Witam,
jestem tu nowa, ale postanowiłam w końcu opowiedzieć komuś o tym co czuję, bo na co dzień za bardzo nie mam komu o tym powiedzieć.
Moje kompleksy i niska samoocena mają chyba korzenie daleko w dzieciństwie. Od zawsze byłam przekonywana przez starsze rodzeństwo że jestem gorsza od nich, że w niczym nie jestem dobra, nie mogłam okazywać żadnych emocji, czy gniewu, bo wtedy byłam "karcona" przez rodzeństwo tak samo jak np. radości, musiałam wypatrywać czy podobne emocje ma rodzeństwo, jeśli tak, mogłam się cieszyć, jeśli nie, znów byłam przez nich wyśmiewana. Rodzice pracowali, dużo czasu mi nie poświęcali, nie rozmawialiśmy o emocjach, w żaden sposób nie odczuwałam że byłam kochana, teraz chodz mam 18 lat to wydaje mi się, że mieszkam z całkiem obcymi ludzmi, bo tak na prawdę to kompletnie nie widzą co dzieje się w moim zyciu, tym bardziej w mojej głowie. Teraz gdy to piszę o mam łzy w oczach, ledwo powstrzymuje się od płaczu.
Ogólnie nie jestem zadowolona ze swojego wyglądu, czytając to forum dopiero się przekonałam jak wiele mam kompleksów, wyliczając od dołu:
- duże, kościste stopy,
- krótkie nogi(chodź to mi tak bardzo nie przeszkadza)
- grube uda,
-krzywe nogi
-szerokie biodra(ok97cm)
-odstająca pupa,
- duże tzw. "boki"
- maly biust
- szerokie ramiona,
-dluga szyja
-broda wystająca "jak u czarownicy"
-małe, wąskie usta, przy czym jest brzydki usmiech, gdzie wyglada jakbym nie miala zębów, chodz cwiczylam przed lustrem to nigdy ladny nie wyszedł.
- duży, szeroki nos,
- małe oczy, przy czym jedno jest wyżej, drugie niżej i jedno jest większe
- brwi różnej długości i kształtów (chodz starałam się coś z tym robić)
- jedno ucho wyżej od drugiego, przez co nie mogę nosić okularów p.słonecznych
- ostatnio coś się dzieje z włosami, że strasznie się puszą
Gdzie przy wzroście 165 ważę 55 kg, w tali mam ok 67-69(nie pamietam) ale boję się, że zacznę tam tyć.
Są dni, kiedy uważam się za ładną dziewczynę z ładną figurą, ale po każdej porażce uświadamiam sobie, że to nie jest prawda, że nie mam racji, bo przecież gdybym miała rację to kiedykolwiek ktokolwiek by zagadał, zainteresował się, a tak to nie raz zagadaywali, ale do różnych moich koleżanek z którymi byłam, nigdy do mnie. A po za tym nie słyszałabym wtedy różnych komentarzy na mój temat. Czasem nie mogę patrzeć na siebie w lustrze, aż wymiotować mi się chce gdy widzę taką ohydną osobę. Z charakteru też nie jestem fajna, ludzie mówią, że raczej " pozytywnie dziwna", ale z trudem nawiązuję jakiekolwiek kontakty, a do bliższego poznania ludzie rzadko mają okazje. Często też mówią, że przesadzam, że wcale tak źle nie wyglądam, ale ja wiem, że tak mówią po to, by mnie jakoś podnieść na duchu, bo wiem, że by nikomu nie powiedzieli w twarz, że jest ktoś brzydki czy jakiś inny.
Brakuje mi bliskości, chyba za dużo oglądałam filmów, gdzie dziewczyna poznaje chłopaka i są szczęśliwi i jest wszystko piękni i ładnie. Niestety życie takie nie jest i widocznie nie jest mi to pisane, pomimo tego, że wiem, że nigdy nikogo nie spotkam, nie przezyje zadnej odwzajemnionej miłości to i tak nadal tkwię w nadziei, że z dnia na dzień spotkam kogoś, kto się mną zainteresuje, ale nadal wiem że to się nigdy nie wydarzy. Błędne koło, sama siebie oszukuję.
W końcu z siebie jakoś to wyrzuciłam, jest mi trochę lżej. Dziękuję jeśli ktoś to przeczyta.
2 2010-07-08 15:57:01 Ostatnio edytowany przez joelle20 (2010-07-08 15:57:44)
Witaj moja imienniczko! nie martw się,każdy ma jakieś kompleksy.Z reguły jest tak,że oceniamy się okiem krytyka,a większośc ludzi nawet nie zauważa naszych wad.Ja też mam wiele kompleksów,ale na powodzenie nie narzekam i obecnie jestem w szczęśliwym związku.Dla mężczyzny który Cię pokocha (a może już takiego znalazłaś) i tak będziesz najpiękniejsza i najlepsza.W końcu wybierze (wybrał) Ciebie spośród tysiąca
.Głowa do góry.Zamiast myślec o wadach (kompleksach),skup się na swoich zaletach i je podkreślaj.Dbaj o siebie i najważniejsze:pozytywne nastawienie,a będzie ok. pozdrawiam :]
Dzięki za miłe słowa. Ale nie jest to takie proste.
Jak ktoś ma mnie wybrać, skoro wszędzie jest masa ładniejszych i fajniejszych dziewczyn ode mnie?
Zawsze gdy się pozytywnie nastawiam to się później okazuje, że to jest bez sensu bo ja naiwna trwam w swej głupocie.
Teraz kiedy są wakacje, całe dnie dosłownie leże w łóżku przed komputerem czy telewizorem i bez przerwy jem. Czasem wyjdę ze znajomymi gdzieś do klubu, ale potem wracam w jeszcze gorszym nastroju i utwierdzam się w tym wszystkim jakim beznadziejnym człowiekiem jestem. Nawet głos mój brzmi jakbym miała zatkany nos, bo mam krzywą przegrodę w nosie...
Rzeczywiście masz bardzo niską samoocenę straszne ja też tak mam zawsze sie uważałam za brzydką nieporadną i do tego tępą i głupią. Są momenty kiedy jest wszystko dobrze i czuję się ze sobą ok ale nachodzi taki czas kiedy to wraca i dalej użalanie się nad sobą. Na pewno grubo przesadzasz z tym że podobno jesteś brzydka a gruba to nie jesteś na pewno ja mam takie wymiary jak Ty z tym ,że przy wzroście 162 warze 60 a w biodrach mam 98.
Nie pisz że jesteś pewna że nikogo nie znajdziesz nie możesz tak myśleć!!!!!!!! Masz 18 lat całe życie przed Tobą.
Czy jest jakaś rzecz która Ci sie w Tobie podoba?????????
5 2010-07-08 17:28:47 Ostatnio edytowany przez joelle20 (2010-07-08 17:34:40)
Wiem,że nie jest to proste.Ale życie jest jedno.Ja mam koleżankę która ma dużą nadwagę,ale jest bardzo pozytywnie nastawiona.Czasem też łapie handry i teraz się do mnie nie odzywa (bo jestem z chłopakiem który jej się podoba),a to nie moja wina.Ale to już inny temat...Są na świecie naprawde pasztety (za przeproszeniem) i jakoś sobie radzą
mają chłopaków(czasem fajniejszych niż te lalunie niektóre).Ciesz się wakacjami...A uroda przemija,pamiętaj o tym (oczywiście nie twierdzę,że jesteś pasztetem jakimś),a inne wartości zostają i są doceniane.Skoro mówisz że wychodzisz ze znajomymi,jesteś lubiana przez otoczenie a to duży "+".Co z tego że niektórzy są piękni,skoro mają pusto w głowie i czują się samotni bo nie mają przyjaciół.Nie zadręczaj się tak tym.Naprawdę nie warto
a pewnego dnia miłość zawita także w Twoim sercu.Na wszystko przyjdzie czas ![]()
P.s z włosami napewno da się coś zrobić.Napisz co im dokładnie dolega,to może pomogę (studiuję fryzjerstwo),są makijaże do różnych rodzajów oczu (myślę,że do Twoich też coś by się znalazło).Nos też można optycznie zmniejszyć (ja też mam ten kompleks)
A mankamenty figury mogą zatuszować odpowiednie ciuchy
zmień nastawienie i zrób coś dla siebie.Mam nadzieję,że moje rady chociaż trochę pomogły.
siemka ja w dziecinstwie nie bylam ladna jak sie jakis chlopak mi podobal to kolezanki odrazu mnie stawialy na nogi mowiac za wysokie progi na twoje nogi wiec obiecalam sobie nigdy wrzyciu dosyc to ja bede ladna i to ja bede na podium mojego zycia duzo to mnie kosztowalo wysilku ale warto bylo i wiecie co teraz mnie co niekturzy nie poznija a jesli chodzi o facetow to mam wczym wybierac ale kocham tylko jednego i wiem co jestem warta a moje ladne kolezanki kiedys a szkoda o nich gadac ale nie to jest najwarzniejsze ze jestesmy ladne tylko to jakie jestesmy piekne wsrodku a to co wsrodku emanuje i nazewnacz kochajmy siebie takimi jakimi jestesmy ![]()
Musimy doceniac to co mamy, zawsze moglo byc gorzej. Znajdz w sobie atuty, bo takie napewno masz. Mysle, ze to Ci przejdzie z czasem. Wazne zebys sie zaakceptowala taka, jaka jestes. Gruba to Ty napewno nie jestes. Mam podobna wage i wzrost. Poza tym widze wiele par, gdzie kobiety naprawde nie wygladaja najlepiej, a jednak komus sie spodobaly. Kazdy ma inny gust. Ale jak masz sie komus spodobac jak sie sama sobie nie zaczniesz podobac. Nikt w 100 procentach nie jest zadowolony z wygladu i sa gorsze dni, kiedy patrzymy na siebie w lustro i zrzedzimy, ale powtarzam kazda kobieta ma w sobie cos pieknego. Odkryj to i podkreslaj. :* buzka
8 2010-07-15 06:25:05 Ostatnio edytowany przez eddie (2010-07-15 06:30:09)
iza2a - Mogę Cię pocieszyć jedynie tym, że nie jesteś osamotniona w takim postrzeganiu swojej osoby ![]()
Mam dosyć swojego widoku w lustrze, a mimo to zerkam na nie kilka razy dziennie i tylko pogłębiam swoją rozpacz nad własną brzydotą. W życiu nie usłyszałam żadnego prawdziwego komplementu, raczej jakieś śmiechy-hihy i dziwne spojrzenia. Doszłam do wniosku, że coś ze mną nie halo, tylko co ? Wygląd ? Pewnie, szkoda tylko, że nic nie mogę na to poradzić. Mam 18 lat, a wciąż walczę z pryszczami co mnie doprowadza do rozpaczy. I w ogóle nie wychodzę z domu ^^ W dodatku mam aparycję ćpunki i typa spod ciemnej gwiazdy, w gwoli ścisłości - głęboko osadzone oczy, zawsze fioletowe podkówki pod nimi -_- I jedno, i drugie genetyczne, po rodzicach (?) hehe, żadne nie ma takich oczu jak ja, ale nie wnikam w to O_O Myślę, że to jakoś z genów, bo badania nic nie wykazują ![]()
Wszelkie próby nowych znajomości z miejsca odtrącam - mam wrażenie, że ktokolwiek próbuje nawiązać ze mną kontakt, robi to żeby prędzej czy później się ze mnie ponabijać. Taka fobia, ot, i nie mam przyjaciół ^^ Ale w końcu zaczęłam olewać cały ten szajs, nie szukam znajomych na siłę, jestem uprzejma dla wszystkich, ale jak nie znajduję z kimś wspólnego języka, który bywa u mnie dość ekstrawagancki, to daję to jasno do zrozumienia i finita la commedia. I tak ostatnio dowiedziałam się, że oprócz tego, że brzydka jestem, ja tak uważam i co najgorsze inni tak uważają, to w dodatku wszyscy się boją ze mną rozmawiać, a dresy (bez urazy dla tego wygodnego stroju sportowego ^^ ) uważają mnie wręcz za dziwną i nie rozumieją skąd się wzięłam. BTW, ja też nie rozumiem skąd się wzięli.
A w dodatku muszę wciąż trwać, jak ta przeklęta 'Moda na sukces'... O_o
każdy jest piękny w swoim rodzaju . nie myśl o tym co masz złe, zastanów się, co Ci się w sobie podoba ? na pewno są takie rzeczy. musisz tylko uwierzyć i się sama o tym przekonać, że są.
Oj jak się ma 18 lat to dość często nie wygląda się korzystnie. Nie dość, że to ciało się dopiero ... że tak napiszę - ustala, to jeszcze się jest tak maksymalnie krytycznym wobec siebie. Ja może inne uwagi miałam do siebie, ale mniej więcej w tej samej ilości. Ale na szczęście już nie mam 18 tylko 30 i całkiem sie sobie podobam. Choć oczywiście .... (to już chyba tak musi być
)
Może popracuj nad sobą tak jak zaproponowała joelle20?
co mam z sobą zrobić ? wdowa 48 lat ???? nie wiem , kto poradzi?
musisz znalezc w zyciu sens;) Wplesc w niego troche pozytywnych emocji i nie poddawac się;)
13 2010-07-22 17:41:58 Ostatnio edytowany przez bum (2010-07-22 17:46:49)
Hm... napiszę szczerze,że bardzo dobrze rozumiem dziewczyny ,które mają kompleksy z powodu swojego wyglądu. Też mam dni ,w których widzę siebie w ,tzw. dobrym odbiciu i niby wszystko jest ok. Jednak częściej spostrzegam siebie bardzo wadliwie.Przede wszystkim również zmagam się z trądzikiem. Kiedy miałam 15/16 lat moja twarz wyglądała wręcz okropnie. Byłam skazana na masę maści ,tabletek, wizyt u dermatologa oraz peelingi,którym zawdzięczam o wiele czystszą twarz... oczywiście nie ukrywam ,że gdzie nie gdzie jakiś pryszcz się znajdzie,a blizny nie są najpiękniejsze. Jednak lepsze "to" niż masakra sprzed kilku lat. Najgorsze jednak jest to ,że nadal leczę trądzik. Nie wolno mi robić makijażu (poza oczami). Zazdroszczę dziewczynom,które mogą pomalować sobie policzki różem,że wstając rano nie muszą widzieć dziur na swojej twarzy ,albo bać się ,że znowu ten koszmar się powtórzy. Moja siostra ma idealną cerę. Bardzo jej zazdroszczę . Piszę to bez owijania w bawełnę. Mam nadzieję (jedyne co mi pozostało) ,że też kiedyś będę miała tak ładną cerę ... jestem w trakcie planowania zabiegu usuwania blizn. Oczywiście muszę najpierw pozbyć się kompletnie pryszczy i uzbierać nie małą sumę pieniędzy.
Niektóre "wady" jak widać da się leczyć, małymi,małymi kroczkami. Nie ukrywam ,że jest to wręcz denerwujące ,a zarazem przykre. Czasami ,np. irytuje mnie to ,iż nie mogę znaleźć porządnego swojego zdjęcia, gdyż na każdym widać zaczerwienione od blizn policzki. Mam wrażenie,że strasznie to widać,że ludzie to widzą i będę się na mnie patrzyć. Dzieje się tak ,bo w moim życiu już kilka osób bezczelnie powiedziało mi ,że mam problemy z trądzikiem. Jakbym sobie z tego sprawy nie zdawała! ;|
Hm... jest również innych kilka rzeczy,które chcę w sobie zmienić choćby zrzucić 3 kg. Nie jestem gruba. Nie jestem za chuda. Jestem w sam raz. Jednak nie czuję pełnego komfortu jeżeli chodzi o uda i brzuch heh
. To również mogę zmienić.
Aczkolwiek jedyne na czym bardzo mi zależy to mojej twarzy. Nie zaprzeczę,że oglądając stare zdjęcia w wieku 12 lat miałam czystą cerę... dosłownie idealną. Może... (niestety może) uda mi się ją kiedyś odzyskać . Ach i czasami mam wrażenie,że moja twarz jest za okrągła i nie pasuje do reszty hehehe być może jak schudnę to się minimalnie "zmieni".
Więc dziewczyny nad niektórymi kompleksami da się "popracować" być może pozbyć się ich.
W sumie to nie są kompleksy tylko przypadłości losu,które nas w kompleksy wpędzają.
Ach i jestem zdziwiona ,bo tak sumując napisałam to bardzo pozytywnie. Patrząc na ostatnie miesiące bardzo płakałam z powodu swoich wad,ale gdzieś tam w głębi musi być dobrze, czyż nie tak?
A więc moje plany:
-pozbyć się koszmarnego trądziku
-wyleczyć blizny
-zrzucić kilka kilogramów
-zaakceptować siebie
-nie porównywać się do innych... i utwierdzać się ciągle ,że jestem przy nich malutka.
Być może się uda.
Na wstępie witam wszystkich serdecznie.
Tytuł myślę odpowiedni, ja już chyba nawet nie mogę mówić o kompleksach, tylko właśnie całościowo - zupełny brak akceptacji własnej osoby, tak pod względem wizualnym jak i psychicznym. Zawsze miałam dość niską samoocenę, wynikającą z wielu czynników, ale ostatni rok to już koszmar. Niestety nie można uciec przed sobą samym, a na walkę nie mam już siły czasami...
Dla mężczyzny który Cię pokocha (a może już takiego znalazłaś) i tak będziesz najpiękniejsza i najlepsza.W końcu wybierze (wybrał) Ciebie spośród tysiąca
W moim przypadku jest tego typu problem, że ja mojemu mężczyźnie już nie wierzę. Niby wybrał, kocha, akceptuje, jest opiekuńczy i wyrozumiały, ale cóż z tego jeśli "zamienił mnie" na setki innych. Trwało to ok. 8 miesięcy, jak niemal codziennie wchodził na strony z amatorskimi zdjęciami i filmikami - wiadomej treści
Minęło grubo ponad rok czasu odkąd to odkryłam, on przestał, jest cudowny, ale ja już nie czuję się przy nim tak jak kiedyś ("piękne wnętrze w pięknym opakowaniu"), choćby komplementował mnie codziennie. Mam w głowie te dziewczyny ze zdjęć, niby zwyczajne, żadne super laski, a jednak czuję się paskudna i kompletnie nieatrakcyjna. Nie potrafię mu zaufać, ciągle płaczę, nie patrzę w lustro, bo nigdy w odbiciu nie ujrzę tego, co chciałabym tam zobaczyć. Te kompleksy uniemożliwiają mi normalne życie - na basen nie, nad wodę nie, tam gdzie dużo ludzi (tzn. ładnych dziewczyn oczywiście) też nie, wszędzie się dołuję, jestem ciągle przygnębiona, nic mnie nie cieszy.
Zaznaczę, że jesteśmy razem 10 lat, bardzo go kocham, a ślub w sierpniu... On nigdy nie powiedział mi nic przykrego odnośnie mojego wyglądu, nigdy nie obejrzał się za inną dziewczyną w mojej obecności i teraz nie daje mi żadnych powodów do podejrzeń. Mimo to jestem nieszczęśliwa, wstydzę się przy nim rozebrać, zbudowałam mur wokół siebie i nie wiem, jak to zmienić, jak spojrzeć na siebie przychylniejszym okiem. Boję się, że przez moje kompleksy i jego "grzeszki" nie będziemy szczęśliwym małżeństwem. Myślicie, że człowiek może się zmienić? On o swoim zachowaniu mówi, że było głupie, płytkie i nie potrafi tego wyjaśnić, jakieś zaćmienie, nawyk. Czy to możliwe, że zrozumiał swój błąd? Tak czy inaczej nie zmienia to faktu, że ja ze sobą czuję się gorzej niż kiedykolwiek, staram się przełamać, otworzyć, ale bez skutku póki co i jest fatalnie. Chyba nigdy o tym nie zapomnę, jeśli nawet bywa chwilami trochę lepiej, to ciągle wraca. Nawet gdy jestem sama, ubieram się czy biorę prysznic patrzę na siebie myśląc, jaka jestem beznadziejna.
Kończę ten długaśny elaborat, przepraszam wszystkich, ale musiałam się komuś wyżalić.
Cześć dziewczyny ![]()
Mam 21 lat i mase kompleksów, a już nastolatką nie jestem. Mam wrażanie, że jest jeszcze gorzej niż wcześniej. Staram się jak moge żeby lepiej wyglądać, ale to nie takie łatwe
Ostatnio spotykałam się z chłopakiem, aż przez miesiąc i zostawił mnie jak zobaczył mój cellulit ( to mój największy kompleks) Nie wiem czy tu można wstawiać fotki? Bo bym wstawiła i powiedział byście mi czy wygląda tak źle? W każdym razie ciesze się mimo to, że mnie zostawił, bo jakie on ma wartości? Mam kompleksy również w innych tłach nie tylko wygląd, także brak pasji. Nie mam teraz pieniędzy na rozwijanie ciekawych hobby, wakacje, drogie samochody, telefony.. Ostatnio jak rozmawiałam z koleżanką i mówie, że po aplikacji, wyjade za granice na stałe to usłyszałam "OOOO jaka ambitna APLIKACJI się zachciało!! hehehe" tak ironicznie się zaśmiała
a potem powiedziała, że zagranice się nie nadaje bo nie znam język i napewno się nie naucze:/
a co powiecie na znalezienie w sobie pozytywnych aspektow?:) ja np mam cellulit ale to rekompensuja mi duze oczy. mam walki na brzuchu ale to rekompensuja mi geste wlosy.plaski tylek ale za to lubie swoje dlonie.nie ma ludzi idealnych,no chyba ze po photoshopie albo po operacjach;) wiec moze lepiej skupiac sie na swoich pozytywnych aspektach,bo zaloze sie ze kazda w Was je ma..nie bede komentowac zachowania goscia ktory zostawia laske z powodu..cellulitu.
neheszta- to jest zdanie Twojej kumpelu,a Ty co o tym myslisz? tez Ci sie wydaje ze sie nie nadajesz?myslisz ze ona na Twoim miejscu zostalaby bo Ty jej tak powiedzialas? i czy w ogole bys jej tak powiedziala? przemysl to,buzka
Kochający mężczyzna zaakceptuje wszystko w wyglądzie. Jak kiedyś rozpaczałam z powodu faceta, który mnie zostawił po długiom czasie krytykowania mnie za wszystko, jeden znajomy mi powiedział: "Wiesz, to głupek był. Nie kochał cię. Jakby cię kochał, to by się mu wszystko w tobie podobało". Nie wierzyłam, ale sprawdziło się.
Mam garba. Niewielki jest, ale widać go bardzo dobrze, kiedy się pochylam. Z niego wynikaja nieprawdłowa postawa (nie mogę nosić obcisłych rzeczy, bo wtedy widać, że prawa strona miednicy wystaje mi dużo bardziej niż lewa). Jak stoję prosto, wydaje się, że się opieram na lewej nodze, choć tak nie jest. Mimo to mój chłopak zupełnie nie zwraca na to uwagi, podobnie jak na trądzik (stwierdził, że dowodzi on, jaka młoda jestem i że cera ma dużo siły, więc pracuje). Natomiast urzeka go, kiedy mrugam
Nie chodzi mi o to, by dowodzić, jak wspaniały jest mój chłopak (chociaż jest) tylko po to, by wykazać, że kochający mężczyzna kocha nie za idealne wymiary, tylko np za uśmiech, za sposób odgarniania włosów, czyli za głupoty.
Moja mama latami mi wmawiała, że jak nie będę stać prosto, to żaden mnie nie zechce. I żebym broń Boże nie mówiła o plecach, to może, jak się pochylę z wyprostowanymi plecami, nie zauważą. Bzdura. Mój chłopak widział mnie w kostiumie kąpielowym i powiedział mi potem, że nie może się doczekać, kiedy zobaczy mnie znowu. Dodam, że na domiar wszystkiego mam iksowate nogi. Pewnego rodzaju spódniczek nie włożę nigdy.
Na koniec chcę zaznaczyć, że mimo tych defektów patrząc na siebie w lustro stwierdzam, że jestem całkiem ładna ![]()
Uważam ,że faceci ,którzy skupiają się głównie na wyglądzie to za przeproszenie dupki. Mężczyźni w porównaniu do kobiet nie doszukują się w sobie wad,a nawet jeżeli jakieś mają starają się o nich nie mówić.... można rzec ,że nie wpędzają siebie w kompleksy.
Kiedyś byłam bardzo zakochana w pewnym kolesiu... jednak "rywalizowała" ze mną jedna dziewczyna. Chłopak nie wybrał mnie lecz ją Na początku bardzo mnie to bolało.
Przede wszystkim dziewczyna była chuda...za chuda. Rozumiem gdyby swoją figurę jakoś podkreślała. Jednak ona ubierała się dosyć dziwnie. Nawet jeżeli miała na sobie ubrane rajstopy,a do tego jakąś tunikę to wygląda dosyć komicznie,bo ma taką męską twarz i dziwne spojrzenie.Dodatkowo w oczy rzucają się jej wielkie stopy.
Często stawiałam sobie pytanie "co on w niej widzi?! Przecież ona nie jest kobieca.Może charakter?Może to ja powinnam schudnąć?" I tak w kółko. Wreszcie dałam sobie spokój,bo przecież na świecie są przeróżne pary. Nie mogę sobie wmawiać ,że ja jestem gorsza .Chłopak już nie raz przyleciał do mnie z płaczem. Jednak robienie z siebie dobrej ciotki nie jest rozwiązaniem ,więc nasze drogi się rozeszły. Teraz ta cała sytuacja mnie bawi. Nie wiem jak mogłam porównywać się do tej dziewczyny!
Co do tych całych kompleksów.... czasami ich się w sobie doszukujemy. Ja mam często tak ,że ktoś mi powie coś nie miłego i wpadam w histerię.Nie chodzi tu o to ,że przejmuję się tym co ludzie o mnie mówią czy pomyślą,bo to inny dział.
Czasami ludzie wygłaszają na nasz temat głupie uwagi. Kiedyś kolega w moim towarzystwie chciał zażartować i powiedział,że jestem za brzydka. Zabolało mnie to. Nie mogłam się z tego otrząsnąć. Oczywiście twierdził,że to żart. Jednak ja tego tak nie odebrałam. Czułam się tak jakby ktoś mnie znokautował. Do dzisiaj jak o tym pomyślę robi mi się przykro.
Obiektywnie patrząc to powinnam mieć całą masę kompleksów. Ale nie mam. Wychodzę z założenia, że nie wszystkim ludziom na świecie muszę się podobać, a niektórym przecież się podobam, bo nie ma idealnego wzorca właściwego wyglądu.
Zakompleksione dziewczyny zwykle skupiają się na wyglądzie, tłumacząc w ten sposób wszystkie niepowodzenia, jakie je w życiu spotykają. Zostawił chłopak - na pewno z powodu cellulitu, nie dostałam pracy - bo ta, która dostała była ładniejsza, ciotka mnie nie lubi - bo jestem gruba itp, itd... Tymczasem to wszystko w sumie prawda. Wprawdzie chłopak nie zostawia z powodu cellulitu, ale jeśli dziewczyna ciągle mówi tylko o swoich mankamentach, nie chce nigdzie wyjść, bo "jest brzydka i się wstydzi pokazać" to wcale bym się nie zdziwiła, gdyby poszedł sobie do brzydszej, za to skupionej na innych rzeczach. Pracę dostaje ładniejsza, bo jest pewniejsza siebie, sprawia wrażenie bardziej kompetentnej, przebojowej - a te cechy nie liczą się chyba tylko przy naborze do pakowania słoików na taśmie produkcyjnej...
Ludzi przyciąga radość życia, optymizm, ciepło, wrażliwość. Zakompleksione dziewczyny tych cech nie pokazują, bo całym ich światem jest świat ich kompleksów. Nie umieją się cieszyć drobnymi sprawami, bo skupiają się na tym, jak w trakcie tych drobnych spraw wyglądają. Straszliwie przejmują się każdym docinkiem na temat wyglądu, za to, paradoksalnie, żadna by się nie przejęła tekstem, że jest głupia. Tymczasem jest tak, że każdy NORMALNY facet wybierze dziewczynę, która nie wygląda jak modelka, za to umie wywołać uśmiech na twarzy, sprawić, że ludzie czują się dobrze w jej obecności, taką, która dostrzega coś więcej niż swoje grube uda...
Ludzi przyciąga radość życia, optymizm, ciepło, wrażliwość. Zakompleksione dziewczyny tych cech nie pokazują, bo całym ich światem jest świat ich kompleksów. Nie umieją się cieszyć drobnymi sprawami, bo skupiają się na tym, jak w trakcie tych drobnych spraw wyglądają. Straszliwie przejmują się każdym docinkiem na temat wyglądu, za to, paradoksalnie, żadna by się nie przejęła tekstem, że jest głupia. Tymczasem jest tak, że każdy NORMALNY facet wybierze dziewczynę, która nie wygląda jak modelka, za to umie wywołać uśmiech na twarzy, sprawić, że ludzie czują się dobrze w jej obecności, taką, która dostrzega coś więcej niż swoje grube uda...
Pozwolę się nie zgodzić, to zbyt duże uogólnianie. U mnie kompleksy mają raczej podłoże psychiczne, nigdy nie miałam nadwagi, nie wysłuchuję docinków na temat swojego wyglądu. Można wyglądać - powiedzmy - całkiem dobrze (zdaniem innych) i jednocześnie czuć się fatalnie we własnej skórze, a często zdarza się, że dziewczyny mało urodziwe są z siebie całkiem zadowolone, czego bardzo im zazdroszczę. Co do wrażliwości to ludzie mają mnie za osobę ciepłą i życzliwą, lubię pomagać innym, czuć się potrzebna, bo tylko to mnie dowartościowuje, że mogę coś zrobić dla kogoś.
Jeśli chodzi o głupotę (może piszę ciut nieskładnie, ale czasem trudno przelać myśli na papier) to największą obelgą jest traktowanie mnie jak "blondynkę". Fakt, alfą i omegą nie jestem, lecz coś tam mam pod kopułką.
Mój facet nie zostawił mnie dla innej kobiety, realnej optymistki, jednak po tym wszystkim co się wydarzyło (pokrótce opisałam sytuację kilka postów wyżej) moja i tak strasznie niska samoocena spadła do zera. Czuję się śmieszna i naiwna, plus mankamenty ciała/urody = zakompleksienie po całości. Tyle w moim przypadku.
Życzę wszystkim dobrej nocki:]
"Ludzi przyciąga radość życia, optymizm, ciepło, wrażliwość. Zakompleksione dziewczyny tych cech nie pokazują, bo całym ich światem jest świat ich kompleksów. "
Zgodzę się z pierwszym zdaniem i z tym ,że zakompleksione dziewczyny żyją w świecie swoich kompleksów.To racja. Jednak nie rozumiem na jakiej podstawie twierdzisz ,że takie dziewczyny nie posiadają cech,które wymieniłaś na początku? Ja osobiście mam sporo kompleksów. Ciągle mam,tzw.wrażenie,że źle wyglądam od tego właśnie zaczyna się doszukiwanie w sobie wad. Nie ukrywam,że nie raz zepsułam mojej przyjaciółce (kiedyś przyjaciółce teraz już nie ) humor z powodu tego,że wpadałam przy niej w dołek z kompleksami,ale to w końcu była moja przyjaciółka i wydaje mi się,że miałam prawo przy niej wylać co mnie boli. Jednak nie oznacza to ,że w towarzystwie siedzę i się nad sobą użalam...bywają dni,w których nie mam ochoty na siebie patrzyć,bo mam wrażenie ,że nie ważne kto obok mnie stanie to ja wyglądam przy nim na małą. Nienawidzę w sobie tego głupiego porównywania. Jednak nie sądzę ,aby brakowało mi powyższych cech. Zazwyczaj staram się myśleć pozytywnie.Pomimo, że czasami nie potrafię siebie uszczęśliwić udaje mi się uszczęśliwiać innych. Mam w sobie bardzo dużo ciepła i wrażliwości.
Nie mam zamiaru tu nic udowadniać.
Nie próbuję też na siłę wmówić sobie,że jestem brzydka. Są we mnie cechy i części ciała,które lubię.
Dużo ludzi mówi mi,że wyglądam dobrze, jestem ładna. Jednak nie sądzę ,aby był to powód to zachwytu,bo ja wciąż siebie widzę w tym złym świetle. Oczywiście nie jest to tak,że odrzucam wszystkie komplementy i im zaprzeczam! Są miłe,ale zawsze zastanawiam się ile w nich prawdy?
Dziewczyny no cóż... nie ma co dalej się użalać tylko uwierzyć w siebie.
Ja też spróbuję
.
Kilka osób wyżej pisało, że w ramach "rekompensaty" za to, że źle się czują ze sobą, próbują robić coś dla kogoś. Bez urazy, dziewczyny, ale to kiepska droga. Bo prowadzi do uzależnienia od ludzi, a w konsekwencji do pogorszenia nie tylko samooceny, ale i w ogóle związków z innymi. Co innego, jak się coś robi bezinteresownie. Ale podnoszenie sobie samopoczucia poprzez pomoc innym to nie jest bezinteresowność.
Co do wyżalania się z kompleksów - ja osobiście chętnie ludzi pocieszam i wskazuję im ich dobre strony, ale pod warunkiem, że naprawdę coś ze sobą robią w kierunku samoakceptacji. Mam znajomego, który odkąd go znam (2 lata) wciąż twierdzi, że jest beznadziejny, że fatalnie wygląda, i tak dalej. Straciłam powoli do niego cierpliwość, bo on wolał siedzieć i rozpaczać z powodu fatalnego kształtu nosa, niż faktycznie zrobić coś ze swoim życiem.
Kompleksy przesłaniają człowiekowi cały świat. Nawet jak o nich nie mówi, to i tak, to, co robi, jest nimi podyktowane. Np pomoc innym, ale też np chęć udowodnienia światu, że nie jest się głupim, mimo, że się w głębi duszy tak uważa. taki człowiek co chwilę bierze na siebie jakieś wyzwanie. Albo np jak ma kompleks, że nie potrafi się wypowiadać, to za wszelką cenę chce tego uniknąć, żeby inni nie zauważyli, jak fatalnie mówi. Gdyby ci ludzie nie mieli kompleksów, robiliby to, co chcą, a tak robię to, co uważają, że trzeba w związku z kompleksem.
Po prostu człowiek bez kompleksów spełnia swoje potrzeby, a człowiek z kompleksami stara się jakoś przetrwać, by "powody" jego kompleksów nie objawiły się nagle całemu światu.
I dlatego jestem zdania, że kompleksy należy bezwzględnie zwalczać, a każda "rekompensata" to w gruncie rzeczy samooszukiwanie się.
Dziewczyny, ale jak to jest, (w kilku postach pojawił się ten sam wątek - bycie w związku) wy chcecie poprawić wygląd dlatego, żeby podobać się facetowi czy sobie? Jeśli z tego pierwszego powodu, to dajcie sobie spokój, to bezsensowne. Macie się podobać sobie, z dumą spoglądać w lustro, niezależnie od bycia w związku, bo jeżeli będziecie potrafiły akceptować swój wygląd tylko gdy ktoś obsypuje was masą komplementów, to będziecie łatwo się dawać omamić przez miłe słówka.
Zmienia się wygląd czy w inny sposób walczy z kompleksami dla siebie, a nie dla opinii otoczenia.
Kilka osób wyżej pisało, że w ramach "rekompensaty" za to, że źle się czują ze sobą, próbują robić coś dla kogoś. Bez urazy, dziewczyny, ale to kiepska droga. Bo prowadzi do uzależnienia od ludzi, a w konsekwencji do pogorszenia nie tylko samooceny, ale i w ogóle związków z innymi. Co innego, jak się coś robi bezinteresownie. Ale podnoszenie sobie samopoczucia poprzez pomoc innym to nie jest bezinteresowność.
Fakt, ale czasami się zastanawiam, czy w ogóle coś takiego istnieje jak bezinteresowność. Szczerze mówiąc nie widzę w tym nic złego, gdy ktoś mnie wspiera, wyciąga z dołka raczej nie myślę dlaczego tylko jestem mu wdzięczna. Z drugiej strony mam straszne poczucie winy, jeśli mogłam coś zrobić lecz nie pomogłam. Także jest w tym nuta egoizmu, że ludzie pomagają, by nie mieć wyrzutów sumienia czy lepiej się poczuć. Każdy ma jakieś tam powody, ja jestem ... hm... powiedzmy refleksyjna, nie myślę o korzyściach, jak mnie coś ruszy to przeważnie staram się zrobić co mogę dla kogoś w potrzebie. Czasem tylko później zastanawiam się nad własnymi intencjami i czy naprawdę jestem dobrym człowiekiem. Jeśli mogę sobie na to pytanie odpowiedzieć twierdząco, lub przynajmniej że staram się taka być, to mam chęci do życia, widzę w swojej egzystencji jakiś sens. Ale dużo by mówić o moich schematach - a to już temat na forum Nerwica/Depresja.
Szczuruniu, to właśnie jest dla mnie najtrudniejsze - zaakceptować siebie. Chodziłam na kilka terapii, gdzie podejmowałam ten problem (terapie ogólnie dotyczyły innych aspektów, ale próbowałam wówczas walczyć z niską samooceną). Mój przyszły mąż twierdzi, że bardzo mu się podobam, ja sobie nadal niekoniecznie i niestety już mu nie wierze w te słowa tak jak kiedyś. A chciałabym się zmienić dla siebie, dla Nas, bo pobieramy się za niecałe 2 tygodnie, a ja obawiam się, że przez te moje kompleksy nasz związek nie będzie udany.
Pozdrawiam
No to wyobraź sobie jakby to było gdybyś nie miała kompleksów. Wyobraź sobie dokładnie sytuację, w której nie martwisz się o swój wygląd etc. Jak wyglądają wtedy twoje relacje z otoczeniem? Jest fajnie, prawda? To pomyśl, że taki stan jest w zasięgu twojej ręki. Wystarczy przestać myśleć o swoich niedoskonałościach i zobaczyć je w innych. Nie po to, żeby poczuć się lepiej, a żeby zobaczyć, że ludzie są różni, mają różne problemy a ty jesteś tylko jednym z wielu i już.
Ja też czasem się zapominam, szczególnie teraz, latem, kiedy tyle pięknych pań o idealnych figurach prezentuje się wspaniale w skąpych ubraniach i boli mnie, że ja tak nie mogę wyglądać. Ale później zmieniam percepcję i staram się obejmować wzrokiem wszystkich ludzi przechodzących ulicą i co się okazuje? Że każdy ma jakieś niedoskonałości, ale i zalety. A skoro ma je każdy to muszę mieć je i ja, więc nie mam powodu czuć się gorsza od innych
No to wyobraź sobie jakby to było gdybyś nie miała kompleksów. Wyobraź sobie dokładnie sytuację, w której nie martwisz się o swój wygląd etc. Jak wyglądają wtedy twoje relacje z otoczeniem? Jest fajnie, prawda? To pomyśl, że taki stan jest w zasięgu twojej ręki. Wystarczy przestać myśleć o swoich niedoskonałościach
Hm, tylko jak to zrobić?
Gdyby to było takie proste chodziłabym dumna jak paw. Ale widzę kochana, że Ty zrobiłaś ogromne postępy (choć ja np. mam tak, że najtrudniej mi wcielać w życie własne dobre rady:), patrząc na Twoje starsze posty, bardziej sceptyczne, sarkastyczne i samokrytyczne. Tego zamierzam się trzymać, jesteś moją muzą:-D
Pisałaś gdzieś, o ile dobrze pamiętam, że Twoje piersi składają się z brodawek i gąbki (dobry tekst:), ja o swoich mówię "miejsce, gdzie powinny być cycki", czy zakładając push-up w mega upalny dzień stwierdzam, że bez cycków się z domu nie ruszę. Fakt, że jestem szczupła i drobnej budowy, więc dramatu w proporcjach nie ma, ale czasami tak sobie myślę, że fajnie byłoby mieć większe piersi (nie ogromne, tylko trochę większe), żeby wyglądać jak kobieta, a nie dziewczynka. Cóż, nie było mi dane...
Natomiast nie mam tak, że jestem non-stop skupiona na swoich kompleksach, nie myślę o wyglądzie bez przerwy, ale jak mnie trafi to koniec, ciężko mi wtedy odpędzić przykre natrętne myśli. Zdarza się nawet parodniowy dołek, do tego nerwica, ciągłe martwienie się o wszystkich i wszystko. A potem wygrzebywanie się na powierzchnię, walka o to, żeby całkowicie nie utonąć. Wygląd jest czymś najbardziej "na zewnątrz", przez co jakby najłatwiej mi się tego uczepić, ale zdaję sobie sprawę, że moja niska samoocena wynika z głębi, z tego co zostało zasiane już w dzieciństwie i teraz w dorosłym życiu zbiera żniwo. Taki poryty beret, co zawsze będzie szukać dziury w całym. Mm, gdyby istniało lekarstwo na przejściowe stany lękowo-depresyjne, wyleczyć się z tego raz a porządnie... Choć i tak się cieszę z obecnego lepszego samopoczucia, nie ważne ile potrwa, ale dobrze miewać lepsze dni.
Pozdrawiam
wydaje mi się, że samej sobie trudno sobie poradzić z kompleksami. ja bym zaufała specjalistom. radzę wybrać dobrą psychoterapię. sorry, ze się wymądrzam, ale sama miałam podobny problem - nie potrafiłam nigdy postawić coś na swoim, wypowiedzieć swojego zdania, być asertywna. miałam bardzo niską samooceną. postanowiłam się leczyć. trafiłam do grupy psychoterapeutycznej dla kobiet organizowaną przez ośrodek Alcha. Już któryś raz z rzędu jeżdżę na obozy psychoterapeutyczne i to mi bardzo pomaga. ćwiczę codziennie jak sobie radzić z nieśmiałością. efekty chyba widać, bo w pracy - zaobserwowałam - zmienił się wizerunek mojej osoby na bardziej niezależną, asertywną. jest mi samej lepiej.
Ja sobie pewnego dnia po prostu zdałam sprawę jak dużo czasu tracę na myślenie o sobie i swoim wyglądzie... i aż mi wstyd było! Jest tyle ważniejszych, lepszych zajęć niż użalanie się nad sobą... ale muszę przyznać Neurotyczko, że zazdroszczę ci tych proporcji...
ja wyglądam jakby góra była od innej osoby a dół od innej
dzisiaj już o mały włos nie wpadłam w histerię jak przymierzałam jakąś moją starą górę od stroju kąpielowego, ale wzięłam się w garść i zaczęłam szukać rozwiązania. Chciałam mieć na woodstock coś, co pozwoli mi wytrzymać ewentualny upał i odkryłam ekstra połączenie dla mnie (aż się muszę pochwalić tym odkryciem) - góra od stroju plus spodenki i wielka, zwiewna, lekko przezroczysta tunika w ciemne wzory. Wygląda super (i na plażę też się nada - koniec problemów ze strojem:P)! I już się cieszę na cały weekend ze świetną muzyką i fajnymi ludźmi. A gdybym dała się pożreć kompleksom pewnie nawet nie chciałoby mi się jechać... Szkoda czasu na jęki i narzekania póki lato trwa ![]()
Fajnie być czyjąś muzą hehe ![]()
29 2010-07-26 20:21:40 Ostatnio edytowany przez neurotyczka (2010-07-26 20:42:47)
Oj, a ja Ci zazdroszczę wyjazdu i balangi. U mnie cały czas przygotowania do ślubu, załatwianie, dopinanie wszystkiego na ostatni guzik... Ale wyjedziemy w sierpniu, na parę dni w góry:D
Widzę cię w tym stroju oczyma mojej wyobraźni i pewno wyglądasz fantastycznie. Ja w ubraniu czuje się całkiem nieźle przeważnie, gorzej bez, albo z odsłoniętymi bladziuchnymi krzywymi nóżkami, gdy wokół strzaskane na solce i słońcu laseczki. Lato nie trwa wiecznie, więc już jesienią nie będę się tym za bardzo przejmować. Muszę się tylko trochę przed ślubem opalić, nabrać nieco koloru. Nie cierpię się prażyć, choć przyznam, że odrobina z pewnością nie zaszkodzi (tzn. mam taką nadzieję, bo ze słońcem nie mogę przesadzać). Już kilka razy w te upały się wystawiałam po troszku, ale coś mnie słabo bierze. No trudno, wolę ciut za słabo niż za mocno.
Co do kompleksów to robiłam duże postępy w ciągu ostatnich lat (tak mi się wydaje), ale okropnie mi się pogorszyło po historii z moim przyszłym mężem. Takie błędne koło - raz lepiej, raz gorzej, to wraca co jakiś czas, ciężko mi zapomnieć, zaufać. Ogólnie łatwo mnie zranić, on zawsze porównywał mnie do jajka, surowego - na zewnątrz twarda, z takim pancerzem, a w środku...
Weszłam na to forum w chwili dużej słabości, żeby się wyżalić. A że gaduła straszna ze mnie, toteż się rozpisałam o swoim zakompleksieniu, choć przeważnie staram się je bagatelizować, no niestety nie zawsze wychodzi. Tu nie czuję się głupio pisząc o sobie, bo taki to temat akurat, przecież nie będę nawijać o cudzych kompleksach.
Co do terapii to chodziłam indywidualnie i grupowo dla DDA, zaliczyłam także indywidualną w związku z nerwicą. Nie powiem, że to nic nie daje, bo dało mi dużo siły, wiem jednak, że z pewnymi rzeczami muszę poradzić sobie sama. Chciałabym widzieć siebie w taki sposób jak widzą mnie inni ludzie, chyba więcej razy w życiu usłyszałam, że jestem ładna, skromna i mądra, niż negatywnych uwag, mimo to coś jest we mnie, co nie pozwala pozytywnie myśleć o sobie. Dziewczynom chorującym na anoreksję/zaburzenia odżywiania, ważącym 40 kg, też cały czas się wydaje, że są grube.
Poza tym mam nauczkę, bo może nigdy nie byłam zbyt pewna siebie, ale mojego faceta to byłam pewna na 100%. Ufałam mu bezgranicznie i wierzyłam, że nigdy świadomie mnie nie zrani. Wielu przykrości spodziewałam się od życia, lecz nie ze strony mojej bratniej duszy. Żyję nadzieją, że miłość pomoże nam odbudować to, co rozsypało się jak domek z kart.
Przyszło mi do głowy, że ja tak właściwie to się obawiam pewności siebie. Przykładowo - mam sporo naprawdę pięknej bielizny, wyszukanej, idealnie dobranej, a zamiast czuć się w niej namiętna i seksowna, to wydaje mi się, że jestem śmieszna i żałosna. Tak jakbym próbowała kogoś (tj. siebie i mojego TŻ) nabrać mówiąc: "patrz, jaka ze mnie sex-bomba", a myśląc zupełnie inaczej...
Bardzo dziękuję, że komukolwiek chciało się czytać moje wypociny. Pozdrawiam serdecznie
Jeżeli się czujesz w czymś obco, to może lepiej tego nie wkładaj. Na razie. Ubranie jest trochę jak skóra, nikt się nie czuje dobrze w obcej, prawda?
Bardzo dziękuję, że komukolwiek chciało się czytać moje wypociny.
No co za tekst... Jakby Twoje "wypociny" były niewarte czytania ;P Ty czytasz cudze, my Twoje i równowaga zostaje zachowana
Opowiadanie o swoich problemach jest pożyteczne dla słuchających, choćby mieli nawet inne doświadczenia (nie mówiąc już o tym, kiedy mają takie same...). Bo patrzą dzięki temu na własne sprawy pod innym kątem. Jak ja na przykład
Tak więc nie musisz się tłumaczyć z tego, że piszesz o sobie. Fajnie jest poczytać i się wewnętrznie wzbogacić.
Podoba mi się podejście Szczuruni do samej siebie. Bo tak na dobrą sprawę to masz rację. Nie ma sensu ciągle myśleć o tym,że jest się gorszym w otoczeniu,bo tak na prawdę każdy ma jakąś wadę. Często też same robimy błąd ,np. źle dobierając ubrania do sylwetki. Ostatnio byłam na urodzinach koleżanki. Wbiłam się w ciemne rurki przypominające leginsy ,sznurowane buciki na obcasie i bluzkę w zeberkę z bufiastymi rękawkami coś na styl lat 80(generalnie jestem osobą z indywidualnym stylem i z niektórych rzeczy jak i też koloru nigdy nie zrezygnuję.).
Na tych urodzinach dużo osób powiedziało mi,że mam świetną figurę,dobrze wyglądam,itp. Jednak ja zawsze myślę,że wyglądam "nie tak".
Lecz po tych urodzinach nabrałam trochę więcej pewności siebie ,bo skoro tyle ludzi mi to powiedziało to musi być w tym prawda
.
Teraz chcę się skupić na schudnięciu. Niby nie jest mi to potrzebne ,ale kupiłam trochę przymałe spodnie więc mam mobilizację
.