Wczoraj dowiedziałam się o tym, że mąż mnie zdradza. Mamy córkę 13 letnią, nasz związek trwał 14 lat ( + 5 lat przed ślubem) . Czuję się paskudnie - nie mam z kim porozmawiać, ani się komu użalić. Mąż powiedział mi, że już nic do mnie nie czuje, a ja nadal go kocham... Wygoniłam go z domu - chętnie się spakował i odszedł....Nie wiem, jak to się mogło stać , myślę, że to jakieś zauroczenie inną kobietą, bo przecież miłość nie rodzi się w kilka tygodni. Próbowałąm z nim porozmawiać , odpowiedział, że nie chce ze mną już być. Bardzo proszę o jakiekolwiek rady jestem zrozpaczona.
Przeczytaj sobie wątek- dlaczego zdradzani są głupi Zazdrości ( znajdziesz przez wyszukiwarkę).
Współczuję ale wiedz że najgorsze za Tobą - nie żyjesz juz w iluzji. Teraz wystarczy nie rozpamiętywać.
Bądz dla siebie dobra- kup sobie coś, zmien wyglądzie, czytaj ulubione ksiązki, zapisz się na kurs by miec co robić popołudniami i wieczorami.
No i złóż pozew. Pozdrawiam!
Bardzo dziękuję , postaram się pozbierać , ale czy mi się uda ?
Bardzo dobrze zrobiłaś wyrzucając go z domu. Jesteś naprawdę mądra i silna, bo tylko taka kobieta tak by postąpiła. Masz więc odpowiedź czy dasz radę się pozbierać. Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się, że teraz jest czas na żałobę, smutek. Byłaś z nim w końcu kupę czasu i to, co bierzesz za miłość może być sentymentem, wynikiem zranienia, strachem przed samotnością. Moje przyjaciółki były w podobnej sytuacji (jedna po 12 latach, druga 23), ale po 2, 3 miesiącach okazało się, że rozstanie z mężem było najlepszym, co mogło im się przytrafić (korzystały z pomocy psychoterapeuty) - obie wyszły z depresji, jak dzwonię do jednej z nich (tej po 23! latach, obecnie mieszka daleko ode mnie) to zawsze mówi, że jest szczęśliwa, bo wolna. Jesteś dobrą matką, bo dobry przykład dałaś swojej córce. Walcz o siebie, życie przed tobą i wszystko od Ciebie zależy.
Droga agnieszko.Serdecznie ci współczuję bo jestem dokładnie w takiej samej sytuacji.Tyle że nie mąż mnie zdradził bo nie byliśmy małżeństwem i mieliśmy krótszy staż.Usłyszałam te same słowa co ty od męża i myśle tak samo że nie można się w kimś innym tak szybko zakochać.Tutaj chyba niema dobrej rady na to co zrobić.Jedni powiedzą odpuść bo bardzo cię skrzywdził i mają rację ale drudzy powiedzą WALCZ bo masz o co i również mają rację.Ja czekam dwa miesiące radząc sobie z bólem raz lepiej raz gorzej.Czasem mam dni kiedy wyje na głos i nie mogę wstać z łóżka.Gdyby nie moi rodzice którzy zajmują się moim synem jak mam kryzys dawno doszło by do tragedii.Też nie mam z kim porozmawiać tak naprawde serdecznie ponieważ moja rodzina uważa że robię z siebie idiotke próbować walczyć.Naprawde bardzo bardzo ci współczuję.Nie mogę cię pocieszyć bo żadne słowa ci nie przyniosą ulgi.Ściskam cię mocno.Będę cię odwiedzać na forum.
Serdecznie dziękuję za miłe słowa. Jest mi trochę lepiej, że ktoś sie do mnie odezwał . Mam jeszcze smutek w sobie po stracie mamy ( zmarła w listopadzie co wprawiło mnie w depresję , której mój mąż niestety nie potrafił zrozumieć . Cytuję jego słowa: " nie zeniłem się z twoimi rodzicami " ) . Cieszę się, że zalogowałam się dzisiaj na forum - mogę się wyżalić i usłyszeć ( a raczej przeczytać ) miłe słowa . Bardzo wszytskim jeszcze raz dziękuję .
Serdecznie ci współczuje z powodu śmierci mamy.Straciłaś jedyną osobę na którą zawsze można liczyć.Czemu tak jest że los zawsze zabiera nam coś parami?
Kochana. Byłam i nadal po części jestem w podobnej sytuacj. po 18 latach małżeństwa nagle odkryłam że mąż mnie zdradza. Bylismy udanym małzeństwem, różnie nam się układało, ale w ostatnim roku mój były wszedl w ostra fazę kryzysu wieku męskiego i ześwirowal . do reszty. ja wreszcie chciałam się realizować, życ swoimi pasjami, przegapiłam moment, kiedy mój postanowil sie "dowrtościować" w ramionach innej. Z chwilą kiedy się o tym dowiedziałam w tym samym dniu wyrzuciłam go z domu. Odszedł bez żalu, w gniewie i w pretensach do mnie. Liczyłam po cichu że się opamięta, przyznaję, próbowałam z nim rozmawiać, zaangażowałam rodzine, bez skutku. Rozpaczałam, nie jadłam, chudłam ale byłam konsekwentna. Na trojkąt w zyciu bym się nie zgodziła. Uwierz a takie rozwiązanie mi zaproponowal. Przechodziłam ciężkie chwile, niepowiem, lęk, obawa przed samotnością, gniew, ból - różne miałam dni. Ale wiem postapiłam słusznie, zachowałam swą godność. Doprowadziłam do sądowej separacji, były przegrał na calego bo oprócz orzeczenia o jego winie dostał takie alimenty do płacenia, że malo się nie popłakał. I uciekł daleko do swojej kochanicy, uciekł przede mną, przed rodziną, odciąl sie całkowicie od przeszłości..
Jest ci ciężko, będzie ciężko. To naturalny stan. Żal jaki odczuwamy do osoby która nas porzuca/zdradza jest przeogromny. Nic nie poradzisz. Jeśli kochałaś mocno i bez zastrzeżeń cierpisz ogromnie. Ale wiedz że ten stan będzie powoli mijał, powoli z każdym tygodniem który upłynie. Idź do lekarza po leki antydepresanty, naprawde pomoga ci przetrwać. Bo to w tej chwili jest najważniejsze - przetrwać, uspokoic się, chociaż troche poukładać swe zycie - nowe zycie. Zajmuj sie codziennymi sprawami, wyszujuj nowe zajęcia, jak najczęściej staraj się z kimś zaufanym spotykać i rozmawiać, tak rozmawiać jak najwięcej, bo to balsam na twe zranione uczucia. Skup się na tym co dla ciebie najważniejsze, jak zapewnic sobie dalszy byt, a jak dojdziesz do wniosków, zacznij walczyć o godne zycie.
I najważniejsze.. współczuje ci z całego serca.. Trzymaj się kochana, bo to co przechodzisz to straszny stan, ale kiedyś ten ból minie i jeszcze zaczniej patrzeć na zycie z optymizmem.
agnieszko czytając Cię Twoje słowa to tak jakbym czytała siebie- w zeszłym roku po 13 latach małżeństwa rozwiodłam sie też byłam tą zdradzaną i na koniec usłyszałam że nie jestem z Tobą szczęśliwy a chcę być słowa które zabolały i bolą do dzisiaj ........... i pewnie będą boleć było ciężko jest ciężko ale dasz radę TRZYMAJ SIĘ
Widzę, że jest wiele kobiet w podobnej sytuacji do mojej . Dziękuję za wszystkie rady - postaram się umówić z psychoterapeutą, dbać o siebie chyba już bardziej nie muszę , bo zawsze to robiłam . Może wyjadę na 2-3- dni z córką w góry . Postaram się o separację , chociaż wszystko to i tak nie cofnie słów, które usłyszałam - chyba nigdy ich nie zapomnę , czuję się gorsza od innych, czuję się fatalnie . Dzisiaj idac ulicą , widząc ładne kobiety ,zastanawiałam się , czy może ta jego właśnie tak wygląda ? Chce mi się cały dzień płakać, czuję się taka bezradna , ciągle wspominam nasze piękne chwile i nie mogę się pogodzić z tym , że już nie wrócą, że to wszystko już za mną....
witam, Ana37 ma racje idz po antydepresanty ale to i tak potrwa...
przejdziesz to zobaczysz a najlepiszym lekarstwem jest czas....
Czas płynie i zabija rany
Stachura Edward
Posłuchaj, porzucona przezeń,
Nie znana mi przyjaciółko.
W rozpaczy swojej
Nie wychodź na balkon, nie wychodź,
Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
Na smugę cienia nie wbiegaj,
Zaczekaj, trochę zaczekaj!
Przysięgam ci, że płynie czas!
Że płynie czas i zabija rany!
Przysięgam ci, przysięgam ci,
Przysięgam ci że płynie czas!
Że zabija rany- przysięgam ci!
Tylko daj mu czas
Daj czasowi czas.
I zwól czarnym potoczyć się chmurom
Po tobie, przez ciebie i między ustami,
I oto przychodzi, nowy dzień,
One już daleko, daleko za górami!
Tylko daj mu czas,
Daj czasowi czas
Bo bardzo, bardzo
Bardzo szkoda
Byłoby nas!
mi ten wiersz bardzo pomogl gdy przechodzilam rozwod...
zobaczysz ze za jakis czas popatrzysz na rozwod jak na poczatek a nie na koniec zycia
pozdrawiam
Piękny wiersz - będę go sobie często czytać . Dzisiaj wstałam i znowu to samo - przygnębienie, żal, smutek, strach, ból, złość, bezradność, brak ochoty na cokolwiek , wyrzuty sumienia ( chociaż nie wiem dlaczego ) . Chciałabym, aby to był tylko sen - chciałabym się obudzić , popatrzeć , tak jak kiedyś przez okno na słońce i powiedzieć jaki piękny poranek .Zastanawiam się, z jakim człowiekiem żyłam . Z jednej strony był dobry, z drugiej okazał się chamem, który zostawił dziecko i żonę i jakoś szczególnie nie martwi się o to, co przeżywamy, jak się czujemy . Zostawił mnie z problemami, z niespłaconymi kredytami. Chciałabym miłość, którą go nadal obdarzam zamienić w złość , ale nie potrafię. Przez te wszystkie lata starałam się być dobra, gotowałam, sprzątałam, chodziłam do pracy, zajmowałam się firmą, przelewami, pisałam różne pisma , wszystko było na mojej głowie . W końcu się dowiedziałam, że miał za mało... sexu . Teraz wiem, w którym miejscu ma rozum. Wyżalilam się i jest mi trochę lepiej , Będę tak smucić na tym forum chyba do końca życia. Dziękuję wszystkim odwiedzającym i odpisującym na moje narzekania, dziękuję za rady i pocieszenie. Mam nadzieję, że ten stan kiedyś minie......
..z drugiej okazał się chamem, który zostawił dziecko i żonę i jakoś szczególnie nie martwi się o to, co przeżywamy, jak się czujemy . Zostawił mnie z problemami, z niespłaconymi kredytami.......
A to on sam odszedł do innej? Czy to Ty go wyrzuciłaś? Bo juz nie umiem odnaleźć prawdy. Ja bym nie podchodziła do tego w taki sposób. To świeża sprawa. Może jeszcze się odezwie i pomoże Ci w tych kredytach. Wiem, że targają tobą negatywne uczucia. Po zdradzie. Ale czy robienie sobie teraz takich żali się niesie za sobą cos dobrego?
Już tłumaczę - po tym, jak powiedział mi prawdę sama go wygoniłam , a on chętnie się wyprowadził. Zabrał kilka rzeczy - po resztę powiedział przyjedzie jutro, oczywiście nie przyjechał. Może rzeczywiście jest za wcześnie na osądzanie . Po prostu już mam zamęt w głowie . Nie myślę .
15 2010-07-21 18:34:01 Ostatnio edytowany przez nell999 (2010-07-21 18:51:35)
Widzę, że jest wiele kobiet w podobnej sytuacji do mojej . Dziękuję za wszystkie rady - postaram się umówić z psychoterapeutą, dbać o siebie chyba już bardziej nie muszę , bo zawsze to robiłam . Może wyjadę na 2-3- dni z córką w góry . Postaram się o separację , chociaż wszystko to i tak nie cofnie słów, które usłyszałam - chyba nigdy ich nie zapomnę , czuję się gorsza od innych, czuję się fatalnie . Dzisiaj idac ulicą , widząc ładne kobiety ,zastanawiałam się , czy może ta jego właśnie tak wygląda ? Chce mi się cały dzień płakać, czuję się taka bezradna , ciągle wspominam nasze piękne chwile i nie mogę się pogodzić z tym , że już nie wrócą, że to wszystko już za mną....
Postaraj sie o recepte na psychotropy - leki bardzo pomagaja sie uspokoic i poukladac zycie na nowo... no i daja troche optymizmu
Ja biore Fluoxetin 20mg od kilku miesiecy i od razu poczulam sie lepiej - wiem ze czesciowo to autosugestia ale co mi tam ![]()
Byle do przodu ![]()
Może i jestem młoda i nie wiem wszystkiego ale postanowiłam że odpiszę, może czemuś dobremu się to przysłuży.
Agnieszko, po pierwsze gratuluję odwagi i siły by wyrzucić go z domu... bo niestety nie każda kobieta ma tą wewnętrzną determinację by wiedząc o zdradzie wyrzucić faceta z domu.
Co do tego co czuje Twój mąż do tamtej kobiety jak i do Ciebie nie jestem w stanie ocenić, ale duże prawdopodobieństwo że to zauroczenie tamtą kobietą, oraz ukrywane poczucie poszukiwania nowości i wolności. Wielu facetów nie jest zdatnych do życia rodzinnego- przykre ale prawdziwe.
Najważniejsze by teraz nie szukać pierwsza kontaktów, czegokolwiek, poczekać, aż przyjdzie po swoje rzeczy lub zadzwoni że chce je odebrać. Wtedy koniecznie trzeba porozmawiać. Nie ważne jak bolesną prawdę miała byś usłyszeć ale dowiedzieć się wszystkiego. Bo czasem ta prawda może pomóc.
I dla Twojego dobra psychicznego dobrze by było otaczać się teraz gronem życzliwych osób.
I wiem że bolą słowa które usłyszałaś. Ja mimo że jestem młoda i byłam w związku tylko dwa lata to usłyszałam "ja Cię już nie kocham, ja Cię chyba nigdy nie kochałem" a tego dnia i dzień wcześniej i x dni wcześniej słyszałam co innego, kłamstwo prosto w oczy.
I jeszcze jedno, staraj się nie myśleć jak wygląda "tamta" to nic dobrego nie da. To stwarza tylko dodatkowy ból. Zajmij się sobą i córką to najważniejsze. Chodź obrazu i słów z głowy nie wyrzucisz to próbuj je czymkolwiek zagłuszyć dla dobra córki też, i nie wstydź się łez, one też pomagają... dają ulgę.
Ja temu Twojemu facetowi się dziwię, bo gdy czytam Twoje posty to widzę fajną, świadomą siebie kobietkę. I co z tego, że on coś gada. Przecież on nie jest Alfą i Omegą. Najważniejsze co Ty myślisz o sobie nie przez pryzmat jego słów i ostatnich wydarzeń. Jest jego prawda, Twoja prawda i gówno prawda. Nie zastanawiaj się dlaczego Cię rzucił (ja bym go o to nie pytała i nie odbywała żadnych ,,szczerych" rozmów - czego się dowiesz? niczego istotnego zapewniam). Nie myśl, że gdybyś była inna to na pewno by tego nie zrobił. Ja mam koleżankę, którą gdzieś 5 lat temu zostawił mąż dla innej ( a miał dużo z nią seksu zapewniam). Takich kobiet jak ona się nie zdradza orzekliśmy wtedy wszyscy: piękna (tzn. seksowna), mądra, operatywna, a jednak... Wtedy uświadomiłam sobie, że pewne rzeczy są niezależne od człowieka. Twój facet teraz zachowuje się bez klasy, może dlatego, że ma wyrzuty sumienia lub po prostu taki zawsze był, może wychodzi prawda o nim albo po prostu jest głupi, albo to chwilowe zaćmienie umysłu (pomroczność jasna). Nie zastanawiałabym się, o ile to możliwe, dlaczego tak gada (pamiętasz żenujące zachowania Marcinkiewicza - jaka wina była po stronie jego żony? to raczej on okazał się błaznem! A jego wybranka - pożal się Boże! No i o sex głównie tam chodziło).
Udałabym się do psychologa, terapeuty, ale unikałabym leków (bałabym się o zdrowie). Teraz wszystko w Twoich rękach. Ja nie przeżyłam tego, co dziewczyny i może nie rozumiem, dlaczego to takie straszne. Wiem jednak, że to nie Twoja wina, chcący zawsze znajdzie pretekst.
I o ile możesz nie porównuj się z innymi (zawsze znajdzie się zgrabniejsza, ale pamiętaj zawsze znajdzie się też mniej zgrabna od Ciebie i tego się trzymaj).
18 2010-07-24 16:14:02 Ostatnio edytowany przez sonieczka123 (2010-07-24 16:14:23)
Natychmiast spakować i zostawić, wróci z podkulonym ogonem szybciej niż się spodziewasz i stwierdzi że kochanka to była chwilowa fascynacja a tak na prawdę to była w zasadzie tylko koleżanka. Odpowiedź na pytanie czy go przyjmiesz należy tylko do Ciebie.
Dzisiaj mija tydzień, od kiedy życie mi się obrzydziło. Co z tego , że mąż wrócił, że ze mną mieszka , skoro jest oschły i czuję się tak, jakbym to ja była winna. Powiedział, że wszystko wymaga czasu . Usłyszałam " przepraszam " , ale co mi to dało ? Nic. Skrzywdził mnie, a udaje ofiarę. Nie wiem, co ta kobieta z nim zrobiła - dzisiaj to całkiem inna osoba . Nie wiem już co myśleć . Bez niego zle, a z nim nie lepiej . Daliśmy sobie szansę, ale jakoś marnie to widzę.
Dziękuję Wam za miłe słowa i rady . Dobrze, że jest miejsce, gdzie można się wyżalić .
Skrzywdził mnie, a udaje ofiarę. Nie wiem, co ta kobieta z nim zrobiła - dzisiaj to całkiem inna osoba . Nie wiem już co myśleć . Bez niego zle, a z nim nie lepiej . Daliśmy sobie szansę, ale jakoś marnie to widzę.
Witaj! Mam nadzieję, że uda Ci się to wszystko przetrwać i pomału wszystko się ułoży. Musisz sobie dać czas, choć to brzmi dość banalnie...ja podobnie jak Ty pozwoliłam mężowi wrócić do domu, niestety nie wytrzymałam takiej presji i mieszkania pod jednym dachem z kimś kto mnie skrzywdził. Powodzenia Ci życzę i wytrwałości.
Dzisiaj mija tydzień, od kiedy życie mi się obrzydziło. Co z tego , że mąż wrócił, że ze mną mieszka , skoro jest oschły i czuję się tak, jakbym to ja była winna. Powiedział, że wszystko wymaga czasu . Usłyszałam " przepraszam " , ale co mi to dało ? Nic. Skrzywdził mnie, a udaje ofiarę. Nie wiem, co ta kobieta z nim zrobiła - dzisiaj to całkiem inna osoba . Nie wiem już co myśleć . Bez niego zle, a z nim nie lepiej . Daliśmy sobie szansę, ale jakoś marnie to widzę.
Dziękuję Wam za miłe słowa i rady . Dobrze, że jest miejsce, gdzie można się wyżalić .
Agnieszko trzymam kciuki i myślę że wszystko się ułoży i wróci do normy, tylko faktycznie wymaga to czasu. Czas goi rany i przynosi zapomnienie. Może kiedyś nawet mu wybaczysz. Pozdrawiam serdecznie
Daliśmy sobie szansę, ale jakoś marnie to widzę.
Zastanów się, czy w takim razie naprawdę chcesz takiej szansy.
Po pierwsze - jeśli w to sama nie wierzysz (a ewidentnie nie wierzysz), to jak to się ma udać?
Po drugie - proste, ale prawdziwe - jeśli on skrzywdził, to on powinien się starać. Rzecz jasna wina rzadko leży po jednej tylko stronie i wszystko ma jakieś przyczyny, ale kurczę, miałby teraz ruszyć swoje szanowne 4 litery i trochę się postarać, nie uważasz??? Udawanie ofiary to naprawdę mało dojrzały sposób zachowania u bądź co bądź dojrzałego faceta.
No i po trzecie - czy ty naprawdę chcesz jeszcze z nim być? Zastanów się nad tym głęboko. Odsuń na bok wszystkie argumenty typu "co inni sobie pomyślą" albo "to dla dobra dzieci". Czy TY chcesz jeszcze z nim być? A jak sobie na to odpowiesz, to wtedy skonfrontuj to z powyższymi argumentami i zobacz, co przeważa. I czy warto dla tych argumentów trwać w iluzji...?
Poniewaz minęło już trochę czasu , od kiedy dowiedziałam się o zdradzie , postanowiłam opisać co dalej z moimi problemami. Może ktoś podpowie , coś doradzi . Więc od początku . Po wyrzuceniu męża z domu, na drugi dzień tel, że jednak chce wrócić, że sobie to wszystko przemyślał. Tak sobie tłumaczyłam, że może się opamiętał, że ludzie popełniają błędy, że może warto spróbować. Niestety w czasie pobytu ze mną nadal utrzymywał kontakty z nowa wybranką swojego serca . Oczywiście kłamstwo za kłamstwem, że to już historia, że ten zwiazek zakonczony itd. itp. Niestety nie wytrzymałam, bo ileż można być oszukiwanym i poniżanym ( bo dla mnie zdrada to poniżenie kobiety i brak jakiegokolwiek szacunku dla niej ). Po małej wymianie zdań kazałam mu się wynosić ( delikatnie mówiąc ) . Oczywiście bezproblemowo dupek sie spakował , zabrał wszystkie ciuchy i w nocy udał się do nałożnicy . Od tygodnia nie mieszkamy razem, nie rozmawiamy , nie widujemy się. Został we mnie żal, smutek, tęsknota, chociaz tłumaczę sobie, ze byłam oszukiwana, zdradzana, że prowadził podwójne życie itd. itp. to ciągle jest mi smutno , ciągle chodzę przygnębiona . Poznałam na forum dziewczynę, która dodaje mi trochę otuchy i pisze do mnie e-maile. Bardzo jej za to dziękuję, bardzo mi pomaga .
Nie wiem co dalej będzie, co los przyniesie. Wiem, że muszę się pozbierać i żyć dla córki , tylko , że nie potrafię o tym zgredzie zapomnieć. Dom wieczorem pusty, rankiem pusty , w południe pusty .Proszę o rady jak się pozbierać .....
Witaj!
Serdecznie współczuję temu, co przeżywasz. Rozstanie zawsze przeżywamy boleśnie. Wydaje nam się wtedy, że wszystko straciło sens, że z nikim innym nie może być dobrze. Targają nami silne emocje. Działamy impulsywnie, bez zastanowienia. Ten krytyczny okres mija wcześniej czy później. Wtedy zaczynamy spostrzegać otaczającą rzeczywistość inaczej, lepiej, sensowniej. Możemy sobie pomagać. Spotykać się z ludźmi, wypełniać czas czymś przyjemnym. Wreszcie przyjdzie czas, że możemy dostrzec innych interesujących mężczyzn, może bardziej odpowiedzialnych od poprzednich, bardziej interesujących, dojrzałych do trwałego związku, dojrzałych do ojcostwa. Wokół, wbrew pozorom, jest takich wielu. Jest taki jeden warunek na zmianę - wyjść z zasklepienia i nie tracić wiary w ludzi.
Życzę powodzenia i serdecznie Cię pozdrawiam
Musisz sobie pozwolić na okres "żałoby". To jest okres, kiedy walczysz ze swoimi uczuciami, rozpaczą, żalem.
Jest to zupełnie naturalny, choć bardzo bolesny etap godzenia się samej ze sobą. Musisz przez niego przejść, bo im więcej w tym czasie emocji, które tobą targają, tym bardziej się wewnętrznie "oczyścisz". Innymi słowy - im bardziej zapoznasz się ze swoimi emocjami, im więcej ich przeanalizujesz, tym łatwiej ci będzie z nimi żyć i przejść nad nimi do porządku dziennego.
To jest etap, którego nie musisz się wstydzić, nie musisz się z nim ukrywać i masz do niego pełne prawo.
Twoje zaufanie i wiara zostały pogwałcone, czujesz się opuszczona, zdradzona, samotna. To jest czas wielkiego bólu i opuszczenia - nie ma sensu ci mówić, że nie masz myśleć negatywnie, ponieważ jest to teraz silniejsze niż ty.
Ale to minie. Minie na pewno. A im więcej wniosków wysnujesz z tego okresu, tym mądrzejsza i silniejsza będziesz później.
Więc nie bój się tego cierpienia.... Ono po części jest destrukcyjne, ale w finale przyniesie ci dużo dobrego.
I nie zapomnij uśmiechać się do córki... Ona też cierpi i bardzo potrzebuje twojego wsparcia.
Trzymam za ciebie kciuki! Jeszcze będzie dobrze, zobaczysz!