Stres, problemy...dotyczą każdej z nas. Nie zawsze potrafimy poradzić sobie same. Załamujemy się wtedy, ogarnia nas poczucie beznadziejności.
Gdy jest ktoś, kto wyciągnie pomocną dłoń jest nam łatwiej, ale nie każdy może liczyć na rodzinę, nie każdy ma przyjaciół.
Czy jest ktoś kto wspiera Was i pociesza gdy życie staje się zbyt trudne?
Dla mnie takim wsparciem jest mój kochany chłopak. Choć on jest umysłem tzw. ścisłym a ja humanistką to zawsze świetnie się dogadujemy. Jestem osobą która wszystko bardzo przeżywa. Mały kłopot urasta czasem do rangi wielkiej życiowej tragedi. No tak mam niestety. Ale mój chłopak mnie pociesza używając przy tym bardzo logicznych argumentów. I nagle okazuje się ,ze z kazdej życiowej pułapki jest wyjście. KAżdą sprawe można rozwiązać itd. To mnie często ratuje i bardzo mi pomaga
Tak on jest osobą która wyciąga do mnie pomocną dłoń na co dzień. I za to go kocham ![]()
U mnie jest bardzo podobnie. My nie musimy za bardzo rozmawiać, dyskutować - wystarczy, że przytulę się do niego, poczuję jego obecność - i cały świat widzę w pogodniejszych barwach.
Wsparciem jest dla mnie też mój Tata, który jest stuprocentowym racjonalistą - koi mje nerwy i pokazuje błędy w myśleniu - to mnie uspokaja i sprawia, że widzę problem z innej perspektywy.
Najmniej korzystne, w moim przypadku, jest to, że ktoś wczuwa się w moją sytuację, że przeżywa moje problemy równie silnie co ja, że mówi o zrozumieniu mnie i tego typu sprawy wcale nie sprawiają, że czuję się lepiej i że łatwiej znajduję wyjście z kłopotów.
Bo nie chodzi o to, żeby ktoś przeżywał z Tobą problemy, tylko żeby pomógł je rozwiązać. A często jest tak, że ktoś mówi, że rozumie nas, ale na tym się kończy.
Kiedy dopada mnie poczucie pustki czy beznadziejności zdecydowanie nie potrzebuję, żeby ktoś się litował, dawał fałszywe wsparcie typu ,,nie martw się, będzie dobrze" (bo niby skąd on to może wiedzieć?), ale żeby ktoś ze mną po prostu był, szczerze porozmawiał, czasem tylko pomilczał, najważniejsze jednak, żebym czuła, że mnie rozumie, bo w moim odczuciu tylko wówczas jesteśmy w stanie dojść do sedna problemu.
Co prawda bardzo rzadko dopada mnie taki stan, ale każdy z nas jest tylko człowiekiem, więc... no cóż, zdarza się. Przeważnie ze wszystkim staram się radzić sobie sama, w poczuciu, że moje problemy są moimi problemami i wówczas zamykam się w samotności, trawię temat, szukam rozwiązania, ogarniam emocje. Zwykle nie zrzucam tego ciężaru na innych, nawet o tym nie mówię, ale bywają też sytuacje, że jednak potrzebuję czyjegoś wsparcia, obecności, spojrzenia na temat z dystansem.
Tak, mam dwie takie bliskie osoby, do których mam bezgraniczne zaufanie i które nigdy mnie nie zawiodły, nie zostawiły kiedy naprawdę tego potrzebowałam. Obydwie te osoby są moimi przyjaciółmi, którzy rozumieją mnie w pół słowa, czują kiedy coś jest nie tak i zawsze wiedzą co powiedzieć i zrobić, jak zachować się w danej chwili. Uwielbiam ich za tę empatię, zrozumienie, wyczucie i takt, za to, że są i jakie są. Mam też kilka bliskich koleżanek, którym potrafię się zwierzyć i które także bez słowa i zbędnych pytań, bez szukania w tym sensacji (to jest w moim odczuciu naprawdę ważne) są mi prawdziwą podporą. Wiem doskonale, to jest ogromny skarb i szczęście, bo niektórzy nie mają nikogo, a wokół mnie takich osób jest kilka, dlatego niezmiennie dziękuję losowi za to waśnie, że ich mam.
Nie wiem czym sobie zasłużyłam i dlaczego tak jest ale w najtrudniejszych momentach mego życia zostałam sama.Chciałam rozwieść się z mężem - matka straszyła mnie szpitalem psychiatrycznym,siostry nie chciały świadczyć a na koniec wyszły z sądu w towarzystwie mojego męża.Dziś wiem,że jeśli tylko nie pozwolę aby czarne scenariusze ogarnęły całe moje JA to znajdę pomoc i wsparcie. Dziś potrafię otoczyć się miłością,wiem że sama nie jestem w stanie rozwiązać wszystkich problemów i kiedy jest już naprawdę żle modlę się do mojej Siły Wyższej.
Jestem wdzięczna panu Piasecznemu za genialną piosenkę pt" Chociaż Ty"
"... serce moje zostań mi spokojne...
....zostań mi chociaż ty..."
.
Czy jest ktoś kto wspiera Was i pociesza gdy życie staje się zbyt trudne?
Jack Daniels.
Ja nie mam wsparcia z żadnej strony i jest mi cholernie ale to cholernie ciężko i trudno. Na faceta już nie mogę liczyć przestałam wierzyć już że,mnie zaprasza.
Najlepszym wsparciem jest się samemu sobie. Nie wszyscy rozumieją problemy, których doświadczamy. Mało takich osób, które będą w stanie pomóc nam i wesprzeć nawet w najgorszych chwilach. Nawet jeśli, nie będą wiedzieli jak.
Z pomaganiem samemu sobie to też duże ryzyko. Sumienie, głos wewnętrzny nie zawsze prowadzi dobrze.
Nie znoszę pocieszania, jestem pesymistą. Wychodzę z założenia, że jeśli nie pojawi się najgorszy scenariusz - to dopiero będzie powód do radości. Nie lubię tej fałszywości w ludziach, którzy są mi obcy. Ale kiedy widzą, że coś jest nie tak pałętają się, żeby zarobić zaufanie na czyjejś tragedii.
Mężczyzna - wspiera, ale kiedy go nie ma?
Znów, zostaje się samemu.
Hmmmm... Ludzie, których kiedyś nazywałam swoimi przyjaciółmi nie przeszli próby... Cóż czasem tak bywa. Ale powiem Wam, że czuję się jakbym wygrała w lotka. Najwspanialszą osobą na jaką zawsze mogę liczyć jest mój MĄŻ. Mogę się wypłakać jak mi źle on mnie przytuli pocieszy. I co jest najważniejsze wiem, że mnie nie obgada do innych.
Też kiedyś męża uważałam za przyjaciela,kiedyś...
ja mam dwóch takich przyjaciół , osoby które wiem ze sa za mna.. wiem że jesli jest mi zle mogę powiedzieć co czuję nie zostanę wyśmiana .. a gdy trzeba sprowadzona na ziemię ..
pierwszą z tych osób jest moja mama , jest moim najwierniejszym przyjacielem , jest po prostu ze mną zawsze , wysłucha , doradzi , wesprze chociaz słowem .. ona gdy miałam kryzys w małżenstwie wstrząsnęła mną i pokazała ze zycie to nie bajka a ja nie jestem księzniczką i miała rację!1 po czesci dzięki niej obroniłam moje małżeństwo..
drugą taką osobą jest moj mąz z którym sporo przeszłam , wspólnie przeszlismy , zwyciezyliśmya kryzys nas wzmocnił , to on jest tym który we mnie wierzy ,, aprobuje moje decyzje , potrafi gdy treba sprawdzić na ziemię , jets moim osobistych zimnym prysznicem hehehe .. kochamy się potrafimy rozmawiac , bo uważam rozmowa to połowa sukcesu w drodze do zgody i budowania wspólnej przyszłości:):)
mi najwieksze wsparcie daje mój partner..zawsze gdy coś jest nie tak rozmawiamy i jak tylko potrafimy pomagamy sobie na wzajem ![]()
Miałam przyjaciółkę - siostrę mojego męza. Przyjaźń znikła, gdy powiedziałam ze fascynuje mnie inny facet............ teraz wiem ze słowo "przyjacółka" nie ma nic wspólnego ze słowem "rodzina" :-)). Szukaj niezależnych ludzi miła i ......... w zasadzie też ich nie słuchaj, bo życie trzeba przeżyć samemu/ samej według własnych norm.
Bożena napisał/a:Czy jest ktoś kto wspiera Was i pociesza gdy życie staje się zbyt trudne?
Jack Daniels.
Moje gratulacje ![]()