Kobietki poradzcie, co mam robić?
Jestem z facetem od 5 lat, ale nie czuje się szczęśliwa, tak jak mi zalezało. Zawsze byłam osoba ambitną i najwązniejsza była dla mnie niezależnosć finansowa. Straciłam pracę i od długiego czasu nie mogę znalezć nowej. Mieszkamy w małym mieście i brakuje tu pracy. Czuję że więdnę od siedzenia w domu, z powodu braku pieniedzy na podstawowe potrzeby. Wydaje mi sie ze przegrałam. Mam 31 lat, depresje, brak chęci do dalszego zycia.
Chciałabym odzyskać radosc życia, która miałam kiedyś, poczuć się szcześliwa, poczuć że coś ma sens, ze życie jest okay, ze moj zwiazek ma cel.
Dodam ze w naszym zwiazku nie mamy zadnych planów, doskwiera nam bieda, on coraz mniej mnie wspiera, a wrecz ciagnie w dol , w depresje mowiac ze nic sie juz nie zmieni na lepsze ...
Witam niestety życie jest okropne jestem tu nowa i cieszę się ze tu trafiłam nic ci droga kobietko nie pomogę bo sama jestem w podobnej sytuacji choć nie doskwiera mi bieda jak u ciebie imam prace to i tak jestem nieszczęśliwa .W związku jestem od 13 lat mam 2 dzieci to troszkę więcej niż ty u mnie na początku było super po 5 latach zaczęło sie wszystko sypać to trwało jakiś czas potem jakoś udało się nam poukładać wszystko i było ok .6 lat temu wyprowadziliśmy sie od rodziców i wydawało mi sie ze jestem najszczęśliwsza pod słońcem było cudownie nareszcie poczułam ze życie ma sens .Niestety od 2 lat jest nie fajnie doskwiera mi samotność brak wsparcia od męża brak akceptacji mam wrażenie ze on myśli tylko o sobie ze więcej czasu spędza ze swoim kolegą i na naprawianiu samochodu niż ze mną wszystko jest ważne tylko nie dom i nie ja zaczynam wpadać w panikę coraz częściej mam doła zaczynam myśleć o rozstaniu ale czy to mam sens .Seks tez przestał być fajny to znaczy już nie jest tak jak było on ciągle jest zmęczony albo go nie ma moje potrzeby spycha na boczny tor zawsze sa ważniejsze sprawy już nie daje rady zaczynam myśleć o kimś na kogo mogę liczyć z kim mogę porozmawiać o moich problemach niestety w domy jest to niemożliwe zauważyłam tez że moje zdanie sie nie liczy ze każdy mój sprzeciw odmienne zdanie w jakiejkolwiek sprawie prowadzi do afery ja już nie mogę sobie z tym poradzić co robić .
its crazy a może powinnaś wyjechać gdzieś dalej i poszukać tam pracy? Twój facet pracuje?? Hm... Może powinnaś się czymś zająć, jakieś hobby cokolwiek...
4 2010-06-14 08:44:30 Ostatnio edytowany przez its crazy (2010-06-14 08:46:25)
farinelli dlaczego tak jest ze spedza z kolega wiecej czasu? Mnie sie wydaje ze oni maja jakies wspolne zainteresowania? Moze dlatego tak jest?
madziunia ja mam hobby, jest nim muzyka rockowa. Sporo jezdzilam na koncerty ze znajomymi, oni nadal jezdza. Wiesz jak sie nie ma pracy to nie stac Cie na tego rodzaju hobby ![]()
5 2010-06-14 17:09:47 Ostatnio edytowany przez farinelli (2010-06-14 17:13:49)
Moja droga its crazy sama juz nie wiem robie co moge nawet zaczełam siebie obwiniać ale doszłam do wniosku ze jednak ze mna wszystko jest ok staram sie dbać o siebie o dom o dzieci pracuje jestem bardzo wyrozumiała mam hobby nie nudzie sie bez niego nie zawracam mu głowy moimi pomysłami i zajęciami zwiazanymi z moim hobby bo tego nie lubi nie robie afer staram sie byc spokojna i rozmawiac jak mam problem ale to kończy sie zazwyczaj monologiem krew mnie zalewa na takie zachowanie a jak przybędzie kolega to gada jak nakrecony jak prosze o zrobienie czegoś to zawsze słysze ze za chwile potem ale jak ktos o cos poprosi to jest pierwszy ja tego nie ogarniam .Choć i tak już jest lepiej bo powiedziałam ze sie wyprowadzam bo mam tego dosyc to teraz sie zaczyna starać zobaczymy ile wytrzyma .Ja nie chce nic na siłe potrzebuje partnera i przyjaciela nie tylko meża chodzacego do pracy i on dobrze o tym wie.
Wiesz jak sie nie spotykał z tym kolega to było wszystko ok ale niestety teraz jest kiepsko bo tamten robi podobnie to znaczy obydwoje robia tak samo i wydaje im sie ze jest super popieraja sie jeszcze do tego w tym co robia jakaś masakra jak w przedszkolu .
czesc dziewczyny nas jest duzo zaniedbywane przez facetow i wogole faceci to egoisci znaczy moj taki jest a do tego chory on wiezy w to ze ciagle go zdradzam a tak nie jest ja sie staram a on nic nawet z nim pogadac nie moge bo nawet mnie nie slucha zle mnie traktuje rozwazam odejscie ale nie mam gdzie isc mamy coreczke ale nie jestesmy po slubie
Niestety właśnie okazuje sie po raz kolejny, że pieniądze są bardzo ważne w naszym życiu i kierują nim z znaczny sposób. Ja w dziecinstwie tez cierpiałam na brak kasy, tzn rodzice a my z siosrta z nimi. Teraz pracuje, mąż również, jednak żyjemy od 10-ego do 10-ego.
Spróbuj poszukać pracy gdzieś dalej, nie daj sie przygnębieniu, bo czesto marnuje to nasze życie. Może rozważcie z partnerem wyjazd do wiekszego miasta, gdzie prace może dostać?
Trzymam kciuki i głowa do góry, zawsze w takich chwilach mysle sobie ze inni mają gorzej ode mnie, mi to pomaga przynajmniej na chwile:)
8 2010-06-15 16:06:25 Ostatnio edytowany przez Ajrinka (2010-06-17 06:12:20)
<nic>
jestem po raz pierwszy na forum... Potrzebuje wsparcia. Już sama nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on. Znamy się od 14 lat. To była wielka miłość. Przez 8 lat spotykaliśmy się choć dzieliło nas 150 km. Teraz mam 30 lat, a on 32 lata. Od 5 lat mieszkamy razem Przeszliśmy wiele. Jednak od kilku lat zauważam, że jest coraz gorzej. On mnie zawodzi. Co prawda jest czuły, opiekuńczy, ale bywa nieodpowiedzilny. Stara się, ale ja nie widzę zbyt wielkich efektów. Oboje pracujemy, zarabiamy mniej więcej tyle samo, ale to ja potrafie zaoszczędzić...on nie. Wiele razy mu pomagałam finansowo.Ale nie chodzi tylko o pieniądze. Zdarza się, ze popije z kolegami. Bywa wówczas agresywny słownie, zachowuje się jak idiota.Potem przeprasza i jest faktycznie spokój jakiś czas. Nie potrafię zapomieć jednak jego przykrych słów podczas kłótni. Nie chce mi się nawet z nim o tym gadać, chociaz on nieraz chce tego. Czuję, że wszystko się wali. Coraz mniej nas łączy. On uważa, ze jest dobrze.Chce wziąć ślub, a ja ... odwlekam decyzję jak mogę.Podświadomie nie ufam, że moglibyśmy być dobrym małżeństwem.CZUJĘ SIĘ PIEKIELNIE SAMOTNA W TYM ZWIĄZKU. Myślałam, że może gdy on się zmieni będzie jak dawniej, ale nawet gdy on odrobinę się zmienia to mi to nie wystarczy.Czy jestem zbyt wymagająca?Co powinnam zrobić?