Co jest ze mną nie tak? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Co jest ze mną nie tak?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 25 ]

Temat: Co jest ze mną nie tak?

Od małego dziecka coś mi się działo, zawsze miałam dużo energii i nie wiedziałam co z nią zrobić. Od rodziców dowiedziałam się, że próbowałam na silę przyjaźnić się z innymi. Chodziłam do psychologa, głównym powodem było to, że wydawało mi się, że nikt mnie nie lubi. Wiem, że zawsze mi się coś działo.
Dążę do tego, że ostatnio zauważyłam, że jest coś ze mną nie tak. Całe życie wszystkim się przejmuje, mam niskie poczucie własnej wartości. Moim największym problemem zawsze były „związki”. Całe życie to co rodzice próbowali mi tłumaczyć ja jakby nie potrafiłam do siebie dopuścić. Za każdym razem byłam z chłopakiem który mi się nawet nie podobał i nie wiem czy potem sama sobie wmawiałam, że jest inaczej. Po każdym rozstaniu mówię, że pobędę sama a potem znowu zaczynam być z kimś innym. Czuję się jak małe dziecko, czytałam o osobowości nie dojrzałej i wszystko się zgadza. Byłam z chłopakami którzy mnie strasznie traktowali i wykorzystywali, potem trafiłam na super chłopaka a starać się o niego nie umiałam. Kochałam go, ale cały czas coś mi nie pasowało, wiem też że mi jakby „przeszło” bardzo szybko i tego nie umiałam zauważyć. Nie chciałam go zranić, a mówiłam mu ciągle jak mi źle (depresje wtedy miałam) tak jakbym nie myślała o nim. Skupiałam się na sobie i zasypywałam go problemami. Nie zauważałam tego, potem nie dostrzegłam, że on popadł w depresję. Wiecznie robiłam problemy, kłóciłam się z nim, prosiłam o kolejne szanse a na końcu zerwałam. Nie myślę o tym co mówię, jakbym nie rozumiała że coś może źle zabrzmieć czy kogoś zranić. Nie umiem postawić się na miejscu drugiej osoby. Od małego mi czegoś brakuje. Nie umiem docenić siebie, tego co mam w życiu. Jakoś bardzo poważnie do każdego chłopaka podchodziłam, a sama nie jestem gotowa na poważny związek. Cały czas tylko bym spędzała czas z osobą z którą jestem, a dobrze wiem, że to nie zdrowe. Nie umiem podzielić związku na siebie i chłopaka. Dopiero niedawno zrozumiałam jak bardzo skrzywdziłam swojego byłego, tak samo jak rodzinę. Miałam do niego jakieś dziwne podejście, mówiłam mu rzeczy których sama nie rozumiem, np na koniec związku że spodobał mi się ktoś inny. Powodem mojego rozstania się z nim było to, że ja już nawet się przytulić do niego nie chciałam i czułam, że powinnam pobyć sama. Potem miałam przyjaciela i sama się zgodziłam na bycie z nim a znowu było coś nie tak. Potem wpadłam w jakąś manie, nie umiałam się postawić na jego miejscu i nie rozumiałam, ze mu na mnie zależy. Robiłam przed nim ofiarę i cały czas mówiłam ze mi źle, nie dobrze. Rodziców zamęczyłam, potem byłam w takim stanie, że powtarzałam w kółko to samo i nie pamiętałam czy już coś mówiłam.  Nie wiem kiedy powinnam myśleć o sobie a kiedy o kimś innym, nie umiem uczyć się na błędach. Nie rozumiałam tego że zamęczanie sobą innych rani i że takie ciągłe mówienie o swoich problemach. Mam jakieś dziwne wyobrażenie rzeczywistości, czuję się taka sztuczna. Nie umiem cieszyć się z życia. Czasami przyłapywałam się na tym, że chciałam, żeby się o mnie martwił i zwracałam na siebie uwagę. Sama nie wiem czy nie robiłam wszystkiego żeby zwrócić na siebie uwagę, bo kto robi takie rzeczy. Nie mam jakiegoś tatku i wyczucia i sama nie wiem czy nie myślę wiecznie o sobie. Przeraża mnie fakt, że sobie nie radze sama ze sobą.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Co jest ze mną nie tak?
Lonely01 napisał/a:

próbowałam na silę przyjaźnić się z innymi. Chodziłam do psychologa, głównym powodem było to, że wydawało mi się, że nikt mnie nie lubi. Wiem, że zawsze mi się coś działo.
Dążę do tego, że ostatnio zauważyłam, że jest coś ze mną nie tak. Całe życie wszystkim się przejmuje, mam niskie poczucie własnej wartości.
Czuję się jak małe dziecko, czytałam o osobowości nie dojrzałej i wszystko się zgadza.
Skupiałam się na sobie i zasypywałam go problemami. Wiecznie robiłam problemy. Nie myślę o tym co mówię, jakbym nie rozumiała że coś może źle zabrzmieć czy kogoś zranić. Nie umiem postawić się na miejscu drugiej osoby. Od małego mi czegoś brakuje. Nie umiem docenić siebie, tego co mam w życiu.
nie umiem uczyć się na błędach. Nie rozumiałam tego że zamęczanie sobą innych rani i że takie ciągłe mówienie o swoich problemach. Mam jakieś dziwne wyobrażenie rzeczywistości, czuję się taka sztuczna. Nie umiem cieszyć się z życia. Czasami przyłapywałam się na tym, że chciałam, żeby się o mnie martwił i zwracałam na siebie uwagę. Sama nie wiem czy nie robiłam wszystkiego żeby zwrócić na siebie uwagę. Nie mam jakiegoś tatku i wyczucia i sama nie wiem czy nie myślę wiecznie o sobie. Przeraża mnie fakt, że sobie nie radze sama ze sobą.

W.w fragmenty Twojej wypowiedzi to jest to, do czego zamierzam się odnieść.

Próba przyjaźni na siłę i wrażenie, że nikt Cie nie lubi to wynik niskiego poczucia wartości i niskiej samooceny. To akurat nie jest żadna katastrofa, bo większość z nas tak ma lub miała. To da się wypracować. Wymaga wprawdzie ciężkiej pracy nad sobą i konsekwencji w działaniu, ale uda się smile .

To co się dzieje z Tobą nie tak, to ma podobne podłoże czyli niskie poczucie wartości, stan jedynie się pogłębia, bo nic ze sobą nie robisz.
Podobnie skupianie się na sobie, zwracanie na siebie uwagi jak dziecko, niedocenianie siebie i tego co masz... to też niskie poczucie wartości. Faktycznie dostrzegam brak dojrzałości. Bezmyślność w mówieniu, co można zinterpretować tez jako brak empatii, ale która to cecha trudno na tym etapie określić.
Nie radzisz sobie sama ze sobą, to czas coś ze sobą zrobić wink .

Spróbujmy przekuć wadę w zaletę. Skoro stale myślisz o sobie, to myśl dalej, ale w innych kategoriach. Od tej pory będziesz pracować nad poznaniem siebie i podwyższeniem swojej wartości oraz polubieniem. Skupiać się będziesz nad swoimi mocnymi stronami, pozytywnymi aspektami swojego życia.
Jeśli czujesz, że sama nie dasz rady, pozostaje zapisać się na terapię.

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

3

Odp: Co jest ze mną nie tak?

Czy może to być poważniejszy problem niż tylko samoocena, na przykład zaburzenie osobowości? Niepokoi mnie też fakt, że jestem nie samodzielna, zawsze potrzebuję kogoś towarzystwa, porady, nie lubię być sama. Myślę, że namieszało mi też bardzo to, że od rodziców zawsze słyszałam, ze jestem pępkiem świata i powinnam się zmienić a od dziadków, że nic mi nie jest i jestem wspaniała. Wiele razy już się zastanawiałam co jest nie tak, ale ciężko było mi zmienić cokolwiek, bo wcale o sobie nie mam dobrej opinii, a zawsze słyszałam, że zwracam na siebie uwagę, jestem samolubna. Mój były zwrócił mi ostatnio uwagę na to, że mówię o sobie źle, np "moje zdjęcia są beznadziejne" i mam nadzieję, że ktoś powie "wcale tak nie jest". Ciężko jest to opisać, ale nie wiem już sama jak jest.
Może podam więcej przykładów co do potencjalnego braku empatii. Po rozstaniu się z chłopakiem robiłam "żarty" z naszego bycia razem, tj. powiedziałam, że nie wiem jak bym z nim wytrzymała czy coś podobnego (nie mogłam zapomnieć rzeczy które on wcześniej zrobił, jakbym mu po prostu nie umiała odpuścić) Pewnego razu przyznał się, że jest mu źle i czuje się samotny i źle z tym, że już nas nie ma, mówił mi też komplementy i ja się wtedy poczułam lepiej, zamiast współczuć, że jest mu źle. Jak wpadłam w ten "amok" i powtarzałam do rodziców cały czas co mi się dzieje chciałam żeby się o mnie martwili, cały czas ofiarę robiłam z siebie. Nie pytam się rodziców o ich dzień, mój były też mówił mi że się nim nie interesowałam w ogóle. W złości mówiłam przykre rzeczy.
Myślałam nad osobowością chwiejną emocjonalnie (impulsywna i broderline) bo dużo się zgadza.

I dziękuję za pomoc.

Reklama

4

Odp: Co jest ze mną nie tak?

Nie usprawiedliwiaj się zaburzeniem osobowości, nie doszukuj się żadnej choroby. Tak jest prościej, bo nie trzeba nad sobą pracować, można przykleić sobie łatkę osoby chorej, łykać pigułki i dalej domagać się zainteresowania. Nawet więcej powiem... to by Tobie pasowało, bo w ten sposób uzyskasz więcej uwagi, moze nawet litości i współczucia. Czyli osiągniesz zamierzony cel i będą się bardziej Tobą interesować oraz się Tobą zajmować. 

Moim zdaniem jesteś po prostu niedojrzała, nie dorosłaś... ot co. To co opisujesz to zachowania dziecka. W dodatku rozpieszczonego, które nie lubi siebie więc staje na głowie, by inni mu to zrekompensowali. Tymczasem wystarczy wziąć się za podnoszenie samooceny, wiary w siebie, dorośniecie, a wszystko się ustabilizuje.
Jeśli jednak chcesz rozwiać wątpliwości, udaj się do psychiatry i psychologa.

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

5 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2018-04-15 20:53:40)

Odp: Co jest ze mną nie tak?

A ja uważam, że jak najbardziej możesz mieć zaburzenia osobowości.
To żaden wstyd. Sama żyłam długo czas nie wiedząc, że mam zaburzenia (typ impulsywny). Pół życia myślałam, że po prostu taka jestem, mam nerwicę. Poszłam do psychiatry, dostałam leki. Zapisałam się na terapię, która nauczyła mnie kontrolować emocje i radzić sobie w sytuacjach potencjalnie dla mnie niebezpiecznych. Teraz żyje mi się o wiele lepiej, szczególnie moi bliscy zauważyli dużą zmianę. Mniej nerwów, mniej kłótni o pierdoły.

Nie mówię, że masz zaburzenia. Warto to skontrolować.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa
Reklama

6

Odp: Co jest ze mną nie tak?
Cyngli napisał/a:

A ja uważam, że jak najbardziej możesz mieć zaburzenia osobowości.
To żaden wstyd. Sama żyłam długo czas nie wiedząc, że mam zaburzenia (typ impulsywny). Pół życia myślałam, że po prostu taka jestem, mam nerwicę. Poszłam do psychiatry, dostałam leki. Zapisałam się na terapię, która nauczyła mnie kontrolować emocje i radzić sobie w sytuacjach potencjalnie dla mnie niebezpiecznych. Teraz żyje mi się o wiele lepiej, szczególnie moi bliscy zauważyli dużą zmianę. Mniej nerwów, mniej kłótni o pierdoły.

Nie mówię, że masz zaburzenia. Warto to skontrolować.

I co dalej z nerwica?

gg 48623644

7

Odp: Co jest ze mną nie tak?
rossanka napisał/a:
Cyngli napisał/a:

A ja uważam, że jak najbardziej możesz mieć zaburzenia osobowości.
To żaden wstyd. Sama żyłam długo czas nie wiedząc, że mam zaburzenia (typ impulsywny). Pół życia myślałam, że po prostu taka jestem, mam nerwicę. Poszłam do psychiatry, dostałam leki. Zapisałam się na terapię, która nauczyła mnie kontrolować emocje i radzić sobie w sytuacjach potencjalnie dla mnie niebezpiecznych. Teraz żyje mi się o wiele lepiej, szczególnie moi bliscy zauważyli dużą zmianę. Mniej nerwów, mniej kłótni o pierdoły.

Nie mówię, że masz zaburzenia. Warto to skontrolować.

I co dalej z nerwica?

Okazało się, że to nie nerwica. Po prostu.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

8

Odp: Co jest ze mną nie tak?

Dziękuję wszystkim za rady, spróbuję się też dowiedzieć i upewnić czy nic mi nie dolega.
tajemnicza75 masz rację i dokładnie tak się czuję, jak dziecko i to w dodatku rozpieszczone. Nie chcę taka być i na pewno będę się starała nad sobą popracować. Na pewno będzie ciężko, ale będę próbować.

9

Odp: Co jest ze mną nie tak?
Cyngli napisał/a:
rossanka napisał/a:
Cyngli napisał/a:

A ja uważam, że jak najbardziej możesz mieć zaburzenia osobowości.
To żaden wstyd. Sama żyłam długo czas nie wiedząc, że mam zaburzenia (typ impulsywny). Pół życia myślałam, że po prostu taka jestem, mam nerwicę. Poszłam do psychiatry, dostałam leki. Zapisałam się na terapię, która nauczyła mnie kontrolować emocje i radzić sobie w sytuacjach potencjalnie dla mnie niebezpiecznych. Teraz żyje mi się o wiele lepiej, szczególnie moi bliscy zauważyli dużą zmianę. Mniej nerwów, mniej kłótni o pierdoły.

Nie mówię, że masz zaburzenia. Warto to skontrolować.

I co dalej z nerwica?

Okazało się, że to nie nerwica. Po prostu.

Tak ale co dalej? Jak się leczysz?  Czy coś Ci bardziej pomaga,  żyć objawy powracają obecnie?

gg 48623644

10

Odp: Co jest ze mną nie tak?
rossanka napisał/a:
Cyngli napisał/a:
rossanka napisał/a:

I co dalej z nerwica?

Okazało się, że to nie nerwica. Po prostu.

Tak ale co dalej? Jak się leczysz?  Czy coś Ci bardziej pomaga,  żyć objawy powracają obecnie?

Przez rok byłam na lekach i równolegle chodziłam na terapię. Obecnie moje leczenie jest zakończone.

Co dalej? Normalne życie. Umiem teraz uspokoić samą siebie, nie nakręcam się I nie wybucham. Poprawiły się moje relacje z bliskimi. Już nie reaguję emocjonalnie na wszystko.

Najbardziej pomogła mi metoda "bezpiecznego miejsca". To jedna z technik relaksacyjnych. Umiejętnie  i konsekwentnie stosowana czyni cuda.

Czy objawy powracają? Jasne. Ale potrafię sobie z nimi radzić. Miewam stany niepokoju, ale już się nie boję.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

11

Odp: Co jest ze mną nie tak?
Cyngli napisał/a:
rossanka napisał/a:
Cyngli napisał/a:

Okazało się, że to nie nerwica. Po prostu.

Tak ale co dalej? Jak się leczysz?  Czy coś Ci bardziej pomaga,  żyć objawy powracają obecnie?

Przez rok byłam na lekach i równolegle chodziłam na terapię. Obecnie moje leczenie jest zakończone.

Co dalej? Normalne życie. Umiem teraz uspokoić samą siebie, nie nakręcam się I nie wybucham. Poprawiły się moje relacje z bliskimi. Już nie reaguję emocjonalnie na wszystko.

Najbardziej pomogła mi metoda "bezpiecznego miejsca". To jedna z technik relaksacyjnych. Umiejętnie  i konsekwentnie stosowana czyni cuda.

Czy objawy powracają? Jasne. Ale potrafię sobie z nimi radzić. Miewam stany niepokoju, ale już się nie boję.

Kurczę,  rok,  krociuktko,  ale dobrze dla Ciebie.
A co to za technika bezpiecznego miejsca?Akurat o tym nie słyszałam.

gg 48623644

12 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2018-04-15 22:50:26)

Odp: Co jest ze mną nie tak?
rossanka napisał/a:
Cyngli napisał/a:
rossanka napisał/a:

Tak ale co dalej? Jak się leczysz?  Czy coś Ci bardziej pomaga,  żyć objawy powracają obecnie?

Przez rok byłam na lekach i równolegle chodziłam na terapię. Obecnie moje leczenie jest zakończone.

Co dalej? Normalne życie. Umiem teraz uspokoić samą siebie, nie nakręcam się I nie wybucham. Poprawiły się moje relacje z bliskimi. Już nie reaguję emocjonalnie na wszystko.

Najbardziej pomogła mi metoda "bezpiecznego miejsca". To jedna z technik relaksacyjnych. Umiejętnie  i konsekwentnie stosowana czyni cuda.

Czy objawy powracają? Jasne. Ale potrafię sobie z nimi radzić. Miewam stany niepokoju, ale już się nie boję.

Kurczę,  rok,  krociuktko,  ale dobrze dla Ciebie.
A co to za technika bezpiecznego miejsca?Akurat o tym nie słyszałam.

Jest o tym dużo w Internecie. Ogólne założenie jest takie, że w głowie tworzysz sobie bezpieczne miejsce. Może to być łóżko na plaży, albo wygodny fotel w lesie, co tylko zechcesz. Z czasem dodajesz coraz więcej szczegółów. W sytuacjach trudnych, stresowych wycofujesz się do tego miejsca. To niesamowicie wycisza. Ale nauczenie się tego trwało dobrych kilka miesięcy.


Moja terapia trwała dość krótko, bo wcześniej już chodziłam na inną i ogólnie tematy były mi znane. Jestem też osobą bardzo otwartą i chętnie współpracowałam. Poza tym byłam bardzo zdeterminowana, by coś zmienić. Od tego zależała przyszłość mojego związku i rodziny.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

13

Odp: Co jest ze mną nie tak?
Cyngli napisał/a:
rossanka napisał/a:
Cyngli napisał/a:

Przez rok byłam na lekach i równolegle chodziłam na terapię. Obecnie moje leczenie jest zakończone.

Co dalej? Normalne życie. Umiem teraz uspokoić samą siebie, nie nakręcam się I nie wybucham. Poprawiły się moje relacje z bliskimi. Już nie reaguję emocjonalnie na wszystko.

Najbardziej pomogła mi metoda "bezpiecznego miejsca". To jedna z technik relaksacyjnych. Umiejętnie  i konsekwentnie stosowana czyni cuda.

Czy objawy powracają? Jasne. Ale potrafię sobie z nimi radzić. Miewam stany niepokoju, ale już się nie boję.

Kurczę,  rok,  krociuktko,  ale dobrze dla Ciebie.
A co to za technika bezpiecznego miejsca?Akurat o tym nie słyszałam.

Jest o tym dużo w Internecie. Ogólne założenie jest takie, że w głowie tworzysz sobie bezpieczne miejsce. Może to być łóżko na plaży, albo wygodny fotel w lesie, co tylko zechcesz. Z czasem dodajesz coraz więcej szczegółów. W sytuacjach trudnych, stresowych wycofujesz się do tego miejsca. To niesamowicie wycisza. Ale nauczenie się tego trwało dobrych kilka miesięcy.


Moja terapia trwała dość krótko, bo wcześniej już chodziłam na inną i ogólnie tematy były mi znane. Jestem też osobą bardzo otwartą i chętnie współpracowałam. Poza tym byłam bardzo zdeterminowana, by coś zmienić. Od tego zależała przyszłość mojego związku i rodziny.

Już poczytałam.
Okazuje się,  że ją  stosowałam już dawno temu, ale nie wiedziałam,  że ona się tak nazywa.
Też duzo pracowałam na terapii, bardzo chciałam z tego wyjść, chętnie wspolpracowalam i chciałam to zmienić,  ale się nie udało całkowicie,
Mam to zdiagnozowane od studiów,  ale pamiętam,  że jak miałam 7 lat to już to mialam.
Chyba nigdy całkiem z tego nie  wyjdę,  tego się boję.
Dużo przrpracowalam i dużo zmieniło się na lepsze, ale jeszcxe coś zostało,  najgorsze są te lęki.
Farmakologiczne już dawno zakończyłem leczenie, terapia też trwała parę lat i się skończyła i mam wrażenie,  że już wszystko na niej omowilam,  Doszłam do samego dna problemów.
Nie wiem już co więcej mogę zrobić.  Brakuje mi już pomysłów,

gg 48623644

14 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2018-04-15 23:03:16)

Odp: Co jest ze mną nie tak?

Przede wszystkim wydaje mi się, że pewne rzeczy trzeba w sobie zaakceptować.
Zaburzeń osobowości nie wyleczysz. Nie wyjdziesz z tego. Jedyne, co można zrobić, to nauczyć się z nimi żyć. Najwięcej czasu zajmuje etap akceptacji... potem już z górki. Przynajmniej u mnie tak było. Pomagał wolontariat i poczucie bycia potrzebną. Patrzenie na krzywdę innych i uświadomienie sobie, że wcale nie mam tak najgorzej.

Miałam etap, kiedy czułam się bardzo źle, kiedy okazało się, że mój syn ma Zespół Aspergera. Niby nic aż tak strasznego, w końcu to nie głęboki autyzm, ale dla mnie to była tragedia i mój stan się wtedy pogorszył... Non stop się obwiniałam, zamiast być wsparciem, zachowywałam się jak mój syn, a to on był dzieckiem w tej relacji. Ale i to ogarnęłam.

Z terpautką mam kontakt raz na jakiś czas. Do psychiatry też w razie potrzeby mogę podjechać. Mam jednak nadzieję, że to nie będzie konieczne.
-----

A coś więcej o lękach? Czego konkretnie się boisz?
Masz takie niezdefiniowane lęki, czy chodzi o coś określonego? Kiedy Cię nachodzą?

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

15

Odp: Co jest ze mną nie tak?
Cyngli napisał/a:

Przede wszystkim wydaje mi się, że pewne rzeczy trzeba w sobie zaakceptować.
Zaburzeń osobowości nie wyleczysz. Nie wyjdziesz z tego. Jedyne, co można zrobić, to nauczyć się z nimi żyć. Najwięcej czasu zajmuje etap akceptacji... potem już z górki. Przynajmniej u mnie tak było. Pomagał wolontariat i poczucie bycia potrzebną. Patrzenie na krzywdę innych i uświadomienie sobie, że wcale nie mam tak najgorzej.

Miałam etap, kiedy czułam się bardzo źle, kiedy okazało się, że mój syn ma Zespół Aspergera. Niby nic aż tak strasznego, w końcu to nie głęboki autyzm, ale dla mnie to była tragedia i mój stan się wtedy pogorszył... Non stop się obwiniałam, zamiast być wsparciem, zachowywałam się jak mój syn, a to on był dzieckiem w tej relacji. Ale i to ogarnęłam.

Z terpautką mam kontakt raz na jakiś czas. Do psychiatry też w razie potrzeby mogę podjechać. Mam jednak nadzieję, że to nie będzie konieczne.
-----

A coś więcej o lękach? Czego konkretnie się boisz?
Masz takie niezdefiniowane lęki, czy chodzi o coś określonego? Kiedy Cię nachodzą?

Lęki nachodzi mnie gdy np mam dzień lub dwa, w których bardzo się stresuje czymś,  to na trzeci dzień dopada mnie lęk jak już stres maleje.
Boję się panicznie śmierci bliskich, albo tego, że partner mnie zostawi albo umrze (a nie mam partnera),  że sama umrę i dalej nie będzie już nic, że będę sama, -wiem, że śmierci wszyscy się boją,  ale u mnie to jakieś patologiczne chyba.
Boję się też panicznie chorób,  zwłaszcza raka, agonii,  umierania.
I mam fobie wymiotów,  okropnie boję się wymiotowac, a w chwilach stresu mi strasznie niedobrze, jako dziecko potrafiłam ze strachu nic nie jeść całymi dniami, co zostało mi do dziś.  Terapeuta mówiła,  że mam dziecięce formy reagowania na stres w tym objawie. Możliwe,  ale strasznie to krępujące.

gg 48623644

16 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2018-04-15 23:15:33)

Odp: Co jest ze mną nie tak?

A próbowałaś sobie racjonalizować pewne rzeczy aż do skutku?

Np. jak ma Cię zostawić partner, skoro nie masz partnera?

Albo.. co jest tak strasznego w wymiotowaniu? Na chłopski rozum wymioty występują wtedy, gdy żołądek potrzebuje się oczyścić z jakiegoś powodu. Więc to raczej pozytywne zjawisko.

Ogólnie wiem, co przeżywasz, bo takie lęki przychodzące znikąd potrafią człowieka zrujnować. Mnie łapały najczęściej podczas bezcennych nocy. Pomogła hydroksyzyna, zaczęłam spać i nie było czasu na lęki.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

17

Odp: Co jest ze mną nie tak?
Cyngli napisał/a:

A próbowałaś sobie racjonalizować pewne rzeczy aż do skutku?

Np. jak ma Cię zostawić partner, skoro nie masz partnera?

Albo.. co jest tak strasznego w wymiotowaniu? Na chłopski rozum wymioty występują wtedy, gdy żołądek potrzebuje się oczyścić z jakiegoś powodu. Więc to raczej pozytywne zjawisko.

Ogólnie wiem, co przeżywasz, bo takie lęki przychodzące znikąd potrafią człowieka zrujnować. Mnie łapały najczęściej podczas bezcennych nocy. Pomogła hydroksyzyna, zaczęłam spać i nie było czasu na lęki.

Właśnie tak racjonalizuje i nic, tak samo sobie tłumacze jak Ty. Ba, nawet każdemu innemu też bym tak tłumaczyła,  tylko nie sobie. Nie wiem dlaczego.Na mnie to nie działa.Wymioty nie są pozytywne, one znaczą,  że sobie nie radzisz i tracisz kontrolę nad sytuacją.  Nie możesz tego opanować.  Poza tym możesz zrobić kłopot innym ludziom  Tak to widzę.
Śpię na szczescie dosyć dobrze, aż się zawsze psychiatra dziwił,  bo zwykle ludzie ciwperpieli na bezsenność a u mnie nic,  wręcz cieszyłam się wieczorem że idę spać,  bo do rana miałam spokój.

gg 48623644

18 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2018-04-15 23:22:45)

Odp: Co jest ze mną nie tak?
rossanka napisał/a:
Cyngli napisał/a:

A próbowałaś sobie racjonalizować pewne rzeczy aż do skutku?

Np. jak ma Cię zostawić partner, skoro nie masz partnera?

Albo.. co jest tak strasznego w wymiotowaniu? Na chłopski rozum wymioty występują wtedy, gdy żołądek potrzebuje się oczyścić z jakiegoś powodu. Więc to raczej pozytywne zjawisko.

Ogólnie wiem, co przeżywasz, bo takie lęki przychodzące znikąd potrafią człowieka zrujnować. Mnie łapały najczęściej podczas bezcennych nocy. Pomogła hydroksyzyna, zaczęłam spać i nie było czasu na lęki.

Właśnie tak racjonalizuje i nic, tak samo sobie tłumacze jak Ty. Ba, nawet każdemu innemu też bym tak tłumaczyła,  tylko nie sobie. Nie wiem dlaczego.Na mnie to nie działa.Wymioty nie są pozytywne, one znaczą,  że sobie nie radzisz i tracisz kontrolę nad sytuacją.  Nie możesz tego opanować.  Poza tym możesz zrobić kłopot innym ludziom  Tak to widzę.
Śpię na szczescie dosyć dobrze, aż się zawsze psychiatra dziwił,  bo zwykle ludzie ciwperpieli na bezsenność a u mnie nic,  wręcz cieszyłam się wieczorem że idę spać,  bo do rana miałam spokój.

Co mówi Twój lekarz o postępach, które poczyniłaś?
Rozważałaś kiedyś konsultację u innego specjalisty?
Może po prostu nie odpowiada Ci tryb prowadzenia terapii... Nie wiem sama.

Może potrzebujesz pogadać z osobami o podobnych problemach...?

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

19

Odp: Co jest ze mną nie tak?
Cyngli napisał/a:
rossanka napisał/a:
Cyngli napisał/a:

A próbowałaś sobie racjonalizować pewne rzeczy aż do skutku?

Np. jak ma Cię zostawić partner, skoro nie masz partnera?

Albo.. co jest tak strasznego w wymiotowaniu? Na chłopski rozum wymioty występują wtedy, gdy żołądek potrzebuje się oczyścić z jakiegoś powodu. Więc to raczej pozytywne zjawisko.

Ogólnie wiem, co przeżywasz, bo takie lęki przychodzące znikąd potrafią człowieka zrujnować. Mnie łapały najczęściej podczas bezcennych nocy. Pomogła hydroksyzyna, zaczęłam spać i nie było czasu na lęki.

Właśnie tak racjonalizuje i nic, tak samo sobie tłumacze jak Ty. Ba, nawet każdemu innemu też bym tak tłumaczyła,  tylko nie sobie. Nie wiem dlaczego.Na mnie to nie działa.Wymioty nie są pozytywne, one znaczą,  że sobie nie radzisz i tracisz kontrolę nad sytuacją.  Nie możesz tego opanować.  Poza tym możesz zrobić kłopot innym ludziom  Tak to widzę.
Śpię na szczescie dosyć dobrze, aż się zawsze psychiatra dziwił,  bo zwykle ludzie ciwperpieli na bezsenność a u mnie nic,  wręcz cieszyłam się wieczorem że idę spać,  bo do rana miałam spokój.

Co mówi Twój lekarz o postępach, które poczyniłaś?
Rozważałaś kiedyś konsultację u innego specjalisty?
Może po prostu nie odpowiada Ci tryb prowadzenia terapii... Nie wiem sama.

Może potrzebujesz pogadać z osobami o podobnych problemach...?

Też nie wiem.
Co do terapii to mialam jeszcze inne objawy, o dziwo po niej i po leczeniu przeszły,  albo nauczyłam sobie z nimi radzić tak, że praktycznie mi nie przeszkadzają.
Lekarz mówi,  że póki co leków nie wymagam na ten czas.
Terapię skończyłam w zeszłym roku i miałam przez dłuższy okres zobaczyć jak jest bez terapii.
Obawiam się,  że mój przypadek może być beznadziejny.
No nic dzieki za rozmowę.  Dobrze, że przynajmniej Ciebie odpuscilo.

gg 48623644

20

Odp: Co jest ze mną nie tak?
rossanka napisał/a:
Cyngli napisał/a:
rossanka napisał/a:

Właśnie tak racjonalizuje i nic, tak samo sobie tłumacze jak Ty. Ba, nawet każdemu innemu też bym tak tłumaczyła,  tylko nie sobie. Nie wiem dlaczego.Na mnie to nie działa.Wymioty nie są pozytywne, one znaczą,  że sobie nie radzisz i tracisz kontrolę nad sytuacją.  Nie możesz tego opanować.  Poza tym możesz zrobić kłopot innym ludziom  Tak to widzę.
Śpię na szczescie dosyć dobrze, aż się zawsze psychiatra dziwił,  bo zwykle ludzie ciwperpieli na bezsenność a u mnie nic,  wręcz cieszyłam się wieczorem że idę spać,  bo do rana miałam spokój.

Co mówi Twój lekarz o postępach, które poczyniłaś?
Rozważałaś kiedyś konsultację u innego specjalisty?
Może po prostu nie odpowiada Ci tryb prowadzenia terapii... Nie wiem sama.

Może potrzebujesz pogadać z osobami o podobnych problemach...?

Też nie wiem.
Co do terapii to mialam jeszcze inne objawy, o dziwo po niej i po leczeniu przeszły,  albo nauczyłam sobie z nimi radzić tak, że praktycznie mi nie przeszkadzają.
Lekarz mówi,  że póki co leków nie wymagam na ten czas.
Terapię skończyłam w zeszłym roku i miałam przez dłuższy okres zobaczyć jak jest bez terapii.
Obawiam się,  że mój przypadek może być beznadziejny.
No nic dzieki za rozmowę.  Dobrze, że przynajmniej Ciebie odpuscilo.

Jakbyś chciała pogadać, to jestem ;-)

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

21

Odp: Co jest ze mną nie tak?
Cyngli napisał/a:
rossanka napisał/a:
Cyngli napisał/a:

Co mówi Twój lekarz o postępach, które poczyniłaś?
Rozważałaś kiedyś konsultację u innego specjalisty?
Może po prostu nie odpowiada Ci tryb prowadzenia terapii... Nie wiem sama.

Może potrzebujesz pogadać z osobami o podobnych problemach...?

Też nie wiem.
Co do terapii to mialam jeszcze inne objawy, o dziwo po niej i po leczeniu przeszły,  albo nauczyłam sobie z nimi radzić tak, że praktycznie mi nie przeszkadzają.
Lekarz mówi,  że póki co leków nie wymagam na ten czas.
Terapię skończyłam w zeszłym roku i miałam przez dłuższy okres zobaczyć jak jest bez terapii.
Obawiam się,  że mój przypadek może być beznadziejny.
No nic dzieki za rozmowę.  Dobrze, że przynajmniej Ciebie odpuscilo.

Jakbyś chciała pogadać, to jestem ;-)

Dzieki.
Trochę mi głupio,  zwłaszcza że mam większy kaliber nerwicy.
Coś muszę robić nie tak, że nie całkiem odpuscilo. ALBO RZECZYWIŚCIE  przyjąć do wiadomości ze juz się tego nie pozbęde.

gg 48623644

22

Odp: Co jest ze mną nie tak?

Rossanko, ja mam chłopaka, który na każdym kroku powtarza, że mnie kocha i chce ze mną spędzić całe życie a i tak średnio co 3-4 dni mam napady paniki i strachu, że mnie zostawi. Przy czym jest to dla mnie tak realny strach, że momentami czuję się jakbym już była porzucona i muszę tłumaczyć sobie, że życie się nie kończy i tak dalej.
A potem spotykam się z chłopakiem, spędzamy razem czas i jest dobrze. Do następnego razu.

Na początku musiałam sobie uświadomić, że to mój mózg mi funduje takie atrakcje, bo strasznie się bałam, że to intuicja i że faktycznie coś nie wypali. Ale jesteśmy razem już pół roku i nie mam żadnych przesłanek co do tego, żeby miało się kończyć. Raczej odwrotnie, bo mamy dużo planów na przyszłość (co też wpędza mnie w panikę, bo nie umiem zaplanować np. wyjścia do teatru na miesiąc do przodu bez myślenia o tym, że jak mnie rzuci, to będę musiała coś zrobić z biletami, które kupimy). Strasznie to dla mnie momentami problematyczne, zwłaszcza, że nie do końca wiem, w jaki sposób mogłabym przedstawić sytuację mojemu chłopakowi, bo jak to tak powiedzieć "wiesz, boję się, że kiedyś mnie zostawisz". Dla mnie to za duży ciężar położony na nim po tak krótkim jednak okresie związku.
Niemniej on sam mówi, że dla niego utrata mnie jest równa przegraniu życia, bo bardzo do siebie pasujemy i tak jak mówiłam wcześniej, ciągle słyszę, jak ważna jestem i jak bardzo mnie kocha.
W najgorszych momentach po prostu nic nie mówię tylko jadę do niego, żeby być obok, bo to mi trochę daje, ale mam wrażenie, że w końcu sama wszystko zepsuję moimi myślami i paranoją.

Doskonale wiem, z jakich wydarzeń z mojego życia ten lęk się stworzył, ale ciągle nie potrafię go całkowicie wyeliminować. Jedyne co to potrafię go "przegadać" racjonalnymi argumentami i uświadamiać sobie jak bardzo nie ma sensu.

23

Odp: Co jest ze mną nie tak?
Lonely01 napisał/a:

tajemnicza75 masz rację i dokładnie tak się czuję, jak dziecko i to w dodatku rozpieszczone. Nie chcę taka być i na pewno będę się starała nad sobą popracować. Na pewno będzie ciężko, ale będę próbować.

Próbuj, choć samo próbowanie to może być mało. Zastanów się nad sobą głęboko i odpowiedz sobie: jak bardzo pragniesz dojrzeć? Nie w stylu "może chcę", albo "chciałabym kiedyś", ale faktycznie jak bardzo pragniesz tu i teraz? Zapragnij tak bardzo, ze aż się chce ryczeć na głos ze łzami w oczach. Dopiero to mega pragnienie da ci 100% motywacje, bo w tej chwili-mam wrażenie- nie masz jej. Chcesz, ale w sumie nie wiesz dlaczego i po co i nie jesteś przekonana, ze to dobra decyzja, bo chyba brak Ci argumentów ZA wink .

Najczęściej przyczyną niedojrzałości była jakaś trauma w dzieciństwie. Przykład dzieci, młodzieży molestowanej. Gdy 13-latka zostanie skrzywdzona złym dotykiem to prawdo podobnie jej emocje zatrzymają się na tym wieku. Będzie dorastać fizycznie, ale umysł utkwi na tym wieku, bo krzywda spowoduje blokadę psychiczną i uczuciową. Dopóki nie przerobi tej traumy, nie wyleczy się z niej, będzie uwiezioną 13-latką w ciele dorosłej kobiety i będzie cierpieć.

Pisze o tym, bo być moze Ty - mała dziewczynka- też ugrzęzłaś w ciele dorosłej kobiety z jakiegoś powodu? Skoro czujesz się rozpieszczonym dzieckiem, to ile dałabyś tej dziewczynce lat? Potem zastanów się co sie mogło wydarzyć w Twoim życiu w danym okresie. Moze to coś czego nawet specjalnie nie pamiętasz, bo wyparłaś to z pamięci, ale podświadomość niczego nie zapomina i nie pozwala Ci dorosnąć.
Filozofuję trochę, ale akurat na ten temat troszkę czytałam, więc mogę się nieco powymądrzać wink .

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

24 Ostatnio edytowany przez Lonely01 (2018-04-21 23:04:08)

Odp: Co jest ze mną nie tak?

tajemnicza75 nie mam "motywacji" ponieważ próbuje zrozumieć i zrozumieć nie mogę. Zaczęłam się zastanawiać czy na pewno masz rację, że "Tymczasem wystarczy wziąć się za podnoszenie samooceny, wiary w siebie, dorośniecie, a wszystko się ustabilizuje. "
Jest we mnie wiele sprzeczności których nie umiem pojąć. Z każdym parterem i z czasem jest tylko gorzej i martwię się czy umiem cokolwiek zmienić. Wiem, że bardzo krzywdziłam i patrzyłam tylko na siebie, tylko najgorsze jest, że tego nie umiałam wtedy zmienić i postępować inaczej. Dopiero ostatnio zauważyłam jak w ogóle nie umiałam pomyśleć o drugiej osobie. Martwię się, że się to tylko nasila i zastanawiam jak możliwe jest być tak samolubnym i nad tym nie panować (tak samo nie panować nad emocjami.  Poza tym często mówić lub robić coś co nie wydaję się krzywdzić i żyć wyobrażeniem a nie życiem i każdym dniem.
Z jednej strony nie wiem kiedy ktoś mnie wykorzystuje czy źle traktuje a z drugiej ja nie wiem kiedy ja to robię. Jest to wszystko dla mnie tak dziwne, że nawet opisać już tego nie umiem.
Powoli już na prawdę nie mam pojęcia jak sobie ze sobą poradzić.
Próbuję sluchać rad, lecz nie jest to dla mnie proste

25 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (Wczoraj 15:49:59)

Odp: Co jest ze mną nie tak?
Lonely01 napisał/a:

tajemnicza75 nie mam "motywacji" ponieważ próbuje zrozumieć i zrozumieć nie mogę. Zaczęłam się zastanawiać czy na pewno masz rację, że "Tymczasem wystarczy wziąć się za podnoszenie samooceny, wiary w siebie, dorośniecie, a wszystko się ustabilizuje. "

Mogę nie mieć racji, nie jestem specjalistą. Tak to widzę jako osoba postronna i neutralna. To co opisujesz, to w 99% zachowania dziecka.
Próbujesz zrozumieć... dlatego zasugerowałam, ze wydarzyło się coś w Twoim życiu w dzieciństwie i to zaważyło na zatrzymaniu się emocjonalnym i mentalnym.
Zastanawiałaś się nad tym? Moze popytaj bliskie osoby, którym możesz zaufać.
Może być tez, że zwyczajnie wychowali Cie tak rodzice.

Mając na uwadze mojego brata, którego mama całe życie tak traktowała, że wyrósł na niedorajdę życiowego. Tylko nad nim się rozczulała, bo on taki się urodził malutki i chory, bo zawsze był nieporadny i trzeba było za niego wszystko robić. Prawda jest, że powinna go wychować na poradnego, a nie utwierdzać w przekonaniu, że jest nieporadny. Nie przystosowała go do życia i tyle.

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

Posty [ 25 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Co jest ze mną nie tak?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2018