Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 58 ]

Temat: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...

Witajcie,

Zacznę od tego, że przez ostatnie wypadki w moim życiu zacząłem zastanawiać się co ze mną jest nie tak i na poziomie poznawczym wydaje mi się, że odkryłem trójkąt bermudzki moich porażek z kobietami.

Wyzwalacz:
Niska samoocena i zwrócenie na mnie uwagi. Od dzieciństwa walczę żeby pokazać że jestem coś wart, że nie jestem debilem, że nie jestem ułomny itp itd... Zaczęło się od mojej Matki która zawsze uważała mnie za debila, za zero które potrafi czarować ludzi...
W sporcie też byłem pobudzany do wyników przez mówienie że jestem zerem, beznadziejnym przypadkiem, który "fartem" wygrywa. Z tym dawałem sobie radę miałem talent do sportu i wiedziałem ile jestem wart.

Czarowanie Ludzi:
Od najmłodszych lat byłem traktowany jako dziecko szczególne... wysokie IQ, szło w parze z ponad naturalnymi warunkami fizycznymi, oraz totalną emocjonalną zapaścią...
Wszyscy mnie lubili szanowali, miałem pieniądze, wygląd itp itd ...

Dziewczyny/później kobiety.
Nigdy nie miałem problemu w relacjach z kobietami, łatwo mi przychodziło ich podrywanie, bycie, rozstawanie, ale ...
Całe życie czułem że prowadzę życie które jest atrakcyjne dla innych, ale nie dla mnie. Podświadomie zamiast super atrakcyjnych, inteligentnych, zimnych kobiet które wiedzą czego chcą, z nowoczesnymi domami zimnymi wnętrzami, pięknymi autami, podróżami, bez dzieci, pragnąłem małego drewnianego domu, w środku lasu z dala od ludzi, z szaloną na moim punkcie kobietą z gromadką dzieci. W swoim życiu teraz czterdziesto-paro latka miałem ze 3 nieszczęśliwe miłości zawsze z kobietami które w moim odczuciu miały mi dać ten wymarzony dom. W sumie potem miałem dwa małżeństwa (jedno 5 drugie 15) które się rozpadły, przez brak ciepła czułości, niechęci moich partnerek do posiadania dzieci.

Efekt Aureoli:
Co było w tych nieszczęśliwych miłościach ... analizując ten schemat ... to co napiszę pokazuję jak dużym pustakiem jestem, ale ... ad rem ... zaczynało się od atrakcyjności fizycznej, inteligencji, cieple, wrażliwości i czułości i byłem zakochany po uszy. Oczywiście w grę wchodziło jeszcze efekt Rycerza ale o tym za chwilę. Myślę że ze względu na niską samo ocenę, w którymś momencie jeśli ona zwracała na mnie uwagę i posiadała pozostałe przymioty traciłem głowę...

Efekt Rycerza:
Oczywiście każda z nich miała jakiś swój problem z którego chciałem ją uratować. Jak rycerz starałem się ją ratować przed problemami itp itd. Potem pojawiało się zwątpienie dlaczego one wybierają przeciętniaków, zera ... zamiast mnie. Będąc młodszym uważałem że to efekt mojego "stylu życia", im jestem starszy tym wiekiem... Paradoksalnie mając wysokie mniemanie o sobie, uciekałem tam gdzie wszyscy na około mi zazdrościli, uciekając od tego czego ja potrzebuję.

Podsumowując:
Ostatnio znów wpakowałem się w ten sam trójkąt na szczęście udało mi się to szybko wybić sobie z głowy ( inny wątek ). Lata lecą, związki znikają a ja wciąż tak samo głupi.

Epilog:
Sam nie wiem jak wyjść z tego trójkąta zależności, jak nie głupieć i mieć szansę stworzyć dom o jakim marzę... w końcu do trzech razy sztuka. Jak pracować nad sobą żeby poza poziomem poznawczym coś zmienić w sobie.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...

Poczytaj posty użytkownika Unreal. Brzmicie niemal identycznie.

Czuję, że życie daje Wam wiele szans, ale Wy tych szans nie wykorzystujecie. Wy macie swoją receptę na życie, która nie spisuje się w rzeczywistości.

Nie zawsze możemy żyć z tymi, których kochamy. Szczęściem jest kochać tych, z którymi żyjemy. Nieprawda, że można kochać tylko jedną.

3 Ostatnio edytowany przez beckett (2017-12-06 13:24:02)

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...

Poniekąd możemy sobie podać ręce.
Wydaje mi się, że główny problem wynika z braku akceptacji i poczucia bezpieczeństwa w dzieciństwie. Wykształciłeś w sobie wysokie, ale kruche poczucie własnej wartości. Kruche bo wypływające nie z Ciebie samego, ale z otoczenia, to jak otoczenie Cię postrzega. Jak to się przekłada na związki? Ano tak, że Twoja podświadomość wybiera księżniczki do uratowania, wrażliwe i delikatne kobiety, może nawet introwertyczki, prawda? Wybieramy takie kobiety, bo potrzebujemy potwierdzania w ich oczach własnej atrakcyjności, wartości, rycerskości, tego że jesteśmy dobrymi ludźmi.
Moja ostatnia kobieta to był grom z jasnego nieba i zakochanie jakiego nie przeżyłem od czasu pierwszego poważnego związku - u niej to samo. Dziewczyna wyjątkowo inteligentna i błyskotliwa, absolutnie filmowa uroda, wrażliwa, skromna ale z mega ciekawym wolnym zawodem i pozycją w nim - i szalała za mną. Więź, przyjaźń, wicie wspólnego gniazdka, plany. Moje poczucie własnej wartości wypełniło się po brzegi. Niestety szybko pojawiły się rysy na szkle. W parze z jej (nad)wrażliwością szły: duża potrzeba uwagi, łatwość zranienia, łatwość poczucia odrzucenia (w sytuacjach mojego braku uwagi wynikającego np. z pracy czy moich pasji), ogromna potrzeba ciepła i czułości. Zaczął się jej płacz, prośby o uwagę, a także zalewanie mnie uwagą, dawała coraz więcej od siebie licząc że otrzyma to samo - zaburzyła się równowaga w dawaniu/braniu. A mi zaczęło sypać się to moje kruche poczucie własnej wartości, bo strasznie mi zależało, ale czułem że jednak nie jestem jej wart, bo nie umiem dać tego czego potrzebuje. Zacząłem się odsuwać podświadomie, reakcja obronna. W końcu ona nie wytrzymała, uznała że już nie kocham i była poraniona. Dopiero po rozstaniu wszystko do nas dotarło, choć była to ciężka emocjonalnie praca nas obojga, bo więź była i nadal jest silna, a kontakt jednak boli.

Więc widzisz, zakochałem się w osobie która była zbyt skupiona na mnie i miała za silną potrzebę bycia kochaną (choć to nie typowy bluszcz, nie było zazdrości, miała swój świat pracy i pasji). To wynikało z jej dzieciństwa. Oczywiście nadal uważam że to najbardziej wyjątkowa dziewczyna z jaką nawiązałem relację, patrząc obiektywnie na jej cechy, ale to właśnie mix jej wysokiej wartości w moich oczach z tym że tak szalała za mną, spowodował ze tak bardzo się zakochałem.

Zauważasz jakieś analogie w tym, jak wybierasz swoje partnerki?
A może to Ty jesteś tą osobą pragnącą stale ciepła i uwagi, tak jak moja eks? Piszesz o tym.
Potrzeba akceptacji i potrzeba ciągłego kochania i czułości to są dwie strony tego samego medalu. Tak naprawdę przyczyny problemów moich i eks są podobne, mamy tylko inne wykształcone mechanizmy.

In plus - świadomość tego co się dzieje i dlaczego się dzieje to krok najważniejszy. Potem czeka praca.

Reklama

4

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...

Inni ci tu napiszą rady. Ja tylko wyeliminowałbym czy twój problem to nie jest choćby po części problem, że to efekt nie radzenia, nie rozumienia własnej empatii?

Idź do->Rozmowa o samotności z happy endem
Idź do->Szukam koleżanki z wyobraźnią z okolic W-wy
Jeśli uważasz, że to co piszę to dla mnie prawdy absolutne, to znaczy, że absolutnie mnie nie rozumiesz.

5

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
beckett napisał/a:

Poniekąd możemy sobie podać ręce.
Wydaje mi się, że główny problem wynika z braku akceptacji i poczucia bezpieczeństwa w dzieciństwie. Wykształciłeś w sobie wysokie, ale kruche poczucie własnej wartości. Kruche bo wypływające nie z Ciebie samego, ale z otoczenia, to jak otoczenie Cię postrzega. Jak to się przekłada na związki? Ano tak, że Twoja podświadomość wybiera księżniczki do uratowania, wrażliwe i delikatne kobiety, może nawet introwertyczki, prawda? Wybieramy takie kobiety, bo potrzebujemy potwierdzania w ich oczach własnej atrakcyjności, wartości, rycerskości, tego że jesteśmy dobrymi ludźmi.
Moja ostatnia kobieta to był grom z jasnego nieba i zakochanie jakiego nie przeżyłem od czasu pierwszego poważnego związku - u niej to samo. Dziewczyna wyjątkowo inteligentna i błyskotliwa, absolutnie filmowa uroda, wrażliwa, skromna ale z mega ciekawym wolnym zawodem i pozycją w nim - i szalała za mną. Więź, przyjaźń, wicie wspólnego gniazdka, plany. Moje poczucie własnej wartości wypełniło się po brzegi. Niestety szybko pojawiły się rysy na szkle. W parze z jej (nad)wrażliwością szły: duża potrzeba uwagi, łatwość zranienia, łatwość poczucia odrzucenia (w sytuacjach mojego braku uwagi wynikającego np. z pracy czy moich pasji), ogromna potrzeba ciepła i czułości. Zaczął się jej płacz, prośby o uwagę, a także zalewanie mnie uwagą, dawała coraz więcej od siebie licząc że otrzyma to samo - zaburzyła się równowaga w dawaniu/braniu. A mi zaczęło sypać się to moje kruche poczucie własnej wartości, bo strasznie mi zależało, ale czułem że jednak nie jestem jej wart, bo nie umiem dać tego czego potrzebuje. Zacząłem się odsuwać podświadomie, reakcja obronna. W końcu ona nie wytrzymała, uznała że już nie kocham i była poraniona. Dopiero po rozstaniu wszystko do nas dotarło, choć była to ciężka emocjonalnie praca nas obojga, bo więź była i nadal jest silna, a kontakt jednak boli.

Więc widzisz, zakochałem się w osobie która była zbyt skupiona na mnie i miała za silną potrzebę bycia kochaną (choć to nie typowy bluszcz, nie było zazdrości, miała swój świat pracy i pasji). To wynikało z jej dzieciństwa. Oczywiście nadal uważam że to najbardziej wyjątkowa dziewczyna z jaką nawiązałem relację, patrząc obiektywnie na jej cechy, ale to właśnie mix jej wysokiej wartości w moich oczach z tym że tak szalała za mną, spowodował ze tak bardzo się zakochałem.

Zauważasz jakieś analogie w tym, jak wybierasz swoje partnerki?
A może to Ty jesteś tą osobą pragnącą stale ciepła i uwagi, tak jak moja eks? Piszesz o tym.
Potrzeba akceptacji i potrzeba ciągłego kochania i czułości to są dwie strony tego samego medalu. Tak naprawdę przyczyny problemów moich i eks są podobne, mamy tylko inne wykształcone mechanizmy.

In plus - świadomość tego co się dzieje i dlaczego się dzieje to krok najważniejszy. Potem czeka praca.

Beckett, nie wiem czy masz świadomość, że opisałeś coś, co się w psychologii nazywa koluzja narcystyczną?
Polecam „Związek dwojga”  J. Willi

Reklama

6

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
beckett napisał/a:

Poniekąd możemy sobie podać ręce.
Wydaje mi się, że główny problem wynika z braku akceptacji i poczucia bezpieczeństwa w dzieciństwie. Wykształciłeś w sobie wysokie, ale kruche poczucie własnej wartości. Kruche bo wypływające nie z Ciebie samego, ale z otoczenia, to jak otoczenie Cię postrzega. Jak to się przekłada na związki? Ano tak, że Twoja podświadomość wybiera księżniczki do uratowania, wrażliwe i delikatne kobiety, może nawet introwertyczki, prawda? Wybieramy takie kobiety, bo potrzebujemy potwierdzania w ich oczach własnej atrakcyjności, wartości, rycerskości, tego że jesteśmy dobrymi ludźmi.

Trafiłeś w punkt, dokładnie taki typ śliczna, wrażliwa, delikatna, introwertyczka.


beckett napisał/a:

Moja ostatnia kobieta to był grom z jasnego nieba i zakochanie jakiego nie przeżyłem od czasu pierwszego poważnego związku - u niej to samo. Dziewczyna wyjątkowo inteligentna i błyskotliwa, absolutnie filmowa uroda, wrażliwa, skromna ale z mega ciekawym wolnym zawodem i pozycją w nim - i szalała za mną. Więź, przyjaźń, wicie wspólnego gniazdka, plany. Moje poczucie własnej wartości wypełniło się po brzegi. Niestety szybko pojawiły się rysy na szkle. W parze z jej (nad)wrażliwością szły: duża potrzeba uwagi, łatwość zranienia, łatwość poczucia odrzucenia (w sytuacjach mojego braku uwagi wynikającego np. z pracy czy moich pasji), ogromna potrzeba ciepła i czułości. Zaczął się jej płacz, prośby o uwagę, a także zalewanie mnie uwagą, dawała coraz więcej od siebie licząc że otrzyma to samo - zaburzyła się równowaga w dawaniu/braniu. A mi zaczęło sypać się to moje kruche poczucie własnej wartości, bo strasznie mi zależało, ale czułem że jednak nie jestem jej wart, bo nie umiem dać tego czego potrzebuje. Zacząłem się odsuwać podświadomie, reakcja obronna. W końcu ona nie wytrzymała, uznała że już nie kocham i była poraniona. Dopiero po rozstaniu wszystko do nas dotarło, choć była to ciężka emocjonalnie praca nas obojga, bo więź była i nadal jest silna, a kontakt jednak boli.

Więc widzisz, zakochałem się w osobie która była zbyt skupiona na mnie i miała za silną potrzebę bycia kochaną (choć to nie typowy bluszcz, nie było zazdrości, miała swój świat pracy i pasji). To wynikało z jej dzieciństwa. Oczywiście nadal uważam że to najbardziej wyjątkowa dziewczyna z jaką nawiązałem relację, patrząc obiektywnie na jej cechy, ale to właśnie mix jej wysokiej wartości w moich oczach z tym że tak szalała za mną, spowodował ze tak bardzo się zakochałem.

Moja ostatnia żona, do tej pory daje mi sygnały żebym wrócił. Naprawi to co pomiędzy nami zawiodło itp. Nawet przeżyje to że sypiałem z innymi ... Mój bezkompromisowy fighter zmienił się  delikatną kruchą kobietę która nie może żyć beze mnie. Nawet przemyśli dzieci.

beckett napisał/a:

Zauważasz jakieś analogie w tym, jak wybierasz swoje partnerki?
A może to Ty jesteś tą osobą pragnącą stale ciepła i uwagi, tak jak moja eks? Piszesz o tym.
Potrzeba akceptacji i potrzeba ciągłego kochania i czułości to są dwie strony tego samego medalu. Tak naprawdę przyczyny problemów moich i eks są podobne, mamy tylko inne wykształcone mechanizmy.

In plus - świadomość tego co się dzieje i dlaczego się dzieje to krok najważniejszy. Potem czeka praca.

To prawda, brakuje mi ciągle ciepła i czułości... takiej spokojnej matki dzieciom i mnie... no i wariatki w łóżku tongue.
Ciekawe jest też to, że im dziewczyna miała wyższe mniemanie o sobie tym była bardziej drętwa włóżku.

7 Ostatnio edytowany przez iryd (2017-12-06 20:36:00)

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
summerka88 napisał/a:

Beckett, nie wiem czy masz świadomość, że opisałeś coś, co się w psychologii nazywa koluzja narcystyczną?
Polecam „Związek dwojga”  J. Willi

Świetnie, Summerka 88 postawiła diagnozę, zaleciła lekturę i chłopaki mają problem z głowy. "Brawo ty".

Idź do->Rozmowa o samotności z happy endem
Idź do->Szukam koleżanki z wyobraźnią z okolic W-wy
Jeśli uważasz, że to co piszę to dla mnie prawdy absolutne, to znaczy, że absolutnie mnie nie rozumiesz.

8

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
iryd napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Beckett, nie wiem czy masz świadomość, że opisałeś coś, co się w psychologii nazywa koluzja narcystyczną?
Polecam „Związek dwojga”  J. Willi

Świetnie, Summerka 88 postawiła diagnozę, zaleciła lekturę i chłopaki mają problem z głowy. "Brawo ty".

Summerka 88 napisała o tym co Beckett napisał ... ja mam trochę inny porblem.

9 Ostatnio edytowany przez beckett (2017-12-06 21:48:58)

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
summerka88 napisał/a:

Beckett, nie wiem czy masz świadomość, że opisałeś coś, co się w psychologii nazywa koluzja narcystyczną?
Polecam „Związek dwojga”  J. Willi


Ani Ona ani ja nie mamy cech narcystycznych (ani regresywnych ani progresywnych, niezbędnych do komplementarności, czyli stworzenia koluzji), mieliśmy też bardzo duże własne przestrzenie i dawaliśmy sobie dobrze rozumianą wolność.
OK, nasz związek przejawiał przez ostatnie kilka miesięcy cechy koluzji narcystycznej, ale też i np. oralnej opisywanej przez Willego. Obie te koluzje charakteryzuje m.in. spadek poczucia wartości i występują w nich objawy tego właśnie zaburzenia. Wydaje mi się że to stąd podobieństwa do obu tych koluzji, w niektórych obszarach.

Niestety problemy z samooceną są w społeczeństwie powszechne, różnie nasilone. Czasem ujawniające się okresowo pod wpływem czynników zewnętrznych. Czasem ujawniające się tylko w niektórych dziedzinach życia. U mnie wyzwalaczem był kryzys w związku za który czułem się odpowiedzialny. Miałem wrażenie że nie jestem w stanie dać więcej czułości, a nie należę do gruboskórnych i sam mam duże potrzeby. A ta potrzeba u mojej eks to było jak napełnianie dziurawego wiadra. Frustracja, poczucie że nie jestem wart, no i włączył się klasyczny lęk przed bliskością, odsuwałem się ale sam nie wiedziałem dlaczego. No i ta spirala w kilka miesięcy podeptała nasz związek.

Wniosek mam taki, że w pewnych obszarach życia źródeł poczucia własnej wartości szukamy nie w sobie, ale w innych. A przynajmniej za bardzo. Za mało kochamy siebie.
To powoduje nie tylko wybór partnerek, ale również sposób prowadzenia dynamiki relacji.
Seryjny monogamizm (przynajmniej u mnie, he he) naszego życia nie jest przypadkowy.
Ludzie nie chcą sobie odpowiadać na trudne pytania "dlaczego ciągle mi nie wychodzi?". Ja próbuję.

Nie wiem john.doe czy Twój przypadek jest tak bardzo inny, dzielę się swoimi przemyśleniami, bo mam podejrzenia że źródła problemów mogą być podobne.
Pytanie czy warto bawić się w psychologię home-made, nawet czytując mądre książki, czy warto po nabraniu pewnych podejrzeń wziąć byka za rogi i to przepracować.
Bo nie wiem jak Ty, ale ja jednak ten domek pod lasem i gromadkę bachorów to chcę mieć.

10 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-12-06 21:55:07)

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
beckett napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Beckett, nie wiem czy masz świadomość, że opisałeś coś, co się w psychologii nazywa koluzja narcystyczną?
Polecam „Związek dwojga”  J. Willi


Ani Ona ani ja nie mamy cech narcystycznych (ani regresywnych ani progresywnych, niezbędnych do komplementarności, czyli stworzenia koluzji), mieliśmy też bardzo duże własne przestrzenie i dawaliśmy sobie dobrze rozumianą wolność.
OK, nasz związek przejawiał przez ostatnie kilka miesięcy cechy koluzji narcystycznej, ale też i np. oralnej opisywanej przez Willego. Obie te koluzje charakteryzuje m.in. spadek poczucia wartości i występują w nich objawy tego właśnie zaburzenia. Wydaje mi się że to stąd podobieństwa do obu tych koluzji, w niektórych obszarach.

Niestety problemy z samooceną są w społeczeństwie powszechne, różnie nasilone. Czasem ujawniające się okresowo pod wpływem czynników zewnętrznych. Czasem ujawniające się tylko w niektórych dziedzinach życia. U mnie wyzwalaczem był kryzys w związku za który czułem się odpowiedzialny. Miałem wrażenie że nie jestem w stanie dać więcej czułości, a nie należę do gruboskórnych i sam mam duże potrzeby. A ta potrzeba u mojej eks to było jak napełnianie dziurawego wiadra. Frustracja, poczucie że nie jestem wart, no i włączył się klasyczny lęk przed bliskością, odsuwałem się ale sam nie wiedziałem dlaczego. No i ta spirala w kilka miesięcy podeptała nasz związek.

Wniosek mam taki, że w pewnych obszarach życia źródeł poczucia własnej wartości szukamy nie w sobie, ale w innych. A przynajmniej za bardzo. Za mało kochamy siebie.
To powoduje nie tylko wybór partnerek, ale również sposób prowadzenia dynamiki relacji.
Seryjny monogamizm (przynajmniej u mnie, he he) naszego życia nie jest przypadkowy.
Ludzie nie chcą sobie odpowiadać na trudne pytania "dlaczego ciągle mi nie wychodzi?". Ja próbuję.
.

Nie wiem po co to zapieranie się przed cechami narcystycznymi, które ma każdy z nas, ale niech ci będzie big_smile
Chociaż zapieranie się jest akurat typowo narcystycznym zachowaniem big_smile

Krótko, koluzję narcystyczna tworzą narcyz jawny/wielkosciowy i narcyz ukryty/nadwraźluwy. Poczytaj sobie i nie musisz mi nic odpisywać.

„Narcyzi jawni:
- nazywani gruboskórnymi, niewrażliwymi, bezwzględnymi, chłodnymi
- nie mają świadomości jak inni wobec nich reagują. Nie czują tego, co „robią” innym. Bywają aroganckie i agresywne, pochłonięte sobą. Potrzebują być w centrum zainteresowania, posiadania czegoś, co daje im poczucie dominacji, wpływu i kontroli nad innymi. Mają „nadajnik”, lecz brakuje im „słuchawki”. Wydają się niepodatne na zranienie swoich uczuć przez innych.
- charakterystyczne dla osób łączących cechy osobowości narcystycznej i antyspołecznej, to: pewność siebie, brak skrupułów, amoralność, nielojalność, arogancja, wykorzystywanie i pogarda dla innych, mściwość i manipulacje oraz skłonność do oszustwa. Ludzie o takich cechach osobowości często mogą odnosić sukcesy zawodowe i utrzymywać się w granicach wyznaczanych przez prawo. Niektórzy z nich trafiają do domów poprawczych czy więzień. Jeszcze inni są drobnymi krętaczami i kombinatorami. Wszyscy zaś są skoncentrowani na własnych sprawach i są obojętni na prawdę. Satysfakcję czerpią z sytuacji, w której uda im się zdobyć zaufanie jakieś osoby, a potem ją oszukać. Osoby takie praktycznie nigdy nie szukają pomocy z własnej inicjatywy.
- Osoba narcystyczna z cechami histrionicznymi jest zazwyczaj uwodzicielska, czarująca, prowokująca seksualnie; często jest atrakcyjna fizycznie i elokwentna. Jest skupiona na swoim wyglądzie, stroju, „cielesności”. Łatwo nawiązuje kontakty z płcią przeciwną i zaspokaja swoje potrzeby seksualne, ale nie jest zainteresowana prawdziwą bliskością czy relacją. Od partnera domaga się adoracji i potwierdzenia swojej atrakcyjności. Może mieć liczne romanse, nawet z kilkoma osobami jednocześnie.

Narcyzi ukryci:
- Są to osoby narcystyczne, których inne osoby nie postrzegają wprost jako narcystyczne. Widziane one są raczej jako pomocne, uczynne, zależne i lękowe. Są one zawsze w związkach z innymi osobami lub pracują, czy spędzają swoje życie w instytucji, bez której nie wyobrażają sobie życia. Często żyją komplementarnie z innymi osobami, które z rozmaitych względów można uznać za wielkościowe (patrz wcześniej). Ten rodzaj osobowości narcystycznej jest zbliżony do osobowości unikającej .
- Ktoś taki jest bardzo przeczulony i pozostaje niezwykle wrażliwy na reakcje innych. Jest pohamowany, wstydliwy. Swoją uwagę kieruje na innych, a sam unika bycia w centrum zainteresowania. Uważnie słucha innych w poszukiwaniu dowodów krytyki i bardzo łatwo czuje się raniony uczuciowo, zawstydza się i czuje się obrażony. Osoby takie spędzają życie na pomaganiu innym, czując się ich wybawcami, darczyńcami, „karmicielami”. Muszą się bardzo troszczyć o innych, ponieważ boją się, że inni sobie sami nie poradzą.
- mają cały czas włączone „słuchawki” i nie mają poczucia czy możliwości korzystania z własnego głosu czy nawet dostępu do „nadajnika”. Boją się, że jeśli „ruszyliby coś” w relacji, w której tkwią tak bezwzględnie, wszystko by się zawaliło. Pozostają więc w swoistym przylgnięciu, przyklejeniu i przywarciu. Wewnątrz jednak czują się pokrzywdzeni i zdominowani. Czują się terroryzowani. To właśnie poczucie bycia „pod trudnym wpływem kogoś, z kim muszą być” uniemożliwia im bycie w zdrowej zależności
- To zazwyczaj człowiek bez wielkiej osobowości, spokojny, wycofany, małomówny. Ale w manipulowaniu otoczeniem równie niebezpieczny jak narcyz jawny. Niebezpieczeństwo w przypadku narcyzów ukrytych jest tym większe, że dość trudno ich rozpoznać. Narcyz ukryty jest paranoikiem, którego cechuje duża podejrzliwość i niemalże zerowa odporność na krytykę. Narcyz jawny informuje nas nieustannie o swojej wspaniałości i nic nie jest w stanie zburzyć mu tego obrazu. Narcyz ukryty również jest przekonany o tym, że jest wyjątkowy, ale nie demonstruje tego głośno, starannie kolekcjonując w głowie krzywdy od tych wszystkich, którzy nie poznali się na jego wielkości. Narcyz ukryty nie jest w stanie zbudować żadnej relacji, bo wieczny stan niedocenienia przez innych i „zmowy otoczenia” pogłębia w nim poczucie krzywdy i niezrozumienia.
- osoba narcystyczna wrażliwa patologicznie, będzie mieć cały czas poczucie, że jest pokrzywdzona i że nie może odejść, ponieważ nikt inny tej „szarej roboty” nie wykona. Osoby te nie mogą odejść ponieważ czują się „tak ważne”. Nie widzą możliwości przekazania komuś takiego strasznego doświadczenia, jakie mają w życiu.
- połączenie, cech osobowości narcystycznej i unikającej, to przede wszystkim: ogromnie duża wrażliwość na reakcje otoczenia, zwłaszcza na wszelkiego rodzaju krytykę. Za najmniejszą nawet oznakę dezaprobaty osoby takie łatwo się obrażają i często bardzo długo – „do końca życia” – pamiętają doznaną „krzywdę”. Typowe dla nich jest „chowanie się” za plecami innych i wycofywanie się z realnego życia do świata swoich fantazji, gdzie można snuć iluzje o swojej wyjątkowości i wielkości.”

11 Ostatnio edytowany przez beckett (2017-12-06 22:14:25)

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...

Summerko, przeszło mi przez myśl że dokładnie tak zareagujesz i użyjesz argumentu że narcyz wypiera swój narcyzm, nawet w obliczu faktów i terapii big_smile
Znam z grubsza kryteria diagnostyczne. Książkę Willego też znam.
Ani ja manipulujący czy szukający dominacji, ani amoralny (czasem wolałbym być, skrupułów też miewam za dużo czasem), ani nie brak mi empatii czy umiejętności mentalizacji, nie skupiam się na swoim wyglądzie przesadnie, mściwość, zemsta są mi kompletnie obce, świata nie dzielę na wrogów i przybocznych - co jest cechą immamentną narcyzów. w związku jestem lojalny, nigdy nie miałem skoku w bok i mnie to nie interesowało.
Ani moja eks nie ma cech narcyza ukrytego. Choć część jej i moich potrzeb i zachowań z diagnozą się pokrywa.

Oczywiście masz 100% racji że skłonności narcystyczne istnieją u każdego. Ba, podobno naturalną reakcją na obniżanie się samooceny jest uruchamianie przez psychikę mechanizmów narcystycznych.

Zasugerowałem się tym Willim. Koluzja którą opisuje to dość skrajny przypadek, zazębiający wszystkie cechy narcystyczne, w tym te zahaczające o zaburzenia psychopatyczne. Może dlatego moja reakcja obronna smile Ja już po tym wszystkim co przeszedłem i jak się otworzyłem dzięki eks po rozstaniu (niech jej bozia w dzieciach wynagrodzi), niczego się nie boję, znam swoje demony.

12

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
beckett napisał/a:

Nie wiem john.doe czy Twój przypadek jest tak bardzo inny, dzielę się swoimi przemyśleniami, bo mam podejrzenia że źródła problemów mogą być podobne.
Pytanie czy warto bawić się w psychologię home-made, nawet czytując mądre książki, czy warto po nabraniu pewnych podejrzeń wziąć byka za rogi i to przepracować.
Bo nie wiem jak Ty, ale ja jednak ten domek pod lasem i gromadkę bachorów to chcę mieć.

Napiję się za twoje zdrowie Beckett, cheers. Mnie ręce opadają ... i quźwa straszne uczucie mieć wszystko i wciąż czuć smutek.

Byłem dziś u zaprzyjaźnionej rodziny której od lat pomagam, prości ludzie 4 dzieci, mieszkają w domu o powierzchni mojego salonu. jak co roku pojechałem zawiązałem dzieciakom prezenty ale dziś było inaczej nie dali się uprosić żebym nie musiał wejść, musiałem sam wręczyć prezenty i powiem Ci że pomimo pokerowej twarzy i lat spędzonych na "scenie" ugięły mi się nogi... widząc całą ich familię... gromadka dzieci i dorosłych szczęśliwych radosnych... świat którego nigdy nie znałem. W moim świecie rodzice nigdy nie robili prezentów, nie było radości... dając prezenty nie wiedziałem jak się zachować, co robić przytulić, podać rękę ... fuck me jestem totalnie spierdzielony ...

Zapakowałem dupę do auta ... wróciłem wjechałem do garażu postawiłem auto obok pozostałej kolekcji, otworzyłem butelkę ulubionego  18 letniego single malta i mam doła giganta. Moje życie się nie zmieni bo ja nie umiem się zmienić ...

13 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-12-06 22:29:40)

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
beckett napisał/a:

Summerko, przeszło mi przez myśl że dokładnie tak zareagujesz i użyjesz argumentu że narcyz wypiera swój narcyzm, nawet w obliczu faktów i terapii big_smile
Znam z grubsza kryteria diagnostyczne. Książkę Willego też znam.
Ani ja manipulujący czy szukający dominacji, ani amoralny (czasem wolałbym być, skrupułów też miewam za dużo czasem), ani nie brak mi empatii czy umiejętności mentalizacji, nie skupiam się na swoim wyglądzie przesadnie, mściwość, zemsta są mi kompletnie obce, świata nie dzielę na wrogów i przybocznych - co jest cechą immamentną narcyzów. w związku jestem lojalny, nigdy nie miałem skoku w bok i mnie to nie interesowało.
Ani moja eks nie ma cech narcyza ukrytego. Choć część jej i moich potrzeb i zachowań z diagnozą się pokrywa.

Oczywiście masz 100% racji że skłonności narcystyczne istnieją u każdego. Ba, podobno naturalną reakcją na obniżanie się samooceny jest uruchamianie przez psychikę mechanizmów narcystycznych.

Zasugerowałem się tym Willim. Koluzja którą opisuje to dość skrajny przypadek, zazębiający wszystkie cechy narcystyczne, w tym te zahaczające o zaburzenia psychopatyczne. Może dlatego moja reakcja obronna smile Ja już po tym wszystkim co przeszedłem i jak się otworzyłem dzięki eks po rozstaniu (niech jej bozia w dzieciach wynagrodzi), niczego się nie boję, znam swoje demony.

Na podstawie tego, co piszesz powyżej, mam poważne wątpliwości, czy przeczytałeś wskazana książkę, a z pewnością jej nie zrozumiałeś. Te skrajniści, o których piszesz, tam ich nie ma, a mój cytat był zupełnie z innej pozycji.
Przeczytaj tę książkę tak dla siebie po prostu.

W twoim opisie swietnie zostały oddane wszystkie typowe cechy koluzji narcystycznej. W sumie rzadko trafia się tak wyraźny, mimo że krótki, opis tego „zjawiska” aż sobie skopiowałam smile

Jeszcze jeden fragment, edukacyjnie, bo przecież inni czytają wink
"Funkcjonuje to doskonale dopóty, dopóki jawnie narcystyczny partner nie poczuje się osaczany, uwikłany. Zaczęło się od przyjemnego podziwu, a doszło do zależności, co zaczyna go przerażać, więc nieświadomie „zrzuca” z siebie zależnego partnera raniąc go, odrzucając, niszcząc. Oczywiście zazwyczaj nie dzieje się to fizycznie, brutalnie, choć i czasem tak. Najczęściej w słowach są zapewnienia o ważności, jednakże człowiek ten się odsuwa, zaniedbuje, nie słyszy, unika komunikacji, konfrontacji, pozornie dba o podporządkowanego partnera i nawet deklaruje uczucia, ale nie daje mu z czasem poczucia ważności, nie zauważa go. Gdy ten drugi jest niezadowolony, oskarża go o zbyt wygórowane oczekiwania, wymyślanie problemu i bezpodstawne obwinianie. Jednym słowem robi wszystko, by odsunąć się i nie wziąć za to odpowiedzialności. Uzasadnia to czasem w ten sposób, że czuje się za bardzo uwikłany, osaczany, jakby nie mógł oddychać, zmęczony, również tym, że potrzebuje wolności, a uzasadnieniem tego nie są własne potrzeby, a postawa partnera, który „wciąż chce za dużo”. Ukrytym tego powodem jest lęk przed bliskością i w efekcie raną, jaką mogłoby wywołać odrzucenie. Partner podporządkowany czuje się zawiedziony, oszukany tym, iż poświecił całego siebie i nie dostał w zamian nic."

14 Ostatnio edytowany przez beckett (2017-12-06 22:32:01)

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
john.doe80 napisał/a:
beckett napisał/a:

Nie wiem john.doe czy Twój przypadek jest tak bardzo inny, dzielę się swoimi przemyśleniami, bo mam podejrzenia że źródła problemów mogą być podobne.
Pytanie czy warto bawić się w psychologię home-made, nawet czytując mądre książki, czy warto po nabraniu pewnych podejrzeń wziąć byka za rogi i to przepracować.
Bo nie wiem jak Ty, ale ja jednak ten domek pod lasem i gromadkę bachorów to chcę mieć.

Napiję się za twoje zdrowie Beckett, cheers. Mnie ręce opadają ... i quźwa straszne uczucie mieć wszystko i wciąż czuć smutek.

Byłem dziś u zaprzyjaźnionej rodziny której od lat pomagam, prości ludzie 4 dzieci, mieszkają w domu o powierzchni mojego salonu. jak co roku pojechałem zawiązałem dzieciakom prezenty ale dziś było inaczej nie dali się uprosić żebym nie musiał wejść, musiałem sam wręczyć prezenty i powiem Ci że pomimo pokerowej twarzy i lat spędzonych na "scenie" ugięły mi się nogi... widząc całą ich familię... gromadka dzieci i dorosłych szczęśliwych radosnych... świat którego nigdy nie znałem. W moim świecie rodzice nigdy nie robili prezentów, nie było radości... dając prezenty nie wiedziałem jak się zachować, co robić przytulić, podać rękę ... fuck me jestem totalnie spierdzielony ...

Zapakowałem dupę do auta ... wróciłem wjechałem do garażu postawiłem auto obok pozostałej kolekcji, otworzyłem butelkę ulubionego  18 letniego single malta i mam doła giganta. Moje życie się nie zmieni bo ja nie umiem się zmienić ...


Nie możesz czy nie chcesz? Przecież podejmujesz właśnie jakieś kroki, nie?

Tak, wszystko to co materialne nie ma znaczenia tak naprawdę. To jak ze zdrowiem, kiedy się je traci, wszystko inne przestaje mieć znaczenie. A my chyba właśnie tego zdrowia nie mamy.
Tylko że ja patrzę na to wszystko dziś z optymizmem, mimo że brak mi eks i gdzieś tam chyba oboje teraz zastanawiamy się czy za jakiś czas nie moglibyśmy budować czegoś na nowo. Patrzę z optymizmem, bo kiedyś, po poprzednich związkach poprawiałem tylko skutki, byłem ich świadom, ale to tylko skutki. Można je minimalizować, ale konflikt w bani jest, bo przyczyna nie była znana. Co mam Ci napisać...może idź do dobrego terapeuty na konsultację. Warto się przełamać, bo życie mamy jedno, a to są normalne, ludzkie sprawy. I uwierają bardzo.

Zdrówka! Ale może nie pij alko przy dołkach, to nic nie załatwia a tylko pogłębia problemy i można wpędzić się w galimatias. Sorry za moralizowanie, ale wiesz jak jest...

15

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
beckett napisał/a:
john.doe80 napisał/a:
beckett napisał/a:

Nie wiem john.doe czy Twój przypadek jest tak bardzo inny, dzielę się swoimi przemyśleniami, bo mam podejrzenia że źródła problemów mogą być podobne.
Pytanie czy warto bawić się w psychologię home-made, nawet czytując mądre książki, czy warto po nabraniu pewnych podejrzeń wziąć byka za rogi i to przepracować.
Bo nie wiem jak Ty, ale ja jednak ten domek pod lasem i gromadkę bachorów to chcę mieć.

Napiję się za twoje zdrowie Beckett, cheers. Mnie ręce opadają ... i quźwa straszne uczucie mieć wszystko i wciąż czuć smutek.

Byłem dziś u zaprzyjaźnionej rodziny której od lat pomagam, prości ludzie 4 dzieci, mieszkają w domu o powierzchni mojego salonu. jak co roku pojechałem zawiązałem dzieciakom prezenty ale dziś było inaczej nie dali się uprosić żebym nie musiał wejść, musiałem sam wręczyć prezenty i powiem Ci że pomimo pokerowej twarzy i lat spędzonych na "scenie" ugięły mi się nogi... widząc całą ich familię... gromadka dzieci i dorosłych szczęśliwych radosnych... świat którego nigdy nie znałem. W moim świecie rodzice nigdy nie robili prezentów, nie było radości... dając prezenty nie wiedziałem jak się zachować, co robić przytulić, podać rękę ... fuck me jestem totalnie spierdzielony ...

Zapakowałem dupę do auta ... wróciłem wjechałem do garażu postawiłem auto obok pozostałej kolekcji, otworzyłem butelkę ulubionego  18 letniego single malta i mam doła giganta. Moje życie się nie zmieni bo ja nie umiem się zmienić ...

Nie możesz czy nie chcesz? Przecież podejmujesz właśnie jakieś kroki, nie?

Tak, wszystko to co materialne nie ma znaczenia tak naprawdę. To jak ze zdrowiem, kiedy się je traci, wszystko inne przestaje mieć znaczenie. A my chyba właśnie tego zdrowia nie mamy.
Tylko że ja patrzę na to wszystko dziś z optymizmem, mimo że brak mi eks i gdzieś tam chyba oboje teraz zastanawiamy się czy za jakiś czas nie moglibyśmy budować czegoś na nowo. Patrzę z optymizmem, bo kiedyś, po poprzednich związkach poprawiałem tylko skutki, byłem ich świadom, ale to tylko skutki. Można je minimalizować, ale konflikt w bani jest, bo przyczyna nie była znana. Co mam Ci napisać...może idź do dobrego terapeuty na konsultację. Warto się przełamać, bo życie mamy jedno, a to są normalne, ludzkie sprawy. I uwierają bardzo.

Zdrówka! Ale może nie pij alko przy dołkach, to nic nie załatwia a tylko pogłębia problemy i można wpędzić się w galimatias. Sorry za moralizowanie, ale wiesz jak jest...

Piję dla smaku nie kręciołka w głowie tak że spoko smile.

Jak wiesz odciąłem sobie radości i została mi szara rzeczywistość. Zacząłem pracę z terapeutą i ciekaw jestem jak to pójdzie... nie widzę tego. Całe życie ustawiałem cel i go osiągałem... rozwód mnie rozwalił dalej mam poczucie winy ... czy w końcu niechęć do posiadania dzieci i oziębłość to wystarczający powód żeby niszczyć drugiej stronie życie...

16

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
summerka88 napisał/a:

Na podstawie tego, co piszesz powyżej, mam poważne wątpliwości, czy przeczytałeś wskazana książkę, a z pewnością jej nie zrozumiałeś. Te skrajniści, o których piszesz, tam ich nie ma, a mój cytat był zupełnie z innej pozycji.
Przeczytaj tę książkę tak dla siebie po prostu.

W twoim opisie swietnie zostały oddane wszystkie typowe cechy koluzji narcystycznej. W sumie rzadko trafia się tak wyraźny, mimo że krótki, opis tego „zjawiska” aż sobie skopiowałam smile

Jeszcze jeden fragment, edukacyjnie, bo przecież inni czytają wink
"Funkcjonuje to doskonale dopóty, dopóki jawnie narcystyczny partner nie poczuje się osaczany, uwikłany. Zaczęło się od przyjemnego podziwu, a doszło do zależności, co zaczyna go przerażać, więc nieświadomie „zrzuca” z siebie zależnego partnera raniąc go, odrzucając, niszcząc. Oczywiście zazwyczaj nie dzieje się to fizycznie, brutalnie, choć i czasem tak. Najczęściej w słowach są zapewnienia o ważności, jednakże człowiek ten się odsuwa, zaniedbuje, nie słyszy, unika komunikacji, konfrontacji, pozornie dba o podporządkowanego partnera i nawet deklaruje uczucia, ale nie daje mu z czasem poczucia ważności, nie zauważa go. Gdy ten drugi jest niezadowolony, oskarża go o zbyt wygórowane oczekiwania, wymyślanie problemu i bezpodstawne obwinianie. Jednym słowem robi wszystko, by odsunąć się i nie wziąć za to odpowiedzialności. Uzasadnia to czasem w ten sposób, że czuje się za bardzo uwikłany, osaczany, jakby nie mógł oddychać, zmęczony, również tym, że potrzebuje wolności, a uzasadnieniem tego nie są własne potrzeby, a postawa partnera, który „wciąż chce za dużo”. Ukrytym tego powodem jest lęk przed bliskością i w efekcie raną, jaką mogłoby wywołać odrzucenie. Partner podporządkowany czuje się zawiedziony, oszukany tym, iż poświecił całego siebie i nie dostał w zamian nic."

Przeczytałem, wydanie drugie rozszerzone. Stoi na półce.
Terapię par też.

Nie wiem czy zauważyłaś, że napisałem wyraźnie że Willi opisuje pełne spektrum cech skrajnych, zazębiających się przy obu typach narcystycznych. I przyznałem, że część cech tej koluzji nasz związek przejawiał. I że mechanizmy narcystyczne są również reakcją obronną organizmu na obniżoną samoocenę.

Odnosząc się do zacytowanego fragmentu. Tak, nasz związek działał świetnie do momentu kiedy jej potrzeby bliskości i poczucie nadmiernego odrzucenia nie zaczęły być dla mnie widoczne. Tak, dokładnie tak zacząłem się zachowywać. Nie i tu stanowcze NIE smile - nie czułem się duszony, osaczany, uwikłany, nie miałem potrzeby wolności. To co czułem to dojmujący smutek że nie spełniam jej potrzeb, że nie jestem jej wart (potwierdziły się moje przypuszczenia?). Lęk przed bliskością, podświadome odrzucenie by nie zostać zranionym - zdecydowanie TAK.

17 Ostatnio edytowany przez beckett (2017-12-06 22:47:32)

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
john.doe80 napisał/a:

Jak wiesz odciąłem sobie radości i została mi szara rzeczywistość. Zacząłem pracę z terapeutą i ciekaw jestem jak to pójdzie... nie widzę tego. Całe życie ustawiałem cel i go osiągałem... rozwód mnie rozwalił dalej mam poczucie winy ... czy w końcu niechęć do posiadania dzieci i oziębłość to wystarczający powód żeby niszczyć drugiej stronie życie...

ja zmieniałem terapeutę po kilku sesjach.
dopiero drugi raz trafiłem na właściwego.
czasem to nie wina terapeuty, tylko braku chemii.

moja poprzednia eks też nie chciała mieć dzieci wink

i niestety to był jeden z głównych powodów rozstania, obok braku wsparcia (wręcz przeciwnie - krytyka i strach) dla mnie gdy zakładałem nowy biznes, który pochłaniał spore środki.
poza tym to było 5 udanych i spokojnych lat. mimo że nie zakochałem się tak jak w ostatnim związku.

teraz jestem singlem od kilku miesięcy i zamierzam nim zostać, póki się nie unormuję wewnętrznie.

18 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-12-06 22:47:22)

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
beckett napisał/a:

Nie wiem czy zauważyłaś, że napisałem wyraźnie że Willi opisuje pełne spektrum cech skrajnych, zazębiających się przy obu typach narcystycznych. I przyznałem, że część cech tej koluzji nasz związek przejawiał. I że mechanizmy narcystyczne są również reakcją obronną organizmu na obniżoną samoocenę.

Odnosząc się do zacytowanego fragmentu. Tak, nasz związek działał świetnie do momentu kiedy jej potrzeby bliskości i poczucie nadmiernego odrzucenia nie zaczęły być dla mnie widoczne. Tak, dokładnie tak zacząłem się zachowywać. Nie i tu stanowcze NIE smile - nie czułem się duszony, osaczany, uwikłany, nie miałem potrzeby wolności. To co czułem to dojmujący smutek że nie spełniam jej potrzeb, że nie jestem jej wart (potwierdziły się moje przypuszczenia?). Lęk przed bliskością, podświadome odrzucenie by nie zostać zranionym - zdecydowanie TAK.

OK. Pogadajmy.
Nie czujesz zgrzytu w określeniu smutek jako odpiwiedź na to, że nie spełnia się cudzych potrzeb? Czy w konsekwencji twoja emocjonalna odpowiedź na to, że nie jesteś kogoś wart? Hę?

19 Ostatnio edytowany przez beckett (2017-12-06 22:49:45)

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...

Tak, czuję.
Podświadomość to cholerny autopilot, wiem że on mną kierował.
Odsuwałem się ale nie chciałem. To było silniejsze.
Ten dysonans w ostatnich miesiącach związku mnie zabijał.
Miałem podrygi, gesty, próbowałem reagować, sporo poprawiłem, poświęcałem więcej czasu, ale tam gdzie rządziła psychika - np. w łóżku czy w wybuchach gniewu - nie udało się.

20

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
beckett napisał/a:

Tak, czuję.
Podświadomość to cholerny autopilot, wiem że on mną kierował.
Odsuwałem się ale nie chciałem. To było silniejsze.
Ten dysonans w ostatnich miesiącach związku mnie zabijał.
Miałem podrygi, gesty, próbowałem reagować, ale tam gdzie rządziła psychika - np. w łóżku czy w wybuchach gniewu - nie udało się.

Chodzi mi o to, że smutek to tak jakby nieadekwatna emocja w odpowiedzi na brak spełnienia cudzych potrzeb.
Inaczej, jak się ten smutek u ciebie przejawiał?

21

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...

Gdybym był tego nieświadomy, gdyby nie wzięcie byka za rogi po rozstaniu - machnąłbym ręką i rzekł "nie dopasowaliśmy się, odkochałem się".
No bo odkochiwałem się przecież...

22 Ostatnio edytowany przez beckett (2017-12-06 22:56:42)

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
summerka88 napisał/a:
beckett napisał/a:

Tak, czuję.
Podświadomość to cholerny autopilot, wiem że on mną kierował.
Odsuwałem się ale nie chciałem. To było silniejsze.
Ten dysonans w ostatnich miesiącach związku mnie zabijał.
Miałem podrygi, gesty, próbowałem reagować, ale tam gdzie rządziła psychika - np. w łóżku czy w wybuchach gniewu - nie udało się.

Chodzi mi o to, że smutek to tak jakby nieadekwatna emocja w odpowiedzi na brak spełnienia cudzych potrzeb.
Inaczej, jak się ten smutek u ciebie przejawiał?

nie wiem czy to dobre słowo, czy "frustracja" nie byłaby lepszym słowem.

ale smutek był. jako myśl że ten związek i tyle nadziei z nim związanych, ta silna więź sprzed kryzysu - wszystko pizdziet

byłem też trochę jak robot, uciekałem od tych emocji, wieczory spędzaliśmy już oddzielnie.

23 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-12-06 23:03:50)

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
beckett napisał/a:

Gdybym był tego nieświadomy, gdyby nie wzięcie byka za rogi po rozstaniu - machnąłbym ręką i rzekł "nie dopasowaliśmy się, odkochałem się".
No bo odkochiwałem się przecież...

Nigdy tak naprawdę nie wiemy jak miłość się rodzi i jest, ale przeważnie możemy zdefiniować, co spowodowało, że ją straciliśmy. Zauważyłeś?

Ale powiedz mi jak się ma smutek, czyli „kolor” tęsknoty za tym, co było przyjemne, dawało wsparcie i miłość, do reakcji na fakt nie bycia dla kogoś wystarczająco dobrym? Próbuję to zrozumieć.



EDIT:

beckett napisał/a:

nie wiem czy to dobre słowo, czy "frustracja" nie byłaby lepszym słowem.

ale smutek był. jako myśl że ten związek i tyle nadziei z nim związanych, ta silna więź sprzed kryzysu - wszystko pizdziet

byłem też trochę jak robot, uciekałem od tych emocji, wieczory spędzaliśmy już oddzielnie.

Tak, to zdecydowanie bardziej do mnie przemawia. Frustracja może rodzić działanie, chęć unikania niechcianych odczuć, wycofywanie się, ucieczkę.

Smutek to tak naprawdę dobra emocja, nieco smutna, ale zabarwiona melancholijnie, czasem nieco depresyjnie. Lubię siebie w takim stanie.
A jakie emocje u siebie ty lubisz?

24

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
beckett napisał/a:

teraz jestem singlem od kilku miesięcy i zamierzam nim zostać, póki się nie unormuję wewnętrznie.

Moi koledzy mają już rozwiązanie ... parę fajnych fotek i tinder ... zawsze można liczyć na męską pomoc ... Pamiętam taki tekst, Nie zawsze smutek poznasz na twarzy gdy z oczu łzy się poleją bo czasem w sercu lamie się życie a jednak usta się śmieją. Moje zawsze są uśmiechnięte... pamiętam jak mantrę słowa trenera Panowie nie udajemy zmęczonych i szeroki uśmiech do sędziów smile.

25

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
john.doe80 napisał/a:
beckett napisał/a:

teraz jestem singlem od kilku miesięcy i zamierzam nim zostać, póki się nie unormuję wewnętrznie.

Moi koledzy mają już rozwiązanie ... parę fajnych fotek i tinder ... zawsze można liczyć na męską pomoc ... Pamiętam taki tekst, Nie zawsze smutek poznasz na twarzy gdy z oczu łzy się poleją bo czasem w sercu lamie się życie a jednak usta się śmieją. Moje zawsze są uśmiechnięte... pamiętam jak mantrę słowa trenera Panowie nie udajemy zmęczonych i szeroki uśmiech do sędziów smile.

Rany, kolejny niewyżyty specjalista od PUA tongue

26

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
summerka88 napisał/a:

Smutek to tak naprawdę dobra emocja, nieco smutna, ale zabarwiona melancholijnie, czasem nieco depresyjnie. Lubię siebie w takim stanie.
A jakie emocje u siebie ty lubisz?

Frustracja jest tym bardziej dotkliwa jeśli ma się obniżoną samoocenę, a ja zacząłem mieć (niewart przecież). A jak gorzej radzimy sobie z frustracją, to rodzi się gniew, agresja (zacząłem wybuchać o przysłowiową zupę, szok) i właśnie ta ucieczka.

Jako ambiwertyk też lubię czasem melancholię i smutek. Smutek prowadzi do refleksji, to uczucie "wyższe".
Ma on jednak swoje granice, za którą zaczyna się ból.

27 Ostatnio edytowany przez beckett (2017-12-06 23:13:20)

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
john.doe80 napisał/a:
beckett napisał/a:

teraz jestem singlem od kilku miesięcy i zamierzam nim zostać, póki się nie unormuję wewnętrznie.

Moi koledzy mają już rozwiązanie ... parę fajnych fotek i tinder ... zawsze można liczyć na męską pomoc ... Pamiętam taki tekst, Nie zawsze smutek poznasz na twarzy gdy z oczu łzy się poleją bo czasem w sercu lamie się życie a jednak usta się śmieją. Moje zawsze są uśmiechnięte... pamiętam jak mantrę słowa trenera Panowie nie udajemy zmęczonych i szeroki uśmiech do sędziów smile.


Podryw to naturalny sposób podnoszenia własnej wartości każdego samca.
Tylko że to eliminowanie skutków a nie przyczyn.

28 Ostatnio edytowany przez john.doe80 (2017-12-06 23:20:48)

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
beckett napisał/a:
john.doe80 napisał/a:
beckett napisał/a:

teraz jestem singlem od kilku miesięcy i zamierzam nim zostać, póki się nie unormuję wewnętrznie.

Moi koledzy mają już rozwiązanie ... parę fajnych fotek i tinder ... zawsze można liczyć na męską pomoc ... Pamiętam taki tekst, Nie zawsze smutek poznasz na twarzy gdy z oczu łzy się poleją bo czasem w sercu lamie się życie a jednak usta się śmieją. Moje zawsze są uśmiechnięte... pamiętam jak mantrę słowa trenera Panowie nie udajemy zmęczonych i szeroki uśmiech do sędziów smile.


Podryw to naturalny sposób podnoszenia własnej wartości każdego samca.
Tylko że to eliminowanie skutków a nie przyczyn.

To ogarniam, dobre z nich chłopaki ale są jeszcze bardziej z fuckupowani ode mnie ... choć to przez nich zacząłem pośrednio tu pisać, oni nie widzą żadnych patologii w tym co robię.
Prawdziwi kumple big_smile

summerka88 napisał/a:
john.doe80 napisał/a:
beckett napisał/a:

teraz jestem singlem od kilku miesięcy i zamierzam nim zostać, póki się nie unormuję wewnętrznie.

Moi koledzy mają już rozwiązanie ... parę fajnych fotek i tinder ... zawsze można liczyć na męską pomoc ... Pamiętam taki tekst, Nie zawsze smutek poznasz na twarzy gdy z oczu łzy się poleją bo czasem w sercu lamie się życie a jednak usta się śmieją. Moje zawsze są uśmiechnięte... pamiętam jak mantrę słowa trenera Panowie nie udajemy zmęczonych i szeroki uśmiech do sędziów smile.

Rany, kolejny niewyżyty specjalista od PUA tongue

nie znam tej gry wink.

29 Ostatnio edytowany przez beckett (2017-12-06 23:44:52)

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...

Z moimi kumplami jest dokładnie to samo smile
Może inaczej, dzielą się na tych co stworzyli rodziny i na tych, co zmieniają kobiety jak rękawiczki.
Co ciekawe, ci drudzy czasem napomkną w rozmowie sam na sam, że jednak chcieliby stałego związku, ale jakoś nie mogą trafić na właściwą wink
Ale tak poza tymi przebłyskami to hulaj dusza piekła nie ma, krew nie woda, same włażą wink

Jedyną osobą z którą mogłem porozmawiać o tych sprawach to była. Szkoda że po fakcie się otworzyłem, zresztą ona też.
Cholera, trochę mną tarmosi żal że nie udało się do tych wniosków dojść wspólnie jeszcze jak byliśmy razem w związku.
Mam dni takie jak dziś że łażę po ścianach, a urwany kontakt boli bardzo. I nie wiem czy dobrze zrobiłem decydując się na odcięcie się.
Ale to tylko chwile słabości i przejdą.

30

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
beckett napisał/a:

Jedyną osobą z którą mogłem porozmawiać o tych sprawach to była. Szkoda że po fakcie się otworzyłem, zresztą ona też.
Cholera, trochę mną tarmosi żal że nie udało się do tych wniosków dojść wspólnie jeszcze jak byliśmy razem w związku.
Mam dni takie jak dziś że łażę po ścianach, a urwany kontakt boli bardzo. I nie wiem czy dobrze zrobiłem decydując się na odcięcie się.
Ale to tylko chwile słabości i przejdą.

Tia,  second thoughts, moja ex wciąż walczy żebym wrócił... tylko po co... mam zrezygnować z marzeń... przez chwilę myślałem że los nagrodził mnie za podjęcie trudnej męskiej decyzji... stawiając mi dziewczynę z siłowni... ale porównując to do stwierdzenia że Świat stoi przed tobą otworem, kolejny raz przekonałem się którym...

31

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...

No bo wybór średni, pisałem Ci wink Ja bym nie rozważał związku z kobietą, która z dość sporą lekkością wchodzi w równoległą, seksualną relację.

32 Ostatnio edytowany przez iryd (2017-12-07 06:11:55)

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...

Wasza rozmowa zamieniła się w quasi naukową dyskusje, kto kogo przekona? Najbardziej rozbawił mnie argument Summerki, żebyś nie wypierał się narcyzmu, bo wszyscy są trochę narcyzami. Jak wszyscy go mają to po co o tym pisać i go diagnozować? Pochwała jej diagnozy w poprzednim moim poście była ironiczna. Z wyżej wymienionych względów nie czytałem wszystkich postów. Może przeczytam? Posty Summerki niewiele wnoszą. Może tylko podnoszą jej mniemanie o własnej wiedzy psychologicznej. Jest na forum trochę takich pseudo psychologów i religioznawców, którzy za wszelką cenę chcą przekonać wszystkich o swojej mądrości i wyższości. Mnie takie dyskusje nie interesują. Gdyby mnie interesowały uczestniczyłbym w sympozjach naukowych, a nie takich gadkach szmatkach na zadany temat. Lubię czasem porozmawiać z kimś, jak ktoś ma taką potrzebę i problem, by mu pomóc w kłopocie. Zwłaszcza gdy ma problemy ze sobą lub relacjami z innymi. Dlatego pytanie do panów. Czy chcenie podyskutować o psychologii? Czy porozmawiać z kimś kto patrzy z boku na wasze sprawy, a patrząc z boku w miarę obiektywnie, może dostrzec coś co umyka waszej uwadze?
Proszę o odpowiedz jeśli nie, to wyłączam się z rozmowy. Nie uznaję robienia niczego na siłę lub bez zgody zainteresowanego. Najważniejsze to się teraz odstresować, wyluzować i uświadomić sobie, że sprawy, które ciągną się latami nie załatwicie w 5 minut.

   Jakby co, to życzę powodzenia, bo jesteście mądrymi facetami. Dobrze, że tacy są, bo jest ich tak niewiele. Przepraszam za porównanie ale jesteście jak dobre samochody ale coś się zacięło i nie chcą jechać. Nie wymaga to generalnego remontu, tylko bardziej znalezienia usterki. Wmawianie wam przez Summerkę jakiś typów psychologicznych, może wam minimalnie pomoże ale pewnie i więcej zaszkodzi. Nie wystarczy przeczytać książki ale trzeba je jeszcze zrozumieć i wiedzieć po co zostały napisane? Najczęściej to różnego typu pseudo poradniki z nowatorską wiedzą. Pisane dla sławy i pieniędzy. Niestety tyczy się to pewnej części naukowców. W końcu naukowcy to też ludzie. Nie tylko liczy się dla nich rzetelna wiedza ale sława, pieniądze i kariera.

Idź do->Rozmowa o samotności z happy endem
Idź do->Szukam koleżanki z wyobraźnią z okolic W-wy
Jeśli uważasz, że to co piszę to dla mnie prawdy absolutne, to znaczy, że absolutnie mnie nie rozumiesz.

33

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
iryd napisał/a:

Wasza rozmowa zamieniła się w quasi naukową dyskusje, kto kogo przekona? Najbardziej rozbawił mnie argument Summerki, żebyś nie wypierał się narcyzmu, bo wszyscy są trochę narcyzami. Jak wszyscy go mają to po co o tym pisać i go diagnozować? Pochwała jej diagnozy w poprzednim moim poście była ironiczna. Z wyżej wymienionych względów nie czytałem wszystkich postów. Może przeczytam? Posty Summerki niewiele wnoszą. Może tylko podnoszą jej mniemanie o własnej wiedzy psychologicznej. Jest na forum trochę takich pseudo psychologów i religioznawców, którzy za wszelką cenę chcą przekonać wszystkich o swojej mądrości i wyższości. Mnie takie dyskusje nie interesują. Gdyby mnie interesowały uczestniczyłbym w sympozjach naukowych, a nie takich gadkach szmatkach na zadany temat. Lubię czasem porozmawiać z kimś, jak ktoś ma taką potrzebę i problem, by mu pomóc w kłopocie. Zwłaszcza gdy ma problemy ze sobą lub relacjami z innymi. Dlatego pytanie do panów. Czy chcenie podyskutować o psychologii? Czy porozmawiać z kimś kto patrzy z boku na wasze sprawy, a patrząc z boku w miarę obiektywnie, może dostrzec coś co umyka waszej uwadze?
Proszę o odpowiedz jeśli nie, to wyłączam się z rozmowy. Nie uznaję robienia niczego na siłę lub bez zgody zainteresowanego. Najważniejsze to się teraz odstresować, wyluzować i uświadomić sobie, że sprawy, które ciągną się latami nie załatwicie w 5 minut.

   Jakby co, to życzę powodzenia, bo jesteście mądrymi facetami. Dobrze, że tacy są, bo jest ich tak niewiele. Przepraszam za porównanie ale jesteście jak dobre samochody ale coś się zacięło i nie chcą jechać. Nie wymaga to generalnego remontu, tylko bardziej znalezienia usterki. Wmawianie wam przez Summerkę jakiś typów psychologicznych, może wam minimalnie pomoże ale pewnie i więcej zaszkodzi. Nie wystarczy przeczytać książki ale trzeba je jeszcze zrozumieć i wiedzieć po co zostały napisane? Najczęściej to różnego typu pseudo poradniki z nowatorską wiedzą. Pisane dla sławy i pieniędzy. Niestety tyczy się to pewnej części naukowców. W końcu naukowcy to też ludzie. Nie tylko liczy się dla nich rzetelna wiedza ale sława, pieniądze i kariera.

Ja bardziej liczę na spojrzenie z boku smile

34

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...

Tu jest kobiece forum i czuje się, że tu panuje duch, że za wszystko winni są mężczyźni. Owszem ci panowie o bardziej oczywistych problemach mogą tu usłyszeć zdanie kobiet. Zwłaszcza ci, którzy mało rozumieją ludzi, mogą tu sporo zyskać. Ale poważne problemy inteligentnych facetów z relacjami z kobietami, nie polecam tu roztrząsać. Szybkie oceny. Zupełny brak empatii (nie chodzi mi o empatie = sympatia do ludzi) tej prawdziwej pozwalającej pomagać ludziom.
   
   W weekend będzie więcej czasu, by na spokojnie przeczytać i zastanowić się nad twoimi postami.
Robię to razem z żoną, bo ona świetnie jako kobieta rozumie świat mężczyzn. Razem mamy ogląd na sprawę z męskiego i kobiecego punku widzenia. Widząc jak tu ludzie często są krzywdzeni opiniami, chyba nawet z nieświadomości piszących, lepiej o twojej sprawie porozmawiamy przez email. Nie licz na nowomodne rady z poradnika domowego psychologa ale na obiektywną rozmowę. Zwłaszcza, że z tymi psychologami jest jak jest. Jedna tu studentka zaprezentowała problem studentów psychologii, że dzielą się na tych co potrzebują porady psychologa i na tych co psychiatry. Ja znałem to w łagodniejszej wersji znanego psychologa, że połowa studentów zamiast iść na studia psychologiczne, powinna iść i skorzystać z porady psychologicznej. Może nie jest to reguła ale nie wierzę, że jak ktoś nie potrafi sobie pomóc to świetnie nadaje się do pomagania innym. Dobrych psychologów jest na lekarstwo. Co widać, że często najgorzej wychowanymi dziećmi są dzieci psychologów.

pozdrawia John.doe wyślę ci email.

PS oczywiście nasza rozmowa nie musi cię ograniczać możesz tu na forum i gdziekolwiek szukać pomocy i porady.
Nasza relacja to relacja znajomych.

Idź do->Rozmowa o samotności z happy endem
Idź do->Szukam koleżanki z wyobraźnią z okolic W-wy
Jeśli uważasz, że to co piszę to dla mnie prawdy absolutne, to znaczy, że absolutnie mnie nie rozumiesz.

35

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...
iryd napisał/a:

Tu jest kobiece forum i czuje się, że tu panuje duch, że za wszystko winni są mężczyźni. Owszem ci panowie o bardziej oczywistych problemach mogą tu usłyszeć zdanie kobiet. Zwłaszcza ci, którzy mało rozumieją ludzi, mogą tu sporo zyskać. Ale poważne problemy inteligentnych facetów z relacjami z kobietami, nie polecam tu roztrząsać. Szybkie oceny. Zupełny brak empatii (nie chodzi mi o empatie = sympatia do ludzi) tej prawdziwej pozwalającej pomagać ludziom.
   
   W weekend będzie więcej czasu, by na spokojnie przeczytać i zastanowić się nad twoimi postami.
Robię to razem z żoną, bo ona świetnie jako kobieta rozumie świat mężczyzn. Razem mamy ogląd na sprawę z męskiego i kobiecego punku widzenia. Widząc jak tu ludzie często są krzywdzeni opiniami, chyba nawet z nieświadomości piszących, lepiej o twojej sprawie porozmawiamy przez email. Nie licz na nowomodne rady z poradnika domowego psychologa ale na obiektywną rozmowę. Zwłaszcza, że z tymi psychologami jest jak jest. Jedna tu studentka zaprezentowała problem studentów psychologii, że dzielą się na tych co potrzebują porady psychologa i na tych co psychiatry. Ja znałem to w łagodniejszej wersji znanego psychologa, że połowa studentów zamiast iść na studia psychologiczne, powinna iść i skorzystać z porady psychologicznej. Może nie jest to reguła ale nie wierzę, że jak ktoś nie potrafi sobie pomóc to świetnie nadaje się do pomagania innym. Dobrych psychologów jest na lekarstwo. Co widać, że często najgorzej wychowanymi dziećmi są dzieci psychologów.

pozdrawia John.doe wyślę ci email.

PS oczywiście nasza rozmowa nie musi cię ograniczać możesz tu na forum i gdziekolwiek szukać pomocy i porady.
Nasza relacja to relacja znajomych.

Dziękuję.

36

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...

Iryd, dziękuję ale to nie mój wątek, ja się tak naprawdę trochę wtryniłem chcąc zwrócić uwagę john.doe na pewne podobieństwa mojej i jego historii.
Tak, masz rację, to forum żeńskie i często widzę tu nieuprawnioną krytykę i zbyt szybkie i powierzchowne oceny, wynikające z osobistych doświadczeń wielu dam. Taka jednak specyfika i ja jestem tego świadom. Piszą tu też osoby mądre, a krytyka bywa konstruktywna i daje do myślenia. Będę bronił summerki, bo jej wnioski i uwagi, choć lakoniczne, są w dużym stopniu trafne. Bronię też psychologii. Nie pseudo- i parapsychologii, tylko poważne opracowania klasyków na których opierają się terapie, które pomagają ludziom.
Można ślizgać się po powierzchni problemów całe życie, tylko że to brnięcie w sinusoidach. Efekty widzimy na przykładzie moim i john.doe.

37

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...

Beckeet, dzięki za odpowiedź.
Trochę za płytko to oceniłeś, ale to twoje prawo. Forum to tylko zabawa, choć nie zapominam, że chodzi o życie prawdziwych osób. Dla mnie jednak ważniejsze jest to co mam u siebie na miejscu. Bzdurne opinie psychologów i bezradność terapeutów. Oczywiście nie wszystkich i tylko ci z którymi mam kontakt. Właśnie dziś do żony przyszedł ktoś, kto w ocenie specjalistów był przypadkiem beznadziejnym. Miłe są podziękowania ale największą przyjemność sprawia radość w oczach osoby, która czuje, że może wrócić i wraca do normalności. Choć nie raz słyszała opinię: przypadek nie rokujący poprawy. Kosztowało nas to sporo pracy, choć czy ja wiem – inaczej się to liczy.
    Jednak nie zajmujemy się przypadkami wymagającymi uporczywej terapii lub kontroli psychiatry. „Domorosły uzdrowiciel psychiki” to nie nasz fach.

Ja bardzo się cieszą, że znalazłeś dla siebie drogę wyjścia ze swojego problemu i życzę ci powodzenia.

PS Nie ma żadnego powodu żebyś się z czegoś tłumaczy czy wyjaśniał. Przecież to twoje życie i ty wiesz co dla ciebie jest najlepsze.

Idź do->Rozmowa o samotności z happy endem
Idź do->Szukam koleżanki z wyobraźnią z okolic W-wy
Jeśli uważasz, że to co piszę to dla mnie prawdy absolutne, to znaczy, że absolutnie mnie nie rozumiesz.

38

Odp: Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...

Zaintrygowałeś mnie Iryd. Choć niezręcznie mi pytać wprost o Twój punkt widzenia.

Posty [ 1 do 38 z 58 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Niska samoocena, efekt aureoli, rycerskie serce...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016