Chcialam Wam opisac moja historie, pewnie nie jedna z Was, odnajdzie tu cząstę siebie.
Swojego obecnego faceta poznalam na internecie, na jednym z portali randkowych, a było to siedem lat temu. Po dwoch miesiącach pitolenia na necie doszlo do spotkania. Bylo fajnie, zaiskrzylo, ze spotkania na spotkanie bylo coraz sympatyczniej. Lista tematów do rozmowy nie miała końca, okazało się że wiele nas łączy. Ja ma sie rozumiec usunelam swoje konto z portalu randkowego, bylo to dla mnie oczywiste ze takie konto nie bedzie mi juz potrzebne, jako ze znalalam osobę, z która bylo mi dobrze. No ale moj facet byl innego zdania, swojego konta nie usunął, o czym dowiedzialam się zupelnie przypadkowo po dwoch czy trzech miesiącach. Nie było takiej definicji w moim mózgu, że facet może takie konto ciągle posiadać Kolezanka moja, przeglądając portal natknęła sie na profil mojego faceta, w którym prezentowal sie okazale na zdjeciu, a w opisie miał zaznaczone, ze "szuka milosci, seksu, przygody" i czego tam jeszcze mozna sobie zapragnąć. Ma się rozumieć że występował jako singiel, wolny niebieski ptak. Skonfrontowalam go, byl zdziwiony ze mi to przeszadza, zapytał co w tym złego. Grzecznie uświadomiłam go że jest mi po prostu przykro. Wydawało się ze zrozumial, obiecywał ze konto usunie.. i ........... przez te wszystkie siedem lat odbywa się żonglerka kontami randkowymi na wszelkich możliwych portalach randkowych.
Ale teraz o samej znajomości. Mogę śmiało powiedzieć, że znajomość nasza od samego początku wykazywała pewne anomalie, ale jak to zwykle bywa, przez pryzmat różowych okularów niewiele się widzi. Nazwijmy pana Piotrusiem, gdyż do złudzenia przypomina on właśnie Piotrusia Pana, miał w zwyczaju zapadać się pod ziemie, na trzy, cztery dni, uprzednio szukając powodu do awantury. Zwykle były to awantury naprawdę o byle co, i zawsze prowokowane były przez niego. Wtedy Piotruś, zabierał swoje zabawki i jechał do swojej mamusi, gdzie czekał na Piotrusia dom z grubą i cycatą mamą kwoką, talerz gorącej zupy i dobre słowo. Teraz wiem, że ów obrażanie się, było pretekstem do tego, aby móc prowadzić podwójne czy nawet potrójne życie o czym jednak dowiedziałam się później.
Zawsze byłam osobą pogodną, pewną siebie, wesołą, trzeźwo patrzącą na świat. W poprzednich związach gdy było mi źle, bez trudu żegnałam się z partnerami nie oglądając się za siebie, nie wpadając w depresję i nie analizując co, dlaczego i po co. Tym razem było inaczej. Czułam że związek nasz pozostawiał wiele do życzenia, jednak nie potrafiłam tego skonczyc. Żonglerka kontami randkowymi, znikanie, zapadanie się pod ziemie to jeszcze nic. Okazało się potem, że Piotruś swoje znajomości przenosi do życia realnego, spotyka się z paniami i zdradza mnie z nimi. Pożycie seksualne także od początku było ledwo ciepłe. Piotruś skrzętnie wydzielał mi uczucia, dobre słowo, miłość i seks. To on decydował ile i kiedy, gdy ja chciałam czegoś.. często spotykałam się z odmową. Przy Piotrusiu zmieniłam się w smutną kobietę. Smutną, o obniżonym poczuciu własnej wartości, niespełnioną i przegraną.
Rozstawaliśmy się trzy razy, za każdym razem z powodu fizycznej zdrady, posiadania przez niego kont randkowych o których wiedziałam gdyż, przykro to mówić, zaczęłam go śledzić, aby przekonać się, że to co podpowiada mi intuicja oraz że to to co czuje, nie jest wymysłem mojej chorej wyobraźni. Wszystko sie potwierdzało. Piotruś od lat mnie zdradza psychicznie i fizycznie, a ja jednak nie potrafie od niego odejsc, czego najzwyczajniej w swiecie nie rozumiem. W styczniu dowiedziałam się ze Piotruś korzysta z usług agencji towarzyskich, i od tego czasu nie ma między nami już nawet tego ledwie ciepłego seksu. On nie inicjuje ja się nie staram. Wiem, że juz dawno powinnam ten związek zakończyć, może ktoś z Was wie jak to zrobić?
Jestem osoba wykształconą, niezależną, mam dwoje dorosłych dzieci. Mam swoje mieszkanie. Jestem samowystarczalna. To dlaczego na Boga tkwię w tym bagnie i gównie i nie potrafię z tego odejść? Gdy wykopałam go z domu za trzecim razem a było to w 2008 rozpoczęłam terapię u psychologa, jednak nie czułam aby miała ona na mnie jakiś zbawienny wpływ. Czułam się fatalnie, jak narkoman na głodzie, tęskniłam za nim do granic wytrzymałości ..... nie wiedziałam co ze sobą robić. Wystarczył jeden e-mail i wszystko zaczęło sie od nowa. Wiedziałam, że robię potworny błąd dopuszczając go znowu do swojego życia, czułam do siebie obrzydzenie, a mimo tego - zgodziłam się... i co? I zatoczyłam ponownie koło.
Byłabym niesprawiedliwa gdybym zapomniała o zaletach Piotrusia. Piotruś jest wspaniałym organizatorem wszelkich podróży. Rzucasz hasło i masz.... w domu zamienia się w nieobecnego duchem czlowieka, na wyjazdach wciela się w przewodnika, organizatora ...... Piotruś jest człowiekiem niesamowicie inteligentnym, bywa że wrazliwym ... i ja podejrzewam, że tkwi w nim jakaś tajemnica dzieciństwa dotycząca relacji matka - syn. Jednak co do tego nie jestem pewna, rodzice Piotrusia mnie nie akceputją, gdyż jestem rozwódką z dwójką dzieci... Uważają oni że taki Piotruś to zasługuje na królewne z bajki.
Chcę z tym skończyć, chcę znaleźć siłę, która da mi kopa w tyłek i popchnie do tego, aby wyksztusić z siebie "wyp.......j" a potem siłę, któa pomoże przetrwać mi ten ciężki stan po rozstaniu. Nie wiem, zupełnie nie wiem jak tego dokonać.
Może któraś z Was miała podobne przejścia?
Bardzo Was serdecznie pozdrawiam....