Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

Temat: Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji

Cześć

Cieszę się, że trafiłem na Waszą społeczność. Parę lat temu już raz mi pomogliście, spojrzeliście na moją sytuację okiem obserwatora, podzieliliście się swoją opinią, podpartą doświadczeniem, ale co ważne – mogliście być bezstronni, za co jestem Wam bardzo wdzięczny. W ostatnim czasie życie znów sprawiło, że chciałbym podzielić się z Wami swoją sytuacją, przeżyciami i... uczuciami. Przestrzegam, krótko nie będzie, lecz liczę, że przetrwacie do końca wink
    Jestem 25 letnim facetem, który szybko musiał nauczyć się zadbać o dom i o siebie. Optymistą. Zastanawiam się czasami, czy aż nie za bardzo? Czy czasami faktycznie nie lepiej stracić nadzieję i popaść w otchłań codziennej pustki, marazmu, życia z dnia na dzień? Jednak wtedy uświadamiam sobie, że cholera, nie! Jestem zadowolony z życia, mam „pracę” o którą walczyłem, która daje mi dużo satysfakcji, poczucie spełnienia, stabilizację, zarobki pozwalające myśleć o przyszłości, pracę, w której zostałem doceniony i jestem o krok od awansu do miejsca do którego chciałem trafić od kiedy się tylko przyjąłem. Pracę jednocześnie sprawiającą, że muszę się dla niej bardzo poświęcać. Dla niej, czyli dla Was. Nigdy nie wiem czy wrócę z niej do domu... ale ktoś musi służyć, żebyście Wy mogli spać spokojnie. Do tego moje dwie największe pasje, które pozwalają mi się odprężyć, które dają radość i poczucie spełnienia, drugie studia, będące realizacją moich zainteresowań – psychologia. Jest prawie wszystko. Ale to wszystko jest niczym. Huh, jak filozoficznie.
    Taaaaak, chodzi o kobietę. Ale spokojnie. Nie będę się użalał nad sobą, nie będę pisał „4ever alone”, „Miłość to s*ka, a kobiety to sz**ty”. Nic z tych rzeczy. Bo... może zabrzmi to mało skromnie, ale nie mam problemu z poznaniem kogoś, nie boję się „podejść”, jest wokół mnie sporo kobiet, jestem spostrzegany jako pewny siebie i... znów mało skromnie, ale za takiego się uważam. Biorę od życia co mogę, lecz zawsze ważę na uczucia innych i na nich nie gram. Teraz ktoś pomyśli „To czego on do cholery chce, w czym leży problem?” Taaaa..... problem leży w mojej utracie myślenia i sile jaka ciągnie mnie do, nazwijmy ją, Patrycji. Siła pokroju rozpędzonego tira walącego w ścianę. Siła równie budująca, a jednocześnie niszcząca. Paradoks. Witajcie w moim paradoksie, paradoksie mojego życia.
    Poznaliśmy się dwa lata temu (2016). Końcówka Lutego, początek Marca. W sumie to nie. Wtedy  to się spotkaliśmy pierwszy raz.  Poznaliśmy się na pewnym, dużym portalu. Myślę, że mogło to być lato 2015 roku. Do spotkania nie doszło, nawet nie było takiej inicjatywy z żadnej ze stron, ja nie czułem ku temu chęci i kontakt się urwał. To był taki okres w moim życiu, kiedy szukałem sam siebie. Swojej tożsamości, nie byłem pewien przyszłości, szargały mną uczucia po moim poprzednim „związku”. Przyszedł rok 2016. Wszystko zaczęło się układać. Moja wymarzona robota, pierwsze studia. Po prostu euforia! Wszedłem na ten portal i... zgadnijcie kogo zauważyłem w zakładce „Nowi Użytkownicy”. Tak, ją wink Zaczęliśmy znów pisać, ale było zupełnie inaczej. Czułem dziką chęć spotkania się, poznania jej. Otworzyła się. Spotkaliśmy się pierwszy raz. Jej! Jakie to było uderzenie! Coś niesamowitego. Jej osoba przerosła moje największe oczekiwania. Elokwentna, wygadana, uśmiechnięta, wspólne tematy, a do tego nieziemsko piękna. Diabelnie. A przy tym skromna i stonowana.  Tak się potoczyło, że po tygodniu byliśmy razem. Abstrakcja, że tak szybko. Mieliśmy podanych siebie na „tacy”, nie musieliśmy o siebie „zawalczyć”, ale co Nas to wtedy obchodziło? Rodzice wzajemnie Nas „kupili”, mieliśmy podobne plany, marzenia, mogliśmy się czuć swobodnie. Poważnie i odważnie mówiła o przyszłości. Nie odtrącało to mnie, mimo krótkiego czasu znajomości, co jest dziwne. Idealnie.
      Do czasu moim drodzy, do czasu. Nasz początek równał się rozłące. Byłem na półrocznym szkoleniu  z związku z moją robotą.  Oboje wiedzieliśmy na co się piszemy. Przynajmniej tak Nam się wydawało. Spotkania raz w tygodniu, brak bliskości. Lecz uwierzcie, starałem się jak tylko mogłem rekompensować jej rozłąkę. Każdego dnia rozmawialiśmy, pisaliśmy, a w każdy piątek leciałem 300km na złamanie karku do domu. Żeby się spotkać. Tak minęły dwa miesiące. Piękne. Bo mimo nawału obowiązków każdego dnia czułem jej obecność. Że damy radę. Lecz nagle, z dnia na dzień to prysło. Dosłownie weekend był cudny, poniedziałek bez żadnych niepokojących objawów, a wtorek... zawiało chłodem jak nigdy. Mimo, że zapewniała, że jest dobrze, nie wierzyłem. Może za bardzo zacząłem drążyć, ale w środę, przez telefon wylała swoje żale. W skrócie – stwierdziła, że to było zauroczenie, że biła się z myślami, ale nie mogła tłumić tego w sobie. Ale wiecie jak z takimi rozmowami przez telefon. Spotkaliśmy się gdy zjechałem i nie potrafiła ze mną rozmawiać. To była mikstura manifestacji obojętności w stosunku do mnie wraz z próbą zniechęcenia. Słowo daje, nie wiedziałem co się dzieje. Skąd taka odmiana? Na moje rzeczowe pytania, próby zrozumienia reagowała złością i płaczem. Było mi ku**wsko źle. Milion myśli. Po jakiejś godzinie zadzwoniła ze słowem przepraszam. Wtedy się rozłączyłem i pomyślałem, żeby je sobie wsadziła w... nieważne. Po jakimś czasie próbowaliśmy mieć koleżeńskie relacje. Ja sobie ułożyłem w głowie, że serce nie sługa, za szybko weszliśmy w związek, do tego ta rozłąka i po prostu nie mogło wyjść. Jednak nie dałem za wygraną, chciałem się dowiedzieć co sprawiło, że podjęła taką decyzję. Podczas tej rozmowy usłyszałem „Nie masz nawet prawa popatrzeć w moją stronę i z Tobą i tak bym nie miała życia ”. Ku*wa! Żadne słowa w życiu mnie tak nie zabolały. Żadne. Starałem się wykreślić ją ze swojego życia, zapomnieć. Byłem w związku z inną, ale nie potrafiliśmy się dogadać, mimo że byliśmy blisko siebie. O „Patrycji” nie myślałem. Nie przywoływałem wspomnień, nie odwiedzałem „wspólnych” miejsc. A mimo to, tak podświadomie pojawiła się w moich myślach. Co raz częściej. Co raz intensywniej. Ale mówiłem sobie NIE, bo byłem w kolejnym związku.  Do czasu... do czasu kiedy dostałem drugie życie. Dosłownie. Już żegnałem się ze światem, w ułamku sekundy przeleciało mi przed oczami całe moje życie. Najlepsze wspomnienia. Dzieciństwo, rodzice i ona... nie pomyślałem o dziewczynie z którą byłem, tylko o niej. Do dziś nie jestem w stanie pojąć jak zdołałem wyjść z tego wypadku. Patrzę na zdjęcia i wciąż nie wierzę.  Chciałem wtedy się do niej odezwać, ale nie zrobiłem tego. Ona miała kogoś, ja też. Ale każdego dnia o niej myślałem. Mój związek się posypał (lecz nie z powodu moich myśli, a z powodu tego, że zostałem najzwyczajniej w świecie okłamany).
    Maj 2017. Nie wytrzymałem. Napisałem. Sraty-pierdaty, fajnie, że napisałeś, za dużo słów padło w złości, porozmawiamy od czasu do czasu. I to tyle.
    Wrzesień 2017. Teraz odezwała się ona. Szok. Przestałem o niej myśleć, a tu proszę. Spotkaliśmy się. Porozmawialiśmy o neutralnych tematach. Spotkaliśmy się drugi raz. Widziałem w niej ogrom problemów. Taki smutek, czułem to. Zaczęła opowiadać o sytuacji w domu (rodzice chcący sprawować ciągłą kontrolę, mówiący aby żyła jak oni chcą, ciągłe kłótnie, rękoczyny, problemy w pracy). Jak się wtedy we mnie wtuliła, poczułem jej zapach, usłyszałem przepraszam i te łzy w oczach... zmiękłem. Spotykaliśmy się częściej i więcej. Ciągły kontakt, kilka pocałunków. Moja wewnętrzna bitwa, czy pchać się w to? A niech tam... raz się żyje, a nigdy na nikim mi tak nie zależało jak na niej. Lecz wtedy usłyszałem, że jedzie do pracy do brata. Do dużego miasta, 80km od naszej miejscowości. Że musi odpocząć od rodziców, spróbować czegoś nowego. W dzień wyjazdu widziałem jej łzy, nie mogła się ode mnie odkleić. Miała mnóstwo wątpliwości czy jest to dobra decyzja. Ale pojechała, z myślą, że szybko wróci. Przyjeżdżała średnio co 5 dni. Mieliśmy stały kontakt. Nie pasowało jej życie w dużym mieście. Hałas, tłok, ludzie w biegu praca średnio po 11h. Nie miała sił by żyć. Starałem się być wsparciem. Miała wrócić. Ale pewnego dnia znów poczułem ten chłód.... jak się skończyło to wiecie.
    Luty 2018. Ostatni rozdział. Chyba. Tak przynajmniej podpowiada rozsądek.
Nie pamiętam nawet kto zainicjował ponowny kontakt i spotkanie. Od czasu do czasu pisaliśmy, raz na jakiś czas się zobaczyliśmy. Dużo rozmawialiśmy o życiu. Że chce wrócić, że nie ma już siły. Że nie jest doceniana w pracy, że nie ma wolnego. Jak jakiś niewolnik. Podkreśliła, że poprawiły się relacje z rodzicami, jednak nie podchodzą oni z aprobatą do jej powrotu. Przez jej słowa i zachowanie wyrażało się to, że w końcu dorosła. I jakoś w Marcu, znów zostaliśmy parą. Broniłem się, obawiałem się powtórki. Ale to, że zauważyłem, że (chyba) poukładała sobie w głowie spowodowało, ze znów zaryzykowałem. Żeby była jasność, czułem, że w końcu daje od siebie więcej. Jest bardziej czuła, zainteresowana, bliska, przychylna. I tym razem bardziej wyszło to od niej. Postanowiła, że wraca w Sierpniu, znajdzie pracę na miejscu i chce sobie ułożyć życie tutaj. Ze mną. W końcu zacząć robić coś dla siebie. Kwiecień minął Nam doskonale. Czułem się potrzebny, ważny, dawaliśmy sobie poczcie szczęścia i oparcie. Wspierałem ją i wysłuchiwałem jak żaliła się o pracy, starając się dać jej otuchy i podkreślić, że już niedługo będzie w domu. Jednak ze strony jej brata zaczęły wychodzić co raz dziwniejsze propozycje, których celem było uwiązanie Patrycji na miejscu. Dlaczego? Bo jest sumienna, pracuje za grosze, nie sprzeciwia się niczemu, wszystko zrobi i nie trzeba jej dać wolnego, żeby odpoczęła. Do tego rodzice, „cisnący” ją by została w dużym mieście i to żebym ja się przeprowadził. I słowo daję, że bym to zrobił, gdyby ona się tam dobrze czuła, a tak nie jest. A jeszcze z innej strony – ja oczekujący, że wróci. Z każdej strony każdy wymagał od niej czegoś innego. Naciski, presje. Czegoś, czego nie da się pogodzić. Wracając do dziwnych propozycji – był to min. zakup wspólnego samochodu, kredyt na firmę – ze wszystkiego udało się wybrnąć, bo postanowiła ,że wraca.  Mogłoby się wydawać, że to dziwne, że rodzina za wszelką cenę chce ją przekonać, by nie wracała. Nie do końca... nie dość, że odwala większość roboty w firmie to matkuje 33 letniemu bratu, z którym mieszka. Bratu, który jest po prostu nieporadny życiowo i każdy skakał wokół niego jakby był Panem świata. I właśnie temat brata jest tutaj problemem. Brata makiawelisty o typowej osobowości borderline, który jest skłonny sięgnąć po szantaż i manipulację, nie myśląc o innych, nawet bliskich. Skąd moje tak odważne wnioski? Otóż początkiem bieżącego miesiąca okazało się, że braciszkowi pogłębiła się depresja. Że nie ma siły do życia, płacze, gada o śmierci, wygaduje do rodziców,że cieszy się, że mieszka z Patrycją bo to dla niego największe wsparcie (Wcześniej, przed zdobyciem wiedzy, że ona wraca, nie powiedział do nich na nią ani jednego dobrego słowa, ciągle krytykował – a teraz ją chwali i podkreśla jakim to ona nie jest wsparciem po to, by rodzice dali dać do zrozumienia Patrycji, że MUSI ZOSTAĆ I BYĆ WSPARCIEM DLA BRATA, że to jej obowiązek). Ja wiem, że depresja nie może być bagatelizowana, jednakowoż jej „pogłębienie” pojawiło się w momencie, kiedy dowiedział się, że siostra chce wrócić do domu. Do mnie ;( Przypadek? Myślę, że nie. Bo czy osoba mająca depresję potrafi świetnie się bawić, napie***lać się w klubie i spotykać się co chwila z inną?  Nie bardzo. Lecz pod wpływem tego pogorszenia się (haha) zdrowia brata usłyszałem od Patrycji, że nie wie kiedy wróci, bo nastąpi to wtedy, kiedy poprawi się jego stan. Powiedziała też, że z każdej strony czuje presję, różne naciski, oczekiwania. Próbując ja uspokoić powiedziałem, że rozumiem, lecz nie ma co przesądzać, że będzie dłużej czy krócej. W tym miejscu chcę też napisać, że nie postawiłem jej ultimatum „Masz wrócić i koniec”.
W międzyczasie brat zaczął przebąkiwać Patrycji o wspólnym biznesie! Bo przecież to bez sensu robić na kogoś, wrócisz do domu i co będziesz robić? Tyrać w sklepie za 2000? Bez sensu. No jak to usłyszałem to krew mi się zagotowała. Najgorsze, że ona sama zaczęła w to wierzyć! Powiedziała mi, że w naszych rodzinnych stronach naprawdę nie ma dla niej perspektyw (Pracy jest od groma!), że ona by chciała robić coś ambitnego, że biznes to super pomysł (nie trafiają logiczne argumenty wskazujące, że to wcale nie takie hp-siup, nie jest w stanie powiedzieć co by chciała otworzyć...) i w sumie to miasto to nie jest takie złe, że przyzwyczaiła się do hałasu i mieszkania w bloku. Szczęka mi opadła. To jest niemożliwe, że ktoś, sam z siebie zmienił by swoje podejście o 180 stopni w przeciągu tygodnia! Śmierdzi manipulacją na kilometr. Cholernie wyrafinowaną manipulacją, bo przeprowadzoną tak, że ona myśli, że sama doszła do takich wniosków i właśnie to jest „robieniem czegoś dla siebie”.  Dodała, że w związku z tym sama nie wie jak to z Nami będzie, bo nie będziemy mogli być przy sobie tak często jak tego potrzebujemy. I że chyba nie potrafi się zakochać, że znów za szybko zaczeliśmy... to wyczuwam jak próbę wyzbycia się jednej ze stron, jak pozbycia się problemu. Czuję się jakbym dostał w twarz i został wdeptany w gó*no.  Twierdzi, że myśli nad wszystkim, ale jest tego za dużo.

I ludzie, co teraz zrobić? Jak to wygląda z punktu widzenia anonimowego obserwatora? Bo ja czuję się po prostu odstawiony na bok, jak pajac, który powinien posłuchać rozumu i zawinąć kitę, jeśli kobieta wybiera coś innego, ale z drugiej strony czuję wewnętrzną chęć walki. Walki o nią i o uczucie. Tylko czy to nie jest walka z wiatrakami? Nie chcę jej stracić, widzę, co się z Nią dzieje, jak jest przytłoczona. Czuję, że jej decyzją był powrót, a decyzja o pozostaniu jest decyzją jej rodziny... słuchać rozumu czy serca? Jeśli serca, to jak postąpić? W jaki sposób przedstawić argumenty? Jeśli jest tak skołowana, zaoferowana „problemie” brata to jeśli jej powiem, że to wyglądaj jak manipulacja, to ja zostanę odebrany jak wróg...
Jak się zachować? Oziębić relacje?

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji

Wybrałem zły dział. Czy jest opcja przeniesienia do działu "Trudna miłość, zazdrość, nałogi"?

3

Odp: Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji

Dopuki nie odetnie się od rodziny nie masz o co walczyć no chyba że przeprowadzisz się w jej okolice jesteś mundurowym? Jeśli tak to chyba nie będzie tak łatwo się przenieść ?

Reklama

4

Odp: Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji

Przeniesienie się nie jest ciężką sprawą. Gotów byłbym to zrobić, jednak wiem, ze jej samej tam dobrze nie jest. Ja tez bym sie męczył w dużym mieście i nie ukrywam, ze rzucenie tego co wypracowałem to byłaby głupota, naprawde otworzyły mi sie spore możliwości, na ktore sam zapracowałem. Ktos moze pomyslec, że jestem hipokrytą - sam nie się nie przeprowadzę, a chcę by to ona zrobila. Z tą różnicą, że ja sporo zostawiam, a ona sie uwalnia.

A dokładnie - wyrachowanego brata. Uwierz, ze potrafi zmanipulować kazdego, łącznie z rodzicami. Oni sie martwią o jego zdrowie, a on to wykorzystuje. Nie pierwszy raz. Gdy i on mieszkal na miejscu to zawsze miał co chiał i każdy skakał jak on zagrał. Jeśli chodzi o jej rodziców - kurcze, bardzo dobrzy ludzie. Wiem, ze jej rodzice sie ciesza, ze jesteśmy razem, moi zresztą też.

Tylko gdzie tutaj mozliwość odcięcia 33 letniego dziecka?

5

Odp: Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji
Sure The Guy napisał/a:

Przeniesienie się nie jest ciężką sprawą. Gotów byłbym to zrobić, jednak wiem, ze jej samej tam dobrze nie jest. Ja tez bym sie męczył w dużym mieście i nie ukrywam, ze rzucenie tego co wypracowałem to byłaby głupota, naprawde otworzyły mi sie spore możliwości, na ktore sam zapracowałem. Ktos moze pomyslec, że jestem hipokrytą - sam nie się nie przeprowadzę, a chcę by to ona zrobila. Z tą różnicą, że ja sporo zostawiam, a ona sie uwalnia.

A dokładnie - wyrachowanego brata. Uwierz, ze potrafi zmanipulować kazdego, łącznie z rodzicami. Oni sie martwią o jego zdrowie, a on to wykorzystuje. Nie pierwszy raz. Gdy i on mieszkal na miejscu to zawsze miał co chiał i każdy skakał jak on zagrał. Jeśli chodzi o jej rodziców - kurcze, bardzo dobrzy ludzie. Wiem, ze jej rodzice sie ciesza, ze jesteśmy razem, moi zresztą też.

Tylko gdzie tutaj mozliwość odcięcia 33 letniego dziecka?

33letnim dzieckiem to on jest ale dla rodziców a nie dla niej . Jej brat z tego co piszesz to ma naprawdę poważne problemy i powinien się leczyć . Przeprowadzając się nie będziesz miał takiego stopnia jaki masz ? Zapracowałes na niego .
Myślałeś nad tym żeby ją namówić na pójście do psychologa może jej by wytłumaczył że nie moze brać odpowiedzialność za czyjeś życie ona się od niego nie uwolni sama.

Reklama

6

Odp: Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji

Twoja Patrycja jest bardzo podatna na wpływy swojej rodziny .. jeżeli sama się nie zdecyduje wkoncu odciąć możesz tylko przenieść się do niej ale z drugiej strony jak się przeniesiesz czy to coś zmieni ? Bo w końcu zacznie z Tobą spędzać więcej czasu jeszcze jej brat zabroni z Tobą widywać i pomimo że będzie chciała ulegnie bratu będziecie wiecznie nieszczęśliwi. Może porozmawiaj z nią o jakieś terapi żeby zrozumiała że jest manipulowana i wkoncu zawalczyla o swoje szczęście...

7

Odp: Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji

Smutniania - Cóż, ma być niańką dla brata. Zajmować się całym mieszkaniem, praniem, sprzataniem, nawet mu pokoj ogarnia.... abstrakcja. Ja od "łepka" miałem mnóstwo obowiązków domowych i nie byłbym dziś w stanie zostawić wszystkiego na głowie kobiety. Ale jak widać, inni potrafią.
Jeśli chodzi o leczenie, to się leczy. Zarówno terapia jaki i farmakologia. Lecz wielce sie pogorszyło i tak wielce zaczął ją chwalic i doceniac, kiedy podjęła decyzje o powrocie.
O psychologu mówiłem, używająć argumentów, ze najlepszym lekiem i spsoobem na rozwiązanie problemów będzie rozmowa ze specjalistą, który spojrzy na sytuację chłodnym okiem, ale kategorycznie odmówiła, twierdząc, ze to jest zbędne, a widzę, jak jest zbita sad

Kwestia stopnia, to nie o niego chodzi. Mam szansę na zmianę wydziału. Do ktorego malo kto ma możliwość się dostać - szczególnie w tak mlodym wikeu jak ja. A jednak uporem, zaangażowaniem, znajomością przepisów i postawą, mam na to widok.

@Wydajemisię -  Boje się, że się zmieni tylko na początku, bo nawet jeśli się przeniosę, to nadal pozostaje pod wpływem brata. Ktory znajdzie sposób, zeby nie było sielanki.
Cholernie bym chciał, żeby, jak mówisz, zawalczyła o szczęście, zeby w końcu mogła zacząć żyć swoim zyciem sad
Tylko jak namówić? Jak jej sać do zrozumienia, ze to jedna wielka, manipulacja.


Jescze wczoraj stwierdziła, ze nie chce tez wracać mieszkać do rodziców, bo ma juz swoje przyzwyczajenia. Ten argument rozumiem. Ale jeszcze dwa tygodnie nie było o Nim mowy...

8

Odp: Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji

Może o dom potrafisz zadbać, ale o siebie (mimo swojej opinii) nie, inaczej nie pakowałbyś się w kolejną skomplikowaną/e relację/e.

9

Odp: Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji
Sure The Guy napisał/a:

Smutniania - Cóż, ma być niańką dla brata. Zajmować się całym mieszkaniem, praniem, sprzataniem, nawet mu pokoj ogarnia.... abstrakcja. Ja od "łepka" miałem mnóstwo obowiązków domowych i nie byłbym dziś w stanie zostawić wszystkiego na głowie kobiety. Ale jak widać, inni potrafią.
Jeśli chodzi o leczenie, to się leczy. Zarówno terapia jaki i farmakologia. Lecz wielce sie pogorszyło i tak wielce zaczął ją chwalic i doceniac, kiedy podjęła decyzje o powrocie.
O psychologu mówiłem, używająć argumentów, ze najlepszym lekiem i spsoobem na rozwiązanie problemów będzie rozmowa ze specjalistą, który spojrzy na sytuację chłodnym okiem, ale kategorycznie odmówiła, twierdząc, ze to jest zbędne, a widzę, jak jest zbita sad

Kwestia stopnia, to nie o niego chodzi. Mam szansę na zmianę wydziału. Do ktorego malo kto ma możliwość się dostać - szczególnie w tak mlodym wikeu jak ja. A jednak uporem, zaangażowaniem, znajomością przepisów i postawą, mam na to widok.

@Wydajemisię -  Boje się, że się zmieni tylko na początku, bo nawet jeśli się przeniosę, to nadal pozostaje pod wpływem brata. Ktory znajdzie sposób, zeby nie było sielanki.
Cholernie bym chciał, żeby, jak mówisz, zawalczyła o szczęście, zeby w końcu mogła zacząć żyć swoim zyciem sad
Tylko jak namówić? Jak jej sać do zrozumienia, ze to jedna wielka, manipulacja.


Jescze wczoraj stwierdziła, ze nie chce tez wracać mieszkać do rodziców, bo ma juz swoje przyzwyczajenia. Ten argument rozumiem. Ale jeszcze dwa tygodnie nie było o Nim mowy...

Niewiem do jakiego wydziału chcesz się przenieś ale oby cię nie zmienił jak mojego ex mój ex też był najlepszy dostał tam jakaś nagrodę gdzie dostawali niektórzy po wielu latach i mu odbiło . Wiem jaka jest ta praca i wiem jaka to jest ciężka praca i jak zmienia ludzi. Podejrzewam że to cięższy wydział niż masz teraz i pewnie dużo nerw i stresu, dlamnie dziwna jest ta relacja między rodzeństwem współczuję twojej kobiecie bo pewnie z każdym dniem jakim z nim będzie spędzać będzie tylko gorzej . Zrozumiała bym jak by był osobą upośledzona albo kaleka ale wydaje mi się że on wszystko udaje i gra jej uczuciami no i fajnie mieć darmowa sprzątaczkę kucharkę itp. Jak ja kochasz walcz o ta miłość choć podejrzewam że będzie ci ciężko bo dlaniej brat jest na pierwszym miejscu bo jej tak wpojono przykre

10

Odp: Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji

@assassin - Masz rację i jej nie masz. Masz, poniewaz faktycznie powinienem dać sobie spokoj po pierwszym podejściu, lub chociaź po drugim - a jednak wszedłem w to po raz trzeci.
A dlaczego nie masz? Bo wszystkiego nie da się zamknąć w sztywne ramy. Czasami mimo dzisiejszych trendów, bycia "pua", są takie sytuacje, że górę biorą uczucia. I teraz działam w myśl zasady, że "lepiej naprawić niż kupić nowe". Dlaczego? Bo jesli teraz nie wyjdzie, nie wpakuję się w to po raz czwarty. I jesli Nam znów nie wyjdzie - nie będę też płakał, nie będę się żalił. Zeby to nie zabrzmiało, że mi na niej nie zależy, bo zależy mi w ch*j, jak na żadnej innej kobiecie, ale na niej świat też się nie kończy. Rowniez mam swoje plany i marzenia

@Smutniania - Prawda, ta robota zmienia ludzi. Nie mam już w sobie tyle empati do obcych. Ale do bliskich jest jeszcze wieksza. Dużo zobaczyłem, dużo doświadczyłem. Ludzkich problemów, dramatów, tragedii. I teraz doceniam to co mam. Mimo dobrego "fejmu" nie odbiło mi. Może powinienem napisać "Jeszcze mi nie odbiło?" Nie wiem.
A praca na wydziale lższejsza, aczkolwiek inny ciężar gatunkowy, ktorego dotyczy.

Jest tak jak mówisz, gorzej z każdą chwilą.
I równie dobrze Ci sie wydaje. Ja to widzę, Ty to widzisz, każdy widzi tylko nie główni zainteresowani hmm
Fajnie, jak mówisz. A przy tym móc balować i ciągle narzekać. Boli mnie to, że przez pracę (średnio 11h + dojazd) plus ciągłe "matkowanie" ona tam po prostu dziczeje. Nie wychodzi nawet z tych czterech ścian... bo nie ma.kiedy i nie ma siły.
Walcze. Tylko zaczyna brakować mi do tego narzędzi. Argumentów. Sposobów.
Bo nie będzie dobrym posunięciem wypalić do niej, ze brat jest taki, owaki, manipuluje bo po prostu odbierze to jako atak i moje działania uzna za nakierowane na "obrzydzenie" jej brata, egoistyczne i jeszcze uzna, że nie wiem jak to jest, nie wspieram jej, a on taki biedny... miałem  pewien pomysł, ale mój kręgosłup moralny mi nie pozwala na realizację...

11

Odp: Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji

@assassin - Masz rację i jej nie masz. Masz, poniewaz faktycznie powinienem dać sobie spokoj po pierwszym podejściu, lub chociaź po drugim - a jednak wszedłem w to po raz trzeci.
A dlaczego nie masz? Bo wszystkiego nie da się zamknąć w sztywne ramy. Czasami mimo dzisiejszych trendów, bycia "pua", są takie sytuacje, że górę biorą uczucia. I teraz działam w myśl zasady, że "lepiej naprawić niż kupić nowe". Dlaczego? Bo jesli teraz nie wyjdzie, nie wpakuję się w to po raz czwarty. I jesli Nam znów nie wyjdzie - nie będę też płakał, nie będę się żalił. Zeby to nie zabrzmiało, że mi na niej nie zależy, bo zależy mi w ch*j, jak na żadnej innej kobiecie, ale na niej świat też się nie kończy. Rowniez mam swoje plany i marzenia

@Smutniania - Prawda, ta robota zmienia ludzi. Nie mam już w sobie tyle empati do obcych. Ale do bliskich jest jeszcze wieksza. Dużo zobaczyłem, dużo doświadczyłem. Ludzkich problemów, dramatów, tragedii. I teraz doceniam to co mam. Mimo dobrego "fejmu" nie odbiło mi. Może powinienem napisać "Jeszcze mi nie odbiło?" Nie wiem.
A praca na wydziale lższejsza, aczkolwiek inny ciężar gatunkowy, ktorego dotyczy.

Jest tak jak mówisz, gorzej z każdą chwilą.
I równie dobrze Ci sie wydaje. Ja to widzę, Ty to widzisz, każdy widzi tylko nie główni zainteresowani hmm
Fajnie, jak mówisz. A przy tym móc balować i ciągle narzekać. Boli mnie to, że przez pracę (średnio 11h + dojazd) plus ciągłe "matkowanie" ona tam po prostu dziczeje. Nie wychodzi nawet z tych czterech ścian... bo nie ma.kiedy i nie ma siły.
Walcze. Tylko zaczyna brakować mi do tego narzędzi. Argumentów. Sposobów.
Bo nie będzie dobrym posunięciem wypalić do niej, ze brat jest taki, owaki, manipuluje bo po prostu odbierze to jako atak i moje działania uzna za nakierowane na "obrzydzenie" jej brata, egoistyczne i jeszcze uzna, że nie wiem jak to jest, nie wspieram jej, a on taki biedny... miałem  pewien pomysł, ale mój kręgosłup moralny mi nie pozwala na realizację...

12

Odp: Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji

Co to za pomysł? Zapytam z babskiej ciekawości:)
Wiesz, ja się trochę Jej nie dziwię (o ile dobrze zrozumiałam)- ja też mimo wszystko wolałabym mieszkać z Bratem niż wracać do Rodziców.  Liznęła trochę samodzielności, poczuła się niezależna od Rodziców i ciężko będzie Jej wrócić.
Nie rozumiem jednego- czemu nie zaproponujesz Jej wspólnego mieszkania? Życia razem. Faktycznie wygląda na to, że Ona ma rzucić wszystko, przewrócić swoje życie do góry nogami (domyślam się, że będzie musiała odejść z pracy wracając w rodzinne strony) , a Ty w Jej kierunku nic, "bo Ty sobie coś wypracowałeś".

13

Odp: Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji
KwitnącyBez napisał/a:

Co to za pomysł? Zapytam z babskiej ciekawości:)
Wiesz, ja się trochę Jej nie dziwię (o ile dobrze zrozumiałam)- ja też mimo wszystko wolałabym mieszkać z Bratem niż wracać do Rodziców.  Liznęła trochę samodzielności, poczuła się niezależna od Rodziców i ciężko będzie Jej wrócić.
Nie rozumiem jednego- czemu nie zaproponujesz Jej wspólnego mieszkania? Życia razem. Faktycznie wygląda na to, że Ona ma rzucić wszystko, przewrócić swoje życie do góry nogami (domyślam się, że będzie musiała odejść z pracy wracając w rodzinne strony) , a Ty w Jej kierunku nic, "bo Ty sobie coś wypracowałeś".

Chyba dobrze nie przeczytałaś brat nią manipuluje robi z niej sprzątaczkę praczkę gotowaczke itp i raczej nie jest niezależna skoro brat nią rządzi a raczej gnębi ja psychicznie mówiąc że jak ona jest to on się lepiej czuje i niechce żeby się od niego wyprowadziła . Nianczy 33letniego brata

14

Odp: Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji

Prywatnie, to dziwię się autorze, że aż trzykrotnie wchodziłeś do tej samej rzeki i z tym samym skutkiem i że jeszcze masz siłę walczyć. Prywatnie też- posłuchała bym rozumu.
Fakt, Twoja dziewczyna jest manipulowana, ale póki tego nie zrozumie, póki nie odetnie się od rodziny (z naciskiem na brata) wasz związek może niezmiennie być taką huśtawką. Raz kocha, po miesiącu-dwóch już nie. Możesz próbować z nią porozmawiać, zasugerować, że potrzebuje pomocy, ale od niej zależy, co ze swoim życiem zrobi.

15

Odp: Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji
Smutnania napisał/a:
KwitnącyBez napisał/a:

Co to za pomysł? Zapytam z babskiej ciekawości:)
Wiesz, ja się trochę Jej nie dziwię (o ile dobrze zrozumiałam)- ja też mimo wszystko wolałabym mieszkać z Bratem niż wracać do Rodziców.  Liznęła trochę samodzielności, poczuła się niezależna od Rodziców i ciężko będzie Jej wrócić.
Nie rozumiem jednego- czemu nie zaproponujesz Jej wspólnego mieszkania? Życia razem. Faktycznie wygląda na to, że Ona ma rzucić wszystko, przewrócić swoje życie do góry nogami (domyślam się, że będzie musiała odejść z pracy wracając w rodzinne strony) , a Ty w Jej kierunku nic, "bo Ty sobie coś wypracowałeś".

Chyba dobrze nie przeczytałaś brat nią manipuluje robi z niej sprzątaczkę praczkę gotowaczke itp i raczej nie jest niezależna skoro brat nią rządzi a raczej gnębi ja psychicznie mówiąc że jak ona jest to on się lepiej czuje i niechce żeby się od niego wyprowadziła . Nianczy 33letniego brata

Przeczytałam i co to zmienia? Lepiej Jej z bratem i już. Do czego ma wracać? Do rodziców, którzy też Nią manipulują? To już chyba lepiej z nim- zawsze to inna zależność.

16

Odp: Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji

Ani u brata ani u rodziców nie jest jej lepiej i nie bedzie. Chyba lepiej jakby mieszkała u rodziców bo rodzice mają swoje życie i sprawy a ona by miała swoje a tak musi siedzieć z bratem i przejąć wszystkie obowiązki domowe dlamnie to jest chore. Niewiem skąd wniosek że u brata jej lepiej nie jest jej lepiej tylko boi się go zostawić bo przecież on chory i bez niej sobie nie poradzi

17

Odp: Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji

@KwitnącyBez - Pomysł, który nawet nie wiem dlaczego przyszedł mi do głowy, byłby DIABELSKO skuteczny, ale trzeba mieć honor i kregosłup moralny.
Hmm, może wygląda to egoistycznie. Tylko, jak dobrze odpowiedziała Ci Smutnania, głównym problemem jest bycie pod naciskiem brata. Jej niezależność sprowadza się do robienia tego samego co w domu, lecz na rzecz brata. I napisałem wcześniej, że tylko poruszony przez Ciebie argument (tj. Niechęć by wrocić do rodziców) jest dla mnie zrozumiałym
Rzucic pracę. Owszem. Pracę na rzecz brata, za smieszna stawkę. Jest co stracic.
Co do wspolnego mieszkania, biorę to pod uwagę. Możemy coś wynająć, bo na zakup mnie nie stać, gdyż w Marcu kupiłem działkę i chce spelnic marzenie o domu
Rodzice manipulują? Nie. Rodzice sami są manipulowani. I z tego powodu chca by ona była przy wielce biednym bracie.

@evalougo - Sam się sobie dziwię. Ale cóż, nie da się odgadnąć co dzieje sie w naszych głowach i dlaczego podejmujemy takie decyzje. Jedyne co mnie cieszy, ze nie mam sklonności do rozpaczania, rozmyslania, dołowania się i odbierania sobie poczucia wsrtości z powody niepowodzenia w związku .
Jest istny rollercoaster na chwilę obecną.
A walczę bo to ostatnie podejście, kolejnego nie będzie.
Usiłuje przewałować psychologa, żeby zrozumiała co jest grane. Jesli nie, jeśli nawet nie spróbuje, to po prostu chyba nie warto wyprówać sobie żyły i pójść swoją drogą. Nie chodzi o to, ze mi nie zależy czy się poddaje. Po prostu kazdy jest kowalem swojego losu i podejmuje deczyje, które sa zgodne z jego stanem i sumieniem. Trudno, ze dopiero po czasie możemy sobie zdać, że były one złe. Lecz wtedy czasu już nie cofniemy.

Miłego wieczoru.
Uciekam w wieczorny romans z rudą. Wasze zdrowie.
Smutniania - Dziękuję cieszę sie, ze ktoś mnie rozumie

18

Odp: Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji

Rodzice manipulowani, manipulują jednocześnie Twoją Dziewczyną. Masz rodzeństwo?
Zawsze łatwiej żyć na codzień z bratem niż rodzicami- to tylko moje zdanie.
Myślę że w tym tkwi problem, Ona nie chce wracać do Rodziców. I tyle... miasto niestety, jakkolwiek nie byłoby uciążliwe, daje większe perspektywy.
A w ogóle skad Ty o tym wszystkim wiesz? Ona Ci się żali? Mówi że jest Jej źle, że chce coś zmienić? Bywasz u Nich? Widzisz na codzień jak wyglada Jej życie, czy to domysły?

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Do trzech razy sztuka - czyli żyj dla kogoś i ulegnij manipulacji

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018