Narzeczony, jego kolega, trawa - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Narzeczony, jego kolega, trawa

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

Temat: Narzeczony, jego kolega, trawa

Dzień Dobry,
Od jakiegoś czasu przeglądam to forum i widzę, że potraficie udzielić sensownych porad, a ja właśnie takiej potrzebuje, bo mam wrażenie, że znalazłam się w sytuacji, która mnie przerasta i sama nie wiem co powinnam zrobić.
Zacznę więc od samego początku…
Z moim obecnym narzeczonym spotykamy się od czasów szkolnych (to będzie prawie 12 lat). Nie mamy ślubu, nie mamy dzieci, a od 7 lat mieszkamy razem.
W czasie  pierwszych lat naszego związku doszło do rozstania, a nawet dwóch – jedno było wspólną decyzją, drugie z powodu innej kobiety.
Zawsze staliśmy za sobą murem, nie mieliśmy problemu z rozmową. Po krótkim czasie wróciliśmy do siebie, a poza tym byliśmy młodzi, więc postanowiliśmy dać sobie jeszcze szansę.
Od tego momentu było cudownie. Były wzloty i upadki, ale było dobrze, stabilnie, wiedzieliśmy, że możemy na siebie liczyć, że zawsze damy radę, że rozmowa nam dużo da. Generalnie… związek rewelacja, mówiliśmy o swoich uczuciach, tym co chcemy osiągnąć w przyszłości.
I teraz małe wyjaśnienie – To co będzie napisane poniżej to tylko mój punkt widzenia, mój narzeczony twierdzi, że wyolbrzymiam i robię aferę z niczego. Być może nie mam racji i faktycznie to co napiszę może się wydać przekolorowane, ale dla mnie to fakty, które widzę.
Mój narzeczony zawsze miał kolegów, zawsze ktoś się koło niego kręcił, a mi jakoś specjalnie to nie przeszkadzało, bo przecież każdy ma swoje życie i może spędzać czas w taki sposób w jaki chce. Nigdy nie byłam uprzedzona do jego kolegów, a nawet starałam się ich polubić. Myślę, że oni też na mój temat raczej nie mogą negatywnego zdania. Jestem osobą otwartą i dużo rzeczy mogę zaakceptować.
Piwko- nie ma problemu, zapalić trawkę  od czasu do czasu – ok, impreza w weekend – rewelacja. Jesteśmy dorośli, wszystko jest dla ludzi. Dlaczego mam nie wypić, nie zapalić, nie wyjść na imprezę – RAZ NA JAKIŚ CZAS.
Od czterech, może pięciu lat pewien kolega pojawiał się, pojawiał, aż w końcu można powiedzieć, że dwa lata temu zadomowił się w naszym życiu na dobre.
Ja sobie mówiłam, że ok.. Nie ma problemu. Może chłopak ma jakiś problem… Ale okazało się, że to on był moim problemem.
W dużej mierze przez kolegę mój narzeczony stracił kontakt z rzeczywistością… Słuchajcie.. on z nim pracuje, a potem spędza czas po pracy, razem chodzą na zakupy. Jak gejem.
Jak tylko  nie ma mnie jakiś dzień w domu to on u nas sypia (wyjaśniając - mamy jedno łóżko). Mało tego, jak jestem to i tak zostaje do późnych godzin nocnych.  Oni razem piją i palą. Prawie codziennie. Na palcach jednej ręki jestem w stanie wyliczyć ile dni w miesiącu mój narzeczony jest trzeźwy i nie upalony. Cały wolny czas spędzają razem.
Starałam się prosić, rozmawiać, tłumaczyć, ale to nic nie daje, bo on nie widzi problemu w tym co się dzieje. Dałam temu koledze do zrozumienia, że nie jest mile widziany tak często, ale on z tego sobie nic nie robi, a ja nie mogę wyrzucić go z mieszkania, bo nie jest tylko moje.
Od jakiś 5-6 miesięcy w domu nic nie jest zrobione – jeżeli nie zadbam o to sama. Pranie, sprzątanie, gotowanie, naprawy-o takie rzeczy dbam głównie ja. Niby coś robi, ale najpierw przez miesiąc czasu muszę o to prosić. Z własnymi rodzicami i rodzeństwem ogranicza kontakt, bo woli ten czas spędzić z tym kretynem.
Zastanawiam się poważnie czy może nie odejść, może w ten sposób się jakoś ogarnie. Ja potrzebuje stabilizacji, rozmowy, ciepła, a on mi tego nie daje. Od momentu, w którym ten jego kolega pojawił się w naszym życiu nawet nie rozmawiamy tak jak dawniej. Od pewnego czasu narzeczony używa w stosunku do mnie równoważników zdań. Na pełne zdania mogę liczyć tylko podczas kłótni. Jak powiedziałam, że nie mam ochoty spać w łóżku, w którym sypia jedno kolega to usłyszałam że przesadzam, że jestem samolubna.
Coraz częściej zastanawiam się jakby mogło być jakbym była sama, albo z kimś innym. Czy wszystko mogłoby być bardziej normalne.

Jeżeli macie jakieś pytania – odpowiem. Potrzebuje tylko  podpowiedzi, jakiejś rady co mogę zrobić.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez newlife (2017-12-12 12:42:30)

Odp: Narzeczony, jego kolega, trawa

Nie to nie jest normalne. Twoj facet jest prawdopodobnie bisexualny i nie chce ci sie do tego przyznac.
Nic nie napisalas o waszym zyciu intymnym od momentu  scislego "zadomowienia" sie kolegi w waszym domu i w waszym lozku.

Jak sie z tym pogodzisz to bedzie OK a jak nie to musisz odejsc. On na haju odkrywa nowe doznania a z toba to pewnie juz jest "nudnawo" po tylu latach.

Chcesz spedzic zycie w takim trojkacie?
Chcesz miec dzieci z takim partnerem?

3

Odp: Narzeczony, jego kolega, trawa
newlife napisał/a:

Nie to nie jest normalne. Twoj facet jest prawdopodobnie bisexualny i nie chce ci sie do tego przyznac.
Nic nie napisalas o waszym zyciu intymnym od momentu  scislego "zadomowienia" sie kolegi w waszym domu i w waszym lozku.

Jak sie z tym pogodzisz to bedzie OK a jak nie to musisz odejsc. On na haju odkrywa nowe doznania a z toba to pewnie juz jest "nudnawo" po tylu latach.

Chcesz spedzic zycie w takim trojkacie?
Chcesz miec dzieci z takim partnerem?


Właśnie się nas tym zastanawiam.
Odganiałam myśl o tym, że jednak z tym kolegą może być coś więcej. Chociaż prawda jest taka, że miałam myśli, że zachowują się jak para.
Podczas naszych rozmów przez tyle lat zawsze o homoseksualizmie, bisexualizmie wypowiadał się negatywnie. 


Jeśli chodzi o sex. No.. Powiem szczerze od dłuższego czasu bez szału.
Ostatnio był sex (nie mogę użyć słów kochaliśmy się) prawie 3 tygodnie temu. Z tym, że to wygląda w ten sposób, że raczej jemu miało  być przyjemnie.
Ogólnie zauważyłam, że sex oralny funkcjonuje tylko w jedną stronę od dłuższego czasu.
Nie ukrywam, że każdy ma potrzeby, ale skoro nie mogę liczyć na to, że będę mogla skończyć to przestałam do tego dążyć.

Reklama

4 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2017-12-12 13:05:04)

Odp: Narzeczony, jego kolega, trawa
karina20011991 napisał/a:

Pranie, sprzątanie, gotowanie, naprawy-o takie rzeczy dbam głównie ja. Niby coś robi, ale najpierw przez miesiąc czasu muszę o to prosić.

Ogarniaj jedynie to co musisz. Za niego np. prania nie musisz. Choć dla mnie to wypalony związek. Jak już opadają większe emocję, trzeba mieć kogoś z kim dobrze się również mieszka, a nie tylko kocha.

5

Odp: Narzeczony, jego kolega, trawa

Dokładnie podobnie pomyślałam- może jest bi?
Jesteś samolubna, bo nie podoba ci się, że Twój facet śpi w WASZYM łóżku z swoim.... kumplem?
Do tego alkohol i trawa.
Chyba lepiej nie będzie. Może Twoje odejście faktycznie go 'otrzeźwi'. Może nie.
Sorry za głupie pytanie, ale: jesteś szczęśliwa?

Reklama

6

Odp: Narzeczony, jego kolega, trawa
evalougo napisał/a:

Dokładnie podobnie pomyślałam- może jest bi?
Jesteś samolubna, bo nie podoba ci się, że Twój facet śpi w WASZYM łóżku z swoim.... kumplem?
Do tego alkohol i trawa.
Chyba lepiej nie będzie. Może Twoje odejście faktycznie go 'otrzeźwi'. Może nie.
Sorry za głupie pytanie, ale: jesteś szczęśliwa?

To nie jest głupie pytanie...
Ja się poważnie zastanawiam nad odejściem, więc o szczęściu raczej nie ma co mówić.

7

Odp: Narzeczony, jego kolega, trawa

Pomyśl w ten sposób. Masz 5 lat swojego życia do wykorzystania. Jak chcesz te lata spędzić? Walczyć z tym co jest czy zacząć żyć od nowa?

8

Odp: Narzeczony, jego kolega, trawa
Miłycham napisał/a:

Pomyśl w ten sposób. Masz 5 lat swojego życia do wykorzystania. Jak chcesz te lata spędzić? Walczyć z tym co jest czy zacząć żyć od nowa?

Rozsądnie podchodząc do tematu to opcja numer 2.

Chociaż od dłuższego czasu, a dokładniej od momentu w którym zauważyłam zmiany na gorsze mam ochotę wyjść z domu i zniknąć. Do tego stopnia, żeby nie mieć z nim nawet kontaktu. Żeby spróbować nowych rzeczy, takich, których nie mogę, a właściwie nie powinnam robić teraz. Żeby zobaczyć jak to jest być samej, jak to jest nie przejmować się nikim innym, nie myśleć czy znowu jest zjarany czy nie, żeby spróbować sexu z innym facetem.


A później... Przychodzi taki moment, że myślę ile razem przeszliśmy i sama nie wiem czy mogę tak go zostawić.

9 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2017-12-12 15:02:08)

Odp: Narzeczony, jego kolega, trawa

Jego zostawić? To raczej strach przed pojęciem decyzji. On już Ciebie zostawił. Spędza czas i śpi z kimś innym.
Finalnie nikt za Ciebie tej decyzji nie podejmie. Co nie wybierzesz, zawsze będzie trochę stresu i trudności. Kwestia czego w życiu chcesz. Zostać z tym co jest czy żyć na całkiem nowych warunkach. Życie masz jedno.
Nie znam Ciebie, ale wydaje się, że potrzebujesz mężczyzny raczej spokojnego. Na pewno w początkowym okresie, ludzie podlegają pewnym ekscytacją, są zarzucani kwiatami, przechodzą razem trudne chwile. Ostatecznie jednak jest życie codzienne. Nie jestem ekspertem od spraw uczuciowych. Zdaje mi się po prostu, że ta byle jakość dnia codziennego jest jednak najważniejsza. A jeśli życie Ci obecnie nie odpowiada, to raczej wielkiej wywrotki nie doświadczysz. Chyba że zrobisz prawdziwy zwrot.

10

Odp: Narzeczony, jego kolega, trawa

Ta sytuacja nie jest normalna. ja bym wiała od tego gościa. Mam zdanie jak Ty odnośnie używek, od czasu do czasu ok, ale nie codziennie/prawie codziennie. A jego rodzina nie widzi problemu, nie dziwi się, że rzadziej ma z nimi kontakt?

11

Odp: Narzeczony, jego kolega, trawa
Rising_Sun napisał/a:

Ta sytuacja nie jest normalna. ja bym wiała od tego gościa. Mam zdanie jak Ty odnośnie używek, od czasu do czasu ok, ale nie codziennie/prawie codziennie. A jego rodzina nie widzi problemu, nie dziwi się, że rzadziej ma z nimi kontakt?

Ja myślę, że oni nie chcą widzieć pewnych rzeczy. Jego rodzice jak trzeba gdzieś jechać, kupić, przywieźć, albo podrzucić psa na weekend to dzwonią do mnie.

Jego rodzina uważa, że on ma ciężka pracę i dlatego nie ma dla nich czasu, a jak wiadomo każdemu po pracy należy się odpoczynek. Nie wiem jak ojciec, ale matka widzi, że coś jest nie tak i stara się go na siłę usprawiedliwiać.

12

Odp: Narzeczony, jego kolega, trawa

Rodzina zachowuje sie metoda "na strusia". Jak udaja ze problem nie ma to go napewno nie ma. Lepiej dla nich ze syn ma dziewczyne a nie ze ma boyfrienda. Moze sie boja o opinie srodowiska?
A tak na serio to sie przebadaj pod katem chorob przenoszonych droga plciowa.

Problem jest tez z toba, boisz sie nowego wiec tolerujsz sytacje, ktora jest co najmniej dziwna. Jestes sprzataczka i poslugaczka dla dwoch facetow - i to wszystko za darmo! Wiec czemu ma im to nie odpowiadac? I jeszcze przy okazji mu ustami dobrze zrobisz. A on tobie tez?


Musisz sie wzmoznic psychicznie i zostawic go. Co on naprawde ci daje teraz? Co ci moze dac w przyszlosci? Jak widzisz w lepszym kierunku to nie idzie tylko w gorszym.

Dlaczego myslisz ze nie zaslugujesz na dobrego faceta, dla ktorego bedziesz najwazniejsza?

13

Odp: Narzeczony, jego kolega, trawa
newlife napisał/a:

Rodzina zachowuje sie metoda "na strusia". Jak udaja ze problem nie ma to go napewno nie ma. Lepiej dla nich ze syn ma dziewczyne a nie ze ma boyfrienda. Moze sie boja o opinie srodowiska?
A tak na serio to sie przebadaj pod katem chorob przenoszonych droga plciowa.

Problem jest tez z toba, boisz sie nowego wiec tolerujsz sytacje, ktora jest co najmniej dziwna. Jestes sprzataczka i poslugaczka dla dwoch facetow - i to wszystko za darmo! Wiec czemu ma im to nie odpowiadac? I jeszcze przy okazji mu ustami dobrze zrobisz. A on tobie tez?


Musisz sie wzmoznic psychicznie i zostawic go. Co on naprawde ci daje teraz? Co ci moze dac w przyszlosci? Jak widzisz w lepszym kierunku to nie idzie tylko w gorszym.

Dlaczego myslisz ze nie zaslugujesz na dobrego faceta, dla ktorego bedziesz najwazniejsza?

Jeżeli chodzi o badania to u mnie wszystko ok.  Jestem krwiodawcą więc takie rzeczy wyszlyby natychmiast.

Największy problem polega  na tym, że jak sobie to na spokojnie wszystko przeczytałam to wyszło, że jestem głupia, bo gdyby taka sytuacja spotkała moja siostrę, przyjaciółkę, koleżankę to miałabym jedna radę - ODEJDŹ BEZ SENTYMENTOW.
Ale... Jak sytuacja zaczyna mnie dotyczyć to wcale taka mądra nie jestem. Ja wręcz podziwiam kobiety, które potrafią podjąć taką decyzję.

Jak mówiłam.. Od pewnego czasu nasze życie intymne prawie nie istnieje. Obawiam się, że w pewnym momencie sama mogę nie wytrzymać i odwalę jakąś głupotę z kimś innym. Wtedy albo będę żałowała, albo nie, ale przynajmniej się rozstaniemy. Tym bardziej, że jest to jedyny facet, z którym spałam więc chęć spróbowania czegoś nowego i to, że długo nie dostałam tego co chce jest całkiem kusząca.

14

Odp: Narzeczony, jego kolega, trawa

Moim zdaniem ten związek może być już od dawna wypalony. Już wcześniej się rozstawaliście, wracaliście być może z przyzwyczajenia. No albo było uczucie, ale już było widać, że coś się między Wami psuje. Do tego w codziennym życiu nie dogadujecie się i Twój facet pokazuje, że mało mu zależy. Niezależnie czy jest biseksualny czy nie to bardziej przejmuje się kolegą niż Tobą i ma poważny problem z marihuaną, bo codzienne palenie nie jest normalne. Nie widzę innego wyjścia niż rozstanie.

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Narzeczony, jego kolega, trawa

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016