Kilka dni temu dowiedziałam się od mojej córki - dorosłej, zamężnej, że po jednym z moich telefonów jej mąż skomentował moje slowa tak: "czego oczekujesz? przecież twoja matka od kwietnia jest pod opieką psychiatry i psychologa, więc nie myśli tak jak ty". Mam stwierdzoną głęboką depresję, leczę się od kwietnia, walczę z tą okrutną chorobą, systematycznie chodzę na terapię do psychologa. Wiem co się ze mną dzieje i wiem dlaczego. Wszyscy wiedzą jaki horror przeżyłam, co przeszłam przez dwadzieścia lat mojego małżeństwa i między innymi dla dobra mojej córki trwam w tym chorym związku, walcze o życie i wolność. Nie oznacza to jednak , że jestem obłąkana czy szalona. Potrzebuję zwykłej ludzkiej pomocy,życzliwości i odrobiny empatii. Bardzo mnie to zabolało, nie spodziewałam się, że ktoś może w ten sposób mnie odebrać. Czy któraś z was też spotkała się z takim odbiorem? A może nie zauważam oznak mojego szaleństwa?
Kochana,
Tak powiedział, jej mąż, a ona (twoja córka) jak na to wszystko? Masz od niej jakieś wsparcie, zrozumienie w tej strasznej chorobie?
Potwierdziła, że myśli tak samo " przecież mówiłaś , że masz depresję i to ciężka choroba, więc nie rozumiem...". Ma do mnie pretensje, że zareagowałam płaczem. Nie mam wsparcia od nikogo, wydawało mi się, że miałam, ale okazało się , że to tylko biznes. jak cała reszta. Nigdy już nikomu nie zaufam, nie wierzę w nic. Nie ma miłości, przyjażni,tylko pozory. Ludzie są mili, kiedy czegoś oczekują, jak to dostaną, zostaję sama i ze złością na swoją głupotę i naiwność. Ufam , otwieram przed kimś najciemniejsze zakamarki mojej duszy i boję się , że zostanie to wykorzystane przeciwko mnie. Więc już milczę, a to co mnie niepokoi, czy martwi spisuję w swoim brulionie. Jedna z metod terapii , jeżeli nie można z nikim rozmawiać.
4 2010-12-07 13:37:42 Ostatnio edytowany przez bianka25 (2010-12-07 13:40:30)
Tak masz racje, przeważnie ludzie chcą słyszeć to co chcą wiedzieć, ale żeby też nie było za dobrze, ani za źle
Prowadzenie dziennika jest bardzo dobre na wylanie z siebie wszystkiego co nas męczy, rani, a nawet cieszy. Na swój sposób wszyscy jesteśmy egoistami, a przez innych stajemy się samolubami. Twoja córka spojrzała na Ciebie oczami swojego męża , bo tak chyba jest wygodniej, mężczyźni nie lubią płaczu kobiet, upraszczają go, tłumacząc: mówiłaś, wiec o co Ci chodzi ![]()
Mimo wszystko jak jest i jak będzie, nie zamykaj się na ludzi. Człowiek potrzebuje przyjaźni, albo kogoś kogo można kochać.
Moja droga,najprawdopodobniej corka jak i jej mąż nie rozumieją twojej depresji.
Pomoc rodziny jest bardzo ważna a z tego co czytam i słysze najgorzej właśnie zachowują się bliscy.
Ty jesteś pod opieką psychologa i psychiatry i dobrze ale nie oznacza to ,ze inaczej myślisz.
Przecież ludzie właśnie dlatego omijaja psychiatrów bo boją się reakcji otoczenia-no bo wiadomo!
Jesteś zranona i nie ufasz ale są ludzie mili ,dobrzy i neiineresowni-kilku takich spotkałam w życiu.
Jestes sflustrowana ale z czasem będzie łatwiej i na nowo uwierzysz w człowieka czego Ci bardzo życzę.
pozdrawiam
Kilka dni temu dowiedziałam się od mojej córki - dorosłej, zamężnej, że po jednym z moich telefonów jej mąż skomentował moje slowa tak: "czego oczekujesz? przecież twoja matka od kwietnia jest pod opieką psychiatry i psychologa, więc nie myśli tak jak ty". Mam stwierdzoną głęboką depresję... Wszyscy wiedzą jaki horror przeżyłam, co przeszłam przez dwadzieścia lat mojego małżeństwa i między innymi dla dobra mojej córki trwam w tym chorym związku,
Niby Cie rozumiem, ale i nie rozumiem. ![]()
Co widzisz złego w tym, że (załóżmy) myślisz inaczej? OK. Myślisz inaczej BO - jesteś bardziej wrażliwa, delikatniejsza a przez to WYJĄTKOWA! Też miałam depresję (ponad 2 lata) też się leczyłam u psychiatry, ale właśnie tak ON i ja tłumaczyliśmy sobie mój stan, on mnie umacniał, "utwardzał" w stosunku do otaczającego świata. Skończyło się to dobrze, choć lekko nie było. Nabrałam stoickiego podejścia do problemów dnia codziennego. Nie pytam już: i co jeszcze (złego) może mnie spotkać? - przykład: wchodzę do domu wiosną a tu w pokoju leje mi się woda z sufitu (roztopy) - to cóż? co ja mogę na to poradzić - NIC! teraz nikt nie wejdzie na dach! I przeszłam nad tym do porządku dziennego.
Druga sprawa to trwanie w chorym związku "dla dobra córki". Zrozumiałam, że ona już dorosła i samodzielniona - nie potrzebuje takiego twojego poświęcenia. Już Nie!
Więc uszy do góry, jeszcze będzie lepiej, tylko zadbaj sama o siebie :)u
dlatego ja sadze ze nie nalezy poswiecac sie dla kogos.. bo tak to sie moze wlasnie skonczyc..
zawsze trzeba dbac o siebie , bo wtedy nawet inni ktorzy nas otaczaja beda szczesliwsi ![]()
skup sie teraz na sobie, rob wszystko aby odnalezc w sobie spokoj..
Witam
Dziś ten lepszy dzień, mam nadzieję. Dziś ugłaskałam depresję i tego czarnego potwora.Uśpiłam ich i nawet się uśmiecham. Nie, moje kochane dziewczyny, nie jestem obłąkana ani nawet niezrównoważona. Wszystko ze mną ok.Jestem tylko czasem smutna, czasem nawet bardziej niż trochę i wtedy cierpię. Ale przecież najpiękniejsze rzeczy powstają właśnie z wielkiego uniesienia, niewazne czy czuje się szczęśliwie czy rozpaczliwie. I to, że nie potrafię zwyczajnie płakać, to dlatego, że to co się dzieje ze mną i w moim życiu też nie jest zwyczajne. Jest niezwyczajne, ale nie nienormalne, obłąkane czy szalone. Jestem świadoma tego co się we mnie dzieje, jakie dziwne myśli i słowa rodzą się w mojej duszy. Nie zakładam w zimie słomkowego kapelusza, nie mam jeszcze małpki ani nawet papugi, nie robię nic czym mogłabym zadziwić moją córkę, nie musi się mnie wstydzić, a to że czuję inaczej to nie znaczy że źle. I nie mam zamiaru zmieniać swoich potarganych myśli według ich standardów, bo to są moje i tylko moje myśli, uczucia i życie.
Droga Moja !!!!!!! Myślę że rozumiem co czujesz ale nie dlatego że mam depresję ale dlatego że moja mama leczyła {leczy się } od lat na depresję lękową przeszłam razem z nią przez tą chorobę od pierwszych objawów {nie zauważalnych wtedy] po pobyt w szpitalu. I powiem ci szczerze że wielu zachowań mojej mamy nie umiałam na poczatku zrozumieć bo na moją "zdrową" logikę wszystko bylo OK a dla niej nie. I dopiero wiele szczerych rozmów z nią , książek uswiadomilo mi na czyn ta choroba polega i co czuje osoba z różnego rodzaju depresją. Dlatego myślę że potrzebujesz szczerej rozmowy z dorosłą wkońcu córką może ona po prosty nie rozumie twoich stanów, emocji sposobu reagowania bo ta choroba polega właśnie na tym że chory wie że nie powinien na coś tak reagować ale jest to silniejsze od niego i chyba córce brakuje tej wiedzy.
Droga Moja !!!!!!! Myślę że rozumiem co czujesz ale nie dlatego że mam depresję ale dlatego że moja mama leczyła {leczy się } od lat na depresję lękową przeszłam razem z nią przez tą chorobę od pierwszych objawów {nie zauważalnych wtedy] po pobyt w szpitalu. I powiem ci szczerze że wielu zachowań mojej mamy nie umiałam na poczatku zrozumieć bo na moją "zdrową" logikę wszystko bylo OK a dla niej nie. I dopiero wiele szczerych rozmów z nią , książek uswiadomilo mi na czyn ta choroba polega i co czuje osoba z różnego rodzaju depresją. Dlatego myślę że potrzebujesz szczerej rozmowy z dorosłą wkońcu córką może ona po prosty nie rozumie twoich stanów, emocji sposobu reagowania bo ta choroba polega właśnie na tym że chory wie że nie powinien na coś tak reagować ale jest to silniejsze od niego i chyba córce brakuje tej wiedzy.
Mój tata miał depresję z lękami....NIESTETY NIE ŻYJE......POPEŁNIŁ SAMOBÓJSTWO........(*)..................:(
jesli ktos czyta ten post , niech się zasatnowi chodź przez chwile i zrobi dla tej drugiej osoby chorej na ta chorobę wszystko co w jego mocy.....takie osoby wołają o pomoc milczeniem..........
To bardzo drażliwy temat
Witaj. Depresja to bardzo powazny stan emocji, to nie jest choroba psychiczna, tylko choroba emocji. To, że leczysz się u psychiatry nie znaczy, że jesteś już dziwakiem, psycholem. Ludzie zdrowi nie rozumieją tego stanu, ba nawet nie chcą się wczuć. Ciągłe lęki, brak sił, by nawet wziąć prysznic, zawroty w głowie, problemy ze snem, ciągła apatia, brak perspektyw do działania, do życia. Depresja może nawet doprowadzić do obłędu stad tyle przypadków samobójstw. To wieczna walka z samym sobą. Rozumiem, leczę się na depresję od 2005 roku, zachorowałam, kiedy zaraz po ślubie zamieszkałam z super teściową i "ukochanym mężulkiem". Brak pomocy i wsparcia, ale wsparcia nie typu "weź się w garść" tylko empatii, pomocy w codziennym funkcjonowaniu, jest tutaj niezbędne. Córka powinna Cię wspierać, pomagać, a nie jeszcze doprowadzać do kolejnego stresu. Trzymaj się cieplutko ![]()
Witaj zwłoki zony.Bardzo dobrze rozumie twój problem.Jestem z tym tematem blisko związana,bo również życie mnie nie oszczędzało.Bywało różnie,ale mimo wszystko chciałam żyć.W chwilach trudnych i ciężkich zobaczyłam na własne oczy ,że nie mam przyjaciół,że nikt nie potrzebuje załamanej osoby koło siebie.To było bolesne.W końcu znalazłam wsparcie w psychologu,chodziłam na terapie.Wiele się wtedy nauczyłam,a jeszcze więcej zrozumiałam.Nie wiem dlaczego się tak przejmujesz słowami córki.Wiem ,że to najblizsza osoba twemu sercu,ale ona ma swoje życie,a ty swoje.Nie powinno cię interesować,co inni mówią mimo tego ,że to rodzina. Pewnie brzmi to trochę egoistycznie, ale najważniejsza jesteś ty i twoje pozytywne myślenie.Po co się pogrążać słowami innych i niepotrzebnie nakręcać.Nie jesteś ani chora,ani nienormalna,po prostu bardziej wrażliwa.To zaleta ,a nie wada więc nikt nie ma prawa cię oceniać.Nie przejmuj się niczym,żyj dla siebie,kochaj życie całą sobą, a najbliższych krewnych i przyjaciół zostaw sobie tylko jako dodatek do swojego cudownego życia ,bo to ty nim rządzisz,a nie inni. Wszystkie słowa,decyzje należą od ciebie, a nie od tego co inni powiedzą.Z czasem rozkwitniesz,rozłożysz skrzydła,a oni będą mogli tylko popatrzeć na to jaka jesteś silna.Ciekawe co wtedy powiedzą?życzę powodzenia i głowa do góry.
Zwłoki kobiety.Jeszcze jedno chcę ci nadmienić,że to nie my powinnyśmy się wstydzić swojej choroby i słabości, tylko ci co do tego doprowadzili.Dlaczego więc całą odpowiedzialność zrzucasz na siebie,jak to nie twoja wina.Później przez innych rezygnujemy z własnego życia,własnych marzeń, zamykając się w sobie i żyjąc w jakimś piekle, które jakiś idiota nam zgotował.To raczej ci co nas krzywdzą,którzy robią z nas ofiary,którzy żywią się naszymi łzami powinni się leczyć.Ranią nas słowami,które zapadają w pamięć jak ziarno w ziemię i wyrasta obraz naszych nieszczęść.Dlatego weź się w garść i na pierwszym miejscu postaw JA.
na pierwszy rzut..... zmień swój nick...
:D .... na np. nowa żona... Fajna ja.... coś w tym guście......
twoja córka ma o 20 lat mniej niż ty...... jeszcze na pewno nie jest (z całym szacunkiem) pełnoprawnym kompanem do dyskusji na tak trudny temat..... ani ona ani jej mąż nie rozumieją niestety twojego stanu.... ona po prostu jeszcze nie dorosła, aby być twoim wsparciem.... jest twoim dzieckiem, więc jest przyzwyczajona pewnie, że to ty dawałaś jej to wsparcie.... ona pewnie tego nie umie..... a może nie czuje, że tego od niej oczekujesz....
Z całą pewnością nie jesteś nienormalna..... na razie na klęczkach.... ale widzę, że coraz częściej wstajesz na nogi .... ![]()
Doskonale Cię rozumiem. Niestety kiedy jest nam źle, ciężko, zostajemy z tym sami. Na początku też mi się wydawało, że ktoś mnie wesprze w moim smutku, ale mój mąż miał dosyć mego płaczu - działałam mu na nerwy, rodzice opieprzali mnie, że sama sobie zasłużyłam na takie życie, a siostra wogóle przestała ze mną rozmawiać, bo za każdym razem stwierdzała, że jestem egoistką, kiedy zaczynałam płakać. Teraz nikomu nie mówię o sobie. Nie mam przyjaciół - nawet w mężu, zresztą co będę Ci mówić o przyjaźni z mężem, skoro rozumiem, że to on miał częściowy wpływ na Twoje zdrowie.
Niedaleko mnie mieszka pewna kobieta, zawsze jest smutna, a jej mąż to niezwykły wesołek, zawsze kiedy są razem to jej dogryza, a wszyscy dookoła się śmieją. Wszyscy mówią, że Krysia to muma, a mi się wydaje, że ona jest po prostu nieszczęśliwa. Nikt tego nie widzi. I tak jest z kazdą osobą mającą depresję. Nikt nie będzie Cię ciągle słuchal, pocieszał, nawet dobra koleżanka z czasem Ci powie "denerwujesz mnie".
Ja Cię rozumiem, nie wiem czy to Ci pomoże ale są ludzie którzy naprawdę czują się tak samo jak Ty. Zanim nie zrozumiesz, że na nikim nie można polegać, tylko na sobie, to nie pokonasz depresji.
" Ufam , otwieram przed kimś najciemniejsze zakamarki mojej duszy i boję się , że zostanie to wykorzystane przeciwko mnie" - dobry sposób na leczenie depresji.Ja mam jedną osobę przed którą się otwieram na maksa - to lekarz mojej duszy - psycholog.
Każdy jest inny i cudowne jest właśnie to, że każdy z nas czuje inaczej,widzi inaczej.To nie jest chore , chore jest nie dawać prawa drugiej osobie do bycia innym.Nie musisz myśleć tak jak Twoja córka a córka nie musi myśleć tak jak Ty!!! Dojrzałe osoby potrafią to docenić i uszanować ...
Nie musimy żyć pod dyktando innych - "JA tak to czuję i już ".
Wyrażać swoje emocje,nawet te o których mówi " że są złe". Kiedy jestem zła mówie " jestem zła bo nawtykałeś mi od nienormalnych.Nie masz prawa mnie oceniać" albo " nie życzę sobie tego ..."
18 2011-03-13 15:56:09 Ostatnio edytowany przez motoserce (2011-03-13 15:56:54)
atinasarz napisał/a:Droga Moja !!!!!!! Myślę że rozumiem co czujesz ale nie dlatego że mam depresję ale dlatego że moja mama leczyła {leczy się } od lat na depresję lękową przeszłam razem z nią przez tą chorobę od pierwszych objawów {nie zauważalnych wtedy] po pobyt w szpitalu. I powiem ci szczerze że wielu zachowań mojej mamy nie umiałam na poczatku zrozumieć bo na moją "zdrową" logikę wszystko bylo OK a dla niej nie. I dopiero wiele szczerych rozmów z nią , książek uswiadomilo mi na czyn ta choroba polega i co czuje osoba z różnego rodzaju depresją. Dlatego myślę że potrzebujesz szczerej rozmowy z dorosłą wkońcu córką może ona po prosty nie rozumie twoich stanów, emocji sposobu reagowania bo ta choroba polega właśnie na tym że chory wie że nie powinien na coś tak reagować ale jest to silniejsze od niego i chyba córce brakuje tej wiedzy.
Mój tata miał depresję z lękami....NIESTETY NIE ŻYJE......POPEŁNIŁ SAMOBÓJSTWO........(*)..................:(
jesli ktos czyta ten post , niech się zasatnowi chodź przez chwile i zrobi dla tej drugiej osoby chorej na ta chorobę wszystko co w jego mocy.....takie osoby wołają o pomoc milczeniem..........
Mam pytanie,poniewaz mój maż leczy sie na depresję,nie znam jej odmian,ale wiele razy słyszałm o samobójstwie,jak nie zrobiłam czegos po mysli męża to słyszałam groźby.Ciągłe ataki na mnie i poniżanie mnie,czasem nawet podniósł na mnie rękę,od kilku lat się leczy farmakologicznie,ale nic to nie zmieniło,może troche jest spokojniejszy,ale wciąż powraca do niego lęk matki,on boi sie jej panicznie,wiele razy płakał przez nią,ma koszmarne wspomnienia z dzieciństwa,nie spałam po nocach,jeździłam z nim po lekarzach,dbałam o niego i jego stan psychiczny,ale on nigdy nie zadbał o mój!nikt o to nie zadbał,nadal mnie poniża,wyzywa,traktuje jak śmiecia,mimo,że mamy dwójke dzieci.Znosze to tyle lat,pomagałam jak mogłam,płakałam razem z nim,ale on tego nie zauwazał,czy uważasz,że powinnam zostać i dalej cierpieć,myślęć tylko o nim?bo jest chory?wbrew sobie?własnemu szczęściu?w moich scianach rozgrywa się czasem dramat(ostatnio rzadziej)ale jednak,prawie codziennie słyszę wyzwiska pod swoim adresem,mam dalej udawać i tłumaczyć sobie,że to choroba przez niego przemawia?on nie widzi problemu,uważa,że to ja jestem chora...więc chciałabym znać twoją opinię?
Bardzo współczuję śmierci taty[*]
Depresji wiele osób nie rozumie. Ja tez to przezywałam, biorę leki, chodzę na terapię. Mam teraz 34 lata, choruję od 2 lat (mam tez nerwicę lękową).
Ze mnie się śmieli, rodzina męża robiła mi awantury (on mnie nie bronił, przytakiwał im). Uważali, że udaję i świetnie się przy tym bawię. Szwagierka - po pedagogice krzyczała na mnie, że robię wszystko, by uprzykrzyć życie mężowi i jego rodzinie. Teściowa przewracała oczami, kazała się wziąć w garść. Mnie te ich "dobre rady" dobijały. Leżałam, nie sprzątałam, bałam się dnia, bałam się nocy. Marzyłam by zasnąć, ale bałam się śmierci. Budziłam się w nocy i całowałam dzieci, bo bałam się, że do rana umrę.
Sąsiadka, (ponoć bardzo wyrozumiała) mówiła - Czego ci brakuje, masz męża, dzieci, dom.
Próbowałam tłumaczyć, że to jest niezależne od tego co się ma pomijając fakt, że mąż mnie źle traktował). Gdy mnie pobił to ta sama sąsiadka mówiła, bym nie przesadzała, bo mnie nie pobił a tylko uderzył (zresztą nie tylko ona to mówiła).
Jak ktoś nie chce to tego nie zrozumie. Lekarz psychiatra mi powiedział, że bardzo dobrze, że się leczę, że jestem tego świadoma i ratuję siebie i przy okazji dzieci, które wolą mamę uśmiechniętą. Powiedział, że czasami wydaje mu się, że ludzie, którzy tej choroby nie rozumieją powinni się leczyć, a nie my (to taki żart).
To smutne, ale mało kto to rozumie. Szlag mnie trafiał, jak szwagierka powiedziała, że mam się wziąć do roboty, to mi depresja przejdzie.
Zresztą jej teściowa też miała depresję i moja szwagierka potrafiła wyrzucić jej rzeczy z szaf, by tamta "zajęła się praca a nie udawała chorą i leżała w wyrze". Potem jej teściowa się powiesiła a ta skwitowała "no nareszcie będziemy mieli spokój". Kto jej dał dyplom nauczyciela? Ja bałabym się gdyby miała być nauczycielką moich dzieci.
Omijam z daleka takich co tego nie rozumieją. Znalazłam sobie grono takich znajomych, którzy przezywają podobne "choroby".
Do motoserce.
Ta choroba raczej nie objawia się agresją. Ludzie z depresją są wycofani z zycia
Może to jakaś inna choroba,np. schizofrenia?
Motoserce - wprawdzie to pytanie było skierowane do konkretnej osoby, ale pozwolę sobie wyrazić swoje przemyślenia. Masz pytania odnośnie depresji - dlaczego nie zadałaś ich lekarzowi prowadzącemu męża? Albo innemu, dowolnemu psychologowi?
Miałam depresję, moja rodzina przez to cierpiała. Nie uważam byś musiała za wszelką cenę i "po trupach" tkwić z mężem, jeżeli nie jesteś w stanie. Ale czy to jest jedyny powód dla którego chcesz się z nim rozstać - czy zrobiłaś wszystko co można dla dobra rodziny?
U nas się nie udało. Każde żyje swoim życiem. Żadne nie jest szczęśliwe - ALE ja jestem spokojna, bardzo cennym dla mnie spokojem. Więc nic na siłę, ale licząc się z innymi ![]()
Motoserce - wprawdzie to pytanie było skierowane do konkretnej osoby, ale pozwolę sobie wyrazić swoje przemyślenia. Masz pytania odnośnie depresji - dlaczego nie zadałaś ich lekarzowi prowadzącemu męża? Albo innemu, dowolnemu psychologowi?
Miałam depresję, moja rodzina przez to cierpiała. Nie uważam byś musiała za wszelką cenę i "po trupach" tkwić z mężem, jeżeli nie jesteś w stanie. Ale czy to jest jedyny powód dla którego chcesz się z nim rozstać - czy zrobiłaś wszystko co można dla dobra rodziny?
U nas się nie udało. Każde żyje swoim życiem. Żadne nie jest szczęśliwe - ALE ja jestem spokojna, bardzo cennym dla mnie spokojem. Więc nic na siłę, ale licząc się z innymi
Nie zadawałam pytań ponieważ słuchałam tylko porad od nich,jak rozmawiac z taką osoba,jak żyć,uważałam,że to normalne,jego zachowanie wobec mnie,że to choroba nie on,stwierdzono u niego depresję,ale on nie zachowuje się tak jak tu opisujecie,dlatego nie dziwie się,że mnie nie rozumiecie.U mnie wygląda to całkiem inaczej,ja sie go poprostu (chwilami)boję,boje się,że znajdę go w nocy wiszącego,budzę się czasem w nocy sprawdzam czy śpi,boje sie że może nam grozic krzywda z jego strony,to nie ma nic wspólnego z wycofaniem ze społeczeństwa.Jestem po pierwszej wizycie u psychologa,wiem jedno,tak zyc nie można,kiedy robiłam ile sie dało,żeby ratować jego życie,on nie robił nic,poprostu poddał się leczeniu,ale to nie zmieniło jego zachowania,jest tylko spokojniejszy i przesypia całą noc to wszystko.
on nie robił nic,poprostu poddał się leczeniu,ale to nie zmieniło jego zachowania,jest tylko spokojniejszy i przesypia całą noc to wszystko.
...bo za wiele to się spodziewać nie możesz. W to trzeba włożyć dużo pracy, współpracować z lekarzami.
Alez ja to własnie czyniłam przez te lata,współpracowałam i wiesz co dostałam w podziękowaniu od niego i jego rodziny?że to ja zrobiłam z niego wariata,wiedząć że popadł w depresję przez dzieciństwo jakiego doświadczył,najgorsze że on trzyma się z nimi cały czas!co ja mogę jeszcze zrobić?
...i wiesz co dostałam w podziękowaniu od niego i jego rodziny?że to ja zrobiłam z niego wariata,wiedząć że popadł w depresję przez dzieciństwo jakiego doświadczył,najgorsze że on trzyma się z nimi
To twoja opinia czy lekarza? Bo jednak długi czas upłynął od tego dzieciństwa do wystąpienia choroby ![]()
Pytań lekarzowi na zadawałaś a pytasz forum, co możesz jeszcze zrobić? Tylko lekarz może Ci na to konkretnie odpowiedzieć. Może zwyczajnie zapytaj lekarza, czy ON nie ucieka w chorobę, bo tak mu po prostu wygodniej? Bo ten nadmiar agresji jakoś "gryzie się" z depresją jako taką. Wyjaśnij niejasności ![]()
Alez ja to własnie czyniłam przez te lata,współpracowałam i wiesz co dostałam w podziękowaniu od niego i jego rodziny?że to ja zrobiłam z niego wariata,wiedząć że popadł w depresję przez dzieciństwo jakiego doświadczył,najgorsze że on trzyma się z nimi cały czas!co ja mogę jeszcze zrobić?
Kochana
Jak ktoś zaznaczył wyżej depresja to wycofanie,
nie agresja, więc zastanów się,
może to inny przypadek
i skonsultuj to z psychiatrą męża.
Może to jego manipulacja
i sposób na życie...
Może, może , może
w tej naszej psychice siedzą
tak różne stwory i potwory,
często ukrywają się
po postacią innych,
a po latach okazuje
się że to jakaś psychoza...
Pozdrawiam