Racjonalizując:
- deszcz nie zna się na dniach tygodnia, a tym bardziej na dniach miesiąca
- autobus uciekł albo z ociągania się rano, albo z jakiegoś zbiegu okoliczności (bo np. zwykle są korki na danym skrzyżowaniu, dziś nie było i temu przyjechał wcześniej)
- minięcie się ze znajomą to wynik poślizgu autobusowego
- herbata się skończyła bo zapomniało się wpisać ją na listę zakupów - zwykłe roztargnienie
Słowem - w najmniejszym stopniu nie wierzę w przesądy. Uważam, że te wszystkie "pechy" które nas spotykają są wynikiem działań nas samych (np. uciekający autobus u mnie to efekt porannego "jeszcze poleżę 5 minut") albo przyczyn kompletnie niezależnych i na które nie mamy wpływu (typu zmiany pogody). Wmawiamy sobie, że to pech, żeby oddalić winę za zdarzenie od siebie (w pierwszym przypadku) bądź przejąć kontrolę nad niekontrolowalnym (w przypadku drugim).