Miałam przyjaciółkę , jej imię: DEPRESJA...
Nie widziałm jej jakies 2-3 lata..Często o niej myślałam ,ot tak z przyzwyczajenia... ale tak szczerze nie chciałam się z Nią spotykać . Niestety od dwóch miesięcy nie opuszcza mnie na krok. Jest ze mną codziennie.. w pracy, w domu, w moim własnym łóżku.
Zaburzyła moje dobre relacje z mężem i dziećmi- namówiła ich zeby mi nie pomagali , bo Ona się mną zajmie!Osiągnęła swoje - zostałam tylko z Nią.. wredną... natrętną!! i zbyt przyjacielską!!!
Nie była i nie jest fajną przyjaciółką !! Nie pozwala mi : iść na zakupy, spotykać się ze znajomymi, coraz bardziej mnie ogranicza!!
Nie lubię JEJ .. i nie wiem jak się od NIEJ uwolnić..
Tracę przyjaciół .. rodzinę.. ..
Hmmm, zawsze jest jakis powod tej depresji...musisz sobie odpowiedziec co zlego jest w twoim zyciu, co sprawia ze tak odechciewa Ci sie wszystkiego...jak juz bedziesz wiedziala co to jest to musisz z tym walczyc....
Droga sarabaro,
bez specjalisty się nie obędzie,musisz zacząć się leczyć bo może być tylko gorzej,wiem coś o tym...
mnie jak to określasz" przyjaciółka" dopadła po poważnej operacji(tętniak mózgu),kiedy dotarło do mnie że moje życie nie będzie takie jak przed,ile przede mną ograniczeń,zakazów .....miałam to szczęście że trafiłam na wspaniałą panią doktor i to nie psychiatrę ale neurologa po krótkiej rozmowie wiedziała co mi jest,wcześniej inny lekarz leczył mnie na nerwicę uzależniając od leków,od dwóch lat jestem na lekach antydepresyjnych i czuję się wspaniale....
już nie mam napadów lęku przed jazdą autobusem,już nie boję się tłumu i nie płaczę z byle powodu........
moja Pani doktor twierdzi że depresja jest chorobą ludzi za bardzo ambitnych,stawiających sobie za wysoko poprzeczkę,wymagających od siebie zbyt wiele a kiedy nie jesteśmy temu wszystkiemu w stanie podołać coś w nas zaczyna się buntować....
musisz zacząć się leczyć,masz za wiele do stracenia,Twoja rodzina Cię potrzebuje!!!!!!
Chyba musisz niestety sięgnąć po farmaceutyki skoro miałaś już kiedyś depresję to wiesz że to samo nie minie . Chyba że tym razem to tzw. jesienne smutki ,wieczory są coraz dłuższe . Sama wiesz najlepiej jak się czujesz ale nie PODDAWAJ się! NIGDY W ŻYCIU !
myślę że nie powinnaś jej tak milutką nazywać tylko za wszelką cenę starać się ją odsunąć od siebie,męża i dzieci.Jeżeli nie umiesz sobie z nią radzić sama to koniecznie skorzystaj z porady lekarza bo nie leczona depresja prowadzi czasami do tragicznych skutków,a jak napisała atina-RODZINA cię potrzebuje i dla niej warto walczyć
6 2008-10-06 10:52:06 Ostatnio edytowany przez layla (2009-10-12 09:14:54)
Wiesz sama sarabaro, że depresja odbiera Ci życie (pewnie chowasz się pod kołdrą, wycofujesz ze wszystkich relacji, kontaktów, aktywnosci etc... ) - musisz zacząć się leczyć , bo ona może to zrobić dosłownie!!! To nie "przyjaciółka - tyko złodziej życia. Sarabaro, koniecznie idź do lekarza!!!
Ja miałam podobną sytuację, jakiś rok temu zamknęłam się na cały świat. Zerwałam kontakt ze znajomymi, chodziłam tylko do pracy i na zajęcia na uczelnię. Nie miałam ochoty na nic. W domu najlepiej było jak leżałam i leżałam i leżałam...W styczniu poszłam do psychologa, który stwierdził, że nie mam depresji, tylko coś musiało się wydarzyć w moim życiu drastycznego, co spowodowało taką moją reakcję. W tej chwili powracam do życia, odnawiam znajomości i zaczęłam wychodzić do ludzi:)
Sloneczko, opowiedz jak udało Ci się znowu otworzyć na ludzi i znaleźć chęć do życia, bo myślę, że dla wielu z nas jest to duży problem.
Bożena, nie było łatwo, ale to oczywiste. Szczerze powiem, że poznałam pewnego mężczyznę, z którym teraz mieszkam i dalej pracuję nad sobą. Długo walczyłam sama ze sobą, przyszedł jednak w końcu dzień kiedy stwierdziłam, że moje życie stało się do d**y. Czas wziąć się w garść i wprowadzać zmiany. Spisałam wszystko co mi się niepodobało na kartce i krok po kroku wykreślałam to co osiągnęłam. Dużo pomogli mi znajomi, od który się wcześniej odwróciłam, dzięki temu zrozumiałam, że naprawdę mi na nich zależy.
Zmiany jakich dokonałam (takie większe): zmiana miejsca zamieszkania, wyprowadziłam się od toksycznych rodziców (alkohol), zmieniłam pracę w której realizuję się i uwielbiam ją, zamieszkałam z facetem, który mi pomagał i którego kocham za wszystko.
Jeśli macie jakieś pytania to piszcie tutaj lub na pw. Nie mam problemów z rozmową na ten temat:)
Rzeczywiście, kiedy mamy świadomość, że komuś na nas zależy, to staramy się i robimy coś, żeby nadal myślał o nas tak pozytywnie. Gorzej, gdy nie ma takich osób, lub ich nie dostrzegamy. Cieszę się, że Ci się udało. Warto zmieniać swoje życie na lepsze, bo tylko wtedy ma jakiś sens:)
Teraz wiem, że ma ono sens, mam dla kogo i dla czego żyć. Mam fajną pracę, kochanego mężczyznę, lada chwila bronię pracy mgr. Wszystko się bajecznie układa!
No i chyba to - że musiałam zebrać się w sobie by zacząć działać na rzecz uwolnienia się od życia spowodowało, że ruszyłam się z łóżka. Jak już się ruszyłam - to uzyskałam inną perspektywę i wreszcie dotarło do mnie - że jestem chora i że muszę przyjąć specjalistyczną pomoc. Leczyłam się farmakologocznie 18 m-cy - ale już w 3-cim miesiącu poczułam wdzięczność do losu - za życie.
Bardzo się cieszę, że sobie poradziłaś. Spotkałam Cię dziś w "samotności".
Pięknie odpisałaś w swoim poście sarabarze, szkoda, że nie wiadomo, czy ona to przeczytała. Zajrzała tylko na chwilę...
Dużo ludzi tu wpada, pisze jednego posta i znika..
Słoneczko jak to miło czytać takie pozytywne posty...
Chętnie dowiem się co u Ciebie teraz słychać
Piszesz o depresji w sposób taki, w jaki właśnie zamieszkuje w naszej głowie. Depresyjne myśli, powodują negatywne emocje, a one z kolei wpływają na nasze zachowanie. Nic się nie chce, coraz więcej czasu w łóżku, samotnie. To znowu nie wywołuje w nas pozytywnych myśli. Wręcz odwrotnie, myślisz, ze znowu jest beznadziejnie, to z kolei skutkuje w emocjach itd. błędne kolo. Trzeba dotrzeć do Twoich myśli, jakie one są, co o Tobie mówią, a wtedy będzie łatwiej poradzić sobie z depresja. A jak wtedy sobie dałaś rade?co Ci pomogło?
najważniejsze, ze dostrzegasz i przyznajesz się do problemu. Wierze, ze poradzisz sobie, tylko pamiętaj ze proszenie o pomoc to oznaka siły, wiec nie obawiaj się poprosić o wsparcie.
znam to , ja też czuję się podobnie,jestem już u kresu mam myśli warte krat i nie potrafię sobie z tym poradzić!!!!pomocy
To nie pozostaje tobie nic innego jak skorzystać z pomocy specjalisty. Tu chodzi o twoje życie. nie wiem ile masz lat czy masz rodzinę ale spróbuj dla siebie samej. Może psycholog pomoże ci zrozumieć co takiego zabrało ci chęć do życia. A dobre leki pomogą przetrwać najgorszy okres.
tak ,tak masz rację beatka63,mam dzieci więc mam dla kogo żyć a nawet jeżeli nie ze względu na NIE TO DLA SAMEJ SIEBIE.
Stale sobie obiecuję,że podejdę do psychologa...i na obiecankach się kończy...
Po pomoc do psychologa, psychoterapeuty zazwyczaj zwracamy się, kiedy nasz problem dokucza nam na tyle, ze zakłóca nasze codzienne funkcjonowanie. Właśnie wtedy, kiedy widzimy, ze coś co wcześniej sprawiało nam radość, przyjemność, chciało nam się, nie stwarzało trudności, a nawet jeśli stwarzało to chciało nam się je pokonywać, teraz powoduje jedynie problem to wtedy będziemy poszukiwać pomocy. Natomiast znacznie trudniejsza jest sytuacja kiedy nie chce nam się chcieć. Jest to po prostu sytuacja, w której widzimy ze jest źle, ze potrzebujemy pomocy, ale nie mamy siły po nią się zgłosić. Wierze jednak, ze człowiek jest istota racjonalna. Ma oczywiście uczucia, ale rozsadek jest przywilejem człowieka. Absolutnie nie lekceważę Twoich uczuć, wiem,ze jest Ci ciężko, smutno, źle. Jednak czy to Twoje uczucia czy depresja?Chyba to drugie. To ona i je narzuca. Wiec nie warto poddać się chorobie. Proponuje, żebyś wypisała jakie korzyści będziesz mieć jeśli zgłosisz się po pomoc. A jakie straty? Czy w ogóle możesz coś stracić jeśli pójdziesz do specjalisty? Dasz rade. Przypomnij sobie co kiedyś sprawiało Ci radość, jak kiedy funkcjonowałaś. To wszystko możesz odzyskać:)