Niektórzy znają moją dawniejszą historię, ale nie będę jej na nowo opowiadać, powiem tylko że obecnie jestem w separacji z mężem i się wyprowadziłam. Jestem raczej człowiekiem z zasadami i wychowałam się w dość konserwatywnym środowisku jeśli chodzi o poglądy na temat rodziny i małżeństwa. W związku z tym przeżywam wielki dylemat moralny. W międzyczasie kiedy odeszłam od męża, poznałam pewnego mężczyznę i szczerze powiedziawszy nie chciałam z nikim się spotykać ani być, bo czułam się zmęczona poprzednimi moimi problemami z mężczyznami a po drugie nie wolno mi. Jakoś los nie daje mi widać odpocząć. Powiedziałam to na wstępnie znajomości z nowym mężczyzną, uszanował to nie był natrętny, ale nie urwał ze mną kontaktu, czasem dzwonił, czasem pisał, jednak nie widywaliśmy się. Pewnego dnia kiedy czułam się samotna zgodziłam się na spotkanie ponieważ czułam że i tak mu się nie podobam ani on mi więc pewnie nic poza rozmową o życiu nie zaistnieje. Tego wieczoru był bardzo smutny, chłodny i jakiś taki nieobecny ale nie dopytywałam o co chodzi, po prostu zjedliśmy kolacje i pogadaliśmy o pracy. Następnego dnia znów chciał się zobaczyć, nie miałam na to ochoty ale myślę sobie "dobra chyba ma ochotę z czegoś się zwierzyć" więc się zgodziłam. dodam, że na żadne z tych spotkań jakoś specjalnie się nie szykowałam czy nie stroiłam, żeby nie dać mu powodów do zainteresowania mną. Na tym drugim spotkaniu było zupełnie inaczej. Rozmawialiśmy jak dobrzy znajomi, dużo się śmialiśmy i przez cały czas towarzyszyła mi ochota, żeby go pocałować, ale nie zrobiłam tego (zupełnie nie rozumiałam co się ze mną dzieje, jakaś desperacja czy co) Szybko okazało się że on miał podobne odczucia. Rozmawialiśmy całą noc przez telefon i pisaliśmy smsy. Nie wiem co się ze mną wtedy stało - doznałam jakiegoś oczarowania czy co? Następnego dnia nie mogliśmy doczekać się kiedy się zobaczymy, więc tuż po pracy na swój widok rzuciliśmy się sobie w ramiona i tonęliśmy w pocałunkach. Zaczęliśmy się spotykać codziennie, to było w listopadzie, nie mogłam nad tym wogóle zapanować. Byłam przeszczęśliwa przez ten moment. W grudniu musiałam wyjechać, wtedy On po raz pierwszy powiedział że mnie kocha i że jest tego pewien, zaraz po moim powrocie przedstawił mnie swojej rodzinie jako kobietę z którą planuje być. On jest po rozwodzie już dłuższy czas a ja nie... wogóle strasznie przeraziło mnie jego tempo, mimo że też się w nim zakochałam, widać nie jestem gotowa na tak szybkie wejście w nowy związek. Ostrzegałam go przed tym, ale jednocześnie dawałam mu widać nadzieję. On nie dawał za wygraną, odwiedzał mnie w pracy, obsypywał prezentami, zapytał czy możemy razem zamieszkać. Chodziło o taką próbę - jeśli nie jestem pewna jego uczuć, to że możemy w ten sposób zobaczyć. Bałam się jak cholera, wahałam ale zgodziłam się. Mieszkamy ze sobą do tej pory zresztą i jest nam ze sobą dobrze, choć czasem się kłócimy jak normalna para. Ale w czym problem? Chodzi o to, że i tak uważam że to wszystko jest za szybko i mówię mu to, a on mówi że czas nie ma znaczenia kiedy ludzie się kochają. Kurcze nie wiem co mam robić, do tego mąż nie chce mi dać rozwodu i jeszcze długo nie da. Ludzie zaczynają mnie wytykać palcami, bo nie mam prawa jeszcze wchodzić w nowy związek. Rodzina i przyjaciele nie rozumieją mnie i krytykują. Czuję się w całej sytuacji wymęczona emocjonalnie i zagubiona, choć jednocześnie przy nim jestem szczęśliwa. Czasem zupełnie nie potrafię się cieszyć z tego co dla mnie robi, z naszych cudownych chwil, bo przytłacza to myśl ze wciąż jeszcze pewien rozdział mojego życia nie jest zamknięty i że nie powinnam. Czy ja zgłupiałam? mam straszne huśtawki nastrojów i bardzo skrajne stany emocjonalne...
1 2011-03-15 12:54:06 Ostatnio edytowany przez cynthia (2011-03-15 12:55:55)
2 2011-03-15 14:05:52 Ostatnio edytowany przez marena7 (2011-03-15 14:06:35)
Czytałam Twoje poprzednie posty i myślę sobie, że źle zrobiłaś wychodząc za mąż za przyjaciela. To było małzeństwo z rozsądku, bo to dobry i wrażliwy chlopak. Ja jestem zwolenniczką rozsądku, ale w połączeniu z miłoscią. Uważam, że miłość bez rozsądku jest głupotą, a rozsądek bez miłości wyrachowaniem. Tylko połączone w jedno maja sens przy decyzji o ślubie.
Masz moralne dylematy, bo jesteś osobą konserwatywną i starającą się dotrzymywać zobowiązań. To niezbyt częste w naszych czasach, ale nie przesadzaj. Twoje małżeństwo leży w gruzach, jesteście w separacji i starasz się o rozwód. Odeszłaś od męża. Nie macie dzieci, nikogo nie krzywdzisz. Nie widzę powodu, żebyś się miała katować wyrzutami sumienia. Staraliście się, nie wyszło i pora na to, zeby kazde z Was poszlo swoją drogą.
Rozwodu jeszcze nie masz, ale małżeństwa tez już nie ma. Ono się skończyło, mimo że sąd nie wydał jeszcze wyroku. Uważam, że masz prawo związac się z kimś innym , bo odeszłas od męża. Rozumiem, że głeboko przemyślałaś decyzję o odejściu.
Zbyt wielką wagę przykładasz do tego co mówia ludzie, rodzina i przyjaciele. To Twoje życie i sama musisz je przeżyć. Ja nie widzę w Twojej dzisiejszej sytuacji łamania zasad.
Witaj
Ludzie zawsze będą ,, gadać'' oceniać...niestety taki naród mamy...każdego interesuje osoba obok a nie on sam...
w innych widzą błędy i za nie krytykują, a dla siebie są ideałami...
To jest twoje życie , nie ludzi którzy próbują Cię oceniać...
Nikogo nie krzywdzisz swoim szczęściem... więc bierz i ciesz się nim..
Dziękuję, po prostu mam taki charakter, że licze się zwłaszcza z bliskimi, bo sąsiedzi czy jacyś tam znajomi mnie nie obchodzą. Poza tym jakby nie było bolą komentarze w stylu, że sobie znalazłam kochanka, że mi odwala itp. Czuje, że przez swoje wątpliwości i niepewne zachowanie mogę go stracić i potem żałować
5 2011-03-16 12:50:49 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-03-16 12:53:03)
Ludzie zawsze muszą mieć jakąś paszę plotkową. Dziś gadają o Tobie, jutro o Zosi co zdradziła męża, pojutrze o księgowym Heńku, który wyprowadził kasę z firmy pracodawcy, a za tydzień o policjancie Zdziśku, który po pijaku rozwalił auto.
OLAĆ TO. Żyj dla Siebie, nie dla innych.
Co do rodziny, krótka piłeczka - ja się w twoje życie nie pakuję z butami, więc i ty się ode mnie odwal.
Ludzie zawsze muszą mieć jakąś paszę plotkową. Dziś gadają o Tobie, jutro o Zosi co zdradziła męża, pojutrze o księgowym Heńku, który wyprowadził kasę z firmy pracodawcy, a za tydzień o policjancie Zdziśku, który po pijaku rozwalił auto.
OLAĆ TO. Żyj dla Siebie, nie dla innych.
świetnie powiedziane...podpisuje się pod tym ![]()
Rodzina i przyjaciele bardzo chcieliby żebym wróciła do męża, lubią go, przyzwyczaili się, choć znali nasze problemy uważają że popełniam błąd, bardzo mnie napiętnują, nie mam dnia spokoju. Najchętniej wyjechałabym za granicę i odcięła się od wszystkich, jestem tym strasznie zmęczona, trzyma mnie tu jedynie praca...bo już nawet nie On
Rodzina i przyjaciele bardzo chcieliby żebym wróciła do męża, lubią go, przyzwyczaili się, choć znali nasze problemy uważają że popełniam błąd, bardzo mnie napiętnują, nie mam dnia spokoju. Najchętniej wyjechałabym za granicę i odcięła się od wszystkich, jestem tym strasznie zmęczona, trzyma mnie tu jedynie praca...bo już nawet nie On
Cynthia, moja opinia jest taka:
1. męża nie kochasz
2. kiedyś go zdradziłaś
3. teraz mieszkasz z innym
z tego pieca już chleba nie będzie. Po prostu - zbudowałaś zbyt duży mur między sobą i mężem. On dziś może Ci powie, że wszystko wybacza, ale za pół roku, rok myśli o Tobie z innym nie dadzą mu spokoju i będziecie siedzieć w piekle. Lepiej buduj sobie coś nowego.
cynthia napisał/a:Rodzina i przyjaciele bardzo chcieliby żebym wróciła do męża, lubią go, przyzwyczaili się, choć znali nasze problemy uważają że popełniam błąd, bardzo mnie napiętnują, nie mam dnia spokoju. Najchętniej wyjechałabym za granicę i odcięła się od wszystkich, jestem tym strasznie zmęczona, trzyma mnie tu jedynie praca...bo już nawet nie On
Cynthia, moja opinia jest taka:
1. męża nie kochasz
2. kiedyś go zdradziłaś
3. teraz mieszkasz z innymz tego pieca już chleba nie będzie. Po prostu - zbudowałaś zbyt duży mur między sobą i mężem. On dziś może Ci powie, że wszystko wybacza, ale za pół roku, rok myśli o Tobie z innym nie dadzą mu spokoju i będziecie siedzieć w piekle. Lepiej buduj sobie coś nowego.
Nie chcę się czepiać ..ale skąd wywnioskowałeś iż To Ona zdradziła męża?
może gdzieś przeoczyłam...
to oczywiście nie zmienia mojego zdania iż- Cynthia- ma prawo do szcęścia!!!
Lupus napisał/a:cynthia napisał/a:Rodzina i przyjaciele bardzo chcieliby żebym wróciła do męża, lubią go, przyzwyczaili się, choć znali nasze problemy uważają że popełniam błąd, bardzo mnie napiętnują, nie mam dnia spokoju. Najchętniej wyjechałabym za granicę i odcięła się od wszystkich, jestem tym strasznie zmęczona, trzyma mnie tu jedynie praca...bo już nawet nie On
Cynthia, moja opinia jest taka:
1. męża nie kochasz
2. kiedyś go zdradziłaś
3. teraz mieszkasz z innymz tego pieca już chleba nie będzie. Po prostu - zbudowałaś zbyt duży mur między sobą i mężem. On dziś może Ci powie, że wszystko wybacza, ale za pół roku, rok myśli o Tobie z innym nie dadzą mu spokoju i będziecie siedzieć w piekle. Lepiej buduj sobie coś nowego.
Nie chcę się czepiać ..ale skąd wywnioskowałeś iż To Ona zdradziła męża?
może gdzieś przeoczyłam...
to oczywiście nie zmienia mojego zdania iż- Cynthia- ma prawo do szcęścia!!!
Dziewczyny każda z was ma rację i ja się pod tym podpisuje i czy Cynthia zdradziła czy nie ma prawo do szczęścia jak każda z nas .
Kobietko jesteś teraz w szczęsliwym związku facet Ciebie kocha itp. - zapomnij o swojej przeszłości bo zniszczysz przyszłość . Teraz na pewno dostaniesz rozwód bo twoje małżeństwo rozpadło się. Ciesz się tym co teraz masz .
Ludzie gadali i zawsze będą gadać. Twoje życie - Twoja sprawa.
Jak rodzina sypie takie "ohy" i "ahy" możesz to z uśmiechem skomentować, że niedługo mąż będzie wolny i niech się z nim zwiążą jak czują taką potrzebę, ale o swoim własnym życiu będziesz decydować osobiście.
Co do samego faceta to cóż, fajnie, że jesteś szczęśliwa, załatwiaj sobie rozwód i upajaj się szczęściem póki masz okazję. Nie zadręczaj się pierdołami bo być może stracisz jedne z niewielu chwil radości jakie zsyła Ci życie. Mam tylko nadzieję, że mąż o wszystkim wie i już na dobre nie jesteście razem. Inaczej na pewno dobrze się to nie skończy.
Nie chcę się czepiać ..ale skąd wywnioskowałeś iż To Ona zdradziła męża?
może gdzieś przeoczyłam...
Zdecydowanie przeoczyłaś, wątek Cynthi z 2009 r., sam tytuł:
Zdradziłam i namieszałam sobie w życiu.
Cytat:
[mąż] wyjechał za granicę do pracy...Byłam sama..ciagle sama i zaczął się mną ktoś interesować. Wiedział że jestem mężatką...więc na poczatek próbował tylko być miły..historia stanadardowa..zaczęliśmy się spotykać ....został na noc, potem znów i w końcu doszło do kilku cudownych zbiżeń, sexu...
całość:
http://www.netkobiety.pl/t8831.html
to oczywiście nie zmienia mojego zdania iż- Cynthia- ma prawo do szcęścia!!!
Ja nie oceniam, tylko stwierdzam fakt.
A więc to inny wątek..no cóż jestem tutaj od nie dawna...nie zerknęłam faktycznie na jej dawny wątek..
Przepraszam
Doris
w innym wątku faceta, który NIE ZDRADZIŁ FIZYCZNIE oceniałaś. To może poproszę o ocenę tej sytuacji? ![]()
Doris
w innym wątku faceta, który NIE ZDRADZIŁ FIZYCZNIE oceniałaś. To może poproszę o ocenę tej sytuacji?
,,Który nie zdradził fizycznie???
oczywiście że ocenię ale może nie na wątku autorki- bo teraz jest na innym etapie i ma inne pytanie...
na e-maila ok?
16 2011-03-16 15:10:12 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-03-16 15:12:56)
ależ on też jest na innym etapie i nie o zdradzie chciał rozmawiać, a jakoś nie było dla Ciebie problemem ocenić ![]()
Teraz muszę na chwilę spadać - zarobić na kieliszek chleba + papu dla bestyj. Wrócę to przeczytam Twą opinię ![]()
Wogóle generalnie nie sztuką jest oceniać ale umieć znaleźć wyjście z sytuacji. Spróbować zrozumieć dlaczego tak się stało i co dalej z tym zrobić.........obojętnie czy to ja zawiniłam czy ta druga strona. Poza tym nie da się oceniać człowieka/sytuacji po przeczytaniu posta, który niejednokrotnie nim się tu pojawi został dobrze przemyślany przez jego autora/autorkę. Mój mąż nie był, nie jest złym człowiekiem, teraz wiele zmienił i deklaruje, że wciąż mnie kocha, ale tak jak słusznie Lupus zauważył, nie da się już tu niczego zbudować, nie zapomni tego że w moim życiu był inny mężczyzna. Pewnie może przez moment będzie ok, ale co potem? ja nie widzę szans a to że czuję się zmuszana przez wszystkich wokół jeszcze mnie zniechęca...a decyzję tak naprawdę już dawno podjęłam. Ile muszę być w separacji, żeby ubiegać się o rozwód, wie ktoś? bo dostaje rożne informacje i już sama nie wiem...(tylko czy mąż mi na to pozwoli)
nie trzeba być w separacji żeby złożyć pozew do sądu i co ma do pozwalania twój mąż. Ty już z nim nie jesteś i to dla sądu jest ważne, masz kogoś innego i żyjesz z nim więc nie czekaj papiery złóż i czekaj na datę rozprawy.
19 2011-03-16 19:41:12 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-03-16 19:42:41)
Ile muszę być w separacji, żeby ubiegać się o rozwód, wie ktoś? bo dostaje rożne informacje i już sama nie wiem...(tylko czy mąż mi na to pozwoli)
Czas nie ma tu znaczenia - jako strona winna, bez zgody męża, rozwodu nie dostaniesz.
ps.
Widzę, że Doris ma problem z oceną sytuacji, w której kobieta zdradza. Tak też myślałem, Doris ocenia nie szarymi komórkami, lecz jajnikami...
cynthia napisał/a:Ile muszę być w separacji, żeby ubiegać się o rozwód, wie ktoś? bo dostaje rożne informacje i już sama nie wiem...(tylko czy mąż mi na to pozwoli)
Czas nie ma tu znaczenia - jako strona winna, bez zgody męża, rozwodu nie dostaniesz.
ps.
Widzę, że Doris ma problem z oceną sytuacji, w której kobieta zdradza. Tak też myślałem, Doris ocenia nie szarymi komórkami, lecz jajnikami...
Lupus gdybyś ty użył swoich szarych komórek
zauwazył byś iż nie pisałam postów w żadnym wątku gdyż po prostu nie mogłam- przyczyny nie zależne ode mnie...
Ale ty już mnie oceniłeś...zresztą ocenianie wychodzi Ci najlepiej...a to że oceny są bezpodstawne i nie przemyślane ..to cóż...w końcu...jesteś ....
wiadomo...
Ale ty już mnie oceniłeś...zresztą ocenianie wychodzi Ci najlepiej...a to że oceny są bezpodstawne i nie przemyślane ..to cóż...w końcu...jesteś ....
wiadomo...
Dobrze Doris, masz rację. A teraz czekam na ocenę
Myślę że mąż da ci rozwód. Byłby skończonym idiotą jak by tego nie zrobił. Nic nie stoi na przeszkodzie byś złożyła pozew rozwodowy. Ja bym się też tak od razu nie porywał na skazywanie cię winną rozpadu pożycia małżeńskiego. Coś musiało sprawić że się wyprowadziłaś. A skoro tak to wystarczy to ubrać w słowa. Nie miałaś nikogo i z nikim się nie spotykałaś. Mieszkając z mężem. Jak się wyprowadziłaś to się pojawił on. Jak chcesz mogę podesłać na maila. Interpretacje sądu na ten temat. U mnie ex wojowała z takimi zagrywkami że mimo że nie mieszkaliśmy razem od roku to ja nie mogłem się z nikim spotykać bo byłem jej mężem. Sąd nie pozostawił suchej nitki na niej. Nie martw się. Nigdy nie wiesz jak będzie dalej z mężem. Znasz go zapewne bardzo dobrze. Ale czy nie warto przeszłości pozostawić za sobą i żyć na nowo dla samej siebie?
Doris2727 napisał/a:Ale ty już mnie oceniłeś...zresztą ocenianie wychodzi Ci najlepiej...a to że oceny są bezpodstawne i nie przemyślane ..to cóż...w końcu...jesteś ....
wiadomo...
Dobrze Doris, masz rację. A teraz czekam na ocenę
wysłałam Ci moją ocenę sytuacji...na e-maila
pozdrawiam
Doris, na maila nawet nie będę czytał - faceta oceniałaś publicznie, to i kobietę oceń publicznie ![]()
Doris, na maila nawet nie będę czytał - faceta oceniałaś publicznie, to i kobietę oceń publicznie
to nie podawaj maila...
no to trudno...nie mam zapisanego maila w wysłanych..przepadł... ![]()
nie chodzi oto że nie mam odwagi tylko wątek dotyczy innej sytuacji...nie tamtej...
Staraj sie nie myslec o przeszłości w nadmiernym stopniu i pozwól sobie na odrobine Szczęścia;) Pomysl, ze to moze Ten, z ktorym jest Ci pisane przezyc reszte zycia.. a co jesli przez swoje nastroje go stracisz? mozesz nie miec drugiej szansy na cos równie pieknego, wiec ocknij sie kobieto;)
Ps. a najmniej juz przejmuj sie przyjaciolmi, oni powinni chciec Twojego szczescia.. prawda?
Myśle że masz prawo być w związku, nawet jesli nie podoba to sie rodzinie i znajomym, oni powinni Cie teraz wspierać a nie krytykować ;/ To Twoję życie i musisz robić to na co masz ochotę, on Cię kocha .... a i Ty jestes nim zauroczona :0 czego więcej chcieć? Troche Twoja historia przypomina mi moją, byłam z kimś 5 lat, byliśmy zaręczeni ale niedawno sie definitywnie rozstalismy, to nie była moja decyzja. Poznałam kogos odrazu. Czuje się szczęsliwa gdy jest przy mnie, gdy do mnie dzowni, gdy patrzy mi w oczy, gdy trzyma mnie za rękę. Jeszcze dobrze się nieotrząsnęłam po moim poprzednim związku i wszystko idzie zdecydowanie za szybko. Boje się ,że nie umiem kochac jeszcze na nowo, nie chce go zranić. Z drugiej strony mysle sobie, że może powinnam dać sobie szanse na szczęście:)?