Na początku chciałabym serdecznie pozdrowić wszystkich użytkowników ![]()
Mam problem, jak można się domyślić z moim Panem (że tak go nazwę:)). Oklepany i pewnie wałkowany przez większość. Jesteśmy parą od ponad 4 lat. Zaczęło się na studiach i dobrze się układało, do pewnego momentu... Jego matka, gdy tylko zorientowała się, że jesteśmy ze sobą na poważnie, zaczęła utrudniać nam życie. Nie będę się rozpisywała, ale tylu łez przez nikogo nie wylałam co przez nią. Oczywiście na początku obrona mojej osoby ze strony partnera była skuteczna, ale że był zależny finansowo od rodziców, zaczęła obcinać kasę. Również manipulacja emocjonalna ze strony niedoszłej teściowej, to chleb powszedni... Problem chyba największy powstał, gdy skończyliśmy studia. Ja nie mając gdzie mieszkać, musiałam wrócić do domu rodzinnego (on mieszkał z rodzicami przez całe studia). Odległość nie mała bo 200km. Zresztą im było bliżej obrony, tym częściej zastanawiałam się czy nasz związek ma sens... Od jego matki usłyszałam wprost, że nigdy nie dopuści, aby on ze mną zamieszkał itd. Oczywiście słyszałam zapewnienia z jego strony, ze rozłąka nie będzie trwała długo znajdziemy pracę i zamieszkamy razem. Minęło już ponad pół roku.... Ja pracę dostałam, on nie. I tu wcale nie chodzi o obecny rynek pracy, bo z jego kwalifikacjami pracę by dostał w tydzień. Matka doszła do wniosku, że synuś musi założyć firmę (rodzice mojego Pana również je mają). Teoretycznie powinnam się cieszyć. Praktycznie wygląda to tak, że go wspieram na ile potrafię, ale ja patrzę na wiele rzeczy realnie. Natomiast on bezgranicznie wierzy swojej matce i jej teoriom, które są przedpotopowe i nie adekwatne choćby do obecnie obowiązujących przepisów prawa.
I teraz nie wiem co robić. Widzę, że mój temat w jego domu przewija się notorycznie. Ja jestem zła niedobra, niegodna itd. Nawet jeżeli umawiamy się na jego przyjazd do mnie, wiem że się nie pojawi. Zawsze w ostatniej chwili jest odwoływany, bo jego matka coś tam chce... Każdy pomyśli maminsynek, tylko że jeszcze rok temu tak nie było. To ja byłam najważniejsza. A teraz słyszę, że on nie wie co tak naprawdę do mnie czuje. Nie wie czy to miłość, a jeżeli nawet to straciła na sile. o małżeństwie nawet nie było rozmowy, zaręczynach zresztą też.
Mam świadomość tego, że gdyby jego matka się nie wtrącała wiele rzeczy ułożyłoby się zupełnie inaczej. Tylko że ja nie mogę wiecznie na nią narzekać w końcu to jego matka. Zamknął się przede mną, zresztą przed wszystkimi. Znajomi wydzwaniają i pytają co się z nim dzieje. Nikt nie wie jakie ma plany, co chce robić w życiu i itd. Na każde takie pytanie odpowiada "nie wiem", "zobaczę". We wszystko ingeruje jego matka, potrafiła nawet celowo skłócić go z ojcem, by był zależny w 100% od niej.
Nie wiem czekać do marca (bo wtedy temat jego ewentualnej firmy zostanie rozstrzygnięty) czy już teraz odpuścić? Kocham go, ale się męczę mając świadomość,że jego obietnice prawdopodobnie będą bez pokrycia. A jego matka nie da mi żyć.... Tak naprawdę moja rodzina też już się odezwała, że marnuję tylko czas bo on się nigdy nie wyprowadzi....
Chyba to bardzo zakręciłam, ale i tak dziękuję za poświęcony czas...
I oczywiście proszę o podpowiedzi ![]()