Wiemy, że papierosy szkodzą zdrowiu, ale czy mają również wpływ na duszę? Pozwalając, by cokolwiek zdominowało nasze ciało postępujemy niezgodnie z tym, czego uczy nas Biblia, tym bardziej, że jednocześnie świadomie rujnujemy swoje zdrowie i skracamy życie. Ale papieros to nie alkohol, który popycha do różnych działań, nad którymi nie jesteśmy w stanie zapanować będąc pod jego wpływem równie fatalne konsekwencje dla naszego zdrowia może mieć przecież niezdrowe odżywianie, życie w pośpiechu, czy nadmiar stresu, którego przecież nikt nie uznaje za grzech. Nikt nie poleca papierosów jako czegoś pożytecznego, ale czy któraś z religii wprost zabrania ich palenia? A czy jesteśmy skłonni zaakceptować ten nałóg u duchownych, czy też widok palącego księdza uznalibyśmy za gorszący?
Kiedyś katecheta powiedział mi, że każda używka łamie prawo "nie zabijaj" - bo świadomie wprowadzamy wtedy do organizmu szkodliwe substancje.
Poza tym na zdrowy rozsądek - uzależnienie to pewne ograniczenie, wyraz słabości, więc moim zdaniem jak najbardziej szkodzi.
Bardzo trudno jest sie jednoznacznie wypowiedziec w tej kwestii. Wiadomo, ze papieros z pewnoscia robi spustoszenie w organizmie, ale nie sadze aby byl szkodliwy dla naszej duszy. Choc kazdy czlowiek ma rozne zdanie na ten temat. I dobrze , bo taka roznorodnosc opinii jest wysoce pozadana,bo pozwala szerzej przyjrzec sie tematowi i go zrozumiec.Pozwala zmienic optyke widzenia problemu i byc moze uzmyslowienia nam potencjalne szkodliwosci dla naszej duszy.
hairesis ;-) a niby jak mialby papieros zaszkodzić duszy? Chyba conajwyzej plucom ;-P
No właśnie niby nie może zaszkodzić... Ale z drugiej strony wpływa na ludzkie zachowanie i nastroje i to nie jednorazowo, ale właśnie długofalowo. Miałam kiedyś strasznie kopcącego chłopaka, który kiedy przez kilka godzin musiał z jakiegoś powodu powstrzymać się od palenia, robił się naprawdę nieznośny i bardzo źle wpływało to na nasze relacje, bo to była taka irracjonalna złość, której nie umiał pohamować inaczej niż tylko zapalając papierosa. Nie wiem, czy można to nazwać szkodzeniem duszy, ale na pewno mogą generować złe emocje (czy raczej ich brak je generuje).
to kwestia psychiki, mentalności. Jeśli będziesz w to wierzyć to tak jeśli nie to nie. To zależy od Ciebie czy będziesz miała czystą duszę.
Nikt nie poleca papierosów jako czegoś pożytecznego, ale czy któraś z religii wprost zabrania ich palenia?
Świadkowie Jehowy mają taki zakaz i złamanie go może być powodem wykluczenia ze wspólnoty. Wiem, bo jedna osoba w mojej dalszej rodzinie była świadkiem Jehowy i przez palenie właśnie została wykluczona.
Jeżeli samobójstwo jest grzechem śmiertelnym to logika wskazywałaby że palenie, które truje organizm, też powinno być grzechem. Poza tym jeżeli ktoś wpada w nałóg i nie może się powstrzymać od palenia to to by chyba popadało pod nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu? W każdym razie byłoby to coś podobnego.
Z mojego ateistycznego punktu widzenia, papieros szkodzi "duszy", bo raz że niewoli wolę, dwa że zmniejsza ilość tlenu we krwi przez co upośledza działanie mózgu, trzy że w ogóle jest szkodliwy więc mózgowi też szkodzi, cztery że to kosztuje więc zabiera środki które mogły by służyć rozwojowi "duszy" przez zakupienie jakiś dobrych książek, instrumentów, płócien, albo zdrowszego jedzenia które by dobrze wpłynęło na pracę organizmu ,a więc i "duszy". Osobiście z używek staram się ograniczać do herbaty i kakao ![]()
Temat ciekawy ![]()
Nigdy nie palilam, ale nie ze wzgledow religijnych, ale zdrowotnych i mi zawsze fajki smierdzialy ![]()
Widzialam palacych ksiezy i przyznam, ze mialam pewien niesmak i osobiscie uwazam,ze nie powinni palic... Najgorzej jednak jak wszystkiemu zaprzeczaja - to z pewnoscia szkodzi duszy
oraz postrzeganiu ksiezy, ktorzy i bez tego ciesza sie zla slawa w PL.
Myśle że wszystko jest dla ludzi jezeli ktos pali od czasu do czasu w rozsądnych ilościach to w sumie można by stwierdzić że połowa produktów spozywczych też szkodzi zdrowi a co najmniej z 5% tych produktówch jest podobnei szkodliwe co papieros Inna sprawa gdy nałóg zaczyna opanowywać nasze życie , gdy dla papierosa rezygnujemy z czegos ważnego, gdy zawalamy obowiązki, prace , nauke A równoczesnie nałogowy palacz może być wartosciowym człowiekiem
Może być, ale pytanie brzmi, "czy szkodzi duszy"? Z materialistycznego punktu widzenia szkodzi, z chrześcijańskiego, przypuszczam że też szkodzi. Jedzenie wędliny z fosforanem to inna kategoria czynu w przypadku wielu ludzi, bo oni często nie wiedzą co jedzą. Poza tym, wielu ludzi nie stać na jedzenie ekologiczne. Co innego z papierosami, które nie są potrzebne do życia, a ich szkodliwość jest powszechnie znana i nie ulega żadnej wątpliwości.
Znam palacych ksiezy, nie raz z ksiezmi pilam i nie uwazam, zeby ani w jednym, ani w drugim bylo cos zlego. Z tego co wiem, Kosciol mowi, ze papierosy to grzech, dopoki nie jestes uzalezniony. Jesli jestes uzalezniony i nie mozesz wytrzymac, to bardziej to rozumieja. Albo cos pomieszalam ![]()
Na dobrą sprawę połowa grzechów, z której większość się spowiada to grzechami nie jest. Wulgaryzmy, palenie, picie - to nie grzech. Grzechem są nałogi czy upijanie się lub wyklinanie kogoś.
Świadomość i premedytacja - to są dwa niezbędne warunki grzechu.
Świadomość i premedytacja - to są dwa niezbędne warunki grzechu.
W katolickim ujęciu tak, ale w protestanckim już niekoniecznie. Grzeszyć można nawet nieświadomie, gdyż grzech nie jest poszczególnym czynem tylko stanem człowieka.
Jeśli nie wiesz, że czynisz źle, to czy czynisz źle? ![]()
umiarkowane picie i palenie nie jest grzechem gdyż wszystko jest dla ludzi rozsądnych aczkolwiek i jedno i drugie szkodzi zdrowiu wiec na upartego możńa to podciągnać pod grzech Natomiast przeklinanie uważam że jest to kwestia raczej oczywista , należy tu sięgnąć do etymologii tego słowa , nawet w kanonach dobrego zachowania czysto swieckiego nie jest to mile widziane , a że niestety upowszechniło się totalnie to nikt na to nie zwraca uwagi
Biorąc pod uwagę naukowy punkt widzenia to zaczynamy tak naprawdę umierać w chwili poczęcia bo wtedy zaczyna się nasz proces rozwoju, który jest jednotorowy. Więc biorąc pod uwagę to, że starzejemy się całe życie, a i tak będzie ono zakończone naszą śmiercią to gdzie tu mowa o grzechu skoro i tak umrzemy.
Naprawdę człowiek nie potrzebuje żadnej religii ani dziwnych średniowiecznych dyrdymałów, które z kawy robiły "napój szatana", a zielarki i znachorki palili na stosie razem z kotami. Człowiek doskonale potrafi stwierdzić co jest złe, a co dobre. Nie potrzeba nam żadnych 7 grzechów głównych ani Bóg jeden raczy wiedzieć czego jeszcze. Poza tym Bóg w swojej mądrości dał nam 10 przykazań prawo uniwersalne czy potrzeba czegoś jeszcze, a i bez tego jest raczej normalne, że bzykanie żony kumpla jest złe, zabicie drugiego człowieka jest złe, złodziejstwo jest złe, choć tutaj to bym polemizował bo jak na wierzący naród to SPORA część kradnie aż miło.
Czy papieros szkodzi duszy, NIE a czemu by miał, ale jak będzie jarać przy tych co nie palą to wtedy zaszkodzi twojej duszy, bo tak to palisz sobie sama dla siebie, a tak trujesz kogoś kto palić nie chce, a to brak empatii, współczucia i to jest złe.
Tak samo z piciem, jak sobie pijesz od czasu do czasu to czy to jest złe jasne, że NIE, ale jak masz rodzinę i chlasz jak opój to niszczysz czyjeś życie, bo nie umiesz okazać empatii i zrozumienia oraz wypełnić swoich obowiązków, które wziąłeś/aś na siebie składając przysięgę podczas zawarcia małżeństwa. To czy picie jak opój gdy człowiek jest sam jest dobre, też NIE bo niszczymy nasze życie i trud naszych przodków, rodziców, który włożyli żebyśmy mogli żyć, skazujemy ich na patrzenie jak się staczamy, a to jest złe bo to brak empatii i współczucia.
"Moralność człowieka zależy od zdolności współodczuwania z innymi ludźmi, wykształcenia oraz więzi i potrzeb społecznych; żadna religia nie jest do tego potrzebna. Człowiek byłby zaiste żałosną istotą, gdyby kierował się w życiu wyłącznie strachem przed karą i nadzieją na nagrodę po śmierci."
umiarkowane picie i palenie nie jest grzechem gdyż wszystko jest dla ludzi rozsądnych aczkolwiek i jedno i drugie szkodzi zdrowiu wiec na upartego możńa to podciągnać pod grzech Natomiast przeklinanie uważam że jest to kwestia raczej oczywista , należy tu sięgnąć do etymologii tego słowa , nawet w kanonach dobrego zachowania czysto swieckiego nie jest to mile widziane , a że niestety upowszechniło się totalnie to nikt na to nie zwraca uwagi
Na upartego to oddychanie tlenem zabija nas. Wstrzymaj oddech, aby nie grzeszyć...
Oczywiste jest, że wulgaryzmy same w sobie grzeszne nie są.
wiem że to bedzie naciągane
ale tak z ciekawości dlaczego oddychanie jest grzechem ?
a wulgaryzmy niby się zgadza same w sobie nie są grzechem a to jak i w jakim celu się ich używa to i owszem ,tylko w tym przypadku wulgaryzmy powstały tylko i wyłacznie w "niecnym" celu Może z wyjątkiem słów które kiedyś były uznawane za powszechnego stosowania i miały inne znaczenia
Ciekawy jest wywód Piotrek.M, w sumie uważa że wiara do niczego nie jest potrzebna ale zdecydowanie twierdzi że papieros NIE szkodzi duszy ![]()
temat rzeka, równie dobrze dobrze można powiedzieć że jedząc jedzenie np z marketu też grzeszymy bo sie zabijamy (chemia ![]()
mozna to interpretować na milion powodów
Jeśli nie wiesz, że czynisz źle, to czy czynisz źle?
Nie o to chodzi. Nauka Kościoła Ewangelickiego i wszystkich Kosciołów protestanckich jest dośc radykalna, jesli chodzi o grzech: "człowiek grzeszy, poniewaz jest grzeszny, a nie dlatego jest grzeszny, że grzeszy" - jest to podstawowa teza reformacyjna. Tak jak wspominałam, grzech jest nie tyle czynem, co stanem człowieka. To zupełnie inna interpretacja niż katolicka, gdzie musi być jakiś czyn popełniony świadomie. Dlatego też spowiedź katolicka polega na wyliczaniu poszczególnych występków, a spowiedź protestancka polega na uświadomieniu sobie i przyznaniu się do grzeszności, na spojrzeniu na swoją niedoskonalość tak w całości, i uświadomieniu sobie, do jakich konkretnych występków doprowadziła nasza grzeszność. Dlatego spowiedź protestancka odbywa się w sumieniu, w sercu przed samym Bogiem, a rola księdza polega na zadaniu pytań: "czy żałujesz" oraz "czy wierzysz, że będzie ci wybaczone" i jeśli odpowiesz przed Bogiem twierdząco, to ksiądz ogłasza ci odpuszczenie grzechów (tak w dużym skrócie).
Patrząc na ten temat i wiele innych, dochodzę do wniosku że nie ma katolicyzmu, protestantyzmu itd. Każdy ma takie poglądy religijne jakie mu odpowiadają...
Odświeżam ![]()
Można to rozszerzyć ogólnie na nałogi. Jak można ja rozeznać pod względem grzechu skoro nie ma tu warunku świadomej decyzji, ale z drugiej strony łatwo zacząć sobie pobłażać?
Odświeżam
Można to rozszerzyć ogólnie na nałogi. Jak można ja rozeznać pod względem grzechu skoro nie ma tu warunku świadomej decyzji, ale z drugiej strony łatwo zacząć sobie pobłażać?
Dziś trzeba żyć pod kamieniem aby nie wiedzieć nic o używkach.
Dlaczego trwać w sytuacji gdy wolna wola człowieka nie jest już wolna? To robią używki.
Trwanie w tym jest większym grzechem niż błądzenie/zaczęcie.
allegra90 napisał/a:Odświeżam
Można to rozszerzyć ogólnie na nałogi. Jak można ja rozeznać pod względem grzechu skoro nie ma tu warunku świadomej decyzji, ale z drugiej strony łatwo zacząć sobie pobłażać?Dziś trzeba żyć pod kamieniem aby nie wiedzieć nic o używkach.
Dlaczego trwać w sytuacji gdy wolna wola człowieka nie jest już wolna? To robią używki.
Trwanie w tym jest większym grzechem niż błądzenie/zaczęcie.
Chodzi mi o to, że jak już zacznie się trwać, to trudno się uwolnić. Słyszałam, że wtedy odpowiedzialność moralna znacznie maleje i ma to sens.
takijedenfacet820 napisał/a:[...]
Dziś trzeba żyć pod kamieniem aby nie wiedzieć nic o używkach.
Dlaczego trwać w sytuacji gdy wolna wola człowieka nie jest już wolna? To robią używki.
Trwanie w tym jest większym grzechem niż błądzenie/zaczęcie.Chodzi mi o to, że jak już zacznie się trwać, to trudno się uwolnić. Słyszałam, że wtedy odpowiedzialność moralna znacznie maleje i ma to sens.
Czyli uzależniam się, bo nie wiedziałem, że się uzależniam. Trwam w uzależnieniu bo jest mi ciężko zerwać i moja "odpowiedzialność moralna za bycie w nałogu" maleje?
Każde przywiązanie szkodzi duszy. Niezależnie do tego co jest napisane w Biblii. A piąte przykazanie swoją drogą.
Każde przywiązanie szkodzi duszy. Niezależnie do tego co jest napisane w Biblii. A piąte przykazanie swoją drogą.
Czyli jest jakieś przywiązanie, opisane w Biblii, które, według Biblii, nie szkodzi? Jesteś przywiązany do tej opinii?
marioosh666 napisał/a:Każde przywiązanie szkodzi duszy. Niezależnie do tego co jest napisane w Biblii. A piąte przykazanie swoją drogą.
Czyli jest jakieś przywiązanie, opisane w Biblii, które, według Biblii, nie szkodzi? Jesteś przywiązany do tej opinii?
Mi bliżej do nauk Buddy niż Jezusa. Nie znam całej Biblii. Z mojego doświadczenia wynika, że przywiązania wywołują cierpienie i odbierają szczęście.
Ale chyba warto oddzielić przywiązanie np. do rodziny, które jest moim zdaniem czymś dobrym, od uzależnienia, które zawsze jest niewłaściwe.
Takijedenfacet820, niektórzy zaczynają swoje przygody z uzależnieniem zanim jeszcze logiczne myślenie im zdąży się wykształcić... ![]()
Ale chyba warto oddzielić przywiązanie np. do rodziny, które jest moim zdaniem czymś dobrym, od uzależnienia, które zawsze jest niewłaściwe.
Dlaczego? Co jest w tym dobrego? Co zyskujesz dając drugiej osobie sznurek do sterowania swoimi emocjami?
Ale chyba warto oddzielić przywiązanie np. do rodziny, które jest moim zdaniem czymś dobrym, od uzależnienia, które zawsze jest niewłaściwe.
Takijedenfacet820, niektórzy zaczynają swoje przygody z uzależnieniem zanim jeszcze logiczne myślenie im zdąży się wykształcić...
Pewnie, że warto oddzielić. ALE postawa "wszystko dla rodziny/tylko rodzina" jest równie niszcząca dla duszy jak "nie pracuję bo chcę (tak naprawdę to muszę) zapalić/napić się/itp".
allegra90 napisał/a:Ale chyba warto oddzielić przywiązanie np. do rodziny, które jest moim zdaniem czymś dobrym, od uzależnienia, które zawsze jest niewłaściwe.
Dlaczego? Co jest w tym dobrego? Co zyskujesz dając drugiej osobie sznurek do sterowania swoimi emocjami?
Bliskość.
Zresztą to chyba naturalna interakcja, że przywiązujemy się do osób, na których nam zależy. To nie jest sznurek do sterowania, no chyba, że zakładamy, że bliskim zależy na to, żeby nas wykorzystać i skrzywdzić. Bardzo pesymistyczne podejście.
Mogę zaryzykować stwierdzenie, że Bóg jest w pewien sposób przywiązany do ludzi (jak ojciec do dzieci), ale uzależniony to od nas nie jest.