Nuda w związku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

Temat: Nuda w związku

Lubię stabilizację, ale w wokół siebie, a nie stagnację wewnętrzną. Z chłopakiem jesteśmy razem prawie 2,5 roku. Mieszkamy razem w wynajętym pokoju, pracujemy w tej samej firmie, właściwie nie mamy przyjaciół, bo oboje mieszkamy z dala od swoich miast rodzinnych. Pamiętam jak jak marudziłam mojej przyjaciółce jak wracałam do domu, że jest mi tam ciężko, że nie mam tak nikogo, a ona do mnie: "Masz M.". Dziś wymiotować mi się chce na myśl tym, że "Mam M.". Całe moje życie to jest "posiadanie M." i niczego więcej, ani nikogo. Do zawrotów głowy. To nie jest zły związek, ale czuję się jak zamkniętym ciasnym i dusznym pokoju. Nie chce wychodzić i zatrzaskiwać drzwi z drugiej strony, ale nie wiem jak uchylić okno.
Kiedyś, kiedy mieszkałam w domu chodziłam na wieczorki poetyckie, koncerty poezji śpiewanej, jazzu. Dziś nie mam z kim, nie mam gdzie. Jego to nie interesuje, a ja nie chcę też ciągać go na siłę i widzieć jak się nudzi, męczy i jak zupełnie jest mu to obojętne. To gorsze jak pójcie samemu. Kiedyś pisałam, emocje kipiały we mnie. Dziś nie piszę, nie mam o czym.

Ostatnimi czasy mieliśmy w pracy kilkudniowe szkolenie. I stało się, niby nic, bo tylko w mojej głowie, ale mi to wystarczy. Zauroczyłam się w osobie szkolącej. Nie mogłam napatrzeć się na jego słodką buźkę, uroczy uśmiech i dołeczki w policzkach. Przez kilka dni odnalazłam w sobie kobietę. Starannie wybierałam ciuchy, malowałam się, stroiłam. Nie ważne, że obiekt moich zainteresować pewnie w ogóle nie zauważył, że pobudził we mnie takie emocje. Ale kiedy nasze spojrzenia spotykały się, kiedy uśmiechał się do mnie szeroko miałam wrażenie, że ziemia osuwa się pode mną, albo chodzę po gąbce. Wszystko było jak na karuzeli. Ekscytujące, porywające. Nie zobaczę go już więcej, szkolenia skończyły się. Trochę mam sobie za złe, za te emocje, uczucie, które się we mnie pojawiło zupełnie nagle, niespodziewanie. A trochę mi żal, że nie mogło trwać dłużej. No i tu znów mam sobie za złe, że mi żal. Takie błędne koło.
Ja nigdy nie pokazałabym tego, że ktoś budzi we mnie takie emocje. I to czy mam kogoś czy nie w ogóle nie jest tu wyznacznikiem tego, bo nawet gdybym była sama nie okazałabym takiego zainteresowania facetem. Tylko te emocje, to że zajadałam się jego widokiem, spojrzeniami, uśmiechami sprawiało, że obudziło się we mnie życie, kobieta, której w ogóle nie podejrzewałam o istnienie.

Cały czas jestem z M. - patrzę na niego i naprawdę nie chcę tracić, bo wcale nie jest tak, że go nie kocham. Ale zupełnie nie wiem co robić żeby poczuć się tak wobec niego jak wobec tamtego faceta. sad

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nuda w związku

Widzisz Inwersja...Tak  samo to działa w odwrotnej sytuacji... Ja jestem "M",żyję ze swoją "K" prawie 6 lat, i tylko żyje..
Praca ,dom,obowiązki, Szaro po prostu,sporadycznie tylko coś "zaiskrzy" Ogólnie marazm...
Odwieczne pytanie ,jak docenić chwilę obecną,jak się nie znudzić,jak żyć pełnią życia...Zawsze te same pytania baz konstruktywnych odpowiedzi..
Co sprawia że jesteśmy z czasem dla siebie przejrzyści,jałowi,czasem nawet wrodzy? Że z czasem przestajemy się starać,zabiegać..A nowo poznane osoby budzą w nas naturalne instynkty...
Tak sobie myślę że nuda wynika z lenistwa głównie,a konsumpcjonizm,materializm nam w tym nie pomaga a wręcz przeciwnie..Tylko znowu zachodzi  pytanie jak zmienić wektor swojego celu,by nie biec za czymś czego i tak nigdy nie osiągnę...Zatrzymać się wziąć głęboki oddech i powiedzieć jestem szczęśliwy!

3

Odp: Nuda w związku

Lepiej bym chyba tego nie ujela......

4

Odp: Nuda w związku

Nuda w związku w większości przypadków powstaje z naszej własnej winy. Zobacz - piszesz, że teraz masz tylko jego, że dawniej miałaś masę innych zajęć, a teraz "gnijesz" tylko z nim w domu. Przecież nie musisz cały czas siedzieć z nim, on Cię nijak nie ogranicza. Jeśli chcesz, możesz nadal poświęcać się swoim pasjom, spotykać się ze starymi przyjaciółmi czy poznawać nowych. Mówisz, że nie masz teraz pomysłów na pisanie - a czemu kiedyś miałaś? Co przez ten czas się zmieniło? Przecież to nadal Twoja głowa, w której nadal mogą rodzić się pomysły, musisz tylko im na to pozwolić. Niestety wiele kobiet popełnia ten błąd, że zamykają się w swoim świecie, w którym jest miejsce wyłącznie na ich mężczyznę, zupełnie zapominając o swoim własnym życiu - zarówno tym wewnętrznym, jak i społecznym.

A to, że zauroczyłaś się w kimś innym, nie jest niczym nienaturalnym. Trudno, żebyś po kilku latach związku z jednym facetem nadal odczuwała motylki w brzuchu i młodzieńczą fascynację. Trzeba pogodzić się z faktem, że ZAWSZE zauroczenie w pewnym momencie wygasa, a czasem ciężko jest rozpoznać dojrzałą miłość, która się pod nim kryje. Jeśli byśmy założyli, że teraz rzucasz swojego chłopaka i związujesz się z tym szkoleniowcem (hipotetycznie rzecz jasna), to po jakimś czasie i te emocje by opadły, to nie jest kwestia osoby, lecz czasu. Grunt, to znaleźć szczęście w tym, co mamy, i nie sprawdzać, czy przypadkiem u sąsiada trawa nie jest bardziej zielona.

5

Odp: Nuda w związku

Anemonne, problem polega na tym, że nie mogę spotykać się z przyjaciółki, bo dzielą nas setki kilometrów. Do domu wracam raz na miesiąc czy dwa, i to jedynie na weekend. Tak gdzie mieszkamy nie mamy nikogo bliskiego, nie znam miasta, nie mam znajomych, z którymi mogłabym dzielić pasję. A jestem osobą, która raczej woli mieć dwie czy trzy osoby, ale bliskie, a nie tłum szarych znajomych do rozmów o niczym.

Moje pomysły rodziły się głównie z emocji. Teraz czuję się kompletnie wyjałowiona wewnętrznie.

Wiesz, ja doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli miałabym możliwość poznać gościa lepiej to może w ogóle okazałoby się, że kompletnie nie odpowiada mi jego charakter i po dwóch dniach miałabym dość. (Teraz to już w ogóle nie biorę pod uwagę drobiazgu, że do tego to i ja musiałabym mu się spodobać, ale to już poza nawiasem... Albo w nim.)
Ale nie o to tu chodzi. Akurat teraz pojechałam do domu na weekend i wczoraj widziałam się z przyjaciółką. Obie doszłyśmy do wniosku, że tego czego nam brak to chyba adoracja. Ona sama. A ja w sumie nigdy nie miałam takiego tradycyjnego wstępu do związku w postaci spotkań, randek. Zanim zaczęłam być z M. znaliśmy się kilka lat internetowo. Potem poznaliśmy się osobiści, zaczęliśmy się spotkać na odległość, weekend czy pare dni co 2 tygodnie. Potem od się przeniósł, mieszkaliśmy trochę osobno, a od lipca razem. Także właściwie widujemy teraz się non stop. W domu, w pracy, na zakupach...

6

Odp: Nuda w związku
inwersja napisał/a:

Do domu wracam raz na miesiąc czy dwa, i to jedynie na weekend. Tak gdzie mieszkamy nie mamy nikogo bliskiego, nie znam miasta, nie mam znajomych, z którymi mogłabym dzielić pasję. A jestem osobą, która raczej woli mieć dwie czy trzy osoby, ale bliskie, a nie tłum szarych znajomych do rozmów o niczym.

Przepraszam Inwersjo że to powiem ale czytając to co piszesz mam wrażenie, że zamiast działać wolisz się nad sobą użalać. Miałam taką samą sytuację co ty - mieszkam w zupełnie obcym mieście, zostawiłam wszystkich znajomych w domu, mieszkam obecnie z moim M. od ponad pół roku. Dodam, że jestem z nim ponad 5 lat. Mówisz, że nie znasz miasta - nie znasz go ponieważ zaszyłaś się w domu i nie chcesz go poznać. Powiedz mi co ci szkodzi wyjść na spacer po mieście, kupić najbardziej prymitywny plan miasta w pierwszym lepszym kiosku i pozwiedzać? A nuż jest coś ciekawego do zobaczenia? Jeżeli nie chcesz iśc sama to spróbuj wyciągnąć swojego M. Jeśli będzie się opierał wytłumacz mu, że się nudzisz i chciałabyś porobić coś konstruktywnego. Mówisz, że brakuje Ci tych zajęć którye miałaś w tamtym mieście. Zobacz, poszukaj czy w tym mieście nie ma podobnych kółek zainteresowań. Głowę daję, że coś się znajdzie i jestem przekonana że poznasz wielu fantastycznych ludzi smile Twoje życie zalezy tylko i wyłącznie od Ciebie i szkoda go na użalanie się nad sobą. To nie nuda w związku ale Twoje własne nastawienie wysysa z Ciebie pozytywne myślenie.

Co do tego szkoleniowca - to, że jesteś z kimś w związku nie znaczy, że jesteś ślepa, głucha i bez węchu smile Masz prawo do takich odczuć, obojętnie czy będziesz z kimś 2 czy 5 lat. Ważne jest tylko, żebyś nie popełniła jakiegoś głupstwa, którego potem możesz żałować.

7

Odp: Nuda w związku
inwersja napisał/a:

Moje pomysły rodziły się głównie z emocji. Teraz czuję się kompletnie wyjałowiona wewnętrznie.

Nic dziwnego, w końcu skąd masz wziąć emocje, skoro nic się wokół Ciebie nie dzieje.
Spróbuj zapisać się na jakieś kółko zainteresowań (warsztaty literackie?), aerobik - rób coś co będziesz mogła robić w mieście, w którym obecnie mieszkasz. Tam na pewno kogoś poznasz, w dodatku będą to ludzie o takich samych zainteresowaniach. Popróbuj w internecie, poszukaj samotnych osób z tego miasta. W końcu ludzie zazwyczaj sami nie pukają do Twoich drzwi, trzeba ich poszukać.

A co do faceta - jeśli to możliwe, wyjedź sama na jakiś urlop (ewentualnie z kimś, kogo poznasz - od razu zaznaczam, że to ma być przyjaciółka, a nie kochanek tongue) lub wyślij na urlop lubego. Odpoczniecie od siebie trochę, zatęsknicie - to nieco złamie rutynę.

8

Odp: Nuda w związku
Anemonne napisał/a:
inwersja napisał/a:

Moje pomysły rodziły się głównie z emocji. Teraz czuję się kompletnie wyjałowiona wewnętrznie.

Nic dziwnego, w końcu skąd masz wziąć emocje, skoro nic się wokół Ciebie nie dzieje.
Spróbuj zapisać się na jakieś kółko zainteresowań (warsztaty literackie?), aerobik - rób coś co będziesz mogła robić w mieście, w którym obecnie mieszkasz. Tam na pewno kogoś poznasz, w dodatku będą to ludzie o takich samych zainteresowaniach. Popróbuj w internecie, poszukaj samotnych osób z tego miasta. W końcu ludzie zazwyczaj sami nie pukają do Twoich drzwi, trzeba ich poszukać.

A co do faceta - jeśli to możliwe, wyjedź sama na jakiś urlop (ewentualnie z kimś, kogo poznasz - od razu zaznaczam, że to ma być przyjaciółka, a nie kochanek tongue) lub wyślij na urlop lubego. Odpoczniecie od siebie trochę, zatęsknicie - to nieco złamie rutynę.

Raczej nie ma opcji wyjazdu. Ani nie ma na to czasu ani finansów. Bo te mamy niestety potwornie marne. Na warsztaty literackie kiedyś chodziłam, ale przedział wiekowy uczestników mnie zniechęcił (albo licealiści, albo emerytki). Ze mnie ogólnie sierota jest od lat szkolnych już.
Jestem dość brzydka i niezgrabna. W czasach szkolnych byłam tzw. "czarną owcą", potem to przeniosło się na osiedle. W końcu za czasów szkolnych przestałam wychodzić na podwórko, bo zwyczajnie kpiono ze mnie, naśmiewano się i wytykano palcami. W końcu doszlo do tego, że pod koniec szkoly podstawowej (7 i 8 klasa) byłam bita w szkole przez paru chłopców. I takie bycie sierotą mi zostało. Właściwie nikt nigdy nie zaprosił mnie na randkę, gdybym nie poznałam M. przez net do tej pory nie byłabym nigdy na randce, a o całowaniu to juz nie wspominając. Żałosne, wiem. Ale nie zmienia to faktu, że zwyczajnie nawiązywać nowych znajomości nie potrafię.

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024