Rozstalam sie z chlopakiem, bez zadnego konkretnego powodu, po prostu jemu przestalo zalezec. Zachowal sie jak male dziecko ktore nie wiem czego chce. Mniejsza z tym. Pisze tu bo chce to wszystko z siebie wyrzucic, to co nagromadzilo sie we mnie przez ostatnie dni. Kocham go jak cholera, swiata poza nim nie widze. Zwiazalam sie z nim z milosci, wiedzialam jaki jest, wszyscy mi to powtarzali, NIEZDECYDOWANY GÓWNIARZ. Wiedzialam w co sie pakuje, bylam swiadoma, mimo jego zapewnien, jak to najprawdopodobniej sie skonczy. I najlpsze jest to ,ze niczego nie zaluje, zadnej podjetej decyzji. "Udowodnie sobie, ze nie potrzebuje Cie do szczescia, a Ty gamoniu pozalujesz
!" - to jest moja oficjalna wersija i daze do tego, aby naprawde tak myslec. Tylko naprawde wyglada to duzo gorzej
to co sie ze mna dzieje to jest jakis koszmar. Nie zycze nikomu. Nie chodziałam do szkoly, caly dzien to telewizja i komputer, byle zajac czyms czas. O nauce nawet nie da rady wspomniec bo nie ma takiej opcji zebym sie na tym skupila. Nie izoluje sie od przyjaciol, znajomych,, wole spedzac czas z nimi, niz siedziec sama w domu jak glupia. Kiedy jestem z kims to czuje ze zycie sie jeszcze nie skonczylo, gorzej jest gdy wracam do domu i kolejny dol
gdy jestem z kims przynajmniej nie placze caly czas. Jeszcze pol roku temu nie mialam pojecia, ze tak okropnie mozna cierpiec. Budze sie w nocy, bo caly czas mi sie sni. Kilka snow z nim co noc. Budze sie i klę, przeklinam siebie, jego., klade sie, uspakajam, i przypominam sobie slowa piosenki " nie ma czym przejmowac sie, bo jest paru ludzi, bo jest pare w zyciu dobrych chwil", czasami zasypiam, niekiedy leze tak do rana. Wszytsko mi go przypomina.musialam przemalowac pokoj, nie uzywam perfum tych co wczesniej, siedze w szkole i przez okno widze jego dom. Moge tylko dziekowac losowi, ze nie mieszkalismy razem, bo wtedy nie wiem jakbym wszystko zniosla. Kazda na pozor durna rzecz, niewarta niczego rzecz przypomina mi to co bylo, nie potrafie uzywac swojego telefonu, bo pamietam kazdego sms i rozmowe. To wszytsko jest jak szpilki, ktore wbijaja mi sie w serce. Z czasem moze zapomne, moze bede pamietac, tylko te mile rzeczy, moze zostanie sentyment, bardzo bym tego chciala. Narazie nie moge wbic sobie do glowy, ze to on jest debilem i nie zasluguje na mnie. Nie moge mimo tego, ze mnie zostawil, skrzywdzil jak nikt nigdy, znienawidziec go. Nie wiem czy to dobre rozwiazanie, ale latwoje byloby mi, gdybym mogla go chociaz w myslach powyzywac
Boje sie jeszcze jednego. Niemozlowe jest zebysmy stracili kontakt. Po prostu nie da rady, mamy wspolych znajomch, nalezymy do jednej organizacji, pewnie czekaja nas wspolne wakacje i inne wyjazdy. Boje sie ze to bedzie wracac, za kazdym razem gdy chodz troszeczke dojde do siebie. Wiem ze on nie zniknie " tak o " z mojego zycia. chce nauczyc sie go tolerowac, ale to jeszcze odlegla przyszlosc. Ale niczego nie zaluje, zadnej chwili. Mam nadzieje, ze naucze sie zyc od nowa
trzymajcie za mnie kciukiu. Jezeli macie jakies cenne rady, wskazówki, jak Wy poradzilyscie sobie z podobnym problem prosze o posty
Pozdrawiam:)
1 2010-12-09 21:24:33 Ostatnio edytowany przez aniaa (2010-12-09 21:32:17)
na pocieszenie moge napisac, ze bardzo czesto osoby, ktore tak emocjonalnie podchodza do rozstania i tak silnie je przezywaja, szybciej sie z nim godza i ostatecznie lepiej radza. przynajmniej cos takiego zaobserwowalam na swoich kolezankach.
a narazie proponuje, zebys ograniczyla sytuacje, kiedy mozesz go spotkac do minimum. jak zlapiesz sie na tym, ze myslisz o nim dobrze i wspominasz te fajne chwile, na sile przypominaj sobie te gorsze.
i przede wszytskim pamietaj, ze nie rozstaliscie sie bez waznego powodu. napisalas, ze jemu przestalo zalezec- to mega wazny powod. jesli faktycznie tak bylo to dobrze, ze ju nie jestescie razem.
trzymam kciuki.
dziekuj Vanila:* jest trudno, cholernie trudno. ;(
Aniaa, wiem jak się czujesz... Jak dla mnie jest tylko jedno lekarstwo - czas. Mi pękało serce za każdym razem, gdy go widziałam. Mieliśmy wtedy po 17 lat... Nie mogłam o nim zapomnieć, mimo iż wiedziałam, że to nie jest dobry człowiek. Ale było, minęło. Też przepłakałam wiele nocy. Każda piosenka, każdy zapach mi o nim przypominał. Zapach letniego nocnego powietrza... to utkwiło mi szczególnie w pamięci. Pamiętam... Ale te wspomnienia dziś już nie bolą. Nie wymażę się ich. I chociaż między nami właściwie nic nie było,a raczej niewiele, to nie da się uciec od wspomnień. Kilka spotkań, kilka pocałunków, kilka imprez... Później się jakoś skończyło. A ja czekałam na niego, wypatrywałam go na każdej dyskotece. Dopiero później się nasze drogi jakoś połączyły - ale już nie byliśmy nigdy parą, ale znajomymi, bawiliśmy się razem na imprezach, byliśmy na studniówce. W między czasie miałam chłopaka. A dopiero później poznałam mojego męża. Uwierz, mimo iż teraz jest jak jest, to czas to zmieni. Może za kilka tygodni, miesięcy spojrzysz inaczej na niego. Nie daję Ci gwarancji. Ale teraz musisz nauczyć się żyć bez niego. Wiem, że to trudne. Zapewne jest tu wiele osób, które przez to przeszły. Ale nie poddawaj się. To Twoje życie i nie marnuj go, bo jest tylko jedno. Trzymam kciuki i jakby coś, to chętnie z Tobą porozmawiam.
chłopak jest nieodpowiedzialnym gówniarzem i tyle . Zrób wszystko żeby żałował tego co zrobił , zacznij bardziej o siebie dbać , moze nowa fryzura , jakiś fajny ciuch . Traktuj go jak dobrego kolege ( wiem że to trudne ale spróbuj ) . Dobrym sposobem na zapomnienie jest poznanie kogoś w internecie, takie codzienne rozmowy z kims kogo nie znasz pomagają ( sprawdzone
)
dzieki dziewczyny za dobre rady
na pewno sie przydadza. Dzisiaj w nocy obudzialam sie i zlapalam sie na tym, ze obudzialam sie z mysla o bolu gardla i katarze a nie o nim
i nie snil mi sie:) dla mnie to naprawde duzo. Mam wspanialaych przyjaciol. Tylko, ze pojawil sie nastepny problem. Bedziemy razem spedzac sylwestra, nie ma innej opcji. Mialam zrezygnowac, ale po rozmowe z przyjacielem jednak postanowialam pojsc. Dlaczego ja mam rezygnowac z naczych wspolych przyjaciol. A to moze bedzie dobry moment, zeby okazac, ze mam go gdzies, i bawie sie calkiem dobrze bez jego udzialu ![]()
dzisiaj jest gorzej, tak siedze i nie moge oprzec sie myslom, co kiedys robilam w sobotnie popoludnie. caly czas mam jakas nadzieje, ze kiedys, nawet za kilka lat jeszcze uda nam sie
jeju.:(:(