czytałem jest CHORY i naprawdę żyjecie w takim małym świecie tutaj że ludzi na zewnątrz nie wiedzą co u Was tu się dzieje.
Po co w ogóle zaszłaś w ciąży jak chcesz teraz rozwód ? Bo kłócicie to chcesz rozwód ? A tamte 11 lat co nazywasz ? Już poprzedni odcinek ? To nie jest normalne, kłóćcie tyle ile chcecie zawsze tak będzie bo nie jesteście jedną osobą ale jak zaczynacie być mniej egoistyczni, obydwoje, to wtedy się zaczyna być dobrze, Ty i ona macie tych dzieci i macie wspólne odpowiedzialności, jak już będą na uniwersytecie i jeszcze dalej nie wytrzymujesz jego pretensję to wtedy rozwódźcie się ale do tego czasu akceptuj i kontynuj z nim tego co zaczęłaś.
To jest małźeństwo a nie zaręczyny że chcesz zerwać z nim ale najwidocznej większość nie rozumieją co to małźeństwo, jakie jest łatwy ten rozwód u Was, jak kliknięcie.
Pozatym, jakie Ty życie oczekujesz po rozwodzie ? Będziesz myślała że masz dwójkę dzieci i to Twój skarb i jesteś na wygranę ? Jeśli tak to błęd.
Naprawdę myśl co ma być potem, ale nie myśl o sobie, myśl o dzieciach, o tym co dałaś Twojego męża i co Ci dał i że to ma trwać i że nie ma innych możliwości, bez względu jak jest.
Zrób dobra, powiedz że nie ważny czyj wina jest, ważne jest chęć do kompromisu i naprawy i jeszcze jedno, nie ma czegoś takiego że na pewno masz połowa wina, nie jesteście komputerami żeby było 50/50, albo Ty bardziej albo on, i kompromis ma być jak i również naprawa.
Jeśli byłem ostry to żeby Ci obudzić i mam nadzieję że mój post będzie wystarczyło Ci żebyś zrobiła co trzeba dla dobra WSZYSTKICH, bo Wy 4 osób macie być jednym i on jest Twoim mężczyzną, zrozum tego.
My jesteśmy Kobietami i Polkami i nie bedziemy tolerowac traktowania poniżej godności. Wy muzułmanie tego nie rozumiecie bo sami nie szanujecie kobiet i myślicie tylko kategorjami pieniędzy!!! I bez urazy ale nie masz prawa wypowiadać sie na ten temat bo nie jesteś kobieta i nie znasz sie na tym!!!
Ja napisałem do autorki i tylko ona ma prawo powiedzieć czy jej pasuje co napisałem. Nie akceptuję ani pozwolę żebyś mnie obraziła kilka razy a potem mówisz bez urazy. Co ty wiesz o szanuwaniu kobiet w ogóle i od kiedy ty wiesz czegokolwiek o jakimkolwiek kraju poza polskę ? Tylko kilka lat temu się zaczęliście otworzyć na ludzi innych krajów a przedtym byłaś zamknęta tu w komuniźmie i nie mogłabyś buzi otworzyć a teraz nagle jesteś well-educated na innych kultury i religii ? Kategorjami pieniędzy to nie o mnie to mów ani generelizuj, jeśli ty chodzisz za pieniądze czy innych to mnie nie interesuje, nie mam pojęcia na jakiej podstawie napisałaś co napisałaś. DO not forget who you are and where you are from and where you have been in the past few years, 5 years ago you were no one but a poor culturally uneducated communist so how the hell can you now judge people and religions of the outside world about which you had known nothing for over 25 years of your life ? Ill-treatment is right here in Poland where women are only a sexual symbol and for an extremely cheap price, you yourself aren't respected by many men here so why on earth would you entitle yourself to judge men of other countries ? Only now you have gotten out of your shell ! Maybe you should go back just right inside. In my country a girl like you would be thought of only as a stripper or room service girl who cleans and washes dishes, this is also generalizing and this reputation is only due to ignorance of a particular group of people as the truth is not every Polish girl is so. So do not generalize on Muslims and I assure you no Muslim would want a rude girl like you are !
mąż to nie pan i władca jak w waszej religii?? Jasne?? Małżeństwo to równouprawnienie we wszystkich sferach życia, także w pomocy żonie w codziennych obowiązkach!!!
Ty znajdź polaka którego może rządzić ale ja ciebie napewno nie bym chciał rządzić. Gdzie ja mówiłem o obowiązkach i prawach ? You have no idea what you are actually talking about, that's completely out of the subject and not related to any word that I have said !
I wrote to help that woman not to get into a fight with you so just cut this short because you're just pathetic. With your "równouprawienie" you just made my day, very funny.
Drogi niezpolski. Tak, rzeczywiście, gdzie nam tam do waszej islamskiej normalności. Tylko ja za taką normalność dziękuję (na swój użytek nazywam ją dzikością). Żyj sobie u siebie i tam sobie walcz o prawa jakie ci pasują. Nikt cię nie zmuszał do życia wśród chrześcijan i ateistów, tym bardziej do wiązania się z Polką.
Drogi niezpolski. Tak, rzeczywiście, gdzie nam tam do waszej islamskiej normalności. Tylko ja za taką normalność dziękuję (na swój użytek nazywam ją dzikością). Żyj sobie u siebie i tam sobie walcz o prawa jakie ci pasują. Nikt cię nie zmuszał do życia wśród chrześcijan i ateistów, tym bardziej do wiązania się z Polką.
Mądry lupus. Ja żyję tam gdzie chcę, a u nas Chrześcijanie są prawdziwi chociaż a nie udawania. Ja żyję i będę żył tam gdzie chcę, a tu żyję bo tanioooooooooooooo. Nie wtrącaj w tym z kim ja się wiązałem bo to nie twoja sprawa.
Może dasz olimpia ci rządzić bo jak to facet z papieru to taka jak ona może taki jak ty rządzić, układ jest kompletny.
a ja tutaj widzę kobietę zmęczoną codziennością , zapomniana..
to ze są dzieci , sprzatanie , gotowanie , małżenstwo to nie znaczy ze partnerzy mają zapominac o sobie ..
kiedyś miałam podobny stan , czułam się niekochana , brzydka , tylko od garów i sexu gdy mój mąż miał ochote..
ale z czasem zaczełam się buntowac..
miałam mamę która potrafiła mi doradzić , która mnie studziła i nie pozwalała na drastyczne ruchy..
ja w emocjach chciałam pakowac dziecko i siebie i iśc z tego domu w którym nie cuzłam się kochana , rozliczana z każdej złotówki..
ale powoli gdy emocje opadły zaczełam rozmawiac ze swoim meżem mówić czego oczekuje , jak bym chciała aby było , jak się czuję i kiedy ..
nauczyliśmy się rozmawiac..
a gdy byłam na ogromnym rozdrożu poszłam po radę do babci mojego meża która była jego autorytetem , wyżaliłam się jej jak kobieta kobiecie.. ona pózniej po długimmmm czasie dowiedziałam się że z nim rozmawiała i od tej pory zaczęło być inaczej..
spędzaliśmy wiecej czasu razem , potrafiliśmy iśc na kompromisy.. cieszyć się drobnostkami.. mój mąż zobaczył po raz kolejny we mnie kobietę .. a po 10 latach małęństwa dowiedziałam sie że kocha mnie jeszcze bardziej niż wcześniej..
gdybym nie zawalczyła , nie poszła na kompromis to straciłabym miłość mojego życia.. tak tak bo mój mąż to mój przyjaciel , powietrze którym oddycham , moja druga połowka pomarańczy:):)
NIEZPOLSKI po części malutkiej się z toba zgodzę..
czy to kobiety czy męzczyzni dają szybko za wygrana , chca mieć , posiadać , pedzą w tym kołowrotku i gubią gdzieś to co ich połączyło..
ale jesli sie okazuje że małżeństwo to farsa , w której dominuje patologia to trzeba jak najszybciej z niego wyjsć ,
Mądry lupus. Ja żyję tam gdzie chcę, a u nas Chrześcijanie są prawdziwi chociaż a nie udawania. Ja żyję i będę żył tam gdzie chcę, a tu żyję bo tanioooooooooooooo. Nie wtrącaj w tym z kim ja się wiązałem bo to nie twoja sprawa.
Nie jestem chrześcijaninem, trafiłeś jak kulą w płot. Ale na islam i muzułmanów mam alergię. Najchętniej wszystkich was wysłałbym do waszych krajów i wybudował mur, żebyście z nich nie wypełzali. Bo muzułmanie nic nie wnoszą, a wiele wynoszą i niszczą.
ONA1977, nikt oprócz tej dziewczynie nie zna szczegółów dlatego nasze odpowiedzi są tylko na podstawie tego co od niej czytaliśmy, co ja uważam generalne i tego trzeba zmodyfikować według ich sytuacja, ona mówiła o problem werbalny czyli słowa i słowa nie powinną doprowadzić do rozwodu, ktoś z nich musi zrobić coś żeby było dobrze ale ważne żeby było dobrze a nie każdy czekał na drugi i nie ma czegoś takiego że ja dużo zrobiłem/łam, ważne jest wytrwałość.
niezpolski napisał/a:Mądry lupus. Ja żyję tam gdzie chcę, a u nas Chrześcijanie są prawdziwi chociaż a nie udawania. Ja żyję i będę żył tam gdzie chcę, a tu żyję bo tanioooooooooooooo. Nie wtrącaj w tym z kim ja się wiązałem bo to nie twoja sprawa.
Nie jestem chrześcijaninem, trafiłeś jak kulą w płot. Ale na islam i muzułmanów mam alergię. Najchętniej wszystkich was wysłałbym do waszych krajów i wybudował mur, żebyście z nich nie wypełzali. Bo muzułmanie nic nie wnoszą, a wiele wynoszą i niszczą.
Że nie jesteś to widać. Chcesz nas wysłać ale skąd ? My chociaż tu i w innych krajach jesteśmy pracodawcami a takich jak ty są pracownikami, jesteś śmieszny i żałosny z tym "wysyłałbym" My niszczymy ! Uważaj tylko żeby jakiś drugi Muzułmanin nie czytał co piszesz bo ci zjedzą jak parasite.
15 2011-08-14 18:56:21 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-08-14 18:57:02)
A ilu tam w takiej budce z kebabami możesz zatrudnić... I nie możesz takiej budki sobie ustawić w swojej ojczyźnie? No nie możesz, bo tak muzułmanie budują, że tylko bidę i dyktatury mają. Jak gdzies trochę kasy jest, to z przeżerania ropy. Co wyście wymyślili, co daliście światu, poza wojnami, nietolerancją, terroryzmem i pogardą wobec kobiet? Jaki prorok, tacy i wyznawcy...
Zresztą to nie twój wątek, więc kończę tę dyskusję.
A ilu tam w takiej budce z kebabami możesz zatrudnić... I nie możesz takiej budki sobie ustawić w swojej ojczyźnie? No nie możesz, bo tak muzułmanie budują, że tylko bidę i dyktatury mają. Jak gdzies trochę kasy jest, to z przeżerania ropy. Co wyście wymyślili, co daliście światu, poza wojnami, nietolerancją, terroryzmem i pogardą wobec kobiet? Jaki prorok, tacy i wyznawcy...
Zresztą to nie twój wątek, więc kończę tę dyskusję.
ty biedaczek to nie wiesz skąd ja jestem, jeśli jakieś Muzułmanie z biednych krajów są tu i tworzą kebaby itd to wyjdź z twojego worka i patrz więcej i nie w polsce, kim ty w ogóle jesteś żebyś ocenił ? jeśli jeden czy sto mają kebab to tylko kebab, i po co łączysz religia z tym wszystkim. To "trochę kasy" też bardzo śmieszne, ty nie wiesz co jest kasy, i przeżerania ropy to coś złego czy jesteś zazdrosny ? Nie będę z tobą dyskutował bo już zmarnowałem czas który najbardziej żałuję odpowiadając ciebie. My Muzułmanie byliśmy i zawsze będziemy władcami takich jak ty.
Masz odpowiedź w swoim wątku, tu nie będę śmiecił.
oj, mała afera...
bardzo dzięjuę za każdą wypowiedź...to nie jest tak ze traktuje małżeństwo jak farse...po prostu za każdym razem starałam sie pogodzić dązyłam do tego by było oki i okazało sie że przez to moj mąż nigdy 1 ręki nie wyciagnie...i zawsze uważa ze ja przyjde 1 i każda kłótnia to moja wina- bo ja najcześciej wybucham z niemocy...próbowałam tlumaczyć, rozmawiać...wiem ze jestem nerwowa ale wiem tez ze bez jego pomocy nie uda mi sie zmienic tego....chcialam by mnie wspieral i gdy zobaczy ze sytuacja jest napieta jakos mi pomogl...bo potem rodzi sie ogromna klotnia....i tygodniami ciche dni...
napisalam na watku bo nie mam sil, bo nie wiem co robic...bo jestem tak bardzo rozzalona i smutna i nie mam sie kogo poradzic....nie chce rozwodu, bo kocham mojego meza, ale na te chwile nie widze innego wyjscia bo juz tyle razy mialam nadzieje ze cos sie zmieni...
któraś z Was pisała o psychologu, o poradni małżeńskiej, czy mogłabys napisac wiecej szczegółów ....gdzie znależć taką pomoc, z czym to się wiąże i czy są to duże koszty???
niestety nie moge sie nikogo poradzic bo z mojej rodziny to od razu bylaby histeria i załoba, lament itd, a od strony meza- nie przepadam za ta czescia rodziny...nie podoba mi sie to jak jego mama go - mojego meza- wychowala...bo jego matka ciagle im dogadzala, sprzatala , gotowala i w dupe wlazila...a ja na to sobie nie pozwole, a to sie zaczelo u mojego meza dopiero uwidaczniac jak skonczylismy studia i poszedl do pracy....wtedy juz bylismy malzenstwem 2 lata...i od tamtej pory wsztskie obowiazki spadly na mnie...mimo iz ja tez pracowalam, falt, ze niestety jako nauczyciel wiec malo godzin- to ja nie mialam prawa byc zmeczona bo mialam np 6 godzin i powinnam tryskac energia...a on biedaczek ma prawo do wszytskiego.....teraz koncze podyplomowke i mam nadzieje ze po wychowawczym znajde inna prace!!!!
wszystko sie pogmatwalo, a to byla naprawde prawdziwa wielka milosc, to moj 1 facet i i tak nie wyobrazam sobie bym mogla byc z kims innym.... bo naprawde kocham go, ale jak widac to nie wystracza, bo on juz chyba nie czuje tego do mnie....nie pamieta dnia kiedy bylo dobrze.....ciagle tylko klotnie....i przykre slowa, tylko!!!!!!
dziekuje ze jestescie, 3mam sie dzis dzieki Wam, wiem ze to wsyztsko glupie ze uzalezniam sie od mysli innych , ale czuje taka dogłębną nicość w sercu....
ech...
oj, mała afera...
bardzo dzięjuę za każdą wypowiedź...to nie jest tak ze traktuje małżeństwo jak farse...(...)....nie chce rozwodu, bo kocham mojego meza, ale na te chwile nie widze innego wyjscia bo juz tyle razy mialam nadzieje ze cos sie zmieni...któraś z Was pisała o psychologu, o poradni małżeńskiej, czy mogłabys napisac wiecej szczegółów ....gdzie znależć taką pomoc, z czym to się wiąże i czy są to duże koszty???
niestety nie moge sie nikogo poradzic bo z mojej rodziny to od razu bylaby histeria i załoba, lament itd, a od strony meza- nie przepadam za ta czescia rodziny...nie podoba mi sie to jak jego mama go - mojego meza- wychowala...(...)
wszystko sie pogmatwalo, a to byla naprawde prawdziwa wielka milosc, to moj 1 facet i i tak nie wyobrazam sobie bym mogla byc z kims innym.... bo naprawde kocham go, ale jak widac to nie wystracza, bo on juz chyba nie czuje tego do mnie....nie pamieta dnia kiedy bylo dobrze.....ciagle tylko klotnie....i przykre slowa, tylko!!!!!!
Kochana Madziajab - jesteś po prostu zmęczona. Małżeństwo to zbyt poważna sprawa, by przy byle kryzysie od razu myśleć o rozwodzie. Gdzie tu odpowiedzialność za los dzieci i ich uczucia? Jest problem, trzeba szukać rozwiązań.
Nie wiemy gdzie mieszkasz, więc trudno szczegółowo Cię pokierować. Ale masz internet i umiesz z niego korzystać, poszukaj gdzie w twoje okolicy można skorzystać z terapii małżeńskiej i jakie są jej koszty.
Naprawdę warto poszukać pomocy fachowej, aby nie mieć sobie do zarzucenia, że nie zrobiło się wszystkiego co możliwe dla ratowania rodziny
Życzę powodzenia i sił ![]()
To nie jest tak, że się źle dobraliście, bo przez ileś lat było OK. Czyli w pewnym momencie coś się zepsuło. Rozmawialiście chociaz co to może być? Na pewno Twoje choleryczne wybuchy nie poprawiają sytuacji, bo człowiek wciąż atakowany (a on to odbiera jako ataki) zaczyna się bronić. I zamiast dyskusji macie wojnę. On się wciąż Ciebie czepia. Czy to nie jest czasem wyżycie się zastępcze? Chodzi mi o to, że on ma o coś do Ciebie pretensje, ale - z jakichś powodów - wyżywa się w innych punktach. O co może mieć pretensje, nie wiem, ale facetowi zazwyczaj dokucza jedna z 3 opcji:
1. Nie pasuje mu coś w łóżku.
2. Wkurza go Twoje awanturnictwo.
3. Stresuje go to, że sam pracuje i sam odpowiada za Wasze finanse.
On może nawet nie chcieć Ci z jakichś powodów powiedzieć o co chodzi, ale coś go gryzie, on to w jakiś sposób, nawet podświadomy, wiąże z Tobą i na Tobie się wyżywa.
Potrzebna Wam jest szczera rozmowa, ale być może zabrnęliście już tak daleko, że każda jej próba skończy się awanturą o "wszystko", na zasadzie: A ty dwa lata temu to... Dlatego warto odżałować parę złotych i iść do poradni. Ktoś obcy i sprawi, że głupio będzie wybuchać, i ukierunkuje Waszą rozmowę.
Ja napisałem do autorki i tylko ona ma prawo powiedzieć czy jej pasuje co napisałem.
Po pierwsze - napisales na forum, a na forum, jak sama nazwa wskazuje do wypowiedzi kazdy ma prawo. Tylko do autorki mozesz sobie maila wyslac jesli nie chcesz, aby ktos czytal to, co piszesz.
Po drugie - jestes obcokrajowcem, do tego wyznajesz inna kulture, a wiec sutuacje damsko-meskie naszego kraju sa i beda Ci obce.
Po trzecie - pytanie kobiety o to, po co zachodzila w ciaze... wiesz, co oznacza slowo "dno" oprocz tego, ze moze oznaczac glebine jeziora, morza itp? No... to jak wiesz to wlasnie tak odbieram Twoje pytanie. I tu nie ma znaczenia czy zadaje je chrzescijanin czy muzulmanin czy kto tam jeszcze.
Po czwarte - wy muzulmanie nie puszczacie swoich kobiet, bo wasza religia jest typowo meska, w ktorej kobieta ma niewiele do powiedzenia, wiec sobie zyje nieszczesliwa do smierci. W Polsce kobiety maja prawo decyzji, ale tego nie zrozumiesz z wiadomych powodow. I tak, jak ty okreslasz nasze zycie jako chore tak ja okreslam traktowanie kobiet muzulmanskich jako chore.
W zwiazku z tym uwazam, ze to, co wypisujesz nijak nie trafia w gust polek i polakow.
niezpolski napisał/a:Ja napisałem do autorki i tylko ona ma prawo powiedzieć czy jej pasuje co napisałem.
Po pierwsze - napisales na forum, a na forum, jak sama nazwa wskazuje do wypowiedzi kazdy ma prawo. Tylko do autorki mozesz sobie maila wyslac jesli nie chcesz, aby ktos czytal to, co piszesz.
Po drugie - jestes obcokrajowcem, do tego wyznajesz inna kulture, a wiec sutuacje damsko-meskie naszego kraju sa i beda Ci obce.
Po trzecie - pytanie kobiety o to, po co zachodzila w ciaze... wiesz, co oznacza slowo "dno" oprocz tego, ze moze oznaczac glebine jeziora, morza itp? No... to jak wiesz to wlasnie tak odbieram Twoje pytanie. I tu nie ma znaczenia czy zadaje je chrzescijanin czy muzulmanin czy kto tam jeszcze.
Po czwarte - wy muzulmanie nie puszczacie swoich kobiet, bo wasza religia jest typowo meska, w ktorej kobieta ma niewiele do powiedzenia, wiec sobie zyje nieszczesliwa do smierci. W Polsce kobiety maja prawo decyzji, ale tego nie zrozumiesz z wiadomych powodow. I tak, jak ty okreslasz nasze zycie jako chore tak ja okreslam traktowanie kobiet muzulmanskich jako chore.
W zwiazku z tym uwazam, ze to, co wypisujesz nijak nie trafia w gust polek i polakow.
Będę komentował na czwartym punkcie twoim, jeżeli jest jak mówisz to jest o wielu lepiej niż mieć bezrobotnego męża który jego żony utrzymuje i tylko mu zależy na alkohol i jeszcze ją bije i wzywa, lepiej niż mieć faceta zdradzający, lepiej niż mieć kobieta która się zaczyna nowy związek i jest mężatką, to jest koniec świata. Będziesz chciała odróźnić między kulturą a religią to byłoby fajnie. Teraz skąd ja pochodzę, typu ciebie i innych którzy mnie attakowali to z was by się tylko śmieli.
U nas każdy ma prawo do rozwodu a ja autorki nie powiedziałem że nie ma prawa zdecydowac o rozwodu ze względu na to że jest kobietą ale ze względu na to że mają odpowiedzialności rodzinnej, dzieci i to co razem mieli, teraz jeśli ty i osób jak ty nie mają szacunku do tych rzeczy to ja na pewno nie bym chciał wiedzieć że są osób chodzących na ziemi jak wy bo that only makes me feel like I wanna puke !
I nie mów za wszystkich polaków, o zapomniałem lubisz uogólniać.
NIEZAPOLSKIEMU tak skoczyło cisnienie po tym co przeczytał ze coraz mniej to co pisze zaczyna przypominac polski język i zwyczajnie nie da się czytac..
wole miec takiego, ktory jest polakiem i w przeciwienstwie do ciebie nie pozwoli sobie na to, aby obrazac kobiety! Jak w ogole śmiesz nas atakowac? Nie jestes u siebie, wiec zyj zgodnie z naszymi zasadami. A moja nietolerancja wobec muzulmanow poglebia sie dzieki takim pateflonom jak ty.
Apeluję do Szanownych Pań o niereagowanie tutaj na posty niezpolski. Nie rozmywajmy wątku MadziJab. Niezpolski ma swój wątek i proponuję tam przenieść dyskusje z nim.
ok, Madzia sorki
hm...czasem wiem, ze odreagowuje na mnie prace- ale to jak juz kompletnie sobie nie radzi, bo prace czasem ma upierdliwą, ale ogolnie lubi ja , ja juz chcialam wrocic do pracy, ale on sam mnie przekonywal zebym jeszcze zostala z mala, wiec kwestia pieniedzy odpada, co do kwestii lozka, to bylo oki, ale od kiedy sie klocimy jest cisza, nie potrafie sie do niego zblizyc, bo ja mam tyle zalu do niego!!
moze rzeczywiscie sprobuje porady jakiegos specjalisty...
nie wiem, ale jak jest w domu- akurat dzis i jutro jest w pracy...nie ma go w nocy.....to po prostu nie moge na niego patrzec....bo on robi sobie co chce idzie sie kapac wezmie laptopa pusci film, a wszytsko zostawia mi na glowie, posprzatnie, dogladanie dzieci, mysli ze jak jestesmy pokloceni to nic juz nie musi robic...a jak mu mowie zeby po sobie posprzatal, to nawet nie zareaguje...zostawialam jego rzeczy- np...ciuchy czy zmywanie...ale staly dopoki nie zaplesnialy- co w tej sytuacji?? mam zyc w syfie?? czy posprzatac.....ja juz nie moge....takie rzeczy musze wam wypisywac...az mi wstyd....
ciagle mam poczucie winy ze jak nie ugotuje mu obiadu to ....bo przeciez pracuje i zarabia na nas....
Mam takie wrażenie, że on uważa, że Ty jesteś winna i przyjął taką postawę: Potrafiłaś popsuć, to potraf naprawić. A Ty przyjęłaś identyczną postawę. I w ten sposób się nigdy nie dogadacie. Obym był złym prorokiem, ale jeśli nic z tym nie zrobicie, to będziesz nosić rogi (o ile już nie nosisz).
Niezpolski grzecznie mówiąc odczep sie od nas kobiet bo nie rozumiesz istoty sprawy a twoja religia oczywisci nakazuje inne rozumowanie na temat małżeństwa i szacunku do kobiet. Polki sa silne i dadzą raDE I JEŚLI ZDECYDUJA ŻE CHCĄ SIĘ ROZWIEŚĆ TO TAK ZROBIĄ ATOBIE NIC DO TEGO. żYCZĘ AUTORCE TEMATU SZCZĘŚCIA I ŻEBY NIE MUSIAŁA SIĘ ROZWODZIĆ ALE JEŚLI TAK ZDECYDUJE TO BĘDE Z NIĄ DUSZĄ I SERCEM I NA PEWNO BĘDZIE MIAŁA KIEDYŚ JESZCZE JAKIEGOŚ FACETA KTÓRY BĘDZIE JĄ KOCHAŁ SZANOWAŁ I POMAGAŁ W TRUDNYCH CHWILACH.
MAŁŻEŃSTWO TO SZACUNEK I PRZYJAŻŃ I TEWGO SIĘ TRZYMAJMY.pOWODZENIA;-)))
a PAN MUZUŁMANIN NIECH NIE OBRAŻA KOBIET BO MY JESTESMY W POLSCE I BĘDZIEMY ROBIŁY TAK JAK NAS WYCHOWANO A PANU JAK NIE PASUJE TO PROSZE ZNALEŚC INNY KRAJ DO ZAMIESZKANIA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!żEGNAM
LUPUS- nie nie ma mowy o zdradzie...czasem nawet sobie mysle ze gdyby mnie zdradzil to byloby juz po sprawie bo uzmyslowilby sobie kim dla niego jestem....ja wiem ze my jestesmy mocno zwiazani a on nade wszytsko stawia obro dzieci....dlatego nigdy sie nie wyprowadzil, nie wyjechal, choc prosilam go juz parokrotnie...zebysmy od siebie odpoczeli....on mowi ze tu jest jego dom i jego rodzina, ale tez mowi podczas klotni ze szkoda ze jestem jego zona, on po prostu uwaza ze ja stwarzam sobie probloemy jak probuje z nim rozmawiac, uwaza ze nie mam sie czym zajac- bo siedze w domu z dziecmi to sobie wymyslam, a on ciezko pracuje i nie ma czasu na takie rozmowy.....tylko ze jak tak bardzo potrzebuje jego uwagi, milosci, ciage mu to mowie ze brakuje mi jego zainteresowania, ja dlatego jestem taka sfrustrowana bo on nie okazuje mi kompletnie uczuc, mowi ze to chopdzi o moje zachowanie, ze jestem niestabilna emocjonalnie, ale powiedzcie mi jak ma byc kiedy prosze go - wynies smieci- a one stoja dopoki mu nie naszykuje i przed drzwiami przed wyjsciem do pracy nie naszykuje- co to ma byc....co ja jestem?????, albo mowie zeby no nie wiem ....wloz puszke po rybie do reklamowki nim wrzucisz do ko0sza....a on??...wrzuca do kosza i potem smierdzi w calym domu....jak mam sie nie wsciekac....ciezko mi sie opanowac, bo mam na glowie 2 dzieci w tym jedno budzi sie non stop w nocy.....!!!!wiem ze nie jestescie terapeutami ale nie mam naprawde, nie mam komu sie wyzalic...a Wy ocenicie sytuacje normalnie....
Normalnie oceniam te sytuacje
-nie są to powody do awantury. Świat się zawali jak nie wyniesie od razu śmieci?
Co do Twej pewności siebie. Nie jedna dałaby swego czasu rękę za męża i dziś byłaby jednoręka.
Zastanawiam się czy Twoim problemem nie jest brak pracy. Bo to jest tak: on wraca po iks godzinach do domu padając na pysk. A Ty siedzisz cały dzień w domu (nie twierdzę, że bezczynnie!) i - bądźmy szczerzy - nudzisz się. On wchodzi do domu i od progu słyszy wymagania i już ma dość. Pytanko: ile godzin dziennie i dni w tygodniu pracuje Twój mąż?
Madzia mam bardzo podobnie jak Ty, z tym ze ja rowniez pracuje po 9 godzin dziennie. Po pracy odbieram dzieci z przedszkola, bawie sie z nimi, kapie a jak ida spac mam czas i chwile dla siebie. Moj partner zazwyczaj zasypia juz o 19 gdziekolwiek mu tylko najdzie ochota. Nie mamy zycia juz od jakis 3 lat... wieczne klotnie, wyzwiska, fochy... ja chce sie rozwijac, dalej uczyc, zalozyc firme, a on nawet nie potrafi rozejrzec sie za kwaliikacjami czy jakimis kurami zeby polepszyc nasza sytuacje finansowa. Wiecznie ja musze dbac o wszytsko, dom, rachunki, remonty... jak jedziemy na wakacje to tez tylko dla dzieci ( on twierdzi ze nie chce jezdzic bo nie stac go ale nic nie robi w kierunku zeby to polepzyc) ;. Podobnie jak Twoj maz byl "rozpieszczany" przez mame, do wieku 31 mieszkal pod jednym dache z mama, bez stalej pracy na koncie...Ja glupia sie zakochalam, byl to rowniez moj pierwszy powazny zwiazek, mezczyzna, mialam 20 lata jak sie poznalismy...Wyjechalismy do Uk, zaszlam w ciaze i od tego sie zaczelo...o wszytsko musial ja dbac walczyc, o byt, mieszkanie, wszystko sama zalatwialam...i chyba od tego czau juz zaczelo sie psuc. Dzis jedno ma prawie 5 lat a drugie 2 i co....i dalje jak sama o cos nie zadbam to tego nie bedzie...praca zaczeta w domu jest wiecznie praca nie skonczona no chyba ze ja po paru miesiacach juz wsiekla zrobie awanture i wtedy z wielka laska wielmozny Pan zacznie cos robic...Nie moge na niego liczyc, wiem, ze on sie nigdy nie zmieni mimo ze mowi ze mnie kocha to ja wiem, ze nigdy nie bede z nim szczesliwa, bo nasze oczekiwania od zycia sa zupelnie inne, on by mgl siedziec w domu a ja lubie czasami spotkac sie ze znajomymi, on by mogl nigdzie nie wyjezdzac wychodzic bo po co... do tego jeszcze jego krzyki na dzieci..czasami jest lepeij pobawi si posmieje, dzieci go kochaja ale sa nerwowe, tylko do mamy chca zazwyczaj...co za dziecinstwo my im stwarzamy...
Ktos mi doradzil, ze trzeba zaakceptowac i przyzwyczaic sie do obecnej sytuacji to bedzie lepej.. ale ja nie moge to chyba nie jest szczescie jezeli na sile akceptujesz cechy drugiej osoby i przez to jestes osoba nieszczesliwa. Chcialam zeby sie wyprowadzil juz dawno, ale on nie chce, nie rozmawia ze mna o problemach, wychodzi z pokoju jak zaczynam temat...ja wiem, ze z nim nie chce byc, choc dla dobra dzieci (!!!???) moge probowac i probowac, ale co ze mna?
Wiem co czujesz kochana.. pozdrawiam trzymaj sie xxx
33 2011-08-14 22:36:21 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-08-14 22:38:18)
a on nawet nie potrafi rozejrzec sie za kwaliikacjami czy jakimis kurami zeby polepszyc nasza sytuacje finansowa.
Chcesz, żeby kradł kury? (nie mogłem sie powstrzymać).
Konwalio, po prostu macie inne oczekiwania wobec życia. Niedawno w innym wątku pewna 20-latka obraziła się na mnie, gdy napisałem, że moim zdaniem związek faceta 30+ z taką młodą kobietą jest bardzo ryzykowny. A właśnie Ty ukazujesz o co mi chodziło. Po 1. Taka młoda kobieta jeszcze nie do końca wie czego chce od życia, po 2. Jest to dla niej pierwszy poważny związek i może nie zwracać uwagi na cechy faceta, które z czasem jej zaczną przeszkadzać.
Ale Twoja sytuacja i Madzi nie są takie same. U Ciebie to zwyczajne rozmijanie się celów zyciowych, oczekiwań itd. itp. U Madzi jest coś innego (choć na pozór wygląda tak samo) - zrodził się jakiś konflikt, który można by szybko zakończyć gdyby nie to, że wzajemnie obwiniają się za jego zaistnienie oraz nie potrafią już normalnie rozmawiać.
Dlatego dla Twojego związku, moim zdaniem - może to brutalne, ale tak to widzę - szansy nie ma. Ty się nie zmienisz i jego nie zmienisz (no może Wam się udać jeśli zaakceptujecie to, że się różnicie i nie będziecie na sobie pewnych rzeczy wymuszać). W przypadku Madzi jest nieco inaczej - mogą uratować związek, jeśli nauczą się znowu rozmawiać. Mówiąc inaczej - u Was jest problem z całokształtem, a u Madzi tylko z komunikacją.
hm...lupus....myslisz ze tu chodzi o pracę? posłuchaj przed ciążą pracowałam w szkole, bywało róznie, czesem do 14 czasem do 16, a wtedy szybko po amlego do przedszkola, obiad i sprzatanie....bo maz musi miec obiad...zawsze mi powtarzal ze mam malo godzin wiec musze miec wiecej obowiazkow, wiec nie wiem czy to sie kiedykolwiek zmieni jak znajde normalna prace tzn w normalnym wymiarze, a w domu raczej sie nie nudze...uwierz przy 2 dzieci mozna sie narobic..poza tym mam kurs ang i studia podyplomowe naprawde sie nie nudze...ale dzieki ze probujesz znalezc rozwiazanie...wiesz mi sie wydaje ze kwintesencja wszytskiego tkwi w tym ze on w ogole w domu mi nie pomaga przy obowiazkach, problemem jest dla niego wlozenie do zmywarki, a jak juz zaczynamy czasem wspolne sprzatanie to od razu mnie wyzywa ze jak moglam odkurzyc w przedpokoju a w pokoju dziecka nie- przeciez sie nosi piach itd...ostatnio to mnie nawet opierdzielil bo na sniadanie zrobilam mu herbate w za malym kubku!!!!! galy mi wyszly, wylalam ja i powiedzialmzeby sam sobie robil i wyszlam z domu.....nigdy tak nie bylo, nigdy sie nie czepial....przynajmnije az tak, ja naprawde go kochalam i on mnie tez....nie mam pojecia jak to wszytsko szybko wpadlo w jakies błędne koło, kurde....dzięki ze napisałes ze jest nadzieja, ale jak ja mam zacząć rozmowe...ciągle ja zaczynam, nigdy 1 do mnie jeszcze nie prszyszedł kiedys chciałam go przetrzymac to 3 tyg ani slowem....!!!!!
nie wiem co myslec...
KONWALIA- współczuje...ale jezeli jestes taka mlodziutka to moze faktycznie uciekaj niz łódź się...nie wiem....sama mam metlik w głowie...
1. Tu nie chodzi o to ile czasu poświęcasz na prace domowe, chodzi o to, że jesteś wciąż w domu. Dlatego chciałabyś, żeby on się Tobą zajął, a on może być zwyczajnie zmęczony po pracy. Uważam, że lepiej jest gdy pracują oboje i po mniej więcej taką samą liczbę godzin.
2. Sama go rozpuściłaś - co to jaśnie pan nie ma rączek, żeby sobie zrobić śniadanie? Obiad rozumiem - to wymaga nieco czasu, skoro Ty jesteś w domu, to Ty robisz. Ale śniadanie i jeszcze herbatkę?
3. Nie zaczynaj rozmowy. Po prostu - umów Was do specjalisty i to mu zakomunikuj. I nie rozmawiaj z nim o tym, nie kłóć się do momentu wizyty.
Nie odpowiedziałaś mi, ile on godzin dziennie i dni tygodniowo pracuje. Bo wiesz, nieco inaczej to wszystko ocenię gdy on pracuje 5 dni po 8 godzin, a inaczej gdy pracuje 7 dni, po 12 godzin.
Lupus sama z kury sie usmialam :)Mialy byc kursy.
Tak dla wyjasnienia to ja mam ponad 28 lat to juz taka mlodziutka nie jestem, on jest 8 lat starszy. Ja uciekac nie chce bo mieszkam u siebie, w miesjcu na ktore sama zapracowalam i na ktore wylozylam pieniadze. On nie chce odejsc, tyle razy juz mu mowilam, ze ja tak zyc nie chce, ze nigdy porozumienia nie znajdziemy miedzy soba bo mamy inne oczekiwania od zycia... a on dalej siedzi jak taki nieudacznik (mieszkania pewnie tez nie umialby sobie znalesc)...
Madzia chcialabym bardzo wierzyc, ze macie szanse...moim zdaniem czasami jezeli pewne slowa zostaly wypowiedziane, pewne czyny nastapily, sytuacje to mimo pomocy psychologa w pamieci pozostaje. Kwestia czy Ty jestes w stanie zaakceptowac przeszlosc i dac druga szanse Tobie i Twojemu mezowi. Co na to maz? Rozmawialas z nim o np. terapi badz co wiecej o rozwodzie?
Konwalio, nie chodziło mi o to, że teraz masz 20 lat, tylko że tyle miałaś, gdy go poznałaś.
W związku nie muszą oboje być tacy sami, np. przebojowi i przedsiębiorczy. Zrób sobie listę plusów i minusów męża, może ma inne ważne zalety? Może sam prochu nie wymyśli, ale jest tzw. "solidną firmą", która może Cię wspierać?
38 2011-08-15 09:35:14 Ostatnio edytowany przez Madziajab (2011-08-15 10:00:23)
skasowało mi posta....
lipus dzieki za słowa...może to rzeczywiście brak umiejetności rozmowy już...nie wiem, ale kiedy jestesmy razem to nie ma nic...czuje sie taka wypalona....
piszesz tu ze moze to brak pracy....uwierz przy 2 dzieci nie ma sie czasu za duzo:):) ale poza tym robie certyfikat z języka i studia podyplomowe więc mam co robić, fakt ze pewnie chodzi o to ze ja jak maz przychodzi z pracy to ma ochote posiedziec w domu a ja gdzies wyskoczyc, ale szanuje to i niczego mu nie narzucam, zawsze ma obiad podany, a potem robimy co chce....tylko ze wiesz boli mnie to ze wszytsko jest zrzucone na mnie....nawet do zmywary nie moze po sobie posprzatac...piszesz ze jak smieci poczekaja 1 dzien to nic sie nie stanie...wiesz tez tak myslalam, ale okazalo sie ze moga tak stac kilka dni, a zmywanie dopoki nie splesnieje- i on to chyba robi zeby mi dogryzc....uwierz ja nie jestem z tych tak na maxa czepialskich ja tylko wymagam podstawowych rzeczy.....i nawet w tym nie umiemy sie dogadac....jak do niegi dotrzec....Ty jestes facetem....powiedz mi czy to kewstia tego ze on ma mnie dosyc??? tylko przykre to ze strzela fochy jak tylko od niego czegos wymagam i potem wszytsko przekreca w awanture i tak gra slowami ze doprowadza mnie do placzu....nie mam sily ....
pracuje 5 dni po 8 godzin...duzo jezdzi autem...ale tez ma dni gdzie siedzi w biurze przed kompem tylko...
z ta herbatka- to az mi galy wyszly jak mi tak powiedzial...tzn to sniadanie bylo w sobote i robilismy je razem...on kanapki czy cos tam a ja herbate podawalam na stol i wywalil mi taki tekst.....
konwalia...tutaj rzeczywiscie jest chyba duza roznica wieku ty masz inne priorytety a on chyba juz sie wyszalal.....ale nie mam pojecia, ja jestem beznadziejnym psychologiem.....sama nie radze sobie ze swoim małżeństwem...ale powiem Ci jedno....z mojegi doswiadzczenia wynika, ze lepiej nie bedzie wiec walcz o siebie, bo potem nikt Ci czasu nie wróci....a dobra praca zawsze daje dowartościowanie i niezależność....
to wszytsko bardzo boli tym bardziej ze jezeli wiesz ze ten gosc to wymarzony tylko zbieg zdarzen i ludzi i okolicznosci doprowadzil do calkowitego pogubienia sie i mam wrazenie ze w naszym przypadku bardzo ciezko bedzie cofnac wszytskie obrzydliwe slowa wyrzucane sobie prawie codziennie...
ja wiem ze tu duzio mojej winy, ale ja tylko potrzebuje czułości od własnegio męża....czego on w ogole nie rozumie bo mowi ze trzeba juz wyrosnąć z przytulań i trzymania się za ręce....a ja niestety sie z tym nie zgadzam.....ech.....ja naprawde nie rozumiem facetow i dopiero teraz rozumiem co oznacza tekst ze jestesmy z dwoch roznych planet, wczesniej bylismy z jednej.....
wlaśnie patrzyłam na cennik tych porad...jedna 80 minut kosztuje 160 zl, a ponoc potem sa jeszcze wizyty...nie stac nas na to kurde...załamałam się....
a ja myślę że autorce wątku brakuje partnera!!i czasu dla siebie!!
nie koniecznie musi to być praca..
mozna co jakiś czas wyjsc z domu i mieć świadomość że świat się nie zawali a ojciec dzieci sobie z nimi świetnie poradzi.. tylko mam takie wrażenie jak czytam co MADZIA napisała że ona nie ma 2 dzieci ale 3 ..
cóż to znaczy ze mąż musi mieć podany obiad .. bo co?? ja znam taką sytuację.. moja mama tak ojca przyzwyczaiła ze on jak przychodzi z pracy to nawet talerza po sobie nie odstawi..
a przeciez jemu ręce rosły z ramion nie z innej czesci ciała..
tez myślę że przez to ze nie pracujesz to chcesz udowodnić mezowi że przecież nie jesteś darmozjadem i trzymasz chatę w ryzach..
myslę że powinnas czasami odpuścić z tym sprzataniem , warto czasami zostawić cały ten syf i wyjśc cała rodziną na spacer..
pomysl te chwile gdy dzieci są małe tak szybko umykają , szkoda czasu na zgryzoty , mopa w roli głównej.. porozmawiaj od serca z mężem
:)
40 2011-08-15 10:23:52 Ostatnio edytowany przez Madziajab (2011-08-15 10:26:45)
ONA- wiesz jaką odpwoiedź usłyszałm od męża jak chcialam isc cala rodzina na spacer...ze teraz to jedno zostaje w domu i sprzata a drugie idzie z dziecmi- mam 2
:) tu masz racje ze mi barkuje naszych wspolnych chwil, ja caly czas tylko o to walcze, nie brak mi wychodzenia z kumpelami- nie ma z tym problemu kladziemy dzieci i ide sobie....na kilka godzin, ja walcze o niego , o jego zainteresowanie, o milosc i nic, on nic nie kuma!!!uwaza ze stwarzam problemy i jestem malo dojrzala bo chce z nim za reke isc...ech...
jestem teraz taka aktywna bo mala spi i moge popisac....a chce cos wymyslec , bo maz dzis wraca kolo 18 a ja dalej nie wiem co robic czy dalej sie nie odzywac, jak sie zachowac....bo przed wyjazdem nawet slowem sie nie odezwalismy...
staram sie z nim rozmawiaC szczerze, ale nastepnego dnia i tak wszytsko wraca do normy, ja mam problem z wybuchami nerwow-ale to tez przez to ze wstaje kilka razy w nocy do malej i po prostu jestem przemeczona a czasem chcialabym zeby ktops w glupim zmywaniu mnie wtreczyl czy cos, zrobil herbaty itd...wiec prosze go by mnie wspieral przed tymi atakami gniewu- a on tylko mnie podkreca, a ja sama nie moge sie opanowac, mam tez troche taki emocjonalny charakter...konczylam asp wiec mozecie sobie reszte dolozyc...tzn...troche zakrecona, romantyczna itd...i oczekuje przede wszytskim milosci a tu nic
...ze teraz to jedno zostaje w domu i sprzata a drugie idzie z dziecmi- mam 2
:) tu masz racje ze mi barkuje naszych wspolnych chwil, ja caly czas tylko o to walcze, nie brak mi wychodzenia z kumpelami- nie ma z tym problemu kladziemy dzieci i ide sobie....na kilka godzin, ja walcze o niego , o jego zainteresowanie, o milosc i nic, on nic nie kuma!!!(...) chce cos wymyslec , bo maz dzis wraca kolo 18 a ja dalej nie wiem co robic czy dalej sie nie odzywac (...)...i oczekuje przede wszytskim milosci a tu nic
Madzia, sama widzisz, że sytuacja robi się patowa ![]()
On zmęczony, Ty niewyspana.
On też nie wygląda na szczególnie szczęśliwego, skoro ma do wyboru TYLKO spacer z dziećmi lub sprzątanie.
Ty się nie odzywasz, bo fochasz albo przeciwnie wydzierasz i awanturujesz (do awantury trzeba 2!)
I do czego niby ma Was to doprowadzić?
OCZEKUJESZ... a może czas działać?
Nie możesz zorganizować jakiejś opieki dla dzieci i poprosić o wyjście tylko we 2? Może napisz SERDECZNY list w którym opiszesz swoje bolączki, zaznaczysz, że go rozumiesz, ale potrzebujesz RÓWNIEŻ zrozumienia z jego strony a PRZEDE WSZYSTKIM wsparcia (okazania uczuć, przytulenia - przecież niekoniecznie publicznie, można w zaciszu domowym) ![]()
Myślę, że psycholog pomógłby Wam wypracować sobie dobre techniki komunikacji i wzajemnego wsparcia.
Ale co szkodzi spróbować "ocieplić" wasze stosunki jakąś przychylnością zamiast wiecznych pretensji?
Macie wielkie szanse, tylko w tym momencie życia ciągniecie już oboje "na ostatnich nogach" - pomóżcie sobie.
Życzę sił i powodzenia ![]()
myslę że pomysł z listem to super pomysł
ja równiez nie raz pisałam list do męża gdy były kryzysy , było mi zle..
list był dobrym rozwiązaniem , ponieważ w czasie rozmowy wiele mogło mi umknąć , nerwy , nie raz gdy mowiłam co czułam to płakałam i taka kołomyja wychodziła.. a gdy mąż dostał list przeczytał na spokojnie , zmiana była widoczna , oczywiście na plus.. musieliśmy się siebie nauczyć po prostu ..
wiecie , tak sobie myślę, że jak on dziś wróci, to znów bedzie zmeczony- jak zawsze- i tak pewnie się do mnie nie odezwie, odwróci głowę i nawet się nie przywita....a jak bede chciala zaczac rozmawiac, to mi wlasnie odpwowie ze zmeczony jest, albo powie spadaj, nie odywaj sie do mnie, znam te teksty, sytuacje, nie chyba nie ma juz szansy dla nas...ja sie boje z nim rozmawiac...ze zaraz mnie skrytykuje, wygarnie od razu wszytskie wady, wszytsko co zle robie...a ja jak juz WAM pisalam naprawde jestemw srodku wypalona i nie chce mi sie nawet tego sluchac, ilez mozna....wierze ze taki psycholog bylby super, ale na te chwile nie stac mnie na niego....ech...a najgorsze w tym wszytskim est to ze 3 tyg mialam wypadek autem, i duzo szczescia tylko skrecona szyje, kolnierz na 3 tyg i mialam nadzieje ze to cos zmieni, pomoglo na 2 dni...i znow szara rzeczywistosc, jemu na mnie nie zalezy juz...a ja ?? ja w tym wsyztskim czuje sie juz niepotrzebna...tylkoze bardzo trudno mi funkcjonaowac gdy on jest w domu i jest ta martwa cisza....
i sie zrobila klotnia..... wiec do rzeczy kolezanko...sama jestem w trakcie rozwodu i powiem ze nie czekalam az bedzie gorzej choc u mnie to alkochol wszystko zepsol ale postanowilam sie nie ponizac wecej nie byc na kazde zawolanie i do tego byc traktowana jak szmata do podłogi,tez mam dzieci,sa teraz ze mna a z ojcem sie widuja,przynajmniej mam spokój i one tez,tez byly wulgaryzmy i wytykanie błedow ,czulam ze albo odejde albo wariatkow.........nie jest łatwo,nie jest lekko ale wiem ze jestem cos warta,ze zyje........zajzyj w gląb siebie i zapytaj -czy warto marnowac zycie ? ja tkwiłam w tym 14 lat i teraz wiem ze dawno powinnam to skonczyc .......pozdrawiam serdecznie.Marzena
ja bym się grubo zastanowila i nie skreslała związku
MADZIA nic nie pisze na temat przemocy czy nałogów , a wręcz odwrotnie , uważa męza za super ojca..
spróbuj napisac list , to ma swoje co najmniej 2 dobre strony..
przeczyta to na spokojnie , kazdy detal co w rozmowie nie zawsze jest wykonalne
a po drugie ty wywalisz to z siebie i sobie ulżysz
nie wiem czy kwestie że maż nie chce paradowac za rękę czy jest mało wylewny są argumentem aby dzieciom burzyć spokój i żądać rozwodu..
wyciągnij rekę , nie musisz nic pewnie mówić , przytul się do niego a zobaczysz lody stopnieją i pogadacie:):)jemu moze tez jest ciezko , ubrał maskę twardziela a pewnie tez się zastanawia jak z tego wybrnąc.. mówię to na własnym przykładzie.
mój mąz tez na poczatku wykrzykiwał jak za nim chodziłam po domu i błagałam o rozmowę że skomlę jak pies , ze moje łzy go nie ruszają.. wtedy zagroziłam rozwodem , że zabiorę dziecko i pójde w cholere .. a po czasie dowiedziałam sie od niego ze wtedy zwątpił , ze czuł się bezradny i chciał zgody tylko nie wiedzial jak zakopac topór..
wiecie , tak sobie myślę, że jak on dziś wróci, to znów bedzie zmeczony- jak zawsze-(...)...wierze ze taki psycholog bylby super, ale na te chwile nie stac mnie na niego...
Pewnie, inni świętują, on zarobiony...wielki powód do radości...
Do psychologa można iść za darmo z NFZ, trzeba się tylko udać do lekarza pierwszego kontaktu po skierowanie.
To jak chcesz COŚ zmienić, czy tylko się pożalić? Twoje życie w twoich rękach, TYLKO TY możesz je zmienić ![]()
):)jemu moze tez jest ciezko , ubrał maskę twardziela a pewnie tez się zastanawia jak z tego wybrnąc.. mówię to na własnym przykładzie.
mój mąz tez na poczatku wykrzykiwał jak za nim chodziłam po domu i błagałam o rozmowę że skomlę jak pies , ze moje łzy go nie ruszają.. wtedy zagroziłam rozwodem , że zabiorę dziecko i pójde w cholere .. a po czasie dowiedziałam sie od niego ze wtedy zwątpił , ze czuł się bezradny i chciał zgody tylko nie wiedzial jak zakopac topór..
......i czułas sie z tym skomleniem dobrze?? bo ja bym sie zle czula............wszystko rozumiem i jestem bardzo wyrozumiala ale sa rzeczy ,które nie powinny w zwiazku sie dziac i jest nia skomlenie o zainteresowanie....ale to moje zdanie
jasne ze chce zmienic, ale boje sie porazki, ze jak zaczne rozmawiac to on wyslucha a potem powie mi ze uroilam sobie problemy, ze mam za duzo czasu, a on ma swoje wazne sprawy w pracy itd....po prostu pokazuje mi ze jest lepszy- takie mam zdanie....i zawsze konczy sie rozmowa zdaniem, ze mam teraz duzo czasu wiec obowiazki domowe sa dla mnie....sorry, ale to wszytsko mnie przeroslo...bo ja sie po prostu z tym nie zgadzam, i nie moge mu tego za cholerke wytlumaczyc...jasne robie więcej, ale nie wsyztsko!!!
po prostu jest tak ze jak ja chce z nim cos ustalic, podzial obowiazkow itd.....to on by nic nie robic zawsze wysuwa ten argument...ze on pracuje...i nie ma rady nad tym, zaparl sie i tyle....
są w życiu różne chwile..
w związku raczej nie zdarza sie tak że to tylko jedna strona jest zła a druga dobra..
oczywiście nie czułam sie z tym dobrze..
ale jak wiadomo podczas spięć nie byłam dłużna i słowa leciały również różne...
tutaj chyba poza słowami chodzi o coś innego..
przetrwaliśmy kryzys, to jest ważne..dotarliśmy się i tworzymy naprawdę zgraną parę..
aprzecież mogłam podobnie jak autorka wątku myśleć o rozwodzie..
sądzę że rozwód jeśli nie ma patologii,przemocy to ostateczność...chociaż czasami aż mi ciarki latają po plecach jak widzę kiedy młodiz ludzie majacy małe dzieci,nagle dochodzą do wniosku ze im nie po drodze .argumentujac to tak banalnie jak niezgodnośc charakterów...
życie to nie bajka i warto sie zastanowić co jest dla nas ważne i jaka jest nasza rola w tym wszystkim..
o tak najlepiej,pracuje i koniec......a Ty to niby lezysz do góry ,hmmm.......... i nic nie robisz......nie daj sie kochana,albo pogada z Toba albo bunt...nie ugotuj,nie posprzatj a juz napewno nie po nim.......kiedys moja znajoma miała problem z tym ze maz zostawiał wszendzie butelki po piwie,mowila mu zeby sprzatał ale jak grochem o sciane..wiec pewnego razu jak poszedł spac zamieniła jego kosmetyki w lazience na tepuste butelki,wyobraz sobie jego mine rano jak wszedl do łazienki........wiem ze latwo sie gada.......zycze powdzenia z całego serca.
oczywiście musisz zawalczyć o swoje,ale nie sądzę aby bunt w stylu nie gotuję nie sprzątam był dobrym wyjściem ...
takie zacietrzewienie nie daje niczego dobrego..
małżeństwo to również kompromisy a w taki sposób do niczego sie dobrego nie dojdzie
oczywiście musisz zawalczyć o swoje,ale nie sądzę aby bunt w stylu nie gotuję nie sprzątam był dobrym wyjściem ...
takie zacietrzewienie nie daje niczego dobrego..
małżeństwo to również kompromisy a w taki sposób do niczego sie dobrego nie dojdzie
zgadzam sie ,kompromisy tylko ze jak jedno tylko ustepuje a drugie ma to gdzies to do niczego to nie doprowadzi ewentualnie autorke do depresji
Przeczytałam mądra rzecz: "Są dwie drogi życia w związku: jak w drużynie albo jak na zawodach" ![]()
Przeczytałam mądra rzecz: "Są dwie drogi życia w związku: jak w drużynie albo jak na zawodach"
jestem za drużyna:)
jestem facetem po rozwodzie z trójką dzieci i powiem szczerze że błędem było brak walki o to małżeństwo, rozwód nie zawsze wszystko rozwiązuje potem może być gorzej, zostaniesz samotna kobietą z dwójką dzieci, sfrustrowaną i wogóle on jeżeli nie zajmie się dziecmi bedzie ostatnim gnojkiem, teraz się kłócicie a wyobraż sobie jaka może być kłótnia kiedy podczas rozwodu będziecie musieli walczyć o wszystko ( oczywiście podobno są spokojne rozwody ale ja takich nie znam chyba że nie ma dzieci ) nawet nie wiesz ile i co to oznacza dla dzieci.... to o nich musicie pomyśleć w pierwszej kolejności to dla nich musicie próbować póki czas, piszesz że go kochasz to go kochaj ile sił ci wystarczy i spróbujcie rozmawiać isc do poradni nie wiem cokolwiek może idz do pracy, może on ma jakieś problemy o których ci nie mówi nie wiem, rozwód to ostateczność tym bardziej że się nie zdradzacie i jesteście razem, walczcie bo potem bedzie za późno i najgorsze jak po wszystkim nie bedziecie wiedzieli dlaczego wogóle tak się stało, spojrzycie na dzieci i co im powiecie że rozwiedliście się bo się kłóciliście???
Trzymam kciuki
pozdrawiam
jestem facetem po rozwodzie z trójką dzieci i powiem szczerze że błędem było brak walki o to małżeństwo, rozwód nie zawsze wszystko rozwiązuje potem może być gorzej, zostaniesz samotna kobietą z dwójką dzieci, sfrustrowaną i wogóle on jeżeli nie zajmie się dziecmi bedzie ostatnim gnojkiem, teraz się kłócicie a wyobraż sobie jaka może być kłótnia kiedy podczas rozwodu będziecie musieli walczyć o wszystko ( oczywiście podobno są spokojne rozwody ale ja takich nie znam chyba że nie ma dzieci ) nawet nie wiesz ile i co to oznacza dla dzieci.... to o nich musicie pomyśleć w pierwszej kolejności to dla nich musicie próbować póki czas, piszesz że go kochasz to go kochaj ile sił ci wystarczy i spróbujcie rozmawiać isc do poradni nie wiem cokolwiek może idz do pracy, może on ma jakieś problemy o których ci nie mówi nie wiem, rozwód to ostateczność tym bardziej że się nie zdradzacie i jesteście razem, walczcie bo potem bedzie za późno i najgorsze jak po wszystkim nie bedziecie wiedzieli dlaczego wogóle tak się stało, spojrzycie na dzieci i co im powiecie że rozwiedliście się bo się kłóciliście???
Trzymam kciuki
pozdrawiam
ale cos was do tego rozwodu popchnelo.....ja jestem w trakcie ale moja sytuacja jest inna,tu nie ma szans,nie z mojej strony ,z jego nie ma zmiany,inicjatywy......zero czyli nic,dnooooooooooooooo,trzymam kciuki za autorke postu,zycze aby znalazła własciwe wyjscie dla nich obojga,pozdrawiam serdecznie
"Jako Muzułmanin mogę rozwodzić i mimo tego trzymamy naszych kobiet do śmierci i nie rozwodzimy."
a więc je trzymacie tj kobiety do śmierci jak psa czy kota albo jak zużyty stary mebel,tak?
Do autorki -czasem problem z komunikacją jest przyczyną ogromnych problemów.Uczę się rozmawiać z bliskim tak aby słowa wypowiadana przez mnie nie osądzały,nie oceniały czy nie umniejszały wartości drugiego człowieka.Mój psycholog wytłumaczył mi to na przykładzie jak mówię do swego dziecka gdy zachowuje się w sposób nieodpowiedzialny.Najczęściej krzyczałam;
-Nie denerwuj mnie!!!
Teraz spokojnie mówię:
-Nie podoba mi się Twoje zachowanie.
Różnica jest ogromna.Nie oceniam,nie osądzam ...Należy pamiętać że najlepszą obroną jest atak.
Zmiana jest możliwa.Można zacząć od prostej rzeczy - ja gotuję ty zmywasz
nie pozmywasz ,obiadu dla ciebie nie ma.
Ja swojego gdy przepił pieniądze kazałam na obiad do mamuśki jechać.Do facetów docierają krótkie informacje bez zbędnego gadania.
Poczytaj o komunikacji w związku,znajdż godzinkę tylko dla siebie - zamknij drzwi na klucz.
Najwazniejsza sprawa to popracowac nad komunikacja w związku.
Po pierwsze skończyć z generalizacją, oceną i krytyką, tzn.z komunikatami "bo ty zawsze...." i "bo ty nigdy...." Zacząć mówić o sobie i swoich uczuciach "Jest mi przykro, gdy....." "Czuję się lekceważona, gdy.....". "Gdy" koncentruje na konkretnej sytuacji, nie na całokształcie. Koncentrujesz się na SOBIE i SWOICH uczuciach, a nie na ocenianiu męża.
Po drugie, doceniać to co dobre. Zwykle przechodzimy do porządku dziennego nad tym co pozytywne. Cięzko pracuje, ale tak ma być. Jest wspaniałym ojcem, ale tak ma być. Tak, tak ma być, ale warto wyrazić zadowolenie z tego, ze tak jest. "Wzruszam się, gdy widzę jak mała się do ciebie tuli", "Ciesze się, że tak świetnie dogadujesz się z dzieciakami. Mają super ojca", "Czuję się przy tobie bezpieczna. Cięzko pracujesz". Takie komunikaty topią serca.
Zła komunikacja spowodowala, że okopaliście się na swoich pozycjach, skrzywdzeni i urażeni.
To droga walki, a przeciez gracie w jednej drużynie, macie wspólne cele, dzieci które trzeba dobrze wychować.
Gdy mąż wraca do domu i zaczyna od krytyki, powiedz tylko, że Ci przykro, gdy tak do Ciebie mówi i nie stawaj do walki na słowa. Nie podsycaj ognia.
Zmianę zacznij od siebie. Naucz się asertywności. To uspokoi atmosferę. Gdy jedna osoba w związku się zmienia, zmienia się także partner. No, chyba że sprawy zaszły już za daleko i związku juz praktycznie nie ma. To się okaże.
I jeszcze jedno. Macie małe dzieci. A małe dzieci to zmęczenie do kwadratu, rutyna, powtarzalność i mało inspirujące zajęcia. Gotowanie, sprzatanie, nocne wstawanie itp, itd.
To nie trwa wiecznie na szczęście. Dzieci podrosną i odzyskasz kawałek swojego zycia i swobody. Już niedługo.
Rozwód to ostateczność.
59 2011-08-24 10:52:18 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-08-24 10:52:53)
jasne ze chce zmienic, ale boje sie porazki, ze jak zaczne rozmawiac to on wyslucha a potem powie mi ze uroilam sobie problemy, ze mam za duzo czasu, a on ma swoje wazne sprawy w pracy itd....po prostu pokazuje mi ze jest lepszy- takie mam zdanie....i zawsze konczy sie rozmowa zdaniem, ze mam teraz duzo czasu wiec obowiazki domowe sa dla mnie....sorry, ale to wszytsko mnie przeroslo...bo ja sie po prostu z tym nie zgadzam, i nie moge mu tego za cholerke wytlumaczyc...jasne robie więcej, ale nie wsyztsko!!!
po prostu jest tak ze jak ja chce z nim cos ustalic, podzial obowiazkow itd.....to on by nic nie robic zawsze wysuwa ten argument...ze on pracuje...i nie ma rady nad tym, zaparl sie i tyle....
Ok. Ale słyszałaś, że chęciami to piekło wybrukowane?
Poza tym, jesteś umęczona, bo wszystkie obowiązki spadają na twoje barki - myślisz, że rozwód to zmieni? Wtedy będziesz mieć mniej obowiązków? Jak sobie wyobrażasz swoje życie PO ewentualnym rozwodzie? On wolny ptak korzystający z pełnej swobody, Ty samotna, nie kochana, bez wsparcia i nie będzie komu przytulić...Będzie lepiej?
Myślę, że powinnaś raczej skupić się na zmianie relacji w związku jak radziły dziewczyny powyżej. Jak nie sama to z pomocą psychologa.
Chcesz zmienić, boisz się porażki, no to wybacz - samo się nie zrobi...
Mam dla Ciebie cytat do przemyślenia: "Mądry człowiek żyje działając - a nie myśląc o działaniu"
Pozdrawiam i życzę mądrych przemyśleń
Dobrego dnia