Mężczyzna, który cierpi bardziej niż kobieta. - Netkobiety.pl

Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

 

#1 2011-03-09 18:21:38

Sebastian
Wkręcam się coraz bardziej
Wiek: 18
Zarejestrowany: 2011-03-05
Posty: 30

Mężczyzna, który cierpi bardziej niż kobieta.

Tytuł być może jest intrygujący, ale nie chcę generalizować - chodzi mi o konkretnego mężczyznę i konkretną kobietę. smile
Uprzedzam, że historia będzie długa, nawet bardzo długa i nie będzie w niej ekscytujących wątków rodem z brazylijskich seriali - chciałbym po prostu poprosić o pomoc w zakończeniu pewnego rozdziału w moim życiu i o odpowiedź na pytanie - Czy ja jestem złym człowiekiem?

Na początek - bohaterami tej historii są tylko dwie osoby.
Ja i moja była partnerka - nazwijmy ją Martą.

Zacznę troszkę od końca, ale to tylko celem wprowadzenia.
Rozstaliśmy się ponad dwa miesiące temu, dlatego uważam, że jestem w stanie przedstawić swoją historię obiektywnie.
Ale wróćmy do samego początku...

Zwykły piątkowy wieczór, a w planach nocna zabawa u znajomego - nic nadzwyczajnego, nazwijmy to życiem przeciętnego nastolatka. Dotarłem na miejsce, gdzie spotkawszy bardzo dobrego kolegę - powiedzmy, że mogę go nazwać przyjacielem - postanowiłem spędzić wieczór głównie na męskich rozmowach z tym oto Panem. Jako, że życie pisze najdziwniejsze scenariusze - moje plany połowicznie legły w gruzach - pojawiła się ona, Marta. Po wymianie kilku zdań z nowo poznaną koleżanką wróciliśmy z kolegą do naszych rozmów, ale moje myśli uciekały gdzieś indziej - coś mnie strzeliło, zostałem zauroczony. I nie był to poryw młodzieńczej gonitwy za najpiękniejszymi dziewczynami na imprezie - koleżanka była ładna, ale powiedzmy, że całkiem przeciętna. W ciągu następnego miesiąca dużo rozmawialiśmy, kilkukrotnie spotkaliśmy się - już na pierwszym spotkaniu chyba tylko strach przed odrzuceniem hamował mnie przed złapaniem koleżanki za rękę - i po kilku tygodniach zostaliśmy parą.

Tutaj potrzebna jest krótka dygresja: dziewczyna była typową zbuntowaną nastolatką: dużo przeklinała, prezentowała dość prosty system wartości - nie widziałem w niej kobiety, którą chciałbym poślubić. O nie! Ale miała w sobie coś, co bardzo mocno mnie przyciągało.

Będąc już w świeżym związku, moim pierwszym poważnym, byłem przekonany, że będzie to zwykła licealna miłość - spotkamy się kilka razy w tygodniu, ale prawdopodobnie nie będzie z tego nic poważnego. Chodziliśmy razem na spacery, na kawę, do kina, na imprezy. Bardzo szybko spędziliśmy razem noc, bo o ile dobrze pamiętam stało się to po około miesiącu bycia ze sobą. Mówiąc spędziliśmy razem noc mam na myśli tylko wspólny sen - bardzo szanuję siebie i innych ludzi, zarówno mężczyzn i kobiety, i mimo ogromnego pożądania seks w tej sytuacji nie był moim zdaniem na miejscu. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać - głównie psychicznie. Opowiedziała mi, że w poprzednim związku została skrzywdzona - stąd takie, a nie inne zachowanie. Zarzekała się, że jest dobrą osobą i swoimi słowami powoli sprawiała, że zacząłem w niej widzieć Anioła.

Kolejna dygresja - właśnie wtedy się naprawdę zakochałem - po jakichś dwóch, trzech miesiącach. Wiedząc, że została skrzywdzona i zauważając w niej Anioła pomyślałem sobie - jakie ja mam szczęście, poznałem cudowną kobietę! Tak, zacząłem ją traktować już jako kobietę, nie dziewczynę - i widziałem w niej osobę, przy której mógłbym spędzić resztę życia. Patrząc wstecz i obiektywnie oceniając swoje życie - chyba mam słabość do takich zagubionych duszyczek i raz już zauroczyłem się w pewnej dziewczynie, z pozoru złej, w której zauważyłem skrywaną w głębi duszy dobroć - historia skończyła się dla mnie nie najlepiej, ale będąc w obecnej sytuacji śmiało mogę powiedzieć, że wyszedłem z niej z tarczą. Dodatkowo lubię bezinteresownie pomagać - czasem jednak moje nawet najszczersze starania obracają się przeciwko mnie.

Bezgranicznie otworzyłem się przed Martą, jednocześnie starając się wydobyć z niej Aniołka, który skrywał się gdzieś w głębi duszy. Zaczęliśmy od zaprzestania używania wulgaryzmów - jakie stały się z nas słodziaki! Później, w wyniku przedstawienia jej swoich poglądów i opinii dotyczącej jednego z jej znajomych - sprawiłem, że przestała obgadywać innych. O rany! Toż to Anioł w ludzkiej skórze. Tak właśnie pomyślałem. Marta wielokrotnie dziękowała mi, że wyciągnąłem ją z bagna psychicznego w jakim się znajdowała. Oboje staliśmy się przy sobie lepszymi ludźmi. Kochaliśmy się na zabój.

Malutka dygresja - wynikiem tej miłości była miłość fizyczna - jakieś 4-5 miesięcy po rozpoczęciu związku.

Otóż to. Nie widziałem świata poza nią i na pewno nie skłamię, jeśli powiem, że 95% czasu między godziną 7 a 22 - po 22 rodzice wymagali, abym wracał do domu - podczas którego nie miałem zajęć poświęcałem jej - nawet do granic swojej wytrzymałości fizycznej - dosłownie biegałem, jechałem nawet dla 30-40 minut razem. Wtedy też zaczęliśmy spędzać razem noce - broń boże dla seksu - kochałem zasypiać przy niej, dawać jej poczucie bezpieczeństwa, budzić się obok niej. Moi rodzice nie sprzeciwiali się temu - jej po kilku spotkaniach bardzo mi zaufali i również nie mieli obiekcji. Zostawaliśmy na noc raz u mnie, raz u niej - w tym okresie czułem się przeszczęśliwy.

No tak, ale dlaczego jestem tutaj, skoro mam takie cudowne życie i nie mam czasu na siedzenie przed monitorem? Otóż pojawiły się problemy, których nie dostrzegaliśmy. Zarówno ja jak i Marta kochaliśmy za bardzo.

Mam nadzieję, że moderatorki i moderatorzy nie obrażą się, jeżeli podam link do artykułu - nie chcę zachęcać do odwiedzin innych stron, ale ten artykuł jest niejako potrzebny do zrozumienia problemu.

http://www.mydwoje.pl/toksyczna_milosc

Wypisz wymaluj My. A jako, że zauważałem słabość Ukochanej do jednego faceta, którego nazywała tylko przyjacielem - czasem mnie to przerastało.

I co dalej? Nadal byliśmy szczęśliwi - do czasu.
Po ponad roku bycia razem kolejna kropla sprawiła, że woda wylała się z naczynia. Pojawił się pierwszy poważny problem i sprawdzian dla związku. Postanowiłem, że muszę walczyć jak lew - nie byłem idealny, ale bardzo mocno Ją kocham - tak sobie mówiłem.

Kolejna dygresja - mówiąc, że nie byłem idealny nie skrywam pod tym bicia, obrażania czy innych form upokarzania. Nigdy nie uderzyłem, nigdy nie powiedziałem za dużo, nigdy nie upokorzyłem Marty. Po prostu zdałem sobie sprawę, że czasem przesadzałem z zazdrością i chyba za często mówiłem, że jest mi przykro - ale patrząc na to z perspektywy czasu, chyba miałem do tego powód. Po dłuższym czasie bycia ze sobą chyba ani razu nie usłyszałem słowa przepraszam - zawsze musiałem przyjąć do wiadomości, że coś co mnie uraziło było żartem i nie mam powodu do bycia smutnym. Tak też sobie to tłumaczyłem i w rezultacie sam przepraszałem, za to, że było mi przykro.

Ale na nic była moja heroiczna walka, wylewanie łez i ostatnich potów.
W dniu ostatecznego rozstania usłyszałem podobne do tych słowa.
Jesteś wspaniałym facetem, kocham Cię - ale jak brata.
Nie jestem gotowa na związek, nie mam siły - potrzebuję się teraz bawić, jestem młoda.
Bardzo możliwe, że za kilka lat się spotkamy i do siebie wrócimy, ale nie teraz.


Starałem się zrozumieć, ale nie mogłem sobie poradzić z rozstaniem. Najmocniej dołował mnie fakt, że wypowiedziane, niby prosto z serca słowa, były tylko głupią paplaniną. Dosłownie trzy dni po rozstaniu, deklarująca brak siły na jakikolwiek związek moja już była dziewczyna, kombinowała jak tu rzucić się w objęcia wspomnianego już wyżej faceta - przyjaciela.

Jak bumerang powrócił stary system wartości, nadmierne przeklinanie. Dołączył do tego alkohol i chęć nieustającej zabawy.

Teraz dochodzą mnie słuchy, że znajomi się od niej odwracają, ze względu na to, że ona się nimi po prostu bawi. Podobno dobiera sobie tych, którzy w danym momencie są dla niej najatrakcyjniejsi. Tego nie widziałem na własne oczy, bo staram się unikać jakichkolwiek kontaktów - ale takie wiadomości dostaję od znajomych, którzy pytają mnie czy Marta zawsze taka była? A ja odpowiadam, że sam nie wiem - bo znam je dwie. Anioła, którego kochałem i taką jaka jest teraz i była kiedyś.

W opisywanej historii byłem w stu procentach szczery, jeśli macie jakieś pytania - postaram się równie szczerze na nie odpowiedzieć.

Ponawiam pytanie.
Czy ja jestem złym człowiekiem lub inaczej - czy to, że oczekuję od partnerki bycia kimś na wzór opisywanego Anioła czyni mnie złym?
Zadaję to pytanie, bo szczerze mówiąc przez długi czas bardzo mocno siebie obwiniałem o wszystko co było nie tak w związku, a teraz chyba podświadomie nadal obwiniam się o rozpad związku. Mam do siebie pretensję o nadmierną zazdrość i uważam, że wszystko tym zepsułem. Może to ze mną jest coś nie tak i wyolbrzymiam to co było kiedyś i dzieje się teraz?

Nie opisywałem wszystkiego, bo nawet teraz trudno to wszystko przeczytać - ale czuję się wykorzystany i patrząc w miarę obiektywnie mam do tego powody, a mimo wszystko obwiniam o to samego siebie. Źle się z tym wszystkim czuję.

Pytajcie, chętnie odpowiem. Oczekuję szczerych odpowiedzi - to pomoże zamknąć mi ten rozdział i rozpocząć nowe życie. smile

Pozdrawiam, Sebastian.

Ostatnio edytowany przez Sebastian (2011-03-09 18:48:13)

Offline

 

#2 2011-03-09 18:50:42

truskaweczka19
100% Netkobieta
Wiek: 22
Zarejestrowany: 2011-02-21
Posty: 12586

Re: Mężczyzna, który cierpi bardziej niż kobieta.

Mysle, ze nie jestes zlym czlowiekiem. Powiem szczerze, ze ja sama zazwyczaj mam taka sklonnosc przyciagania do siebie zgubionych duszeczek, np najpierw chce pomoc, a potem zakochuje sie. A to fakt, ze bardzo lubie pomagac. Moze tkai kobiecy instynkt opiekunczy? Chociaz teraz wydaje mi sie, ze mam fajnego faceta, choc tez byl taka zagubiona duszyczka smile

Na poczatku zwiazku zazwyczaj sie idealizuje, ja tez tak robilam, ale teraz widze wady. Nie sa jednak nie do wytrzymania i nadal bardzo kocham. Prawdziwa milosc to gdy akceptujemy drugiego czlowieka wraz z zaletami i wadami, gdy widzimy juz je i potrafimy to zaakceptowac, a milosc nie maleje, uczucie wrecz pecznieje.

Bardzo Ci wspolczuje, ale pomysl skoro zostawila Cie dla innego, to jest tym Aniolem? No raczej nie. Nie idealizuj jej, choc wiem, ze bardzo ja na pewno kochales, wiec trudno nie ubostwiac.
Lecz im szybciej wyrzucisz ja z serca tym lepiej.


"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

Offline

 

#3 2011-03-09 18:58:24

Sebastian
Wkręcam się coraz bardziej
Wiek: 18
Zarejestrowany: 2011-03-05
Posty: 30

Re: Mężczyzna, który cierpi bardziej niż kobieta.

Staram się zapomnieć, ale to nie jest takie proste. smile

Co do tej kobiecości. Tak - czasem czuje się jak Lesbijka. smile Hobby niby mam typowo męskie - po prostu mam benzynę we krwi. Do wielu spraw podchodzę również typowo po męsku. Ale mamusia zaszczepiła we mnie taką uczuciowość, że czasem czuję się jak kobieta, którą pociągają inne kobiety. smile Ale to chyba głównie w sferze uczuć. Rozczulają mnie komedie romantyczne, piosenki o miłości, lubię dziec. I i te uczucia... smile Ze swoimi emocjami czuję się jak dziewczynka - taki ze mnie kiepski mężczyzna po prostu. smile

Ostatnio edytowany przez Sebastian (2011-03-09 18:59:32)

Offline

 

#4 2011-03-09 19:29:37

madzia0311
Przyjaciółka Forum
Wiek: 25 +
Zarejestrowany: 2011-03-07
Posty: 1138

Re: Mężczyzna, który cierpi bardziej niż kobieta.

a ja  myślę,że nie kiepski:) pomyśl sobie ile kobiet chciało być mieć takiego faceta jak ty:)
czuły ,romantyczny o tym marzy wiele dziewczyn:)
widzę,że potrafisz zrozumieć kobiety-a to rzadkość...
mam nadzieję,że w końcu trafisz na tą jedyną i będziesz tym jedynym:) czego Ci życzę z całego serduszka:)
i nie jesteś złym człowiekiem:)
pozdrawiam i miłego wieczorku życzę:)


Bywają w życiu chwile, których ból daje się zmierzyć dopiero po jego przeżyciu, i wówczas dziwi nas, iż zdołaliśmy go znieść.

Offline

 

#5 2011-03-09 19:37:29

Sebastian
Wkręcam się coraz bardziej
Wiek: 18
Zarejestrowany: 2011-03-05
Posty: 30

Re: Mężczyzna, który cierpi bardziej niż kobieta.

Dziękuję, również życzę miłego wieczoru i bycia tą jedną jedyną - najlepiej na zawsze. smile
Nie wiem czy to takiego właśnie chcą. smile Póki co o tym nie myślę - muszę zapomnieć o poprzednim związku, żeby nie skrzywdzić drugiej osoby. smile

Offline

 

#6 2011-03-09 19:44:58

Ansja
100% Netkobieta
Wiek: 24
Zarejestrowany: 2008-08-18
Posty: 6050

Re: Mężczyzna, który cierpi bardziej niż kobieta.

Sebastianie! (lubię to imię smile )
Twoim głównym zmartwieniem powinien być fakt, że Twój Anioł był w Twych oczach zbyt idealny! <oczywiście na etapie "przepoczwarzenia się" w motyla>.
Może po prostu nie widziałeś tego wszystkiego, co teraz do Ciebie dochodzi samo lub za sprawą znajomych. Skoro Marta przejawia zachowania takie jak przed poznaniem Ciebie, to raczej wskazuje to na jej charakter, który jest przecież wizytówką człowieka i nie zmienia się ot tak. Z tego co rozumiem, nie byliście ze sobą zbyt długo, a skoro ona jest teraz w fazie "bawienia się" , to tym bardziej śmiem wątpić w jej przemianę. W trwałą przemianę.
Byłeś zakochany, ona zapewne przyćmiła Ci trzeźwe spojrzenie. Powiem szczerze, że w połowie Twojego opowiadania wiedziałam jak się skończy. Fakt, że rzuciła się w ramiona przyjaciela o czymś świadczy- sam to przyznałeś.
Myślę, że jeśli byłeś taki, jak o sobie opowiadasz <my tu wyczujemy kłamstwo big_smile >, to określenie "zły człowiek" pasuje tu jak ................ (wpisz sobie sam tongue ). Po prostu Twoja kobieta poczuła, że związek z Tobą nie jest dla niej.. A skoro powróciła do dawnych nawyków, to widocznie jej przemiana była... udawana smile
Nie obwiniaj się za rozpad, katowanie się takimi myślami nie jest dobrym rozwiązaniem. Stało się, Twój Anioł zszedł na ziemię, może Ty też powinieneś? smile


"...a także ludzie pomniejsi, pasikoniki i ważki.. Lampy, puste ramy i grzechotki mają swoją wieczność.. I są raz na zawsze..."

Offline

 

#7 2011-03-09 19:48:10

madzia0311
Przyjaciółka Forum
Wiek: 25 +
Zarejestrowany: 2011-03-07
Posty: 1138

Re: Mężczyzna, który cierpi bardziej niż kobieta.

chciała bym ci powiedzieć czas leczy rany..może o tak jest..
ale strach zostaje długo przynajmniej do momentu w którym,nie zaufamy drugiej osóbce...raz stracone zaufanie ciężko odzyskać ale można nad tym popracować,nie tylko tak na niby-tylko tak poważnie.myślę,że twoja była dziewczyna kiedyś przeanalizuje swoje zachowanie i sposób w jaki cię potraktowała ( a byłeś dla niej jak antidotum) i zmieni swoje życie a przede wszystkim doceni to Kogo straciła...
będzie dobrze:)


Bywają w życiu chwile, których ból daje się zmierzyć dopiero po jego przeżyciu, i wówczas dziwi nas, iż zdołaliśmy go znieść.

Offline

 

#8 2011-03-09 20:18:40

Sebastian
Wkręcam się coraz bardziej
Wiek: 18
Zarejestrowany: 2011-03-05
Posty: 30

Re: Mężczyzna, który cierpi bardziej niż kobieta.

Ansja - byliśmy razem ponad rok.
Staram się nie myśleć - ale sny mi w tym nie pomagają. smile
Moim głównym problemem - znowu próbując analizować swoje życie - jest ciągłe dostrzeganie w ludziach dobra. To miłe i fajne dostrzegać w drugim człowieku to co dobre i starać zapominać się o tym co jest być może troszeczkę gorsze - ale nie pierwszy raz się na tym przejechałem. Tylko dobro często bywa przyćmione przed żądze i pokusy tego świata - a ja głupi zawsze w głębi duszy mam nadzieję, że tak jak w bajkach i filmach dobro zawsze zwycięży. Nawet nie wiem skąd mi się to wzięło - bo jestem agnostykiem. Może za dużo bajek w dzieciństwie? Ale powoli zaczynam myśleć trzeźwo - staram się! smile

Madziu, masz absolutną rację - czas i nowa miłość wyleczą rany. Jednak chcę oszczędzić jakiejś niewinnej duszyczce podświadomego porównywania do byłej. smile Jak się całkowicie pozbieram i będę pewien, że nikogo nie skrzywdzę - postaram się o swoje szczęście i wtedy będzie lepiej niż dobrze. smile

Dziękuję dziewczyny za odpowiedzi.
Miło, że ktoś chce o tym pogadać, a przy okazji fajnie, że to wszystko takie na wpół anonimowe. smile
Jakoś sobie z tym wszystkim radzę - ten temat to poniekąd efekt sympatii do Netkobietek i potrzeby zamknięcia tego rozdziału raz na zawsze - cały czas mam poczucie, że wystarczyłoby jedno słowo i wróciłbym. Dlatego ktoś musi mi przetłumaczyć, że są na świecie inne cudowne kobiety, a choćby ze względu na możliwość powtórki z rozrywki o tej powinienem zapomnieć. smile

Offline

 

#9 2011-03-09 20:23:31

Ansja
100% Netkobieta
Wiek: 24
Zarejestrowany: 2008-08-18
Posty: 6050

Re: Mężczyzna, który cierpi bardziej niż kobieta.

Masz jakieś zainteresowania? Może im się poświęć choć przez pewien czas.

Bardzo dobra decyzja- nie pakuj się w kolejny związek, jeśli nie zakończyłeś całkowicie poprzedniego.

"ktoś musi mi przetłumaczyć, że są na świecie inne cudowne kobiety, a choćby ze względu na możliwość powtórki z rozrywki o tej powinienem zapomnieć" - Ty już to wiesz smile Także to połowa sukcesu smile


"...a także ludzie pomniejsi, pasikoniki i ważki.. Lampy, puste ramy i grzechotki mają swoją wieczność.. I są raz na zawsze..."

Offline

 

#10 2011-03-09 20:37:14

Sebastian
Wkręcam się coraz bardziej
Wiek: 18
Zarejestrowany: 2011-03-05
Posty: 30

Re: Mężczyzna, który cierpi bardziej niż kobieta.

Poświęcam się zainteresowaniom, poświęcam.
Mam nawet jedno nowe - regularnie odwiedzam Netkobietki. smile

Staram się sobie poradzić i jest coraz lepiej.
Troszkę się już pozbierałem, dlatego postanowiłem się z wami podzielić swoją historią - przy okazji udowodnić sobie jak wiele jest kobiet poukładanych, z zasadami - a to cenię sobie najbardziej. smile Dlatego tutaj jestem. smile Szczerze mówiąc, mimo że uczęszczam do naprawdę dobrej szkoły, w swoim otoczeniu zauważam sporo tych łatwych dziewczyn, które moim zdaniem nie szanują samych siebie - może dlatego, że te bardziej rzucają się w oczy.

Także z samym rozstaniem jakoś sobie radzę.
Naszła mnie tylko refleksja, że być może coś jest ze mną nie tak. Zastanawiam się czy nie wymagam zbyt wiele, czy moja sfera uczuć nie jest typowo kobieca i kobiety z kimś takim nie wytrzymają? smile Sam już nie wiem - czasami wydaje mi się, że nie nadaje się do tego świata, jestem jakimś rycerzem w zardzewiałej już zbroi i szukam nieistniejącej księżniczki - swoją drogą coś w tym jest, bo uważam, że kiedy się kogoś kocha to traktuje się go jak księżniczkę/księcia. smile

Ostatnio edytowany przez Sebastian (2011-03-09 20:38:14)

Offline

 

#11 2011-03-09 21:15:00

madzia0311
Przyjaciółka Forum
Wiek: 25 +
Zarejestrowany: 2011-03-07
Posty: 1138

Re: Mężczyzna, który cierpi bardziej niż kobieta.

fajny chłopak z ciebie:)
w dzisiejszych czasach wszystko jest takie zagmatwane sad trochę to smutne-że jest aż taka znieczulica..ale fajne jest to,że jednak są jeszcze wrażliwe osoby,mężczyźni,którzy jednak widzą dobro w innych:)


Bywają w życiu chwile, których ból daje się zmierzyć dopiero po jego przeżyciu, i wówczas dziwi nas, iż zdołaliśmy go znieść.

Offline

 

#12 2011-03-10 14:13:49

Sebastian
Wkręcam się coraz bardziej
Wiek: 18
Zarejestrowany: 2011-03-05
Posty: 30

Re: Mężczyzna, który cierpi bardziej niż kobieta.

Dziękuję. smile
Pamiętaj tylko, że o człowieku świadczą czyny, a nie słowa - a ja swoją zazdrością i dziecinnym zachowaniem trochę popsułem.

Teraz przynajmniej to dostrzegam i postaram się już nigdy więcej nie powtórzyć raz popełnionych błędów. smile

Życzę wszystkim miłego dnia. smile

Offline

 

#13 2011-03-10 14:36:11

madzia0311
Przyjaciółka Forum
Wiek: 25 +
Zarejestrowany: 2011-03-07
Posty: 1138

Re: Mężczyzna, który cierpi bardziej niż kobieta.

racja:-)
ale pamiętaj nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło:)


Bywają w życiu chwile, których ból daje się zmierzyć dopiero po jego przeżyciu, i wówczas dziwi nas, iż zdołaliśmy go znieść.

Offline

 

#14 2011-03-10 15:24:27

daria1968
Przyjaciółka Forum
Zarejestrowany: 2010-03-02
Posty: 1202

Re: Mężczyzna, który cierpi bardziej niż kobieta.

Sebastian...
Nie tak dawno zrozumiałam ( nie należę do bystrych osóbek) na czym polega projekcja.
Otóż poznajemy ludzi i stają się oni jakby ekranem w kinie.Patrzmy na drugiego człowieka i wyświetlamy film.Nasz mózg jest jakby projektorem tego filmu.Nie widzimy jaki ten człowiek jest naprawdę tylko go tworzymy.I kochamy wytwory naszej wyobrażni, aniołów i licho wie kogo jeszcze.
  A potem cierpimy...
Wiesz,ja przez 15 lat próbowałam wydobyć dobro z mojego męża.Bo to dobro gdzieś jest.On potrafi przecież być czuły,delikatny,odpowiedzialny,rodzinny, dobry,empatyczny...Kiedyś na osobę mego męża " wyświetliłam " taki właśnie film ...
   A dziś moje małżęństwo jest porażką.   


"taki ze mnie kiepski mężczyzna po prostu" - chyba mogę powiedzieć że jesteś "mężczyzną przyszłości" Taki mężczyzna jak Ty nigdy nie podniesie ręki na kobietę.Dlatego szukaj .ostrożnie kobiety która będzie dla Ciebie.


" Jak się całkowicie pozbieram i będę pewien, że nikogo nie skrzywdzę - postaram się o swoje szczęście i wtedy będzie lepiej niż dobrze. " - dokładnie tak!!!

Offline

 

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson

Mapa strony - Archiwum | Kontakt
© www.netkobiety.pl 2007-2013