Kochać swój toksyczny związek - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Kochać swój toksyczny związek

Strony 1 2 3 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 422 ]

1

Temat: Kochać swój toksyczny związek

Nie... Nie zacznę od początku bo pisałabym ten post kilka dni. Zacznę więc od końca.
W związku z Panem P. jestem od trzech lat (tiaa, nasza rocznica 3 lipca). Jesteśmy dwojgiem ludzi, którzy kompletnie się od siebie różnią. Nie mamy wspólnych zainteresowań, nie mamy wspólnych znajomych a już na pewno - przestaliśmy mieć o czym rozmawiać. Oczywiście, zanim to wszystko stwierdziłam, musiało wiele wody upłynąć... Oczywiście wody w postaci moich gorzkich łez. Nie zdradził mnie, kocha mnie, seks jest ok, wspólne chwile nudne, ale są wspólne. Na pozór- czegóż chcieć więcej. Litości- kobietą jestem. Mam swoje wymagania. Nie zdradził mnie- lecz problem tkwi we mnie- zazdrosna do bólu. Mierze go swoją miarą... Kocha mnie, choć i tak twierdze że nie umie tego okazywać- cóz taki typ. Seks był kiedyś idealny... dziś jest rutynowy i nudnawy. Nasze wspólne chwile... ach tu będzie cała litania ! Uwaga ! - Oglądanie wspólnie TV, robienie grilla. tadam ! Koniec jakże rozbudowanej wypowiedzi na temat naszych wspólnych chwil.

Nuda nuda nuda...

Ale nie w nudzie jest problem. Tylko w nas.

On jest agresywny. Szczególnie gdy wypije. Nie jednego siniaka już miałam przez Niego.
On nie chce rozmawiać. Uważa, że rozmowy kończą się kłótnią- co jest OCZYWIŚCIE tylko w 50% prawdą.
On ma wszystko i wszystkich w dupie. Włącznie ze mną.
On mnie nie szanuje. Kilka cytatów : "Jesteś poje***" , "Idź do psychologa lepiej" , "M. daj mi już spokój", "M. nie muszę sie o Ciebie starać bo i tak zawsze będziesz przy mnie"
On ma przyjaciół. Mi ich pozabierał. Jak ? Wyselekcjonował moje towarzystwo tak, że okazało się, że zadawałam się z całym marginesem społecznym (według niego...). Ps. Dziś chce bym odnowiła kontakty smile och, ironio losu...
On dochodził i wracał 4 razy. (ostatnio rok temu, także spokojnie... wink )
Przez Niego trafiłam do psychologa i szpitala. Napady paniki. Dziś już mi lepiej.
On ma siłownie, basen, gitarę, studia. Ja mam Jego. On nie ma czasu. Ja mam go za dużo.

Tak wymieniać i wymieniać mogłabym godzinami...

Jaka w tym moja wina ? Alez oczywiście, że jest !!!

Jestem:
Zaborcza, zazdrosna, egocentryczna, apodyktyczna, egoistyczna, nadwrażliwa i wszystko pomnożyć razy dwa (poza egoizmem, bo tylko w stosunku do Niego brak mi empatii)

Tak pokrótce - to by było na tyle...

Rady pt: Odejdź od niego... Hmm, owszem wchodzą w grę, aczkolwiek- musi jeszcze wiele wody upłynąć bym dojrzała do tej decyzji...
Właściwie nie możecie mi pomóc. Jak mi się to nie udało, to jak wam się ma to udać ? smile

Tiaa... Optymistka ze mnie.

Pozdrawiam smile

Zobacz podobne tematy :
Odp: Kochać swój toksyczny związek

Ciekawa jestem czy gdybyś od niego odeszła to choć troszke by sie starał żebyś do niego wrocila. Wiem,ze odejscie od niego nie jest wcale takie proste i jak mowisz wymagało by duzo czasu. Ale wyobraź sobie wasza wspólną przyszłość,chcesz zeby Twoj mąż był taki? Moze zróbcie sobie przerwe,zobaczysz czy zatesknisz czy spodoba Ci sie inne życie.

3

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Doszukujesz się winy w sobie i wymieniasz swoje " wady" a prawda jest taka że nawet gdybyś mogła złożyć zamówienie do Boga na "Idealna JA" to ten facet i tak traktowałby Cię tak jak teraz.Bo to on ma problem - jest agresywny,niedostępny,stosuje przemoc psychologiczną wobec Ciebie - nie wiem czy to nie jest typ faceta który boi się bliskości.

Oczywiście Ty też musiałbyś pracować nad sobą - wtedy nawet mogłoby się okazać,że zasadziłabyś mu takiego kopniaka w ten jego zad, że więcej by Ci się na oczy nie pokazał.Wiedziałabyś po prostu że taki typ nie zasługuje na Ciebie.Już z całą pewnością nie planuj z nim żadnej przyszłości,żadnego małżeństwa - wtedy odejść wcale nie jest łatwo.

Pozdrawiam Cię Młoda Kobieto która już nie długo zdobędzie wszystkie narzędzia potrzebne jej do tego aby świadomie i odpowiedzialnie kształtować swoje życie.Zycie w otoczeniu ludzi wspierających i kochających.A życie mamy tylko jedno zbyt krótkie aby je marnować.

Piszę to wszystko bo ja dziś mam 38 lat - i kilka lat temu wstecz, podobnie jak ty teraz ,szukałam głupich usprawiedliwień dla JEGO wybryków.Żyłam w świecie fantazji że się zmieni,nie chciałam widzieć że ten człowiek nie jest odpowiednim kandydatem na partnera dla mnie.
Piszesz o zazdrości - też byłam zazdrosna o jego byłe, panienki które wybzykał w przelocie - teraz nie czuje żadnej zazdrości.

Po pietnastu latach małżeństwa powiedział mi że nigdy nie poznam jego serca bo nie jestem tą kobietą.Zapytałam go wczoraj " dlaczego nie miałeś jaj aby mi to powiedzieć 15 lat temu?Popłakałbym sobie dzień ,dwa a może miesiąc.A teraz ..." Teraz to biorę odpowiedzialność za moje wybory i wcale nie jest łatwo.

Wiesz,nie byłam mądrą kobietą...

4

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry

Współczuje Ci takie żywotu i Krzyżu Pańskiego z takim człowiekiem? Zdaje sobie sprawę, że nie jest Ci łatwo, ale powinnaś zastanowić się nad sobą i nad swoim życiem, w którym nie żyjesz a wegetujesz...
Proszę nie doszukuj winy w sobie, mimo że jesteś

Merry napisał/a:

Zaborcza, zazdrosna, egocentryczna, apodyktyczna, egoistyczna, nadwrażliwa

Wymieniłaś jedynie cechy, która posiada każda z kobiet, więc jak dla mnie to nie jest Twoja wina. Pamiętaj jednak, że ON manipuluje Tobą i narzuca Ci myśl, że poprzez Twoje cechy jesteś do niczego ? co jest nieprawda.   

A czy On naprawdę jest taki idealny? Zastanów się, w którym momencie facet z którym żyjesz okazał się być dla Ciebie wspaniały, idealny? Jak podniósł rękę na Ciebie? Jak nie interesuje się Tobą? Jak nie okazuje Ci szacunku? Jak decyduje jak ma wyglądać Twoje życie u Jego boku? Przez to jest taki wspaniały? Chyba to nie są te momenty, które sprawiają że kobieta czuje się bezpieczna u boku mężczyzny ? zgadza się?

Proszę odpowiedz sobie na pytanie dlaczego z Nim jesteś? Co ten PAN IDEALNY ma w sobie takiego? Zastanów się czy warto... Skoro już i tak pokazał, że mu nie zależy, jak głupi jest pewny tego, że zawsze będziesz u jego boku, ale po co? By mógł Cię traktować jak worek treningowy? Dziewczyno obudź się! Twój związek jest do niczego... Dajesz z siebie wiele a dostajesz - załamanie psychiczne (ładny wyraz miłości z jego strony nie ma co)

Merry napisał/a:

Rady pt: Odejdź od niego... Hmm, owszem wchodzą w grę, aczkolwiek- musi jeszcze wiele wody upłynąć bym dojrzała do tej decyzji...
Właściwie nie możecie mi pomóc. Jak mi się to nie udało, to jak wam się ma to udać ? smile

Skąd taka pewność że nie możemy Ci pomóc? Kochana ja jestem KOBIETĄ KOCHAJĄCĄ ZA BARDZO, mam problem i do wczoraj uważałam, że sama potrafię sobie poradzić z nim. Okazało się to nieprawdą. Posiadałam błędne myślenie, uznając, że sama wiem co dla siebie najlepsze, sama skazywałam się na ból ze strony R. choć mogłam dawno powiedzieć DOŚĆ. Ale bałam się samotności, więc istniałam w tym związku, który związku nie przypominał. Dałam się okłamać wiele razy, dałam się oszukać, pozwoliłam się nie szanować i upokorzyć na oczach jego rodziny i bliskich znajomych ? nie fajne uczucie? I w imię czego? Kilku wspaniałych uniesień podczas seksu, kilku miłch dni spędzonych razem? Żyłam w strachu przed kolejnym jego rzutem humoru. Niezależnie czy był zły na szefa czy kumpla ja byłam winna. Co z tego, że pokłócił się z rodziną ? ja byłam winna. Rano wstał nieswój ? ja byłam winna. Wszędzie doszukiwałam się swojej winy.

Wczorajsza rozmowa z jedną z kobiet uświadomiła mi w jakim związku żyłam. Że on miał mnie gdzieś, że nie liczyłam się dla niego, że kazda rozmowa spełzła na niczym, bo przecież ON był najważniejszy. Wczoraj wylałam mnóstwo łez czytając srogie uwagi dziewczyn, wracając pamięcią do danych momentów. Dostałam niezłego kopa w tyłek, terapia szokowa podziałała. Zdałam sobie sprawę, że robiłam wiele zadowalając jego, broniłam go i jego humory, zachowania w imię ślepej miłości? Ślepej, bo gdybyś dziś zapytała się mnie za co go kocham nie odpowiem Ci bo nie potrafię?
Jeszcze kilka miesięcy temu bez zawahania z uśmiechem na twarzy powiedziałabym powody mej miłości do niego dziś tak nie jest.
Dawniej byłam optymistką, która znała swoją wartość i cenę, potrafiłam olać wiele spraw, na inne przymknąć oko, odszczekać ? to mu się we mnie spodobało. Dziś jestem pesymistką, która wszystko widzi w czarnych barwach, boi się samotności jaka przyjdzie, gdy jego zabraknie. Dotknęłam dna próbując się zabić ? nisko upadłam przez niego? Dziś wiem, że w dniach, kiedy paliła mi się lampka w głowie powinnam zacząć działać, a nie być zagłuszana przez jego słowa?

Ale nie jest nigdy za późno aby zacząć walczyć o samą siebie. Wystarczy chcieć, wystarczy zrobić jeden krok w kierunku uwolnienia się od tego toksycznego gó***. Uwierz, że z pomocą ludzi, którzy chętnie wyciągną rękę jesteś w stanie zmierzyć się z każdym problemem, nawet jeśli nosi JEGO imię?

Warto spróbować, bo kiedy już osiągniesz pewien poziom uznasz, że lepiej Ci się wiedzie bez niego niż z nim. Będziesz sama decydowała o sobie, a nie ktoś, będziesz sama dla siebie panią, będziesz wolna od kłótni, sprzeczek, obrażających słów, od poniżenia? Zacznij działać ? jeszcze nie jest za późno.

5 Ostatnio edytowany przez Merry (2011-06-26 17:40:56)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Daria i Monia- przeczytajcie całą treść tego posta, to wam bardziej naświetli sprawę... liczę na waszą pomoc...

Daria196 - strzeliłaś w samo sedno. Pokolei postaram Ci się odpowiedzieć : To jest właśnie facet który boi się bliskości. On nie potrafi wyrażać swoich uczuć, ale usprawiedliwiam to Jego sytuacją w domu. Stracił ojca w wieku 16 lat. Matka jest zimną wsianką. Jego 33letni brat ma schizofrenie i jest pasożytem w domu (jak na mój gust jego brat wcale nie ma żadnej choroby psychicznej, po prostu jest pieprz* leniem!). Jego 28 letnia siostra ma dziecko z innym a zyje w konkubinacie z jeszcze innym, jego druga siostra (25 lat) utrzymuje faceta co najwyzej na 3 miesiące... Tak jak Piotr-zanim mnie poznał. Po prostu ja mu odejść nie dałam. Bo też próbował uciec. I powiem Ci że wlaśnie najbardziej obawiam się przyszłości. Bo przezyje to co jest teraz. Przezyje bo... no właśnie. Nie wiem czy to co czuje do Niego to miłość czy przywiązanie. Mieszkam w małym miasteczku gdzie kazdy kazdego zna. Tu ciężko byłoby mi o nim zapomnieć, bo nasze drogi przecinałyby sie dzien w dzien. Poza tym tyle spraw nas łączy i tyle wspomnien...no właśnie. Możliwe ze to kwestia tego jakim był mnie trzyma przy nim. Albo moja urojona wizja tego jaki mógłby byc. Bo nie oszukujmy się na 365 dni w roku idealnych jest może 90. Reszta to porażka. Ponadto- nie chce go skrzywdzić odchodząc od niego, ale wiem ze - te dobre i złe myśli- kiełkują. I kiedy z pewnościa bede to chciała zrobic... ale czy odejde , czy znowu stchórzę ?...

Co do wypowiedzi Moni_3103 - odpowiadam sobie na pytanie, dlaczego z nim jestem takimi słowami : bo ja wiem, że on ma dobre serce, lepszego od niego nie znajdę... Nie chce faceta ktory bedzie patrzyl tylko na mnie pod katem seksu... Ty jesteś kobietą kochającą za bardzo... Moja droga- przez to samo przechodziłam ! Kupiłam książkę, czytałam czytałam. Potem poszłam do jednego i drugiego psychologa- dzis wiem ze nie kocham go za bardzo... Ja po prostu sie uzależniłam. I kolejny psycholog, kolejna książka... wszystko na nic, bo pomimo iz uczucia sa słabsze - uzależnienie zostaje. Mam delirium jak mysle ze moge go stracic choc na jeden dzien...  POnadto, widzę, że mam podobną sytuacje do Twojej... W momencie gdy moj jest zmeczony, lub miał gorszy dzien w pracy- to mi się obrywa... A potem tylko nieustające poczucie winy... i odbicie w lustrze na które nie mam ochoty patrzec... I te ciągłe przeprosiny... błagania o wybaczenie... za co ? właściwie, za nic. A po co ? Po to by był święty spokój i by znów mnie "kochał" i "lubił"...
I kolejna podobizna... Kiedyś tez byłam optymistką, byłam niezalezna i wesoła. W takiej sie mnie zakochał. Dziś wszystko jest szare i czarne i wiem ze nic mi sie juz nie uda. A on nadal myśli, że jestem w glebi duszy tą dawną młodą M. tą szaloną i wesołą...Nie... Choć mu krzyczę w twarz, ze tamta M. odeszła a powstała nowa- ponura i szara... On mi nie wierzy !!!!!!! Łudzi sie ze jestem inna...
POwiedz mi jak mu powiedziałaś ze odchodzisz? w jakiej sytuacji ? jak zareagował ?

I na koniec dodam jedną ważną rzecz - tkwi we mnie przeświadczenie, że poniekąd macie racje, a z drugiej strony- że nie znacie nas, nie znacie go... Że może to ja wszystko zaczelam widziec w czarnych barwach i to jak mnie traktuje naprawde jest moja winą ?On chce wiecej wolnosci a ja go moze przytłaczam... I dlatego, dopoki nie bede pewna, ze to Jego wina to nie odejde... Także,czasem marze by nakryc go na zdradzie, bo wtedy sie uwolnie...

6

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Wydaje mi się, że to co czujesz do niego to raczej nie miłość, a przywiązanie. Twoje słowa mówiące

Merry napisał/a:

bo ja wiem, że on ma dobre serce, lepszego od niego nie znajdę

ukazują jak niskie zdanie o sobie posiadasz. Czy facet, który ma dobre serce bije swoją partnerkę, nie okazuje jej należytego szacunku? Wydaje mi się, że nie. Bo jeśli jemu zależy i ma dobre serce nie podnosi na kobietę ręki a tym bardziej nie dołuje jej psychicznie. Ty masz tylko o nim wyobrażenie z przeszłości, taki jaki był. A nie jest, bo w waszym związku to on decyduje jak masz zyć, jak wygląda dana rutyna. Ponadto powinnaś wierzyć w swoje możliwości. Skoro swoją osobę zainteresowałaś jego, to i zainteresujesz i innych.

Sama napisałaś, że

Merry napisał/a:

Kocha mnie, choć i tak twierdze że nie umie tego okazywać- cóz taki typ

O nie moja droga? Czyny mówią głosniej niż jakiekolwiek słowa. Powinien Ci pokazywać na każdym kroku jakim to jest szczęściarzem że ma Ciebie przy swoim boku. A on tylko uderzyć i zmieszać z błotem potrafi. No chyba, że Twoim zdaniem to jest JEGO OKAZYWANIE UCZUĆ.

Dokładnie stwierdzenie

Merry napisał/a:

Możliwe ze to kwestia tego jakim był mnie trzyma przy nim. Albo moja urojona wizja tego jaki mógłby być

ukazuje, że idealizujesz go sama. Nie chcesz odejść od niego, bo go to zrani? A czy on przejmuje się tym jak sam Ci zadaje ból? No przyznaj się, czy kiedykolwiek powiedział, obiecał, że dane zajście więcej nie powtórzy się? Wątpie również w to.

Mówiąc

Merry napisał/a:

pomimo iz uczucia sa słabsze

sama potwierdziłaś, że nie kochasz go już jak kiedyś?

Merry napisał/a:

A po co ? Po to by był święty spokój i by znów mnie "kochał" i "lubił"...

robisz tak by Twój ukochany nie mógł się na Tobie dalej wyżywać? Chcesz w ten sposób uspokoić jego a przy okazji siebie, bo wierzysz, że jak przestanie być zły to sytuacja między wami się unormuje. Nic z tego? Z byle przyczyny (nawet że zabił muchę) może się wkurzyć a Ty sama siebie będziesz za to winić...

Merry napisał/a:

POwiedz mi jak mu powiedziałaś ze odchodzisz? w jakiej sytuacji ? jak zareagował ?

O tym napisze Ci później, jak już dziś przeprowadzę z nim TĄ rozmowę.

Możesz mieć rację, że ich nie znamy, ale człowiek daje się łatwo przejrzeć, a jeśli wokół Ciebie są jeszcze życzliwi ludzie (w moim przypadku a i owszem) to sorry ale poznasz człowieka bez dwóch zdań.
Nic nie jest Twoją winą, widzisz w czarnych barwach, bo chcesz, a powinnaś spojrzeć na te sprawy z drugiej strony. Co gdyby Twoja siostra czy przyjaciółka miała takie sytuacje z partnerem jak Ty? Co byś jej radziła?
Uwolnić możesz się w każdy możliwy sposób ? wystaczy powiedzieć ?ŻEGNAM? i spakować swoje rzeczy wink

7

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Monia_3103 normalnie bym Cię wyściskała, że chce Ci się czytać to co ja pisze, że odpowiadasz na to wszystko...  Widzisz, wierze ze masz racje i wiem, ze powinnam zmienic to co jest... ale czekam na jakiś znak, na grom z jasnego nieba , wstrząs lub cud, ze to sie samo stanie, ze sytuacja sama sie wyjasni... a gdy nawet ten "grom" sie pojawia... to ja mu kolejną szansę daję. kolejną "ostatnią..." ... bo on wtedy tak łądnie mowi o miłosci- jak nigdy. On planuje ze mna przyszłosc, chce byc moim mezem i ojcem moich dzieci... tylko ja sie boje tego wszystkiego... No mówię ci musi sie zdarzyc CUD... albo wielka klotnia ktorej moja psychika nie wytrzyma... A o to ostatnio trudno, bo jak wiemy ze sie mamy poklócić to po prostu sie nie spotykamy... i wtedy on jest "zadowolony" a ja załamana...
Oczywiscie - gdyby on przeczytał moje posty powiedziałby, ze ja źle interpretuje jego osobe, ze wymyslam strasznie, ze przesadzam i ze tez nie jestem idealna. Poza tym dodałby ze nie tylko On ma sie starac, ale ja tez. Ze tez musze go szanować. I ze musze mu dac swobode to moze bedzie lepszy... och...czego by on nie powiedział na swoja obrone...

8

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

Monia_3103 normalnie bym Cię wyściskała, że chce Ci się czytać to co ja pisze, że odpowiadasz na to wszystko...

Czytam bo wiem, że mamy podobne przejścia, jestem tutaj aby choćby trochę pomóc Ci zrozumieć swoje życie, problem, może nakierować. Wierzę że wcześniej czy później przejrzysz na oczy (oby to było wcześniej)

Merry napisał/a:

Widzisz, wierze ze masz racje i wiem, ze powinnam zmienic to co jest...
ale czekam na jakiś znak, na grom z jasnego nieba , wstrząs lub cud, ze to sie samo stanie, ze sytuacja sama sie wyjasni... a gdy nawet ten "grom" sie pojawia... to ja mu kolejną szansę daję. kolejną "ostatnią..."  No mówię ci musi sie zdarzyc CUD...

Też dawałam szanse, wiele szans jak głupia wierząc, że tym razem będzie lepiej, że się postaramy, bo oboje chcemy, bo widzę jaki on wspaniały (bo dostał szanse).  To były tylko bajki, starania aby oczy mi czymś zasłonić - najczęściej fałszywym obrazem szczęścia i miłości, szczerości, zaufania i szacunku. Ja nigdy nie liczyłam na cud, który poprowadzi mnie do decyzji zakończenia wszystkiego, pomogły dziewczyny, a zdecydował ON i jego błąd... Czy będzie żałował - wątpie... Czy ja - raczej nie.

Merry napisał/a:

albo wielka klotnia ktorej moja psychika nie wytrzyma... A o to ostatnio trudno, bo jak wiemy ze sie mamy poklócić to po prostu sie nie spotykamy... i wtedy on jest "zadowolony" a ja załamana...

Bo im jest na rękę, że się z nami nie spotkają, my wtedy nie ględzimy, unikają wtedy możliwości rozmowy, która może przerodzić się w kłótnie, a my się zamartwiamy itp. Tyle, że oni to mają głęboko tongue standard takich typów jak Twój czy mój

Merry napisał/a:

Oczywiscie - gdyby on przeczytał moje posty powiedziałby, ze ja źle interpretuje jego osobe, ze wymyslam strasznie, ze przesadzam i ze tez nie jestem idealna. Poza tym dodałby ze nie tylko On ma sie starac, ale ja tez. Ze tez musze go szanować. I ze musze mu dac swobode to moze bedzie lepszy... och...czego by on nie powiedział na swoja obrone...

Skąd ja to znam... R. również powtarzał mi te same słowa, że on się stara (niby) ale ja nie widzę, a tylko wszystko w czarnych barwach widzę itp. Heh raz mu powiedziałam taki tekst "ok zacznę tak robić, jak mnie nauczysz. Jesteś starszy, bardziej doświadczony przez życie, więc prosze bądź mym nauczycielem" i nie uwierzysz, ale zgodził się... Tyle, ze nie do końca mu to wychodziło... Owszem były dobre momenty, ale zawsze gubił go aż wreszcie całkowicie zatopił jeden odwieczny błąd jaki popełnia - kłamstwo.

9 Ostatnio edytowany przez NieInteresujSie (2011-06-27 09:27:47)

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

Nie... Nie zacznę od początku bo pisałabym ten post kilka dni. Zacznę więc od końca.
W związku z Panem P. jestem od trzech lat (tiaa, nasza rocznica 3 lipca). Jesteśmy dwojgiem ludzi, którzy kompletnie się od siebie różnią. Nie mamy wspólnych zainteresowań, nie mamy wspólnych znajomych a już na pewno - przestaliśmy mieć o czym rozmawiać. Oczywiście, zanim to wszystko stwierdziłam, musiało wiele wody upłynąć... Oczywiście wody w postaci moich gorzkich łez. Nie zdradził mnie, kocha mnie, seks jest ok, wspólne chwile nudne, ale są wspólne. Na pozór- czegóż chcieć więcej. Litości- kobietą jestem. Mam swoje wymagania. Nie zdradził mnie- lecz problem tkwi we mnie- zazdrosna do bólu. Mierze go swoją miarą... Kocha mnie, choć i tak twierdze że nie umie tego okazywać- cóz taki typ. Seks był kiedyś idealny... dziś jest rutynowy i nudnawy. Nasze wspólne chwile... ach tu będzie cała litania ! Uwaga ! - Oglądanie wspólnie TV, robienie grilla. tadam ! Koniec jakże rozbudowanej wypowiedzi na temat naszych wspólnych chwil.

Nuda nuda nuda...

Ale nie w nudzie jest problem. Tylko w nas.

On jest agresywny. Szczególnie gdy wypije. Nie jednego siniaka już miałam przez Niego.
On nie chce rozmawiać. Uważa, że rozmowy kończą się kłótnią- co jest OCZYWIŚCIE tylko w 50% prawdą.
On ma wszystko i wszystkich w dupie. Włącznie ze mną.
On mnie nie szanuje. Kilka cytatów : "Jesteś poje***" , "Idź do psychologa lepiej" , "M. daj mi już spokój", "M. nie muszę sie o Ciebie starać bo i tak zawsze będziesz przy mnie"
On ma przyjaciół. Mi ich pozabierał. Jak ? Wyselekcjonował moje towarzystwo tak, że okazało się, że zadawałam się z całym marginesem społecznym (według niego...). Ps. Dziś chce bym odnowiła kontakty smile och, ironio losu...
On dochodził i wracał 4 razy. (ostatnio rok temu, także spokojnie... wink )
Przez Niego trafiłam do psychologa i szpitala. Napady paniki. Dziś już mi lepiej.
On ma siłownie, basen, gitarę, studia. Ja mam Jego. On nie ma czasu. Ja mam go za dużo.

Tak wymieniać i wymieniać mogłabym godzinami...

Jaka w tym moja wina ? Alez oczywiście, że jest !!!

Jestem:
Zaborcza, zazdrosna, egocentryczna, apodyktyczna, egoistyczna, nadwrażliwa i wszystko pomnożyć razy dwa (poza egoizmem, bo tylko w stosunku do Niego brak mi empatii)

Tak pokrótce - to by było na tyle...

Rady pt: Odejdź od niego... Hmm, owszem wchodzą w grę, aczkolwiek- musi jeszcze wiele wody upłynąć bym dojrzała do tej decyzji...
Właściwie nie możecie mi pomóc. Jak mi się to nie udało, to jak wam się ma to udać ? smile

Tiaa... Optymistka ze mnie.

Pozdrawiam smile

przepraszam ale poprawilas mi strasznie humor tym postem ;D jestes genialna! tak fajnie to napisalas ;DDD nie wiem czy pomoze moja rada ale ja mialem okres w zyciu ze zachowywalem sie bardzoo podobnie jak twoj gburowaty amant ta monotonnia pojawila sie   rowniez po 3 latach moze troszke mniej  , sex lipa, komunikacja tragedia, juz lepiej z psem jej sie gadalo, ja mowie jak ona na to patrzyla, bo ja akurat nie widzialem wtedy w tym nic zlego. przede wszystkim traktowalem ja jak moja wlasnosc ktora czeka jak wroce. pewnie siedzicie przed tv to slowem sie nie odzywa na twoje pytania ktore powoli przestajesz zadawac odpowiadal tak, nie, moze, nie wiem ;D teraz po czasie jestem w stanie uczciwie powiedziec ze to 70% bylo mojej winy, jesli sie zastanawiasz jak sie miedzy nami skonczylo... zostawila mnie w uj ;D i to bylo najlepsza decyzja jaka mogla zrobic, mamy ze soba kontakt, obaj jestesmy w zwiazkach, jak sie widzimy jest w otoczeniu tyle chemi miedzy nami ze ograniczamy spotkania ;D ale od rozstania do tego kolezenstwa bardzo duzo przykrych rzeczy obaj sobie zrobilismy ale ja bym na twoim miejscu pokazal mu ze ma konkurecje, musisz z nim pograc, tylko nie zrob z niego zazdrosnika bo w padnie w obsesje i wtedy dopiero cyrki sie zaczna, ma cie wylacznosc i on to wie jak powoli mu to wybijesz z glowy, dojdzie do niego zeby sie ogarnac.jesli nie dojdzie to dojdzie jak go zastawisz przynajmniej na jakis czas. tylko pamietaj ze to co tu napisalas to jest twoj pukkt widzenia a mysle ze jestes na tyle ucziciwa chociaz przed soba ze te naciagane rzeczy sobie tez wybijesz w glowki ( o ile sa) moim zdaniem tak bo twoja historia jest bardzo podobna do mojej ;D pozdrawiam serdeczne. edit, nie czytalem wszystkich postow ktore napisaliscie tylko ten autorki wiec jak cos chlaplem to ignorujcie ;D

10

Odp: Kochać swój toksyczny związek

NieInteresujSię- nic nie chlapnąłeś wink ! Powiem Ci, że juz próbowałam zagrywek zeby był zazdrosny... ale on mi bezgranicznie ufa, bo zna moje uczucia do Niego. Ja nawet moge mu powiedziec, ze facet sie do mnie przypierdziela i przyjezdza pod moj dom i w ogole- jego to nie rusza. Mogę nawet flirtować z kim chce- a on mysli ze to zwykla rozmowa. Chyba ze na horyzoncie pojawiłby sie jego kolega... ale to by go zdenerwowało bardziej niz wprowadziło w stan zazdrości smile... Widze ze jedynym wyjsciem z sytuacji jest odejscie od niego, bo dzieki temu ty zrozumiałes swoj bład... ale dlaczego o nia potem nie walczyles ? po jakim czasie to zrozumiałeś ???

Monia_3103 rozmawiałam wczoraj z przyjaciółką, ktora powiedziala, zebym mu dała szanse, bo problem w jego zachowaniu tkwi w tym, ze on jest skryty w sobie. Boi sie mowic o tym co mysli i czuje... No i problem tez jest we mnie- ze nie potrafie byc wyrozumiała... owszem juz nie potrafie. Przestałam go darzyc jakąkolwiek empatia, bo on w stosunku do mnie nigdy tego nie potrafił... I stalismy sie niczym para rodzenstwa ktore sie nie trawi, a nie para zakochanych ;/

11

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

Widze ze jedynym wyjsciem z sytuacji jest odejscie od niego. Przestałam go darzyc jakąkolwiek empatia, bo on w stosunku do mnie nigdy tego nie potrafił... I stalismy sie niczym para rodzenstwa ktore sie nie trawi, a nie para zakochanych ;/

Więc rozwiązanie swojego problemu masz... Sama zauważyłaś, iż to co oboje uznajecie za "związek" nim nie jest... Skoro on nie umie okazać zazdrości - znak że nie zalezy mu na Tobie. W społeczeństwie ludzkim utarło się, że jeśli ktoś kogoś darzy uczuciem jest również o daną osobę zazdrosny (choćby w małym stopniu), a skoro jemu to wisi to nie widzę sensu tkwić z takim człowiekiem w jakiejkolwiek głębszej zażyłości. No bo po co? Odpowiedz mi po co z nim jesteś, skoro sama widzisz, że nie darzysz go już sympatią, traktujesz raczej jak brata... Więc po co z nim jesteś? Dlaczego?

12

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Widzisz Monia_3101, rozmawiałam nawet z moją mamą. Ona zawsze była moja przyjaciolka, ale balam sie z nią rozmawiac o P. bo ona za nim nigdy nie przepadała... dzis jej powiedziałam wszystko... I ucieszyła sie ,ze wreszcie zrozumiałam jakim jest człowiekiem i powiedziała, ze z ojcem od ponad dwoch lat martwia sie o mnie i o moje zycie... nie chca bym je spierdzielila... i nie powiem, bo jestem załamana, ze nie ma juz nikogo kto by powiedzial- zostan z nim...

Ciezka decyzja mnie czeka...

Odp: Kochać swój toksyczny związek

no dezycja napewno ciezka ale po tej decyzji bedzie ci lzej.... bo twoje zecie to kajdanki ktore nosisz a czas najwyzaszy je zdjac wink

14

Odp: Kochać swój toksyczny związek

JA kiedy mnie wkur.., radzę sobie właśnie w ten sposób co on robi z tobą , czyli niszczę go psychicznie, odebrałam mu przyjaciół ( zostało parę osób), po 15 latach małżeństwa znam go na wylot, wiem co go zaboli i kiedy znów wraca w nocy pijany - mszczę się ,wiem to jest podłe , ale skoro on mnie nie szanuje to dlaczego ja mam być ferr, a zemsta daje satysfakcje. Każda kobieta jest księżniczką i tak powinna być traktowana- na pocieszenie powiem że istnieją tacy faceci którzy tak właśnie postępują z kobietami ale na razie na takich trafiły moje koleżanki. Trzeba wierzyć w siebie i nie dać się , walcz . KAR

15

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Cudowne jest to, że masz wsparcie kochających,mądrych rodziców.
Moi rodzice nigdy nie stanęli po mojej stronie a powiem Ci że poczucie osamotnienia jest przerażające.Ciesz się tym darem...

To moi rodzice mówili " daj mu jeszcze jedną szansę" - i tak zleciało 15 lat.Dziś jestem kłębkiem nerwów.

W sobie poszukaj odpowiedzi i ciesz się jeszcze tym że masz prawdziwych przyjaciół ...

16

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Kopnij drania w zadek a od razu lepiej się poczujesz.

17 Ostatnio edytowany przez NieInteresujSie (2011-07-07 10:25:47)

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

NieInteresujSię- nic nie chlapnąłeś wink ! Powiem Ci, że juz próbowałam zagrywek zeby był zazdrosny... ale on mi bezgranicznie ufa, bo zna moje uczucia do Niego. Ja nawet moge mu powiedziec, ze facet sie do mnie przypierdziela i przyjezdza pod moj dom i w ogole- jego to nie rusza. Mogę nawet flirtować z kim chce- a on mysli ze to zwykla rozmowa. Chyba ze na horyzoncie pojawiłby sie jego kolega... ale to by go zdenerwowało bardziej niz wprowadziło w stan zazdrości smile... Widze ze jedynym wyjsciem z sytuacji jest odejscie od niego, bo dzieki temu ty zrozumiałes swoj bład... ale dlaczego o nia potem nie walczyles ? po jakim czasie to zrozumiałeś ???

Monia_3103 rozmawiałam wczoraj z przyjaciółką, ktora powiedziala, zebym mu dała szanse, bo problem w jego zachowaniu tkwi w tym, ze on jest skryty w sobie. Boi sie mowic o tym co mysli i czuje... No i problem tez jest we mnie- ze nie potrafie byc wyrozumiała... owszem juz nie potrafie. Przestałam go darzyc jakąkolwiek empatia, bo on w stosunku do mnie nigdy tego nie potrafił... I stalismy sie niczym para rodzenstwa ktore sie nie trawi, a nie para zakochanych ;/

widzisz moja historia sie jednak troche rozni od twojej, to bylo cholernie skomplikowane i nasze rozstanie bylo jedynym wyjsciem. i zeby ci wytlumaczyc dlaczego z nia pozniej walczylem musial bym opowiedziec bardzo dluga i pewnie nudna historyjke (wlascwie nie wiem czy bym umial, bo jest tak pokrecona ze trudno ja opowiedziec ;D) co do tej mojej rady zebys z nim pograla, nie mozesz go lekcewazyc tanimi numerami z adoratorem z autobusu ;D bo on cie dobrze zna, musisz wytoczyc ciezkie dziala i wiesz jak drzewa rabia tam wiory leca. moja rada jest ta sama, musi poczuc ze ma silna konkurecje, musisz wprowadzac zmiany stopniowo, delikatnie zasiac watpiwosci zeby potem wywalic z grubej rury ;D niestety co za tym idzie bedziecie sie klocic, i zapewniam cie ze nie bedzie milczec ;D przygotuj sie na darcie ryja ale z tego co piszesz to wlasciwie nie masz za bardzo nic do stracenia. powiem krotko, bedziesz musiala go zranic zeby poczul ze jest bezsilny i nie ma kompletnie na ciebie wplywu.( wtedy zacznie walczyc, a przynajmniej sie starac) ale mnie moze jednak nie warto sluchac, nie mam najlepszej opini w dawaniu rad kolegom,a kolezanki traktuje mnie jak maskotke tak wiec.. no powazny to ja nie jestem ;D

a po jakim czasie zrozumialem.... rok czasu darlismy koty po czym 2,5 roku slowem sie do niej nie odezwalem, wyjechalem za granice i jak wrocilem bohatersko i odwaznie napisalem na gg ;DD taki ze mnie amant ;D ale nie sugeruj sie moja historyjka, ona jest pokrecona jak ja ;p

18

Odp: Kochać swój toksyczny związek

No i powróciłam po krótkiej przerwie. Już było tak dobrze. Powoli odstawałam od niego, nawet raz mu odmówiłam spotkania bo gdzieś w głebi wolałam się spotkac z koleżanką. I unikałam słów "kocham Cię", "tesknie"... już było dobrze... nawet zaczął sie bardziej starać... choć czy ja wiem, czy staraniem można to nazywać... ;/
Tak czy siak, dziś wszystko zawaliłam ! Po całej linii.  Po południu zebrało mi się na jakieś doły (możliwe ze PMS...- tak czy siak- doły !), no i poczułąm, że go potrzebuje przy sobie niczym maleńkie dziecko matki. W ruch poszły smsy. Cisza. No to dawaj- dzwonie do niego:
-Misiu, mógłbyś do mnie dziś przyjechać, wiem, że tego nie było w planach, ale bardzo Cię potrzebuje. Jutro wyjeżdżam (nawiasem mówiąc na tydzien...)i chciałabym Cię dziś jeszcze zobaczyć, przytulić się etc...
Na co on odpowiedział :
-Nie dam rady M. Muszę się uczyć. Mam ostatni egzamin w tym tygodniu i muszę go zaliczyć. Poza tym jutro ide w góry z kolegą o 7mej rano a wieczorem mamy próbe (zespołu).

Więc po chwili się rozłączyłam podłamana, że ma zupełnie inne priorytety. Przecież może nie iść w góry jutro, a na chwilke do mnie moze przyjechać dzis. Dwie godziny go nie zbawią... No więc wymiana szybkich i skłóconych smsów... I zgodził się...
Ale ja wcale nie poczułam ulgi... Znów się poczułam jak bezużyteczna narzucająca się "szmata". I jeszcze to, że on przyjedzie tu z litości. A właściwie po to by "nie bylo wojny"... No wiec się poryczałam. Nawet to juz go nie wzrusza :
-Dobra przyjade. bede po 22.

No i przyjedzie. Ja się uspokoje zewnętrznie, zrobie mu pyszną kolacje, utule do snu... i wciąż w głowie bede miała mysl jak bardzo zrąbałam tą sprawe... zrobiłam po raz kolejny z siebie uzależnioną kobiete, a nie wyzwoloną...

I teraz jak debilka czekam na niego... Litości... czemu ja jestem taką głupią kobietą ????

19

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Nie mogłam się powstrzymać i muszę to napisać : monia_3103 jesteś bardzo mądrą kobietą, to co piszesz jest takie prawdziwe. Fantastycznie, że na forum są osoby których słowa potrafią tak dotrzeć do człowieka, może powinnaś zostać psycholożką wink

20

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry bo jesteś nieprzytomnie zakochana. I żadne rady wiele tu nie pomogą dopóki sama nie zrozumiesz, że ten związek jest toksyczny i Cię wykańcza psychicznie. Sama byłam w podobnej sytuacji, wtedy wydawało mi się, że A. traktuje mnie strasznie choć  w sumie nic takiego nie robił, jedyne co to chciał trochę więcej wolności, wyjśc czasem z kolegami na piwo, na co ja reagowałam krzykiem, aferą, tygodniowym nieodzywaniem. Jednocześnie on zabraniał mi wszystkiego, nie pozwolił iść na studia(mimo wszytsko poszłam i wyjechałam do innego miasta), był chorobliwie zazdrosny. Czy był to związek toksyczny? Ciężko mi teraz powiedzieć, śledząc forum od kilku miesięcy utwierdzam się w przekonaniu, że chyba tak nie było. Ale ja nie czułam się w tym związku dobrze, więcej płakałam niż czerpałam z tego związku radości. Mimo że było ciężko zerwałam po 4 latach. I teraz wiem, że to była słuszna decyzja. Nikt mi w niej nie pomógł, wcześniej słyszałam mnóstwo rad, rodziców, przyjaciółek, znajomych. Wszyscy jak jeden mąż mówili : zerwij. Ale ja wtedy nie słuchałam, musialam sama do tego dojrzeć. I dziś mam chłopaka przez którego płakałam może raz, i to w sumie dlatego, że sama sobie coś uroiłam w głowie.
Opisałaś teraz sytuację, że czujesz, że wymusiłaś na nim spotkanie. Dobrze wiem jak się czujesz, wolałabyś żeby on, słysząc że jesteś smutna sam zapropnował : Kochanie to wpadne do Ciebie, zwłaszcza że jutro wyjezdzasz, chciałbym Cię zobaczyć.
To smutne co napisze, ale wydaje mi się, że nigdy nie będzisz z nim szczęsliwa. Macie inne priorytety. Ty żyjesz nim, on niestety ma swoje sprawy i chyba nie ma co się oszukiwac, że to się zmieni. Choć na pewno dasz mu jescze jedną szansę uważaj tylko, żebyś po drodze nie zatraciła poczucia własnej wartości.

Życzę Ci jak najlepiej, pamiętaj, że miłość ma uszczęśliwiać człowieka.

21

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Zastanawiam sie, czy istnieja w ogole faceci, dla których priorytetem sa ich kobiety??? Czy oni rzeczywiscie gdzies sa???

22 Ostatnio edytowany przez monia_3103 (2011-07-08 23:04:24)

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

Już było tak dobrze. Powoli odstawałam od niego, nawet raz mu odmówiłam spotkania bo gdzieś w głebi wolałam się spotkac z koleżanką. I unikałam słów "kocham Cię", "tesknie"... już było dobrze... nawet zaczął sie bardziej starać... choć czy ja wiem, czy staraniem można to nazywać... ;/
Tak czy siak, dziś wszystko zawaliłam ! Po całej linii.  Po południu zebrało mi się na jakieś doły (możliwe ze PMS...- tak czy siak- doły !), no i poczułąm, że go potrzebuje przy sobie niczym maleńkie dziecko matki. W ruch poszły smsy. Cisza. No to dawaj- dzwonie do niego

Merry spokojnie, wyluzuj... Nic złego nie zrobiłaś, nie powinnaś się winić ani nic podobnego - dlaczego? Uczyniłaś pierwszy dobry krok w kierunku uwolnienia się od niego - zacytowane są na samym początku mojej wypowiedzi. To juz plus dla Ciebie i powód do dumy, udało Ci się. Natomiast Twój mały występek nie powinien Cię załamywać (ja sama wczoraj zadzwoniłam do EX po %, owszem miałam wyrzuty ale znikły). Chcę byś zrozumiała, że każdej kobiecie, która odstawia (DOSŁOWNIE!) swojego faceta nachodzą cięższe dni, chwile smutku, zastanowienia, wspomnień itp. Wtedy często w pewnych momentach robimy różne rzeczy - ja np słucham wspólnych piosenek, czytam jego smsy bądź wspominam dobre chwilę. Ty zadzwoniłaś... To nie grzech, to normalna reakcja - nie da się od tak raz dwa odebrać komuś czegoś czym się żyło ostatnimi czasy... Nie zawaliłaś niczego, po prostu nadeszły gorsze chwile, które popchnęły Cię do tego wydarzenia, ale to nie jest grzech, a normalna sytuacja. Nie jesteś jedyną która w podobny sposób postąpiła. Teraz musisz jedynie zebrać się do kupy, wziąć głeboki oddech i bez analizy sytuacji iść dalej, do przodu.

Merry napisał/a:

Więc po chwili się rozłączyłam podłamana, że ma zupełnie inne priorytety. Przecież może nie iść w góry jutro, a na chwilke do mnie moze przyjechać dzis. Dwie godziny go nie zbawią... No więc wymiana szybkich i skłóconych smsów... I zgodził się...
Ale ja wcale nie poczułam ulgi... Znów się poczułam jak bezużyteczna narzucająca się "szmata". I jeszcze to, że on przyjedzie tu z litości. A właściwie po to by "nie bylo wojny"... No wiec się poryczałam. Nawet to juz go nie wzrusza :
-Dobra przyjade. bede po 22.

Nie dziwie się, że nie poczułaś ulgi. Ja sama zauwazyłam, jak i Ty musiałaś o spotkanie błagać - źle! Powiedział raz NIE to powinnaś uszanować, choć wiem jakie to cięzkie i irytujące. Jednakże w ten sposób ukazujesz jak jestem uzależniona od niego i że TYLKO JEGO OSOBA Ci pomoże w danym momencie. No cóż, poczułaś się jakbyś się narzucała - poprawnie zauważone, bo tak to mogło wyglądać. Jednakże szmatą nie jesteś ZAPAMIĘTAJ TO SOBIE!! O tym czy on przyjedzie z litości czy nie - nie powinno Cię obchodzić. A czy kiedykolwiek wzruszały jego Twoje łzy? On już takim typem jest - coś nie jest po jego myśli - FOCH!!

Merry napisał/a:

No i przyjedzie. Ja się uspokoje zewnętrznie, zrobie mu pyszną kolacje, utule do snu... i wciąż w głowie bede miała mysl jak bardzo zrąbałam tą sprawe... zrobiłam po raz kolejny z siebie uzależnioną kobiete, a nie wyzwoloną...
I teraz jak debilka czekam na niego... Litości... czemu ja jestem taką głupią kobietą ????

Kolejny błąd moja droga... To wszystko powinno wyglądać inaczej... Przyjedzie, usiądziecie obok, herbatka, rozmowa i pa - nara, żegnasz się. Po co ta kolacyjka, po co to lulanie do snu - przesada, bo w ten sposób nadskakujesz mu. A powinno to się skończyć już dawno. Do spotkania przy herbacie dojśc mogło, ale reszta - ODPADA!
Jesteś uzależniona to nie tajemnica, jednakże aby być kobietą wyzwoloną potrzeba czasu... Nie kilku dni, ale kilkanaście tygodni, ba może i kilka miesięcy, niektórzy mówią również o latach... Nie jesteś głupia, ale ślepo zapatrzona w tego faceta!

Wczoraj odnalazłam mój dawny wpis na forum, w którym przekazałam kobietce kilka słów. Tyczyły się one jak radzić sobie po rozstaniu. Rady nie są moje, a mojego dobrego znajomego, który wyciągnął mnie z załamania i poczucia winy na temat wcześniejszego związku oraz dał wiele do myślenia. Proszę przeczytaj sobie wink

Wczoraj natomiast porozmawiałam ze znajomym. Nie ukrywałam przed nim łez, tego, że to mnie nadal boli. Wyznałam mu całą prawdę, a on wiernie słuchał i ocierał łzy z moich policzków. W końcu kiedy ja skończyłam swój monolog on powiedział: " Jesteś zbyt zajebistą panną by czekać aż on wreszcie to zauważy. Byłaś dla niego wszystkim, starałaś się być partnerką, kochanką, przyjaciółką. Pomagałaś przezwyciężyć ciężkie chwile, radowałaś się z nim w tych dobrych, wspierałaś. Byłaś na każde zawołanie. Dla niego byłaś w stanie spełnić jego marzenia, dla niego zrobiłabyś wszystko. Jednak czy warto? A gdzie w tym wszystkim byłaś Ty? Gdzie on był na Twoje zawołanie, gdzie on radował się z Tobą czy przeżywał ciężkie chwile? Pisał na dobranoc esa jak go oto poprosiłaś, a co jesteś rachunek telefoniczny, z którym trzeba coś z robić, bo będzie źle? Jeśli on nie zauważył tego, że byłaś nie tylko jego narzeczoną, ale i wsparciem, którego nie uzyska od kumpli, to on jest dzieckiem. Jeśli on nie umie docenić tego co miał - jego strata. Kumple nie zastąpią mu Ciebie, Twojego miłego głosu na dobranoc, ani dobrego serca. Jeśli dla niego to co robiłaś było NICZYM, dziewczyno ciesz się, że w porę to się zakończyło."
Te słowa dały mi dużo do myślenia. I wiesz co teraz nie muszę się martwić, ani smucić. Owszem nachodzi mnie smutny czas, kiedy jeszcze zapłaczę, ale nie mam tego poczucia winy. Powoli staram się wrócić do normalności i uważam, że jeśli mój przejrzy w końcu na oczy będzie chciał ze mną o tym pogadać, a ja się nie odwrócę i nie ucieknę. Jeśli nie - jego strata.
Wiadome, że facet może być niezastąpiony, ale nie masz co cierpieć. Wiadomo, że jest Ci ciężko, że to przeżywasz, ale czy takie zachowania mają spowodować, że część Twojego życia przebiegnie nie wiadomo kiedy, bo Ty akurat cierpiałaś po byłym?

23

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Piękne słowa Monia, Meryy posłuchaj się jej , mądrze pisze smile

24

Odp: Kochać swój toksyczny związek
monia_3103 napisał/a:

Wczoraj natomiast porozmawiałam ze znajomym. Nie ukrywałam przed nim łez, tego, że to mnie nadal boli. Wyznałam mu całą prawdę, a on wiernie słuchał i ocierał łzy z moich policzków. W końcu kiedy ja skończyłam swój monolog on powiedział: " Jesteś zbyt zajebistą panną by czekać aż on wreszcie to zauważy. Byłaś dla niego wszystkim, starałaś się być partnerką, kochanką, przyjaciółką. Pomagałaś przezwyciężyć ciężkie chwile, radowałaś się z nim w tych dobrych, wspierałaś. Byłaś na każde zawołanie. Dla niego byłaś w stanie spełnić jego marzenia, dla niego zrobiłabyś wszystko. Jednak czy warto? A gdzie w tym wszystkim byłaś Ty? Gdzie on był na Twoje zawołanie, gdzie on radował się z Tobą czy przeżywał ciężkie chwile? Pisał na dobranoc esa jak go oto poprosiłaś, a co jesteś rachunek telefoniczny, z którym trzeba coś z robić, bo będzie źle? Jeśli on nie zauważył tego, że byłaś nie tylko jego narzeczoną, ale i wsparciem, którego nie uzyska od kumpli, to on jest dzieckiem. Jeśli on nie umie docenić tego co miał - jego strata. Kumple nie zastąpią mu Ciebie, Twojego miłego głosu na dobranoc, ani dobrego serca. Jeśli dla niego to co robiłaś było NICZYM, dziewczyno ciesz się, że w porę to się zakończyło."

Az lzy staja w oczach... Ile z nas jest w podobnej sytuacji... :-(

25

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Marvie napisał/a:

Az lzy staja w oczach... Ile z nas jest w podobnej sytuacji... :-(

Prawda? Dopiero po jakimś czasie zdajemy sobie sprawę że i my,nasza znajoma czy inna bliska nam kobieta jest w takiej sytuacji,dopiero po głębszym zastanowieniu się... Dodatkowo dziw bierze że te słowa wypowiada facet(INNY NIŻ POZOSTALI NA MOJEJ DRODZE ŻYCIA!-niestety zajęty:P )

26

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Tylko czy "taki facet" istnieje naprawde?? Czy taki facet - nam niedostepny - nie staje sie w zwiazku tym jednym z wielu, który nie potrafi uszanowac drugiej osoby...

27

Odp: Kochać swój toksyczny związek

niunia21- dziękuję, za uswiadomienie mi... im więcej takich historii słucham tym jestem blizsza by odejść...

monia_3103- ja od niego nie odeszłam, my nadal jestesmy razem, ale po prostu starałam sie przygotowywac i oddalac od Niego... sukcesywnie... I poza tym jestem ci niezmiernie wdzięczna za przekazanie słów kolegi i za całą Twoja odpowiedź ! Naprawdę... plaster.

No i tu sie rozchodzi kolejne pytanie, która poruszyłyście... czy naprawdę znajdziemy mezczyzn którzy bedę choć w połowie lepsi od naszych ? Czy to czasem nie jest tak, jak powiedziała moja przyjaciółka o swoim mężczyźnie:
"Czasem myślę nad taką sytuacją gdy chce odejśc od M. Stoi przede mną dwóch męzczyzn M. z tysiacem wad i jakis X z jedną wadą. I wiem, że ta jedna w Iksie bardziej by mi przeszkadzała niz te tysiąc w M. bo takie jest zycie..."

I właśnie o to chodzi, że nawet jesli znajdzie sie "ideał" to jedna mała rzecz- a ja nie wytrzymam. Boje się wiazać, chyba jak każda z nas po przetrwaniu takiego ciezkiego związku... dlatego wciąż w nim tkwie...

Przepraszam za tak chaotyczną wypowiedź ale po kuchni krząta się moja babka i cały czas coś mówi do mnie nie wiedząc czemu big_smile

28

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Zostaw go. Polski niedojrzały mężczyzna traktuje kobietę jak swoją własność - jak ją ją zdobędzie, to myśli, że zawsze jest jego. Gdy odejdziesz - zobaczy, co stracił - stanie się wtedy dojrzałym mężczyzną i może się zmeni i zacznie o Ciebie walczyć. Gdy nie zauważy, co stracił, to nie ma szans, aby dojrzał. Jak zawsze - wstydzę się, za takich mężczyzn.

29

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

ja od niego nie odeszłam, my nadal jestesmy razem, ale po prostu starałam sie przygotowywac i oddalac od Niego... sukcesywnie... I poza tym jestem ci niezmiernie wdzięczna za przekazanie słów kolegi i za całą Twoja odpowiedź ! Naprawdę... plaster.

Nie ma za co wink słowa kolegi nie tylko Tobie się podobają... Ale nie rozumiem, po co z nim jesteś? Chcesz się oddalić i to sukcesywnie ZAKOŃCZ TO co uważacie oboje za związek... Przebywając z nim w jednym pomieszczeniu nie uda Ci się oddalić, może jedynie oziębić Wasze stosunki... A poza tym na siłe nie masz co szukać innego z tą jedną wadą... Wpierw powinnaś zakończyć jeden związek, następnie odchorować go, wrócić do danej postawy i równowagi psychicznej i dopiero wtedy szukać... Wybieganie naprzód nie jest dobre...

30

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry, jak możesz wymagać aby On traktował Cię jako priorytet jeśli sama się tak nie nie traktujesz. Pozwalasz żeby Cię tak tak traktował, jak tylko zatęsknisz to wyskakujesz z "Misiu, przyjedź bo Cię potrzebuję"

Dziwię się Twojemu zachowaniu bo generalnie widzisz jego błędy i zdajesz sobie sprawę jaki jest Twoje miejsce w tej relacji. Związek na takich prawach jakie Wy macie,/jakie On Ci proponuje nie jest żadnym związkiem. Jest układem typowo toksycznym. A Ty jesteś w nim swojego rodzaju ofiarą. Nieadekwatne jest w tym przypadku używanie słowa: 'kocham' przez niego. Szkoda mi, że się na to godzisz, choć obiektywnie jest mi obojętne - kto jak sobie życie układa. Sęk w tym, że działasz wbrew sobie i strzelasz sobie samobója!

Powiem Ci co prawdopodobnie będzie za kilka lat jeśli ten związek będzie trwał w dotychczasowej formie. Będziesz dla niego jak wycieraczka, o którą będzie mógł wytrzeć swoje buciory (czyt. swoje frustracje). Będziesz jedną  z tych kobiet, którego nie mają własnego "ja". Bez uśmiech, radości, chęci do życia, i będziesz tak tkwić przy nim bez wizji zmian bo przecież On zawsze był taki i jakoś Ci pasowało. Jeśli bierzesz go takim jakim jest, z "całym dorobkiem inwentarza", z wszystkim jego wadami, z jego niekwestionowaną agresją i brakiem szacunku do kobiet i Ciebie, z jego egoizmem ponad miarę to Twój wybór. Ale wtedy Twoje żale są wielką głupota. Przecież nie jesteś ubezwłasnowolniona, jesteś świadoma. Wybrałaś.

Poniższy cytat to Twoje słowa. Tak go scharakteryzowałaś. Przepraszam, ale ja pomimo wszystkiego nie mogłabym być z kimś takim, za bardzo cenię siebie.   

Merry napisał/a:

On jest agresywny. Szczególnie gdy wypije. Nie jednego siniaka już miałam przez Niego.
On nie chce rozmawiać. Uważa, że rozmowy kończą się kłótnią- co jest OCZYWIŚCIE tylko w 50% prawdą.
On ma wszystko i wszystkich w dupie. Włącznie ze mną.
On mnie nie szanuje. Kilka cytatów : "Jesteś poje***" , "Idź do psychologa lepiej" , "M. daj mi już spokój", "M. nie muszę sie o Ciebie starać bo i tak zawsze będziesz przy mnie"
On ma przyjaciół. Mi ich pozabierał. Jak ? Wyselekcjonował moje towarzystwo tak, że okazało się, że zadawałam się z całym marginesem społecznym (według niego...). Ps. Dziś chce bym odnowiła kontakty smile och, ironio losu...
On dochodził i wracał 4 razy. (ostatnio rok temu, także spokojnie... wink )
Przez Niego trafiłam do psychologa i szpitala. Napady paniki. Dziś już mi lepiej.
On ma siłownie, basen, gitarę, studia. Ja mam Jego. On nie ma czasu. Ja mam go za dużo.

Tak wymieniać i wymieniać mogłabym godzinami...

Merry napisał/a:

Jaka w tym moja wina ? Alez oczywiście, że jest !!!

Jestem:
Zaborcza, zazdrosna, egocentryczna, apodyktyczna, egoistyczna, nadwrażliwa i wszystko pomnożyć razy dwa (poza egoizmem, bo tylko w stosunku do Niego brak mi empatii)

Twoja wina jest tylko taka, że kochasz miłością toksyczną. Uzależniającą zwłaszcza od negatywnych emocji. Nie sądzę byś była egoistką, egocentryzmu też nie widzę. To, że jesteś zazdrosna - musi mieć swoje podłoże w jego zachowaniu. Rzadko kobiety chorują na zazdrość jeśli nie ma czegoś na rzeczy. Szczerze nie masz ku temu powodów ????
Myślę że jesteś świetną babką, tkwiącą przy nieodpowiednim mężczyźnie stąd taka krytyczna ocena samej siebie!

Merry napisał/a:

Rady pt: Odejdź od niego... Hmm, owszem wchodzą w grę, aczkolwiek- musi jeszcze wiele wody upłynąć bym dojrzała do tej decyzji...

Szkoda, im szybciej stanęłabyś na własnych nogach tym lepiej. Myślę, że Twoje życie kuleje jako życie tylko Twoje, zakładam, że Twoje życie i Twój czas jest skupiony na nim. Błąd!, oby nie przyszło Ci za niego słowno zapłacić. Samotnością. Mówię o samotności, czy będziesz w związku z nim czy nie. A taka jest najgorsza.

Merry napisał/a:

Właściwie nie możecie mi pomóc. Jak mi się to nie udało, to jak wam się ma to udać ? smile

Błąd w myśleniu o samej sobie, ale Ty jak narazie nie chcesz zobaczyć alternatywy.Trzymasz się tego związku i nie chcesz puścić za wszelką cenę - choć jest dla Ciebie toksyczny. Dopóki nie zadziałasz radykalnie i konsekwentnie jesteś na równi pochyłej. Nie udało się bo nie zrobiłaś nic by mogło się udać.  Zrób ten krok - dla własnego dobra. Jeśli jesteś dla siebie najważniejsza, jesli jesteś swoim własnym priorytetem zrób to.
Pozdrawiam

31

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Kalinka29 - będę po kolei starała Ci się odpowiedzieć. Przeraziła mnie Twoja wizja mojego związku, ale gdzieś w podświadomości myślę że układałam gorsze już scenariusze. Jak chodziłam do psychologa, to w momencie gdy zapytała mnie psycholożka jak widzę swoj zwiazek za pare lat- opowiedziałam jej ze widze mały pokój, pozasłaniane żaluzje w oknach, P. na kanapie z wywalonym owłosionym brzuchem , w rece piwo , okruchy po kanapkach, plamy na koszulce po ketchupie. Ja chrzatajaca sie po domu i probująca dwojke dzieci przysposobic do spania... na co moj psycholog automatycznie zapytał mnie o ojca... i od słowa do słowa wyszło ze jestem DDA. Gdy sie o tym dowiedziałam- odrzuciłam ów diagnozę i wiecej u psychologa sie nie pojawiłam. (ale to tylko drygresja...)

Pytasz czy mam podstawy do zazdrosci... wierz mi na słowo... mam.

I dzisiaj miałam kolejną sytuacje w której już nie daję rady... P. ciągle mówi ze jest zmeczony. Bez wzgledu na to czy lezy do gory brzuchem w domu czy pracuje 8h. Ciagle wtedy jest zdenerwowany, rozdrażniony i klócimy sie. Właściwie od dwóch tygodni kłócimy sie codziennie, nawet gdy sie nie widzimy. (kolejna dygresja).
Chodzi o to, że doszłam do wniosku, że juz mam tego dość, że jestem cholernie przemeczona tym związkiem. Marze by go zakończyć. Tyle ze za każdym razem gdy podejmuje chociażby najmniejszą próbę - P. wyznaje mi miłość, płacze i cierpi... Nie chce go zranić. Nie mogę odejść. To by go mogło zabić...

No i na sam koniec chciałam dodać, że wczoraj poszlismy na impreze urodzinowa znajomych. P. cała impreze spał przy stole (bo sie oczywiscie tak opil...) a ja świetnie bawiłam się z Jego kolegą K. ŚWIETNIE ! Nawet podczas gdy K. wywijał mną na parkiecie jak szalony para ktora tanczyła obok nas zatrzymałą się na chwilę i ten mężczyzna powiedział w naszą stronę do swojej partnerki : Patrz, oni to się kochają !...
Matko boska... a potem popatrzylam na mojego flaka (czyt. faceta...) i aż mi się smutno zrobiło.. z nim nigdy tak...

ach... ratunku ;(

32

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry  myślę, że jesteś bliżej niż dalej by podjąć decyzję o odejściu. Nastąpi to już za jakiś czas. Jak już parę osób wcześniej pisało do pewnych decyzji trzeba dojrzeć i Ty jesteś już na tej drodze. Teraz tylko pytanie ile jeszcze jest tego czasu ?
Jedna z dziewczyn napisała, aby najpierw zakończyć związek, odchorować, nabrać pewności siebie a potem szukać nowego partnera. To jest dobra rada, ale wiele osób mówi też że lekarstwem na jedną nieszczęśliwą miłość jest kolejna smile
Może poflirtowałabyś sobie z kimś na internecie ? Pełno jest takich portali, nikt nie każe Ci z kimś spotykać,ale spróbować możesz. Oczywiście zrobisz jak uważasz, to jest tylko moje zdanie.Jednak gdybyś popisała z kimś kto zauważył by Twoje zalety,by Cie komplementował, słuchał jakie masz zdanie na różne tematy i wymieniał z Tobą poglądy zauważyłabyś, że świat nie kończy się na obecnym dupku. Uważam, że takie rozmowy podbudowały by Ciebie psychicznie i zaczęłabyś dostrzegać w sobie więcej wartości niż masz obecnie.
A pomyśl sobie  co by było gdybyś dostałe nagle sms w obecności swojego partnera ;> Po Twoich postach i opisach Twojego faceta widzę tutaj mega awanturę ale jest szansa iż tak jak pisał jeden z kolegów zacznie być zazdrosny i zacznie walczyć, może włączy mu się myślenie ( w co wątpię ) że mógłby Cie stracić, że coś tutaj nie gra. Musisz poruszyć jego szare komórki !!!!! Niech myśli, że koleś z autobusu czy właśnie z tej imprezy do Ciebie wypisuje smile uważam, że nie masz nic do stracenia aby tak zagrać.

33 Ostatnio edytowany przez Merry (2011-07-18 13:49:42)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

nici, właśnie w tym problem ze po P. to długo nie znajde sobie faceta, bałabym sie komus zrujnowac zycie... zaczełam uważać że nie nadaje sie do zwiazku. Nie potrafię normalnie funkcjonować i kochać. albo kocham na zabój albo w ogóle... to jest straszne...

I nie wiem co zrobic w zwiazku z dzisiejsza sytuacją... P. powiedział (wczoraj) że dzisiaj przyjedzie do mnie o 18. teraz napisał smsa ze bedzie o 21 bo ma idzie na basen i ma o 18 probe z kolegami... wiec znowu zostalam zepchnieta na drugi plan... jak myslicie powiedziec mu ze albo bedzie o 18 albo zeby w ogole nie przyjezdzał ?

************
Napisałam mu smsa że ma byc do 18 albo niech nie przyjezdza. Odpisał : to nie przyjade. bo wazna jest dla mnie ta proba.
Nie odpisałam na co on zadzwonił i mu tylko powiedziałam : "dobrze P. próba przeciez mogłaby Ci uciec, a ja nie... przekonamy sie."
Juz byłam tak wkurzona że prawie darłam sie przez ten telefon... Nie wyrabiam. po raz kolejny jestem zepchnieta na drugi plan.
I nie widze sie z nim dzisiaj... jade do przyjaciólki... ech... co ja mam robic ;(

34

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Przecież z Tobą umówił się wczoraj, więc basen może odłożyć. Zrobisz jak uważasz ale Ja bym mu napisała, że ma się dobrze bawić, skoro jego nie będzie to Ty sobie znajdziesz zajęcie. Właśnie Ci pokazał i udowodnił, że jesteś gdzieś dalej w jego planach. W związku z tym idź do jakiejś koleżanki cokolwiek bylebyś wyszła z domu.
Napisz mu miłego wieczoru i do jutra kochanie. Zgłupieje bo nie będzie wiedział o co chodzi hihi Spróbuj co Ci szkodzi smile Trzymam kciuki

35

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Za dobrze go znam, gdybym mu napisała "baw sie dobrze" to by sie bawił i cieszył ze mu nie truje tyłka...
ech... no nic jade do kolezanki..

36

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Masakra!
Wiesz czytajac to wszystko,to pewnie,ze powinnas go zostawic! I to od razu!
Przeciez to gołym okiem widac,ze on czeka az Ty z nim zerwiesz! Ze mu obojetne jest to czy jestes czy nie.
Nie jestes dla niego na 1 miejscu tylko na ostatnim.Pierw musi spotkac sie  z kumplami,potem miec czs na swoje hobby a potem EWENTUALNIE spotka sie z Tobą.
Ja wiem,ze to sa ostre slowa.
I zabolą.
I tez wiem,ze nie zerwiesz  z nim.I ja Ciebie rozumiem...Mam podobnie.
Oklamujemy siebie,trwamy w czymś co nie ma przyszlosci,ale gdzies jest tam glupia nadzieja,ze sie ułozy;/


Tez odnosze wrazenie Merry,ze Ty boisz sie tego,ze zrywajac z nim wskazujesz siebie na samotnosc. A nie mozesz tak myslec! Masz widze przyjaciolke,ktorej mozesz sie wygadac! Za pewnie tez , mozesz sobie gdzies z nia wyjsc tak?
To wyjdzcie gdzies! Moze akurat kogos poznasz???

37

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry potrzeba jeszcze troszkę czasu i zdobędziesz się na to,teraz poboli ale za jakiś czas będziesz się z tego śmiała UWIERZ NAM i na pewno nie będziesz sama !!!
Wypowiadamy się w Twoim wątku bo każda z Nas już to przerabiała i każda toksyczna historia kończy się podobnie.
Kiedy przestanie boleć będziesz najszczęśliwsza na świecie zobaczysz i wtedy wspomnisz nasze słowa.
Do dzieła dziewczyno, wakacje w połowie, słońce świeci, jeszcze możesz się uśmiechać w to lato TYLKO DZIAŁAJ !!!!!!
Trzymamy kciuki

38

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Jej...czytam to i czasami sie smieje a czasami płacze bo mam to samo ze swoim K. ja juz dawno doszłam do wniosku ze jestem w toksycznym zwiazku..ze nie jestem szczesliwa (choc czasami sa chwile gdzie jest super) Jednak nie chce odejsc bo i tak wiem ze pozniej bd prosic go zebysmy jednak zaczeli na nowo ,zawsze jest tak ze jak sie pokłocimy to ja pierwsza wyciagam reke...mija tydzien a on zero odzewu... Moze poprostu nic nigdy idealne nie bedzie...? Co sie dzieje z tymi facetami ze oni tacy sa dla nas??...a i chciałam sie spytac jak u Ciebie z seksem ...? Bo z moim to nie wiem kiedy ostatnio było wspolzycie.:(

39

Odp: Kochać swój toksyczny związek

penelopka26 - masz we wszystkim rację, tyle ze boje się cokolwiek zmieniac w swoim zyciu. Zawsze bałam sie zmian. A to jednak wielka i zyciowa decyzja... Zerwac z człowiekiem z którym zarazem łączy mnie wszystko i dzieli tak wiele... Czekam na dzień gdy po raz kolejny mnie uderzy lub zawali po całej linii. Bo jesli nie zrobie tego w odpowiednim momencie on bedzie myslał, ze odchodze od niego dlatego, że np. jest zmeczony... nie chciałabym aby to tak sie skonczyło... Poza tym cięzko mi uwierzyc w to, że te słowa piszę właśnie ja... kiedyś bym w to nie uwierzyła...

nici- myślę, że wakacje wole przebolec z nim... od wrzesnia wracam do krakowa. On od października. Może odbije sie od psychicznego dnia jak miesiac od siebie odpoczniemy...

Biedronka89.91 wiem co mówisz... to ciagłe zaczynanie od "nowa"... kompletny bezsens. Już w to przestałam wierzyć. Tyle, że wywalczyłam u niego to, że on ma świadomosc ze ja mam racje... i gdy mam racje to się po kłótni pierwsza nie odezwę...
Co do seksu... hmm srednio trzy razy na miesiąc... i tak juz od pół roku. Mi się seks znudził. Jestem jak starsza Pani... Nawet mi sie d*py już nie chce podniesc... a szkoda sad

40 Ostatnio edytowany przez Biedronka89.91 (2011-07-19 16:26:28)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

No widzisz u mnie co do seksu to jest rzadziej niz u Ciebie...i to jemu sie nie chce;/...On to typ domownika ...usiadze... oglada tv... albo komputer...Nawet nigdzie nie wyjedziemy bo jemu sie nie chce...a i trzeba podkreślić ze to Materialista...egoista.Nie wiem moze poprostu ja przesadzam...ehh taki metlik niewiadomo co robic ;/.Chcialam sie jeszcze spytac jak wywalczyłas u niego to ze Ty masz racje i ze to on sie odzywa??..Tylko ze pisałas ze sie prosisz o spotkania to jak to jest wkoncu ??

41

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Dziewczyny.. nie wiem czy powinnam się w ogóle wypowiadać, bo ja czegoś takiego nigdy nie przeżyłam (i obym nigdy nie musiała!).
Wydaje mi się, że was można porównać do alkoholików, nałogowych palaczy czy narkomanów. Życie w nałogu jest beznadziejne, jakikolwiek nałóg niszczy człowieka i powoduje, że jego samoocena spada poniżej zera. Osoba uzależniona boi się życia bez nałogu, bo wydaje jej się, że jej/jego życie straci sens.

Mam nadzieję, że żadna z was nie obrazi się o to, ale porównałam wasze toksyczne związki do mojego uzależnienia od papierosów. Dobra, może nie palę strasznie dużo, ale ważny jest fakt, że MUSZĘ to robić. To znaczy tak mi się wydaje. Widzę, że to rujnuje mój budżet (jestem studentką), widzę, że moje zęby tracą biel, ciągle łapie mnie kaszel, śmierdzę i nie wiadomo co jeszcze. Ale najgorszy jest fakt, że ciągle o tym myślę. Czuję się głupia z tego powodu, że palę (wśród niepalących). Że jestem słaba. Zdaję sobie sprawę z tego, że muszę to zakończyć jak najszybciej, nie wyobrażam sobie tego, że mogłabym palić np po studiach, nie chcę tego! Ale nie potrafię przestać. Jak tylko kończy mi się paczka, zaczyna się panika. Wydaje mi się, że to juz nie będzie to samo życie (oczywiście, że nie będzie, bo będzie o niebo lepsze!!). Kupuję i powtarzam sobie, że to jest ostatnia (daję mu ostatnią szansę - brzmi znajomo?), albo mówię sobie, że od poniedziałku/od przyszłego miesiąca/od rozpoczęcia roku akademickiego nie palę. Nie wiem, może czekam też na moment przełomowy, np na raka płuc? (podobnie jak wy - aż mnie kolejny raz uderzy). Wydaje mi się, że trzeba zastosować terapię szokową. Powiedzieć sobie, że od tej chwili chcę być wolna, chcę być szczęśliwa. Nie można tego odkładać w czasie, licząc, że on się zmieni. Nie bójcie się tego co będzie po zerwaniu. Może być ciężko, ale czy teraz jest lżej? Wiem, łatwo mi się mówi.. W grę wchodzą ogromne emocje, wspomnienia tego jak było kiedyś. Ale nie można żyć samymi wspomnieniami, trzeba żyć tu i teraz. Tylko musicie chcieć być szczęśliwe i uświadomić sobie, że to was niszczy. Jeśli mi uda się w końcu zerwać z nałogiem, to zdaje sobie sprawę, ze przenigdy nie mogę po raz kolejny zapalić, bo wszystko zacznie się na nowo. U was najprawdopodobniej też.

Aha, i jeszcze jedna kwestia. Nie wyobrażacie sobie kolejnego związku. Ale po co sobie to wyobrażać?! Tego się nie obawiajcie! Najpierw zajmijcie się uporządkowaniem tego co jest teraz, tak jak dziewczyny pisały - musicie odchorować związek, a dopiero potem wiązać się z kimś nowym. Może wy po prostu obawiacie się tego, że przez jakiś czas mogłybyście być same?

42

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Biedronka89.91 - jak wywalczyłam u niego ze mam racje ? Otóż, gdy poczułam, ze to ja zawaliłam od razu przepraszałam, lecz gdy poczułam ze na 100% nie było w tym mojej winy - nie odzywałam sie i za każdym razem mu zaznaczałam- ze ja umiem przyznac sie do błedu, a on nie... A co do proszenia sie o spotkanie to inna sprawa... tego nigdy nie byłam w stanie zmienić...

anjaa- masz racje. Uzależnienie odpartnera bywa silne tak samo jak alkoholizm czy narkomania. czytałam kiedys książkę "uzależnienie od pratnera, czyli jak wyrwac się z toksycznego zwiazku"... i własnie do tego to przyrównali... Wszystko pasuje idealnie... Ja też palę papierosy... raz rzuciłam... na miesiąc a potem wróciłam... i obawiam sie, że w przypadku P. mogłoby byc tak samo, chyba ze "czara sie przeleje" i bede miała mega powód by odejść...
Jest to nieziemsko trudne... Bo bywają piekne dni, jak w każdym związku... i tylko tymi dniami zyje kobieta uzalezniona...

43

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

On jest agresywny. Szczególnie gdy wypije. Nie jednego siniaka już miałam przez Niego.

Pozdrawiam smile

Jest uzalezniony od alkoholu a ty jesteś współuzalezniona - tu tkwi problem

pomyśl o tym, przemyśl to i udaj się na terapię - spróbuj w ten sposób zmienić swoje zycie

3maj się

44

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Joland@ to samo mi powiedział psycholog, tyle że on dodał, że jestem DDA... i to była moja ostatnia wizyta u terapeuty...

45

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Droga Merry, a nie masz już powodów, żeby to zrobić? Co uważasz za 'mega powód'? Zdrada, ciężkie pobicie?

46

Odp: Kochać swój toksyczny związek

zgadzam się z anjaa smile
Zrób mu listę z tym co Ciebie boli, przejrzyj swoje posty na spokojnie i od myślnika wszystko wypisz tak jak Nam tutaj opisywałaś. Zrobi się tego tyle, że jedna kartka nie wystarczy wink
A na końcu napisz : I właśnie dlatego od Ciebie odchodzę, zostawiam Cię. ŻEGNAM !!!!
Potem musisz być silna i nie reagować na NIC z jego strony, choć podejrzewam, że i tak sobie z tego nic nie zrobi. Uwolnij się bo szkoda Twojego czasu

47

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

Joland@ to samo mi powiedział psycholog, tyle że on dodał, że jestem DDA... i to była moja ostatnia wizyta u terapeuty...

Merry, a nie jestes na pewno DDA?
Ja bym jednak na Twoim miejscu spróbowała. Do poradni uzależniej i wspołuzaleznień nie potrzeba miec skierowania, nic to tez nie kosztuje bo NFZ pokrywa koszty. Mało ludzi o tym wie. Co Ci szkodzi, mozesz wiele zeczy się dowiedzieć, przemyśleć, przede wszystkim co jest w Tobie, co Cię blokuje w relacjach. Jego nie zmienisz ale możesz wpłynąc na pewne zachowania. Merry spróbuj

Powodzenia

48 Ostatnio edytowany przez Merry (2011-07-21 21:38:01)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

anjaa on mnie nie zdradził...przynajmniej tak twierdzi... A wielki powód to po prostu musi być jakiś kolejny wstrząs...

nici- nie mogłabym mu tego zrobic po tylu latach... on jest wbrew pozorom bardzo wrazliwym człowiekiem... popłakałby sie a jeszcze nie daj Bóg zabił...

Joland@- byłam już w takiej poradni. Nawet w dwóch. wszedzie powiedzieli mi to samo DDA... i sie przestraszylam i uciekłam... czasem lepiej mniej wiedzieć...


Ps. Moje drogie Panie, już późno, ale muszę o coś się was poradzić. Miesiąc temu P. był na imprezie z kolegą J. i prosiłam go wtedy zeby wrocił wczesnie do domu. Oczywiście nie posłuchał mnie i był po 2. Ale to nieistotne... Istotne jest to, że po miesiącu nagle powiedział mi że był wtedy w klubie "X". Jest to klub ogolnie uważany za najgorszy w moim miescie, gdzie dziewczyny chodza prawie nago, a faceci to same wsioki i dresy ktorzy chca przeleciec panienki... oczywiscie sie nie zdenerwowałam, ale byłąm zdziwiona ze nagle po miesiacu mi to mówi- jak twiedził bał sie wczesniej powiedzieć.
No po czym dowiaduje sie od swojej przyjaciolki, ktora gadała ze swoim chłopakiem (a kumplem P.)ze P. był w "X"... wypadła przypadkowa rozmowa... I doszłysmy do wniosku, że on mi to dlatego tylko powiedział, bo bał sie ze sie dowiem od kogos innego... I jak ja mam to teraz traktować ? co zrobić ?skoro on mi mowi tylko to czego sie boi, że sie dowiem od kogoś innego... to nie chce wiedziec co on moglby robic gdyby wiedzial ze sie niedowiem... co ja mam zrobic ? powiedziec mu to, ze tak mysle... czy olać sprawę ??? ech ...:(:(:( boje sie ze mnie notorycznie okłamuje i mowi tylko wtedy gdy wie ze ja na pewno sie dowiem.

49

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry,
piszesz ze on mowi Ci wtedy jak się boi ze i tak się dowiesz. Nawet nie wiesz ile jeszcze mozesz się dowiedziec. Jasne, lepiej nie wiedziec -tez tak myslę.

Ale Ty o sobie tez piszesz ze ucieklas z dwoch poradni bo się przestraszylas. Tez boisz sie dowoedziec prawdy o sobie samej.

Zdecyduj sie na coś - albo nie chcesz wiedziec albo chcesz wiedziec???
Jestes w fazie buntu, zniechęcenia rozgoryczenia czy lęku nawet.
Zajęcie nowej, dojrzalszej postawy wymaga ciezkiej pracy.
Myslisz ze radzenie sie tu na forum  w tym Ci chociaz trochę pomoze?
Nie uwazasz ze warto sprobowac pomocy specjalistycznej?
Wybor nalezy oczywiscie do Ciebie
Powodzenia

50

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Głupia jestem i naiwna, że z wszystkim poradzę sobie sama. Wypisałam dziś listę wad mojego związku, która gdy zerwę będzie miałą mi przypominać dlaczego odeszłam...
I gdy pisałam.. nagle pomyślałam, że przyzwyczaiłam się do tego wszystkiego... Nawet do tego cierpienia... I smutek mnie ogarnął, że tak kochany człowiek mógłby odejść. Wszystko zatacza bezsensowne koło. Raz chcę raz nie... Mam już dość tej zabawy "w kotka i myszkę" z samą sobą.

51

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Bo to jest właśnie współuzależnienie Merry

52

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry, potrzebujesz terapii, bez dwóch zdań. Inaczej nie dowiesz się, czego chcesz. Nie wiesz kim jesteś, boisz się prawdy, nie chcesz słuchać o DDA. Jesteś kompletnie zagubiona, poszukaj siebie, a później próbuj walczyć o swoje miejsce w związku.
Inaczej nie zmienisz nic (na lepsze), a gorsze powoli samo będzie się pojawiało. Więcej siniaków, większa pogarda, coraz "grubsze" słowa. A Ty coraz smutniejsza i zrezygnowana.
Coś powinnaś zrobić, dla siebie.

53

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Witaj droga Merry, stęskniłaś się chociaż odrobinkę za mną? jak się masz kochana? Czytam Twoje posty z opóźnieniem - brak kontaktu wirtualnego, ale już (jeśli nie masz nic przeciw) piszę swoje zdanie, by zaskoczyć Cię ponownie iż chce mi się czytać i odpowiadać na Twoje psoty wink

Merry napisał/a:

Czekam na dzień gdy po raz kolejny mnie uderzy lub zawali po całej linii. Bo jesli nie zrobie tego w odpowiednim momencie on bedzie myslał, ze odchodze od niego dlatego, że np. jest zmeczony... nie chciałabym aby to tak sie skonczyło

A przepraszam Cię, kiedy zamierzasz odejść od tego człowieka? Następnym razem może uderzyć tak, że możesz się nie obudzić... Żyjesz złudną nadzieją - co rozumiem, wiele z nas tak ma, jednakże - niech sam analizuje powody Twojego odejścia. W momencie kiedy Ty decydujesz się przekroczyć próg Waszego wspólnego życia, nic prócz siebie samej nie powinno interesować. Niech on sam doszuka się powodów dla których Ty powiedziałaś DOŚĆ. Nie podawaj mu niczego na srebrnej tacy - już i tak wystarczająco dostał

Merry napisał/a:

wakacje wole przebolec z nim

wakacje powinnaś jak najbardziej spędzić sama, bo wtedy odpoczęłabyś, równowagę psychiczną byś zyskała itp.

Merry napisał/a:

nie mogłabym mu tego zrobic po tylu latach... on jest wbrew pozorom bardzo wrazliwym człowiekiem... popłakałby sie a jeszcze nie daj Bóg zabił

Proszę Cie i dlatego Ty masz prawo męczyć się psychicznie dla niego, bo on jest wrażliwy a Ty nie? Toksyczność czuć w powietrzu na kilometry... Uzależnienie jak się patrzy... Zastanów się, czy jak on zrobi coś nie tak, to w jego głowie kłębią się myśli na temat tego "możesz się popłakać itp". Nie, on działa automatycznie - robi i ma w dupie, iż tak nie powinien się zachowywać po latach!! Martwisz się... Co z tego, że wrażliwy... chyba na siebie, bo jak innym zadaje ból ma to głęboko w poważaniu...

Merry napisał/a:

Oczywiście nie posłuchał mnie i był po 2. Ale to nieistotne

To jest właśnie BARDZO ISTOTNE bo pokazuje, że nie szanuje się z Tobą, Twoim zdaniem oraz Twoimi prośbami, tylko robi to na co sam ma ochotę... Gdybyś Ty miała taką sytuację wróciłabyś co do sekundy!!

Merry napisał/a:

co zrobić z akcją klubu X?

Jasne, że powiedzieć mu co myślisz... Co on może sobie bezkarnie chadzać a Ty masz w domku czekać potulnie aż on wróci... Merry błagam Cię zachowujesz się naprawdę nierozsądnie. Każdej która znalazła by się w takiej sytuacji powiedziałabyś "uciekaj gdzie pieprz rośnie, nie warto dla takiego kogoś się poświęcać" ale sama z tej rady nie skorzystasz... Uzależnienie bije od Ciebie co nie miara... Kochana zrozum, JEMU NA TOBIE NIE ZALEŻY! Jemu jest dobrze, że może Tobą manipulować, ma Cię w garsci i to go cieszy, bo Ty na każde jego zawołanie jesteś, boisz się odezwać gdyż boisz się jego rekacji... Co on z Tobą zrobił??
Gdzie Twoje poczucie wartości, poczucie pewności, szacunek do samej siebie? Poszło w siną dal, aby ukochany miał jak najwięcej, Ty zadowolisz się ochłapami... O nie kochana, związek to 2 osoby, każda z siebie daje po równo... NIe uciekaj od psychologów - nie warto... Boisz się, że powiedzą Ci prawdę... Skoro nie chcesz jej słuchać od nich, przeczytasz ode mnie!!

Jesteś głupia będąc nadal w związku z psychicznym facetem, on niszczy Cię psychicznie! Jesteś dla niego zabawką, kolejną do kolekcji, którą jeszcze nie zmienił, bo jeszcze dajesz radę. Masz w dupie własne potrzeby bo on jest najważniejszy. Sama pozwoliłaś postawić go na 1 miejscu i czcisz go jak BOGA... Dziewczyno opamietaj się... To nie żaden BÓG a jakiś imbecyl, który wykorzystuje naiwność kobiety... Co ten związek Ci daję? No co?? Jesteś w nim szczęśliwa? To jest właśnie TO czego oczekiwałaś od związku z mężczyzną?
Wybacz, za krytykę, ale mam nadzieję, że coś zrozumiesz...

54

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Jolanda@... dziękuję...

marynarka- masz rację... pomyslę nad tym głębiej...

monia_3103 no nawet nie wiesz jak bardzo się stęskniłam. ! Jak tylko zobaczyłam, że dodałaś posta to już wiedziałam- bedzie dobrze big_smile. I po raz kolejny muszę sie z Tobą zgodzić.. po co miałabym mu tłumaczyc dlaczego odchodzę... przeciez chyba jak pomyśli to sie zorientuje...I kolejna sprawa- rzeczywiscie on ma gdzies czy bede płakać czy nie... sad
I dzięki za odpowiedź apropo klubu. Jeszcze mu nie powiedziałam, bo chciałam ochłonąć i poczekać co mi tu doradzicie... jutro z nim porozmawiam... i ogolnie mam zamiar mu powiedziec, że jest problem... problem z tym co ja mysle o naszym zwiazku...
Tąpnęły mną słowa "czcisz go jak BOGA"... masz racje... to jest przerażające !!! Nigdy nie chciałam nikogo tak traktować... Otwierasz mi oczy kochana! I mi możesz śmiało pisać co myślisz, nawet mnie obrażać... bo (poniekad jestem przyzwyczajona) a poniekąd - rozumiem frustracje innych ludzi. Sama bym opieprzyła taka dziewczynę jak ja...

Ach.. napiszę w niedziele jak tam po rozmowie jutrzejszej...
Całuje was gorąco... Oii gdyby nie wy chyba bym zgłupiała do reszty...

55

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

ogolnie mam zamiar mu powiedziec, że jest problem... problem z tym co ja mysle o naszym zwiazku...

Bardzo dobrze,niech on sobie nie myśli,że jesteś głupia i nie widzisz problemów/kłopotów jakie istnieją między Wami...

Merry napisał/a:

Tąpnęły mną słowa "czcisz go jak BOGA"... masz racje... to jest przerażające !!! Nigdy nie chciałam nikogo tak traktować...

niestety wyszło inaczej,ważne jest co teraz z tym zrobisz... Najważniejsza osoba w Twoim życiu powinnas być Ty sama! A nie jakiś pierwszy lepszy facet...

Merry napisał/a:

napiszę w niedziele jak tam po rozmowie jutrzejszej...
Całuje was gorąco... Oii gdyby nie wy chyba bym zgłupiała do reszty...

koniecznie napisz,choć wydaje mi się że on i tak będzie negował Twoje słowa starając się ukazać że się mylisz,a on prawdę Ci powie i zawsze dobrze nakieruje (ok może i tak byc jeśli mowa o byciu pilotem wycieczkowym)... Nie pozwól mu wejść sobie na głowę,broń swojego zdania,nawet jeśli będzie je podważał,nie zmieniaj go... Jakby co zawsze możesz do mnie na priv napisać... Aha i nie zgłupialabyś a raczej zostałabys zniszczona przez tego pajaca,którego zwiesz partner w związku. Powodzenia kochana wink

56

Odp: Kochać swój toksyczny związek

No i jestem po... jedyne słowo które ciśnie mi się na język komentując wczorajsza rozmowe = "tragedia".
Poszliśmy na imprezę. I nie spodziewałam sie tego oczywicie, że nie bedziemy sami, więc pomyslałam, że porozmawiam z nim po całej "zabawie". No ale jak się okazało Piotr wypił za duzo i złapał tzw. "agresora". W momencie gdy do jednej koleżanki rzuciłam, żartobliwy tekst, opierdzielił mnie prawie na cały pub. Ja wstałam od stołu i wyszłam. Szedł oczywiscie za mna. zaczął mnie wyzywać, mówić że powinnam sie spotykać z ludzmi ktorzy tylko lubia gadac o dup*eniu (bo przed imprezą spotkałam się ze znajomymi, którzy miewaja takie żarty...)Ocenił mnie okropnie. Poryczałam się. Byłam zła ze broni tą dziewczynę, a mnie oczernia. Powiedziałam mu wszystko. Nie wyszło tak jak chciałam. Mogłam to mówić nie płaczać, nie krzyczac... Okazało sie, ze my naprawdę nie umiemy juz rozmawiac, imprezować ... robic czegokolwiek wspolnie. Ryczałam jak głupia... On siedział zimno koło mnie. Powiedziałam, ze nie chce byc z takim człowiekiem jak on... właściwie brzmiało to tak, jakbym już zrywała z nim. A on milczał. Błagałam go by sie odezwał. powiedzial, że nic nie powie bo i tak go zneguję. Skutkiem czego dotarliśmy do domu. Siedliśmy w kuchni przy zgaszonym świetle. zaczeliśmy na spokojnie "rozmawiać. A gdy skończyłam swój monolog (podczas ktorego nawet na mnie nie spojrzał...) powiedziałam : dobrze, teraz Ty mów. - a on na to : Nie mam siły.
Więc wstałam od stołu i połozyłam sie do łózka. Za chwile przyszedł cały zapłakany. No i zmiękłam. Przytuliłam go. Przeprosiłam. On prosił bym nie przepraszała. Mówił ze jest beznadziejny. I koniec końcem zasnęliśmy w objeciach. Żadnych wniosków, żadnego rozwiązywania sprawy... nic. I wszystko wraca teoretycznie do poządku dziennego. Jedynie moge miec nadzieje, że weźmie sobie moje słowa choć troche do serca...

źle to wszystko wyszło i to moja wina...

acha... zapomniałam dodać, że gdy rozmawialiśmy po imprezie jeszcze przed pójściem do domu - jakiś chłopak podszedł do nas i powiedział do P.
-Nie krzycz na nią ! Jeszcze raz a sie tu wrócę...- nie musiał sie wracac bo Piotrek zaczął się z nim szarpac. Ja nie chciałam na to patrzyć wiec odeszłam... potem mnie dogonił.

57

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Nie będę oryginalna, ale ten związek Cię wykańcza. Dobrze, że chcesz z tym kończyć, ale niestety nie wychodzi - jesteś cały czas pod jego wpływem.
To co opisałaś jest straszne, jak wspomniałaś też chyba wcześniej uderzył Cię.. No i jego agresor na tej imprezie, bronienie swojej koleżanki, a oczernianie Ciebie. Toż to tragedia.
A w nocy, to uważam, że wziął Cię na litość i nie wierzyłabym tak w jego zmianę i słodkie oczka.

58

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry - nie mam pojęcia co napisać. Naprawdę tak bardzo zależy Ci na życiu pod jego dyktando? Uważając, żeby jaśnie pana Piotrusia nie rozzłościć?! Ciągle przepraszając za jego złe zachowanie? Domyślam się jak ciężko Ci musi być, ale postaraj się spojrzeć na sprawę z boku. To NIE jest związek partnerski dwojga dorosłych ludzi.. może kiedyś był, do czasu jak nie przestał Cię szanować. Tak nie zachowuje się człowiek który kocha

59

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Jejku... tak bym chciała, żeby juz wszystko było dobrze. Żeby cofnać czas i usłyszeć na nowo bicie serca...
Jak to sie stało , że nagle wszystko sie tak zmieniło ? Przecież kiedyś było inaczej. Wiem, że nie jestem bez winy. ja tez go krzywdzę ! Mozliwe, że też nim manipuluję. Może to przeze mnie tak wszystko jest ? Może od Niego się zaczęło gdy zrywał ze mna a ja budowałam "mur".. ale gdybym nie zbudowała, moze nadal bylabym smiertelnie zakochana, może i on by był.... choć szczerze powiedziawszy nigdy nie byłam pewna czy jestem ta jego jedyną... ech...
Jakies mega doły mam dzisiaj sad

60

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Merry napisał/a:

No i jestem po... jedyne słowo które ciśnie mi się na język komentując wczorajsza rozmowe = "tragedia".
Poszliśmy na imprezę. I nie spodziewałam sie tego oczywicie, że nie bedziemy sami, więc pomyslałam, że porozmawiam z nim po całej "zabawie".

Poważny błąd... Wiadomo, że jak idzie się na imprezę to jest alkohol, a alkohol+rozmowa=nic nie wyjaśnione... To robi się wcześniej!!

Merry napisał/a:

No ale jak się okazało Piotr wypił za duzo i złapał tzw. "agresora". W momencie gdy do jednej koleżanki rzuciłam, żartobliwy tekst, opierdzielił mnie prawie na cały pub. Ja wstałam od stołu i wyszłam. Szedł oczywiscie za mna. zaczął mnie wyzywać, mówić że powinnam sie spotykać z ludzmi ktorzy tylko lubia gadac o dup*eniu (bo przed imprezą spotkałam się ze znajomymi, którzy miewaja takie żarty...)Ocenił mnie okropnie. Poryczałam się. Byłam zła ze broni tą dziewczynę, a mnie oczernia.

Dupek cholerny cham *&%$#&^$* - tyle mogę powiedzieć... I Ty za to GO tak czcisz?? Oj kochana on Tobą pomiata jak szmatą i Ty się na to jeszcze godzisz...

Merry napisał/a:

Powiedziałam mu wszystko. Nie wyszło tak jak chciałam. Mogłam to mówić nie płaczać, nie krzyczac... Okazało sie, ze my naprawdę nie umiemy juz rozmawiac, imprezować ... robic czegokolwiek wspolnie. Ryczałam jak głupia... On siedział zimno koło mnie. Powiedziałam, ze nie chce byc z takim człowiekiem jak on... właściwie brzmiało to tak, jakbym już zrywała z nim. A on milczał. Błagałam go by sie odezwał. powiedzial, że nic nie powie bo i tak go zneguję.

No a co z tego, że płakałaś i krzyczałaś? Tobie nie wolno a jemu jak najbardziej?? Mądre stwierdzenie NIE UMIECIE NAWET BYĆ RAZEM!! właściwie brzmiało to tak, jakbym już zrywała z nim. A on milczał. Błagałam go by sie odezwał a sorry co to miało być do cholery (że tak się wyrażę) On milczał jego sprawa, ale po co jeszcze bardziej siebie oczerniałaś i płaszczyłaś się przed nim błagając... W głębi ducha on specjalnie milczał bo wiedział, że tak zareagujesz, miał przewagę a Ty GŁUPIA dałaś się nabrać... Milczał, było dać mu milczeć... Najwyraźniej nic nie miał na swoją obronę DUPEK!!

Merry napisał/a:

Skutkiem czego dotarliśmy do domu. Siedliśmy w kuchni przy zgaszonym świetle. zaczeliśmy na spokojnie "rozmawiać. A gdy skończyłam swój monolog (podczas ktorego nawet na mnie nie spojrzał...) powiedziałam : dobrze, teraz Ty mów. - a on na to : Nie mam siły.
Więc wstałam od stołu i połozyłam sie do łózka. Za chwile przyszedł cały zapłakany. No i zmiękłam. Przytuliłam go. Przeprosiłam. On prosił bym nie przepraszała. Mówił ze jest beznadziejny. I koniec końcem zasnęliśmy w objeciach. Żadnych wniosków, żadnego rozwiązywania sprawy... nic. I wszystko wraca teoretycznie do poządku dziennego. Jedynie moge miec nadzieje, że weźmie sobie moje słowa choć troche do serca...

Skutkiem powinnaś go olać i sama pójść spać a nie jeszcze szanownie z nim rozmawiać... Milczał, to niech by sobie pomilczał - ciche dni pozwalają myśleć... A nie sorry - przecież P nie używa umysłu, on czyta w Twoim umyśle... Jaki Bóg którego Ty czcisz posiada niesamowitą moc - czytania i wychwytywania myśli innych. Wiedział co zrobić, aby Tobie GŁUPIEJ zmiękło serce!! No i co że płąkał... Czy jak Ty roniłaś łzy podczas rozmowy gdy wracaliście, powiedział "nie płacz Skarbie, no już dobrze, nie warto ronić łez"? Nie, on się tylko darł na Ciebie, upokarzając Cię, pokazując swoją siłę i mając Cię w dupie...
Owszem ON JEST BEZNADZIEJNY A TY GŁUPIA bo wierzysz w rzeczy jakie on Ci opowiada, serwuje Ci kolejne bajeczki, a Ty w nie wierzysz... Widzisz żadnych wniosków, a powinny byc takie
cholera, ja mu mówie co myśle, prawie z nim zrywam, płaczę mówiąc o tym, że rani mnie swoim stosunkiem do mojej osoby, a jedyne co on potrafi to opierdzielać mnie przy świadkach pokazując, że jestem nikim dla niego, workiem treningowym na którym może się wyżyć złością.
Powinnaś była być stanowcza - POTRAKTOWAŁEŚ MNIE BEZ SZACUNKU - TO POKAZUJE, ŻE NIE LICZĘ SIĘ DLA CIEBIE, PŁAKAŁAM, A TY WOLAŁEŚ DRZEĆ MORDĘ NIŻ MNIE USPOKOIĆ. TO KONIEC!!
Aha i on niczego nie weźmie sobie do serca - bo po co, skoro Twoja złość i ból znikną jak on znowu coś zrobi czego Ty oczekujesz aby uspokoić Ciebie i te emocje między wami a po kilku dniach będzie jak dawniej...

Zawiodłaś mnie Merry, myślałam, że umiesz rozpoznać, iż wobec Ciebie on stosuje agresje słowną, że źle Cię traktuje, że chcesz coś z tym zrobić, a to coś oznacza ZAKOŃCZENIE a prawdziwą miłość. Wybacz za słowa GŁUPIA ale taka jesteś gdy tak postępujesz... Tyle dobrych ludzi tutaj pokazuje Ci, że on Cię nie szanuje, ma Cię w dupie a Ty jeszcze z nim jesteś... Do kiedy? Aż użyje ręcznej przemocy i też będziesz żyła nadzieją, że on coś przemyśli?? Kochana takie typy nie myślą o innych jak tylko o sobie!!
Potraktuj moje słowa poważnie, jak i innych... Spakuj swoje rzecz, wyjedź do domu, jemu zostaw kartkę ze słowami "Miarka się przebrała. To koniec" i oderwij się od bycia OFIARĄ... Bo to zaczyna mieć niefajne akcje... Działaj raz dwa, no chyba, że odpowiada Ci takie życie - inaczej już dawno byś uciekła. I nie wal mi tu tekstem KOCHAM GO bo nie darzy się uczuciem faceta, który w ten sposób traktuje kobietę! Kochasz wspomnienie o dawnym P, które przeminęło.

OBUDŹ SIĘ MERRY DO CHOLERY!!

61 Ostatnio edytowany przez Biedronka89.91 (2011-07-24 20:46:19)

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Nie wiem czemu ale uwielbiam czytac Twoja historie... Jak taka kretynka czekam az napiszesz nastepny post .Bo czuje sie jak bym czytała swoje historie pisane przez kogos innego.A wy nie macie co jej pisac zeby go zostawiła bo to nie takie łatwe...:(ehh.Mogła bym Ci doradzac ze mogłas sie do niego w nocy nie przytulac olac i odwrocic plecami,ale tez bym pewnie tak zrobiła jak Ty,bo jednak ta bliskosc i to "cos" (nie wiem co nawet,przywiązanie...? xD) jest silniejsze;/:(.

62 Ostatnio edytowany przez monia_3103 (2011-07-24 22:41:41)

Odp: Kochać swój toksyczny związek
Biedronka89.91 napisał/a:

Nie wiem czemu ale uwielbiam czytac Twoja historie... Jak taka kretynka czekam az napiszesz nastepny post .Bo czuje sie jak bym czytała swoje historie pisane przez kogos innego.A wy nie macie co jej pisac zeby go zostawiła bo to nie takie łatwe...:(ehh.Mogła bym Ci doradzac ze mogłas sie do niego w nocy nie przytulac olac i odwrocic plecami,ale tez bym pewnie tak zrobiła jak Ty,bo jednak ta bliskosc i to "cos" (nie wiem co nawet,przywiązanie...? xD) jest silniejsze;/:(.

Ja również byłam w toksycznym związku i wiem co to znaczy, miałam podobne bądź takie same sytuacje i momenty... A jednak ruszyłam głową i coś zrobiłam!! Przyszły wakacje, spakowałam się i wyjechałam do rodzinnego domu, aby wyleczyć się z chorej miłości! Nie czekałam aż bardziej będzie znęcał się nade mną psychicznie, miałam dość ciągłego upokarzania, kłamstw i zapewnień, którymi mogłam sobie du** podetrzeć... Jak głupia wierzyłam, miałam nadzieję, czekałam i dawałam kolejne szanse - przepłaciłam to wszystko próbą samobójczą... To był dla mnie sygnał ostrzegawczy, że wszystko za daleko poszło...
Jeśli uważasz, że to źle iż wyrażam swoją opinię to sorry - możesz się nie zgodzić. Ja mam tylko nadzieję, że Merry jest innego zdania i wreszcie zrobi coś co powinna, bo bycie ofiarą w związku nie jest przyjemne a może mieć poważne skutki na przyszłość. Wiem coś o tym z własnego doświadczenia.

63

Odp: Kochać swój toksyczny związek
monia_3103 napisał/a:
Biedronka89.91 napisał/a:

Nie wiem czemu ale uwielbiam czytac Twoja historie... Jak taka kretynka czekam az napiszesz nastepny post .Bo czuje sie jak bym czytała swoje historie pisane przez kogos innego.A wy nie macie co jej pisac zeby go zostawiła bo to nie takie łatwe...:(ehh.Mogła bym Ci doradzac ze mogłas sie do niego w nocy nie przytulac olac i odwrocic plecami,ale tez bym pewnie tak zrobiła jak Ty,bo jednak ta bliskosc i to "cos" (nie wiem co nawet,przywiązanie...? xD) jest silniejsze;/:(.

Ja również byłam w toksycznym związku i wiem co to znaczy, miałam podobne bądź takie same sytuacje i momenty... A jednak ruszyłam głową i coś zrobiłam!! Przyszły wakacje, spakowałam się i wyjechałam do rodzinnego domu, aby wyleczyć się z chorej miłości! Nie czekałam aż bardziej będzie znęcał się nade mną psychicznie, miałam dość ciągłego upokarzania, kłamstw i zapewnień, którymi mogłam sobie du** podetrzeć... Jak głupia wierzyłam, miałam nadzieję, czekałam i dawałam kolejne szanse - przepłaciłam to wszystko próbą samobójczą... To był dla mnie sygnał ostrzegawczy, że wszystko za daleko poszło...
Jeśli uważasz, że to źle iż wyrażam swoją opinię to sorry - możesz się nie zgodzić. Ja mam tylko nadzieję, że Merry jest innego zdania i wreszcie zrobi coś co powinna, bo bycie ofiarą w związku nie jest przyjemne a może mieć poważne skutki na przyszłość. Wiem coś o tym z własnego doświadczenia.

Rozumiem.Jednak ja za bardzo kocham i chyba czekam na ten momet kiedy oczy mi sie otworza... bo czasami przymykam na pewne sprawy... bo jednak sa czasami te fajne chwile;) szkoda ich...eh...;/

64

Odp: Kochać swój toksyczny związek

monia_3103 - uświadamiasz mnie. Strasznie mna tapnęło to co napisałaś. Okropnie. Ąz się zaczęłam bać i chyba, powinnam z nim zerwac zanim wroce na studia. Bo przeciez (według planu, miałam z nim zerwac w październiku), ale doszłam do wniosku po tym co napisałaś, że jednak lepiej teraz, póki sa wakacje. Odchoruje przez sierpien nasze rozstanie i podejde do życia z nowym nastawieniem.
Tyle, że czasem mi się wydaje, że ja przesadzam... ze może on jest biedny. Moze taki jest po prostu. Żal mi go. I chyba tylko z litosci chce z nim być... Obiecuje sobie- jeszcze jedna akcja i odejdę. Bo nie zrobie tego teraz- gdy jest w porządku... zbyt bardzo by bolało. Podczas kłótni mniej boli... monia... jestes moim skarbem !!! :*

biedronka89_91 - Ty też weź się w garśc i posłuchaj co Ona mówi. Jesteśmy naprawde GŁUPIE... ech sad

65

Odp: Kochać swój toksyczny związek

Merry, sama widzisz, że nawet już chyba go nie kochasz. Po prostu ma nad Tobą pewną kontrolą, jesteś uzależniona od niego. Cały czas powtarzasz sobie, że jeszcze raz i odejdziesz, lecz potem znowu .. i tworzy się błędne koło. Monia, też dobrze napisała, dobrze, że Tobą tąpnęła.
Na pewno jesteś inteligentną dziewczyną, ale tak, w tej sytuacji postępujesz głupio, bo niszczysz sama siebie. On już zaczął stosować wobec Ciebie agresję, a pomyśl co będzie dalej. Z tego co pisałaś, to chyba nie jesteście razem długo. Zero szacunku jego wobec Twojej osoby, zero. Nie masz za co się obwiniać. Nie widzę tu ŻADNEJ Twojej winy, nie ma sensu go usprawiedliwiać.
Jesteś młoda, marnujesz sobie u jego boku życie. Staniesz się wrakiem człowieka, a to smutne będzie u tak młodej dziewczyny...

Posty [ 1 do 65 z 422 ]

Strony 1 2 3 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Kochać swój toksyczny związek

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024