Witam wszystkich! Mam do was pytanko a własciwie prosze was o rady o pomoc bo już wymiękkam jeśli chodzi o moją mame.....
Jakieś 6lat temu była zupelnie inną osobą pogodną, pełną optymizmu, zawsze rozumialyśmy sie bez słów. Kiedy poznałam mojego męża i wyjechaliśmy zagranice, z mamą widzialam sie przez 5lat w sumie 2 razy tylko. I juz wtedy zauważyłam że "zazdrości" mi tego co mialam a moim zdaniem nie miala mi czego zazdrościc. Wynajmowalam dom(czyli moj nie był), pracowal tylko mąż, ja siedziałam z dzieckiem w domu i wszelkie obowiazki domowe nalezaly do mnie. Wiec tego tez nie mozna pozazdroscic.... juz wtedy zauwazylam ze moja mama to straszna materialistka, wszystko kręcilo sie wokól pieniedzy i nic wiecej. Po powrocie do polski, mieszkam z mamą w jednym domu, ale ona na piętrze a my na parterze.Wejści mamy oddzielne, rachunki też mamy podzielone. My zajmujemy 43m2pomimo że dół jest o raz większy! a moja mama, tata i siostra zajmują około 140m2, do tego drugą połowe koło nas zajmują obcy ludzi mama im wynajmuje.
I teraz w czym rzecz?? chcialabym dorobic sie wlasnego mieszkanka, moze byc nawet w bloku byle by bylo ze 2-3pokoje z balkonem i nam wystarczy.Ale zeby kupic takie mieszkanie (w moim województwie) potrzebne mi na to ok. 170 000zł. na dzin dzisiejszy mam tylko 21000zł, i przeciez dopóki nie uskładam chociaż połowy, mogłabym mieszkać w domu mamy - nie przeszkadzamy sobie wogóle, jak napisalam wszystko mamy osobno, nikt nikomu nie siedzi na głowie - ale moja mama ciągle wypomina mi ze mam 28lat a nie mam wlasnego kąta, że moj mąż nie nadaje sie do pracy bo popracuje pare godzin i najchetniej siedzialy reszte dnia w domu(a on jezdzi zagranice na 2m-ce i wraca na 2 tyg. i tak wkolo juz od stycznia).Na dodatek kazała nam wynajć sobie inne mieszkanie ...powiedziała to wprost! Nie rozumiem jej zachowania, non stop pokazuje mi na nk moje kolezanki z klasy i mnie do nich porównuje - mówi ze one maja wszystko a ja nie mam nic, nawet ze samochodu nie mam to jej nie na ręke. Samam ma auto ale nigdy w zyicu jeszcze mi nie pozyczyła go bym mogla pojechac z mezem i synem na zakupy czy do zanjomych. Kupisz sobie to bedziesz jezdzic!! taki tekst wiecznie słysze. Kocham ją, jest moją matką ale czasem mam wrazenie jakbym byla jakims adoptowanym dzieckiem... takim gorszym. Jestem jej najstarszą córką, sostra jest 3 laata mlodsza i jest taka sama jak mama - nie da sie z nia poadac... jest jakis ratunek by mama znow byla jak kiedys?? czy bedzie jeszcze gorzej?
Wiesz co, dziwna sytuacja.. Najbardziej dziwi mnie to, że Twoja siostra zachowuje się tak samo.. Może jest jakaś niewyjaśniona sprawa, o którą obie mają żal do Ciebie? Może mają za złe, że będąc za granicą rzadko przyjeżdżałaś, a jak wróciłaś to nie "na swoje" tylko znowu do mamy? Nie bronię ich, nie widzę też niczego złego w Twojej postawie, ale może one odbierają to jako "żerowanie"? Powinnyście porozmawiać, powiedz o swoich planach związanych z mieszkaniem. ![]()
Może mają za złe, że będąc za granicą rzadko przyjeżdżałaś, a jak wróciłaś to nie "na swoje" tylko znowu do mamy? Nie bronię ich, nie widzę też niczego złego w Twojej postawie, ale może one odbierają to jako "żerowanie"?
Dokładnie o tym samym pomyślałam, szczerze mówiąc. Masz 28 lat, nie dziwię się, że rodzice oczekują od Ciebie samodzielności, w tym też finansowej, choć z drugiej strony z Twoją siostrą nie ma takiego problemu...? To jest dziwne. Ja w każdym razie nie wyobrażam sobie wprowadzić się znowu do domu rodzinnego, choć jest całkiem duży, po prostu nie chcę rodzicom na głowie siedzieć. Swoją rolę spełnili, teraz muszę się usamodzielnić.
Jestes jeszcze b.mloda i nie masz doswiadczenia. Moim zdaniem powinnas porozmawiac z mama o co ma zal do Ciebie i czgo oczekuje od Ciebie. Jesli tego nie zrobisz nigdy nie dowiesz sie podstaw jej postepowania. Z wiekiem wszystkie wady sie poglebiaja wiec jej chytrosc rowniez. Moze zaproponuj, ze bedziesz placila jej czynsz za to mieszkanie. Ale najpierw porozmawiaj szczerze z mama i siostra.
Moim zdaniem Twoja mama może mieć żal do Ciebie, że będąc za granicą prawie w ogóle jej nie odwiedzałaś. Odizolowałaś się od rodziny a teraz jak gdyby nigdy nic wracasz do domu i myślisz, że będzie jak dawniej.
6 2011-08-14 13:30:21 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-08-14 13:33:16)
Uważam, że powinniście się jak najszybciej wyprowadzić. Mieszkanie małżeństwa z rodzicami - to zawsze był poroniony pomysł. Założyłaś rodzinę - swoją własną - mieszkaj pod własnym dachem. Dzieckiem już nie jesteś - nie masz 17 lat - tylko 27.
Pobudki mamy - w tym momencie nie są najważniejsze - zawsze stałam w pozycji - młodzi powinni mieszkać osobno. Osobno. Może na początku warto zainwestować w kawalerkę, a dorabiać się na bierząco. Są kredyty dla młodych małżeństw - teraz jest dobry czas na kupowanie - na rynku nieruchomości ceny są w miarę niskie.
Jeśli Was nie stać - wynajmijcie pokój z kuchnią na obrzeżach. Być może rodzice chętniej by Wam pomogli - gdyby to była pomoc stricte pożyczkowo - finansowa.
Szczerze? Dlaczego o dachu nad głową nie pomyśleliście PRZED założeniem rodziny i urodzinami malucha? Nie wydaje mi się, że mama "nagle" zmieniła się w straszną materialiskę. Może nie pasuje jej Wasza wizja pomieszkiwania do czasu aż się dorobicie. Przez 5 lat miała w chacie względny spokój - a tu córka spada jak meteoryt z mężem i dzieciakiem. Może ona już by chciała z Twoim ojcem pożyć własnym życiem? A co jeśli siostra - też już nie nastka - sprowadzi jej na głowę następnego zięcia? Przekichane.
Kriss, chyba nie umiesz czytac, jej matka mieszka na pietrze a ona na parterze w niezaleznym mieszkaniu. Jestem w wieku jej matki , moja corka na 27 lat , kupilismy jej dom by mieszkala blisko nas doslownie przez plot i nie uwazam, ze zrobilismy cos nadzwyczajnego. Gdybysmy mieszkali w jednym domu bylabym b. szczesliwa. Nawet nie wiesz jak to cieszy miec corke blisko, widziec jak dojrzewa, miec blisko wnuki (poki co jeszcze nie ma planow na dzieci). Dziwie sie jej mamie, ze nie chce byc blisko corki i wnuka. A kredyt mozna dostac jak ma sie stala prace, a przeciez pisala, ze jej maz pracuje dorywczo a ona zajmuje sie dzieckiem. Ale wiem jedno, ze problemy bardzo jednocza malzenstwo i to jest jedyny plus z tej sytuacji.
8 2011-08-15 07:42:42 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-08-15 07:59:26)
Bfox - dziwię się że jako dojrzała osoba zaczynasz zdanie "chyba nie umiesz czytać". Nieelegancko.
To że Ty kupiłaś córce dom - to jest Twój wybór, Twoja sprawa i Twoje możliwości. Jeśli taka była Wasza decyzja - Twoja i córki - to nie, nie zrobilaś nic nadzwyczajnego. Nie piszesz też, że ktokolwiek zgłasza pretensje z zaistniałego układu - i bardzo dobrze. Ale przecież nie rozmawiamy tu o Tobie, tylko o relacji Autorki z własną matką (nie z Tobą) i próbujemy znaleźć rozwiązanie.
Skoro ich relacje są takie a nie inne, a pogorszenie stosunków nastąpiło ewidentnie po wprowadzce córki z rodziną pod dach matki - to moim zdaniem w tym tkwi problem. Mama autorki wyraziła się jasno - chce aby córka się usamodzielniła. Ja uważam, że to dobry pomysł - stanąć samodzielnie na nogi. Nawet dla lepszego samopoczucia i Autorki i jej męża. Mieszknie z rodzicami, w napiętej atmosferze - na pewno rzutuje na ich małżeństwo - jeśli nie bezpośrednio to pośrednio.
Swoim ostatnim postem nie wniosłaś żadnej merytoryki do dyskusji - mało powiedziane - teraz Autorka ma Cię porównywać z własną matką? Ona jej domu nie kupiła i najwyraźniej z wspólnego mieszkania szczęśliwa nie jest. Po co podjudzać?
Na forum jest mnóstwo wątków dotyczących mieszkania z rodzicami - pełno w nich pretensji do rodziców, teściów, niedomówień. Po co fundować sobie na własne życzenie dodatkowy stres z najbliższą rodziną. Każdy jest inny i ma inny pomysł na życie. I być może po troszę rozumiem mamę Autorki - chociaż nie podobają mi się metody jakie stosuje - bierna agresja i szantaż emocjonalny - ale pobudki - jak najbardziej.
Kiedy odchowam synów - nie wyobrażam sobie aby siedzieli mi na głowie będąc dorosłymi ludźmi. Albo jeszcze sprowadzili swoje żony z dziećmi. Mamy z mężem dom z ogrodem - dorobiliśmy się sami, od nikogo ani grosza - nasz wybór. Jestem z tego dumna. Nie powiem. Synów wychowuję tak, aby byli samodzielni już od najmłodszych lat. Odkładam na ich przyszłość. Kiedy skończą 25 lat - każdy dostanie pulę pieniędzy - i zrobi z nią co będzie uważał za stosowne. Jeśli zdecydują się na inwestycję we własne lokum - super, jeśli przehulają na głupoty - sami poniosą konsekwencje. Natomiast ja nie zamierzam pomykać w fartuszku, lepić pierogi i być niańką dla wnuków. Z przyjemnością ich ugoszczę - ale każdy ma swoje życie. Chcę podróżować, rozwijać się, odpoczywać, żyć pełną piersią. Cieszyć się życiem razem z mężem.
Jak widać dla każdego jest dobry inny scenariusz.
9 2011-08-15 09:06:55 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-08-15 09:10:22)
... Dziwie sie jej mamie, ze nie chce byc blisko corki i wnuka...
A można wiedzieć czemu się dziwisz?
Nie dopuszczasz możliwości, że ludzie są różni? Nie przez sztancę robieni?
Myślę, że w sytuacji autorki i jej mamy oraz siostry jest jakaś "nie przerobiona" sprawa, coś co budzi w nich żal.
Czy będąc za granicą zaprosiłaś do siebie mamę albo siostrę choć raz?
Pytam, bo w mojej rodzinie 2 bracia zerwali stosunki na tym tle.
Z boku wygląda to tak, że jak Ci było dobrze, to o nas nie pamiętałaś zbyt gorliwie, a "jak trwoga to do Boga" trąci z lekka postawą roszczeniową. No i kto tu by wychodził na materialistkę i egoistkę? Nie mówię, że tak JEST, mówię co mi się nasunęło na myśl, więc bez obrazy proszę ![]()
Co do samodzielnego mieszkania - to skoro zostało to wyartykułowane przez mamę, to trudno, trzeba przełknąć tę gorzką pigułkę i się usamodzielnić. Kiedyś trzeba. Można bardzo kochać ale nie chcieć mieszkać "na kupie" (nie ważne, że w różnych lokalach).
Voxi, a czy nie jest to tak, że to Ty masz pretensje do matki? O to, że Ty mieszkasz na 43 metrach, a matka z ojcem i siostrą na 140? I o to, że matka wynajmuje część parteru obcym ludziom, zamiast dać ją Tobie? A także o to, że matka nie chce Ci pozyczać swojego auta?
Piszesz, że mama zazdrościła Ci tego co miałaś za granicą, choc nic nie miałaś. Więc może to nie zazdrość była, tylko krytyka i rozczarowanie, bo wyjechałas za granicę chyba po to by się dorobić, prawda? Wyjechałas z rodzinnego domu, 5 lat Cię nie było i.....wróciłaś w to samo miejsce z mężem i dzieckiem. Przez cały pobyt za granicą nie dorobiliście się ani mieszkania, ani nawet samochodu. Może to zniesmaczyło Twoja mamę? Bo, że uważa Twojego męża za lenia to jasne, napisałaś to. Najwyraźniej mama uważa Was oboje za nieudaczników, którzy nigdy do niczego nie dojdą, jeśli będzie się Wam ułatwiać życie. Może dlatego wymówiła Wam mieszkanie, żeby Was zmobilizować? Nie wiem. W kadym bądź razie nie napisałaś nic, co mogłoby wskazywać na wyjątkową podłość Twojej matki wobec Ciebie.
Bfox, kupiłaś córce dom obok siebie, chcesz być codziennie obecna w życiu jej rodziny, byc blisko córki i jej dzieci, a nawet byłabyś szczęśliwa, gdybyście wszyscy mieszkali w jednym domu. Jeśli to Was obie uszczęśliwia, to proszę bardzo! Ale Ty sie dziwisz matce Voxi, że ona tak nie chce!
Ja się nie dziwię i Kriss się nie dziwi. Fakt, metody matki są nienajlepsze, ale pobudki, całkiem zrozumiałe.