zapewne temat juz istanial ale napisze po swojemu ![]()
Jak to jest w tych czasach z tzw "miloscia". Przezylem dlugo letni zwiazek w ktory naprawde wierzylem. Nie zawsze bylo dobrze bo zdarzaja sie klotnie (takie zycie) ale nigdy nie uwazalem sie za zlego faceta. Stralem sie utrzymac rodzine i dbac o nia. Nie jestem idealem wiadomo nikt nie jest. Tak po kilku latach stracilem wszystko. Kobieta mnie opuscila dla innego i zostawila na lodzie. Teraz mam tylko widzenia z dzieckiem
kazdy w zyciu ma chwile slabosci ale nigdy nic zlego nie zrobilem (w sensie uderzyc czy zdradzic - sam oberwalem za klotnie:))
zaczynam sie juz gubic. minał prawie rok jak jestem sam i zaczyna mnie samotnosc przerazac. Nie siedze w domu zeby nie bylo. duzo pracuje wychodze jak mam czas itp.
ale jak widze kobiety w dzisiejszych czasach to mnie dreszcze przechodza. Czy u kobiet istnieje jeszcze cos takiego jak milosc albo pewne wartosci odnoszace sie do milosci? prkatycznie co poznaje jakas kobiete to za przeproszeniem jest "pusta". co druga patrzy na portfel, albo same imprezy w glowie albo sex bez zobowiazan itp.
Nie bawi mnie takie cos. kurde czy nie ma na tym swiecie kobiet ktore wierza jeszcze w milosc? ktore potrafia kochac i docenic. Takie ktore wyznaja wartosc ze jak sie jest w ziazku to sie nie zdradza? czy istnieje na tym cholernym siwecie jeszcze szczerosc?? przeszedlem duzy zawod miloscny tym bardziej ze nie widzialem swiata poza swoja rodzina. Zona ktora zawsze byla dla mnie jak ideal, prawdo mowna, piekna i oddana okazala sie byc zwykla latwa dziewczyna ktora w krotkim okresie poszla z innym do lozka.
czy sa wsrod Was moje panie jeszcze jakies normalne????