Zostac czy odejsc...? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Zostac czy odejsc...?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

Temat: Zostac czy odejsc...?

Witam,pierwszy raz dziele sie swoim zyciem gdziekolwiek,uwazam to za ostatecznosc.Nie chcialam nigdy zasiegac opinii na forach,w internecie,ale moze wy mnie uswiadomicie czy jest ze mna cos nie tak czy moze moj maz sie myli.Jestesmy ze soba od 7lat,2lata po slubie,niedawno zostalismy rodzicami.Od zawsze byly klotnie,wiele osob zwracalo od poczatku uwage na to ze zamiast cieszyc sie soba w nowym zwiazku my jestesmy od siebie jakby daleko,moj partner-wtedy-na kazdym kroku podkreslal jak bardzo przeszkadza mu okazywanie uczuc publicznie.Nie myslcie ze wisialam mu na szyi-co to to nie,tak bylo tylko wtedy kiedy on tego chcial.Prawdopodobnie za cel postawilam sobie zmiane go na lepsze-na tego bardziej uczuciowego faceta-przeciez stac go na to,to nic nie kosztuje,tylko checi.Moj partner twierdzil ze jak da sie palec to wezme cala reke-tak mi powtarzal I tlumaczyl ze wszystkiego miec nie mozna.Zapytalam go po jakims czasie czemu ze mna jest,odparl ze w polowie z rozsadku a w polowie z milosci.Powinnam to juz wtedy przemyslec.Z kazda kolejna klotnia roslo napiecie,ale zamieszkalismy razem.Pech chcial ze po niedlugim czasie odkrylam jego wiadomosci na jednym z komunikatorow z jakas obca dziewczyna,prawil jej komplementy,bedac juz ze mna.Zapytany czemu to robi odparl ze nie wiedzial co robi,ze mu glupio I przeprasza.Wybaczylam.Po jakims czasie odkrylam ze koresponduje z kolezanka od numerkow ze studiow,wtedy kazalam wybrac miedzy mna a nia,po awanturze wybral mnie.Czemu kazalam wybrac?czulam zazdrosc bo nie mieszkajac ze mna tez z nia korespondowal I wtedy sie rozstalismy.A co pisal?np.ze juz do niej jedzie gdy mmu napisala ze ma krotka spodniczke-mowil wtedy ze maja takie zarty.Rozstalismy sie wtedy,zarzucil mi ze grzebie w jego sprawach I pora sie rozstac.Wrocilismy do siebie po dwoch tygodniach.Niestety stalam sie zazdrosna,czulam sie oszukiwana na kazdym kroku.Chyba podswiadomie zaczelam szukam zdrady.Klocilismy sie coraz bardziej,nawet nie wiem kiedy pierwszy raz mnie uderzyl.Moj partner mial rozne prace,duzo ppracowal w gastronomii.Niestety w kazdej pracy jakas "kolezanka" sie znalazla ktora byla bardzo zainteresowana moim facetem.W jednej trafila sie nawet taka ktora dzwonila wtedy kiedy mial wolne,pisala smsy.Robilam wtedy awantury,denerwowalam sie,nie umialam sobie z tym poradzic,przeciez on mowi ze przesadzam,jak chcialam wyjasnien kazal mi spier...pokazywal gdzie sa drzwi.Ja nie chcialam odejsc,wtedy lapal mnie za wlosy I kazal wyp....sytuacja powtarzala sie kilka razy w miesiacu,zapytacie czemu wtedy nie odeszlam?chyba nie chcialam byc sama.To ja przepraszalam I obiecywalam poprawe.Chodzilam do psychologist,na spotkania dda,niestety w mojej rodzinie byl problem alkoholowy,szukalam w przeszlosci przyczyny mojej zazdrosci I powodu dla ktorego niszcze komus zycie,wierzylam gleboko ze niszcze mojemu partnerowi zycie.Gdy sytuacja sie ustabilizowala,zaplanowalismy slub.On odszedl z pracy w ktorej byla kobieta ktora obwinialam o to ze za bardzo sie nim interesuje,kazde przypomnienie konczylo sie klotnia a klotnia biciem.Pamietam jak dzisiaj ze bedac w podrozy poslubnej napisala do niego z nowej pracy smsa jakas dziewczyna-co slychac,jak wakacje?przeczytalam smsa,poprosil zebym sprawdzila co to.Mina mi zrzedla I zapytalam co to ma byc,czy znowu sie zaczyna?wtedy nie bylo zadnego tlumaczenia,uderzyl mnie z calej sily piescia w udo,siedzialam jako pasazer obok.Wykrzyczal ze jestem pier...I to wszystko moja wina.Czulam sie winna calej sytuacji.Przez nastepny miesiac chodzilam z krwiakiem na udzie.Po powrocie minelo troche czasu zanim zaczelismy starac sie o dziecko,gdy zaszlam w ciaze cieszylam sie ze nie bedzie mnie juz bic.Bylo tak do 4mc.Siedzialam w domu ale mialam swoje zajecie ktore.dawalo mi odskocznie.Poniekad czulam sie zawsze wykorzystywana.Nie ukrywam,bylam zazdrosna,wiem ze nie mialam prawa do tego...nie jestem idealna.Staralam panowac sie nad hormonami,niestety ciaza to bardzo trudny okres I nie mozna juz nic zaplanowac.Bylam czepliwa,uszczypliwa,wypytywalam co robi w pracy,z kim.rozmawia,twierdzilam ze nie.mowi mi wszystkiego,bardzo sie tym.denerwowal I wtedy tez bil.Pierwszy raz w ciazy tylko wyszarpal za wlosy,pozniej bil po glowie bo we wlosach nie widac siniakow.Za kazdym razem kazal mi sie wynosic twierdzac ze zniszczylam mu zycie I ze mnie nie kocha.Po klotniach nie przepraszal,mowil tylko ze te slowac to w nerwach przeze mnie a bije bo sama do tych sytuacji doprowadzam.Wierzylam w to co mowi.Ja uparcie trwalam przy nim I nie pozwolilam odejsc.Zmienil sie,jest uczuciowy,zajmuje sie dzieckiem,ja dzieki temu pracuje.Na ostatnich wakacjach(bedac w ciazy) naplul mi w twarz gdy zapytalam za kim sie obejrzal....dzisiaj rano chowajac mu obiad do pracy,znalazlam kartke z podziekowniami,zmienil prace.A w tej kartce wpisaly sie dziewczyny z ktorymi pracowal,czytalam:bedziemy tesknic za naszymi kawkami I obiadkami,bede tesknic.W sumie sama sie usmialam z tego ze mi nie pokazal tego.Przeciez rok mi mowil ze nie ma o czym z nimi rozmawiac,ze durne,a ja w to wierzylam.Nie omieszkalam powiedziec ze jest to przykre,uslyszalam ze mu przykro jak na mnie patrzy.Gdy wrocil do domu po pracy,musialam na chwile wyjsc,nie przywitalam sie z nim ani on ze mna.Jak wrocilam powiedziallam co mysle nt.tej kartki,ze mnie zabolalo ze ukryl to,ze musiala mocna nic porozumienia przez ten czas miedzy nimi urosnac skoro takie rzeczy pisza.Sadzilam ze mam prawo to powiedziec.Otoz nie.Zlapal mnie za wlosy,pozniej za szyje I podniosl do gory.Krzyczac ze wszystko przeze mnie,ze jestem nikim,ze nie chce ze mna byc.Na koniec dostalam piescia w glowe.Powiedzial ze ostatni raz mi darowal taka sytuacje,ze trraz to juz koniec.Zdlaj obraczke,wyrzucil ja I naplul mi w twarz.Niektorzy czytajac to zapytaja czemu z nim jestem.Otoz sama nie jestem idealna,jestem nerwowa,zazdrosna,czepiam sie.Nie wiem czy takie sa inne kobiety,nie rozmawiam na takie tematy z nikim.Kochalam go bardzo,teraz najbardziej kochamm moje dziecko.Kapiac je po tej klotni caly czas plakalam.Dlatego postanowilam napisac ten post.Tyle lat trzymalam to w sobie.Chciallabym zmienic siebie,albo juz nie zyc,ale zyc musze dla dziecka.Uwierzcie mi ze nie jest latwo zyc z brakiem szacunku do siebie,bolem po kazdej klotni,z wyrzutami sumienia.Nie chce nawet lezec kolo niego,nie chce klotni.Naprawde jestem zerem?

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Zostac czy odejsc...?

Rety, nawet nie wiem, co napisać.

Tłukł Cię przed ślubem a mimo to za niego wyszłaś... Teraz nadal bije - w sumie nie jest to zaskakujące, prawda?

Odpowiadając na pyt. w tytule: Odejść. I to szybko.

3

Odp: Zostac czy odejsc...?

Też nie wiem co napisać po prostu szok szok szok . Uciekaj to jedyne wyjście z tej okropnej sytuacji

Reklama

4

Odp: Zostac czy odejsc...?

Jeśli masz gdzie odejść , to tak zrób.
Ty jesteś normalna, on nie.
Pozostanie z nim odbije się na Twoim dziecku , a Ty stracisz zdrowie.
Zaliczyłam dwóch mężów, sama wychowałam 3 synów.
Teraz odeszłam od drugiego męża.
Nikt nie będzie mnie doprowadzał do zaniżania mojej wartości.
Mam wartość w sobie jak każdy człowiek, a tylko chory osobnik poniża innych, najłatwiej wyżyć się na najbliższych i słabszych.
Potrzebna Ci odwaga , ratujesz nie tylko swoje dziecko, ale też siebie.
Masz być zdrowa na ciele i umyśle , chora dziecku nie pomożesz.
Mam trening walki o siebie za sobą, teraz otworzyłam sklep
odeszłam i odnalazłam siłę.
Mężczyźni celowo zaniżają wartość kobiety, aby nie mogła wymusić na nich obowiązki w każdym zakresie wspólnego życia.
Są osobniki niedojrzałe, chore psychicznie lub po prostu słabe.
Siłę biorą z atakowania nas.
Stań do walki o swoje życie i życie dziecka.
Moje dziecko wisiało za oknem na 3 piętrze trzymane przez pijanego ojca, robiącego mi na złość, to mnie obudziło.
Czas na Ciebie - pobudka.

5

Odp: Zostac czy odejsc...?

Przecież ona i tak nie odejdzie. On jak się dowie to albo ją przekabaci, że to był ostatni raz i nigdy więcej jej nie uderzy, a ona uwierzy, bo to w gruncie rzeczy "dobry facet, tylko czasem mu coś odbije". Ewentualnie zastraszy ją, że zabierze jej dziecko, a ona zostanie. To klasyczny schemat. Prawdopodobnie to się skończy jakąś tragedią, że albo on ją zakatuje, albo ona w przypływie szału go udusi czy zadźga albo ona się targnie na życie.

To w ogóle nie jest temat na forum, tutaj można sobie gadać o zdradach i dylematach sercowych, ale nie o sytuacjach gdzie dzieje się prawdziwa krzywda, jest krew i łzy.

Reklama

6

Odp: Zostac czy odejsc...?

Jeśli teraz tego nie zrobi ...to ten sam los zgotuje swojemu dziecku i kółeczko się będzie powtarzać. Ale czy odejdzie?

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Zostac czy odejsc...?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2018