Witaj na pierwszym niezależnym Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tu wsparcie użytkowniczek forum oraz fachowe porady naszych Ekspertów!
Nie jesteś zalogowany.
Witajcie.
Z uwagą przeczytałam większość Waszych wypowiedzi. Chciałabym rownież opowiedzieć o swojej sytuacji. Mieszkam w małym miasteczku (30 tys. mieszkańców) bez kina, dyskotek z prawdziwego zdarzenia, porządnych imprez kulturalnych, itp. Jedyne miejsca, w ktorych można się spotkać, to zadymione puby, pełne wrzeszczących, na wpól pijanych młodzieńców (nierzadko moich uczniów). Skończyłam filologię angielską w dużo większym mieście; niestety na studiach nie spotkałam tego jedynego. Mieszkam cały czas z rodzicami, bo z moją pensyjką nie byłabym w stanie przeżyć sama poza domem. Oczywiście udzielam korepetycji, ale nie mam wielu chętnych, bo w tym moim miasteczku anglistów z roku na rok przybywa i zwyczajnie pojawia się konkurencja. Każdego roku spędzam w domu całe lato, bo nie stać mnie na wczasy ani w Polsce, ani za granicą. Od 3 lat szukam miłości przez Internet, i jak do tej pory bez rezultatu. Tam piszą głównie osoby z miast wojewódzkich (z mojego- Warmińsko-Mazurskiego-prawie nikt się nie ogłaszał). Szukałam jej też na Wyspach, i też przez neta, ale Brytyjczycy mają już dużo Polek na miejscu i wcale nie mają zamiaru czekać na kogoś miesiącami. A nie każdy chce zasuwać od rana do wieczora na zmywaku, zwłaszcza gdy ma tak jak ja chory kręgoslup...
A może po prostu mamy takie czasy, że niektórzy są na samotnośc skazani od urodzenia? Od zawsze miałam kompleksy i zaniżone poczucie własnej wartości z powodu wyglądu. Może takie kobiety jak ja nie mają żadnych szans na miłość, szczęście?
Niestety, jedną próbę samobójczą już miałam za sobą. Muszę żyć tam gdzie żyję, bo poza tym nie mam dokąd iść. Tylko że przestałam już w cokolwiek wierzyć. Nauczyłam się znieczulać-odwracam głowę na widok przytulonej na ulicy pary, zmieniam kanał w telewizji, gdy widzę miłosną scenę. Wiem że nikogo nie znajdę, bo już samo podanie, skąd jestem, sprawia że każdy facet który do mnie pisze rezygnuje z kontaktu. Mam 25 lat; za 5 lat zwiążę się z byle kim z braku laku (bo podobno każdy czlowiek jest w stanie być sam do czasu), albo wyląduję w szpitalu psychiatrycznym, bo znów połknę opakowanie tabletek nasennych...
Zdaję sobie sprawę, że mój problem to problem wielu dziewczyn, często bardzo wartościowych, które jednak zostały zepchnięte na margines (przy czym bynajmniej nie są niepełnosprawne). Napiszcie proszę, co Wy zrobiłybyście będąc w mojej sytuacji.
Witaj Martucho - poruszyłaś bardzo ważny temat. Myślę, że Twój problem to niet ylko "Twój" problem ,al dotyczy bardzo wielu, często bardzo fajnych dziewczyn ... Niestety prowincja i mieszkanie na niej to nie tylko brak dobrych kin, fajnych kawiarni czy sklepów ale bardzo często totalna izolacja ... I tak dobrze, ze jest już tam często internet - pomyśl jak było jeszcze 10 lat temu
MArtucho - po pierwsze absolutnie główka do góry ! Nie jesteś pierwsza i ostatnia z takim problemem ! JA jestem żywym przykładem ,zę jak są chęci i odrobina sprytu w tym wszystkim ( bo dla mnie o prostu śmieszne są te wszystkie laski co myślą że książę na białym rumaku sam przybędzie - nie ma szans dziewczyny , takie rzeczy tylko w bajkach. Z facetami jak z dobrym ciuchem trzeba się nałazić, "poprzymierzać", dopasować i tyle. ) Skoro wiec mamy juz za sobą wątek z ksieciem ..., który jeżeli w ogóle gdzieś istnieje to tysiące kilometrów od twojego miasteczka
SKoro tą kwestę mamy wyjaśnioną to - do dzieła. MArtucha - piszesz ,ze zarobki marne więc akacje zostają ,ze tak powiem w gestii marzeń ... Ale dziewczyno droga skoro jestes anglistką to co ty tu jeszcze w wakacje robisz ? Wiadomo ,ze zmywak to dziadowskie zajęcie ale jeżeli wyskoczysz do tej anglii na miesiąc dwa w czasie tylko li wakacyjnym to wierz mi i kaski trochę zarobisz na wakacje w next roku a szansę poznania KOGOŚ FAJNEGO też wzrosną ... Po prostu tzreba ruszyć w świat bo do odważnych on należy. Poza tym moja droga zmywak to najgorsza w ogóle wersja jeżeli znasz dobrze angielski to przecież masz szansę na dużo lepszą job ... Okay, alem oze nie masz tyle odwagi i też jest to rzecz do zrozumienia. Zostaje nam więc ... internet. JA tak znalazłam męża ... Też siedziałam na jakiejś wsi gdzie diabeł nie tylko mówił dobranoc ale i dzień dobry. Zaraz po studiach ugrzęzłam na pół roku ( miałam kłopoty ze zdrowiem) i myślałam ,ze dostanę szału ... Ale postanowiłam ten czas wykorzytsac na intenywne poszukiwania. Podeszłam do tego metodycznie. Porejestrowałam się na all możliwych portalach randkowych. Dałam zdjęcie, wsi nie - napisałam największe miasto koło mojej wsi
Miałam swój typ - brunet, 180, rak, warszawa - ponieważ to było moje miasto gdzie studiowałam i gdzie chciałam wrócić do pracy .... no i szukałam. Codzienne pisałam do minimum 5 sensownych facetów. No i po dwóch wymianach meili już widziałam czy się nadaje któryś czy nie. W końcu zebrało sie ich 9 - interesujących z którymi wymieniałam tak po 5 meili .. Nie chciało mi się tego przeciągać, więc wsiadłam w pociąg , zaklepałam nocleg w akademiku w wawie i pojechałam na 9 spotkań ... jeden odwołał w last chwili ( jego pech
zostało mi 8 co mniej więcej dwie godziny ... Pierwsze spotykanie mnie wkurzyło - facet był mały, gruby i rudy
Drugie - rozbawiło- facet był chudy i miał ochotę tylko na jedno
3 spotkanie mnie zdziwiło - facet był pierdołą i zastanawiam się kto mu pisał te inteligentne e meile do mnie
4 spotkanie przewróciło mój świat do góry nogami bo spotkałam Krzyśka - mężczyznę mojego życia ... Oczywiście tak się zagadaliśmy że nie polazłam już na resztę spotykań
Trudno - czasem trzeba być świnią
Marucho , napisałam Ci dwie możliwości ... tutaj nie ma miejsca na załamywanie się. Jesteś młoda i nie ma sensu się tutaj zastanawiać ... SZUKAJ !!! Popełniamy błędy, mylimy się , trafiamy na jakichś palantów ale wierz mi cały ten wysiłek czemuś służy. Gdy już spotkasz tego prawdziwego, tego jedynego wtedy nawet jak przyjdą ciemne ndi , kłótnie itd docenisz to że go masz, a on doceni ze ma ciebie ... Bo długo siebie szukaliście
Trzymam za Ciebie kciuki i pisz koniecznie jak Ci idą poszukiwania i którą drogę wybrałaś .. a może w międzyczasie wpadnie Ci inny pomysł jeszcze ![]()
Offline
Martucho - zgadzam się z Jasminelle - nie poddawaj się ! Walcz miłość ! Nikt nie jest skazany na samotność od urodzenia i nie godz się na to bo zasługujesz na piękną, dobrą i szczęśliwą miłość jak każda z nas ! Czasem niestety czeka się dłużej na uczucie, ale jesteś jeszcze taka młoda ... nie możesz myśleć ze nikogo nie znajdziesz ! Całe życie przed Tobą ! Miłość czasem jest gdzieś blisko tuż obok nas ... czasem wystarczy się tylko dobrze rozejrzeć dokoła ...
Offline
Cześć Dziewczyny ![]()
Bardzo Wam dziękuję za okazane wsparcie i życzliwość. Co do szukania faceta za wszelką cene, powiem Wam szczerze że jestem tego przeciwniczką. Sądząc z tego, co zaobserwowałam, faceci boją się i unikają kobiet, które szukają czegoś innego niż seks. Przez Internet owszem szukalam też bardzo długo, umawiałam się na randki, i więcej nie będę już tego robić. Jedynymi uczuciami, które we mnie dominowały przy poznaniu każdej nowej osoby, były szok i rozczarowanie. Dostawałam tysiące odpowiedzi z różnych portali randkowych i wiem z doświadczenia, że tam szukają faceci, którzy z rożnych powodów nie są w stanie nikogo znaleźć w realu. Często ukrywają swoj wygląd i prawdziwy wiek (a potem z jednego ze spotkań po prostu uciekłam!), wykształcenie, nierzadko chorobę psychiczną, rozmaite ułomności, dzieci z poprzednich malżenstw, czy wręcz długi. Jestem zbyt słaba psychicznie, żeby z kimś takim się potem związać i męczyć się całe życie. Nie twierdzę, że nie zdarzają się szczęśliwe wyjątki; zdarzaja się jak w każdej regule. Ty Jasminne znalazłaś miłość i partnera na całe życie; ja doszłam do wniosku, żeby wyjśc z tej wirtualnej klatki która zabiera tylko czas, znów na zewnątrz.
Postanowiłam przestać myśleć na razie o facetach, przestać kogokolwiek szukać, przestać się przejmować tą histerią jaka panuje w mediach, i przede wszystkim zająć się sobą. Zapisałam się na dodatkowe kursy (dwa językowe i dwa zawodowe), które umożliwią mi zmianę kwalifikacjii i zerwanie z zawodem nauczyciela. Zacznę szukać pracy w większych miastach, a przede wszystkim w innym środowisku, gdzie można poznać kogoś o wiele szybciej niż siedząc w szkole. Do Anglii nie wybieram się sama. Mam znajomych którzy wyjechali do pracy zaraz po wejściu Polski do Unii i niedawno większość z nich wróciła, bo przez zmianę kursu funta są już w stanie nic odłożyć. Poza tym nie chcę mieć potem zawodu sprzątaczki w CV. W Anglii osoba po filologii (przekonałam się osobiście), jest traktowana jak osoba ze znajomością języka ale bez żadnego konkretnego zawodu i doświadczenia. Wyjechało tam już zbyt wielu Polaków, i zauważyłam, że nawet do zawodu barmana wymagają od nowo przybyłych przynajmniej 2 letniego oświadczenia.
Trzymajcie się, Wam również życzę tego wszystkiego, co można nazwać szczęściem
A co do tego serwisu, moim zdaniem to strzal w dziesiątkę i na pewno jeszcze ie jeden raz tutaj zajrzę!
I bardzo dobry pomysł ! Popieram w sumie bo inwestycja , która się zawsze zwraca to inwestycja w nas samych
Czasem miłość jest gdzieś obok i nie tzreba jej szukać, a czasem tzreba na chwilkę przestać o niej myśleć i się o nią martwić i sama się skądś pojawia. Ostatnio oglądałam w kinie Seks w Wielkim Mieście i co jest najbardziej trendy w NY dziewczyny ? Wychodzenie za mąż po 40
))) To tylko w Polsce jest takie głupie myślenie ,ze jak ktoś dobija do 30 to jest już skazany na starego kota i smętne staropanieństwo ... Życie zaczyna się tak na prawdę po 40 ![]()
Offline
Witam was drogie Panie , czytam wasze wpisy i nasówa mi się ochota dać kilka rad kobietom .
Otóż my mężczyźni mamy już dość kobiet które nas zmuszają do pracy , do ładnego wyglądu , do poświęceń , do wszystkiego co tylko jest przez was uważane za słuszne , jestem żonatym mężczyzną , mam 45 lat i już 10 lat po ślubie i niestety moje małżeństwosię się rozpada, Zona nie chce pracować , dać mi dziecka i na dodatek uważa że muszę godzić się na mieszkanie z jej matką . a teściowa jest bardzo niedobrą kobietą .
Sorki ale to się właśnie slończyło .
Odszedłem od niej i wolałem wrócić do mojej matki bo ta przynajmniej nie pyta gdzie byłe co robiłem a dlacego i kiedy wroszcie coś w domu zrobię , poprostu cieszy się że jestem i to jest miłe i piękne .
ja ze swej strony dałem od siebie dużo , no a małżoneczka z dobrobytu popadła w alkocholizm i na dodatek uważa że tylko jej rodzina jest święta , reszta to pleps i trzeba po wszystkich jeździć a szczególnie po mojej rodzinie , oj nie tędy droga.
Została sama w dużym domu i zastanawia się jak ten dom utrzymać. a ja chciałem tylko aby dała mi dziecko albo poszła do pracy , cóż nie chciała, jest mi cholernie trudno z tego powodu bo nawet nie mam komu po sobie zostawić majątku . Rozejdzie się po rodzinie, a gdyby tylko zgodziła się na te drobne sprawy to było by super , dlatego nie bądźcie pazerne , wścibskie , dajcie facetowi więcej swobody i bądżcie miłe , tak żeby miał was za co kochać bo innaczej będziecie muciały wynajmować nas i płacić za towarzystwo . To nie jest żart , mężczyzn jest mniej niż kobiet i ciągle ubywa , więc zastanówcie się nad tym .
Jeżeli macie ochotę pisać do mnie to śmiało . żadko siędzę na necie ale może odpowiem ,
Znałam przez pół roku cudownego (moim zdaniem) chłopak; najpierw była przyjaźń, potem spotkania przez 2 miesiące. Był cudowny a ja oddałam mu cały mój świat, chciałam dać mu cala siebie i tworzyć z nim rodzinę. Był moim jedynym prawdziwym chłopakiem i wspanialym przyjacielem. Odszedł po dwóch miesiącach do pierwszej lepszej kobiety, która wlazla mu do łożka, wcale nie przejmując się tym, co będzie ze mną...
A co było dalej ze mną? Ciągnąca się miesiącami depresja, praca magisterska ktorej nie byłam w stanie napisać i oddać w terminie, próba samobójcza w Nowy Rok (bo wtedy już puściły wszystkie hamulce), łzy i ból rodziców...
Dlatego nie ściemniaj Bogdan, że tylko kobieta to potwór, a wszyscy mężczyźni to anioły w ziemskich powłokach. W większości przypadków jest niestety odwrotnie-potrafią raz a dobrze rozwalić komuś życie, i skazać tą kobietę na samotnośc przez lata.
Może po prostu od początku nie dogadałeś się z żoną (co do mieszkania z teściową, ja też bym na to nie poszła). Doświadczone pary , jak rownież te wspaniałe i dzielne kobiety ktorych historie tu czytam, których mówią, że trzeba iśc na kompromis, a jeżeli rozpada się dlugi związek, malżeństwo z dlugim stażem, to winne są obie strony, nie tylko jedna.
A co do Twoich rad, żeby zlapać pierwszego lepszego i być dla niego miłą-wielkie dzięki, ale nie skorzystam, bo nie tędy droga. Nie potrafię tak perfidnie przed kimś udawać, i tak z tej relacji nic by nie wyszło. I nie przesadzaj, że liczba facetów się zmniejsza-tego kwiatu pół światu; ze swoją znajomością języka obcego mogę szukać swojego księcia w każdym państwie tego świata. Od niedawna po raz pierwszy zaczęłam wierzyć w przeznaczenie-ten mój mężczyzna gdzieś tam jest i czeka na mnie, może też czasami płacze i potyka się tak jak teraz ja.
Życzę Ci, żebyś nie zgorzkniał już do końca. Z każdej porażki powinno się wyciągać wnioski. Może w Waszym związku od początku czegoś istotnego zabrakło? Chociaż teraz się pewnie ze mną nie zgodzisz, mężczyźni nie są aniołami, nie są mili ani cudowni (przynajmniej w większości przypadków), po co więc o nich zabiegać ?? To oni powinni zabiegać o nas, nosić nam śniadanka do łózka i obsypywać kwiatami. A nie odsuwać się, gdy kobieta pragnie się przytulić. Wierz mi lub nie, świat byłby piękniejszy, a liczba rozwodów i samobójstw malalaby z roku na rok.
martucha napisał:
Znałam przez pół roku cudownego (moim zdaniem) chłopak; najpierw była przyjaźń, potem spotkania przez 2 miesiące. Był cudowny a ja oddałam mu cały mój świat, chciałam dać mu cala siebie i tworzyć z nim rodzinę. Był moim jedynym prawdziwym chłopakiem i wspanialym przyjacielem. Odszedł po dwóch miesiącach do pierwszej lepszej kobiety, która wlazla mu do łożka, wcale nie przejmując się tym, co będzie ze mną...
To interesujące co piszesz. Jest tylko jeden problem. Ty uważasz, że oddałaś mu cały swój świat. Nie zastanowiłaś się jednak nad tym, że on może potrzebować czegoś innego (np. seksu, który dała mu ta według ciebie pierwsza lepsza). Nie twierdzę, że to twoja wina iż owy związek się rozpadł. Absolutnie tak nie uważam. Po prostu ważne jest, by zrozumieć, że mężczyźni i kobiety mają inne podejście do życia, inne potrzeby, inne oczekiwania, inne priorytety. Do tego dodajmy, że ludzie się zmieniają, przeobrażają i nie zawsze jesteśmy w stanie nadążyć za zmianami partnera. Oczywiście podstawą jest rozmowa z drugą osobą, komunikowanie jej w jakiś tam sposób (w jaki to już sprawa indywidualna) o swoich potrzebach. I jeśli w pewnym momencie nie możecie dojść do kompromisu to po prostu należy zakończyć pewien rozdział swojego życia.
Zarzuty Bogdana szanowna Martucho nie są bezpodstawne i zdziwiłabyś się ilu facetów ma takie zdanie o kobietach.
Kobietom zależy na stabilności, spełnieniu własnych ambicji, możliwości "snobowania" przed znajomymi.
A mężczyźni lubią seks, niezależność i parę innych drobiazgów. Ot taka filozofia.
Co do zmniejszającej się ilości mężczyzn na świecie, niestety jest to prawda. Chociaż tutaj Bogdan trochę demonizuje ten problem, nie uważam, by to był "towar ciężko dostępny".
martucha napisał:
Chociaż teraz się pewnie ze mną nie zgodzisz, mężczyźni nie są aniołami, nie są mili ani cudowni (przynajmniej w większości przypadków), po co więc o nich zabiegać ?? To oni powinni zabiegać o nas, nosić nam śniadanka do łózka i obsypywać kwiatami. A nie odsuwać się, gdy kobieta pragnie się przytulić. Wierz mi lub nie, świat byłby piękniejszy, a liczba rozwodów i samobójstw malałaby z roku na rok.
Zgadzam się z Tobą, mężczyźni nie są aniołami. Są tylko ludźmi. Mają swoje wady.
Ale jak czytam takie pierdoły, że powinni zabiegać o was, nosić śniadania do łóżka i obsypywać kwiatami to to wierz mi lub nie świat nie byłby piękniejszy. Byłby pewien sfrustrowanych mężczyzn, którzy czuli by się nierozumiani, których potrzeby byłyby ignorowane przez partnerki itp itd. A uwierz mi brak dobrego samopoczucia u partnerów nie uczyni świata lepszym i nie obniży rozwodów i samobójstw.
Jesteś taki sam, jak większość facetów, nic dodać, nic ująć. Wszystkim Wam chodzi tylko o seks, tylko że jak stuknie wam 35 krzyżyk, wtedy wszyscy szukacie dziewicy-kandydatki na żonę. Moim zdaniem, jeżeli facet w wieku 28 lat twierdzi, że "jeszcze się nie wyszumiał", to nie jest to normalne. Zyje jak pasożyt i krzywdzi kolejne kobiety. Ale to już sprawa dojrzałości psychicznej, elementarnej wrażliwości i odpowiedzialności za siebie i partnera. Różni ludzie osiągają to w różnym wieku, niektorzy wcale tego poziomu nie osiagają (to oczywiście dotyczy też kobiet)-są jak duzi chłopcy i duże dziewczynki. Mój chłopak nigdy nie wspomniał, że chodzi mu tylko o seks (wiedzial, że wtedy to ja bym go zostawiła). Nie zachowal się uczciwie, znal mnie i mógł tego w ogole nie zaczynać. Nie wiesz, co on mi obiecywal i jak się zachowywał. A to co piszę, to nie "pierdoły", tylko wyniki moich obserwacji. Każdy na tym forum ma prawo do wlasnego zdania, a pisząc w ten sposób nie szanujesz czyjegoś zdania ani światopoglądu. Ja mam wyrobione zdanie o facetach; ogólnie rzecz biorąc, nie ma się czym zachwycać i o kogo zabiegać. Nikt Ci nie każe nosić komuś śniadanek do łóżka. A jeżeli chodzi Ci tylko o seks i inne drobiazgi, to dziwię się, co jeszcze robisz na tym forum. To forum dla samotnych kobiet, jak sama nazwa wskazuje. Pouczaniem innych nie pomożesz nikomu, może po prostu powinieneś zajrzeć na strony erotyczne zamiast buszować po tym portalu. A co do samobójstw, nie życzę Ci, żeby ktoś Cię kiedyś do niego doprowadził.
Heh widzę, że masz pewien drobny problem.
Ty nie tylko nie rozumiesz facetów, ale co więcej nawet się nie starasz ich zrozumieć. I to jest twoim dużym problemem.
Kłamstwem jest to, że przeciętnemu, typowemu samcowi chodzi tylko o seks. I kłamstwem jest też to, że seks nie jest dla nas ważny.
W wieku 20 kilku lat poziom testosteronu potrafi niesamowicie wyolbrzymić pragnienie i ochotę na seks, gdy otoczenie sprowokuje sytuację nasączoną erotyką. Nie jest prawdą, że 24h na dobę 7 dni w tygodniu myślimy o seksie. Ale gdy np. mężczyzna położy się w łóżku obok ukochanej osoby, to nakręci się o wiele szybciej niż partnerka. To proste działanie chemii, hormonów, których kobiety w tym wieku niedoświadczają.
Dlatego jeśli facet noc w noc przytula się do ciebie i zasypia nie próbując niczego to świadczy o tym, że albo trafiłaś na naprawdę wyjątkowego osobnika, albo jest masochistą. Ponieważ takowe ma potrzeby, świadome czy podświadome. Ale jeśli postępuje wbrew potrzebom swojego organizmu to tylko sobie szkodzi. I bynajmniej nie mam tu na myśli, że każdy facet co noc myśli o orgii i świntuszeniu do samego rana. Ważne jest byś zrozumiała, że wszędzie należy zachować złoty środek i umiar.
Tzn: dla ciebie seks nie jest ważny, ok jak najbardziej to rozumiem. Ale wyobraź sobie (mam nadzieję, że nie będzie to trudne), że są kobiety, których apetyt na seks zdecydowanie może przewyższać Twój i wcale nie znaczy, że muszą być nimfomankami.
To tak samo jakbyś Ty uwielbiała smaki ostre i w kuchni tylko takie potrawy chciała przygotowywać, ale np. Twój partner może akurat preferować słodkie. Wtedy następuje pewien konflikt interesów. I to czy go rozwiążecie, czy nie to już kwestia waszych zdolności interpersonalnych (umiejętności komunikacji). Czasem niestety się zdarza, że ktoś po prostu ich nie posiada, albo nie umie wyrazić swoich potrzeb, opowiedzieć o nich. Wtedy coś szwankuje. Ale Twoje wypowiedzi w stylu "dałam mu wszystko co potrzebował" świadczą tylko i wyłącznie o Twojej naiwności i niezrozumieniu sensu związku. Nie jest istotą zdrowego związku dawanie wszystkiego, tylko dawanie tego, co oczekuje druga osoba w miarę swoich możliwości. Nadmiar np. nadopiekuńczości też nie jest wskazany.
Ale ufam, że to rozumiesz.
I bynajmniej nie uważam, że Ty jesteś winna rozpadowi Twojego związku. Nie znam szczegółów, okoliczności, dlatego też nie mógłbym oceniać kto zawinił. Chciałem Ci tylko zwrócić uwagę, byś spróbowała zrozumieć, czemu się rozstaliście. Gdyż owo doświadczenie zaowocuje lepszym zrozumieniem mężczyzn i większą szansą na to, że kolejny będzie udany.
Jak najbardziej rozumiem, że jesteś rozżalona, czujesz się skrzywdzona itd itd.
Ale to, że jeden facet nie był na tyle dojrzały i odważny by stanąć na wysokości zadania i szczerze porozmawiać z Tobą o problemach nie znaczy, że od razu powinnaś kłaść kreskę na wszystkich facetach. Nie popadaj w skrajności.
Pamiętaj też, że w związek to relacje dwóch osób, a nie jednej. I liczą się potrzeby obojga. Jestem jak najbardziej zdania, iż mężczyźni powinni starać się o swoje partnerki, ale jeśli uważasz, że rolą kobiety w związku jest siedzenie na piedestale i rzucanie hasłami "jeśli nie chcesz mojej zguby krokodyla kup mi luby" i przy tym kompletnie ignorowaniu potrzeb swojego partnera to współczuję, ponieważ niełatwo Ci będzie stworzyć zdrowy, trwały związek.
Dlatego polecam mniej zapatrzenia w siebie, mniej egoizmu i mniej traktowania siebie jako ofiary losu skrzywdzonej przez facetów.
A większego otwarcia na to co mówi druga strona.
Pozdrawiam ![]()
Rzeczywiście, nie masz zielonego pojęcia jak było i jakie są moje potrzeby (a są takie same jak u zdrowej, normalnej kobiety), więc lepiej się nie wypowiadaj. A egoizmu mi nie zarzucisz, bo w pierwszej kolejności zawsze biorę pod uwagę czyjeś dobro. To właśnie on myślał tylko o swoich potrzebach, moje ignorując, i nie miał odwagi powiedzieć jak dorosly facet o co chodzi. Był bardziej doświadczony, wiedział, że nie miałam nikogo. I nawet nie dał nam szans, żeby do tego pierwszego razu doszło, chociaż bardzo tego pragbnęłam (mieliśmy zacząc na pierwszych wspólnych wakacjach). Ale niedlugo póxniej skreślił mnie z godziny na godzine, a ja musiałam odwołać wyjazd. I nie broń tak tej dziewczyny. Chodzą sluchy, że tylko przysłowiowy "pies na niej nie leżał). To nie nimfomanka, tylko pospolita zdzira. Po prostu szmata trafiła na szmatę.A po wypowiedziach takich osób jak Ty coraz bardziej się utwierdzam, że faktycznie nie warto nikogo szukać ani się poświęcać. Dziewczyny, nie bądźcie głupie!
Swoją drogą, odpowiada mi postawa mężczyzn żyjących na zachodzie (Anglików, Francuzów, itp.). Oni komunikują bezpośrednio, że chodzi im tylko o seks, a nie np. o trwaly związek. Wtedy kobieta decyduje, czy w to wchodzi, czy chce być np. tylko koleżanką danej osoby. Ta szczerośc i bezpośredniość mi się odoba. Dziwi mnie tylko, czemu ci coraz bardziej "światowi" i kosmopolityczni Polacy wciąż się tego boja. Może to Ojciec z Torunia Wam zabrania ;-) ????? Nie cierpię tej zakłamanej, polskiej katolickiej (czy raczej pseudokatolickiej) mentalności.
Martucha: co do Francuzów i Anglików to niestety nie podoba mi się takie wyzwolenie gdybym trafiła na faceta który proponuje mi łóżko bez zobowiązań to bym mu pokazała drzwi do burdelu ale mam farta nie trafiłam na takiego i owsezm miałam propozycje spotykac się bez zobowiązań jednak mi to nie pasowało.
A co do kolegi Ariuswirr to niestety przykro mi to powiedziec ale jest w błędzie zanim poszłam do łóżka z moim obecnym mężem a był on moim pierwszym facetem mineły 2lata i nie to żeby niechciał wcześniej po prostu rozumiał że nie byłam gotowa wcześniej . Chciała bym podkreślic jest normalny i mamy bardzo udane życie sexualne bo mój drogi to nie PENIS żądzi Facetem tylko facet penisem.
Offline
A mi się podobała ta męska wypowiedz i przyznaje jej trochę racji. Bycie razem to wielka sztuka i cały czas trzeba sie jej uczyć, bo jak przestaje sie o związek dbać to następuje klapa! Ale na "dbanie" o związek nie można patrzeć tylko przez pryzmat własnego wyobrażenia (to nie scenariusz z tasiemca). Trzeba znać potrzeby faceta; choćby takie jak niechęć wobec roztrząsania wszystkiego i gadania o wszystkim.
Nie wyganiajcie tego męskiego głosu rozsądku i nie puszcie się tak.
Ps: Być może nie znajdę wśród Pań poparcia, bo ponoć mam w dużej części "męski umysł"...
Pozdrawiam!