Jak lubić siebie, gdy... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Jak lubić siebie, gdy...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

1

Temat: Jak lubić siebie, gdy...

Rozmawiałam ostatnio z Mamą i gdy stwierdziłam, że moim zdaniem nie da się lubić siebie samego bezwarunkowo, za nic, że musimy mieć jakieś podstawy do tego, żeby darzyć się sympatią i akceptacją, to on zaprzeczyła. Powiedziała, że jeśli człowiek będzie lubił siebie tylko wtedy, gdy będzie spełniać jakieś swoje oczekiwania i wymogi to jego samoakceptacja zawsze będzie chwiejna, tymczasowa, nieustannie wystawiana na próby, że skoro JA jestem jedyną osobą, od której nie mogę odejść, której nie mogę zostawić, pozbyć się to fajnie by było lubić się bezwarunkowo, tak po prostu.
Ale jak lubić siebie, jak utrzymać pewność siebie na przyzwoitym poziomie, jeśli od świata raczej dostajemy komunikaty, że wcale nie jesteśmy tacy fajni?

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Zmień swój świat. Możesz być tym kim chcesz.
Zaakceptuj siebie ze swoimi zaletami, wadami i ograniczeniami. Trochę możesz się zmienić, ale na ogół jesteś jaka jesteś. Skoro twój świat cię nie akceptuje, to go zmień. Jesteś mądra/głupia/przeciętna. Więc wybierz sobie cel który masz szansę osiągnąć i do niego dąż.  Ktoś cię kocha i wspiera, trzymaj się go. Ktoś cię źle ocenia i dołuje. Pokaż mu środkowy palec. Szkoda na niego czasu. Idź z podniesiona głowa do przodu i szukaj ludzi którzy w tej wędrówce cię wesprą.
Jak będziesz w życiu osiągać wyznaczone cele i otaczać się życzliwymi ludźmi, to samoakceptacja przyjdzie sama.

3

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Dzięki za odpowiedź, trollu.
Myślę o tym, co napisałeś i dochodzę do wniosku, że to nawet nie jest tak, że ludzie mnie nie akceptują, bardzo źle traktują i tak dalej. Wydaje mi się, że ja jestem ludziom obojętna (czy mogę mieć do nich o to pretensje? Przecież nie da się nikogo zmusić do sympatii). Jak jestem to ok, ale jak mnie nie ma to też dobrze. Od 5 facetów, z którymi się spotykałam usłyszałam, że nie mam 'tego czegoś'. Może w przyjaźni, koleżeństwie 'to coś', chemia są tak samo potrzebne, konieczne? Może braku charyzmy i tego czegoś nie da się nadrobić nawet okazywaną życzliwością, lojalnością, wsparciem

Reklama

4 Ostatnio edytowany przez troll (2018-04-08 13:02:28)

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Wiesz co? Myślę że to nie jest kwestia chemii. Koleżeństwo to jest trochę takie przebywanie ze sobą bez jakiejś nadmiernej spinki. Ot po prostu mamy oboje czas, to się spotykamy i gadamy o wszystkim i o niczym. Jak nie mamy czasu i ochoty, to nie. Funkcjonujemy obok siebie. Bez jakiegoś związku emocjonalnego.
Przyjaźń, to już coś głębszego. Tu jest ta tzw chemia. Musimy być sobie nawzajem potrzebni. I tu stosunek między osobami jednopłciowymi i roznoplciowymi się różni. Z moim przyjacielem muszę się co jakiś czas spotkać. Szukam kontaktu i po dłuższej przerwie tęsknię do rozmowy. Z żoną więź jest głębsza, ale dość podobna. Też jestem z nią związany przez pokrewieństwo dusz. Dochodzą do tego więzi fizyczne, ekonomiczne i społeczne, więc dlatego ta więź jest głębsza.

Ale aby nawiązać związki przyjaźni i miłości najpierw należy postarać się o grono koleżanek i kolegów z którymi po prostu miło spędzimy czas. Podzielić ich sobie na tych z którymi tylko pogadamy, tych z którymi pójdziemy na piwo i tych z którymi urżniemy się w trupa. Tych którym się zwierzymy z problemów i tych z którymi pogadamy o pogodzie, bo na zaufanie nie zasługują. Ale aby sobie to tak ułożyć należy najpierw mieć to grono znajomych. Ja mam wśród znajomych ludzi z którymi chętnie zamienię słowo przy spotkaniu i takich których chce spotykać regularnie. Mam też takich których brak odczuwam naprawdę dotkliwie. Ale aby ich tak zaszufladkować, musiałem najpierw poznać dziesiątki, czy setki ludzi i dla wszystkich być miłym. Tak po prostu przywitać się i pogadać z uśmiechem. Powiedzieć miłe słowo na dzień dobry, podać rękę przy spotkaniu.

5 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2018-04-08 18:02:24)

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Calkowita akceptacja siebie nie bylaby raczej czyms dobrym, bo gdy zrobi sie cos naprawde zlego (skrzywdzi inna istote) to prawidlowym jest odczucie np. wstretu do wlasnej osoby. Zupelnie inna sprawa jest uzaleznienie tego czy samemu sie zaakceptuje czy tez nie od faktu bycia/niebycia atrakcyjnym towarzysko - to jest akurat niedobre.

Reklama

6 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2018-04-09 09:10:17)

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

lilly, bo akceptacja siebie nie jest rownoznaczna z samouwielbieniem i filozofią "bravo ja", to ostatnie raczej podpada pod narcyzm.

łańcuch jest tak mocny, jak jego najsłabsze ogniwo

7

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Nie jestem fachowcem od lubienia siebie. Raczej wręcz przeciwnie. Ale myślę, że Twoja mama ma tu jednak rację. Jest możliwe bezwarunkowe lubienie siebie. Tak jak jest możliwa np. bezwarunkowa miłość matki do dziecka, mimo tego, że to dziecko jest może np. mordercą, bandytą itd. Tylko, że ta bezwarunkowe lubienie siebie musi być chyba jednak połączone ze zdrowym dystansem do siebie i umiejętnością dobrej oceny sytuacji. Bo w przeciwnym razie można faktycznie popaść w głupi narcyzm.

8 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2018-04-12 16:44:31)

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Moze rozwine mysl ze swojego poprzedniego postu w tym temacie, bo takie rzucanie czegos skrotowo tak naprawde niewiele pomaga: moim zdaniem uzaleznianie swojego poczucia wartosci/samoakceptacji od tego czy jest sie czlowiekiem atrakcyjnym towarzysko czy tez nie, moze byc wrecz czyms zgubnym i szkodliwym, bo czasami zdarza sie nawet ze powodem dla ktorego inna osoba dazy do kontaktu z nami czy entuzjastycznie reaguje na propozycje rozmowy/spotkania nie jest jakas nasza pozytywna cecha, a np. utwierdzanie ja w blednych przekonaniach na temat pewnej grupy ludzi, czy podtrzymywanie jej uproszczonej wizji swiata bo to wlasnie dostarcza jej na obecnym etapie zycia takich uczuc jakich potrzebuje. Na wypadek gdyby to 'czasami zdarza sie nawet' nie zostalo dostrzezone: nie jest to oczywiscie zadna regula.
Czesto tez nasza atrakcyjnosc towarzyska jest kwestia znlezienia sie w odpowiedniej grupie, miejscu i czasie.

9

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Nie ma co komplikować prostych rzeczy. Dobrze jest czuć się dobrze że sobą, tylko aby nie popaść w narcyzm. Poza tym mam wrażenie że samoakceptacja to jakieś sztuczne słowo wyrwane z podręcznika dla psychologa-amatora. Poza tym to słowo jakoś wiąże się z kompleksami. Niby "samoakceptacja", tylko że kompleksów się nie akceptuje, one z samej definicji są fałszywe i szkodliwe. Je się niszczy w zarodku poprzez argumentację.

10

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
Nya napisał/a:

Rozmawiałam ostatnio z Mamą i gdy stwierdziłam, że moim zdaniem nie da się lubić siebie samego bezwarunkowo, za nic, że musimy mieć jakieś podstawy do tego, żeby darzyć się sympatią i akceptacją, to on zaprzeczyła. Powiedziała, że jeśli człowiek będzie lubił siebie tylko wtedy, gdy będzie spełniać jakieś swoje oczekiwania i wymogi to jego samoakceptacja zawsze będzie chwiejna, tymczasowa, nieustannie wystawiana na próby, że skoro JA jestem jedyną osobą, od której nie mogę odejść, której nie mogę zostawić, pozbyć się to fajnie by było lubić się bezwarunkowo, tak po prostu.
Ale jak lubić siebie, jak utrzymać pewność siebie na przyzwoitym poziomie, jeśli od świata raczej dostajemy komunikaty, że wcale nie jesteśmy tacy fajni?

Myślę, że mama ma rację.
Ale rzeczywiście to trudne, gdy czuje się coś innego  w stosunku do samej siebie.
Mogą w tym pomóc przynajmniej na początek poradniki. I na pewno nie stanie się to od razu
Na początek ... smile
http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/245000/245867/352527-352x500.jpg

11

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Myślę, że tę bezwarunkową akceptację z pierwszego posta należałoby zamienić na pojęcie 'zdrowa akceptacja', wtedy nie będziemy popadać w skrajności.

Ja na przykład akceptuję się taką jaką jestem, ale się samą sobą nadmiernie nie zachwycam, widzę swoje wady i dzięki temu mam możliwość nad nimi pracować. Oczywiście, że jestem niedoskonała, ale całkiem mi z tą niedoskonałością fajnie. Wydaje mi się jednak, że ogromną rolę, przynajmniej w moim przypadku, odgrywa tak zwana samoświadomość, która pozwoliła mi zrozumieć pewne mechanizmy, które rządzą moim zachowaniem, jak również mają wpływ na akceptację tego, czego zmienić w sobie nie mogę.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz.

12

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Dzięki wszystkim za odpowiedź, może na razie odniosę się do tego co napisał troll.

troll napisał/a:

Ale aby nawiązać związki przyjaźni i miłości najpierw należy postarać się o grono koleżanek i kolegów z którymi po prostu miło spędzimy czas. Podzielić ich sobie na tych z którymi tylko pogadamy, tych z którymi pójdziemy na piwo i tych z którymi urżniemy się w trupa. Tych którym się zwierzymy z problemów i tych z którymi pogadamy o pogodzie, bo na zaufanie nie zasługują. Ale aby sobie to tak ułożyć należy najpierw mieć to grono znajomych. Ja mam wśród znajomych ludzi z którymi chętnie zamienię słowo przy spotkaniu i takich których chce spotykać regularnie. Mam też takich których brak odczuwam naprawdę dotkliwie. Ale aby ich tak zaszufladkować, musiałem najpierw poznać dziesiątki, czy setki ludzi i dla wszystkich być miłym. Tak po prostu przywitać się i pogadać z uśmiechem. Powiedzieć miłe słowo na dzień dobry, podać rękę przy spotkaniu.

Też staram się być miła dla znajomych (i nieznajomych). Nie zamęczać ich swoimi problemami. Pamiętać o urodzinach. Sama wychodzić z inicjatywą spotkania. Ale miałam ileśtam takich sytuacji, których zupełnie nie rozumiem, mianowicie ktoś przestawał się do mnie odzywać, reagować na moje telefony. Opiszę może dwie sytuacje. Jakiś czas temu olała mnie tak dobra, jak sądziłam, koleżanka. W dniu urodzin złożyłam jej życzenia, powiedziałam, że mam dla niej prezent, bardzo się ucieszyła, miałyśmy się spotkać, zaproponowałam jej jakieś 2 terminy, powiedziała, że akurat wtedy niestety nie da rady, ale innego dnia bardzo chętnie, na moją kolejną propozycję już nie odpowiedziała i przestała się w ogóle odzywać, zostałam sama z prezentem, wszystko działo się w sierpniu 2017, do dzisiaj się nie odezwała. Druga sytuacja - inna, jeszcze bliższa koleżanka (jak sądziłam) bardzo chciała mnie zeswatać ze swoim kolegą, na początku wszystko zapowiadało się ok, ale skończyło bardzo źle, ja to trochę przeżyłam, o czym ona wiedziała i od tamtej pory ani sama się nie odzywa, ani nie reaguje na żadne moje próby nawiązania kontaktu. Boli mnie to szczególnie w kontekście tego, że sama strasznie mnie zachęcała, namawiała, żebym dała szansę tamtemu chłopakowi, a kiedy nic z tego nie wyszło, bo okazało się, że to on nie chce to nawet w żaden sposób mnie nie wsparła tylko zostawiła samą, zaczęła olewać. Nie wiem już, czy to ze mną jest coś nie tak, że ludzie wobec mnie tak się zachowują, czy...

13

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
Nya napisał/a:

Dzięki wszystkim za odpowiedź, może na razie odniosę się do tego co napisał troll.

troll napisał/a:

Ale aby nawiązać związki przyjaźni i miłości najpierw należy postarać się o grono koleżanek i kolegów z którymi po prostu miło spędzimy czas. Podzielić ich sobie na tych z którymi tylko pogadamy, tych z którymi pójdziemy na piwo i tych z którymi urżniemy się w trupa. Tych którym się zwierzymy z problemów i tych z którymi pogadamy o pogodzie, bo na zaufanie nie zasługują. Ale aby sobie to tak ułożyć należy najpierw mieć to grono znajomych. Ja mam wśród znajomych ludzi z którymi chętnie zamienię słowo przy spotkaniu i takich których chce spotykać regularnie. Mam też takich których brak odczuwam naprawdę dotkliwie. Ale aby ich tak zaszufladkować, musiałem najpierw poznać dziesiątki, czy setki ludzi i dla wszystkich być miłym. Tak po prostu przywitać się i pogadać z uśmiechem. Powiedzieć miłe słowo na dzień dobry, podać rękę przy spotkaniu.

Też staram się być miła dla znajomych (i nieznajomych). Nie zamęczać ich swoimi problemami. Pamiętać o urodzinach. Sama wychodzić z inicjatywą spotkania. Ale miałam ileśtam takich sytuacji, których zupełnie nie rozumiem, mianowicie ktoś przestawał się do mnie odzywać, reagować na moje telefony. Opiszę może dwie sytuacje. Jakiś czas temu olała mnie tak dobra, jak sądziłam, koleżanka. W dniu urodzin złożyłam jej życzenia, powiedziałam, że mam dla niej prezent, bardzo się ucieszyła, miałyśmy się spotkać, zaproponowałam jej jakieś 2 terminy, powiedziała, że akurat wtedy niestety nie da rady, ale innego dnia bardzo chętnie, na moją kolejną propozycję już nie odpowiedziała i przestała się w ogóle odzywać, zostałam sama z prezentem, wszystko działo się w sierpniu 2017, do dzisiaj się nie odezwała. Druga sytuacja - inna, jeszcze bliższa koleżanka (jak sądziłam) bardzo chciała mnie zeswatać ze swoim kolegą, na początku wszystko zapowiadało się ok, ale skończyło bardzo źle, ja to trochę przeżyłam, o czym ona wiedziała i od tamtej pory ani sama się nie odzywa, ani nie reaguje na żadne moje próby nawiązania kontaktu. Boli mnie to szczególnie w kontekście tego, że sama strasznie mnie zachęcała, namawiała, żebym dała szansę tamtemu chłopakowi, a kiedy nic z tego nie wyszło, bo okazało się, że to on nie chce to nawet w żaden sposób mnie nie wsparła tylko zostawiła samą, zaczęła olewać. Nie wiem już, czy to ze mną jest coś nie tak, że ludzie wobec mnie tak się zachowują, czy...

Najlepszym testem na znajomość jest pozwolić innym na działanie (lub jego zaniechanie).

Bywa tak, że nam tylko się wydaje, że ktoś nas bardzo lubi, a jest po prostu uprzejmy. To taki paradoks, ale właśnie tak bywa: im druga osoba jest mniej lubiana, tym bardziej ta osoba stara się maskować swoją niechęć uprzejmością.

Dlatego lepiej jest od czasu do czasu pozwolić innym przejmować pałeczkę w podtrzymywaniu znajomości wink

Unfu*k Yourself!

14

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Iceni, masz rację. Mam takich znajomych, którzy nigdy pierwsi nie wyjdą z propozycją spotkania i to jest dość jednoznaczne. Ale akurat w przypadku tych dwóch koleżanek, dopóki nie przestały się odzywać, panowała równowaga, raz ja coś proponowałam, innym razem one. Co tylko sprawia, że jeszcze bardziej nie rozumiem, dlaczego tak nagle zerwały ze mną kontakt...

15

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
Nya napisał/a:

Rozmawiałam ostatnio z Mamą i gdy stwierdziłam, że moim zdaniem nie da się lubić siebie samego bezwarunkowo, za nic, że musimy mieć jakieś podstawy do tego, żeby darzyć się sympatią i akceptacją, to on zaprzeczyła. Powiedziała, że jeśli człowiek będzie lubił siebie tylko wtedy, gdy będzie spełniać jakieś swoje oczekiwania i wymogi to jego samoakceptacja zawsze będzie chwiejna, tymczasowa, nieustannie wystawiana na próby, że skoro JA jestem jedyną osobą, od której nie mogę odejść, której nie mogę zostawić, pozbyć się to fajnie by było lubić się bezwarunkowo, tak po prostu.
Ale jak lubić siebie, jak utrzymać pewność siebie na przyzwoitym poziomie, jeśli od świata raczej dostajemy komunikaty, że wcale nie jesteśmy tacy fajni?



Nie przejmuj się światem,bo sama widzisz ile w nim zła,a Twoja mama ma rację ,nie możesz siebie krytykować,musisz zacząć siebie postrzegać w innym lepszym świetle.Zacznij myśleć o sobie pozytywnie,bo z pewnością jesteś wiele warta,tylko Ty nie chcesz tego zauważać.Polub siebie taką jaka jesteś,a z pewnością wszystko się ułoży. W świecie nie dzieje się nic dobrego i komunikatami z tego świata nie musisz się przejmować,bo ktoś zapewne chce abyś tak myślała.Głowa do góry i nie przejmuj się opiniami innych.Słuchaj mamy,bo ona z całą pewnością wie co mówi,bo tylko ona zna Ciebie najlepiej. smile

Nawet mały gest życzliwości nigdy się nie marnuje
- Ezop -

16

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
Nya napisał/a:

Dzięki wszystkim za odpowiedź, może na razie odniosę się do tego co napisał troll.

troll napisał/a:

Ale aby nawiązać związki przyjaźni i miłości najpierw należy postarać się o grono koleżanek i kolegów z którymi po prostu miło spędzimy czas. Podzielić ich sobie na tych z którymi tylko pogadamy, tych z którymi pójdziemy na piwo i tych z którymi urżniemy się w trupa. Tych którym się zwierzymy z problemów i tych z którymi pogadamy o pogodzie, bo na zaufanie nie zasługują. Ale aby sobie to tak ułożyć należy najpierw mieć to grono znajomych. Ja mam wśród znajomych ludzi z którymi chętnie zamienię słowo przy spotkaniu i takich których chce spotykać regularnie. Mam też takich których brak odczuwam naprawdę dotkliwie. Ale aby ich tak zaszufladkować, musiałem najpierw poznać dziesiątki, czy setki ludzi i dla wszystkich być miłym. Tak po prostu przywitać się i pogadać z uśmiechem. Powiedzieć miłe słowo na dzień dobry, podać rękę przy spotkaniu.

Też staram się być miła dla znajomych (i nieznajomych). Nie zamęczać ich swoimi problemami. Pamiętać o urodzinach. Sama wychodzić z inicjatywą spotkania. Ale miałam ileśtam takich sytuacji, których zupełnie nie rozumiem, mianowicie ktoś przestawał się do mnie odzywać, reagować na moje telefony. Opiszę może dwie sytuacje. Jakiś czas temu olała mnie tak dobra, jak sądziłam, koleżanka. W dniu urodzin złożyłam jej życzenia, powiedziałam, że mam dla niej prezent, bardzo się ucieszyła, miałyśmy się spotkać, zaproponowałam jej jakieś 2 terminy, powiedziała, że akurat wtedy niestety nie da rady, ale innego dnia bardzo chętnie, na moją kolejną propozycję już nie odpowiedziała i przestała się w ogóle odzywać, zostałam sama z prezentem, wszystko działo się w sierpniu 2017, do dzisiaj się nie odezwała. Druga sytuacja - inna, jeszcze bliższa koleżanka (jak sądziłam) bardzo chciała mnie zeswatać ze swoim kolegą, na początku wszystko zapowiadało się ok, ale skończyło bardzo źle, ja to trochę przeżyłam, o czym ona wiedziała i od tamtej pory ani sama się nie odzywa, ani nie reaguje na żadne moje próby nawiązania kontaktu. Boli mnie to szczególnie w kontekście tego, że sama strasznie mnie zachęcała, namawiała, żebym dała szansę tamtemu chłopakowi, a kiedy nic z tego nie wyszło, bo okazało się, że to on nie chce to nawet w żaden sposób mnie nie wsparła tylko zostawiła samą, zaczęła olewać. Nie wiem już, czy to ze mną jest coś nie tak, że ludzie wobec mnie tak się zachowują, czy...


Paradoksalnie, doświadczenie dokładnie tego, co Ty opisujesz, pozwoliło mi uwierzyć w siebie i polubić siebie bezwarunkowo. Oczywiście, są momenty, kiedy czuję się lepiej czy gorzej ze sobą, ale oceniając, czy uważam siebie za fajną, dobrą, ciekawą, inteligentną, godną szacunku, przyjaciół osobę - najczęściej uważam, że tak.

W jaki sposób jest to związane z tym, że ludzie mnie olali? Miałam takich sytuacji 4. Raz przyjaciel ksiądz, drugi - bliski facet, który był mi jak mentor, raz przyjaciółka z gimnazjum (nasza przyjaźń trwała 5 czy 7 lat, miała przetrwać wszystko i planowałyśmy, co będziemy robić jako staruszki), i ostatnia sytuacja to mój brat (jest tu na forum mój wątek, gdy zmagałam się właśnie z tą sytuacją).

Ostatecznie odkryłam, że nie potrzebuję tych ludzi, żeby czuć się dobrze. Że skoro nie chcą mojej cennej, bo porządnej i skorej do poświęceń i pomocy przyjaźni, skoro zachowują się tak chamsko i bez taktu, to znaczy, że to z nimi jest coś nie tak. To oni nie potrafią docenić drugiego człowieka, to im - z jakiegoś względu - nie zależy.
Nie ma to żadnego związku ze mną - kim jestem, jaka jestem - to jest ich decyzja. Nie miałam na nią wpływu. O ile pielęgnowanie przyjaźni to praca obu stron, to kiedy jedna osoba nie chce - druga już NIC nie zdziała. W sumie tak samo w miłości.

Dlaczego tamte osoby mogły się przestać do Ciebie odzywać? Z ich poczucia, że zachowali się głupio, źle, że zapomnieli, albo mieli gorszy czas w życiu a potem było im głupio po tak długim czasie się odezwać, że sprowadzili cię na złą drogę, być może nie potrafią sobie poradzić z faktem, że wywołali w tobie przykre uczucia, że cię rozczarowali. W takiej sytuacji niektórym ludziom łatwiej jest zamieść problem pod dywan - nie rozmawiać, nie rozgrzebać, nie dyskutować, zostawić, niech sobie samo umrze. To łatwiejsze niż konfrontacja. I w ogóle to nie ma związku z tobą -  tylko z ich własną słabością i strachem i brakiem umiejętności do radzenia sobie w takich sytuacjach.

To takie moje zdanie.

Czy da się lubić siebie bezwarunkowo? Myślę, że tak. Po prostu jest mi dobrze, czy jestem sama czy z kimś, czy mam pracę czy nie, czy studiuję czy pracuję czy radzę sobie czy nie; dlatego uznaję, że nie muszę mieć zewnętrznego czynnika, który jest mi potrzebny do akceptowania siebie.

"Nie proś o miłość. O prawdziwą nie musisz. O fałszywą nie warto."

"Miłość to spotkanie dwóch świadomych, pelnych i zaspokojonych uczuciowo osób, które szukają towarzyszy w rozwoju a nie powerbanków do emocjonalnego ładowania" (Tokarz)

17

Odp: Jak lubić siebie, gdy...

Dzięki za odpowiedź, Monoceros.
Ja niestety zawsze raczej szłam w dołujące wytłumaczenia takiego stanu rzeczy. Myślałam sobie, że skoro tyle osób mnie olało to znaczy, że musiałam sobie na to zasłużyć, że jest we mnie coś takiego co sprawia, że ludzie nie biorą mnie poważnie itd. Generalnie, że przyczyna tkwi we mnie. Strasznie egocentryczne, prawda? Widzę to i wydaje mi się to dość żałosne, ale mimo to trudno raz na zawsze pozbyć się takich myśli.

18

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
Nya napisał/a:

Dzięki za odpowiedź, Monoceros.
Ja niestety zawsze raczej szłam w dołujące wytłumaczenia takiego stanu rzeczy. Myślałam sobie, że skoro tyle osób mnie olało to znaczy, że musiałam sobie na to zasłużyć, że jest we mnie coś takiego co sprawia, że ludzie nie biorą mnie poważnie itd. Generalnie, że przyczyna tkwi we mnie. Strasznie egocentryczne, prawda? Widzę to i wydaje mi się to dość żałosne, ale mimo to trudno raz na zawsze pozbyć się takich myśli.

Masz wielkie wymagania co do siebie. Raz na zawsze i pewnie szybko i bezboleśnie? smile wiem, ładna wizja, ale to tak nie działa. Przekonania o sobie - że jestem taka, owaka - oraz przekonania o ludziach - oni zawsze tacy czy inni - da się zmienić, ale to praca czy samodzielnie czy w terapii. To myślenie nie przyszło bez powodu, wina dzieciństwa czy innych doświadczeń, ale teraz jesteś dorosła i to jest twoja decyzja, co z tym zrobisz.

Wyjaśniasz sobie zignorowanie cię "nie biorą mnie na poważnie" podczas gdy wyjaśnień może być 100. Przed chwilą dziewczyna założyła wątek "zapomniałam przez 2 tygodnie odpisać na smsa". Równie prawdopodobne wyjaśnienie może być, że ten człowiek - nie miał ochoty na kontakt, nie miał siły na kontakt, zapomniał, nadal planuje to zrobić, ale głupio. Ma inne sprawy na głowie. Nasza znajomość jest dla tej osoby trudna z jakiegoś niezwiązanego ze mną względu. Czegoś się obawia. Ma złe doświadczenie, boi się powtórki i ucieka. Odezwał się a wiadomość nie doszła. Twoja wiadomość nie doszła. Ktoś tej osobie wywrócił świat do góry nogami. Może się zakochał i nic innego nie ma znaczenia.

Przypadki można mnożyć i mnożyć. Zastanów się następnym razem - mimo że w emocjach oczywiście będzie to samo (nie bierze mnie na poważnie) - to pomyśl o możliwej przyczynie i zachowaj się tak, jakbyś zachowała się, wiedząc że przyczyna jest taka (np. uznajesz, że ktoś ma inne sprawy na głowie). Jak zareagujesz wtedy - ignorując swoje przygniatające myśli? Ja - gdyby zależało mi na relacji - napisałabym, że widzę, że jest zajęty i gdyby potrzebował w czymś pomocy, to jestem do dyspozycji. A potem zajęła się sobą.

"Nie proś o miłość. O prawdziwą nie musisz. O fałszywą nie warto."

"Miłość to spotkanie dwóch świadomych, pelnych i zaspokojonych uczuciowo osób, które szukają towarzyszy w rozwoju a nie powerbanków do emocjonalnego ładowania" (Tokarz)

19

Odp: Jak lubić siebie, gdy...
Monoceros napisał/a:
Nya napisał/a:

Dzięki za odpowiedź, Monoceros.
Ja niestety zawsze raczej szłam w dołujące wytłumaczenia takiego stanu rzeczy. Myślałam sobie, że skoro tyle osób mnie olało to znaczy, że musiałam sobie na to zasłużyć, że jest we mnie coś takiego co sprawia, że ludzie nie biorą mnie poważnie itd. Generalnie, że przyczyna tkwi we mnie. Strasznie egocentryczne, prawda? Widzę to i wydaje mi się to dość żałosne, ale mimo to trudno raz na zawsze pozbyć się takich myśli.

Masz wielkie wymagania co do siebie. Raz na zawsze i pewnie szybko i bezboleśnie? smile wiem, ładna wizja, ale to tak nie działa. Przekonania o sobie - że jestem taka, owaka - oraz przekonania o ludziach - oni zawsze tacy czy inni - da się zmienić, ale to praca czy samodzielnie czy w terapii. To myślenie nie przyszło bez powodu, wina dzieciństwa czy innych doświadczeń

Ja bym powiedziała, że to TE doświadczenia (tzn. urywanie kontaktu, nieodzywanie się bardzo długi czas przez ludzi, których naprawdę wyjątkowo lubiłam/lubię) wpłynęły na takie moje przekonania o sobie. Dzieciństwo miałam fajne. Masz rację, mogą być miliony powodów, dla których przestali się odzywać, i oczywiście mieli do tego prawo. I dlatego znów siedzę sama w domu smile

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Jak lubić siebie, gdy...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2018