Napiszcie mi co z nim jest nie tak. Wiem, że się mną bawił. Czy ktoś ma podobne doświadczenia? Czy jest tu ktoś, kto jest tak uległy jak ja?
Byliśmy ze sobą rok. Pierwsze rozstanie po kilku miesiącach, on zerwał, później wróciliśmy do siebie. On mówił, że bardzo kocha.
Kolejne rozstanie w sylwestra, kłótnia o głupotę. Zerwał. Potrąciło mnie auto, pisałam wtedy do niego i prosiłam o pomoc. Wyłączył telefon. Później przepraszał i pisał, że on już tak ma, że ma psychiczne problemy, że wszystkie związki przez to mu sie rozwaliły, przez jego "ataki", mniemam, że chodzi o to, że mi nie pomógł i milczał, ale jak w sylwestra ze mną zerwał to zaczął pisać, że my do siebie nie pasujemy, że on nie wie czego chce w życiu, itd.
Później znów zaczęliśmy być ze sobą. Do świąt wielkanocnych. Znów zerwał. Była awantura o to, że odebral mnie ze spotkania z koleżanką, z którą musiał się przywitać. I że ja mu nie powiedziałam, że ona będzie i on musiał powiedzieć cześć i dla niego to było trudne. Ogólnie ma problem z ludźmi. Awantura o to, że musiał się z kimś przywitać. Potem znów się spotykaliśmy. Spędzanie ze sobą czasu prawie 7 dni w tygodniu. Obrażał się o wszystko, ja starałam się pomagać mu w trudnych chwilach, ale np. sytuacja taka: poszedł na trening po kilku tygodniach nieobecności, na którym mu nie szło. wraca, chce ze mną wyjść gdzieś, wychodzę i widzę, że jest zły - idziemy w milczeniu, siedzimy na lawce w milczeniu. Poszłam do domu, bo nie mogłam już tego znieść. Później napisał, że on już rezygnuje ze sportu, bo nic mu nie wyszło.
Zwykle po kłótni się nie odzywał, karał ciszą. To ja byłam osobą, która zawsze się odzywała.
Przed większą imprezą, bardzo ważną dla mnie, była mała kłotnia i stwierdził, że on nie chce kontynuować tej znajomości. Kiedy się z nim spotkałam powiedział, że już nic nie czuje i nie widzi nas za 20 lat razem.
On twierdzi, że ma chorą głowę, ale nie pójdzie na terapię ani do psychiatry, psychologa i nie będzie brał żadnych leków i jest pogodzony z takim życiem. Ja myślę, że on może mieć depresję. Już nie raz mi o tym mówił. Mówił o próbach samobójczych, ale powiedział, że nigdy nie pójdzie do specjalisty.
Nie jesteśmy już razem, ale zastanawiam się czy problem był w nim czy we mnie.