Pogubiłam się...Muszę się wygadać bo chyba oszaleję.
Miałam w miarę poukładane życie-od grudnia tamtego roku zaczęłam spotykać się z pewnym mężczyzną- przystojny,wykształcony,bardzo dobrze zarabiający...Wszystko było pięknie-traktował mnie jak księżniczkę.Zaczęłam powoli planować jakąś przyszłość...No i się zaczęło.Uświadomiłam sobie że nie wiem o nim nic,on przyjeżdża do mnie.Ja nie byłam u niego,nie znam jego rodziców,rodzeństwa,znajomych-mimo że to już 8 miesięcy.W Sylwka pojechał ze znajomymi w Góry-sam,Walentynki-po samochód do Niemiec,Wielkanoc-do siostry,,moje urodziny-zapomniał.Doszło nawet do tego że nie odzywał się przez 3 tygodnie-tyle się nie widzieliśmy.
I właśnie w takim czasie kiedy w maju po moich urodzinach nie widzieliśmy się prawie miesiąc moja przyjaciółka wyciągnęła mnie do dyskoteki.Nie chciałam,nie lubię takich spędów,ale uległam...Spotkałam dawnego znajomego,pogadaliśmy,przedstawił mi swojego przyjaciela.Cała czwórka stwierdziła że przenosimy się w jakieś spokojniejsze miejsce.Mojemu znajomemu moja przyjaciółka bardzo przypadła do gustu,więc pogrążyli się w rozmowie.Siedzieliśmy w ciszy z poznanym kolegą-po przyjrzeniu stwierdziłam że koleś zupelnie nie jest w moim typie-niewiele wyższy ode mnie (nie jestem wysoka 160cm) jakiś taki zwykly,bardzo przeciętny koleś.Zaczęliśmy rozmawiać-i się zaczęlo okazało się że tak jak ja kocha góry,psy,bardzo dużo czyta i kupa innych rzeczy które nas łączą.Przegaaliśmy kilka godzin ze zdziwieniem patrzać że jest 8ma rano.Nie dałam mu numeru tel choć chciał-przecież jakby nie było mam kogoś.Następnego dnia zadzwonił-znajomy dał mu numer.Poszliśmy na kawę,potem kolejną,spacery nad jeziorem,wieczorny spacer po mieście i godziny rozmów.I stało się wylądowaliśmy w lóżku....On wie że "kogoś mam" wie jaka jest sytuacja.Powiedział ze dcyzję co zrobić zostawia mnie-nie będzie na nic naciskał.
Kończyłam te spotkania wiele razy,wiele razy obiecywaliśmy sobie że juz się nie spotkamy ale to niemożliwe-ciąnie nas do siebie,oboje nie potrafimy zapomnieć i nie chcemy
Mam dylemat.Nie wiem co obić ,zgubiłam się...Z jednej strony "mój" oficjalny facet-wiem że nie zabraknie mi przy nim niczego tylko ż co będę czekać tygodniami aż się zjawi?A jak już jest to nawet nie mamy o czym ze sobą rozmawiać...Patrzymy na telewizor-totalna nuda...Nie chodzimy na spaery bo nie lubi,na nic nie ma czasu bo iągle pracuje...Już sama nie wiem czy jeszcze cos do niego czuję
I druga strona-zwykły facet z którym najzwyklejszy spacer jest czymś wyjątkowym,godziny rozmów o ostatnio przeczytanej książce,po prostu niesamowity..
Zgubiłam się i boję się,juz nie wiem co robić.Nie wiem co/kogo wybrać.
Nie oczekuję od Was gotowej recepty-proszę tylko o obiektywne spojrzenie,takie z boku i Wasze opinie...