Moja historia bez tytułu - Netkobiety.pl

Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

 

#1 2008-11-14 13:02:28

niepokorna
Niewinne początki
Zarejestrowany: 2008-11-13
Posty: 9

Moja historia bez tytułu

Postaram się napisać w jak największym skrócie, a robię to bo chcę z siebie wyrzucić przed wszystkimi skrywana tajemnicę, z nadzieją, że mi to pomoże.
W swoim życiu pakowałam się w różne skomplikowane relacje, ale to co zdarzylo mi się ponad rok temu przerosło wszelkie dotychczasowe, myślę z nadzieją, że przyszłe też.
Poznałam fajną dziewczynę w pracy. Dość szybko się zaprzyjaźniłyśmy. Spędzałyśmy ze sobą mnóstwo czasu, wypiłyśmy hektolitry kaw i alkoholu. W czasie jednego z naszych spotkań zaczęłyśmy zwierzać się sobie z różnych naszych tajemnic. Ona opowiedziała mi o tym, że na studiach związana była z kobietą, mimo, że teraz jest szczęśliwą mążatką, to często wspomina tamtą znajomość. Teraz jak to sobie odtwrazam i analizuję, myślę, że to była iskra do tego co się zaczęło dziać między nami. Nie wiem jak to się stało, ale od tamtej pory "nakręciłyśmy się". Z każdym dniem byłam coraz bardziej zakochana w niej, ona zdawa się odwzajemniać moje uczucia. Rozmawiałyśmy ze sobą wprost niczego nie ukrywając, a w ziazku z tym zaczęłyśmy narzucać sobie coraz to nowe blokady. Niestety któregoś dnia, mocno wstawione zbliżyłyśmy się do siebie. Było to jeden jedyny raz. Od tego momentu wszystko zaczęło sie psuć. Zależało nam na sobie, ale miałyśmy ogromne poczucie winy. Ja sobie z tym zupełnie nie radziłam. Czułam się fatalnie wobec jej męża, który jest całkiem fajnym facetem, czułam się źle wobec siebie, bo nigdy nie myślałam o sobie w związku z kobietą. Jestem heteroseksualna i tym bardziej trudno jest mi do tej pory pojąć jak to sie wszystko mogło stać. Chciałam zmienić pracę, myslałam o tym, zeby uciec jak najdalej od niej, od tego wszystkiego. Jednak ona zawsze mi to odradzała, twierdziła, że ucieczka nie jest sposobem, że jesli będziemy ze sobą rozmawiać,  wspierać się to razem damy radę. Poza tym, naprawdę się lubiłyśmy.  To wszystko co się zdarzyło poźniej było koszmarem. Uzależniłam się od niej i to tak mocno, że zaczęłam mieć różne objawy psychosomatyczne jak tylko pojawiało się spięcie, kiedy nie odpisywała na smsa, albo powiedziała coś co mnie bolało.  takich sytuacji zdarzało się coraz więcej, zaczęła mieć do mnie pretensje o to, co dotychczas jej nie przeszkadzało. Każde moje pytanie o to co sie stało, co się zmieniło było kwitowane moimi pretensjami, moją niedojrzałością. W czasie jednej z rozmów powiedziała mi, że zatęskniła do życia które wiodła zanim się zaprzyjaźniłyśmy, więc powinnam zrozumieć, że nie będziemy się kontaktować tak często jak kiedyś. Miałam żal, jednocześnie ciężko było mi wzbudzić w sobie złość na nią, bo naprawdę uważałam ją i uważam nadal za wyjątkową osobę. Mijał czas, między nami było coraz gorzej, dalej spotykałyśmy się w pracy, więc wszystko to było bardzo trudne. Praktycznie ze sobą nie rozmawiałyśmy. Był to jeden z najgorszych okresów w moim życiu. Chciałam mieć w niej przyjaciółkę, po drodze spieprzyłyśmy parę spraw i nie wyszło. Zaczęłam mieć problemy ze zdrowiem. Unikałam pracy, siedziałam na L4 dlatego, żeby się z nią nie widzieć. W tym czasie praktycznie codzień płakałam. W końcu lekarz stwierdził neuralgię, jako wynik dlugotrwałego  stresu. Nie lubię tego słowa używać w stosunku do siebie, ale cierpiałam. Poza tym, że moja dusza wyła, cierpiałam fizycznie, nie mogłam sie ruszać, nie mogłam spać, towarzyszył mi potworny ból. Przeszłam serię zastrzyków, długotrwałe leczenie, choć własciwie neuralgia to choroba która się ma na zamówienie, nie można się z niej wyleczyć do końca jeśli nie zmieni się sposobu myślenia, życia. Kiedy mniej więcej doszłam do siebie spotkałyśmy sie z m. która chciała pogadać. Okazało się, że ma wielkie problemy z zajściem w ciąże, też choruje. ta sytuacja miedzy nami odbiła się rownież na jej zdrowiu. Po tej rozmowie nasze relacje uległy poprawie. Zaczęłyśmy w miarę normalnie ze soba rozmawiać. Ja wyjechałam na miesiac za granice do znajomych, zdystansowalam sie, nabralam sil. Wrocilam zadowolona, ze ten etap jest juz za mna. Po moim powrocie spotkalysmy sie kilka razy, bylam szczesliwa, ze relacje miedzy nami zaczynaja sie ukladac. Zmienilam prace, co dalo mi bardzo pozytywnego kopa, mowilysmy sobie, ze teraz juz wszystko bedzie ok. Okazalo sie, ze m. jest w ciazy. Bardzo sie ucieszylam, wiedzialam, ze ja to strasznie dobija, w gruncie rzeczy sama tlumaczylam sobie ze to moze moja wina, ze to kara za to co sie stalo miedzy nami. Ona tez tak do tego podchodzila. Niestety razem z ciaza nie przeszlo jej zle samopoczucie. Powiedziala, ze ciagle sie stresuje, ze boi się ze nie utrzyma ciazy, ze czuje sie winna. Wspieralam ja, starałam się odwiedzać, pisać, podnosić na duchu. Kiedy szukała psychologa, uruchomilam wszystkich znajomych, zeby znalezc jej kogos dobrego. Udalo sie, trafila do lekarza, ktory ja uspokoil, zaczela chodzic na terapie, ktora przynosi efekty. I... i wszystko mogloby być dobrze, ale od kiedy zaczela chodzic do psychologa znow przestala do mnie pisac, wlasciwie sama nie inicjowala kontaktu. We mnie obudzily sie wszystkie odczucia, z ktorymi wydawalo mi sie rozstalam sie na zawsze. W koncu postanowilam z nia porozmawiac, poprosilam ja o szczerosc. W trakcie tej rozmowy uslyszalam, ze nie wyobraza sobie dalszej przyjazni ze mna, nie chce sie ze mna widziec, bo za bardzo czuje sie winna wobec meza po kazdym spotkaniu ze mna. Powiedziala, ze doradzila jej to ta psycholog, i ze jest mi wdzieczna, ze probowalam rozwiazac jej problemy, ale nasza znajomosc jest obciazona zbyt duzym balastem by moc to kontynuowac. ...............................
Uszanowalam to. Od tamtej pory nie mamy kontaktu. Ale jest mi z tym tak zle, ze nawet teraz gdy minelo juz troche czasu i Wam o tym opowiadam rycze. Boli mnie to i coraz bardziej boje sie, ze znow bede chora, ze moje nerwy tego nie wytrzymaja. Uzaleznilam sie od M. i choc zdaje sobie sprawe, ze ona mnie skrzywdzila i dawno powinnam to przerwac, to nie moge nic na to poradzic, ze boli mnie to przeokrutnie...
Dziękuję, że ktoś to przeczytał..

Offline

 

#2 2008-11-14 14:01:05

Samanta
100% Netkobieta
Wiek: 36
Zarejestrowany: 2008-09-12
Posty: 857

Re: Moja historia bez tytułu

A myślałaś o poznaniu jakiegoś faceta? Tylko wtedy się uwolnisz od niej..A tak na marginesie to swoje upodobania do kobiet odkryłaś dopiero dzięki niej czy miałaś już jakieś doświadczenia?


Wyrozumiałość jest owocem znajomości własnych błędów..

Offline

 

#3 2008-11-14 14:10:22

niepokorna
Niewinne początki
Zarejestrowany: 2008-11-13
Posty: 9

Re: Moja historia bez tytułu

Nie miałam nigdy takich doświadczeń i nawet teraz nie mogę powiedzieć bym miała takie upodobania. Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, ja mialam upodobanie TYLKO DO NIEJ. Ona jako osoba mnie w jakiś sposób "zniewoliła", dużo się nad tym zastanawiałam i myślę, że akurat płeć w tym przypadku nie miała znaczenia. A może i miała, ale w tym znaczeniu, że bardziej emocjonalnie przeżywam to co się stało..

Offline

 

#4 2008-11-14 17:23:32

Danusia
Zbanowany
Wiek: 51 lat
Zarejestrowany: 2008-09-25
Posty: 3229

Re: Moja historia bez tytułu

Z wielką uwagą przeczytałam Twojego posta niepokorna.Nie będę Ci truła na temat odmienności seksualnej- bo nie o to w tym wszystkim chodzi.Ty po prostu zakochałaś się w nieodpowiedniej osobie.Te wszystkie symptomy ,o których piszesz ja miałam- gdy straciłam męża i uświadomiłam sobie,że tęskota  za Kimś Kogo się kochało....fizycznie .... boli.To dobrze,że nie macie już ze sobą kontaktu- a czas -uwierz mi złagodzi ból.... i jeszcze trochę... i będziesz umiała normalnie rozmawiać o Twojej znajomej.... jako Kimś z przeszłości.Dobrze Ci dziewczyny radzą- byś może przebywała w towarzystwie facetów- wtedy się przekonasz czy ten "epizod' w Twoim życiu -to tylko naprawdę epizod,czy też po prostu natura obdarzyła Cię czymś innym niż powinna.Najłatwiej jest potępiać.Wiesz ... niedawno koleżanka zapytała mnie co sądzę o gejach .Wiesz co Jej odpowiedziałam? Łatwo się wypowiada,gdy wiadomo ,że z najbliższymi wszystko jest w tym wględzie ok.... syn wtedy od wielu lat miał dziewczynę- ale ja jak każda matka - chciałbym dla swoich dzieci jak najlepiej.I gdyby okazało się,że  gustował by w obcowaniu z Kimś takiej samej płci..... z bólem serca- ale zaakceptowałabym to- jeśli by  przez to był szczęśliwy.Bardzo Ci współczuję tego- co przeżywasz.Jesli sobie w dalszym ciągu nie będziesz mogła poradzić z tą jakby nie było dziwną miłością- idź do specjalisty- na pewno tam uzyskasz fachową pomoc.Bo my co najwyżej możemy Cie wysłuchac.

Offline

 

#5 2008-12-27 21:33:56

mankok28
Na razie czysta sympatia
Wiek: 28
Zarejestrowany: 2008-12-18
Posty: 24

Re: Moja historia bez tytułu

Uzależnienie się od drugiej osoby to najgorsza choroba. Trzymam kciuki za Ciebie!

Offline

 

#6 2009-02-23 21:33:08

madziulek
Wkręcam się coraz bardziej
Wiek: 27
Zarejestrowany: 2009-02-22
Posty: 37

Re: Moja historia bez tytułu

A ja myśle że naprawde powinnaś iść do psychologa nie ma na co czekać  a pozatym co masz do stracenia mam nadzieje że uda CI się odzyskać spokój powodzenia

Offline

 

#7 2009-02-23 21:46:22

noelle87
Moderator
Wiek: 22 wiosny
Zarejestrowany: 2009-02-04
Posty: 2193

Re: Moja historia bez tytułu

rozumiem że jest Ci ciężko.. myślę że rozmowa ze specjalistą by pomogła, samo wysłuchanie czasem wystarczy.. 3mam za Ciebie kciuki smile

Ostatnio edytowany przez noelle87 (2009-08-13 00:01:37)


"Zamieszkałam Cię w sobie na codzień... smile zamówiłam już lampę i sofę!"


Regulamin forum NETKOBIET - UŻYTKOWNIKU- koniecznie przeczytaj!

Offline

 

#8 2009-03-30 14:19:14

american girl
Niewinne początki
Zarejestrowany: 2009-03-27
Posty: 4

Re: Moja historia bez tytułu

kochana, a moze po prostu powinnas zastanowic sie nad swoją seksualnoscią?? jestes pewna ze jestes heteroseksualna??
szczerze Ci współczuję złego stanu psychicznego, trzymam kciuki za pomyślne rozwiązanie sytuacji!

Offline

 

#9 2009-04-04 23:40:05

impresja
Moderator
Wiek: 24 latka
Zarejestrowany: 2008-12-04
Posty: 2325

Re: Moja historia bez tytułu

Ja rowniez uwazam, ze najlepiej by bylo gdybys znalazla sobie jakiegos faceta... ale nie na sile- tylko moze raczej otworzyla sie na nowe znajomosci, bo wydaje mi sie ze im dluzej o tym rozmyslasz to tym bardziej poglebiasz swoje uzaleznienie...


trzymam kciuki:)


'Nie bój się cieni. One świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło...'
(Oscar Wilde)

Regulamin Forum Kobiet - NETKOBIETY.PL- przeczytaj!

Offline

 

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson

Mapa strony - Archiwum © www.netkobiety.pl 2007-2009