Być drugą i macochą - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony 1 2 3 202 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 7,650 ]

Temat: Być drugą i macochą

Witam serdecznie wszystkie drugie żony, macochy (jakoś mi się to słowo nie podoba, ale cóż, innej nazwy na oddanie stanu rzeczy chyba nie ma) i nie tylko:) chciałabym podyskutować , powymieniać się doświadczeniami na temat życia w tzw.kolejnym związku (gdzie jedno z partnerów (lub obydwoje) są po rozwodzie i próbują ułożyć sobie życie na nowo. Porozmawiajmy o wszystkich blaskach i cieniach takiego życia:) Zwłaszcza, kiedy jedna strona ma dzieci a druga nie.
Jestem po rozwodzie, mój obecny partner też. Rozstałam się z moim byłym mężem już ładnych parę latek temu i żadnego kontaktu z nim nie mam, dzieci (stety lub niestety) nie mieliśmy. W przeciwieństwie do mojego obecnego partnera, który ma córkę z pierwszego małżeństwa. Co się z tym wiąże...zanim powiem konkretnie w czym rzecz, czekam na Wasze opinie "jak to jest być tą drugą" serdecznie zapraszam do szczerej rozmowy.

Jestem sobą. I tego się trzymam:-)
Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Być drugą i macochą

Witam Alutka131.Ja również jestem(ta drugą)żoną.Mąż mój, ma dzieci z poprzedniego zwiazku.Dopiero od roku jestesmy małzeństwem,i nie mieszkamy w polsce(tam są dzieci)także za duzo tych>BLASKÓW>JESZCZE NIE BYŁO.Jedynie co dobre,to mamy dobry kontakt telefoniczny czy skyp.Na początku jednak nie było za kolorowo(zazdrość dzieci=prawie dorosłych!),na szczęście po NASZYM ślubie zmieniło sie na lepsze=w końcu zrozumieli że tatuś ma nowa miłość i musza sie z tym pogodzic:)Na święta mamy się spotkać,mam nadzieję jednak że bedzie to mile spedzony czas.MYSLĘ,ZE ZALEŻY W JAKIM WIEKU SĄ DZIECI NASZYCH POŁÓWEK.IM MNIEJSZE TYM BARDZIEJ ZRÓZNICOWANE PROBLEMY.No ale to tylko moje zdanie.Ja również czekam na opinie<tych drugich żon>ciekawi mnie jaki kontakt mamy z dziećmi my MACOCHY-również nie podoba mi sie to okreslenie...cóz zrobić.POZDRAWIAM:)

3

Odp: Być drugą i macochą

Dzięki, silka:) Miło wiedzieć, że jest się komu wygadać, kto to umie zrozumieć:)
My jesteśmy razem od trzech lat, ślubu jak dotąd nie wzięliśmy. Córka mojego mężczyzny ma lat niecałe 7,jest pierwszy rok w szkole i odpukać jakoś sobie radzi:) Generalnie problem jest w tym, że mój partner bardzo dużo czasu poświęca dziecku (broń Boże go za to nie winię, uważam to za BARDZO dobry objaw), ale poświęcenie czasu dziecku wymaga praktycznie codziennego kontaktu z byłą żoną. A mnie trafia szlag, jak ona z każdą pierdołą potrafi zadzwonić, bo coś tam załatwiła, czegoś nie zrobiła, itp. No, dobra, trochę przesadzam:) Ale boli mnie to z jednej strony...wiem, że jako matka dziecka zawsze będzie obecna w życiu mojego faceta ( w końcu tego się nie da wymazać),ale z drugiej strony chcę miec kawałek mojego życia,prawda? a tu albo ona dzwoni do dziecka, albo trzeba uzgodnić, kto ją ze szkoły odbierze i tak dalej, itd..Bardzo kocham mojego mężczyznę i żałuję, że on problemu nie widzi, bo mnie naprawdę chwilami cholera bierze jak mam na tapecie temat jego byłej żony.
Zazdrosna jestem? pewnie tak. Przestraszona, że a nuż..? Też. I czasem nie wiem co ze sobą zrobić.

Jestem sobą. I tego się trzymam:-)
Reklama

4

Odp: Być drugą i macochą

Witaj Alutka.My rówież jestesmy razem 3 lata.Jak już pisałam nie ma nas w Polsce,dzieci prawie dorosłe,więc-nie ma  takich problemów i(byłą).Jedak zam parę która ma podobny problem do Ciebie,ona(jako macocha)poprostu uzbroiła się w cierpliwość,wspierała męża jak tylko mogła by pomóc mu w wychowaniu dziecka-może (banalne)...lecz okazało się skuteczne.Niestety te byłe zawsze będą już w naszym życiu...i trzeba to zaakceptować.Bardzo dobrze ze strony Twojego partnera,że mimo iż tamten związek nie przetrwał-troszczy się o dziecko-bardzo dobrze to o nim świadczy(porównując do dużej ilości facetów którzy mają to gdzieś)lecz jeśli chodzi o codzienny kontakt j.w opisałaś to faktycznie przegięcie ze strony byłej!Wiadomo iż może przemawiać tu zazdrość i wcale się nie dziwie.Mam pytanie,jak to twój facet nie widzi problemu?czy rozmawialiście o tym szczerze?CZY są po rozwodzie?przecież żyje teraz z Tobą a nie z nią! i jesteś w jego życiu ważna,więc powinien zrozumieć i ograniczyć taki codzienny kontakt. CÓŻ DORADZIĆ...?Jedynie szczera rozmowa z facetem i,że świat nie kończy się sprawami byłej.Może,jakaś umowa pomiędzy nimi typu:on odbiera małą w określone dni ze szkoły,czy tel.od niej?oczywiście oprócz nagłych wypadków.Wtedy wiecie MW. jaki czas jest dla WAS I TYLKO WAS.Przecież bycie tą drugą nie może oznaczać gorszą,i bać się że może"a nóż..."np.wróci do niej...?Nie wiem czy to miałaś na myśli,ale dużo z nas(tych drugich)dręczy to-przynajmniej do czasu zalegalizowania związku.Właśnie...czy WY planujecie ślub?oczywiście jak nie chcesz,nie odpowiadaj jeśli za bardzo wnikam w życie prywatne.Jednak wiem,że ślub dużo może zmienić.Tym czasem życzę Tobie OPTYMIZMU i wierzę,że z czasem będzie coraz lepiej:)

5

Odp: Być drugą i macochą

Niestety, w życiu Waszych facetów są dzieci i musicie sie z tym pogodzić.

"Widziały gały, co brały" - takie przysłowie chyba wyjaśnia wszystko.

Ojciec odszedł, ale ma swoje obowiązki i koniec! Nie widzę powodu, aby była żona musiała oszczędzać kochanego tatuśka tylko dlatego, że zostawił ją z małym dzieckiem i odszedł do drugiej kobiety.

Reklama

6

Odp: Być drugą i macochą
koma5 napisał/a:

Niestety, w życiu Waszych facetów są dzieci i musicie sie z tym pogodzić.

"Widziały gały, co brały" - takie przysłowie chyba wyjaśnia wszystko.

Ojciec odszedł, ale ma swoje obowiązki i koniec! Nie widzę powodu, aby była żona musiała oszczędzać kochanego tatuśka tylko dlatego, że zostawił ją z małym dzieckiem i odszedł do drugiej kobiety.

ależ prostolinijna jest ta wypowiedź... pragne zauwazyć, że nie kazdy zwiazek kaczy sie z winy faceta... tatus drań i mamusia aniołek, piękny stereotyp w umyslach samotnych lub tez porzuconych kobiet - lepiej tak to soboe tłumaczyc aniżeli spojrzec w lustro i zastanowić sie dlacze
czego on mnie zostawił... przepraszam, nie chce nikogo urazic, ale znam kobiety, ktore zachowuja sie jaby odejscie faceta mialy robic z nich meczennice do konca zycia, bo wychowuje dziecko, lub tez dzieci...
wracajac do tematu...
ale to ze facet ma dzieci wcale nie musi oznaczac ciaglego kontaktu z bylą... uwazam ze trzeba to omówic i ustalic stanowczo pewne zasady.
jego zona musi wiedziec ze juz nie jest pierwsza i najwazniejsza... wazne jest dziecko, tutaj sie zgodzę, ale była zona nie powinna wykorzystywac obecności dziecka do ciagłego zatrówania życia swojemu BYLEMU mężowi. ustal to Alutka jak najpredzej bo jesli tego nie ukrócisz teraz czeka Cie życie w trójkacie.

7

Odp: Być drugą i macochą

betil83.W zupełności zgadzam się z Tobą:)NIE WIEM I NIE CHCĘ OSĄDZAĆ NIKOGO,ale wypowiedz koma5...cóż-brak słów.JESTEŚMY NA TYM FORUM PO TO-BY PODYSKUTOWAĆ-POMÓC SŁOWNIE JAK KTO MOŻE.A,PRZYSŁOWIE:cyt"widziały gały co brały"jest nie na miejscu-moim zdaniem.PONIEWAŻ-oczywiście"że gały widziały"lecz jak pokochały(a chciała bym zauważyć ze u NAS TAK BYŁO)i od początku zaakceptowałam myśl,że mój ukochany ma dzieci.Myślę,ze u ALUTKI RÓWNIEŻ ponieważ 3 lata już razem,to dziwne by było-byśmy nie wiedziały:0 Lecz niestety,nie wiązałysmy się z ICH byłymi,tylko z NIMI:)Dzieci-wiadomo są i będą najważniejsze,mimo nie raz powstajacych "wzlotów i upadków"które są niestety "nieubłagalne"..mimo to,nadzieja jest zawsze by między (ojcami-i nami czyt.również byłymi żonami) a dziećmi było jakieś porozumienie choć!Do którego ja dąże jak i mój mąż,choć od paru dobrych latek nie żyli razem i nawet nie było kontaktu(oprócz oczywiście z dziećmi)to dłuższa historia...Lecz,nie chodzi teraz o nas.Moje zdanie teraz betil83:jeśli związki się rozpadają-czyli-jest coś nie tak.I,NIE KONIECZNIE Z WINY KOBIETY.Wiadomo,dzieci zawsze cierpią na tym najbardziej,wiadomo,że chcą mieć obydwojga rodziców-lecz cóż,życie pisze różne scenariusze.Myślę,że my te"drugie mamy rówież coś do powiedzenia.Pozdrawiam WSZYSTKIE"TE DRUGIE"i nadzieja w tym że dołączycie się do nas.P.S ALUTKA?Jak tam u ciebie sytuacja?

8

Odp: Być drugą i macochą

ależ prostolinijna jest ta wypowiedź...

Tak - mimo Twojego sarkazmu - masz rację.
Bo to tak wygląda. Po co kombinować, kto ma więcej prawa do korzystania z czasu męża/tatusia

piękny stereotyp w umyslach samotnych lub tez porzuconych kobiet - lepiej tak to soboe tłumaczyc aniżeli spojrzec w lustro i zastanowić sie dlacze
czego on mnie zostawił

Niestety, ale ta wycieczka osobista nie udała Ci się. Nie jestem ani porzucona, ani samotna. W lustrze też nieźle wyglądam mimo wieku, bo bardzo sie staram;)
A ponieważ nie jestem w tej sytuacji stroną, mogę spojrzeć obiektywnie:
Dziecko ma swoje prawa. Dziecko - jak czytam - jest malutkie. Szybko je tatuś porzucił.
A że żona nie powinna wciąż dzwonić i zajmować czasu byłemu partnerowi dzickiem?

Skoro on sie nie buntuje...może nie uważa tego za taką "truciznę"?
Trudno, Dziewczyny...Nie widzę powodu, żeby psioczyć na byłą żonę tylko dlatego, że to Wy tu piszecie o swoim problemie, a nie ona.
Tak już jest, że patrzę na życie obiektywnie i zawsze staram się wydawać sprawiedliwe sądy. To dyskusja, masz rację Silka, a w dyskusji ścierają się poglądy. Wyraziłam swój....

9

Odp: Być drugą i macochą

Skoro on sie nie buntuje...może nie uważa tego za taką "truciznę"?


Nie buntuje się bo kocha swoje dziecko i stara sie byc tata mimo tego, iz z mama tego dziecka nie do konaca wyszło i nie może byc z nim na codzień. Taki tata jest w poniekąd w potrzasku, bo z jednej strony nie chce zaweisć swojego dziecka, bo przeciez kocha go miłośćia absolutną, a z drugiej strony jest druga kobieta, ktora nie jest zazdrosna o dziecko tylko o kontakty z byłoa zoną - która ewidentnie przegina pałę z dzieleniem się problemami wychowawczymi.
Sa kobiety które robia to celowo i to jest nie fair.
Jesteśmy dorosli - życie nie jest bajka i różnie w nim bywa. Poza tym skoro kobieta chce aby to jej sąd przyznal opiekę nad dzieckiem to chyba zdaje sobie sprawę, że jej codzienność będzie trudniejsza. Łatwo oceniać z boku, bo tak się przyjeło, że tata odszedł to znaczy że jest zły, a to wszytsko nie zawsze tak wygląda, są rózne aspekty rozstań. Męszczyzna też przezywa rozstanie ze swoimi dziećmi, również za nimi tęskni i nie zawsze odejście to taki prosty wybór, ajk się większości Pań wydaje. Znam to z autopsii - też jestem ta drugą.

10

Odp: Być drugą i macochą

Dziękuję bardzo serdecznie za rady...i poglądy:) ze wszystkimi się zgadzam, nawet po części (ale tylko po części) ze zdaniem "widziały gały co brały". A pewnie że widziały...Każdy ma prawo do ułożenia sobie życia jak mu się podoba. Generalnie zdanie o dziecku "że szybko je tatuś porzucił" jest bardzo nie w porządku. Tatuś nie porzucił dziecka, jak to widać na załączonym obrazku, tylko rozstał się z jego matką, a to jest różnica ZASADNICZA. To raz. Dwa, dla jasności dodam, że to nie ja byłam przyczyną rozwodu - zaznaczam od razu, że żadna inna kobieta też nie, więc raczej nie przychylę się do zdania widziały gały co brały a teraz płaczą. Sorki, ale nie. Zgodzę się z betil w 100% że tatuś się nie buntuje, bo kocha swoje dziecko i stara się nim być nawet pomimo faktu że rozstał się z jego matką. Zresztą facet to facet i na pewne sprawy patrzy inaczej niż kobieta. Dla mnie jego była go wykorzystuje i tyle, przynajmniej często tak bywa. I rozumiem nawet to, że się nie potrafi zbuntować. Bo dziecko zawsze będzie jego, niezależnie od współpartnera. Ja generalnie nie narzekam na swój los, chcę tylko lepiej zrozumieć mojego faceta i zawsze go wspierać, niezależnie od sytuacji, bo od tego jesteśmy przecież, prawda?;)
Silka, co do ślubu...A pewnie, że rozmawialiśmy wiele razy, ale ślubu to się nawet ja boję, też już co nieco w życiu przeszłam.Dlatego stoi na tym, że "może w przyszłym roku". Nie naciskam, bo też bym nie chciała, żeby mnie naciskano, to raz, a dwa, czy ten papierek naprawdę daje gwarancję..? Przecież mój mężczyzna jest ze mną, razem żyjemy, prowadzimy dom, czy papier ma być gwarancją że tak będzie zawsze? Pewnego dnia się do tego dojrzeje:)
I dla jasności, nie powiedziałam, że była żona nie ma prawa do kontaktów z dzieckiem kiedy jest u ojca, albo z samym ojcem.:) Ale przychylam się do wypowiedzi, że pewne rzeczy się robi specjalnie i tyle. Ja dzieckiem nie jestem,dowód mam już dawno i niektóre fakty go gołym okiem widać.
Pozatym...
"Ojciec odszedł, ale ma swoje obowiązki i koniec! Nie widzę powodu, aby była żona musiała oszczędzać kochanego tatuśka tylko dlatego, że zostawił ją z małym dzieckiem i odszedł do drugiej kobiety - to zdanie też jest nie fair.Nie odszedł do innej kobiety...Nie było mowy o oszczędzaniu, tylko o nie przeginaniu, tak? Jeżeli kobieta przy rozwodzie chce mieć dziecko przy sobie cały czas, to nie może go wtryniać ojcu, babci, dziadkowi, komukolwiek tylko dla tego bo musi iść do pracy, albo co innego!(Dla sprawiedliwości, upraszczam tutaj, ale sens mam nadzieję zachowałam).Taa, bo tak najłatwiej.Ona biedna,porzucona, trzeba lecieć na pomoc...zaraz pewnie dostanę po głowie za tę wypowiedź, ale cóż, uważam, że generalnie od wychowywania dzieci są matki. Mnie, chociaż nie jestem z rozbitej rodziny, wychowywała matka generalnie i pewnie dlatego mi się pogląd zakorzenił:)Nie mam dzieci, póki co, ale wiem, że jeżeli kiedykolwiek będę miała, to podporządkuję temu całe życie.
Dziękuję dziewczyny za wypowiedzi...Jest mi lepiej, bo wiem, że nie jestem osamotniona w poglądach.:) i czuję się lepiej:)
czekam na następne opinie:)
Pozdrawiam serdecznie:)

Jestem sobą. I tego się trzymam:-)

11

Odp: Być drugą i macochą

Alutka - połowa wypowiedzi bardzo sensowna, połowa - strasznie nierozumna.

Alutka131 napisał/a:

"Ojciec odszedł, ale ma swoje obowiązki i koniec! Nie widzę powodu, aby była żona musiała oszczędzać kochanego tatuśka tylko dlatego, że zostawił ją z małym dzieckiem i odszedł do drugiej kobiety - to zdanie też jest nie fair.Nie odszedł do innej kobiety...Nie było mowy o oszczędzaniu, tylko o nie przeginaniu, tak? Jeżeli kobieta przy rozwodzie chce mieć dziecko przy sobie cały czas, to nie może go wtryniać ojcu, babci, dziadkowi, komukolwiek tylko dla tego bo musi iść do pracy, albo co innego!(Dla sprawiedliwości, upraszczam tutaj, ale sens mam nadzieję zachowałam).Taa, bo tak najłatwiej.Ona biedna,porzucona, trzeba lecieć na pomoc...zaraz pewnie dostanę po głowie za tę wypowiedź, ale cóż, uważam, że generalnie od wychowywania dzieci są matki. Mnie, chociaż nie jestem z rozbitej rodziny, wychowywała matka generalnie i pewnie dlatego mi się pogląd zakorzenił:)Nie mam dzieci, póki co, ale wiem, że jeżeli kiedykolwiek będę miała, to podporządkuję temu całe życie.

Piszesz, jakbyś zupełnie oderwana od realiów była. Nieważne czy ona biedna, porzucona, czy sama odeszła, bo się nie dogadywali. Bardzo często będzie potrzebowała pomocy, zwłaszcza, jeśli dziecko jest małe. Wychowywanie dziecka nie polega wyłącznie na spędzaniu z nim czasu. Możesz podporządkować dziecku całe życie, ale skąd weźmiesz pieniądze na jedzenie i rachunki? Samotna mama musi też najczęściej zarobić na utrzymanie dziecka. A to się wiąże z "wtrynianiem' dziecka komuś z rodziny lub wynajęciem opiekunki. I nie oznacza to, że ona robi z siebie ofiarę lub próbuje zatruć życie byłemu mężowi. Nie mówię tu oczywiście o przypadkach ekstremalnych.

Piszesz, ze od wychowywania dzieci są matki... No cóż, ryzykowna ideologia, która od biedy ma szansę się sprawdzić w związku, gdzie od zarabiania pieniędzy jest ojciec. A kiedy matka musi połączyć funkcję wychowawczą i zarobkową to czasem musi się do kogoś zwrócić po pomoc. I nie jest to dla niej żadna ujma. A już tym bardziej, kiedy zwraca się o pomoc do ojca dziecka, który, mimo rozwodu, nadal obowiązki rodzicielskie ma. Piszesz, że nie pochodzisz z rozbitej rodziny, ale wychowywała Cię matka. Wnioskuję z tego, że ojciec pracował. A kto ma pracować na potrzeby kobiety po rozwodzie i jej dziecka?

Co to znaczy "jeżeli kobieta przy rozwodzie chce mieć dziecko przy sobie cały czas"? Nie słyszałam jeszcze o takim orzeczeniu w sprawach rozwodowych. Kobieta może chcieć, aby dziecko mieszkało z nią a to nie jest jednoznaczne z tym, że ma je przy sobie cały czas. To, że dziecko z nią mieszka nie oznacza, że ona ma się z nim zabarykadować w mieszkaniu i tam spędzić czas do pełnoletności dziecka. Taka matka ma prawo prowadzić normalne życie - pracować, rozwijać się, czasem spotkać ze znajomymi...

12

Odp: Być drugą i macochą

Ech, bo chyba za bardzo to uprościłam, niestety. Był to skrót myślowy, chciałam napisać wszystko naraz. Bywa. zgodzę się z opinią, matka musi pracować, żeby utrzymać siebie i dziecko. Rozumiem, że ma prawo do swojego życia, jasne, musi wychodzić, ze znajomymi się spotykać itd. Rozumiem też, że jest jej trudniej, bo jest sama, a ja np. dzielę się obowiązkami ze swoim partnerem. Ok. wszystko rozumiem. I tu zwracam honor...co nie znaczy, że trzeba tego używać jako argumentu, że się z dzieckiem czasu nie spędza...Znowu zapewne upraszczam, ale jakoś mi trudno wszystko wyłuszczyć.
Co do mojego ojca...Nie, nie pracował, był w domu ale i tak mną i siostrą zajmowała się raczej mama:) Pracował kiedy byłyśmy malutkie, potem już nie. tak więc...;)
Z tym rozwodem...ojej, teraz to się zaplątałam;D
Chodziło mi o to, że jak matce rozwodzącej się nie przyjdzie do głowy, by dziecko mieszkało z ojcem (co pomimo braku dzieci swoich własnych świetnie rozumiem, możesz mi wierzyć lub nie), to powinna sobie pewne priorytety i hierarchię ustalić...niestety. I bynajmniej nie chodziło mi o barykadowanie mieszkania:)
Wiesz...to nie są proste sprawy.Nie oceniam byłej żony mojego partnera, bo nie mam prawa jej oceniać, to są tylko moje jakieś tam obserwacje..:)
Pozdrawiam:)

Jestem sobą. I tego się trzymam:-)

13

Odp: Być drugą i macochą
Alutka131 napisał/a:

Chodziło mi o to, że jak matce rozwodzącej się nie przyjdzie do głowy, by dziecko mieszkało z ojcem (co pomimo braku dzieci swoich własnych świetnie rozumiem, możesz mi wierzyć lub nie),

Niestety, nic nie rozumiesz. W ogóle co to za wypowiedź?? Dziecko jest sprzetem? Marce nie przyszło do głowy, żeby dziecko oddac??
Po tej wypowiedzi widać, że nie rozumiesz uczuć matczynych. Może kiedyś...

to powinna sobie pewne priorytety i hierarchię ustalić...niestety

Tym priorytetem jest dziecko. Ono w tej hierarchii stoi najwyżej.
Jeżeli wykorzystuje - chociaż ja bym tego "wykorzystywaniem" nie nazwała - ojca dziecka do opieki nad małym, to realizuje prawo dziecka oraz obowiązek sprawowania opieki przez ojca!

Owszem, gdyby wołała go do przemeblowania w swoim mieszkaniu, naprawiania kranu czy innych swoich spraw - masz prawo sie wściekać.
Ty piszesz jednak wyraźnie, że chodzi o dziecko. I wybacz - okazujesz się byc małostkowa, a Twój sposób wypowiadania sie o tej sprawie jest dość ... niedelikatny.

14

Odp: Być drugą i macochą

Alutka, jak dla mnie Twój ostatni post jest wystarczającym wyjasnieniem. Wracam do opinii, że jesteś normalną kobietą, z którą można się dogadać. Tylko jedna uwaga - nie zawsze "matce przychodzi do głowy" aby dziecko mieszkało z nią. Czasem jest to jedyna możliwość. Poza tym nie wyobrażam sobie, że miałabym oddać swoje dziecko pod stałą opiekę ojca, nawet gdyby był najwspanialszym ojcem na swiecie. To trudno wytłumaczyć, ale to taki instynkt, który kobiecie każe wychowywać dziecko, nawet jeśli wie, że napotka w tym milion przeszkód i że, z technicznego punktu widzenia, łatwiej byłoby, gdyby to dziecko wychowywal ojciec. To takie 'coś" co zrozumiesz, jak będziesz miała własne dziecko.

Koma - trochę za bardzo uogolniasz. Tak jak napisała Alutka - to trudne sprawy i tak naprawdę każdy przypadek jest inny. Inaczej osądzimy kobietę, od której mąż odszedl do kochanki zostawiając ja z dzieckiem a inaczej taką, która zdradzała jego lub po prostu odeszła. Ja mam pogląd z dwóch stron.

Może być tak, że kobieta przegina z dzieleniem obowiązków wychowawczych. Jeśli małżenstwo się kończy to zwykle obie strony zaczynają zupelnie nowe zycie. I w tym nowym życiu należy przyjąć za rzecz oczywistą, że jeśli dziecko zostaje z matką to na matce spoczywa większość obowiazków. Ma pelne prawo oczekiwac pomocy od swojego byłego partnera, ale nalezy zachować w tym jakiś zdrowy umiar. "Granica zdrowia" w tym umiarze jest inna w każdym przypadku.

15

Odp: Być drugą i macochą

witam,jestem tez ta "druga"  mysle Alutka,ze Cie rozumiem.Wyszlam za maz za czlowieka ,o ktorym wiedzialam,ze ma dorosla,mieszkajaca osobno i samowystarczalna corke.Pisalam o tym na forum.Co do dzieci-uwazam,ze male czy duze powinny wiedziec jakie sa granice ingerencji w nowy zwiazek rodzica.Twoj przypadek wiaze sie z malym dzieckiem,ale nie na tyle malym,zeby nie zauwazylo,ze rodzice sie rozeszli i dany rodzic musi swoj czas dzielic miedzy dziecko a zone.Zreszta nawet kiedy rodzina z dzieckiem zyje razem-to tez nie poswiecamy swojego partnera dla dziecka tylko dzielimy czas na partnera i dziecko.W przypadku drugiego zwiazku nic sie nie zmienia i dziecko musi zrozumiec ze tata kocha je tak samo jak wtedy kiedy byl z mama tylko ten czas jest podzielony nie na nie i mame tylko na nie i nowego partnera.Dlatego mysle ,ze powinniscie porozmawiac o tym w czworke:ty,twoj partner,dziecko i jego mama.Ta rozmowa powinna moim zdaniem odbyc sie bez wywlekania (przy dziecku-oczywiscie)tego,ze mama dziecka wykorzystuje dobre stosunki twojego partnera z dzieckiem.A osobno(bez potomka)z mama porozmawiac i ustalic faktycznie pewien harmonogram zajec z dzieckiem i przedstawic go potem razem corce twojego pana.Bedzie to najbardziej uczciwe dla was wszystkich-latwiej wtedy cokolwiek zaplanowac i nie ma sie glupich(byc moze nieuzasadnionych)zazdrosnych mysli-po prostu nie ma powodu a mama dziecka bedzie miala pewnosc ze moze liczyc na pomoc w kazdej chwili i ze nie musi o tym co chwile przypominac bylemu mezowi.Moja corke wychowywalam sama.Jej ojciec nie interesowal sie nia wcale(byl alkoholikiem)ale wiem ze bardzo by mi w wychowaniu jej pomoglo jakbym wiedziala ze np w pon,sr odbiera ja ze szkoly ojciec i np odrabia z nia lekcje,jakby w ustalone wolne dni od pracy byla u niego,i wtedy tez (mysle tak)nie byloby problemu i nie stawialabym tej "drugiej "w glupiej sytuacji jezeli np corka bylaby chora i ktos przy niej musialby byc zebym mogla kupic lekarstwa,albo zadzwnilabym zeby kupil je ojciec.Mysle tez ze jezeli on by nie mogl ty bys to zrobila i zawiozla dziecku,mysle tez ze wtedy nawet bys przy nim posiedziala gdyby trzeba bylo.Eliminuje to zazdrosc i uwazam ze to zdrowy uklad.Dziecko jest jak barometr i dlatego mysle ze powinno byc uczciwie informowane: jak i dlaczego? w odpowiedniej formie i powinni to robic rodzice a ze ty jestes aktualna partnerka jej taty to powinnas przy tym byc.Jestem zwolennikiem szczerych rozmow-chociaz w moim przypadku te rozmowy przeradzaly sie w klotnie i doprowadzily do tego ze zastanawiam sie czy moj maz kocha mnie czy kocha nadal poprzednia zone a ze mnie probowal ja zrobic.Ale zawsze prowadza do jasnego i konkretnego,bez domyslow i niedomowien wyjasnienia i jest woz albo przewoz.U mnie jeszcze nie wiem tych dobrych rzeczy jest jeszcze na tyle duzo ze walcze o nas.Moze u ciebie tak nie bedzie i sie dogadacie zycze powodzenia bo zanim corka dorosnie i bedzie samodzielna trzeba jeszcze duzo czasu a problem juz jest i trzeba go rozsadnie rozwiazac.

16

Odp: Być drugą i macochą

Co tu dużo deliberować??
Przecież sprawa jest jasna - można przeczytać to już w pierwszym poście:
problemem jest zazdrość o pierwszą partnerkę.

I właściwie nie chodzi o to, że facet poświęca dużo czasu dziecku. Dziewczyny nawet o tym piszą - świetnie, że taki dobry tatuś z niego. Mógłby ten czas poświęcać, byle by tylko nie spotykał sie z matką dziecka. A tak - cała złość skupia się na dziecku.

Tak to wygląda!

17

Odp: Być drugą i macochą

Witam Dziewczyny:)
Dziękuję za wszystkie opinie, dobrze jest czasem wiedzieć, że jest ktoś w podobnej sytuacji i potrafi zrozumieć.:)

Jestem sobą. I tego się trzymam:-)

18

Odp: Być drugą i macochą

Witam wszystkie Panie na forum.Chciałabym prosić o poradę.Otóż mam 25 lat jestem w nieformalnym zwiazku z mężczyzna starszym o 12 lat,który ma za sobą nieudane małżeństwo i córkę.Od jakiegoś czasu nie umiem sobie poradzić z pewnym problemem.Chcę miec dziecko z nim,chcę kogoś kochać bezgranicznie,poza tym uwielbiam dzieci(sama wychowałam 2 braci)ale 5 miesiecy temu mój partner oznajmił mi że nie chce wiecej dzieci,bo go na to nie stać,mierzy mnie miara byłej,która odeszła do innego.Jest mi żle po słowach ktore od niego usłyszałam,nie umiem nawet opisać jak się czuję od tamtego czasu.Mam żal do niego,nie wyobrazam sobie życia tylko z nim i samotnej starosci.On ma corke,kocha ja,a kogo ja będę kochała.Nie obchodzi go co ja czuje jak jego corka przyjezdza(ma 9 lat)i widze ich wzajemne przywiazanie i miłość.Boli mnie to wszystko bardzo,nie mam nawet komu o tym powiedziec,dlatego piszę tu.Co mam zrobic?odejsc?kocham go bardzo,ale jak nasze życie będzie wyglądało?proszę pomóżcie mi,doradzcie co robić.

19 Ostatnio edytowany przez agitek25 (2010-12-10 16:34:46)

Odp: Być drugą i macochą

sad

20

Odp: Być drugą i macochą

Witaj Alutka131 ,

jestem związana z człowiekiem, który ma małe dziecko. Przechodziłam  chyba już przez wszystkie możliwe etapty relacji były - była- obecna- dziecko , łącznie z sądami ( w Szwecji dziecko ma prawo do opieki obojga rodziców, nie ma znaczenia naprawde nic, przewanie , jesli sąd nie zdecyduje inaczej , podział opieki jest 2 tyg matka, 2 tyg ojciec ). Z własnego doświadczenia wiem, jak wkur.... moga być telefony byłej typu "ogrony potwór jest w mieszkaniu przyjedz natychmiast " ( ps była to ćma ) albo pomóż mi z komoda  z ikeii, albo Twoja mowa dziw... nie ma prawa  dotykac MOJEGO  syna ( powstał on bowiem bez pomocy ojca ). Stwierdziłam, że wezmę to na klate i przeczekam francę . I sie udało . Kiedy miała jakies wybujałe problemy, proponowałam, że to ja jej pomogę - problemy nagle znikały big_smile Generalnie plotki i intrygi były na porzadku dziennym (w sumie nadal są , ale subtelniejsze jakby ). Mimo iż ona również ma stałego partnera , zachowywała się jakbym zajęła jej miejsce, a  ona jest wiecznie skrzywdzona ( mimo ze absolutnie historia jest inna, ale to nie w tym rzecz ). W koncu kiedy opadły emocje zwiazane z sadem , zauwazyła ze moze we mnie miec sprzymierzeńca , zaczęła z tego jakby ciut bardziej korzystać (choć jako człowiek po tych wszystkich wyczynach i atakach na mnie jest skreślona )- po prostu łatwiej jest się jej dogadać w niektórych kwestiach ze mną , a jesli jest to jakies korzystne dla dziecka rozwiazanie to podsuwam je mojemu facetowi . I święta zasada, która ratuje mi tyłek - ABSOLUTNIE NIE DAĆ SIĘ WCIĄGNĄĆ W ICH GIERKI !!! to oni podejmowali decyzję o dziecku i to oni je maja , niech ustalaja i sami decydują . Oczywiście nie chodzi mi tu o całkowitego ignora i brak wsparcia, nie nie  nie . Tylko o zdrowe podejście do sprawy i o zachowanie WŁASNEGO ZDROWIA PSYCHICZNEGO . To samo tyczy się "naszych " spraw . Nasze życie jest nasz i koniec, nie ma wyciągania brudów czy wpsominków. Na szczęscie w moim przypadku jedynym ich tematem jest "co było na obiad i jak było na spacerze "

Efekt jest taki, że po miesiacach darcia kotów  jest sądowy podział opieki , więc siłą rzeczy  mam duży udział w wychowaniu dziecka ( nawet mam zajęcia w przedszkolu, do którego chodzi tongue ). Póki co jest mały, wiec problemem są relacje i emocje dorosłych. Zobaczymy jak będzie dalej. Ale z ręką na sercu musże przyznać ,że cała 4 ( my i oni tongue ) naparwdę staramy sie bardzo,żeby  mały nie odczuwał  napięć i zeby zawsze jego dobro było na pierwszym miejscu, a w  skrajnych przypadkach pozostaje jeszcze babcia jako bufor bezpieczeństwa i głos rozsądku smile

pozdrawiam wszystkie ( z założenia oczywiście ) "Złe Macochy " smile

21

Odp: Być drugą i macochą
agitek25 napisał/a:

Witam wszystkie Panie na forum.Chciałabym prosić o poradę.Otóż mam 25 lat jestem w nieformalnym zwiazku z mężczyzna starszym o 12 lat,który ma za sobą nieudane małżeństwo i córkę.Od jakiegoś czasu nie umiem sobie poradzić z pewnym problemem.Chcę miec dziecko z nim,chcę kogoś kochać bezgranicznie,poza tym uwielbiam dzieci(sama wychowałam 2 braci)ale 5 miesiecy temu mój partner oznajmił mi że nie chce wiecej dzieci,bo go na to nie stać,mierzy mnie miara byłej,która odeszła do innego.Jest mi żle po słowach ktore od niego usłyszałam,nie umiem nawet opisać jak się czuję od tamtego czasu.Mam żal do niego,nie wyobrazam sobie życia tylko z nim i samotnej starosci.On ma corke,kocha ja,a kogo ja będę kochała.Nie obchodzi go co ja czuje jak jego corka przyjezdza(ma 9 lat)i widze ich wzajemne przywiazanie i miłość.Boli mnie to wszystko bardzo,nie mam nawet komu o tym powiedziec,dlatego piszę tu.Co mam zrobic?odejsc?kocham go bardzo,ale jak nasze życie będzie wyglądało?proszę pomóżcie mi,doradzcie co robić.

Witaj Agitek:)
Tak sądzę, że rozumiem co czujesz...Przynajmniej w jakimś tam stopniu. Powinnaś z nim myślę porozmawiać raz jeszcze, wyłuszczyć na spokojnie temat, powiedzieć, jak się czujesz w tej sytuacji. Twój partner nie rozumie w tej chwili Twojej potrzeby, ma jakieś swoje wahania z tym związane i w pewnym sensie jest to może i naturalne,ale dla Ciebie stanowi problem. Przepraszam, że pytam,ale czy długo jesteście w związku? A rozmawialiście przedtem o posiadaniu Waszego dziecka...? Jeżeli wcześniej ten problem się nie pojawił, to znaczy że skądś wziął się teraz i należy go rozwiązać. Jeżeli chodzi o mnie, to na początku naszego związku mój partner w ogóle nie chciał słyszeć o dziecku, chociaż w ogóle deklaruje chęć bycia tatą ponownie. Mnie to strasznie bolało, ale parę razy porozmawialiśmy na temat i zmienił zdanie. I teraz raczej jest odwrotnie - to ja się nie mogę zdecydować. Tak więc polecam rozmowę, a potem zastanowienie się nad rzeczywistością. Może być tak, że Twój partner zdania nie zmieni i wtedy będziesz naprawdę w trudnej sytuacji. Ale głowa do góry:) Myślę że będzie dobrze:)

Jestem sobą. I tego się trzymam:-)

22

Odp: Być drugą i macochą

Bazyliszko, znam też sytuacje  o których piszesz, aczkolwiek u mnie odbywa się (póki co i mam nadzieję, że tak zostanie) bez ataków. znaczy ona tam sobie coś próbuje, ale nie zwracamy uwagi. Też mam pewien udział w wychowaniu dziecka, bo przebywa u nas bardzo często, tak więc siłą rzeczy... Jakoś ostatnio jest lepiej, pewne rzeczy mnie przestały aż tak mocno denerwować, więc wszystko na dobrej drodze.
Jeszcze raz podkreślam, świetnie, że jest ktoś, kto problem rozumie:)

Jestem sobą. I tego się trzymam:-)

23

Odp: Być drugą i macochą

Macochą nie jest być łatwo, ale trudno jest być żoną-faceta, który stawia zawsze córkę z 1-go małżeństwa na pierwszym miejscu- ( 8 lat)  a nasze dzieci (1, 5 roku) to jest.....raczej mój problem. Nigdy nie związałabym się z mężem gdybym wiedziała to , co teraz wiem, nie miałam bym z nim dzieci-ujął mnie tym jakim był świetnym ojcem- i na tym  JEGO ojcostwo  się skończyło. Ja też mam dziecko z 1-go małżeństwa, ale nie umiem dzieci dzielić. zastanówcie się jeżeli macie jeszcze na to czas, wiem , że niektórym się udaje. mnie-niestety nie. Mamy jeszcze jedno dziecko-komputer . To dziecko tez jest specjalnie traktowane, Pozdrawiam.

24

Odp: Być drugą i macochą

witam i ja:)
ja nie wyszłam za mąż za rozwodnika z zobowiązaniami ..
za to przez czysty przypadek dostałam w spadku siostrę mojego męża ..
siostra młodsza o 6 lat od meża , ciagle stojąca na przeszkodzie.. mąż leciał na  każde skinienie siostrzyczki , jej facet z nią mieszkał a on leciał naprawiac cieknący kran , przykleić płytki i inne dziwne historie..
teście jakby nie istnieli , mój mąż siostra bardzo sie opiekował zastępował jej po części ojca , chodizł na wywiadówki , kupował ubrania , dbał zeby miała co jeść , pomagał emocjonalnie i td.. ona nauczona ze zawsze jak tylko skinie palcem to on poleci .. i tak latał ale do czasu.. mieszkała z nami chociaż dostała mieszkanie od nas , gdy pytałam kiedy się przeprowadza słyszałam jak jej dobrze z nami ..  dobrze , ponieważ miała ugotowane , wyprane , poskłądane .. nie kwapiła się z wyprowadzką , my z małym dzieckiem , w jednym pokoju chociaż umowa była inna .. wybuchł mega konflikt między mną moim mężem i jego siostrunią , mąż zaniedbywał mnie , dziecko , obowiązki w domu , nie potrafił rozgraniczyć , co jest ważniejsze.. w sumie nigdy mu nie stawiałam warunków ale w pewnym momencie wszystko pekło.. wzięłam sprawy w swoje ręce i powiedziałam szwagierce jak to wyglada  z mojego punktu widzenia.. w furii zaczęła się wyprowadzac , mówić jaka ona to biedna , jak ja ją wyrzucałam i td.. co jest wierutną bzdurą.. on jej ojcował , był na każdym kroku , tak było zle że złożyłam pozew o rozwód wyprowadziłam się.. apogeum sytuacja sięgnęła gdy przyszłam po resztę rzeczy do domu a tam  w moich kapciach  siostra męża pytajaca z głupim usmiechem czy chcę herbatę ...no nie wytrzymałam.. na szczęście mąż dostrzegł problem , zorientował się co moze stracić , gdzie powinien być i z kim.. teraz mamy super relacje , pojawiło się 2 dziecko , bardzo się kochamy , wspieramy , mój mąż to mój największy przyjaciel mogę tak powiedzieć , jest moim powietrzem które mnie napędza na kolejne działanie..
sądze ze to doświadczenie nas zbliżyło , pomogło poznac siebie..

w sytuacji gdy wiążemy się z osobą majaca zobowiązania musimy niestety brać pod uwagę że nie będzie łatwo , że zawsze bedą nieporozumienia , lub chociażby jakieś spięcia na łaczach , nie da sie tego przejśc iddyllicznie niestety..

dodam tylko tyle że mój mąż  z chwilą gdy wyleczył się z syndromu ojcowania siostrze stracił z nią kontakt , nie rozmawiają ,  nie odwiedzają się chociaż mieszkają blisko siebie , nasze dzieci się nie znają.. smutne ale prawdziwe:(:(

25

Odp: Być drugą i macochą

Witam ponownie:)
Dziękuję za rady i opinie. Obecnie jesteśmy na etapie dogadywania się w pewnych kwestiach, poprawiło się i jest ok. Myślę, że podstawą jest rozmowa...Ale taka, która przynosi efekty, nie nie zasadzie "gadał dziad do obrazu". Pożyjemy, zobaczymy:)
Pozdrawiam serdecznie
I trzymam kciuki za Was wszystkie. Martusia, cieszę się,że tak to teraz u Ciebie wygląda jak wygląda:)

Jestem sobą. I tego się trzymam:-)

26

Odp: Być drugą i macochą

rozmowa, nie zawsze przynosi efekty, a jeśli i nawet to na ....chwilę.
Pozdrawiam

27

Odp: Być drugą i macochą

To jak ze wszystkim...jednemu pomoże, drugiemu nie...ważne żeby próbować.

Jestem sobą. I tego się trzymam:-)

28

Odp: Być drugą i macochą

dziewczyny, jak się faceci zmieniają po ślubie, jak się przewartościowują sprawy, których kiedyś nie widziałyśmy, a po, stają się strasznie ważne. Kobiety też się zmieniają, ale mam wrażenie że przede wszystkim myślą o rodzinie.

29 Ostatnio edytowany przez Alutka131 (2011-02-02 18:50:08)

Odp: Być drugą i macochą

hm...wbrew zasadzie "jak się ożeni to się odmieni". Moja babcia tak mawiała...Racji w tym za grosz, a jeżeli już, to w tę negatywną stronę. Nie sądzę tak naprawdę, aby to ślub był wyznacznikiem zmian. Moim zdaniem przychodzi taki moment w związku, nawet nie małżeńskim, kiedy(nie wiem jak to teraz nazwać żeby było dobrze) z drugiego człowieka wychodzą cechy, których się przedtem nie widziało.Możesz żyć lat 15,20 i nic nie widzieć, możesz zobaczyć po pół roku, możesz nie zobaczyć wcale. Różnie to bywa.
Ale swoją drogą...z mojego poprzedniego partnera wylazło złe dopiero po ślubie. Więc może coś w tym jest...? Jakoś mi za mąż drugi raz nie spieszno, a powiadają też, że papierek szczęścia nie daje...
tparado, czy mogę jakoś Ci pomóc...?

Jestem sobą. I tego się trzymam:-)

30

Odp: Być drugą i macochą

alutka, pomóc to ja muszę sobie.....sama.  Ja za mąż wyszłam drugi raz, wiem, że nie ma ludzi bez wad, ale jak tak się zastanowić, to nie wiem co lepsze-znać wady i spróbować je pokochać czy też nie znać ich i dać się zaskakiwać-na każdym kroku i to nie zawsze pozytywnie.

31

Odp: Być drugą i macochą

W razie czego jestem do dyspozycji...
Też nie wiem, co gorsze. Chyba lepiej jednak znać wady i spróbować pokochać.Bo jak człowiek taki wiecznie zaskakiwany,to też nie jest ok.Z drugiej strony...nigdy nie wiesz, czego się spodziewać,tak czy inaczej. Niby człowiek wie, że coś tam, a i tak dostaje po łbie od zupełnie innej strony. Albo niektóre rzeczy inaczej wyglądają, jak się o nich mówi, a inaczej w konfrontacji z samym sobą.

Jestem sobą. I tego się trzymam:-)

32

Odp: Być drugą i macochą

witam, moi Drodzy,
pierwszy raz proszę o radę na forum, ale nie mam już siły i sposobu na rozwiązanie mojej sytuacji. Proszę Was o pomoc. Od siedmiu lat jestem wdową, zostałam sama z dwójką chłopców. Od 3 lat związałam się z mężczyzną po traumatycznym rozwodzie. Jest między nami 12 lat różnicy, ale zupełnie nam to nie przeszkadza. On ma dwójkę dorosłych dzieci, które mieszkają jeszcze u swojej matki, a mój mężczyzna wprowadził się do mnie i moich dzieci (obecnie 18 i 12 lat). Tak mieszkamy już ponad 2 lata, moi chłopcy zaakceptowali ojczyma, dogadują się nawzajem i jest ok. Gorzej układają się moje stosunki z dziećmi mojego faceta, szczególnie z jego dorosłą córką- 23 lata. Próbuję nawiązać z nią kontakt, rozmawiam z nią o modzie (bardzo się nią interesuje), proponuję oddanie moich dziewczęcych sukienek (które są jeszcze w b. dobrym stanie, a mamy podobną sylwetkę). Podczas wspólnej wycieczki zaproponowałam jej przejście na "TY", ale tego nie podjęła. Kiedy zostajemy razem, czuję dystans do niej, nie jestem typem osoby narzucającej się, ale próby rozmowy zawsze zaczynam ja. Obecnie wyjechała  na wymianę uczelnianą za granicę, mąż wieczorami łączy się z nią przez Skype i rozmawia. Ja staram się nie wtrącać do rozmowy, tym bardziej, że nie słyszę, że pyta się ojca o mnie. Po kolejnej rozmowie ze swoją córką, mąż obraził się na mnie, że nie wtrącam się do rozmowy, nie zadaję pytań itd. W efekcie zamknął się w sobie , nie odzywa się od 2 dni, ani do mnie, ani do moich chłopców. Odbieram to jako swoistą zemstę za to, że traktuję jego córkę obojętnie. Próby porozmawiania z nim kończą się na niczym, zresztą nie ma go cały dzień, a wraca wtedy, kiedy ja i moi chłopcy już śpimy. Nie wiem, co robić, chcę z nim porozmawiać, ale nie wiem jak. Dla mnie też to jest stresująca sytuacja, chciałabym, aby moje relacje z jego córką były przyjazne, abyśmy mogli się spotykać wszyscy razem, aby moi chłopcy bardziej poznali dzieci męża, ale one (mam wrażenie) nie są tym zainteresowane. W efekcie sytuacja miedzy nami jest napięta i nie wiem, co z tego wyniknie. Dodam jeszcze, że mąż nie jest wylewny i zawsze to ja pierwsza zaczynałam "rozmowy pojednawcze", bo uważam, że tylko szczera rozmowa może oczyścić i wyjaśnić sytuację. Ale przyznam się, że nie ma już siły ciągle zaczynać, jak widzę, że druga strona, chce abym trochę "pocierpiała"... Proszę, pomóżcie mi, mam pustkę w głowie...

33

Odp: Być drugą i macochą

Witaj kaya:)
Myślę, że powinnaś spróbować od innej strony. To może być trudne, ale powinno dać efekty...Jeżeli mąż rozmawia z córką na skype, spróbuj się raz, drugi wtrącić do rozmowy, nawet jeżeli ona o Ciebie nie pyta. Po prostu usiądź sobie obok męża i zapytaj : hej, jak Ci tam? Zobaczysz, jaka będzie reakcja z obu stron - męża na pewno ucieszy (być może jemu się wydaje, że nie próbujesz nawiązać kontaktu z jego córką), a może być tak, że zauważy jak córka na Ciebie reaguje i też da mu to co nieco do myślenia. W mojej sytuacji to troszkę pomogło. Może po prostu mąż nie widzi, że się starasz...?
To na początek...mam podobną sytuację, więc jeżeli będziesz chciała, możemy porozmawiać obszerniej:)
Pozdrawiam Cię serdecznie:)

Jestem sobą. I tego się trzymam:-)

34

Odp: Być drugą i macochą

Dzięki Alutka za radę :-) Jestem już po rozmowie z mężem, powiedziałam mu, co mnie trapi, dlaczego tak się zachowuję, a nie inaczej, że zazdroszczę mu, jaki on ma kontakt z moimi dziećmi. Myślę, że w przypadku chłopców łatwiej im było zaakceptować kogoś nowego w domu, a jego córka traktuje mnie chyba jako "rywalkę" o względy ojca. To, że nie mieszka z nami dodatkowo utrudnia kontakt. Mąż wysłuchał mnie, mało się odzywał, na moje pytanie, czy mnie rozumie, powiedział, że tak, ale nadal wraca z pracy późno, nie łączy się w domu z córką (podejrzewam, że robi to w pracy- zresztą tak mi oznajmił), właściwie nie odzywa się do mnie, dzisiaj- w sobotę, wstał rano i pojechał do pracy( przynajmniej tak mi powiedział), gdzie zawsze czeka na weekend, aby go spędzić razem i odpocząć. Czuję wyraźny dystans między nami.
Nie jestem w stanie skorzystać z Twojej rady, bo on nie łączy się z córką od środy w domu. Nie wiem, co robić. Wczoraj chciałam go nawet przeprosić za moje zachowanie, ale potem pomyślałam, że właściwie za co? Nie jestem w stanie na siłę wskrzesić w sobie sympatię do jego córki, mam totalną blokadę, której nie mogę przeskoczyć. Co robić?

35

Odp: Być drugą i macochą

Powinnaś męża w takim razie zapytać, jakie on widzi rozwiązanie sytuacji...Sam się trochę zachowuje jak dziecko;) Pewnie skoro nie miał problemu z nawiązaniem kontaktów z Twoimi dziećmi, dziwi go, że Ty masz taki problem w drugą stronę. Nie wiem, co mogę jeszcze powiedzieć...Mój partner jest jakby bardziej wyrozumiały w tej kwestii, rozumie, że jego miłość do córki jest bezwarunkowa, a moja taka nigdy nie będzie. To jest brutalne, ale prawdziwe stwierdzenie. I nigdy się nie starałam na siłę wskrzeszać uczucia, tak więc rozumiem Twoje stanowisko doskonale...
Słuchaj,,,to faktycznie czasem wygląda tak,że córki traktują macochy jak rywalki o względy ojca...może problem tak naprawdę leży totalnie gdzie indziej...?

Jestem sobą. I tego się trzymam:-)

36

Odp: Być drugą i macochą

Zgadzam się z Tobą, jego córeczka jest oczkiem w glowie tatusia, pieszczona,chuchana i...mam wrażenie, że teraz wykorzystuje sytuację, tym bardziej, że konczy te same studia, co jej tatuś i mają ciągle zawodowe tematy na tapecie- rady,porady,jak ugryźć ten temat, jakie są rozwiązania itd..A ja jestem zupełnie z innej bajki; on prawnik, ja sfery medyczne i  nie rozumiem w pełni zawiłości naszych "cudownych" kodeksów (nawet nie chcę).
  Mam świadomość, że nie jestem osobą otwartą, "duszą" towarzystwa i jeśli nie widzę wyraźnego sygnału zainteresowania, aby stworzyc nić porozumienia- wycofuję się. Ale mam szczere chęci, jesli mąż przyszedłby do mnie z propozycją rozwiązania sytuacji, to chętnie bym się tego podjęła. A on właśnie wrócił z pracy (!), ja jestem już w łóżku na górze, on na dole włączył TV ....i nic. Znowu pas!

37

Odp: Być drugą i macochą

Tak sobie właśnie pomyślałam...trochę to głupie, ale może po prostu przeczekaj te humory..?Może być tak, że mąż musi "przegryźć" sytuację..?
Wiem, wiem, nieskończenie czekać się nie da, załóżmy pewien okres czasu:)
A przepraszam, że zapytam, jak sytuacja z córką kształtowała się na początku Waszej znajomości..?Twojej i męża..? Jeżeli pogorszenie nastąpiło potem, musi być przyczyna. I to, czy jesteś osobą otwartą czy nie moim zdaniem nie ma tu nic do rzeczy, w końcu nikt się nie lubi napraszać...prawda?

Jestem sobą. I tego się trzymam:-)

38

Odp: Być drugą i macochą

No właśnie, nie cierpię napraszania się i nawet tego nie potrafię.
Jeśli chodzi o początek naszej znajomości, to od razu wiedzialam, że ma dzieci, ale od momentu naszego poznania się a poznaniem jego dzieci minęło...10 miesięcy! Myślę, że to dużo. To ja nalegałam, żeby w końcu "ujawnił" swoje skarby i zaprosił je do nas, on odwlekał ten moment, nawet przyznał się, że się obawia naszego wspólnego spotkania, bo wie, jaka jest jego "była" i nie raz nastawiała dzieci przeciwko niemu i obawiał się, że i tym razem tak będzie. W efekcie nie było tak źle, były Święta, czas miły i rodzinny, choć "obserwowaliśmy się". Jego syn nie miał kłopotów z nawiązaniem rozmowy, był "na luzie" i mąż nawet stwierdził potem, że nigdy jeszcze nie miał tak dobrego, otwartego kontaktu ze swoim synem. No, w końcu ma 27 lat, to chyba czas, aby miał swoje zdanie. Natomiast córa była bardziej na dystans, ale poprawnie. Pół roku później pojechaliśmy we trójkę (ja, mąż i jego córka) na tygodniową wycieczkę i tam myślę doszło do jakiegoś "rozłamu" między nami. Tam właśnie zaproponowałam jej przejście na "Ty",(mąż miał byc inicjatorem wszystkiego) kupił wino, żeby było miło, ale ona była zbyt zmęczona na rozmowy, właściwie wcześnie wieczorem szła do łóżka i sms-owała ze swoim chłopakiem. Tam też zauważyłam, jaką jest rozpieszczoną dziewczynką,(choć ma już 23lata). "Tato, jakie to ładne, a jaki cudowny kociak na kubeczku!, a jaka maskotka kiciusia!"0 ma hopla na punkcie kotów i ciągle się nimi zachwycała, gdziekolwiek i na czymkolwiek je zobaczyła i od razu chciała to mieć. Miałam wrażenie, że wywiera presję na ojca, aby jej to wszystko kupowal. On starał się nie ulegać i widac było, że wstydzi się za nią. Tego typu sytuacje spowodowały, że wyrobiłam sobie na jej temat określone zdanie i widzę, jak ciężko mąż pracuje, aby sprostać potrzebom różnych osób (dzieci, krewnych, brata, itd). Zresztą sam mi to powiedzial. Nie chcę, żeby tak ciężko pracował, to naprawdę jest b. stresująca praca, ja nie wymagam od niego "złotych gór", najważniejsze jest dla mnie zdrowie i miłość w rodzinie. Wszystko mu wyłożyłam, jak na spowiedzi, on się uśmiechnął...jesteśmy już "po burzy", wyjaśniliśmy sobie następnych kilka rzeczy i pewnie następne przed nami. Ciągle się siebie uczymy. Mówił mi, że w miedzyczasie rozmawiał z córą i ona "nic do mnie nie ma". No...nie ma, jestem jej zupełnie obojętna. Takie obojętne traktowanie tez jest wymowne. No cóż... za miesiąc jedziemy do niej we czwórkę ( z moimi dziećmi) zobaczymy, jaki scenariusz napisze życie...Dzięki Alutka za wsparcie :-) Będę tu zaglądać, pisz o swoich wątpliwościach, może ja Ci pomogę....
  Jesteśmy już po rozmowie, on

Posty [ 1 do 38 z 7,650 ]

Strony 1 2 3 202 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016