Witam wszystkich
Mam dość nietypową sytuację, potrzebuję jakiegoś wsparcia porady, być może pocieszenia. Wiem, że każdy/każdy z nas pisze tu, aby uzyskać w jakiś sposób pomoc.
Moja sytuacja przedstawia się następująco:
- mieszkamy z mężem na odległość (o0k400km), oboje mamy dobrą pracę, ale w różnych miastach. Ja dodatkowo podjęłam również drugą pracę. Kocham to co robię, wykonuję trudny dla kobiety zawód - bardzo dyskryminowany, obarczony dużą odpowiedzialnością i stresem. Nie chciałam zrezygnować z pracy i od razu przenieść się w Warszawy - gdzie mieszka mąż w kupionym przez nas i spłacanym co miesiąc mieszkanku. Wynikało to głównie z tego, że mam stałą pracę w charakterze umowy o prace na czas nieokreślony, dogodne dodatki, o co teraz co raz trudniej. W związku z tym, że czas jest odpowiedni, a mi uciekają powili lata, poczułam pragnienie bycia matką...
- tabletki odstawiłam już w grudniu, praktycznie od stycznia staramy się o bobasa i nic nie wychodzi, czasami to wpadam w mała rozpacz, jak widzę maleństwa wśród moich koleżanek. Mąż generalnie zdecydował,że staramy się do lipca ( ja tylko biernie przytaknęłam, bo byłam pewna, że nam się uda), a że jak się nie uda to zrezygnuję z pracy i poszukam w Warszawie. Tyle, że mnie bardzo niepokoi to, że nam się nie udaje - mąż przechodził świnkę w wieku 14 lat - co może obniżyć jego płodność. Dowiedziałam sie o tym dopiero po ślubie. Dzisiaj mi powiedział, że będziemy się strać ostatecznie tylko do lipca, bo on już tam nie chce sam mieszkać. Jak zapytałam, a co z dzieckiem? - to nie będzie dziecka. Poczułam się tak jakbym miała być maszyną, którą się odpowiednio ustawia - zachodzi w ciąże - przenosi się do Warszawy i jest z mężulkiem. Może on wcale nie chce dziecka? Powiedziałam mu, że przecież jak się przeniosę to nie wiadomo po jakim czasie otrzymam w miarę dogodne warunki pracy, przecież nie zdaję w ciążę od razu w pierwszych miesiącach nowej pracy. Bardzo chciałabym mieć dziecko, jest to według mnie najlepszy czas, później mogę się za bardzo zagonić w pęd pracy i może być już za późno. Ja mam 26 lat a mąż 30.
Czuję, że wszystko zaczyna mnie przerastać. Na dodatek mieszkam u swoich rodziców, wiec co jakiś czas sa kłótnie. Dzisiaj znowu zrobiłam test ciążowy, spóźniał mi się okres 4 dni, ale niestety jest tylko 1 kreska. Przecież mi też nei jest łatwo godzić czasami 2 prace, dojazdy do Warszawy i urządzanie mieszkania.
Musiałam to z siebie wyrzucić, bo nie mam z kim pogadać, w pracy duża rywalizacja, więc nikt nie wie, że staramy się o dziecko...A gdy się okaże, że odłożę macierzyństwo na później i nie będziemy mogli mieć dziecka? Płakać mi się chce oglądam zdjecia bobasów i brzuszki ciężarnych kobiet, po nocach śnią mi sie małe brzdące, a tu nic nie wychodzi...