Fajny film dzisiaj widziałam? Wojskowe momenty były. Oraz szalone.
Dziennikarz Bob Wilton (Ewan McGregor) zostaje porzucony przez żonę i postanawia udowodnić sobie i jej, że jest wspaniały. Jedzie do Iraku (akcja dzieje się w 2003 roku) a po drodze spotyka Lyna (George Clooney), który był członkiem tajnego oddziału złożonego z mężczyzn mających paranormalne zdolności. Świetny temat dla dziennikarza i pretekst dla twórcow filmu. Kiedyś były dzieci-kwiaty i hasło "make love not war", teraz New Age i powrót do Matki Ziemi. Przedtem Gandhi i zasada "non violence", teraz obezwładnianie wrogów siłą osobowości. Aż chce się zacytować: "siłom i godnościom osobistom". I wężykiem. Żołnierze elitarnej jednostki uważali się za rycerzy Jedi, a Ewan McGregor grał w "Gwiezdnych wojnach". Przed laty było "Milczenie owiec" tu jest milczenie kóz.
Ta recenzja jest jak ten film - pomysły od Sasa do Lasa. Twórcy zabawili się kosztem wojska, tajnych programów naukowych, New Age`u i kóz. I trochę widzów, którzy mogą nie być aż tak zadowoleni.